Zobaczyłam jego. Jego, któtego tak znienawidziłam. Jego Huberta! Z wielkim uśmiechem na twarzy wszedł do mojego mieszkania, ja nawet nie zdążyłam nic powiedzieć. Zamknęłam tylko drzwi i poszłam do salonu gdzie on się 'rozgościł'. Usiadłam na kanapie i rozmawialiśmy:
-Co cię do mnie sprowadza?- spytałam , jednak nei byłam zadowolona, a bardziej to chyba zdenerwowana i zaciekawiona, co tym razem wymyśla
-Przyszedłem pogadac i chyba powinienem cię przeprosić- zatkało mnie
-Teraz ?? Po 10 latach, jak mnie denerwujesz, nie dajesz chwili wytchniena, chodzisz za mną jak mały dzieciak i zachowujesz się jak upośledzony nie dając mi przestrzeni teraz ci się nagle przypomina że żal ci się mnie zrobiło??- podniosłam ton. Przypomniało mi się, że chlopacy potrafią tylko bardzo ładnie gadać, a często w rzeczywistości jest jak jest
-Słuchaj ja nie mam zmiaru się znowu kłócić, ale skoro t tego właśnie pragniesz?- powiedział
-Chcę tylko wiedzieć co ty kombinujesz. nie ufam ci zawsze tak było- odpowiedziałam nieco spokojniej
-Czy to, że tu przyszedłem może znaczyć, że zaraz coś kombinuję??- zapytał a w tym momencie roległ się dzwonek do drzwi.- Kto to?- zapytał znowu
-Pewnie Mario , miał chwilę dłużej zostać na spotkaniu- powiedziałam i pełna nadzieji poszłam otworzyć.
NIe doszłam do drzwi Hubert złapał mnie za rękę i pociągnął:
-I ty serio myślałas , ze dam ci spokój?- zrobił sie nie miły
-Nie myślałm i nie myśle- kopałam go próbowałam się wyswobodzić
Potem wszystkop działo się już w bardzo szybkim tempie. Poczułam silne bóle brzucha. Hubert mnie bił, kopał po brzuchu. Nie wiem co się działo. Pewnie dowiedział się, że jestem w ciązy i chce mi wszytko zepsuć. PO chwili Mario wszedł do domu:
-Mario! -Krzyknęłam
-Zamknij się su*o!- krzyknął Hubert i nie przestawał mnie bić
Słabłam coraz bardziej Mario wyrzucił Huberta za drzwi. Tak to wszystko co pamiętam.
*Obudziłam się na pięknej polanie, czułam się wolna. Nie było tu nikogo kto mówgłby zagrozić mojemy szczęściu. Żadnej istoty żywej. Było pięknie. Nagle zza krzaka wyszedł jakis koleś. Nie wiedziałam kto to, ale był jakos dziwnie ubrany. Przypominal mi boga starożytnego. Miał na sobie długą szatę, i włosy sięgające ramion:
-Witam w raju- usłyszałam głos staruszka
-Dzień dobry , gdzie ja wogóle się znajduję? Co to za miejscówa?- spytałam
-To jest raj. Ale wystarczty zły ruch i odpadasz. Trzymaj się na baczności młoda damo- odpowiedział -Mam coś tu dla ciebie. -Miał dwa owoce, schowane za oplecami.
Kazał mi wylosować, jednego z nich. Wylosowałam jabłko ... przejżałe. :
-O co chodzi?- zapytałam
-Jeden zły ruch i odpadasz...- przytoczył swoje wcześniejesze słowa
-Ale ... jak to? Co to ma znaczyć?- zaśmiał się i zniknął.
Zostałam sama na tej polanie. Już nie była taka piękna jak wtedy kiedy ją tu owiedziłam. Wzymał się wiatr i rozpętywała burza. Było ciemno chłodno do tego padał deszcz, właściwie to była ulewa. Biegłam przed siebie nie wiedziałam do kąd. Poruszałam się coraz szybciej, wiem w burze nie powinnam biec, ale straciłam głowe, nie wiedziałam co robić, więc uciekałam przed tornadem. Znowu pojawił mi się przed oczami ten sam facet. Byłam już nieźle przemoknięta, ale zatrzymałam się:
-Czego pan ode mnie chce?- zapytałam licząc że sprecyzuje swoją odpowiedź
-Zły los należy przyjąć na klate, a nie przed nim uciekać.- znowu nie za bardzo zrozumiałam jego przestrogi
-Dlaczego nie wyjaśni mi pan poprostu o co chodzi?- zdenerwowałam się
-Daj sobie pomóc, walcz, bądź silna jeśli chcesz coś osiągnąć. Uśmiechaj się, nawet kiedy jest ciężko, pokarz swoim wrogom swoja siłę. Bo dla nich największą przegraną jest twoje zwycięstwo- odpowiedział
Kiedy zdązyłam się obejrzeć staruszek znowu zniknął. Szłam w przód coraz szybciej. Nie przerazałam się już burzy. "Bo dla wrogów , największą przegraną jest twoje zwycięstwo" . Moje zwycięstwo.
-Moje zwycięstwo, moje zwycięstwo, moje zwycięstwo- powtarzałam sobie- tak! to jest to
Biegłam w przód ile sił z wielkim usmiechem na twarzy. Wiatr wiał prosto we mnie, ale biegłam się Nie poddawaj się!! -
-Dam radę, jestem silna, nie stchórzę!- powtarzałm sobie.
Nagle upadłam. Brakowało sił kiedy próbowałam wstawać. Ale nie poddawałam się. Wstwałam i biegłam dalej. Lepszy jeden krok w przód niż stanie w miejscu!
-Nie dam im satysfakcji- powiedziałam- Nie dam!- krzyknęłam - Nie!- wydarłam się
-I kolejny raz, kieddy popełniasz ten bład- znajoma postać pojawiła sie w moim zasięgu
-Słucham?- zrobiłam dziwną minę
-Dlaczego nie żyjesz dla siebie tylko dla innych?- spytał satrzec
-Ma pan rację- Przetrwam dla siebie. Udowodnie sobie, że mogę żyć inaczej nie kryć się pod maską słabej wiele razy raninej osoby. Udodnie sobie ,ze jestem inna , ze potrafię walczyć. Najtrudniej jest podjąć walkę. Ale podejmę ją!- powiedziam
-Niech moc będzie z tobą- uśmiechnął sie starzec
Ja też wymusiłam szeroki szczery uśmich, jakiego wiele razy na mojej twarzy brakowało. Cała w błocie i przemoknięta usiadłam na pobliskim kamieniu. Jednak nie siedziałam na nim dłużej. Postanowiłam PODJĄĆ WALKĘ! Szłam przed siebie, czekając jakby an coś co miało mnie spotkać na końcu tej drogi. Jak człowiek, rodzi się aby umrzeć a potem zmartwychwstać.
Po jakimś czasie byłam wycieńczona i przemoknięta do suchej nitki. Płożyłam się na ziemi kiedy poczułam ukucie w sercu i znajomy głos do mnie skierowany...
----------------------------------
Nie zdziwię sie, jeżeli nie wiecie o co chodzi w tej wstawce. Mam jednak nadzieję, że następny rozdział wszytko wyjaśni i "Oświeci" Was :* xD Buziakii :P
poniedziałek, 30 grudnia 2013
sobota, 28 grudnia 2013
41- Oh, if the sky comes falling down, for you... ~
*Mario*
Z samego rana wyszedłem po zakupy. Mojej dziewczynie zostawiłem kartkę na stole i szybko kupiłem to co potzrba. Mam dzisiaj trening, a że jest sobota to garmy mecz. Mam nadzieję, że Laura zgodzi się pójść ze mną. Co prawda nie wiem nawet czy w nim wystąpie, jestem powołany jako rezerwowy. W sumie to cieszę się , że aż tyle, bo ostatnio udało mi sie zawalić wszystko co było możliwe do zawalenia... Mam nadzieję, że odbuduję zaufanie u trenera i nadal będzie wszystko jak po staremu. Wogóle to myślę, że najwyższy czas aby wszystko zaczęło się układać. Ostatnio cały czas pod wiatr najpierw problemy z Hubertem , potem z Isabel , dalej Laura wyjeżdża, ja zaniedbuje wszystko... Ehhhh... musi kiedyś być w końcu dobrze. A mogloby być teraz.
Doszedłem do sklepu wziąłem potrzebne do śniadania rzeczy i wróciłem do domu. Laura już nie spała, tylko krzątała się w kuchni:
-Wóciłeś już?- spytała
-Jak widać- pocałowałem ją
-Daj zakupy i idź się przebrać a ja uszykuję śniadanie- powiedziała
-Już się robi- poszedłem na górę i przebrałem się
*Laura*
Przygotowałam śniadanie i czekałam aż Mario zejdzie na dół. Kiedy już sie pojawił zaczęliśmy konsumować posiłek przeze mnie przygotowany:
-Jaki plany na dziś?- spytał Mario
-Myślałam, że przedę się na zakupy, ale nie wiem jeszcze- powiedziałam
-A wiesz , że dzisiaj garmy?- podeszłam do kalendarza
-Ejj faktycznie. - odpowiedziałam - Czyli że nici z zakupów?- posmutniałam
-Nie nici, idź jak chcesz przecież na siłe cię tam nie wezmę.-zasugerował
-O 15.30 gracie?- spytałam
-Tak, jeszcze za 30minut mam trening-
-No to idź może na ten trening a ja w tym czasie na zakupy, a potem pójdę z tobą co? - wymyśliłam
-Okey, to ja idę - ucałował mnie
-Dobra pa- powiedziałam
Posprzątałam szybko po posiłku, potem przebrałam się i pojechałam do galeri. Zaparkowałam auto Mario i weszłam do budynku. Najpierw kupiłam sobie kozaki na zimę, jest już prawie grudzień i strasznie zimno. Postanowiłam się w całości obkupić na zimę. Kupiłam jeszcze rękawiczki i szalik. Potem weszłam jeszcze do spożywczej części sklepu i kupiłam produkty do przygotowania obiadu. Wychodząc ze sklepu zauważyłam znowu tego durnia. Teraz już byłam pewna, że on mnie też zauważył. Podszedł do mnie:
-Hej Laura- powiedział niezwykle mile
-Co ty znowu odwalasz?- spytałam sarkastycznie
-Nie mogę być miły? Zaraz święta, postanowiłem się zmienić- powiedział usmiechnięty
-Taa jasne- odpowiedziałam- Chcesz zrobić jeszcze jeden dobry uczynek ?- spytałam
-Pewnie, dla ciebie zawsze-
-Nie podlizuj sie !- upomniałam go- Zejdź mi z oczu-
-A gdzie ten uczynek?- posmutniał-
-Zejdź mi z oczu- powtórzyłam- To jest ten uczynek
-Twoje zyczenie jest dla mnie rozkazem zawsze, ale w tym przypadku chyba to się nie uda- zaśmiał się
Kurde czemu on jest taki miły. Nie wierzę, żeby serio chciał się zmienić. Boję się, że to kolejny plan, który ma działać przeciwko mnie. Nie chcę go wogóle znać, a on mi się przeprowadza do Monchium i mnie śledzi. Przecież to denerwuje:
-A gdzie Mario, ze sama tu chodzisz- spytał po chwili
-Na treningu- odpowiedziałąm i poszłam nie słuchając co ma mi on do pwiedznia
*Mario*
Wróciłem z trenigu i nie zastałem jeszcze Laury. Jednak po 20 minutach od mojego przyjscia ona również się zjawiła:
-Trzymaj zacznij przygotowywać obiad- podała mi torbę z zakupami- Ja się przebiore i zaraz przyjde
-Dobra, ale bez pośpiechu- opowiedziałem
-Jak się mamy na ten mecz wyrobic to szybko- uśmichnęła się i poszła
A ja zacząłem wyjmować zakupy z torby. Za chwilę pokroiłem pieczarki i już chyba wiedziałem co moja dziwczyna zameierza zrobic za obiad:
-Pieczarki z sosem i ziemniakami?- spytałem kiedy weszła
-Nie mylisz się kochany- pocałowała mnie i ustrugała ziemniaki
Po 20 moniutach obiad był gotowy, zjedliśmy i udaliśmy się na mecz przeciwko Hercie Berlin. Niby łatwy przeciwnik, ale żeby nie wykorzystywali naszych błedów nie przegrywalibyśmy od 15 minuty xD. Ale niby mieliśmy wszystko pod kontrolą, więc przed końcem pierwszej połowy Riberie'mu udało się wyrównać. W drugoiej połowie trener postanowił wpuscić mnie na boisko. Wszedłem za Mandzukic'ia. Przez prawie całe spotkanie bez żadnej dogodnej sytuacji podbramkowej. W końcu zdobyliśmy się na jakąś jednak nie udało nam sie zamienić jej na gola. W meczu nie zmieniło się juz nic. Wynikiem końcowym było 1:1. I tarcimy punkty w tabeli. Chociaż pozycja lidera wciąż nasza.
PO meczu kibice zostali wpuszczeni na murawę. Kazałem Laurze jechać do domu, bo trener chciał jeszcze z nami omówić pewne kwestie dotyczące naszych błedów. Nie chcemy ich popełniać również w Lidze Mistrzów.
*Laura*
Pojechałam do domu, Mario napisał mi sms-a z treścią, że za godzine powinien się pojawić w domu. Wzięłam laptopa i połozyłam się z nim na łóżko , włączyłam muzykę na full i zalogowałam się na facebooku. Najpierw postwiłam na moją ulubiona piosenkę Avicii'ego. Ten refren zawsze mi przypomina coś szczęśliwego, tylko nie wiem co (xD) :
What if I'm far from home?
Oh brother I will hear you call
What if I lose it all?
Oh sister I will help you out
Oh, if the sky comes falling down, for you
There's nothing in this world I wouldn't do
Kocham tooo <333 . Od razu miałam lepszy humor, chciało mi się tańczyć śpiewać i ... biegać po deszczu (haha :P ). PO jakiejś godzinie pozytywnego nastawiania się wyłączyłam laptopa i weszłam na dół. Ktoś dzwonił do drzwi. Byłam cały czas rozradowana ale szybko uśmiech znikł z mej twarzy. Zobaczyłam....
------------------------------------------
No teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam SzaloNegO SylWestRa i szczęśliwego Nowego Rokuu :* Buziakii ::)) I dzia za życzenia świąteczne :)
Z samego rana wyszedłem po zakupy. Mojej dziewczynie zostawiłem kartkę na stole i szybko kupiłem to co potzrba. Mam dzisiaj trening, a że jest sobota to garmy mecz. Mam nadzieję, że Laura zgodzi się pójść ze mną. Co prawda nie wiem nawet czy w nim wystąpie, jestem powołany jako rezerwowy. W sumie to cieszę się , że aż tyle, bo ostatnio udało mi sie zawalić wszystko co było możliwe do zawalenia... Mam nadzieję, że odbuduję zaufanie u trenera i nadal będzie wszystko jak po staremu. Wogóle to myślę, że najwyższy czas aby wszystko zaczęło się układać. Ostatnio cały czas pod wiatr najpierw problemy z Hubertem , potem z Isabel , dalej Laura wyjeżdża, ja zaniedbuje wszystko... Ehhhh... musi kiedyś być w końcu dobrze. A mogloby być teraz.
Doszedłem do sklepu wziąłem potrzebne do śniadania rzeczy i wróciłem do domu. Laura już nie spała, tylko krzątała się w kuchni:
-Wóciłeś już?- spytała
-Jak widać- pocałowałem ją
-Daj zakupy i idź się przebrać a ja uszykuję śniadanie- powiedziała
-Już się robi- poszedłem na górę i przebrałem się
*Laura*
Przygotowałam śniadanie i czekałam aż Mario zejdzie na dół. Kiedy już sie pojawił zaczęliśmy konsumować posiłek przeze mnie przygotowany:
-Jaki plany na dziś?- spytał Mario
-Myślałam, że przedę się na zakupy, ale nie wiem jeszcze- powiedziałam
-A wiesz , że dzisiaj garmy?- podeszłam do kalendarza
-Ejj faktycznie. - odpowiedziałam - Czyli że nici z zakupów?- posmutniałam
-Nie nici, idź jak chcesz przecież na siłe cię tam nie wezmę.-zasugerował
-O 15.30 gracie?- spytałam
-Tak, jeszcze za 30minut mam trening-
-No to idź może na ten trening a ja w tym czasie na zakupy, a potem pójdę z tobą co? - wymyśliłam
-Okey, to ja idę - ucałował mnie
-Dobra pa- powiedziałam
Posprzątałam szybko po posiłku, potem przebrałam się i pojechałam do galeri. Zaparkowałam auto Mario i weszłam do budynku. Najpierw kupiłam sobie kozaki na zimę, jest już prawie grudzień i strasznie zimno. Postanowiłam się w całości obkupić na zimę. Kupiłam jeszcze rękawiczki i szalik. Potem weszłam jeszcze do spożywczej części sklepu i kupiłam produkty do przygotowania obiadu. Wychodząc ze sklepu zauważyłam znowu tego durnia. Teraz już byłam pewna, że on mnie też zauważył. Podszedł do mnie:
-Hej Laura- powiedział niezwykle mile
-Co ty znowu odwalasz?- spytałam sarkastycznie
-Nie mogę być miły? Zaraz święta, postanowiłem się zmienić- powiedział usmiechnięty
-Taa jasne- odpowiedziałam- Chcesz zrobić jeszcze jeden dobry uczynek ?- spytałam
-Pewnie, dla ciebie zawsze-
-Nie podlizuj sie !- upomniałam go- Zejdź mi z oczu-
-A gdzie ten uczynek?- posmutniał-
-Zejdź mi z oczu- powtórzyłam- To jest ten uczynek
-Twoje zyczenie jest dla mnie rozkazem zawsze, ale w tym przypadku chyba to się nie uda- zaśmiał się
Kurde czemu on jest taki miły. Nie wierzę, żeby serio chciał się zmienić. Boję się, że to kolejny plan, który ma działać przeciwko mnie. Nie chcę go wogóle znać, a on mi się przeprowadza do Monchium i mnie śledzi. Przecież to denerwuje:
-A gdzie Mario, ze sama tu chodzisz- spytał po chwili
-Na treningu- odpowiedziałąm i poszłam nie słuchając co ma mi on do pwiedznia
*Mario*
Wróciłem z trenigu i nie zastałem jeszcze Laury. Jednak po 20 minutach od mojego przyjscia ona również się zjawiła:
-Trzymaj zacznij przygotowywać obiad- podała mi torbę z zakupami- Ja się przebiore i zaraz przyjde
-Dobra, ale bez pośpiechu- opowiedziałem
-Jak się mamy na ten mecz wyrobic to szybko- uśmichnęła się i poszła
A ja zacząłem wyjmować zakupy z torby. Za chwilę pokroiłem pieczarki i już chyba wiedziałem co moja dziwczyna zameierza zrobic za obiad:
-Pieczarki z sosem i ziemniakami?- spytałem kiedy weszła
-Nie mylisz się kochany- pocałowała mnie i ustrugała ziemniaki
Po 20 moniutach obiad był gotowy, zjedliśmy i udaliśmy się na mecz przeciwko Hercie Berlin. Niby łatwy przeciwnik, ale żeby nie wykorzystywali naszych błedów nie przegrywalibyśmy od 15 minuty xD. Ale niby mieliśmy wszystko pod kontrolą, więc przed końcem pierwszej połowy Riberie'mu udało się wyrównać. W drugoiej połowie trener postanowił wpuscić mnie na boisko. Wszedłem za Mandzukic'ia. Przez prawie całe spotkanie bez żadnej dogodnej sytuacji podbramkowej. W końcu zdobyliśmy się na jakąś jednak nie udało nam sie zamienić jej na gola. W meczu nie zmieniło się juz nic. Wynikiem końcowym było 1:1. I tarcimy punkty w tabeli. Chociaż pozycja lidera wciąż nasza.
PO meczu kibice zostali wpuszczeni na murawę. Kazałem Laurze jechać do domu, bo trener chciał jeszcze z nami omówić pewne kwestie dotyczące naszych błedów. Nie chcemy ich popełniać również w Lidze Mistrzów.
*Laura*
Pojechałam do domu, Mario napisał mi sms-a z treścią, że za godzine powinien się pojawić w domu. Wzięłam laptopa i połozyłam się z nim na łóżko , włączyłam muzykę na full i zalogowałam się na facebooku. Najpierw postwiłam na moją ulubiona piosenkę Avicii'ego. Ten refren zawsze mi przypomina coś szczęśliwego, tylko nie wiem co (xD) :
What if I'm far from home?
Oh brother I will hear you call
What if I lose it all?
Oh sister I will help you out
Oh, if the sky comes falling down, for you
There's nothing in this world I wouldn't do
Kocham tooo <333 . Od razu miałam lepszy humor, chciało mi się tańczyć śpiewać i ... biegać po deszczu (haha :P ). PO jakiejś godzinie pozytywnego nastawiania się wyłączyłam laptopa i weszłam na dół. Ktoś dzwonił do drzwi. Byłam cały czas rozradowana ale szybko uśmiech znikł z mej twarzy. Zobaczyłam....
------------------------------------------
No teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam SzaloNegO SylWestRa i szczęśliwego Nowego Rokuu :* Buziakii ::)) I dzia za życzenia świąteczne :)
wtorek, 24 grudnia 2013
40- Wielki powót :**
*Laura*
Obudziłam się w umięśnionych ramionach mojego chłopaka, zdawało mi się , że już nie spał:
-Hej słonko- przywitał mnie
-No heej- rozpromieniłam się'
-Wiesz co? Brakowało mi tego....- zamyśliłam się
-Czego?- spytał
-Ciebie, i budzenia się w twojej obecności- przytuliłam się do piłkarza
-Mi też ciebie brakowało, tak cię kocham Laura- pocałował mnie
-Ja Ciebie też, ale chyba musimy już wstawać- przerwałam czułości
-Musimyyy????- przeciągnął się Goetze nie wypuszczając mnie z objęć
-Taaak, chyba się umówię na wizytę u lekarza- powiedziałam wychodząc z łóżka
-A co? Coś nie tak?- zaniepokoił się
-Nie no, tylko poprostu wolę sprawdzić czy wszystko jest okey- uśmichnęłam się i zaczęłam szykować rzeczy pod prysznic.
Zamknełam się w łazience. Wziełam poranny prysznic i szukałam czegoś do ubrania. Po namyśle wybrałam zestaw z białą bluzką i długimi spodniami, ponieważ to nie Madryt xD i nie jest tu tak ciepło. Następnie zeszłam na dół gdzie Mario przygotowywał śniadanie:
-Oooo, widzę, że ktoś tu wpadł na pomysł zdrowego śniadania?- zaśmiałam się
-A żebyś wiedziała. Już mam dosyć pizzy, czy kebabów którymi ostatnio się ponad 3 tygodnie odżywiałem- zrobił kwaśną minę
-To na obiad pizza czy hamburger?- zażartowałam
-I jeszcze frtyki do tego- obużył się
-Z keczupem czy musztardą?- nie wyrabiałam z niego
-Z majonezem kochanie, a teraz jedz mi tu i nie obrzydzaj mi fry--yyytkami tego- grymasił
-Oj już dobrzee- zabrałam się za jedzenie- Tylko szybko bo zaraz trening- pospieszyłam Mario
-Ta znowu zaczyna -.- - wkurzył się - Jeszcze się tobą nie nacieszyłem a ty już mnie na trening wysyłasz- udał obrazonego
-A jeśli pójdę z tobą?- spytałam - Jest jakaś szansa?- pocałowałam go
-Możeeeeee- przeciągnął się
-To spakuj się i wychodzimy za 10 minut- powiedziałam
-Nie powiedziałem , że idę- zaśmiał się'
-Oj, ale ja już powiedziałam - pocałowałam go
-I się zaczęło...- zamruczał pod nosem
-Rozumiem że mam wyjechać- powiedziałam i udałam się na górę, a Mario za mną
-Nie, no kochanie nie fochaj sięęę- pocałował mnie- za 1O minut mieliśmy być na treninguu
-Ups, to idziemy.
Po niecałych 2O minutach spóźnienia udało nam się dotrzeć na trening. Mario szybko się przebrał i udał na murawę.
*Mario*
Teraz to dopiero będzie jazda. 3 tygodnie bez treningu, nawet dzwonić do trenera nie miałem siły. Ale mi się oberwieeee.... Z niepokojem wyszedłem na murawę, i udając że nic sie nie stało przywitałem się i zacząłem ćwiczyć, na moje szczęście trenera JESZCZE nie było. Ale to nic. Może jak udam że wszystko okey, to nie będzie pytał.
Po kilku okrążeniach wokół boiska poczęliśmy rozgrzewkę i wtedy zjawił się trener. Kazał wybrać drużyny i rozegrać mecza. Wyberał Boateng i Neuer:
-Mamdzukić!- krzyknął Neuer
-Goetze! - wytypował mnie Boateng
-Goetze?!- powtórzyli chórem chłopacy , bo podejrzewam że nawet mnie nie zauważyli
-Goetze?!- powtórzył trener-
-Yyyy tak ja. - powiedziałem niepewnie
-Z tobą to ja muszę porozmawiać, choć teraz- powiedział do mnie- Za kilka minut do was dołączy- zwrócił się do chłopaków- a więc Mario... - zaczął -może powiesz mi co to miało być?
-No ja przepraszam, ale miałem problemy, i zero myśli w mózgu jak wszystko opanować- tłumaczyłem się
-A takie coś jak telefon naprzykład to posiadasz Goetze?- spytał
-Nie myślałem jak już trener wie, miałem problemy i nie pomyślałem nawet żeby poinformować- tłumaczyłem dalej
-Dobrze, ale mam nadzieję że to się więcej nie powtórzy, i jak by coś się działo to chociaż powiesz, że nie stawisz się.
-Będę pamiętał- wyszedłem z tego obronną ręką i poszedłem dalej trenować
*Laura*
Coś czułam ż Mario może mieć kłopoty, kidy zawołał go trener obaj mieli dziwne miny. Mam nadzieję, że nie zaniedbał on aż tak swoich obowiązków i skończy sie tylko i wyłacznie na upomnieniu. Po chwili zauważyłam, że mój chłopak uśmichecha się i kontynuuje trening z chłopakami.
Po 2godzinach trening dobiegł końca, zeszłam z trybun aby przywitać się z chłopakami schodzącymi do szatni:
-Hej wszystkim- uśmiechnęłam się przyjaźnie
-Laura?!- zawołał Boateng
-No cześć- zrobiliśmy zbiorowego przytulaska
-Wielki powrót- zawył Mandzukić a my się zaśmialiśmy
-Dokładnie Mario- uśmiechnęłam się
Po skończonym treningu jak już oznajmiłam Goetze'mu udałam się do lekarza, w celu sprawdzenia czy ciąża przebiega prawidłowo. Okazało się , że nie mam się czym martwić i że jest okey. Cieszę się że jest dobrze. W przeciwnym razie chyba te problemy przytłoczyły by mnie całą... A o problemach mówiąc... Idę sobie ulicami Monachium a tu nagle... Hubert... -.- Ale się wkurzyłam! Na moje szczęście nie zauważył mnie, bo postanowiłam zejść w boczną uliczkę. Jednak po chwili patrze a on mi macha. (?!) Wtf???! Przyszło mu być miłym? Zdziwiłam się. Co on tym razem kombinuje. Czyżby ot tak stał się miły? Nieee.... tu coś jest na rzeczy... Muszę trzymać się na baczności...:
-Kotkuu!! Tu ziemiaa.. znaczy Mario- pomachał mi przed oczami Goetze
-Że co? A tak, no już dom?- gadałam trochę bez sensu
-Zapodaj jaśniej bo nie rozumiem- zaśmiał się Mario
-Nie no, szłam sobie i myślałam i nie zauważyłam że jestem już w domu. Zamyśliłam się poprostu- odpowiedziałam ściągając kurtkę
-A o czym tak myślałaś?- spytał
-Widziałam Huberta- powiedziałam zła- Nie wiem co znowu kombinuuje- zamyśliłam się
-A czemu miałby coś kombinować?-
-Może dlatego, że zamiast głupich dogryzek przywitał mnie ciepłym wzrokiem i pomachał...- odpowiedziałam
-A może poprostu zdał sobie sprawę, że nia warto już cię gnębić skoro masz go w nosie- uśmiechnął się
-Może...- zaparzyłam sobie herbatę i ogrzałam się jej ciepłem
-------------------------------
Już 40 awww *.* jejkuuu pamiętam jak za każdym nowym obserwatorem i komentarzam wpadałam w euforię, jak się zawsze jarałammmm *.* Omg a tu już mamy 40 rozdział. Wątpiłam ,że dojdę aż tak daleko ale z Wami wszystko jest możliwe. Mam nadzieję, że będziecie mnie dalej wspierały .
Obudziłam się w umięśnionych ramionach mojego chłopaka, zdawało mi się , że już nie spał:
-Hej słonko- przywitał mnie
-No heej- rozpromieniłam się'
-Wiesz co? Brakowało mi tego....- zamyśliłam się
-Czego?- spytał
-Ciebie, i budzenia się w twojej obecności- przytuliłam się do piłkarza
-Mi też ciebie brakowało, tak cię kocham Laura- pocałował mnie
-Ja Ciebie też, ale chyba musimy już wstawać- przerwałam czułości
-Musimyyy????- przeciągnął się Goetze nie wypuszczając mnie z objęć
-Taaak, chyba się umówię na wizytę u lekarza- powiedziałam wychodząc z łóżka
-A co? Coś nie tak?- zaniepokoił się
-Nie no, tylko poprostu wolę sprawdzić czy wszystko jest okey- uśmichnęłam się i zaczęłam szykować rzeczy pod prysznic.
Zamknełam się w łazience. Wziełam poranny prysznic i szukałam czegoś do ubrania. Po namyśle wybrałam zestaw z białą bluzką i długimi spodniami, ponieważ to nie Madryt xD i nie jest tu tak ciepło. Następnie zeszłam na dół gdzie Mario przygotowywał śniadanie:
-Oooo, widzę, że ktoś tu wpadł na pomysł zdrowego śniadania?- zaśmiałam się
-A żebyś wiedziała. Już mam dosyć pizzy, czy kebabów którymi ostatnio się ponad 3 tygodnie odżywiałem- zrobił kwaśną minę
-To na obiad pizza czy hamburger?- zażartowałam
-I jeszcze frtyki do tego- obużył się
-Z keczupem czy musztardą?- nie wyrabiałam z niego
-Z majonezem kochanie, a teraz jedz mi tu i nie obrzydzaj mi fry--yyytkami tego- grymasił
-Oj już dobrzee- zabrałam się za jedzenie- Tylko szybko bo zaraz trening- pospieszyłam Mario
-Ta znowu zaczyna -.- - wkurzył się - Jeszcze się tobą nie nacieszyłem a ty już mnie na trening wysyłasz- udał obrazonego
-A jeśli pójdę z tobą?- spytałam - Jest jakaś szansa?- pocałowałam go
-Możeeeeee- przeciągnął się
-To spakuj się i wychodzimy za 10 minut- powiedziałam
-Nie powiedziałem , że idę- zaśmiał się'
-Oj, ale ja już powiedziałam - pocałowałam go
-I się zaczęło...- zamruczał pod nosem
-Rozumiem że mam wyjechać- powiedziałam i udałam się na górę, a Mario za mną
-Nie, no kochanie nie fochaj sięęę- pocałował mnie- za 1O minut mieliśmy być na treninguu
-Ups, to idziemy.
Po niecałych 2O minutach spóźnienia udało nam się dotrzeć na trening. Mario szybko się przebrał i udał na murawę.
*Mario*
Teraz to dopiero będzie jazda. 3 tygodnie bez treningu, nawet dzwonić do trenera nie miałem siły. Ale mi się oberwieeee.... Z niepokojem wyszedłem na murawę, i udając że nic sie nie stało przywitałem się i zacząłem ćwiczyć, na moje szczęście trenera JESZCZE nie było. Ale to nic. Może jak udam że wszystko okey, to nie będzie pytał.
Po kilku okrążeniach wokół boiska poczęliśmy rozgrzewkę i wtedy zjawił się trener. Kazał wybrać drużyny i rozegrać mecza. Wyberał Boateng i Neuer:
-Mamdzukić!- krzyknął Neuer
-Goetze! - wytypował mnie Boateng
-Goetze?!- powtórzyli chórem chłopacy , bo podejrzewam że nawet mnie nie zauważyli
-Goetze?!- powtórzył trener-
-Yyyy tak ja. - powiedziałem niepewnie
-Z tobą to ja muszę porozmawiać, choć teraz- powiedział do mnie- Za kilka minut do was dołączy- zwrócił się do chłopaków- a więc Mario... - zaczął -może powiesz mi co to miało być?
-No ja przepraszam, ale miałem problemy, i zero myśli w mózgu jak wszystko opanować- tłumaczyłem się
-A takie coś jak telefon naprzykład to posiadasz Goetze?- spytał
-Nie myślałem jak już trener wie, miałem problemy i nie pomyślałem nawet żeby poinformować- tłumaczyłem dalej
-Dobrze, ale mam nadzieję że to się więcej nie powtórzy, i jak by coś się działo to chociaż powiesz, że nie stawisz się.
-Będę pamiętał- wyszedłem z tego obronną ręką i poszedłem dalej trenować
*Laura*
Coś czułam ż Mario może mieć kłopoty, kidy zawołał go trener obaj mieli dziwne miny. Mam nadzieję, że nie zaniedbał on aż tak swoich obowiązków i skończy sie tylko i wyłacznie na upomnieniu. Po chwili zauważyłam, że mój chłopak uśmichecha się i kontynuuje trening z chłopakami.
Po 2godzinach trening dobiegł końca, zeszłam z trybun aby przywitać się z chłopakami schodzącymi do szatni:
-Hej wszystkim- uśmiechnęłam się przyjaźnie
-Laura?!- zawołał Boateng
-No cześć- zrobiliśmy zbiorowego przytulaska
-Wielki powrót- zawył Mandzukić a my się zaśmialiśmy
-Dokładnie Mario- uśmiechnęłam się
Po skończonym treningu jak już oznajmiłam Goetze'mu udałam się do lekarza, w celu sprawdzenia czy ciąża przebiega prawidłowo. Okazało się , że nie mam się czym martwić i że jest okey. Cieszę się że jest dobrze. W przeciwnym razie chyba te problemy przytłoczyły by mnie całą... A o problemach mówiąc... Idę sobie ulicami Monachium a tu nagle... Hubert... -.- Ale się wkurzyłam! Na moje szczęście nie zauważył mnie, bo postanowiłam zejść w boczną uliczkę. Jednak po chwili patrze a on mi macha. (?!) Wtf???! Przyszło mu być miłym? Zdziwiłam się. Co on tym razem kombinuje. Czyżby ot tak stał się miły? Nieee.... tu coś jest na rzeczy... Muszę trzymać się na baczności...:
-Kotkuu!! Tu ziemiaa.. znaczy Mario- pomachał mi przed oczami Goetze
-Że co? A tak, no już dom?- gadałam trochę bez sensu
-Zapodaj jaśniej bo nie rozumiem- zaśmiał się Mario
-Nie no, szłam sobie i myślałam i nie zauważyłam że jestem już w domu. Zamyśliłam się poprostu- odpowiedziałam ściągając kurtkę
-A o czym tak myślałaś?- spytał
-Widziałam Huberta- powiedziałam zła- Nie wiem co znowu kombinuuje- zamyśliłam się
-A czemu miałby coś kombinować?-
-Może dlatego, że zamiast głupich dogryzek przywitał mnie ciepłym wzrokiem i pomachał...- odpowiedziałam
-A może poprostu zdał sobie sprawę, że nia warto już cię gnębić skoro masz go w nosie- uśmiechnął się
-Może...- zaparzyłam sobie herbatę i ogrzałam się jej ciepłem
-------------------------------
Już 40 awww *.* jejkuuu pamiętam jak za każdym nowym obserwatorem i komentarzam wpadałam w euforię, jak się zawsze jarałammmm *.* Omg a tu już mamy 40 rozdział. Wątpiłam ,że dojdę aż tak daleko ale z Wami wszystko jest możliwe. Mam nadzieję, że będziecie mnie dalej wspierały .
WESOŁYCH ŚWIAT!!!
w ten wigilijny wieczór, chcę wam życzyć Dużżżo zdrowia, które jest wiadomo - najważniejsze, szczęścia, które może Wam pomóc w trudnych chwilach, miłości- wspierającej na duchu... i także spędzenia tych świąt w miłej ciepłej atmosferze, tak abyście zapamiętały je do końca życia jako te naj najlepsze. Szczęśliwego Nowego Roku, aby przyniósł ze sobą wiele nieodkrytych talentów, wiele niespodzianek, wiele uśmichu a także spełnienia Najskrytszych Marzeń. Wesołych Świąt kochane moje :********
czwartek, 19 grudnia 2013
39- Sytuacja opanowana (:
*Mario*
Po tym całym cyrku, to wiem tyle, że ... no właśnie nic nie wiem. Leże sobie w szpitalu i pamiętam tylko tyle, że nie opanowałem samochodu kiedy Laura zadzowoniła... Taaa to wszystko. Podobno już wszystko dobrze, ale musze się dopytac pielęgniarki, akurat jedna weszła do mojej sali:
-Panie Goetze?- spytała
-Słucham?- odburknąłem
-Przyszedł do pana gość, a właściwie to przyleciał i to gościuwa- zaśmiała sie pielęgniarka
-Nie chcę gości- powiedziałem oschle a pielęgniarka cofnęła się do drzwi i cos do kogoś powiedziała
Moim oczom ukazała sie Laura!! Nie mogłem w to wszytsko uwierzyć:
-Nie chcesz to nie- zaśmiała się
-Kochanie, zostań, proszę- powiedziałem bardzo cicho
-Powiesz mi po co? Po co to robisz?- mówiła tak cicho, tak spokojnie, tak... jak lubiłem
- Nie miało to sensu.. Zależało i zależy mi nadal tylko na tobie potem straciłem nadzieję, ze możno to jeszcze odbudować.- odpowiedziałem
-Jak to? A nie można?- spytała
-A można?- spojrzałem jej w oczy
-Jak nie sprubujesz to sie nie dowiesz- powiedziała mi
-Laura, skarbie przepraszam cię, nie tak to miało być. Chciałem być szczęsliwy ale z tobą nie z nikim innym tylko z tobą a Is to popsuła, przepraszam.
-Nie mogę ci nie wybaczyć- uśmiechnęła się i mnie pocałowała
*Laura*
Ucieszyłam się że Mario nadal na mnie zależy. On myślał, że stracił wszystko kiedy wyjechałam.. w sumie pewnie sama bym inaczej nie potrafiła postąpić:
-A jak maleństwo?- poglaskał mnie po brzuchu
-Byłam jeszcze w Madrycie na kontroli- usmiechnęłam się
-W Madrycie byłaś?- nie dowierzał
-Taak... tam- przytaknęłam niechętnie
-I jak było? Nikt mi cię nie poderwał?- pocałował mnie znowu
-Taaa, były plany ale się nie dałam się - wybronilam się z opresji
-To dobrze- powiedział
-Mario?
-Ta kochanie?- spytał
-Nie zaniedbuj mi sie tak więcej, dobrze?- upewniłam się
-Mam nadzieję, że nie będzie już takiej potrzeby, żeby się zabijać- zaśmiał się
-Śmiszne , Mario- zaśmiałam się
-Oj dobrze.
Po jakimś czasie siedzenia u ukochanego postanowiłam spytać się o jego dalszy pobyt w szpitalu. Ten szpital to już nas tu tak zna... Stałymi bywalcami tu jesteśmy. Chyba będziemy musieli zmienić na inny. Od lekarza dowiedzialam się że woleli by jeszcze kilka dni potrzymac Mario u siebie. Jeśli nie będzie o siebie dbal więcej ma nie liczyć na cud. Tak mi powiedział lekarz a ja stwierdziłam, że sama się nim zajmę i z tego względu Mario wyjdzie jutro, bo dzisiaj jest już trochę za ciemno.
Wróciłam spowrotem do Mario. Oznajmiłam mu że wyjdzie jutro. Oczywiście on chciał już dzisiaj, ale kiedy się dowiedział że albo dzisiaj albo za kilka tygodni dopiero, przestał marudzić.Zostałam u niego do następnego dnia, jakoś tak wyszło że zesnełam (!! xd) .
Rano ogarnęłam się i udałam sie po wypis dla Goetze'go. Bez probemu dostałam go o 7. rano. Wyszliśmy ze szpitala i udało nam się o własnych siłach dojść do naszego domu. Skończyłam się rozpakowywać a potem zrobiłam nam obiad. Zawołałam Mario i zadzwoniłam do Mandzu i Lahma, którzy oczywiście zgodzili się przyjść. Za 2O minut zaczęliśmy jeść obiad:
-I jak Laura wrócisz do gry, czy po porodzie?- ciszę przerwał Lahm
-Nie wiem sama, mam ochote grać ale czy dam radę? Zresztą nie chcę narażać dziecka- odpowiedziałam
-Też tak myślę- przytaknął Mandzu
-Ej chłopaki? Widzieliście gdzieś może Huberta?- spytałam
-Taakk, pytał kilkakrotnie o ciebie ale nie kazałaś nikomu mówić gdzie jesteś. Powiedzieliśmy że się wyprowadziłaś- uśmichnął się Philip
-Dzięki, kochani jesteście- uśmiechnęłam się
-Nie ma sprawy, ale weź o nim nie myśl- powiedzieli równo
-Wiesz, chodziło mi o to czy muszę uważać czy może się wyprowadził. Nie będę roztrząsac sprawy bo nie w tym rzecz. Odpoczęłam zapomniałam i narazie nie myślę o nim. - wytłumaczyłam
-Nie możesz się denerwować skarbie, pamiętaj. Masz dziecko i nie myśl o nim- przytulił mnie Goetze
-Ojjjć ale nam się słodko zrobiłoooo- zaśmiał się Lamaa
-Ejj Lama, a jak tam twoja stałość uczuć? - zaśmiałam się
-Bez zmian- dodał na co my się zaśmialiśmy
-Przeprosze was na chwilę- wyszłam bo zadzwonił mój telefon
Poszłam do mojego pokoju. Dzwoniła moja mama, oj... dawno z nią nie gadałam od kiedy wyjechałam z tych rozgrywek nie byłam już w Polsce. Chyba będę musiała kiedyś się tam wybrać.:
-Halo?- odebrałam
-Witaj córciu- przywitała mnie mama
-Dzień dobry mamo- przywitałam moją rodzicielkę
-Tak dawno się nie odzywałaś, więc postanowiłam ja się odezwać- powiedziała moja mama- Opowiadaj co tam u ciebie
-Wiesz, nie dzwoniłam..bo ostatnio tyle się działo że nie miałam na nic czassu- posmutniałam. Pewnie będę musiała powiedzieć o ciąży :(
-No trudno, co tam słuchac u ciebie?- spytała ponownie, trudno powiem jej
-Od czego tu zacząć..-zamyśliłam się- Mam chłopaka, jestem w ciąży, mam treningi, osoatatnio byłam u koleżanek w Madrycie, zdążyłam wrócić- mowiłam tak szybko żeby uwagi mamy nie przykuła ciąża
-Co chłopak okey, ciąża??- poczułam lekką spinę...
-Tak, ale spokojnie, jestem dorosła i panuję nad sprawą- powiedziałam wesoło
-No nie wiem, uważaj na siebie- powiedziała chyba nie była aż tak zadowolona
-Muszę kończyć, przyszli chłopcy na obiad i zostawiłam ich chwilowo- powiedziałam- Pozdrów rodzinę, tylko nie mów za dużo, okey?
-Dobrze nie powiem, to pa.
-Pa-
Nie lubiałam nigdy kiedy ktoś o mnie opowiedał. A nigdy zresztą nikogo nie obchodziłam. Kiedy wyjechałam zaczęło im się przypominac o moim istnieniu :(
No takie życie. Po rozmowie z mamą wróciłam do chłopaków grali akurat w fifę. Oznajmili mi że na jutro jestemy umówieni na jakiś pzrypał. Oczywiście zgodziłam się, trzeba sie jakoś rozluźnić. Mario szczególnie się to przyda....
---------------------------------------
... Taki tam sobie. Następny kiedy będą 3 komy :)
Jutro Wigilia klasowaaa :** *.* Oj będzie się działooo :) A wy kiedy macie??
Po tym całym cyrku, to wiem tyle, że ... no właśnie nic nie wiem. Leże sobie w szpitalu i pamiętam tylko tyle, że nie opanowałem samochodu kiedy Laura zadzowoniła... Taaa to wszystko. Podobno już wszystko dobrze, ale musze się dopytac pielęgniarki, akurat jedna weszła do mojej sali:
-Panie Goetze?- spytała
-Słucham?- odburknąłem
-Przyszedł do pana gość, a właściwie to przyleciał i to gościuwa- zaśmiała sie pielęgniarka
-Nie chcę gości- powiedziałem oschle a pielęgniarka cofnęła się do drzwi i cos do kogoś powiedziała
Moim oczom ukazała sie Laura!! Nie mogłem w to wszytsko uwierzyć:
-Nie chcesz to nie- zaśmiała się
-Kochanie, zostań, proszę- powiedziałem bardzo cicho
-Powiesz mi po co? Po co to robisz?- mówiła tak cicho, tak spokojnie, tak... jak lubiłem
- Nie miało to sensu.. Zależało i zależy mi nadal tylko na tobie potem straciłem nadzieję, ze możno to jeszcze odbudować.- odpowiedziałem
-Jak to? A nie można?- spytała
-A można?- spojrzałem jej w oczy
-Jak nie sprubujesz to sie nie dowiesz- powiedziała mi
-Laura, skarbie przepraszam cię, nie tak to miało być. Chciałem być szczęsliwy ale z tobą nie z nikim innym tylko z tobą a Is to popsuła, przepraszam.
-Nie mogę ci nie wybaczyć- uśmiechnęła się i mnie pocałowała
*Laura*
Ucieszyłam się że Mario nadal na mnie zależy. On myślał, że stracił wszystko kiedy wyjechałam.. w sumie pewnie sama bym inaczej nie potrafiła postąpić:
-A jak maleństwo?- poglaskał mnie po brzuchu
-Byłam jeszcze w Madrycie na kontroli- usmiechnęłam się
-W Madrycie byłaś?- nie dowierzał
-Taak... tam- przytaknęłam niechętnie
-I jak było? Nikt mi cię nie poderwał?- pocałował mnie znowu
-Taaa, były plany ale się nie dałam się - wybronilam się z opresji
-To dobrze- powiedział
-Mario?
-Ta kochanie?- spytał
-Nie zaniedbuj mi sie tak więcej, dobrze?- upewniłam się
-Mam nadzieję, że nie będzie już takiej potrzeby, żeby się zabijać- zaśmiał się
-Śmiszne , Mario- zaśmiałam się
-Oj dobrze.
Po jakimś czasie siedzenia u ukochanego postanowiłam spytać się o jego dalszy pobyt w szpitalu. Ten szpital to już nas tu tak zna... Stałymi bywalcami tu jesteśmy. Chyba będziemy musieli zmienić na inny. Od lekarza dowiedzialam się że woleli by jeszcze kilka dni potrzymac Mario u siebie. Jeśli nie będzie o siebie dbal więcej ma nie liczyć na cud. Tak mi powiedział lekarz a ja stwierdziłam, że sama się nim zajmę i z tego względu Mario wyjdzie jutro, bo dzisiaj jest już trochę za ciemno.
Wróciłam spowrotem do Mario. Oznajmiłam mu że wyjdzie jutro. Oczywiście on chciał już dzisiaj, ale kiedy się dowiedział że albo dzisiaj albo za kilka tygodni dopiero, przestał marudzić.Zostałam u niego do następnego dnia, jakoś tak wyszło że zesnełam (!! xd) .
Rano ogarnęłam się i udałam sie po wypis dla Goetze'go. Bez probemu dostałam go o 7. rano. Wyszliśmy ze szpitala i udało nam się o własnych siłach dojść do naszego domu. Skończyłam się rozpakowywać a potem zrobiłam nam obiad. Zawołałam Mario i zadzwoniłam do Mandzu i Lahma, którzy oczywiście zgodzili się przyjść. Za 2O minut zaczęliśmy jeść obiad:
-I jak Laura wrócisz do gry, czy po porodzie?- ciszę przerwał Lahm
-Nie wiem sama, mam ochote grać ale czy dam radę? Zresztą nie chcę narażać dziecka- odpowiedziałam
-Też tak myślę- przytaknął Mandzu
-Ej chłopaki? Widzieliście gdzieś może Huberta?- spytałam
-Taakk, pytał kilkakrotnie o ciebie ale nie kazałaś nikomu mówić gdzie jesteś. Powiedzieliśmy że się wyprowadziłaś- uśmichnął się Philip
-Dzięki, kochani jesteście- uśmiechnęłam się
-Nie ma sprawy, ale weź o nim nie myśl- powiedzieli równo
-Wiesz, chodziło mi o to czy muszę uważać czy może się wyprowadził. Nie będę roztrząsac sprawy bo nie w tym rzecz. Odpoczęłam zapomniałam i narazie nie myślę o nim. - wytłumaczyłam
-Nie możesz się denerwować skarbie, pamiętaj. Masz dziecko i nie myśl o nim- przytulił mnie Goetze
-Ojjjć ale nam się słodko zrobiłoooo- zaśmiał się Lamaa
-Ejj Lama, a jak tam twoja stałość uczuć? - zaśmiałam się
-Bez zmian- dodał na co my się zaśmialiśmy
-Przeprosze was na chwilę- wyszłam bo zadzwonił mój telefon
Poszłam do mojego pokoju. Dzwoniła moja mama, oj... dawno z nią nie gadałam od kiedy wyjechałam z tych rozgrywek nie byłam już w Polsce. Chyba będę musiała kiedyś się tam wybrać.:
-Halo?- odebrałam
-Witaj córciu- przywitała mnie mama
-Dzień dobry mamo- przywitałam moją rodzicielkę
-Tak dawno się nie odzywałaś, więc postanowiłam ja się odezwać- powiedziała moja mama- Opowiadaj co tam u ciebie
-Wiesz, nie dzwoniłam..bo ostatnio tyle się działo że nie miałam na nic czassu- posmutniałam. Pewnie będę musiała powiedzieć o ciąży :(
-No trudno, co tam słuchac u ciebie?- spytała ponownie, trudno powiem jej
-Od czego tu zacząć..-zamyśliłam się- Mam chłopaka, jestem w ciąży, mam treningi, osoatatnio byłam u koleżanek w Madrycie, zdążyłam wrócić- mowiłam tak szybko żeby uwagi mamy nie przykuła ciąża
-Co chłopak okey, ciąża??- poczułam lekką spinę...
-Tak, ale spokojnie, jestem dorosła i panuję nad sprawą- powiedziałam wesoło
-No nie wiem, uważaj na siebie- powiedziała chyba nie była aż tak zadowolona
-Muszę kończyć, przyszli chłopcy na obiad i zostawiłam ich chwilowo- powiedziałam- Pozdrów rodzinę, tylko nie mów za dużo, okey?
-Dobrze nie powiem, to pa.
-Pa-
Nie lubiałam nigdy kiedy ktoś o mnie opowiedał. A nigdy zresztą nikogo nie obchodziłam. Kiedy wyjechałam zaczęło im się przypominac o moim istnieniu :(
No takie życie. Po rozmowie z mamą wróciłam do chłopaków grali akurat w fifę. Oznajmili mi że na jutro jestemy umówieni na jakiś pzrypał. Oczywiście zgodziłam się, trzeba sie jakoś rozluźnić. Mario szczególnie się to przyda....
---------------------------------------
... Taki tam sobie. Następny kiedy będą 3 komy :)
Jutro Wigilia klasowaaa :** *.* Oj będzie się działooo :) A wy kiedy macie??
poniedziałek, 16 grudnia 2013
38- Walka z czasem
*Laura*
Zdecydowałam, że zadzwonie do Mario. Musimy wreszcie spokojnie porozmawiać. Wtedy go nie wysłuchałam i teraz tego żałuję. Wykonałam połączenie, ale nikt nie odbierał. Pragnęłam znowu usłyszeć ten ciepły głos mojego Mario. Nie chcę się od niego odcinać ja tam wrócę, jesli odvierze i zgodzi się na to. Próbowałam, dzwoniłam jeszcze kilka razy. W sercu czułam niepokój z trunem przełykałam ślinę w gardle. A co jeśli już za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia? Jeśli chłopacy go nie upilnowali?!!!! Co się dzieje!?!?!? Byłam w szoku. Do mojego pokoju weszła Sara:
-I jak?- spytała i mimowolnie mnie przytuliła
-Jak to jak? Nie odbiera- krzykęłam- Już koniec, rozumiesz?
-Jaki koniec? Laura, spokojnie- przubowała mnie uspokoić
-Coś mi serce podpowiada, że chłopaki nie dali rady go upilnowac i...- przerwałam
-Nawet tak nie myśl Laura nie myśl tak !! Rozumiesz?- próbowała wybić mi to z głowy
~Minęła godzina~ Siedzę na dole i dzwoni mój telefon. Ile sił w nogach pobiegłam na górę. Na wyświetlaczu: Mandzu ^^ odebrałam połączenie od przyjaciela
-Laura- mówił szybko i jakby był zdyszany
-Co się stało Mario mów- ponaglałam go lekko zdenerwowana
-No bo Goetze..- wziął oddech
-Co się do cholery dzieje z Mario???- krzyknęłam do słuchawki
-On... zabił się- wydusił to z siebie
-Co? Nie !!! jak to?- krzyczałam
-Lekarze walczą o jego życie..-
-Jak zadzwonie bądź na lotnisku- powiedziałłam
-Laura nie jedź, nosisz dziecko pod sercem, jest zimno...-próbował odwieść mnie od tematu
-Poprostu tam bądź, pa- zaszlochałam
Szybko wyjęłam na łóżko wszytskie walizki i zbiegłam na dół, kazała Sarze zarezerwować bilet do Monachium. dziewczyna sama nie wie po co ale to nie isiotne, to walka z czasem, jest go mało a ja muszę dzisiaj tam być. Mullerowa zrobiła o co j poprosiłam a ja spakowałam się, miałam nieco ponad godzinę, to nie wiele ale jeśli chcę dotrzeć dzisiaj muszę się pospieszyć. Spakowałam się zbiegłam na dół cały czas płacząc opowiedziałam dziewczynom wszystko po kolei zachwile przyszedł Casillas z Ronaldo . Było mi głupio po ostatniej akcji z Cr7 ale musiałam.
Pożegnałam przyjaciół podziękowałam za wszytsko i wybiegłam na lotnisko. Zostało 15 minut. Myślę, że zdązę. Tóż po odprawie, zajęłam miejsce w samolocie i zadzwoniłam do Mandzukicia. Po dwuch godzinach lotu, wylądowaliśmy na Monachijskim lotnisku.Od razu poczułam to powietrze, ten klimat, to miejsce, które kocham. Poszukałam wzrokiem Mario, dość szybko udało mi się go znaleźć w tłumie ludzi wychodzących z samolotu. Podbiegłam do przyjaciela i rzuciłam się mu na szyję:
-Mario!! Stęskniłam się- przytuliłam piłkarza
-Laura ja też, nawet nie wiesz jak bardzo- powiedział- Odwieźć cię do domu?
-Nie ! Do szpitala do Mario mnie zawieź szybko!- dałam mu rozkaz
-Serio postanowiłas do niego wrócić?- spytał kiedy wsiedliśmy do auta
-Nie wróciłam do niego, narazie tylko do Monachium- wymusiłam delikatny uśmiech
-Wiem, nie będę podważał żadnej twojej decyzji, ale wiedz, Mario bardzo cierpiał. I on doskonale rozumiał jaki bład popełnił. Tyle razy próbował mnie rozszarpać, kiedy nie chciałem mu udzielić żadnych informacji na twój temat- posmutniałam
-Domyślam się, że źle zrobiłam wyjeżdżając, ale musiałam odpocząć- przytaknęłam
-Dobrze, to tutaj wysiądź a ja zaparkuje- powiedział mój przyjciel
-Podasz numer sali?- spytałam
-Lahm czeka na ciebie tutaj na dole powinnaś go spotkać, zaprowadzi cię- uśmichnął się a ja poszłam
Kiedy zobaczyłam Philippa padłam mu w ramiona, stęskniłam się za tymi żulami tak bardzo. W tej właśnie chwili pzrypomnialy mi sie wszytskie przypały razem odwalone. Wszystkie wspólnie spędzone chwile. Brakowało mi tego, szczerze mi tego brakowało.
Po przywitaniu się oi zamienieniu paru zdań, Lahm zaprowadził mnie pod salę, w której przebywał Goetze. Panował tam duży ruch. Ciągle z sali wychodziły pielęgniarki, wbiegali do niej lekarze, jednak nikt nie zachciał udzielić mi zadnych informacji. Późnym wieczorem chłopaki kazali mi pojechać do domu i nieco się ogarnąć zawieźć walizki i rozpakować się. Jednka nie przystałam na ich propozycję, puki nie udzieli mi nikt jakiejś konkretnej informacji, nie ruszę się stąd! Po jakiś dwuch godzinach udało mi się zatrzymać lekarza, widać, ze już jest nieco spokojniej, pielęgniarki przychodzą tylko co 30 minut sprawdzić... w zasadzie to nawet nie wiem co. Postanowiłam się tego dowiedzieć. Lekarz udzielił mi tylko jednej informacji, że stan Mario zaliczyć można do krytycznego. I mało brakło aby już go tutaj nie było. A teraz są jeszcze jakiekolwiek szanse i najważniejsze jest to że jego organizm podejmuje walke. -Tyle się dowiedziałam od lekarza. Była już 1 w nocy więc nie było już sensu jechac do domu, postanowiłam zostać w szpitalu.
Nie spałam wcale, przez tą noc wypiłam chyba ze 4 kawy. Zapomniało mi się , że nie mogę ich pić, ale było minęło czasu nie cofnę. Jakieś 10 minut po 9 przyjechał Philip i wymienił mnie a kiedy dojechał Mandzu odwiózł mnie spowrtem do domu. Zdązyłam wyjąć kilka rzeczy z walizki umyć się i zjeść porządne śniadanie, kiedy zadzwonił Philip. Z bijącym sercem odebrałam telefon:
-Co sie dzieje?- spytałam
-Słuchaj, jest źle. Mario ma za mało krwi organiźmie. Lekarze nie wiedzą co robić.- mówił
-A ten noe wiecie...- zaczęłam niepewnie nie wiedziałam czy mogę ich o to prosić- moglibyście sprawdzić jaką wy macie grupę krwi ?- wymyśliłam
-Patrzyliśmy jest inna- posmutniał
-To źle .Już... zaraz będę.
-Jeśli chcesz, żeby był... to pospiesz się. Lekarze mówią, że to walka z czasem. Jak nie zdążą podać mu krwi w odpowiednim czasie to...- zaciął się
-Nie ! Już biegnę, będę najszybciej jak się tylko da!- krzyknęłam do telefonu i rozłączyłam się.
Zakluczyłam drzwi i szybko wybiegłam do szpitala, na szczęscie nie było aż tak daleko... Udałam sie prosto do gabinetu i pielęgniarki zabrały mnie za sobą na sprawdzenie grupy krwi. Po 15 minutach czekałam już na korytarzu, niecierpliwiąc się o wyniki:
-I jak ?- pojawił się Philip
-Czekam- powiedziałam smutno
-Pani Laskowska? - spytała pielęgniarka
-Tak to ja- poderwałam się z miejsca
-Prosze wynik- podeszła i uśmiechnął się
Tak ! Mam taką grupę krwi jakiej potrzebuje Mario, jej jestem ucieszonaaa. Od razu pobrali mi krew i czekałam aż podadzą ją Mario...
----------------------------------------------
Już 38 :DD 5 komentarzy!!! Ale sie jaramm!!!! Kocham was *.* I dlatego macie rozdział nie planowany dzisiaj (jestem tu pod pretekstem pracy domowej z historii xD ) 3majcie się :* Buziole
Zdecydowałam, że zadzwonie do Mario. Musimy wreszcie spokojnie porozmawiać. Wtedy go nie wysłuchałam i teraz tego żałuję. Wykonałam połączenie, ale nikt nie odbierał. Pragnęłam znowu usłyszeć ten ciepły głos mojego Mario. Nie chcę się od niego odcinać ja tam wrócę, jesli odvierze i zgodzi się na to. Próbowałam, dzwoniłam jeszcze kilka razy. W sercu czułam niepokój z trunem przełykałam ślinę w gardle. A co jeśli już za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia? Jeśli chłopacy go nie upilnowali?!!!! Co się dzieje!?!?!? Byłam w szoku. Do mojego pokoju weszła Sara:
-I jak?- spytała i mimowolnie mnie przytuliła
-Jak to jak? Nie odbiera- krzykęłam- Już koniec, rozumiesz?
-Jaki koniec? Laura, spokojnie- przubowała mnie uspokoić
-Coś mi serce podpowiada, że chłopaki nie dali rady go upilnowac i...- przerwałam
-Nawet tak nie myśl Laura nie myśl tak !! Rozumiesz?- próbowała wybić mi to z głowy
~Minęła godzina~ Siedzę na dole i dzwoni mój telefon. Ile sił w nogach pobiegłam na górę. Na wyświetlaczu: Mandzu ^^ odebrałam połączenie od przyjaciela
-Laura- mówił szybko i jakby był zdyszany
-Co się stało Mario mów- ponaglałam go lekko zdenerwowana
-No bo Goetze..- wziął oddech
-Co się do cholery dzieje z Mario???- krzyknęłam do słuchawki
-On... zabił się- wydusił to z siebie
-Co? Nie !!! jak to?- krzyczałam
-Lekarze walczą o jego życie..-
-Jak zadzwonie bądź na lotnisku- powiedziałłam
-Laura nie jedź, nosisz dziecko pod sercem, jest zimno...-próbował odwieść mnie od tematu
-Poprostu tam bądź, pa- zaszlochałam
Szybko wyjęłam na łóżko wszytskie walizki i zbiegłam na dół, kazała Sarze zarezerwować bilet do Monachium. dziewczyna sama nie wie po co ale to nie isiotne, to walka z czasem, jest go mało a ja muszę dzisiaj tam być. Mullerowa zrobiła o co j poprosiłam a ja spakowałam się, miałam nieco ponad godzinę, to nie wiele ale jeśli chcę dotrzeć dzisiaj muszę się pospieszyć. Spakowałam się zbiegłam na dół cały czas płacząc opowiedziałam dziewczynom wszystko po kolei zachwile przyszedł Casillas z Ronaldo . Było mi głupio po ostatniej akcji z Cr7 ale musiałam.
Pożegnałam przyjaciół podziękowałam za wszytsko i wybiegłam na lotnisko. Zostało 15 minut. Myślę, że zdązę. Tóż po odprawie, zajęłam miejsce w samolocie i zadzwoniłam do Mandzukicia. Po dwuch godzinach lotu, wylądowaliśmy na Monachijskim lotnisku.Od razu poczułam to powietrze, ten klimat, to miejsce, które kocham. Poszukałam wzrokiem Mario, dość szybko udało mi się go znaleźć w tłumie ludzi wychodzących z samolotu. Podbiegłam do przyjaciela i rzuciłam się mu na szyję:
-Mario!! Stęskniłam się- przytuliłam piłkarza
-Laura ja też, nawet nie wiesz jak bardzo- powiedział- Odwieźć cię do domu?
-Nie ! Do szpitala do Mario mnie zawieź szybko!- dałam mu rozkaz
-Serio postanowiłas do niego wrócić?- spytał kiedy wsiedliśmy do auta
-Nie wróciłam do niego, narazie tylko do Monachium- wymusiłam delikatny uśmiech
-Wiem, nie będę podważał żadnej twojej decyzji, ale wiedz, Mario bardzo cierpiał. I on doskonale rozumiał jaki bład popełnił. Tyle razy próbował mnie rozszarpać, kiedy nie chciałem mu udzielić żadnych informacji na twój temat- posmutniałam
-Domyślam się, że źle zrobiłam wyjeżdżając, ale musiałam odpocząć- przytaknęłam
-Dobrze, to tutaj wysiądź a ja zaparkuje- powiedział mój przyjciel
-Podasz numer sali?- spytałam
-Lahm czeka na ciebie tutaj na dole powinnaś go spotkać, zaprowadzi cię- uśmichnął się a ja poszłam
Kiedy zobaczyłam Philippa padłam mu w ramiona, stęskniłam się za tymi żulami tak bardzo. W tej właśnie chwili pzrypomnialy mi sie wszytskie przypały razem odwalone. Wszystkie wspólnie spędzone chwile. Brakowało mi tego, szczerze mi tego brakowało.
Po przywitaniu się oi zamienieniu paru zdań, Lahm zaprowadził mnie pod salę, w której przebywał Goetze. Panował tam duży ruch. Ciągle z sali wychodziły pielęgniarki, wbiegali do niej lekarze, jednak nikt nie zachciał udzielić mi zadnych informacji. Późnym wieczorem chłopaki kazali mi pojechać do domu i nieco się ogarnąć zawieźć walizki i rozpakować się. Jednka nie przystałam na ich propozycję, puki nie udzieli mi nikt jakiejś konkretnej informacji, nie ruszę się stąd! Po jakiś dwuch godzinach udało mi się zatrzymać lekarza, widać, ze już jest nieco spokojniej, pielęgniarki przychodzą tylko co 30 minut sprawdzić... w zasadzie to nawet nie wiem co. Postanowiłam się tego dowiedzieć. Lekarz udzielił mi tylko jednej informacji, że stan Mario zaliczyć można do krytycznego. I mało brakło aby już go tutaj nie było. A teraz są jeszcze jakiekolwiek szanse i najważniejsze jest to że jego organizm podejmuje walke. -Tyle się dowiedziałam od lekarza. Była już 1 w nocy więc nie było już sensu jechac do domu, postanowiłam zostać w szpitalu.
Nie spałam wcale, przez tą noc wypiłam chyba ze 4 kawy. Zapomniało mi się , że nie mogę ich pić, ale było minęło czasu nie cofnę. Jakieś 10 minut po 9 przyjechał Philip i wymienił mnie a kiedy dojechał Mandzu odwiózł mnie spowrtem do domu. Zdązyłam wyjąć kilka rzeczy z walizki umyć się i zjeść porządne śniadanie, kiedy zadzwonił Philip. Z bijącym sercem odebrałam telefon:
-Co sie dzieje?- spytałam
-Słuchaj, jest źle. Mario ma za mało krwi organiźmie. Lekarze nie wiedzą co robić.- mówił
-A ten noe wiecie...- zaczęłam niepewnie nie wiedziałam czy mogę ich o to prosić- moglibyście sprawdzić jaką wy macie grupę krwi ?- wymyśliłam
-Patrzyliśmy jest inna- posmutniał
-To źle .Już... zaraz będę.
-Jeśli chcesz, żeby był... to pospiesz się. Lekarze mówią, że to walka z czasem. Jak nie zdążą podać mu krwi w odpowiednim czasie to...- zaciął się
-Nie ! Już biegnę, będę najszybciej jak się tylko da!- krzyknęłam do telefonu i rozłączyłam się.
Zakluczyłam drzwi i szybko wybiegłam do szpitala, na szczęscie nie było aż tak daleko... Udałam sie prosto do gabinetu i pielęgniarki zabrały mnie za sobą na sprawdzenie grupy krwi. Po 15 minutach czekałam już na korytarzu, niecierpliwiąc się o wyniki:
-I jak ?- pojawił się Philip
-Czekam- powiedziałam smutno
-Pani Laskowska? - spytała pielęgniarka
-Tak to ja- poderwałam się z miejsca
-Prosze wynik- podeszła i uśmiechnął się
Tak ! Mam taką grupę krwi jakiej potrzebuje Mario, jej jestem ucieszonaaa. Od razu pobrali mi krew i czekałam aż podadzą ją Mario...
----------------------------------------------
Już 38 :DD 5 komentarzy!!! Ale sie jaramm!!!! Kocham was *.* I dlatego macie rozdział nie planowany dzisiaj (jestem tu pod pretekstem pracy domowej z historii xD ) 3majcie się :* Buziole
niedziela, 15 grudnia 2013
37- Jedna sekunda potrafi zmienic wszystko... jeśli nie jest na to za późno ~
*Laura*
Ta sprawa z Mario nie dawała mi spokoju. Bałam się ,że jeszcze sobie coś zrobi. Jednak jak postanowiłam rozgrzać serce gorącą kawą, tak też zrobiłam. Po drodze natknęłam się na Liss:
-Cześć kocha...-przerwała- na- dokończyła- Boże święty, co się dzieje. Z dzieckiem coś? Dzwonić gdzies?
-Nie- westchnęłam ciężko- w porządku.
-No to w takim razie czemu tak wyglądasz?- spytała ponownie
-Ehhh... Mario- odpowiedziałam krótko i kończyłam moją kawę
-Ale co? Dzwonił pisał....-
-... i próbował się zabić, tak tak nic wielkiego- powiedziałam trochę podirytowana
-Co?- krzyknęła tak głośno , że na dół zeszła Sara
-Co tak się drzecie- przetarła oczy- Jest tak wcześnie....-
-12 . Serio wcześnie? Serio- zaśmiała się Lissa
-No dobra w czym rzecz?- spytała Mullerowa
-Dzwonił do mnie kolega z Niemiec, Mandzukić wiesz który, nie?- spytałam
-No wiem- przytaknęła a ja opowiedziałam jej całą historię dnia wczorajszego
Jak się domyślałam dziewczyny nie bardzo chciały mi wierzyć, Sara znała Mario, i nie myślała, ze będzie aż do takich czynów zdolny. Rozmawiałyśmy z dziewczynami jeszcze długi czas, potem postanowiłam się przejść po mieście. Trochę odstresowania mi nie powinno zaszkodzić. Jak pomyślałam tak robiłam, włozyłam słuchawki w uszy i jak to lubiłam robić, chodziłam i myśałam o wszystkim i o niczym. Miałam wreszcie okazję przemyśleć, czy mam po co wracać do Monachium, do Goetze'go w szczególności... Chce tam wrócić bardzo chce, ale boję się że on może zrobić to samo, znowu. Przecież wszyscy wiedzą jaki jest, znaczy.. jaki był. Co 2 tygodni inna dziewczyna. I widać , że nie był gotowy na poważny związek. Ja bardzo wszystko przeżywam, może gdyby nie dziecko byłoby prościej, łatwiej, lepiej ?? Może. Nie wiem....
Do domu przyjaciółek dotarłam około 17, jest jesień ale bywa już ciemno i tej porze. Jednakże noc wyjątkowo nie była zimna. Dziewczyny były chyba w swoich pokojach, bo nie zauważyłam żadnej znajomej postaci na dole. Weszłam więc do siebie i usiadłam na parapecie. Podziwiałam miasto, bardzo lubiłam to robić, a w między czasie bawiąc się telefonem, zastanawiałam się jak tam u Mario. Może powinnam zadzwonić. Nie nie zrobię tego. Na szczęście moje rozmyślania przerwał głos, dobiegający gdzieś z dołu. To Ad wolała mnie chyba przyszli chłopacy. Zeszłam na dół, nie myliłam się, chłopcy wymyślili sobie nocny spacer bo ulicach oswietlonego miasta. Dziewczyny zamknęły dom, a my reszta udaliśmy się przed furtkę. Po chwili dołączyła Adrianna i Lissa i ruszyliśmy.
Faktycznie, piękny widok. Było już chłodno i prawie nikogo na ulicach miasta. Dało się słyszeć tylko nasze niegłośne rozmowy. Nie było sił ani na przypał, ani na wygłupy. Szliśmy sobie wolno rozmawiając:
-Ale tu jest zimno- powiedziałam
-To się trzeba było cieplej ubrać- dogryzł mi Benzema
-Haha, śmiszne- powiedziałam poważnie, a reszta wybuchnąła śmiechem
-Serio? Laura serio?- zaśmiał się Karim
-Nie, no na żarty deklu -odpowiedziałam mhoć przytulę cię- zaoferował się Ronaldo
-Chętnie skorzystam- przytuliłam sie do piłkarza i usiedliśmy na pobliskiej ławeczce:
-Musimy pogadać - zwrócił sie w moją stronę Cristiano
-A konkretnie o czym?- mówiłam nie podnosząc głowy z ramienia chłopaka
-Bo wiesz... Laura, ty mi się podobasz.- wypalił
-Co?- zrobiłam wielkie oczy
Ronaldo nie odpowiedział. Trwaliśmy w głuchej ciszy z dala dobiegały tyko ciche odgłosy szumu drzew. CR7 zbliżył swoją twarz do mojej. To oznaczało tylko jedno, tak pocalunek. Nasze twarze dzieliły już tylko milimetry, kiedy ja oprzytomniałam:
-Przepraszam Cris, ale ja nie mogę- wstałam - Muszę iść. Pa
O boszz... Ile to się ostatnio dzieje. Dlaczego to wszystko musi się tak komplikować? Dlaczego?? Tu jestem prawie pewna wyjazdu do Monachium, myślę, że mam tu dobrego przyjaciela a tu nagle on wyznaje mi miłość? Nie mogę pojąć, dlaczego ludzie nie potrafia zaakceptować przyjaźni damsko-męskiej? Jejku.... Musze ochłonąć...
*Monachium -Mario*
Było mi źle. Źle, nie. Nie dobrze. Pusto- tak to dobre określenie. Moja dziewczyna, którą kocham nie wróci do mnie pewnie nigdy. Może i ona nie wyobraża sobie jak ja przez to cierpię. A może, a raczej napewno cierpię przez samego siebie i przez własną głupote tylko... Chłopaki nie dają mi ze sobą skończyc, ale ja wiem, że to co robię i tak nie ma sensu. Żyłem w przekonaniu, że Laura wróci jednak ona chyba nie ma takich zamiarów no trudno. To już koniec, nie będę żył skoro nie widzę takiej potrzeby.
Poderwałem się z fotela, jednak chłoapcy od razu zareagowali:
-Gdzie?- spytał Lahm
-Do Wc już też nie mogę?- skłamałem i poszedłem w kierunku drzwi
-Wc nie w tą stronę!- krzyknął Mandzu
Ja tylko zażuciłem kuurtkę i wybiegłem z domu krzyknąłem chłopakom 'Powiedzcie Laurze, że ją kocham' i wsiadłem do samochodu. Wjechałem na najszybszą autostradę samochód rozpędziłem do prędkości 150 km/h i właczyło się radio. Leciala polska pisenka która Laura mnie uczyła. Trochę kojarzyłem polski więc kalecznie bo kalecznie zacząłem ukladać zdania do tej piosenki:
Jadę sobie pustą drogą
Tiry omijaą mnie, ooo
Czuję że do nikąd mknę.
Pztrze z przodu stoi drzewo,
Muszę sobie wjechać w nieee ooo.
Kto to co to kto dzwoni cooo dziwnego dzieje sięę??
Szybciej jadę w przód
nie zastanawiam się
Nie chcę ale muszę
Już po mnie
Coś mi daje znak nie żyj tak
Bez wspomnień słości sam, leć pod wiatr łykaj świt
do szpilu kości WALCZ!
W sercu tupie nerw i trwoga
Czy jest diabła czy tez Boga ooo
Może diabła albo Bogaa
Płoną we mnie resztki strach,
Szarość dni mi nie pozwala
zburzyć mur mych własnych granic nie!
Ta chwila przemija
za krótko może trwac odpowiedz czy warto o nią grać
Uciec z tad, zamknąc oczy ujrzeć ją, widzieć ja poczuć ją...
Przerwałem wyć kiedy rozległ się dzwonek telefonu. Nie zwalniając,a razcej przyśpieszając spojrzałem na wyswietlacz. Dzwoniła ... Laura! Cieszyłem się jak głupi, jednak nie dałem rady opanować pojazdu....
----------------------------
Miało sie dziać? dzieje się ^^ Miałam nie dodać, z powodu braku komentarzy!!! -.- Następny rozdział kiedy bdm 3 !!! ^^ podro
Ta sprawa z Mario nie dawała mi spokoju. Bałam się ,że jeszcze sobie coś zrobi. Jednak jak postanowiłam rozgrzać serce gorącą kawą, tak też zrobiłam. Po drodze natknęłam się na Liss:
-Cześć kocha...-przerwała- na- dokończyła- Boże święty, co się dzieje. Z dzieckiem coś? Dzwonić gdzies?
-Nie- westchnęłam ciężko- w porządku.
-No to w takim razie czemu tak wyglądasz?- spytała ponownie
-Ehhh... Mario- odpowiedziałam krótko i kończyłam moją kawę
-Ale co? Dzwonił pisał....-
-... i próbował się zabić, tak tak nic wielkiego- powiedziałam trochę podirytowana
-Co?- krzyknęła tak głośno , że na dół zeszła Sara
-Co tak się drzecie- przetarła oczy- Jest tak wcześnie....-
-12 . Serio wcześnie? Serio- zaśmiała się Lissa
-No dobra w czym rzecz?- spytała Mullerowa
-Dzwonił do mnie kolega z Niemiec, Mandzukić wiesz który, nie?- spytałam
-No wiem- przytaknęła a ja opowiedziałam jej całą historię dnia wczorajszego
Jak się domyślałam dziewczyny nie bardzo chciały mi wierzyć, Sara znała Mario, i nie myślała, ze będzie aż do takich czynów zdolny. Rozmawiałyśmy z dziewczynami jeszcze długi czas, potem postanowiłam się przejść po mieście. Trochę odstresowania mi nie powinno zaszkodzić. Jak pomyślałam tak robiłam, włozyłam słuchawki w uszy i jak to lubiłam robić, chodziłam i myśałam o wszystkim i o niczym. Miałam wreszcie okazję przemyśleć, czy mam po co wracać do Monachium, do Goetze'go w szczególności... Chce tam wrócić bardzo chce, ale boję się że on może zrobić to samo, znowu. Przecież wszyscy wiedzą jaki jest, znaczy.. jaki był. Co 2 tygodni inna dziewczyna. I widać , że nie był gotowy na poważny związek. Ja bardzo wszystko przeżywam, może gdyby nie dziecko byłoby prościej, łatwiej, lepiej ?? Może. Nie wiem....
Do domu przyjaciółek dotarłam około 17, jest jesień ale bywa już ciemno i tej porze. Jednakże noc wyjątkowo nie była zimna. Dziewczyny były chyba w swoich pokojach, bo nie zauważyłam żadnej znajomej postaci na dole. Weszłam więc do siebie i usiadłam na parapecie. Podziwiałam miasto, bardzo lubiłam to robić, a w między czasie bawiąc się telefonem, zastanawiałam się jak tam u Mario. Może powinnam zadzwonić. Nie nie zrobię tego. Na szczęście moje rozmyślania przerwał głos, dobiegający gdzieś z dołu. To Ad wolała mnie chyba przyszli chłopacy. Zeszłam na dół, nie myliłam się, chłopcy wymyślili sobie nocny spacer bo ulicach oswietlonego miasta. Dziewczyny zamknęły dom, a my reszta udaliśmy się przed furtkę. Po chwili dołączyła Adrianna i Lissa i ruszyliśmy.
Faktycznie, piękny widok. Było już chłodno i prawie nikogo na ulicach miasta. Dało się słyszeć tylko nasze niegłośne rozmowy. Nie było sił ani na przypał, ani na wygłupy. Szliśmy sobie wolno rozmawiając:
-Ale tu jest zimno- powiedziałam
-To się trzeba było cieplej ubrać- dogryzł mi Benzema
-Haha, śmiszne- powiedziałam poważnie, a reszta wybuchnąła śmiechem
-Serio? Laura serio?- zaśmiał się Karim
-Nie, no na żarty deklu -odpowiedziałam mhoć przytulę cię- zaoferował się Ronaldo
-Chętnie skorzystam- przytuliłam sie do piłkarza i usiedliśmy na pobliskiej ławeczce:
-Musimy pogadać - zwrócił sie w moją stronę Cristiano
-A konkretnie o czym?- mówiłam nie podnosząc głowy z ramienia chłopaka
-Bo wiesz... Laura, ty mi się podobasz.- wypalił
-Co?- zrobiłam wielkie oczy
Ronaldo nie odpowiedział. Trwaliśmy w głuchej ciszy z dala dobiegały tyko ciche odgłosy szumu drzew. CR7 zbliżył swoją twarz do mojej. To oznaczało tylko jedno, tak pocalunek. Nasze twarze dzieliły już tylko milimetry, kiedy ja oprzytomniałam:
-Przepraszam Cris, ale ja nie mogę- wstałam - Muszę iść. Pa
O boszz... Ile to się ostatnio dzieje. Dlaczego to wszystko musi się tak komplikować? Dlaczego?? Tu jestem prawie pewna wyjazdu do Monachium, myślę, że mam tu dobrego przyjaciela a tu nagle on wyznaje mi miłość? Nie mogę pojąć, dlaczego ludzie nie potrafia zaakceptować przyjaźni damsko-męskiej? Jejku.... Musze ochłonąć...
*Monachium -Mario*
Było mi źle. Źle, nie. Nie dobrze. Pusto- tak to dobre określenie. Moja dziewczyna, którą kocham nie wróci do mnie pewnie nigdy. Może i ona nie wyobraża sobie jak ja przez to cierpię. A może, a raczej napewno cierpię przez samego siebie i przez własną głupote tylko... Chłopaki nie dają mi ze sobą skończyc, ale ja wiem, że to co robię i tak nie ma sensu. Żyłem w przekonaniu, że Laura wróci jednak ona chyba nie ma takich zamiarów no trudno. To już koniec, nie będę żył skoro nie widzę takiej potrzeby.
Poderwałem się z fotela, jednak chłoapcy od razu zareagowali:
-Gdzie?- spytał Lahm
-Do Wc już też nie mogę?- skłamałem i poszedłem w kierunku drzwi
-Wc nie w tą stronę!- krzyknął Mandzu
Ja tylko zażuciłem kuurtkę i wybiegłem z domu krzyknąłem chłopakom 'Powiedzcie Laurze, że ją kocham' i wsiadłem do samochodu. Wjechałem na najszybszą autostradę samochód rozpędziłem do prędkości 150 km/h i właczyło się radio. Leciala polska pisenka która Laura mnie uczyła. Trochę kojarzyłem polski więc kalecznie bo kalecznie zacząłem ukladać zdania do tej piosenki:
Jadę sobie pustą drogą
Tiry omijaą mnie, ooo
Czuję że do nikąd mknę.
Pztrze z przodu stoi drzewo,
Muszę sobie wjechać w nieee ooo.
Kto to co to kto dzwoni cooo dziwnego dzieje sięę??
Szybciej jadę w przód
nie zastanawiam się
Nie chcę ale muszę
Już po mnie
Coś mi daje znak nie żyj tak
Bez wspomnień słości sam, leć pod wiatr łykaj świt
do szpilu kości WALCZ!
W sercu tupie nerw i trwoga
Czy jest diabła czy tez Boga ooo
Może diabła albo Bogaa
Płoną we mnie resztki strach,
Szarość dni mi nie pozwala
zburzyć mur mych własnych granic nie!
Ta chwila przemija
za krótko może trwac odpowiedz czy warto o nią grać
Uciec z tad, zamknąc oczy ujrzeć ją, widzieć ja poczuć ją...
Przerwałem wyć kiedy rozległ się dzwonek telefonu. Nie zwalniając,a razcej przyśpieszając spojrzałem na wyswietlacz. Dzwoniła ... Laura! Cieszyłem się jak głupi, jednak nie dałem rady opanować pojazdu....
----------------------------
Miało sie dziać? dzieje się ^^ Miałam nie dodać, z powodu braku komentarzy!!! -.- Następny rozdział kiedy bdm 3 !!! ^^ podro
środa, 11 grudnia 2013
36- Ucieczka od problemów... a może od szczęścia?
*Mario*
Następnego dnia obudziłem się z planem zabójstwa. Mam siebie dosyć. Dopiero teraz zrozuimałem tak naprawdę jaki bład popełniłem. Jestem kretynem, nie dziwię się wogóle , że Laura mi nie odpisuje. Dzięki niej właśnie, zmieniłem się nie o poznania, według mnie na lepsze. Ona sprawiła, że pokochałem jedyną dziewczynę z całego serca i nie chciałem tego spieprzyc. Myślałem , ze wyjdę na prostą, ale Isabel znała mnie od dawna i wiedziala, że jestem kobiecarzem. Więc tak bardzo chciała mnie uwieść a widząc, że starałem się bys twardy, użyła tajnej broni- zemsty. Nie wiem co ją o to pokusiło, ale nie mogłem uwierzyć, że nie może być dobrze. Cały czas jestem podłamany z tego powodu, nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, stąd ten mój nieco dziwny pomysł z samego rana.
Kiedy na dobre się wybudziłem, poszedłem się ubrać, wykąpać i siędnąłem z wieszka kurtkę. Dopiero po chwili zauważyłem , że Mandzukic i Lahm bacznie przyglądają się moim nerwowym ruchom i pochmórnej twarzy:
-A tobie co?- spytał Philip
-Wszytko w porządku- powiedziałem lekko zdeterminowany
-Choć zaraz coś zjeść- powiedzuał Mario a ja wyminąłem go w drzwiach
Zbiegłem ze schodów , jednak chlopaki wyczuli że coś jest nie tak, bo musieli popsuc mój plan i zbiegli za mną. Rzuciłem im jeszcze na odchodne:
-Przekarzcie Laurze, że ją kocham- uciekałem przez cały dom do wyjścia, jednak Lahm dogonił mnie i złapał za kurtkę:
-Co ty odpie*rzasz ja się pytam !- krzyknął
-Puszczaj!- wydarłem się
-Zapomnij- dobiegł do nas, szarpiących się Mandzu
Chłopaki chcieli mnie uspokoić, ale ja wiedziałem, że z moją upartością i tak zrobię co będę uważał za słuszne. W końcu jestem dorosły i decyzje mogę podejmowac sam, i nikogo to nie powinno obchodzić, bo to tylko i wyłącznie moja sprawa:
-Posiedź tu z nim- powiedział Lahm do Mario- Dasz radę?- spytał po chwili
-Tak dam, a teraz idźcie- burknąłem wiedząc że to nie do mnie
-Nie ciebie pytam, i tak któryś z nas z tobą zostanie-
I tak oto nie udało mi się niczego zdziałac. Próbowałem jeszcze wyskoczyć przez okno, jednak żadna z moich samobójczych prób nie okazała się wystarczająco skuteczna...
*Laura*
Nie dawałam sobie z tym wszystkim rady. Jeszcze ten cholerny list, który wywołał u mnie tyle emocji. Nie radzę sobie, to prosty wniosek. Chciałabym tam wrócic, ale co jeśli okaże się, że Mario wcale się nie zmienił? Co jesli znowu mnie okłamuje? Wiem jednak, ża napewno chce wiedzieć co z dzieckiem. Zastanawiałam się czy nie napisac mu listu, żeby się nie martwił, że wszytko okey. Tylko przecież na każdej kopercie jest znaczek, kod pocztowy i takie tak bzdety... I on pewnie zacznie mnie szukać, ale ja nie chcę tego narazie. Znaczy bardzo chce. Ale sama nie wiem czego. Nie mogę się na nic zdecydować. Chce być tam w Monachium, ale ja jestem najbardziej rozpoznawana z dwóch cech. Twarda ale łatwa do zranienia, Skora do wybaczenia, tak ta cecha... Wiele razy żałuję podjętych decyzji, moich zakichanych zachcianek, z nadzieję na lepsze jutro, które z reguły okazuje się gorszym... Nie wiem sama co mam robić. Postanowiłam, że chociaż zadzownie do chłopaków. Wybrałam numer mojego braciszka Mandzukicia:
-Halo, Laura?!- w jego głosie dało się usłyszeć radość
-Nie, Duch Święty- zażartowałam
-Jak się cieszę , że dzwonisz kochana!- ucieszył się
-Wiesz, dzwonię, bo doszedł do mnie wzruszający list...
-...aaachaa! Od Goetzego, co my wysłaliśmy? - przetwał mi
-Tak tak ten. Poprostu nie mogę, mam taką chcęć wrócić tam do was, ale coś mówi mi żebym jeszcze poczkeła chwilę...- przerwałam
-Laura, ja nie będę cię namawiał na powrót, choć nie ukrywam, ze bardzo tęsknimy , wszycy nawet Goetze, chyba najbardziej- podkreślił- Powiem ci tyle, słuchaj głosu serca, ono zawsze podpowie dobrze.
-Dobrze, poslucham głosu serca, a właśnie a co u Mario?- spytałam ciężko łykając ślinę w ustach
-Wiesz...- przerwał
-No mów- pospieszłam go
-Mario... ale chcesz wiedzieć?- upewniał się
-Tak chcę.- odpowiedziałam stanowczo
-On ... dwa razy chciał popełnić samobójstwo- wstrząsneło mną i się rozpłakałam
-Ale jak to?!
-Normalnie, raz mówił coś, że długo sobie nie pożyje, a wczoraj chciał wyskoczyć przez okno, a na początku tygodna zasraliśmy go z Lahmem totalnie upitego, leżał na podłodze, dookoła niego butelki , nie kontaktował totalnie, powiedział jedynie, że cię kocha.- słuchałam z niedowierzaniem
-Boże jedyny! To wszytsko moja wina!- rozpaczałam- Nie powinnam wyjechać
-Laura, jeszcze raz ci powtórze że to nie twpja wina, bo to nie ty dałas mu powód, do zdrady tylko on tobie, a teraz wyłącznie zapijał smutki w alkocholu. Ale wiedz że jemu naprawdę zależe. Chciał cie szukać w Polsce , ale kiedy powiedzieliśmy mu że tam ciebie nie ma, wkurzył się i zaczął odwalać...
-Mario, dziekuje, i przepraszam -powiedziałam
-Nie przepraszaj, nic nie zrobiłaś źle- powiedział radośnie
-Pozdrów Mario, ale więcej już nic nie mów, jak do tej pory. Będę już lecieć, wkórce zadzwonie pa- powiedziałam ze łzami w oczach
-Pa, trzymaj się :)
Nie mogłam uwierzyć w słowa przyjaciela. Wiedziałam że mówi prawde, nie mógłby mnie okłamać.
Cała drżałam. Było mi nie dobrze. Postanowiłam zaparzyć sobie kawę. Wiem w ciąży nie mogę pić, dla dobra dziecka... Tak NASZEGO dziecka. Dlaczego wszystko co żyje albo i nie musi mi gom przypominać? Boje się, że to przeze mnie. Cały czas moje serce rwie do Monachium. Ale serce a rozum i dusza to 3 różne rzeczy.
-----------------------------------
Nie zachwyca, tak... takie tam sobie. Ale to znowu wina mojego stanu psychicznego i ilości czasu poświęconego nauce. Jest końcówka semestru więc jak wiecie muszę poprwić oceny bo rewelacji nie ma ;d .
Liczę na komentarze których ostatnio jest coraz mniej co mnie jeszcze bardziej dobija. Prosze niech każdy kto przeczyta skomentuje- chcę wiedzieć ile was jest wspierających mnie :)
Pozdro zaczarowana
Następnego dnia obudziłem się z planem zabójstwa. Mam siebie dosyć. Dopiero teraz zrozuimałem tak naprawdę jaki bład popełniłem. Jestem kretynem, nie dziwię się wogóle , że Laura mi nie odpisuje. Dzięki niej właśnie, zmieniłem się nie o poznania, według mnie na lepsze. Ona sprawiła, że pokochałem jedyną dziewczynę z całego serca i nie chciałem tego spieprzyc. Myślałem , ze wyjdę na prostą, ale Isabel znała mnie od dawna i wiedziala, że jestem kobiecarzem. Więc tak bardzo chciała mnie uwieść a widząc, że starałem się bys twardy, użyła tajnej broni- zemsty. Nie wiem co ją o to pokusiło, ale nie mogłem uwierzyć, że nie może być dobrze. Cały czas jestem podłamany z tego powodu, nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, stąd ten mój nieco dziwny pomysł z samego rana.
Kiedy na dobre się wybudziłem, poszedłem się ubrać, wykąpać i siędnąłem z wieszka kurtkę. Dopiero po chwili zauważyłem , że Mandzukic i Lahm bacznie przyglądają się moim nerwowym ruchom i pochmórnej twarzy:
-A tobie co?- spytał Philip
-Wszytko w porządku- powiedziałem lekko zdeterminowany
-Choć zaraz coś zjeść- powiedzuał Mario a ja wyminąłem go w drzwiach
Zbiegłem ze schodów , jednak chlopaki wyczuli że coś jest nie tak, bo musieli popsuc mój plan i zbiegli za mną. Rzuciłem im jeszcze na odchodne:
-Przekarzcie Laurze, że ją kocham- uciekałem przez cały dom do wyjścia, jednak Lahm dogonił mnie i złapał za kurtkę:
-Co ty odpie*rzasz ja się pytam !- krzyknął
-Puszczaj!- wydarłem się
-Zapomnij- dobiegł do nas, szarpiących się Mandzu
Chłopaki chcieli mnie uspokoić, ale ja wiedziałem, że z moją upartością i tak zrobię co będę uważał za słuszne. W końcu jestem dorosły i decyzje mogę podejmowac sam, i nikogo to nie powinno obchodzić, bo to tylko i wyłącznie moja sprawa:
-Posiedź tu z nim- powiedział Lahm do Mario- Dasz radę?- spytał po chwili
-Tak dam, a teraz idźcie- burknąłem wiedząc że to nie do mnie
-Nie ciebie pytam, i tak któryś z nas z tobą zostanie-
I tak oto nie udało mi się niczego zdziałac. Próbowałem jeszcze wyskoczyć przez okno, jednak żadna z moich samobójczych prób nie okazała się wystarczająco skuteczna...
*Laura*
Nie dawałam sobie z tym wszystkim rady. Jeszcze ten cholerny list, który wywołał u mnie tyle emocji. Nie radzę sobie, to prosty wniosek. Chciałabym tam wrócic, ale co jeśli okaże się, że Mario wcale się nie zmienił? Co jesli znowu mnie okłamuje? Wiem jednak, ża napewno chce wiedzieć co z dzieckiem. Zastanawiałam się czy nie napisac mu listu, żeby się nie martwił, że wszytko okey. Tylko przecież na każdej kopercie jest znaczek, kod pocztowy i takie tak bzdety... I on pewnie zacznie mnie szukać, ale ja nie chcę tego narazie. Znaczy bardzo chce. Ale sama nie wiem czego. Nie mogę się na nic zdecydować. Chce być tam w Monachium, ale ja jestem najbardziej rozpoznawana z dwóch cech. Twarda ale łatwa do zranienia, Skora do wybaczenia, tak ta cecha... Wiele razy żałuję podjętych decyzji, moich zakichanych zachcianek, z nadzieję na lepsze jutro, które z reguły okazuje się gorszym... Nie wiem sama co mam robić. Postanowiłam, że chociaż zadzownie do chłopaków. Wybrałam numer mojego braciszka Mandzukicia:
-Halo, Laura?!- w jego głosie dało się usłyszeć radość
-Nie, Duch Święty- zażartowałam
-Jak się cieszę , że dzwonisz kochana!- ucieszył się
-Wiesz, dzwonię, bo doszedł do mnie wzruszający list...
-...aaachaa! Od Goetzego, co my wysłaliśmy? - przetwał mi
-Tak tak ten. Poprostu nie mogę, mam taką chcęć wrócić tam do was, ale coś mówi mi żebym jeszcze poczkeła chwilę...- przerwałam
-Laura, ja nie będę cię namawiał na powrót, choć nie ukrywam, ze bardzo tęsknimy , wszycy nawet Goetze, chyba najbardziej- podkreślił- Powiem ci tyle, słuchaj głosu serca, ono zawsze podpowie dobrze.
-Dobrze, poslucham głosu serca, a właśnie a co u Mario?- spytałam ciężko łykając ślinę w ustach
-Wiesz...- przerwał
-No mów- pospieszłam go
-Mario... ale chcesz wiedzieć?- upewniał się
-Tak chcę.- odpowiedziałam stanowczo
-On ... dwa razy chciał popełnić samobójstwo- wstrząsneło mną i się rozpłakałam
-Ale jak to?!
-Normalnie, raz mówił coś, że długo sobie nie pożyje, a wczoraj chciał wyskoczyć przez okno, a na początku tygodna zasraliśmy go z Lahmem totalnie upitego, leżał na podłodze, dookoła niego butelki , nie kontaktował totalnie, powiedział jedynie, że cię kocha.- słuchałam z niedowierzaniem
-Boże jedyny! To wszytsko moja wina!- rozpaczałam- Nie powinnam wyjechać
-Laura, jeszcze raz ci powtórze że to nie twpja wina, bo to nie ty dałas mu powód, do zdrady tylko on tobie, a teraz wyłącznie zapijał smutki w alkocholu. Ale wiedz że jemu naprawdę zależe. Chciał cie szukać w Polsce , ale kiedy powiedzieliśmy mu że tam ciebie nie ma, wkurzył się i zaczął odwalać...
-Mario, dziekuje, i przepraszam -powiedziałam
-Nie przepraszaj, nic nie zrobiłaś źle- powiedział radośnie
-Pozdrów Mario, ale więcej już nic nie mów, jak do tej pory. Będę już lecieć, wkórce zadzwonie pa- powiedziałam ze łzami w oczach
-Pa, trzymaj się :)
Nie mogłam uwierzyć w słowa przyjaciela. Wiedziałam że mówi prawde, nie mógłby mnie okłamać.
Cała drżałam. Było mi nie dobrze. Postanowiłam zaparzyć sobie kawę. Wiem w ciąży nie mogę pić, dla dobra dziecka... Tak NASZEGO dziecka. Dlaczego wszystko co żyje albo i nie musi mi gom przypominać? Boje się, że to przeze mnie. Cały czas moje serce rwie do Monachium. Ale serce a rozum i dusza to 3 różne rzeczy.
-----------------------------------
Nie zachwyca, tak... takie tam sobie. Ale to znowu wina mojego stanu psychicznego i ilości czasu poświęconego nauce. Jest końcówka semestru więc jak wiecie muszę poprwić oceny bo rewelacji nie ma ;d .
Liczę na komentarze których ostatnio jest coraz mniej co mnie jeszcze bardziej dobija. Prosze niech każdy kto przeczyta skomentuje- chcę wiedzieć ile was jest wspierających mnie :)
Pozdro zaczarowana
niedziela, 8 grudnia 2013
35- '...bez niej nie ma mnie...'
*Mario*
Obudziłem się na podłodze. Bardzo bolała mnie głowa. Nade mną zobaczyłem dwie znajome mi twarze. Jednak widzialem je jakby przez mgłę. Byli to jak sie nie mylę, Mario i Philip. Chyba cos do mnie mówili, ale nie bardzo wiedziałem co. Zacząłem odczuwac ból w plecach więc postanowiłem wstać, jednak nie mogłem złapać równowagi. Nie źle sobie wczoraj poszalałem...:
-Mario!- usłyszałem wreszcie głos
-Co?- burknąłem
-Coś ty ze sobą zrobił- spytał Lahm
-No nic? Młody jestem musze się pobawić- powiedziałem lekceważnąco i udałem się do pokoju, chłopcy podreptali za mną
-Tak jej nie zdobędziesz-
-No a wiesz może jak? Kiedy nie chcecie mi powiedzieć gdzie ona jest? Ja nie wiem nawet czy ona żyje!- wkurzyłem sie
-Żyje.- Prztaknął Mandzukić
Wpadłem na pewien pomysł. Wyjąłem z pod łóżka walizki i wrzucałem do niech potrzebne rzeczy, chłopaki patrzyli zdezoriętowani na mnie, w końcu Lahm zechciał zapytać:
-Co ty do cholery odwalasz?- zapytał Niemiec
-Wyjeżdżam- odpwiedziałem krótko
-Ale gdzie?- Mandzukić podszedł do okna- My cie nigdzie nie puścimy
-Jade do Polski a wam nic do tego- burknąłem
-Tyle, że tam jej nie ma...- przerwał Chorwat
-To gdzie ona jest?- wydarłem się
-Tego ci nie powiemy, bo nie kazała nam. Ale list jej wysłaliśmy więc...
-Jak mi nie powiecie to się zabije!- mówiłem to na serio
-My cię będzeimy pilnować, nic ci nie będzie, a Laura wróci.
Wkurzyłem się na chłopaków. Niby chcą mi pomóc,a gówno z tego mam. Chcę ją znaleźć bo ona nadawała sensu mojemu życiu! Była i nadal jest najważniejszą osobą w moiim życiu. Muszę ją znaleźć, bo bez niej nie ma mnie...
*Laura*
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno do mojego pokoju. Grzechem było by dłużej leżeć w lóżku. Szybko się ogarnęłam ubrałam i delikatnie pomalowałam. Zeszłam na dół i wszyscu już jedli śniadanie. Chłopacy też jak widać nas odwiedzili:
-Siemka wszystkim, smacznego- uśmiechnęłam się
-No cześć śpiochu- przywitał mnie Cristiano
-Jedz, puki ciepłe- uęmiechnęła się Sara
-Okey- przytaknęłam na jej propozyjcję i zabrałam się za konsumowanie posiłku
-No to kiedy się pakujemy?- spytał Beznema
-Jedziemy za dwa tygodnie, spokojnie- uśmiechnęła się Adrianna
-No ale ja już chcem!- zawył Karim
-No to musisz troszkę poczekać- zaśmielismy się
Po chwili dołączyła do nas Lissa. Przyniosła ze sobą jakieś listy i powiedziała, ze jeden z nich jest zaadresowany do mnie. Byłam nieco zdziwiona. Przecież nikt oprócz Lahma i Mandzukicie nie wiedzą gdzie jestem, a jak sie spodziewałam list pochodził z Niemiec. Skończyłam posiłek, i poszłam do pokoju. Adresatem listu był ... Goetze! Byłam nieco przestraszona ale i szczęśliwa. Otworzyłam ten list i zobaczyłam tak zdjęcie chyba pochodziło z badań USG. Mario miał rację Isabel nie jest w ciązy :). Potem zobaczyłam jescze dwie karteczki. Przeczytałam pierwszą:
'Witaj kochanie :*
Tak jak już ci mówiłem, i podejrzewałem zanim wyjechałaś, Isabel nie jest w ciązy. Wiem, że pewnie nie wirzyłabyś , dlatego wysłałem ci te zdjęcia z badan. Jest mi tu strasznie smutno bez ciebie. Mario i Philip nie chcą mi powiedzieć gdzie jesteś... Czuję się bardzo źle. Kilka razy próbowałem sie upić, zeby zapomnieć o problemach, jednak bezskutecznie.
Wiem , że pewnie ni wrócisz już do mnie, ale chcę żebyś wiedziała, Kocham Cię tak jak było, jest i nadal będzie. Cały czas myślę o tobie i o tym co by było gdybym nie był takim kretyniem jakim się okazałem....
Kocham Cię, Mario'
Krótki ale bardzo przemawiający list, popłakałm się czytając to. On nadal mnie kocha! pomimo, ze dzielą nas setki tysiące kilomentrów... Cały czas chcę tam wrócić. Tylko znaleźć ten odpowiedni moment....
---------------------------------------------------
Były 3 komy wiięc jest rozdział, nie zachwyca wiem to.
I jeszcze ta porażka wczoraj z Leverkuseeeeeeeeeeeeen :( Oh noooo. Plaga kontuzji a niedługo mecz z Marsylią w CL :(((( /Zaczarowanaaa
Obudziłem się na podłodze. Bardzo bolała mnie głowa. Nade mną zobaczyłem dwie znajome mi twarze. Jednak widzialem je jakby przez mgłę. Byli to jak sie nie mylę, Mario i Philip. Chyba cos do mnie mówili, ale nie bardzo wiedziałem co. Zacząłem odczuwac ból w plecach więc postanowiłem wstać, jednak nie mogłem złapać równowagi. Nie źle sobie wczoraj poszalałem...:
-Mario!- usłyszałem wreszcie głos
-Co?- burknąłem
-Coś ty ze sobą zrobił- spytał Lahm
-No nic? Młody jestem musze się pobawić- powiedziałem lekceważnąco i udałem się do pokoju, chłopcy podreptali za mną
-Tak jej nie zdobędziesz-
-No a wiesz może jak? Kiedy nie chcecie mi powiedzieć gdzie ona jest? Ja nie wiem nawet czy ona żyje!- wkurzyłem sie
-Żyje.- Prztaknął Mandzukić
Wpadłem na pewien pomysł. Wyjąłem z pod łóżka walizki i wrzucałem do niech potrzebne rzeczy, chłopaki patrzyli zdezoriętowani na mnie, w końcu Lahm zechciał zapytać:
-Co ty do cholery odwalasz?- zapytał Niemiec
-Wyjeżdżam- odpwiedziałem krótko
-Ale gdzie?- Mandzukić podszedł do okna- My cie nigdzie nie puścimy
-Jade do Polski a wam nic do tego- burknąłem
-Tyle, że tam jej nie ma...- przerwał Chorwat
-To gdzie ona jest?- wydarłem się
-Tego ci nie powiemy, bo nie kazała nam. Ale list jej wysłaliśmy więc...
-Jak mi nie powiecie to się zabije!- mówiłem to na serio
-My cię będzeimy pilnować, nic ci nie będzie, a Laura wróci.
Wkurzyłem się na chłopaków. Niby chcą mi pomóc,a gówno z tego mam. Chcę ją znaleźć bo ona nadawała sensu mojemu życiu! Była i nadal jest najważniejszą osobą w moiim życiu. Muszę ją znaleźć, bo bez niej nie ma mnie...
*Laura*
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno do mojego pokoju. Grzechem było by dłużej leżeć w lóżku. Szybko się ogarnęłam ubrałam i delikatnie pomalowałam. Zeszłam na dół i wszyscu już jedli śniadanie. Chłopacy też jak widać nas odwiedzili:
-Siemka wszystkim, smacznego- uśmiechnęłam się
-No cześć śpiochu- przywitał mnie Cristiano
-Jedz, puki ciepłe- uęmiechnęła się Sara
-Okey- przytaknęłam na jej propozyjcję i zabrałam się za konsumowanie posiłku
-No to kiedy się pakujemy?- spytał Beznema
-Jedziemy za dwa tygodnie, spokojnie- uśmiechnęła się Adrianna
-No ale ja już chcem!- zawył Karim
-No to musisz troszkę poczekać- zaśmielismy się
Po chwili dołączyła do nas Lissa. Przyniosła ze sobą jakieś listy i powiedziała, ze jeden z nich jest zaadresowany do mnie. Byłam nieco zdziwiona. Przecież nikt oprócz Lahma i Mandzukicie nie wiedzą gdzie jestem, a jak sie spodziewałam list pochodził z Niemiec. Skończyłam posiłek, i poszłam do pokoju. Adresatem listu był ... Goetze! Byłam nieco przestraszona ale i szczęśliwa. Otworzyłam ten list i zobaczyłam tak zdjęcie chyba pochodziło z badań USG. Mario miał rację Isabel nie jest w ciązy :). Potem zobaczyłam jescze dwie karteczki. Przeczytałam pierwszą:
'Witaj kochanie :*
Tak jak już ci mówiłem, i podejrzewałem zanim wyjechałaś, Isabel nie jest w ciązy. Wiem, że pewnie nie wirzyłabyś , dlatego wysłałem ci te zdjęcia z badan. Jest mi tu strasznie smutno bez ciebie. Mario i Philip nie chcą mi powiedzieć gdzie jesteś... Czuję się bardzo źle. Kilka razy próbowałem sie upić, zeby zapomnieć o problemach, jednak bezskutecznie.
Wiem , że pewnie ni wrócisz już do mnie, ale chcę żebyś wiedziała, Kocham Cię tak jak było, jest i nadal będzie. Cały czas myślę o tobie i o tym co by było gdybym nie był takim kretyniem jakim się okazałem....
Kocham Cię, Mario'
Krótki ale bardzo przemawiający list, popłakałm się czytając to. On nadal mnie kocha! pomimo, ze dzielą nas setki tysiące kilomentrów... Cały czas chcę tam wrócić. Tylko znaleźć ten odpowiedni moment....
---------------------------------------------------
Były 3 komy wiięc jest rozdział, nie zachwyca wiem to.
I jeszcze ta porażka wczoraj z Leverkuseeeeeeeeeeeeen :( Oh noooo. Plaga kontuzji a niedługo mecz z Marsylią w CL :(((( /Zaczarowanaaa
środa, 4 grudnia 2013
34- Wzloty i Upadki
Od razu po wczorajszym meczu pojechaliśmy do szpitala. Niby nic poważnego ale woleliśmy się upewnić aby Karim mógł spokojnie występować w kolejnych meczach. Królewcy zostali wicemistrzami w lidze. Odrobili jednego gola wczoraj w 87 minucie - tylko ten jedn gol z rzutu karnego. Chłopcy nie byli zadowoleni, utrzymywali wersję, że mogli zagrać lepiej. Jednak dla nas i tak byli już zwycięzcami! :) Ale jak to chłopacy oni zawsze nie są zadowoleni... Teraz mają wakacje, które zamierzamy spędzić na Jamajce. Właśnie teraz siedzimy przy stole popijając sok (chłopaki alkochol) i zastanawiamy sie jak rozegrać sytuację:
-To jak kiedy jedziemy?- spytał Karim
-Wiesz... ja tam na twoim miejscu poczekałabym, aż dojdziesz do pełni sił- usmiechnęłam się
-Ale jestem zdrowy- zawył Benzema i zaczął tańczyć aby udowodnić, że z kolanem okey- Aaaauuuu- i się przewrócił
-Weź ty człowiku chociaż raz posłuchaj jak się do ciebie mówi- ze śmiechem doskoczyli do niego chłopaki i podnieśli piłkarza
-Ha ha ha! Baaardzo śmieszne- powiedział a my zaczeliśmy się śmiać
-Nooo to może w przyszłym tygodniiu?- spytał Cristiano
-Ej, paczcie są nawet bilety na wtorek!- uśmichnał się Caslillas
-No to wtorek?- zagadnęła Liss
-Jeśli Benzema przeżyje to tak- Uśmiechnęła się Sara
Wygłupialismy się potem do późna, kiedy zorietowaliśmy się, że dochodzi 24. Chłopaki zebrali się do domu a my położylyśmy się do łóżek. Niestety nie mogłam zasnąć. Postanowiłam posiedzieć sobie w oknie. Ubrałam szlafrok, zaparzyłam sobie herbaty i usiadłam na parapecie, oglądając ulice Madrytu. Bardzo się cieszę, że padło akurat na to miasto. Jest tutaj pięknie, są wspaniali ludzie, zapominam o problemach. Czego chcieć więcej? Żeby niekt nie zagłuszył spokoju. Jak narazie, plan w pełni opanowany z czeego jestem zadowolona.
Siedziałam juz około 20 minut i nadal nie mogłam zasnąć. Włączyłam cicho piosenkę. Zaczęłam ją nucić, tak żeby niekogo nie obudzić:
'Rzucamy ścianą o groch,
Biegniemy w siebie przed tył,
Jutro wymyśli nas proch,
I urodzimy się w pył,
Nic nie znaczące to coś,
I najważniejsze to nic,
Widziałem dzisiaj Twój głos,
Nie ma nikogo, jak Ty
Dlatego...
Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół,
Zostań, poukładaj mi sny,
Jeden z nich na pewno to My,
Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam, nie chce się dzielić na pół,
Zostań, poukładaj mi łzy,
Jedna z nich na pewno to Ty...'
-Ojej! Przepraszam, obudziłam cię?- zapytałam Sarę, która w tym momencie weszła do mojego pokoju
-Nie . Właśnie ja tez nie mogłam spać- uśmichnęła się- Czego tam słuchasz?- zagadnęła
-A takie tam polskie hity xd chcesz?- spytałam podając jej słuchawkę
-No pewnie
Do późna razem z przyjaciółką słuchałyśmy muzyki. Ja puszczałam jej poslkie pisoenki ona mi niemieckie. Rozmawiałyśmy śmiałyśmy się, było ... Fajnie :). Jednak około 3 nad ranem zaczęłam odczuwać nagłą potrzebę snu. Mullerowa zmyła się do swojego pokoju i teraz nie miałam juz problemu z zaśnięciem. W sumie kiedy byłam nastolatką, pamiętam, że pisoenki zawsze mnie uspokajały... Kiedy czułam się źle zakładałam słuchawki i myślałam nad tym co mnie dręczyło. Wypłakałam się ale zwykle potem było już dobrze. Delikatnie zmęczona zasnełam
*Mario - Monachium*
Nie wiem co ze sobą zrobic. Jestem przemęczony, nic nie jem, leże całymi dniami upity na kanapie. Jedyne czego mi brakuje, to Laury. Albo jeśli to za dużo... To wystarczy mi jaka kolwiek informacja, ze żyje i że z dzieckiem jest wszytsko okey. Mandzukić jak mi obiecał wysłał list z potwierdzeniem, że Isabel nie była w ciąży, ale zrobił to jakieś dwa czy trzy dni temu i nie odtarła żadna odpowiedź. Martwię się i to bardzo. Może list nie doszedł, może zgubił się gdzieś i nigdy nie dojdzie, a może doszedł tylko Laura już mną sie nie interesuje... Nie wiem nie przewidze.
Zbliża sie godzina 7 rano nie śpię od 3. Wstałem i pierwszty raz od chyba 3 dni wyszedłem na dwór na powietrze. Trenigi zaniedbuje jak mało kto.... Wyszedłem do sklepu kupiłem alkochol. Zastanawiałem się zanim otworzyłem butelkę, czy warto czy jest sens... mojego życia. Kiedy zoriętowałem się, że nie ma zacząłem pić. Otwierałem butelkę, każdą po kolei i sądziłem z nich alkochol następnie wyrzucając butelkę za siebie. Kiedy zaczęłem tracić równowage, zdązyłem się jedynie doczłapać do łóżka. Potem... Urwał mi się film...
--------------------------------
Nie zbijcie mnie za to powyższe... Takie tam żeby przejść do ciekwszej :P
Czemuuu nie komentujecie ? :( to przykre. Następny rozdział pojawi się, kiedy będą 3 komy :)
Pozdrawiam zaczarowana :*
-To jak kiedy jedziemy?- spytał Karim
-Wiesz... ja tam na twoim miejscu poczekałabym, aż dojdziesz do pełni sił- usmiechnęłam się
-Ale jestem zdrowy- zawył Benzema i zaczął tańczyć aby udowodnić, że z kolanem okey- Aaaauuuu- i się przewrócił
-Weź ty człowiku chociaż raz posłuchaj jak się do ciebie mówi- ze śmiechem doskoczyli do niego chłopaki i podnieśli piłkarza
-Ha ha ha! Baaardzo śmieszne- powiedział a my zaczeliśmy się śmiać
-Nooo to może w przyszłym tygodniiu?- spytał Cristiano
-Ej, paczcie są nawet bilety na wtorek!- uśmichnał się Caslillas
-No to wtorek?- zagadnęła Liss
-Jeśli Benzema przeżyje to tak- Uśmiechnęła się Sara
Wygłupialismy się potem do późna, kiedy zorietowaliśmy się, że dochodzi 24. Chłopaki zebrali się do domu a my położylyśmy się do łóżek. Niestety nie mogłam zasnąć. Postanowiłam posiedzieć sobie w oknie. Ubrałam szlafrok, zaparzyłam sobie herbaty i usiadłam na parapecie, oglądając ulice Madrytu. Bardzo się cieszę, że padło akurat na to miasto. Jest tutaj pięknie, są wspaniali ludzie, zapominam o problemach. Czego chcieć więcej? Żeby niekt nie zagłuszył spokoju. Jak narazie, plan w pełni opanowany z czeego jestem zadowolona.
Siedziałam juz około 20 minut i nadal nie mogłam zasnąć. Włączyłam cicho piosenkę. Zaczęłam ją nucić, tak żeby niekogo nie obudzić:
'Rzucamy ścianą o groch,
Biegniemy w siebie przed tył,
Jutro wymyśli nas proch,
I urodzimy się w pył,
Nic nie znaczące to coś,
I najważniejsze to nic,
Widziałem dzisiaj Twój głos,
Nie ma nikogo, jak Ty
Dlatego...
Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół,
Zostań, poukładaj mi sny,
Jeden z nich na pewno to My,
Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam, nie chce się dzielić na pół,
Zostań, poukładaj mi łzy,
Jedna z nich na pewno to Ty...'
-Ojej! Przepraszam, obudziłam cię?- zapytałam Sarę, która w tym momencie weszła do mojego pokoju
-Nie . Właśnie ja tez nie mogłam spać- uśmichnęła się- Czego tam słuchasz?- zagadnęła
-A takie tam polskie hity xd chcesz?- spytałam podając jej słuchawkę
-No pewnie
Do późna razem z przyjaciółką słuchałyśmy muzyki. Ja puszczałam jej poslkie pisoenki ona mi niemieckie. Rozmawiałyśmy śmiałyśmy się, było ... Fajnie :). Jednak około 3 nad ranem zaczęłam odczuwać nagłą potrzebę snu. Mullerowa zmyła się do swojego pokoju i teraz nie miałam juz problemu z zaśnięciem. W sumie kiedy byłam nastolatką, pamiętam, że pisoenki zawsze mnie uspokajały... Kiedy czułam się źle zakładałam słuchawki i myślałam nad tym co mnie dręczyło. Wypłakałam się ale zwykle potem było już dobrze. Delikatnie zmęczona zasnełam
*Mario - Monachium*
Nie wiem co ze sobą zrobic. Jestem przemęczony, nic nie jem, leże całymi dniami upity na kanapie. Jedyne czego mi brakuje, to Laury. Albo jeśli to za dużo... To wystarczy mi jaka kolwiek informacja, ze żyje i że z dzieckiem jest wszytsko okey. Mandzukić jak mi obiecał wysłał list z potwierdzeniem, że Isabel nie była w ciąży, ale zrobił to jakieś dwa czy trzy dni temu i nie odtarła żadna odpowiedź. Martwię się i to bardzo. Może list nie doszedł, może zgubił się gdzieś i nigdy nie dojdzie, a może doszedł tylko Laura już mną sie nie interesuje... Nie wiem nie przewidze.
Zbliża sie godzina 7 rano nie śpię od 3. Wstałem i pierwszty raz od chyba 3 dni wyszedłem na dwór na powietrze. Trenigi zaniedbuje jak mało kto.... Wyszedłem do sklepu kupiłem alkochol. Zastanawiałem się zanim otworzyłem butelkę, czy warto czy jest sens... mojego życia. Kiedy zoriętowałem się, że nie ma zacząłem pić. Otwierałem butelkę, każdą po kolei i sądziłem z nich alkochol następnie wyrzucając butelkę za siebie. Kiedy zaczęłem tracić równowage, zdązyłem się jedynie doczłapać do łóżka. Potem... Urwał mi się film...
--------------------------------
Nie zbijcie mnie za to powyższe... Takie tam żeby przejść do ciekwszej :P
Czemuuu nie komentujecie ? :( to przykre. Następny rozdział pojawi się, kiedy będą 3 komy :)
Pozdrawiam zaczarowana :*
piątek, 29 listopada 2013
33- Czy życie to ma sens?
*Mario*
Pierwsze co zrobiłem po wyjściu ze szpitala, udałem się do Mandzukicia:
-Cześć- przywitałem kolegę
-Czego?- spytał ponuro
-Wpuścisz mnie?- spytałem a Mario wskazał żebym wszedł
-O co chodzi?- spytał- Jeśli pytasz o Laurę...
-Daruj sobie- dokończył za niego Lahm siedzący w kuchni
-No ale paczcie, mam dowody!- powiedziałem uradowany
-Taa jasne- powiedzieli nadal niezadowoleni z mej wizyty
Potem pokazałem im wszystkie kartki i podpis lekarza. Cały czas miałem w sercu ten płomyk nadzieji na lepsze jutro... na lepszą przyszłość z dziewczyną którą kocham i z przyjaciółmi...
-No dobrze, my wierzymy, a co z nią- spytał już zadowolony mandzukić
-Liczyłem, że podacie mi jej adres i...- niedokończyłem
-Zapomnij. - przerwał Philip- Laura nie kazała nikomu mówić. Wiem, jesteśmy przyjaciółmi, wiem też że chcesz o nią walczyć....
-Mam pomysł- rzucił Mandzu- daj, ja to wyśle
-Dzięki wielkie przyjacielu!- przytuliliśmy się we trójkę i Philip poklepał mnie po plecach szepnąłszy coś w stylu : 'Będzie dobrze' .
Po jakimś czasie wróciłem do domu z myślą o Laurze. Tak bym chciał znowu ją przytulić pocałować, przypomnieć ją jak bardzo ją kocham. Tak nadal ją kocham nie poddam się, za dużo dla mnie ta dziewczyna znaczy. Ale nie mam jej za złe, że uciekła. Gdybym był na jej miejscu pewnie tez bym się podobnie zachował. Katowała mnie jedna myśl... Przypomniała mi się kłótnia podczas wyprowadzki Laskowskiej:
'...-A co z dzieckiem ?- (ja)
-Usunie!- (Isabel)
-A żebyś wiedział- (Laura)...'
Nie nie nie!! Ja na to nie pozwolę. Nie mogłem usiedzieć w miejscu. Jaki to ja byłem głupi! Nie wiem nawet czy to małe stworzenie, które pokochałem, jeszcze żyje!!! Czy moje życie ma sens? Biłem się w pierś i zastanawiałem się co mogę zrobić aby ją odzyskać?? Wpadł mi na myśl pewien plan...
*2 dni później, Laura- Madryt*
Dzisiaj wielki dzień! Chłopaki grają mecz, ostatni mecz, ligi hiszpańskiej. Grają z FC Banceloną, do której tracą 1 punkt. Jesli wygrają... Zdobędom puchar Hiszpani, jeśli zas przegrają... będa musieli uznać wyższość Barcelony... Chłopaki jak na każdy mecz, tak i na ten zaprosili nas. Bedziemy wiernie kibicować aby to królewscy byli mistrzami.
Zbliżała się godzina 18 a więc pozostały 2 godziny do meczu. Przygotowałam z Ad kolację, bo Cris który przyszedł do nas w goście zaraz wybierał się na krótki trening przedmeczowy. Chwilę później po zjedzonym posiłu szykowałyśmy się do meczu. Dostałam koszulkę od Ronaldo właśnie z próśbą, a raczej z przymusem założenia jej na spotkanie. Kiedy już się przygotowałam wyszłam sobie na dwór i usiadłam na schodac przed wyjściem z domu. Było już ciemno jak na godzinę 18.30 przystało, powiewał lekki wiaterek, było ... tak jak lubiłam. Siedziałam tak i starałam się odprężyć umysł. To było mi potrzebne, byłam ostatnimi dniami wykończona, kilka dni z rzędu chodziłam na treningi potem albo klub albo imprezka u jednej z osób naszej boskiej paczki.
Postanowiłam wrócić już do domu, bo pewnie dziewczyny już czekają, Zapewne będą chciały wcześniej wyjechać, żeby uniknąc niepotrzebnych korków na ulicach miasta:
-I jak gotowa?- uśmiechnąła się Lissa
-No pewnie, o której wyjeżdzamy?- odwzajemniłam uśmiech
-Chyba zaraz, wiesz ... zanim dojedziemy...- machnęła ręką
-Takk korki w Madrycie. Nowość? Nie sądze- zaśmiałysmy się z przyjaciółką
Po chwili przyszła reszta, ja zaniosłam swoją torbę do samochodu, po drodze zachaczając o skrzynkę na listy. Nie patrząc do kogo wrzuciłam na tylnie siedzienie samochodu, po czym sama do niego wsiadłam. Za kilka minut doszły dziewczyny i byłyśmy już gotowe do drogi.
*Godzinę później, Santiago Bernabeu*
Dojechałyśmy już na stadion, tak jak przypuszczałam stałyśmy w korkach ok. 1 godziny. Masakra... Zajęłyśmy miejsca na trybunach i przyglądałyśmy się wychodzącym z szatni piłkarzom. Najpierw przedstawienie drużyn potem losowanie piłki i takie tam formalności, i za nie całe 15 minu rozpoczął się mecz.
Królewcy starali się z poczatku blokować ataki drużyny z Barcelony i jak odzyskaja piłkę przeprowadzać szybkie ataki, jednak bezskutecznie. W pewniej chwili FCB zdobywa swojego gola, na listę strzelców wpisuje sie Neymar. Kończy się tym samym 1połowa spoktania. 15 minutowa przerwa i piłkarze 2 raz wychodzą na murawę.... Nie minęło 10 minut a Messi podwyższa na 2:0. Królewscy nieco podłamani... ale wierzyłam że będzie dobrze.
Zbliżała się 86 minuta spotkania. Między dwuch piłkarzy FCB wbiegał Karim Benzema. Zbliżał się do pola karnego, kibice Realu wstali z miejsc i krzyczeli, motywowali nagle Karim zostaje kopnięty kolanem w okolice brzucha... nie wiem dokładnie nie widziałam z trybun. Podbiega sędzia, najpierw widzimy skwaszoną minę napastnika, widać, że bolało, piłkarz nie podnosił się z murawy. Potrzebował lekarzy, którzy znieśli go z boiska na noszach. Następnie zostaje podyktowany rzut karny, który precyzyjnie wykorzystuje CR7. Skaczemy z radości ale i trzęsiemy się z niepokoju o Benzemę. Mam nadzieję, że to nic poważnego....
------------------------------------------
Przepraszam że nie dodaję. Ale mój stan psychiczny nie pozwala na to. Wszystko się wali i nie mam chwili na wzięcie oddechu. Sory przepraszam ale nwm jak będzie dalej z tym opowiedaniem. Nie jestem w stanie pisać o szczęsciu i miłości skoro sama tego nie doświadczam....
Odpowiedź na pytanie dotyczące tematu rozdziału : 'Czy życie to ma sens?' Moje nie :(
.....................
Pierwsze co zrobiłem po wyjściu ze szpitala, udałem się do Mandzukicia:
-Cześć- przywitałem kolegę
-Czego?- spytał ponuro
-Wpuścisz mnie?- spytałem a Mario wskazał żebym wszedł
-O co chodzi?- spytał- Jeśli pytasz o Laurę...
-Daruj sobie- dokończył za niego Lahm siedzący w kuchni
-No ale paczcie, mam dowody!- powiedziałem uradowany
-Taa jasne- powiedzieli nadal niezadowoleni z mej wizyty
Potem pokazałem im wszystkie kartki i podpis lekarza. Cały czas miałem w sercu ten płomyk nadzieji na lepsze jutro... na lepszą przyszłość z dziewczyną którą kocham i z przyjaciółmi...
-No dobrze, my wierzymy, a co z nią- spytał już zadowolony mandzukić
-Liczyłem, że podacie mi jej adres i...- niedokończyłem
-Zapomnij. - przerwał Philip- Laura nie kazała nikomu mówić. Wiem, jesteśmy przyjaciółmi, wiem też że chcesz o nią walczyć....
-Mam pomysł- rzucił Mandzu- daj, ja to wyśle
-Dzięki wielkie przyjacielu!- przytuliliśmy się we trójkę i Philip poklepał mnie po plecach szepnąłszy coś w stylu : 'Będzie dobrze' .
Po jakimś czasie wróciłem do domu z myślą o Laurze. Tak bym chciał znowu ją przytulić pocałować, przypomnieć ją jak bardzo ją kocham. Tak nadal ją kocham nie poddam się, za dużo dla mnie ta dziewczyna znaczy. Ale nie mam jej za złe, że uciekła. Gdybym był na jej miejscu pewnie tez bym się podobnie zachował. Katowała mnie jedna myśl... Przypomniała mi się kłótnia podczas wyprowadzki Laskowskiej:
'...-A co z dzieckiem ?- (ja)
-Usunie!- (Isabel)
-A żebyś wiedział- (Laura)...'
Nie nie nie!! Ja na to nie pozwolę. Nie mogłem usiedzieć w miejscu. Jaki to ja byłem głupi! Nie wiem nawet czy to małe stworzenie, które pokochałem, jeszcze żyje!!! Czy moje życie ma sens? Biłem się w pierś i zastanawiałem się co mogę zrobić aby ją odzyskać?? Wpadł mi na myśl pewien plan...
*2 dni później, Laura- Madryt*
Dzisiaj wielki dzień! Chłopaki grają mecz, ostatni mecz, ligi hiszpańskiej. Grają z FC Banceloną, do której tracą 1 punkt. Jesli wygrają... Zdobędom puchar Hiszpani, jeśli zas przegrają... będa musieli uznać wyższość Barcelony... Chłopaki jak na każdy mecz, tak i na ten zaprosili nas. Bedziemy wiernie kibicować aby to królewscy byli mistrzami.
Zbliżała się godzina 18 a więc pozostały 2 godziny do meczu. Przygotowałam z Ad kolację, bo Cris który przyszedł do nas w goście zaraz wybierał się na krótki trening przedmeczowy. Chwilę później po zjedzonym posiłu szykowałyśmy się do meczu. Dostałam koszulkę od Ronaldo właśnie z próśbą, a raczej z przymusem założenia jej na spotkanie. Kiedy już się przygotowałam wyszłam sobie na dwór i usiadłam na schodac przed wyjściem z domu. Było już ciemno jak na godzinę 18.30 przystało, powiewał lekki wiaterek, było ... tak jak lubiłam. Siedziałam tak i starałam się odprężyć umysł. To było mi potrzebne, byłam ostatnimi dniami wykończona, kilka dni z rzędu chodziłam na treningi potem albo klub albo imprezka u jednej z osób naszej boskiej paczki.
Postanowiłam wrócić już do domu, bo pewnie dziewczyny już czekają, Zapewne będą chciały wcześniej wyjechać, żeby uniknąc niepotrzebnych korków na ulicach miasta:
-I jak gotowa?- uśmiechnąła się Lissa
-No pewnie, o której wyjeżdzamy?- odwzajemniłam uśmiech
-Chyba zaraz, wiesz ... zanim dojedziemy...- machnęła ręką
-Takk korki w Madrycie. Nowość? Nie sądze- zaśmiałysmy się z przyjaciółką
Po chwili przyszła reszta, ja zaniosłam swoją torbę do samochodu, po drodze zachaczając o skrzynkę na listy. Nie patrząc do kogo wrzuciłam na tylnie siedzienie samochodu, po czym sama do niego wsiadłam. Za kilka minut doszły dziewczyny i byłyśmy już gotowe do drogi.
*Godzinę później, Santiago Bernabeu*
Dojechałyśmy już na stadion, tak jak przypuszczałam stałyśmy w korkach ok. 1 godziny. Masakra... Zajęłyśmy miejsca na trybunach i przyglądałyśmy się wychodzącym z szatni piłkarzom. Najpierw przedstawienie drużyn potem losowanie piłki i takie tam formalności, i za nie całe 15 minu rozpoczął się mecz.
Królewcy starali się z poczatku blokować ataki drużyny z Barcelony i jak odzyskaja piłkę przeprowadzać szybkie ataki, jednak bezskutecznie. W pewniej chwili FCB zdobywa swojego gola, na listę strzelców wpisuje sie Neymar. Kończy się tym samym 1połowa spoktania. 15 minutowa przerwa i piłkarze 2 raz wychodzą na murawę.... Nie minęło 10 minut a Messi podwyższa na 2:0. Królewscy nieco podłamani... ale wierzyłam że będzie dobrze.
Zbliżała się 86 minuta spotkania. Między dwuch piłkarzy FCB wbiegał Karim Benzema. Zbliżał się do pola karnego, kibice Realu wstali z miejsc i krzyczeli, motywowali nagle Karim zostaje kopnięty kolanem w okolice brzucha... nie wiem dokładnie nie widziałam z trybun. Podbiega sędzia, najpierw widzimy skwaszoną minę napastnika, widać, że bolało, piłkarz nie podnosił się z murawy. Potrzebował lekarzy, którzy znieśli go z boiska na noszach. Następnie zostaje podyktowany rzut karny, który precyzyjnie wykorzystuje CR7. Skaczemy z radości ale i trzęsiemy się z niepokoju o Benzemę. Mam nadzieję, że to nic poważnego....
------------------------------------------
Przepraszam że nie dodaję. Ale mój stan psychiczny nie pozwala na to. Wszystko się wali i nie mam chwili na wzięcie oddechu. Sory przepraszam ale nwm jak będzie dalej z tym opowiedaniem. Nie jestem w stanie pisać o szczęsciu i miłości skoro sama tego nie doświadczam....
Odpowiedź na pytanie dotyczące tematu rozdziału : 'Czy życie to ma sens?' Moje nie :(
.....................
niedziela, 24 listopada 2013
32- Odnaleźć właściwą drogę...
*Mario -Monachium*
Byłem wstrząśnięty tamtą sytuacją z rana. Naprawdę nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Isabel najpierw przyczołgała się za mną do domu, potem wypaliła z tą ciążą? To wszytko było zamyślane, ona musiała to planowac juz jakiś czas. Przecież to jest nie możliwe, żebym był ojcem. Przeciez my nawet nie... spaliśmy ze sobą. Tamta sytuacja z wczoraja, to nie był efekt tego, że ja laurę zdradzam tylko, modelka zaciągęnęła mnie do łóżka i kiedy usłyszała, że ktoś wchodzi rozpoczęła działać. Teraz Laura wyjechała nawet nie wiem gdzie, nie wiem po co, ale wiem dla czego, wiem z jakiego powodu, z czyjego poodu. To przeze mnie! Jestem kretynem, nie wiem jak ja mogłem takie coś zrobić wgóle! Przeypomniało mi się, że Laura kiedy wyszła z domu musiała na noc się gdzieś podziać, więc wymyśliłem, że albo schroniła się u Justyny albo Mandzukicia. Najpierw wybrałem mojego klubowego przyjaciela. to do niego skierowałem moje pierwsze kroki:
-Cześć- powiedziałem nie pewnie
-Czego?- spytał wyraźnie oburzony, miałem teraz pewność że Laura była właśnie u niego
-Mogę?- znów zapytałem
-Wchodź- wszedłem do środka i zobaczyłem Philipa- Była tu moja dziewczyna?
-Twoja dziewczyna?- spytał- Philip była tu Isabel?- spytał nieco lekceważąc
-To puste z kotem na głowie i jeo dzieckiem? Hahahahh - zaczął się śmiać- Nie- szybko zmienił ton na poważny
W tym momencie zrobiło mi się przykro wiem, że chłopacy robili to specjalnie, żeby mi dopiec. Ale może w ten sposób się czegoś nauczę:
-Dobra, jak się czegoś dowiecie, to mówcie, ok?- spytałem z jakimś jeszcze procentem nadzieji
-Po tym co jej zrobiłeś? Myślę, że nie jesteś zdziwiony jej zachowaniem-powiedział ironicznie
-Jeszcze ta ciąża! Jaki dupek z ciebie Goetze- dopowiedział Lahm
*Laura- Madryt*
Wróciliśmy z wygłópów na basenie, bo za godzinie chłopacy mieli trening. Zabrałyśmy się i postanowiłyśmy z nimi pójść. Zbliżała się 15.00 dnia 17 września a mimo wszystko ubrałam się letnio. Jest tu tak gorąco, jak latem. Mi w sumie to pasuje. :)
Jestem bardzo zadowolona z wyjazdu tutaj, nie myślę, o Mario, chociaż cały czas czuję, ten ból, który mi zadał, a właściwie mojemu sercu. Jednak to się teraz nie liczy, teraz moim planem jest: Odnaleźć właściwą drogę. Tą do szczęścia oczywiście. Ile tu zostanę? Jeszcze nie wiem, gdy byłam jeszcze w samolocie i byłby tam on... Pewnie bym nie poleciała... Ale cieszę się że go tam nie było bo Madryt jest najlepszym miejscem na wytchnienie i uspokojenie się.
Po drodze na stadion chłopacy kupili kurczaka w Mc'donalds i mały kubek kawy dla keżdej z nas. Poszłyśmy więc z tym towarem na trybuny i rozmawiałyśmy jedząc kurczaka:
-Laura jedz- uśmiechnęła się Ad
-Wiesz... nie mam zbytnio ochoty. Trochę mi nie dobrze- wyznałam
-Ciąża robi swoje...- przypomniała mi Sara
-Racja, może i dlatego...- westchnęłam
-Ciąża?!- krzyknąła Ad i Liss
-No to nie wiecie?- spytałam śmiejąc się z min koleżanek
-Nieeeee....- odpowiedziały- Ale bardzo chętnie posłuchamy- dokończyła Adriana
-No więc... zaszłam w ciąże, jestem chyba pod koniec 3 tygodnia i dwa dni kiedy powiedziałam Mario, który bardzo się ucieszył... że aż uronił łzę...- tu przerwałam i po moim policzku pociekła łza, Lissa mnie przytuliła- ... no i potem wyjechał na zgtupowanie kadry i...
-... ona też tam była?!- przerwała mi Adriana
-Tak była... a jak pakowałam walizki to... on właśnie wrócił do domu z NIĄ i ona powiedziała, że... -mówiłam płacząc- że... jest w ciąży z nim!
-Że co?!- krzyknęły obie razem
-To co slyszycie- powiedziała za mnie Mullrowa
-Jezus Maria! Ale masz pewność że to jego dziecko?- spytały
-Nie mam pewności czy ona wogóle jest w ciąży... Mario mówił, że nie i że mi to wyjaśni, bo to zwykłe niepozorumienie!
Było mi nieco lżej, kiedy opowiedziałam dziewczynom co ja tu właściwie robię, wspierają mnie, tylko tego w zasadzie było mi trzeba. Wiem, że nie są jak Lena, to są prawdziwe przyjaciółki ...i w dodatku moje <3
*Mario *
Siedziałem wkurzony na łóżku i nie wiedziałem co mam robić, miałem ochotę się upić, ale sms zawsze musi przyjść nie wtedy kiedy trzeba... Isabel -,- Wukrzyłem się:
'No hej skarbie ;* Co tam? Spotkamy się?'- napisała
'Tak za 20 minut u lekarza'- odpisałem
'Cos się stało? :o'- przyszła odpowiedź
'Coś- dopiero może się stać. Masz tam być za 20 minut!'
'Dobrze dobrze. Bez nerwów kotek *.*'
Muszę Laurze udowodnić, że ona nie jest w ciąży, a jeśli jest to napewno nie ze mną! Przecież nawet z nią nie spałem! Szybko się ubrałem i wyszedłem w umówione miejsce:
-Idziemy już- powiedziałem stanowczo
-Po co?- spytała zdezoriętowana
-Dowiesz się, ale w gruncie rzeczy to powiennaś wiedzieć idiotko!- krzyknąłem
-Witam. Przyszliśmy zrobić badania USG.- przywitałem doktora
-Że co?- szepnęła Is
-Byli państwo umówieni?- spytał lekarz
-Nie ale to bardzo ważne proszę- powiedziałem błagalnie
-Skoro takie ważne. Niech pani siada- westchnął lekarz
Zrobił dziewczynie wszytkie badania i kazał nam poczekać na korytarzu. Isabel cały czas była na mnie zła za to że ją oszukałem ale mi na niej nie zależy ale na Laurze. Chciełem tylko mieć upewnienie , że nie jest w ciąży. Za 20 minut zawołał nas lekarz:
-A więc... Pani Angerer...- modliłem się w duszy
-No niech pan powie wreszcie!- nie mogłem wytrzymać
-Niestety nie jest w pani ciąży- zwrócił się lekarz do dziewczyny stojącej obok mnie- przykro mi jesli są państwo zawiedzeni- westchnął i zaczął coś pisać
-Tak! I co?! Myślałaś, ze ci sie uda!- zwróciłem się do Is- A czy mogę jakieś potwierdzenia tego badania?
-Juz, proszę bardzo- uśmiechnął się lekarz
Wyszedłem z przychodni w świetnym humorze, przeciwnym zupełnie do humoru modelki. Teraz tylko wyślę mojej dziewczynie chipotezę i jestem wolny :)
--------------------
Nie wierzę no nie wierzę!! Borussia przegrała ze woim odwiecznym rywalem, Bayernem :( Powiem Wam szczerze, że łudziłam się nadzieją, na lepszy mecz. W pierwszej połowie, kiedy częściej gościli na połowie rywala, byłam dumna z mojej Borussi, jedbnak potem zaczęło się sypać :( no niestety. Potem kiedy Goetze strzelił gola, załamałam się :( Byłam taka głupia i roztrzęsiona , że krytykowałam swojego największego idola ////. Jednak bardzo spodobało mi się zachowanie Mario, widac że na grało mu się łatwo. A z tego gole sie nie cieszył, może to i lepiej dla hejterów, którzy bez zaskoku przywiyali go gwizdami :/
Tyle co ja powiem na ten temat. Mam nadzieję, że okarzecie serce i nie będziecie hejtować, bo to powyższe to tylko i wyłącznie moje zdanie, które zapewnie każdy ma inne na ten temat :)
Pozdroo :*
Byłem wstrząśnięty tamtą sytuacją z rana. Naprawdę nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Isabel najpierw przyczołgała się za mną do domu, potem wypaliła z tą ciążą? To wszytko było zamyślane, ona musiała to planowac juz jakiś czas. Przecież to jest nie możliwe, żebym był ojcem. Przeciez my nawet nie... spaliśmy ze sobą. Tamta sytuacja z wczoraja, to nie był efekt tego, że ja laurę zdradzam tylko, modelka zaciągęnęła mnie do łóżka i kiedy usłyszała, że ktoś wchodzi rozpoczęła działać. Teraz Laura wyjechała nawet nie wiem gdzie, nie wiem po co, ale wiem dla czego, wiem z jakiego powodu, z czyjego poodu. To przeze mnie! Jestem kretynem, nie wiem jak ja mogłem takie coś zrobić wgóle! Przeypomniało mi się, że Laura kiedy wyszła z domu musiała na noc się gdzieś podziać, więc wymyśliłem, że albo schroniła się u Justyny albo Mandzukicia. Najpierw wybrałem mojego klubowego przyjaciela. to do niego skierowałem moje pierwsze kroki:
-Cześć- powiedziałem nie pewnie
-Czego?- spytał wyraźnie oburzony, miałem teraz pewność że Laura była właśnie u niego
-Mogę?- znów zapytałem
-Wchodź- wszedłem do środka i zobaczyłem Philipa- Była tu moja dziewczyna?
-Twoja dziewczyna?- spytał- Philip była tu Isabel?- spytał nieco lekceważąc
-To puste z kotem na głowie i jeo dzieckiem? Hahahahh - zaczął się śmiać- Nie- szybko zmienił ton na poważny
W tym momencie zrobiło mi się przykro wiem, że chłopacy robili to specjalnie, żeby mi dopiec. Ale może w ten sposób się czegoś nauczę:
-Dobra, jak się czegoś dowiecie, to mówcie, ok?- spytałem z jakimś jeszcze procentem nadzieji
-Po tym co jej zrobiłeś? Myślę, że nie jesteś zdziwiony jej zachowaniem-powiedział ironicznie
-Jeszcze ta ciąża! Jaki dupek z ciebie Goetze- dopowiedział Lahm
*Laura- Madryt*
Wróciliśmy z wygłópów na basenie, bo za godzinie chłopacy mieli trening. Zabrałyśmy się i postanowiłyśmy z nimi pójść. Zbliżała się 15.00 dnia 17 września a mimo wszystko ubrałam się letnio. Jest tu tak gorąco, jak latem. Mi w sumie to pasuje. :)
Jestem bardzo zadowolona z wyjazdu tutaj, nie myślę, o Mario, chociaż cały czas czuję, ten ból, który mi zadał, a właściwie mojemu sercu. Jednak to się teraz nie liczy, teraz moim planem jest: Odnaleźć właściwą drogę. Tą do szczęścia oczywiście. Ile tu zostanę? Jeszcze nie wiem, gdy byłam jeszcze w samolocie i byłby tam on... Pewnie bym nie poleciała... Ale cieszę się że go tam nie było bo Madryt jest najlepszym miejscem na wytchnienie i uspokojenie się.
Po drodze na stadion chłopacy kupili kurczaka w Mc'donalds i mały kubek kawy dla keżdej z nas. Poszłyśmy więc z tym towarem na trybuny i rozmawiałyśmy jedząc kurczaka:
-Laura jedz- uśmiechnęła się Ad
-Wiesz... nie mam zbytnio ochoty. Trochę mi nie dobrze- wyznałam
-Ciąża robi swoje...- przypomniała mi Sara
-Racja, może i dlatego...- westchnęłam
-Ciąża?!- krzyknąła Ad i Liss
-No to nie wiecie?- spytałam śmiejąc się z min koleżanek
-Nieeeee....- odpowiedziały- Ale bardzo chętnie posłuchamy- dokończyła Adriana
-No więc... zaszłam w ciąże, jestem chyba pod koniec 3 tygodnia i dwa dni kiedy powiedziałam Mario, który bardzo się ucieszył... że aż uronił łzę...- tu przerwałam i po moim policzku pociekła łza, Lissa mnie przytuliła- ... no i potem wyjechał na zgtupowanie kadry i...
-... ona też tam była?!- przerwała mi Adriana
-Tak była... a jak pakowałam walizki to... on właśnie wrócił do domu z NIĄ i ona powiedziała, że... -mówiłam płacząc- że... jest w ciąży z nim!
-Że co?!- krzyknęły obie razem
-To co slyszycie- powiedziała za mnie Mullrowa
-Jezus Maria! Ale masz pewność że to jego dziecko?- spytały
-Nie mam pewności czy ona wogóle jest w ciąży... Mario mówił, że nie i że mi to wyjaśni, bo to zwykłe niepozorumienie!
Było mi nieco lżej, kiedy opowiedziałam dziewczynom co ja tu właściwie robię, wspierają mnie, tylko tego w zasadzie było mi trzeba. Wiem, że nie są jak Lena, to są prawdziwe przyjaciółki ...i w dodatku moje <3
*Mario *
Siedziałem wkurzony na łóżku i nie wiedziałem co mam robić, miałem ochotę się upić, ale sms zawsze musi przyjść nie wtedy kiedy trzeba... Isabel -,- Wukrzyłem się:
'No hej skarbie ;* Co tam? Spotkamy się?'- napisała
'Tak za 20 minut u lekarza'- odpisałem
'Cos się stało? :o'- przyszła odpowiedź
'Coś- dopiero może się stać. Masz tam być za 20 minut!'
'Dobrze dobrze. Bez nerwów kotek *.*'
Muszę Laurze udowodnić, że ona nie jest w ciąży, a jeśli jest to napewno nie ze mną! Przecież nawet z nią nie spałem! Szybko się ubrałem i wyszedłem w umówione miejsce:
-Idziemy już- powiedziałem stanowczo
-Po co?- spytała zdezoriętowana
-Dowiesz się, ale w gruncie rzeczy to powiennaś wiedzieć idiotko!- krzyknąłem
-Witam. Przyszliśmy zrobić badania USG.- przywitałem doktora
-Że co?- szepnęła Is
-Byli państwo umówieni?- spytał lekarz
-Nie ale to bardzo ważne proszę- powiedziałem błagalnie
-Skoro takie ważne. Niech pani siada- westchnął lekarz
Zrobił dziewczynie wszytkie badania i kazał nam poczekać na korytarzu. Isabel cały czas była na mnie zła za to że ją oszukałem ale mi na niej nie zależy ale na Laurze. Chciełem tylko mieć upewnienie , że nie jest w ciąży. Za 20 minut zawołał nas lekarz:
-A więc... Pani Angerer...- modliłem się w duszy
-No niech pan powie wreszcie!- nie mogłem wytrzymać
-Niestety nie jest w pani ciąży- zwrócił się lekarz do dziewczyny stojącej obok mnie- przykro mi jesli są państwo zawiedzeni- westchnął i zaczął coś pisać
-Tak! I co?! Myślałaś, ze ci sie uda!- zwróciłem się do Is- A czy mogę jakieś potwierdzenia tego badania?
-Juz, proszę bardzo- uśmiechnął się lekarz
Wyszedłem z przychodni w świetnym humorze, przeciwnym zupełnie do humoru modelki. Teraz tylko wyślę mojej dziewczynie chipotezę i jestem wolny :)
--------------------
Nie wierzę no nie wierzę!! Borussia przegrała ze woim odwiecznym rywalem, Bayernem :( Powiem Wam szczerze, że łudziłam się nadzieją, na lepszy mecz. W pierwszej połowie, kiedy częściej gościli na połowie rywala, byłam dumna z mojej Borussi, jedbnak potem zaczęło się sypać :( no niestety. Potem kiedy Goetze strzelił gola, załamałam się :( Byłam taka głupia i roztrzęsiona , że krytykowałam swojego największego idola ////. Jednak bardzo spodobało mi się zachowanie Mario, widac że na grało mu się łatwo. A z tego gole sie nie cieszył, może to i lepiej dla hejterów, którzy bez zaskoku przywiyali go gwizdami :/
Tyle co ja powiem na ten temat. Mam nadzieję, że okarzecie serce i nie będziecie hejtować, bo to powyższe to tylko i wyłącznie moje zdanie, które zapewnie każdy ma inne na ten temat :)
Pozdroo :*
piątek, 22 listopada 2013
31- Dobra wiedźma na Halloween
*Laura*
-Byłaś?- przytulił mnie Mandzu
-On też był- zaszlochałam
-Już dobrze- powiedział- Siadaj zrobię ci kawe
-Yhm- przytaknęłam i usiadłam na krześle w kuchni
-Hej, Laura- Philip mnie przytulił- Stało się coś?
-Powiedzmy... -znowu zaczęłam płakać
Wiedziałam, że nie mogę mu nie powiedzieć, wiedziałam też że napewno okaże mi zrozumienie... Wkońcu jest jednym z moich przyjaciół. Postanowiłam nie czekać dłużej tylko poprostu powiedziałam mu prawdę. Zaczynając od naszych nie uporządkowanych relacji, przez ten wyjazd na zgrupowanie kadry, aż po dzień, w którym mnie zdradził. Lahm słuchał z niedowieżaniem, zdziwił mnie, kiedy powiedział, że na zgrupowaniu nic podejrzanego nie zauważył. Co prawda mówił, że Goetze był zadowolony, ale był przekonany że to ze mną mu się zaczeło układać:
-No i jeszcze Wam wszystkiego nie powiedziałam.... - zaczełam z coraz głośniejszym płaczem
-Co?!- krzyknęli obaj równocześnie
-No bo ona...-
-Była tam?- przerywali mi
-Nie...-znowu nie dawali mi skończyć
-Jest z nim?- spytał Lahm
-Nie... -chciałam wreszcie móc dokończyć
-Co do cholery ona odwaliła- wkurzyli się
-A dacie dokończyć?- powiedziałam zbulwersowana
-Przepraszamy- Powiedzieli równo- Mów dalej- dokończył Mario
-Ona.... Jest z nim w ciąży!- rozpłakałam się na nowo
-Że co kur*a?!!!- zaklnął Philip
-Kto to powiedział- krzyknął Mandzukić po czym wziął ze soba kurtkę
-Ona. Mario gdzie ty idziesz?- spytałam widząc jak wkurzony wybiega z domu- Mario- złapałam go za rękę
-Idę do tego Goetzego i mu wytłumacze, co to znaczy skrzywdzić z dziewczynę!- krzyczał
-Nie!! Poczekaj.- Odwrócił się w moją stronę- Nie warto, za 2 godziny już mnie tu nie będzie
-Jak to?- spytał zaskoczony Lahm
-No normalnie, chcę zapomnieć, chcę być jak najdalej stąd. Chociaż nie taki był plan...-zamyśliłam się
-A jaki?- zbulwersował się Lahm
-Miałam ochotę umrzeć, albo najlepiej usunać dziecko, które zawsze mi będzie go przepominało ale nie mogę! Nie daje rady emocjonalnie. - rozpłakałam się
-To już lepiej wyjedź, nie rób krzywdy dziecku, nie jego wina...-
-....że wybrałam takiego kretyna i że ten kretyn to jego ojciec. Tak wiem, wychowam je sama. Mam tylko nadzieję, że nie bedzie mi go przypominało...- mówiłam jak nakręcona
-Nie, Laura ! Przecież nie to miałem na myśli to nie jest twoja wina, tylko Mario, że nie potrafi kochac jednej dziewczyny, tylko będzie miał już drugie dziecko.
-Dobrze nie mówmy o tym. Jak ja będę wyglądała. Ludzie na lotnisku pomyślą, że dzisiaj dzień duchów- zaśmialiśmy się
-Ejjjj, nie jest tak źle.- pocieszał mnie śmiejąc się Mandzukić
-Nie wcale, tylko wyglądam jak dobra wiedźma na Halloween ;)- padaliśmy ze śmiechu
*2 godziny później*
Jestem już na lotnisku, zostały mi już tylko takie tam formalności typu odprawa i jestem wolna! Zadzwoniłam już do dziewczyn między innymi to dwóch koleżanek z wymiany międzyszkolnej. Adriana mieszka w Madrycie razem ze swoją przyjaciółką Lissą. Dziewczyny przyjaźnią się od piaskownicy, dlatego na wymianę zgodziły się we dwie. Stwierdziły że nie wytrzymaja bez siebie. Możnaby powiedzieć jeszcze kilka tygodni temu, że tak jak ja z Leną... No ale cóż... Jade tutaj zapomnieć. To jest jedyny mój plan na teraz. Zbiżała się odprawa, postanowiłam pożegnać się z chłopakami, którzy przyjechali tu ze mną:
-Dziękuje Wam, za wszystko! Jesteście najlepsi, nie wiem jak bez Was wytrzymam- przytuliłam się do nich
-Laura, nie zostawiaj nas tu samych- nie puszczali mnie z uścisku
-Obiecuję, jak ułożę sobie życie to wrócę do Was.- uśmiechnęłam się
-Czekamy- zasalutowali na co ja się zaśmiałam
-Mam jeszcze jedną prośbę- westchnęłam- Nie mówcie Mario gdzie jestem ok?
-A gdzie ty jesteś? Gdzie będziesz? Ja... My .... nic nie wiemy- widać , że chłopacy robili wszystko żebym tylko ja najlepiej się czuła
-Dzięuję i do zobaczenia- pomachałam im i zniknęłam wśród tłumów
Wsiadłam po odprawie do samolotu i włączyłam muzykę, po chwili dosiadła się do mnie znajoma osoba:
-Sara?!- rozpoznałam dziewczynę z kadry Niemiec, to była ta która chciała po meczu mój autograf, z którą spotykałam się na treningacj indywidualnych przez jakiś czas-
-Laura?!- ucieszyła się- Co ty tu robisz?
-Długa historia, a po krótce to chłopak mnie zdradził- odpowiedziałaam
-Yhm... Kiepska sprawa
-Jakoś nie mogę się po tym otrząsnąć- westchnęłam
-Spkojnie, pomogę Ci- uśmiechnęła się
-Dzięki, a właściwie to do kąd lecisz?- spytałam
-Do Madrytu
-Ejjj, fajnie!- ucieszyłam się- To tak jak ja
-Super, mieszkać będę u takiej koleżanki Lissy, spotkałam ją kiedyś jak byłam na studiach i tak się poznałyśmy- opowiadała
-Lissa Mongolie?- spytałam
-Taak znasz ją? -spytała zdziwiona
-Przyjechała razem z Adrianą Rivens na wymianę do mojego Liceum- uśmiechnęłąm się- Poznam Cię z nią, napewno się polubicie
*2 dni później*
Jestem już w Madrycie. Rozgościłam się tu i powiedzieć mogę, ze świetnie miejsce. Zero problemów jak na razie. Tylko tego mi w sumie było trzeba. Właśnie się wybudziłam. Jest tutaj wspaniała pogoda dlatego wczoraj z dziewczynami postanowiłyśmy przejść się na Santiago Bernabeu. Lissa i Adriana mówią, że znają się z kiloma piłkarzami i bardzo chętnie nas z nimi zapoznają. Tym bardziej, że wszytkie szlejemy na punkcie piłki.
Po delikatnym ogarnięciu się zeszłam na dół i pomogłam dziewczynom w przygotowaniu posiłku. Zarówno Mullerowa jak i ja mieszkamy u dziewczyn, mają naprawdę ogromy i przepiękny dom, daletego bez problemów zmieściłyśmy się tutaj wszystkie:
-Sara śniadanie!- wydarła się Lissa
-Lissa? Ona napewno slyszała- zasmiałyśmy się z Adrianą
Po posiłku, jak się umawiałyśmy poszłyśmy na boski stadion *.* Serialnie jest rewelacyjny. Spotkałyśmy piłkarzy m.in Ronaldo, jeden z piłkarzy z którym znają się dziewczyny. Szczerze mówiąc nigdy nie przepadałam za CR7, ale nie zamierzałam być nie miła. Zobaczymy jak to będzie. Poznałyśmy również Ikera Casillasa, mojego ulubionego bramkarza, Sergio Ramosa, bardzo miły i zabawny człowiek i Karima Benzemę, napastnika z Madrytu.
Chłopaki po zapoznaniu się z nami zaponowali wyjście na basen. Bez problemów zgodziłyśmy się na ten pomysł. Skoczyłyśmy do domu i gotowe ruszyłyśmy pod stadion gdzie mieliśmy się wszyscy spotkać.
------------------------------------------
Namieszam, namieszam , obiecuję. Narazie jest jak jest ale bd lepiej xd :)
....
A tak przy okazji, jutro meczzz.. BvB bez lini obrony, a tu mecz z Bayernem :( Tsaaaaaaa :/
-Byłaś?- przytulił mnie Mandzu
-On też był- zaszlochałam
-Już dobrze- powiedział- Siadaj zrobię ci kawe
-Yhm- przytaknęłam i usiadłam na krześle w kuchni
-Hej, Laura- Philip mnie przytulił- Stało się coś?
-Powiedzmy... -znowu zaczęłam płakać
Wiedziałam, że nie mogę mu nie powiedzieć, wiedziałam też że napewno okaże mi zrozumienie... Wkońcu jest jednym z moich przyjaciół. Postanowiłam nie czekać dłużej tylko poprostu powiedziałam mu prawdę. Zaczynając od naszych nie uporządkowanych relacji, przez ten wyjazd na zgrupowanie kadry, aż po dzień, w którym mnie zdradził. Lahm słuchał z niedowieżaniem, zdziwił mnie, kiedy powiedział, że na zgrupowaniu nic podejrzanego nie zauważył. Co prawda mówił, że Goetze był zadowolony, ale był przekonany że to ze mną mu się zaczeło układać:
-No i jeszcze Wam wszystkiego nie powiedziałam.... - zaczełam z coraz głośniejszym płaczem
-Co?!- krzyknęli obaj równocześnie
-No bo ona...-
-Była tam?- przerywali mi
-Nie...-znowu nie dawali mi skończyć
-Jest z nim?- spytał Lahm
-Nie... -chciałam wreszcie móc dokończyć
-Co do cholery ona odwaliła- wkurzyli się
-A dacie dokończyć?- powiedziałam zbulwersowana
-Przepraszamy- Powiedzieli równo- Mów dalej- dokończył Mario
-Ona.... Jest z nim w ciąży!- rozpłakałam się na nowo
-Że co kur*a?!!!- zaklnął Philip
-Kto to powiedział- krzyknął Mandzukić po czym wziął ze soba kurtkę
-Ona. Mario gdzie ty idziesz?- spytałam widząc jak wkurzony wybiega z domu- Mario- złapałam go za rękę
-Idę do tego Goetzego i mu wytłumacze, co to znaczy skrzywdzić z dziewczynę!- krzyczał
-Nie!! Poczekaj.- Odwrócił się w moją stronę- Nie warto, za 2 godziny już mnie tu nie będzie
-Jak to?- spytał zaskoczony Lahm
-No normalnie, chcę zapomnieć, chcę być jak najdalej stąd. Chociaż nie taki był plan...-zamyśliłam się
-A jaki?- zbulwersował się Lahm
-Miałam ochotę umrzeć, albo najlepiej usunać dziecko, które zawsze mi będzie go przepominało ale nie mogę! Nie daje rady emocjonalnie. - rozpłakałam się
-To już lepiej wyjedź, nie rób krzywdy dziecku, nie jego wina...-
-....że wybrałam takiego kretyna i że ten kretyn to jego ojciec. Tak wiem, wychowam je sama. Mam tylko nadzieję, że nie bedzie mi go przypominało...- mówiłam jak nakręcona
-Nie, Laura ! Przecież nie to miałem na myśli to nie jest twoja wina, tylko Mario, że nie potrafi kochac jednej dziewczyny, tylko będzie miał już drugie dziecko.
-Dobrze nie mówmy o tym. Jak ja będę wyglądała. Ludzie na lotnisku pomyślą, że dzisiaj dzień duchów- zaśmialiśmy się
-Ejjjj, nie jest tak źle.- pocieszał mnie śmiejąc się Mandzukić
-Nie wcale, tylko wyglądam jak dobra wiedźma na Halloween ;)- padaliśmy ze śmiechu
*2 godziny później*
Jestem już na lotnisku, zostały mi już tylko takie tam formalności typu odprawa i jestem wolna! Zadzwoniłam już do dziewczyn między innymi to dwóch koleżanek z wymiany międzyszkolnej. Adriana mieszka w Madrycie razem ze swoją przyjaciółką Lissą. Dziewczyny przyjaźnią się od piaskownicy, dlatego na wymianę zgodziły się we dwie. Stwierdziły że nie wytrzymaja bez siebie. Możnaby powiedzieć jeszcze kilka tygodni temu, że tak jak ja z Leną... No ale cóż... Jade tutaj zapomnieć. To jest jedyny mój plan na teraz. Zbiżała się odprawa, postanowiłam pożegnać się z chłopakami, którzy przyjechali tu ze mną:
-Dziękuje Wam, za wszystko! Jesteście najlepsi, nie wiem jak bez Was wytrzymam- przytuliłam się do nich
-Laura, nie zostawiaj nas tu samych- nie puszczali mnie z uścisku
-Obiecuję, jak ułożę sobie życie to wrócę do Was.- uśmiechnęłam się
-Czekamy- zasalutowali na co ja się zaśmiałam
-Mam jeszcze jedną prośbę- westchnęłam- Nie mówcie Mario gdzie jestem ok?
-A gdzie ty jesteś? Gdzie będziesz? Ja... My .... nic nie wiemy- widać , że chłopacy robili wszystko żebym tylko ja najlepiej się czuła
-Dzięuję i do zobaczenia- pomachałam im i zniknęłam wśród tłumów
Wsiadłam po odprawie do samolotu i włączyłam muzykę, po chwili dosiadła się do mnie znajoma osoba:
-Sara?!- rozpoznałam dziewczynę z kadry Niemiec, to była ta która chciała po meczu mój autograf, z którą spotykałam się na treningacj indywidualnych przez jakiś czas-
-Laura?!- ucieszyła się- Co ty tu robisz?
-Długa historia, a po krótce to chłopak mnie zdradził- odpowiedziałaam
-Yhm... Kiepska sprawa
-Jakoś nie mogę się po tym otrząsnąć- westchnęłam
-Spkojnie, pomogę Ci- uśmiechnęła się
-Dzięki, a właściwie to do kąd lecisz?- spytałam
-Do Madrytu
-Ejjj, fajnie!- ucieszyłam się- To tak jak ja
-Super, mieszkać będę u takiej koleżanki Lissy, spotkałam ją kiedyś jak byłam na studiach i tak się poznałyśmy- opowiadała
-Lissa Mongolie?- spytałam
-Taak znasz ją? -spytała zdziwiona
-Przyjechała razem z Adrianą Rivens na wymianę do mojego Liceum- uśmiechnęłąm się- Poznam Cię z nią, napewno się polubicie
*2 dni później*
Jestem już w Madrycie. Rozgościłam się tu i powiedzieć mogę, ze świetnie miejsce. Zero problemów jak na razie. Tylko tego mi w sumie było trzeba. Właśnie się wybudziłam. Jest tutaj wspaniała pogoda dlatego wczoraj z dziewczynami postanowiłyśmy przejść się na Santiago Bernabeu. Lissa i Adriana mówią, że znają się z kiloma piłkarzami i bardzo chętnie nas z nimi zapoznają. Tym bardziej, że wszytkie szlejemy na punkcie piłki.
Po delikatnym ogarnięciu się zeszłam na dół i pomogłam dziewczynom w przygotowaniu posiłku. Zarówno Mullerowa jak i ja mieszkamy u dziewczyn, mają naprawdę ogromy i przepiękny dom, daletego bez problemów zmieściłyśmy się tutaj wszystkie:
-Sara śniadanie!- wydarła się Lissa
-Lissa? Ona napewno slyszała- zasmiałyśmy się z Adrianą
Po posiłku, jak się umawiałyśmy poszłyśmy na boski stadion *.* Serialnie jest rewelacyjny. Spotkałyśmy piłkarzy m.in Ronaldo, jeden z piłkarzy z którym znają się dziewczyny. Szczerze mówiąc nigdy nie przepadałam za CR7, ale nie zamierzałam być nie miła. Zobaczymy jak to będzie. Poznałyśmy również Ikera Casillasa, mojego ulubionego bramkarza, Sergio Ramosa, bardzo miły i zabawny człowiek i Karima Benzemę, napastnika z Madrytu.
Chłopaki po zapoznaniu się z nami zaponowali wyjście na basen. Bez problemów zgodziłyśmy się na ten pomysł. Skoczyłyśmy do domu i gotowe ruszyłyśmy pod stadion gdzie mieliśmy się wszyscy spotkać.
------------------------------------------
Namieszam, namieszam , obiecuję. Narazie jest jak jest ale bd lepiej xd :)
....
A tak przy okazji, jutro meczzz.. BvB bez lini obrony, a tu mecz z Bayernem :( Tsaaaaaaa :/
środa, 20 listopada 2013
30- Nieplanowana wpadka, wyprowadzka i wyjazd...
*Laura*
Zobaczyłam... tego bląd pustaka. No i zgadnijcie co robił?! Leżała na Mario w samej bieliźnie!!! Kiedy weszłam do pokoju Mario zakładał koszule, zwalił to coś z łóżka i podszedł do mnie:
-Mario!!!!! Jak ty mogłeś!- krzyczałam wsciekła, mój krzyk mieszał się z płaczem
-Ale...- próbował się tłumaczyć
-Tydzień temu dowiedziałeś się, że jestem w ciąży i już mnie zdradziłeś?!- byłam tak wściekła że miałam ochotę kogoś zabić, najchętniej rzuciłabym się na tego blad pustaka-
-Przecież Cię nie zdradziłem!- próbował walczyc o swoje
-Ogarnij się idioto!- krzyczałam- Jutro przyjde po rzeczy - rzuciłam wychodząć
-Gdzie jedziesz?! Wyprowadzasz się?- dopytywał
-Nie powinno Cię obchodzić, zajmij się tym czymś- wskazałam na Isabel
-A dziecko?- był nieugięty
-Usunie- powiedziała obojętnie Is- Namieszałeś Goetzeuś. Oj, skarbie- pocałowała go a on przywalił jej z liścia
-Usuniesz?- spytal z nadzieja
-A żebyś wiedział!- krzyknęłam
-Nie możesz mi tego zrobić. Nie wiń za to dziecka,a poza tym to jestem jego ojcem! chcę go wychowac! Tego mi nie zabronisz!- walczył
-Jak masz go wychowac na swoje podobienstwo, to sama sie tym zajme!- krzyknęłam i wyszłam
Poprostu nie mogłam uwierzyć. To nie możliwe! Nie realne! Jak on mógł mnie zdradzić? Jeszcze rano tak mnie zapewniał, że mnie kocha, że nigdy by mnie nie zdadził. Że chce dziecko! Jak ja mogłam mu uwierzyć?
Szłam jak najdalej od tego domu, który zawsze mi go przypomina, jedyne co miałam ze sobą, to telefon i jakieś drobne w kieszeni. Starczyło mi tylko na nędzną bułkę i butelkę wody mineralnej. Teraz zastanawiałam się tylko, co mam zrobić w nocy? Gdzie się podziać? Moje pierwsze myśli to: ławka w parku. Ale przecież w nocy są już przymrozki... Justyna albo Mandzukić... Poszłam do Mario. Zawsze świetnie się dogadywaliśmy, poza tym incydentem z Leną. Był dla mnie bardzo bliski. Liczyłam na jego pomoc. Ustanęłam przed jego drzwiami. Była już godzina 19.00 w ręku trzymałam chusteczkę, a oczy miałam zapłakane:
-Jezus Maria!- pierwsze słowa wypowiedziane przez Mandzukicia, kiedy mnie zobaczył
-Mogę... przenocować?- mówiłam drżącym gosem, cały czas szlochając
-Pewnie wejdź, zostań ile chcesz. Tylko powiedz co się stało- mówił ciepłym glosem Mario
Opowiedziałam mu całą historię
-Na ile zostajesz?- spytal
-Do ijutra rano-odpowiedziałam- Pożyczysz na chwilę laptopa?
-Pewnie- podał mi
Poszukałam najbliższy lot gdziekolwiek. Moim gdziekolwiek stał się Madryt. Był jeszcze Londyn i jeden lot na Jamajkę, ale przecież w Madrycie mam koleżanki. Któregoś roku przyjechały dziewczyny ze szkoły na wymianę międzyszkolną. Szybko zarezerwowałam bilet i odłożyłam laptopa.
*Rano -Laura*
O 10.00 byłam już na nogach. Bo tylko w zasadzie o to mi chodziło. Chłopaki od 15 minut na treningu więc, póki co Goetzego nie ma w domu. Zebrałam się i poszłam do mojego dawnego domu. Spakowałam wlizki i wszystko co moje, aby nie zostawić śladów. Zoabaczyłam nasze wspólne zdjęcie oprawione w ramkę i podpis: NA ZAWSZE RAZEM <3 . Wzielam fotografie w mokre od placzu i trzesace sie rece. Nie utrzymalam ramki, wszystko spadlo na podloge i salonie i pokruszylo sie na najdrobniejszw kawalki. Na dodatek skaleczylam sie jeszczw rozbitym szklem. SUPER! Z trudem opanowałam łzy. Napisałam jeszcze kartkę Goetzemu:
'Dziękuję, za wszsytkie chwile, spędzone razem ,za wszystkie nasze wspaniale dni, za pomoc, za wsparcie przy sporach z Hubertem. Jednocześnie przepraszam że miszałam Cie w te sprawy. Wiedziałam że ten zwiazek i tak skończy się rozłąką... a może rozstaniem.
Chcę Cię tylko prosić o kilka rzeczy:
-Nie pamiętaj o mnie
-Nie dzwoń
-Nie pisz
-Ułóż sobie nowe lepsze życie, byc może z Isabel
Pamiętaj ja zawsze Cię kocham, ale nie potrafię z tobą być... Przynajmniej teraz'
Laura
Pisząc ten list, zostawiłam jednak jakiś ślad. Ten którego nie powinnam zostawić. Że mi zależy. Kartka jest cała w moich łzach. Nie mogłam ich opanować kiedy to pisałam.
Ogarnęłam jeszcze to moje serce, i zebrałam się do drzwi... Kiedy wychodziłam usłyszałam śmiech i krzyki. Krzyki należały do Mario, śmiechy zaś do... chyba Isabel. Chciałam uniknąć jakich kolwiek rozmów jednak nie było mi to dane:
-Hej kotek- Mario chciał mnie przytulić
-Nie mów tak do mnie- kiedy to powiedziałam czułam jakby coś we mnie pękło, jednak nie chciałam dać się takim sposobem
-Pójde już, na stole napisałam kartke- powiedziałam- Dziękuje i przepraszam
-Oooo hej Laura- zapiszczała Isabel, nie myliłam się... Mario już sobie humor poprawił, szkoda tylko że mi nie jest dane być szczęśliwą:
-Cześć- wymusiłam przez zęby
-Wynos sie i nie chodź za mną- krzyknął z kuchni Mario
-Ide już przecież- powiedziałam jakby to chodziło o mnie
-Nie! Ty zostań Isabel wyjdź i nie wracaj- powiedział stanowczo
-Że co?! Wyjrzucasz mnie!?- piszczała- Przecież jestem w ciąży z tobą
-Że słucham?!- wytrzeszczyłam oczy,
Wdziałam jak cieszy się modelka pewnie już dawno chciała to zrobić. Może wykorzystała sytuację że ja jestem w rozsypce i mówi to teraz żeby mnie doobić:
-Że co ty pie*rzysz?!- wkurzył się nieźle Mario
-To co słyszysz skarbie!- nawijała- Będzie dziecko- ahh ten jej błysk w oku, dałam upust emocjom
Miałam ochotę krzyczeć i płakać, wybrałam to pierwsze:
-I ty masz być ojcem mojego dziecka?- Przecież to juz twoje drugie- wrzeszczałam- Chyba, ze może masz GDZIEŚ już trzecie co?- nie dawałam odporu, poprostu musiałam
-Nie to nie prawda!- powiedział do mnie- A ty- wskazał na Isabel- głupia jędzo. Zadowolona?
-Nawet nie wiesz jak bardzo- pocałowała go
-Laura, ja ci udowodnie, że to nie prawda!- krzyknął za mną
Tyle, ze ja już nie chciałam go słuchać, wróciłam do domu, zastałam tam Mandzukicia i ... Lahma. Nie chcę zaczynać tematu... ale Philip to mój dobrzy kolega.,. Pewnie będzie chciał wiedzieć...
Zobaczyłam... tego bląd pustaka. No i zgadnijcie co robił?! Leżała na Mario w samej bieliźnie!!! Kiedy weszłam do pokoju Mario zakładał koszule, zwalił to coś z łóżka i podszedł do mnie:
-Mario!!!!! Jak ty mogłeś!- krzyczałam wsciekła, mój krzyk mieszał się z płaczem
-Ale...- próbował się tłumaczyć
-Tydzień temu dowiedziałeś się, że jestem w ciąży i już mnie zdradziłeś?!- byłam tak wściekła że miałam ochotę kogoś zabić, najchętniej rzuciłabym się na tego blad pustaka-
-Przecież Cię nie zdradziłem!- próbował walczyc o swoje
-Ogarnij się idioto!- krzyczałam- Jutro przyjde po rzeczy - rzuciłam wychodząć
-Gdzie jedziesz?! Wyprowadzasz się?- dopytywał
-Nie powinno Cię obchodzić, zajmij się tym czymś- wskazałam na Isabel
-A dziecko?- był nieugięty
-Usunie- powiedziała obojętnie Is- Namieszałeś Goetzeuś. Oj, skarbie- pocałowała go a on przywalił jej z liścia
-Usuniesz?- spytal z nadzieja
-A żebyś wiedział!- krzyknęłam
-Nie możesz mi tego zrobić. Nie wiń za to dziecka,a poza tym to jestem jego ojcem! chcę go wychowac! Tego mi nie zabronisz!- walczył
-Jak masz go wychowac na swoje podobienstwo, to sama sie tym zajme!- krzyknęłam i wyszłam
Poprostu nie mogłam uwierzyć. To nie możliwe! Nie realne! Jak on mógł mnie zdradzić? Jeszcze rano tak mnie zapewniał, że mnie kocha, że nigdy by mnie nie zdadził. Że chce dziecko! Jak ja mogłam mu uwierzyć?
Szłam jak najdalej od tego domu, który zawsze mi go przypomina, jedyne co miałam ze sobą, to telefon i jakieś drobne w kieszeni. Starczyło mi tylko na nędzną bułkę i butelkę wody mineralnej. Teraz zastanawiałam się tylko, co mam zrobić w nocy? Gdzie się podziać? Moje pierwsze myśli to: ławka w parku. Ale przecież w nocy są już przymrozki... Justyna albo Mandzukić... Poszłam do Mario. Zawsze świetnie się dogadywaliśmy, poza tym incydentem z Leną. Był dla mnie bardzo bliski. Liczyłam na jego pomoc. Ustanęłam przed jego drzwiami. Była już godzina 19.00 w ręku trzymałam chusteczkę, a oczy miałam zapłakane:
-Jezus Maria!- pierwsze słowa wypowiedziane przez Mandzukicia, kiedy mnie zobaczył
-Mogę... przenocować?- mówiłam drżącym gosem, cały czas szlochając
-Pewnie wejdź, zostań ile chcesz. Tylko powiedz co się stało- mówił ciepłym glosem Mario
Opowiedziałam mu całą historię
-Na ile zostajesz?- spytal
-Do ijutra rano-odpowiedziałam- Pożyczysz na chwilę laptopa?
-Pewnie- podał mi
Poszukałam najbliższy lot gdziekolwiek. Moim gdziekolwiek stał się Madryt. Był jeszcze Londyn i jeden lot na Jamajkę, ale przecież w Madrycie mam koleżanki. Któregoś roku przyjechały dziewczyny ze szkoły na wymianę międzyszkolną. Szybko zarezerwowałam bilet i odłożyłam laptopa.
*Rano -Laura*
O 10.00 byłam już na nogach. Bo tylko w zasadzie o to mi chodziło. Chłopaki od 15 minut na treningu więc, póki co Goetzego nie ma w domu. Zebrałam się i poszłam do mojego dawnego domu. Spakowałam wlizki i wszystko co moje, aby nie zostawić śladów. Zoabaczyłam nasze wspólne zdjęcie oprawione w ramkę i podpis: NA ZAWSZE RAZEM <3 . Wzielam fotografie w mokre od placzu i trzesace sie rece. Nie utrzymalam ramki, wszystko spadlo na podloge i salonie i pokruszylo sie na najdrobniejszw kawalki. Na dodatek skaleczylam sie jeszczw rozbitym szklem. SUPER! Z trudem opanowałam łzy. Napisałam jeszcze kartkę Goetzemu:
'Dziękuję, za wszsytkie chwile, spędzone razem ,za wszystkie nasze wspaniale dni, za pomoc, za wsparcie przy sporach z Hubertem. Jednocześnie przepraszam że miszałam Cie w te sprawy. Wiedziałam że ten zwiazek i tak skończy się rozłąką... a może rozstaniem.
Chcę Cię tylko prosić o kilka rzeczy:
-Nie pamiętaj o mnie
-Nie dzwoń
-Nie pisz
-Ułóż sobie nowe lepsze życie, byc może z Isabel
Pamiętaj ja zawsze Cię kocham, ale nie potrafię z tobą być... Przynajmniej teraz'
Laura
Pisząc ten list, zostawiłam jednak jakiś ślad. Ten którego nie powinnam zostawić. Że mi zależy. Kartka jest cała w moich łzach. Nie mogłam ich opanować kiedy to pisałam.
Ogarnęłam jeszcze to moje serce, i zebrałam się do drzwi... Kiedy wychodziłam usłyszałam śmiech i krzyki. Krzyki należały do Mario, śmiechy zaś do... chyba Isabel. Chciałam uniknąć jakich kolwiek rozmów jednak nie było mi to dane:
-Hej kotek- Mario chciał mnie przytulić
-Nie mów tak do mnie- kiedy to powiedziałam czułam jakby coś we mnie pękło, jednak nie chciałam dać się takim sposobem
-Pójde już, na stole napisałam kartke- powiedziałam- Dziękuje i przepraszam
-Oooo hej Laura- zapiszczała Isabel, nie myliłam się... Mario już sobie humor poprawił, szkoda tylko że mi nie jest dane być szczęśliwą:
-Cześć- wymusiłam przez zęby
-Wynos sie i nie chodź za mną- krzyknął z kuchni Mario
-Ide już przecież- powiedziałam jakby to chodziło o mnie
-Nie! Ty zostań Isabel wyjdź i nie wracaj- powiedział stanowczo
-Że co?! Wyjrzucasz mnie!?- piszczała- Przecież jestem w ciąży z tobą
-Że słucham?!- wytrzeszczyłam oczy,
Wdziałam jak cieszy się modelka pewnie już dawno chciała to zrobić. Może wykorzystała sytuację że ja jestem w rozsypce i mówi to teraz żeby mnie doobić:
-Że co ty pie*rzysz?!- wkurzył się nieźle Mario
-To co słyszysz skarbie!- nawijała- Będzie dziecko- ahh ten jej błysk w oku, dałam upust emocjom
Miałam ochotę krzyczeć i płakać, wybrałam to pierwsze:
-I ty masz być ojcem mojego dziecka?- Przecież to juz twoje drugie- wrzeszczałam- Chyba, ze może masz GDZIEŚ już trzecie co?- nie dawałam odporu, poprostu musiałam
-Nie to nie prawda!- powiedział do mnie- A ty- wskazał na Isabel- głupia jędzo. Zadowolona?
-Nawet nie wiesz jak bardzo- pocałowała go
-Laura, ja ci udowodnie, że to nie prawda!- krzyknął za mną
Tyle, ze ja już nie chciałam go słuchać, wróciłam do domu, zastałam tam Mandzukicia i ... Lahma. Nie chcę zaczynać tematu... ale Philip to mój dobrzy kolega.,. Pewnie będzie chciał wiedzieć...
poniedziałek, 18 listopada 2013
29- 'Bo za dużo dla mnie znaczysz'
*Laura*
Powoli otwierałam oczy, z okna biły ciepłem promienie światła, uśmiechnęłam się do- pięknego dnia. Ale szybko uśmiech znikł z mojej twarzy. Zobaczyłam, ze Mario śpi koło mnie. Przytulał moje ciało. Chciałam jakoś się wyswobodzić z jego ramion tak, zeby go nie obudzić. Boję się ,tak cholernie się boje tej rozmowy, która pewnie niebawem przyjdzie...
Udało mi się wyjść z łóżka ne budząć Goetzego. Zabrałam ze sobą ubrania i zeszłam do łazienki na dole. Ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy, umalowałam się, włośy wyprostowałam po czym upiełam je w wysoki kucyk. Przypomniało mi się o dzisiejszym treningu. Ale ostatnio je zaniedbałam... Najpierw akcje z bląd pustakiem, potem kłótnie z Leną, teraz z Mario... Nie no muszę iść. Uszykowałam na szybko śniadanie. A mianowicie, kanapkę z sałatą i żółtym serem do tego herbatę... Tak staram sie już uważać z kawą wzięłam sobie do serca radę Justy i Michała.
Kiedy zakończyłam posiłek, brudne naczynia włożyłam do zmywarki, z lodówki wyjęłam napój energetyczny po czym skoczyłam do garderoby.
Wyjęłam na fotel torbę treningową. Złożyłam moją koszulkę, skarpetki i spodnie na trening. Potem ułożyłam korki i zapakowałam jeszcze moje perfumy i kilka rzeczy potrzebne, żebym w miarę ogarnięcie wyglądała.
Jak sie okazało kiedy wychodziłam z garderoby Mario krzątał się po kuchni. Miałam cicha nadzieję, że mnie nie zauważy:
-Hej słońce, gdzie się wybierasz?- spytał przytulając mnie
-Na trening- odpowiedziałam krótko, nadal byłam na niego zła
-O której wrócisz?- spytał ponowinie
-A ma to jakieś konkretne znaczenie?- zbudowałam w końcu jakieś dłuższe zdanie bo od tygonia nie za bardzo mi to wychodziło...
-Oczywiście, że ma!- Na którą masz ten trening?-
-Na 10- odpowiedziałam kierując się do wyjścia
-To po co wychodzisz już o 9? Hm?- pytał nadal mnie obejmując
-Bo pójdę pieszo-
-Przecież dojdziesz w 10 minut!- krzyknął- Powiesz mi co się dzieje?
-Wychodze bo mam dosyć! Mam zamiar jak najwiecej czasu spędzić poza domem
-Wiem, że masz mnie dosyć, ale porozmaiwaj ze mną chociaż!
-Nie to amm na myśli, mam dosyć naszych ciągłych kłótni- sprostowałam- Może i moja mama miała rację... - zamyśliłam się
-Z czym?- spytał
-Z tym , że związek z piłkarzem to nie najlepszy pomysł- powiedziałam- Miewałam lepsze
-Przepraszam
-Za co?- oburzyłam się- Że zdradzasz mnie z kazdą, kiedy tylko mnie koło ciebie nie ma?!- wykrzyczałam i wybiegłam z domu, jednak ON mnie dogonił i złapał za rękę
-Poczekaj, ja też nie chcę się kłócić, i tak wgl to nie zdradziłem cię...- mówił spokojnie- Bo...
-Bo?
- Bo za dużo dla mnie znaczysz-
Wpiłam się w jego usta. Tak tylko tego teraz potrzebowałam, wierzyłam, że on mowi prawdę, ale to było teraz nie ważne. Wreszcie mogłam z domu wyjść w dobrym humorze:
-I co wierzysz mi?- mówił między pocałunkami
-Hmm..- powiedziałam wtulając się w jego nagi tors- Dobra idź do domu bo zmarzniesz
-Nieeee chcę- przytulił mnie mocniej
-Idź, jak wrócę to pogadamy- odpowedziałam
-Paaa- pocałował mnie i zniknął w domu
Doszłam na trening nic się nie zmieniło, dziewczyny od razu do mnie podbiegły:
-No wreszcie się pojawiła!- krzyczała jedna przez drugą '
-No jestem siemka:)- usmiechnęłam się
-Ani ciebie ani Leny wogóle tu nie widać- mówiła jedna
-Może wiesz co z nią? W końcu jestescie przyjaciółkami- powiedziała na co ja posmutniałam
-Już nie- odpowiedziałam krótko po czym weszłam do szatni
-Jak to?!- dopytywały się kazda po koleji
-Wybaczcie, chcę się teraz skupić tylko na trenowaniu- odpowiedziałam im
Po czym ruszyłyśmy na boisko. Jak zawsze bez zmian kółeczko biegu potem poćwiczyłyśmy podania strzały i takie tam wszystko. Brakowało mi tego, szczeerze mi tego brakowało. Opuściłam chyba ze 2 tygodnie przygotowań jak się okazało do eliminacji Ligii Mistrzów. Jak wiadaomo Bayern nie jest najlepszym klubem w Niemczech, (jak to w męskim footbalu obecnie jest), tylko którymś z kolei. Teraz w tym sezonie zamierzamy to zmienić. Chcemy zagrać na wyszczym poziomie, i nie zaprzepaścić tej szansy jaką dostałyśmy od losu mianowicie eliminacje do LM. To pierwsze takie mistrzostwa w historii takiego klubu. Dlatego nie chcemy zawieść Monachijskich fanów.
Terebing skończył się z 30 minutowym poślizgiem, potetem poszłyśmy do szatni, za chwilę dobiegła nasza kapitanka:
-Hej mamy składy!- wrzeszczała
-A ty co taka wesoła?- spytałyśmy niemal jednocześnie
-Bo jestem w 11! Tak jak ty Laura!
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!- krzyczałam jak opentana
No i w takim humorze wróciłam do domu.
Pod naszym domem usłyszałam krzyki, Stwierdziłam, że pewnie Lena znowu przysła i kłoci się z moim chłopakiem. Weszłam krzyki dobiegały z ostatniego pokoju na dole czyli sypialni:
-Marioooo jestem -krzyknęłam
Niestety bez odpowiedzi. 'Kurde może cos się stało?'-pomyślałam. Postanowiłam sprawdzić co się dzieje. Weszłam do pokoju, z którego dobiegały krzyki.
To co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną. Jednak miałam rację! Zobaczyłam...
-----------------------------------
:P
Powoli otwierałam oczy, z okna biły ciepłem promienie światła, uśmiechnęłam się do- pięknego dnia. Ale szybko uśmiech znikł z mojej twarzy. Zobaczyłam, ze Mario śpi koło mnie. Przytulał moje ciało. Chciałam jakoś się wyswobodzić z jego ramion tak, zeby go nie obudzić. Boję się ,tak cholernie się boje tej rozmowy, która pewnie niebawem przyjdzie...
Udało mi się wyjść z łóżka ne budząć Goetzego. Zabrałam ze sobą ubrania i zeszłam do łazienki na dole. Ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy, umalowałam się, włośy wyprostowałam po czym upiełam je w wysoki kucyk. Przypomniało mi się o dzisiejszym treningu. Ale ostatnio je zaniedbałam... Najpierw akcje z bląd pustakiem, potem kłótnie z Leną, teraz z Mario... Nie no muszę iść. Uszykowałam na szybko śniadanie. A mianowicie, kanapkę z sałatą i żółtym serem do tego herbatę... Tak staram sie już uważać z kawą wzięłam sobie do serca radę Justy i Michała.
Kiedy zakończyłam posiłek, brudne naczynia włożyłam do zmywarki, z lodówki wyjęłam napój energetyczny po czym skoczyłam do garderoby.
Wyjęłam na fotel torbę treningową. Złożyłam moją koszulkę, skarpetki i spodnie na trening. Potem ułożyłam korki i zapakowałam jeszcze moje perfumy i kilka rzeczy potrzebne, żebym w miarę ogarnięcie wyglądała.
Jak sie okazało kiedy wychodziłam z garderoby Mario krzątał się po kuchni. Miałam cicha nadzieję, że mnie nie zauważy:
-Hej słońce, gdzie się wybierasz?- spytał przytulając mnie
-Na trening- odpowiedziałam krótko, nadal byłam na niego zła
-O której wrócisz?- spytał ponowinie
-A ma to jakieś konkretne znaczenie?- zbudowałam w końcu jakieś dłuższe zdanie bo od tygonia nie za bardzo mi to wychodziło...
-Oczywiście, że ma!- Na którą masz ten trening?-
-Na 10- odpowiedziałam kierując się do wyjścia
-To po co wychodzisz już o 9? Hm?- pytał nadal mnie obejmując
-Bo pójdę pieszo-
-Przecież dojdziesz w 10 minut!- krzyknął- Powiesz mi co się dzieje?
-Wychodze bo mam dosyć! Mam zamiar jak najwiecej czasu spędzić poza domem
-Wiem, że masz mnie dosyć, ale porozmaiwaj ze mną chociaż!
-Nie to amm na myśli, mam dosyć naszych ciągłych kłótni- sprostowałam- Może i moja mama miała rację... - zamyśliłam się
-Z czym?- spytał
-Z tym , że związek z piłkarzem to nie najlepszy pomysł- powiedziałam- Miewałam lepsze
-Przepraszam
-Za co?- oburzyłam się- Że zdradzasz mnie z kazdą, kiedy tylko mnie koło ciebie nie ma?!- wykrzyczałam i wybiegłam z domu, jednak ON mnie dogonił i złapał za rękę
-Poczekaj, ja też nie chcę się kłócić, i tak wgl to nie zdradziłem cię...- mówił spokojnie- Bo...
-Bo?
- Bo za dużo dla mnie znaczysz-
Wpiłam się w jego usta. Tak tylko tego teraz potrzebowałam, wierzyłam, że on mowi prawdę, ale to było teraz nie ważne. Wreszcie mogłam z domu wyjść w dobrym humorze:
-I co wierzysz mi?- mówił między pocałunkami
-Hmm..- powiedziałam wtulając się w jego nagi tors- Dobra idź do domu bo zmarzniesz
-Nieeee chcę- przytulił mnie mocniej
-Idź, jak wrócę to pogadamy- odpowedziałam
-Paaa- pocałował mnie i zniknął w domu
Doszłam na trening nic się nie zmieniło, dziewczyny od razu do mnie podbiegły:
-No wreszcie się pojawiła!- krzyczała jedna przez drugą '
-No jestem siemka:)- usmiechnęłam się
-Ani ciebie ani Leny wogóle tu nie widać- mówiła jedna
-Może wiesz co z nią? W końcu jestescie przyjaciółkami- powiedziała na co ja posmutniałam
-Już nie- odpowiedziałam krótko po czym weszłam do szatni
-Jak to?!- dopytywały się kazda po koleji
-Wybaczcie, chcę się teraz skupić tylko na trenowaniu- odpowiedziałam im
Po czym ruszyłyśmy na boisko. Jak zawsze bez zmian kółeczko biegu potem poćwiczyłyśmy podania strzały i takie tam wszystko. Brakowało mi tego, szczeerze mi tego brakowało. Opuściłam chyba ze 2 tygodnie przygotowań jak się okazało do eliminacji Ligii Mistrzów. Jak wiadaomo Bayern nie jest najlepszym klubem w Niemczech, (jak to w męskim footbalu obecnie jest), tylko którymś z kolei. Teraz w tym sezonie zamierzamy to zmienić. Chcemy zagrać na wyszczym poziomie, i nie zaprzepaścić tej szansy jaką dostałyśmy od losu mianowicie eliminacje do LM. To pierwsze takie mistrzostwa w historii takiego klubu. Dlatego nie chcemy zawieść Monachijskich fanów.
Terebing skończył się z 30 minutowym poślizgiem, potetem poszłyśmy do szatni, za chwilę dobiegła nasza kapitanka:
-Hej mamy składy!- wrzeszczała
-A ty co taka wesoła?- spytałyśmy niemal jednocześnie
-Bo jestem w 11! Tak jak ty Laura!
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!- krzyczałam jak opentana
No i w takim humorze wróciłam do domu.
Pod naszym domem usłyszałam krzyki, Stwierdziłam, że pewnie Lena znowu przysła i kłoci się z moim chłopakiem. Weszłam krzyki dobiegały z ostatniego pokoju na dole czyli sypialni:
-Marioooo jestem -krzyknęłam
Niestety bez odpowiedzi. 'Kurde może cos się stało?'-pomyślałam. Postanowiłam sprawdzić co się dzieje. Weszłam do pokoju, z którego dobiegały krzyki.
To co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną. Jednak miałam rację! Zobaczyłam...
-----------------------------------
:P
piątek, 15 listopada 2013
28- 'Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni'
*Mario*
Ostatnio nie możemy się z Laurą dogadać. Cały czas jakieś przeciwności losu, prowadzą do tego, że zamiast zbliżyć się do siebie, jesteśmy siebie coraz dalej. Chcę ją przeprosić ale nie zdziwi mnie ja nie będzie chciała ze mną rozmawiać. To co zrobiła Isabel było poprostu kary godne. Ale w sumie coś mnie do niej pociąga. Taka ładna modelka!
-Kur*a Goetze ogarnij się!- pomyślałem i udarzyłem się w głowę
Wcale się nie dziwie. Laura uważa mnie za krtyna, bo sam z siebie kretyna robie! Mam z nią dziecko i odstawiam takie cyrki nie wiem już sam co mam robić, tak szalenie ją kocham... Tylko nie mam pojęcia czy... czy ona mnie też. Popatrzyłem na wyświetlacz telefonu, przyszła wiadomość właśnie od mojej księżniczki: 'Przyjechać po Ciebie czy sam sobie poradzisz?' - ucieszyłem się bardzo. Ale nie chciałem żeby się przemęczała tym bardziej , że jest w ciąży. 'Poradzę sobie, ale dzięki że pamiętasz <3 Kocham Cię' po chwili dostałem odpowiedź 'Taaa jasne...' . Tak jak myślałem nie bardzo już wierzy w naszą miłosć i wspólne szczęście. Bardzo mnie to martwi.
*Laura*
Wczorajsze zakupy rzeczywiście dobrze mi zrobiły. Amelka choć ma dopiero 4 lata, naprawdę umie pocieszyć człowieka. Za to, że takie małe dziecko wyciągnęło mnie z dołka, kupiłam jej prezent. Dużego misia od kiedy weszłyśmy do sklepu, biegła prosto do tego z zabawkami i pokazywała, że ciocia Justyna obiecała, że jej takiego kupi. Więc nie zważając na nic, kupiłam jej pluszaka.
Dzisiaj wypoczęta, zrobiłam śniadanie i napisałam Mario sms-a . Mam nadzieję, że mała się nie obrazi na mnie, bo wczoraj obiecałam jej , że po niego pojedziemy.... Mario odpisał mi że sam przyjedzie mam nadzieje, ze nie będziemy musieli się znowu kłócić.
*2 godziny później- Laura*
-Już jestem!- krzyknął Mario
-Fuuuujek!!! -krzuciła się na piłkarza Amelka
-Ej, mała- przytulił ją Goetze
-Cześć Laura- chciał mnie pocałować ale sie odsunęłam
-Cześć- odpowiedziałam- Masz obiad jak co ja wychodze- stwierdziłam i zawołałam małą
-Gdzie?- spytał trochę zdenerwowany
-Bo ja juś ide do domu- zasmutała mała
-Właśnie tam - przytaknęłam i ubrałam dziewczynkę
Szłyśmy sobie wolny, spacerkiem, była godzina chyba 15. 30 a u Justy miałayśmy być na 16, nastała błoga cisza. Mała szła w spokoju tuląc swojego misia, a ja jak to zwykle szukałam sensu życia. Tą ciszę przerwała dziewczynka:
-Ćocia? Pokóciłaś śe z fujkiem?-spytała ze strachem w oczach
-Nieee, ale ... czemu pytasz?- musiałam ją okłamać, to było za trudne tłumaczyć jej te wszytskie sprawy
-Bo tak jakoś mało rosmawiaće- drążyła temat
-Wiesz, są czasem gorsze dni, ja dzisiaj taki mam właśnie- odpowiedziałam
-Nie śmuć śę ćocia! Pogadaś ź ćocią Juśtynką i bęcie dobźe. - uśmiechnęła się
-Dobrze, dobrze- odwzajemniłam uśmiech
Zadzwia mnie ta mała, tyle rzeczy rozumie popmimo jej młodego wieku... Żadki okaz, naprawdę nie spotkałam się jeszcze z taką osobą.
Po drodze do Justy, skoczyłam jeszcze do skepu, i kupiłam jej szklaną ozdobną miseczkę, na słodycze i razem z Amelką wybrałyśmy cukierki. Potem szłyśmy już prosto do domu, akurat Justyna z Michałem już wrócili, a przed domem rozmawiali z mamą Amelki. Przywitałam się z jej rodzicielką, po czym ona odjechała z pod domu przyjaciółki, która potem zaprosiła mnie do siebie:
-Jak tam? Mario wrócił?- spytała Michał
-Tak tak już jest w domu- powiedziałam, chcąc jak najbardziej ominąć ten temat
-Coś nie tak?- zatroszczyła się Justyna
-Nie nie, wszystko w porządku. - wymusiłam delikatny uśmiech
Rozmawiałyśmy tak do późna, stwierdziłam, ze pójdę już, bo nie lubię chodzić całkiem po ciemku. Doszłam do domu o jakiejś 21, było lato, ale kiedy dochodziłam ściemniało się coraz mocnej.
-Może będzie padać?- pomyślałam i usiadłam na schodach...
Zawsze lubiłam ten widok, najbardziej z tego wszytkiego kochałam tańczyć w deszczu. Postanowiłam pospacerować, wiem zawsze bałam się po ciemku ale stwierdziłam 'Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni' . Szam już chyba z 15 minut, kiedy zaczęło padać, nie przejęłam się tym zbytnio, szłam sobie powoli do domu, zoriętowałam się że chyba przemokłam, wolałam się rozchorować niż kłócić się teraz z Mario. Wróciłam do domu i ponownie usiadłam na schodach. Otworzyły się drzwi z których wyszedł Mario, przytulił mnie, nie chciałam już protestować, nie miałam siły:
-Choć do środka, przemokłaś i możesz się rozchorować- powiedział
-Mi tu dobrze- odpowiedziałam odojętnie
-Choć
Posłuchałam go i prosto z dworzu, weszłam do kuchni i zabrałam ze sobą szklankę soku pomarańczowego i bułkę maślaną, którą po drodze do Justyny kupiłam:
-Nie zjesz ze mną- spytał Mario
-Źle się czuję, ide spać- odpowiedziałam bez emoji i poszłam do pokoju.
Wypiłam sok, zjadłam bułke i zdążyłam się jeszcze wykąpać po czym położyłam się i po nawale dnia bardzo szybko zasnęłam.
*Mario*
Nie dziwiło mnie wcale zachowanie Laury, sam sobie jestem winien, że robię z siebie krtyna. A to nie jej wina, że akurat takiego bałwana wybrała, kocham ją ale cały czas robię coś nie tak. Może dlatego, że nigdy nie miałem tej jedynej dziewczyny tylko co tydzień inną? Wiem jedno, muszę się wziąć za siebie. Postanowiłem, że dzisiaj ją przeproszę. Poszedłem do jej pokoju jak się okazało, spała już. Przeproszę jutro. Nie mam treningu, może pójdziemy na jakiś spacer.
Wykąpałem się i położyłem się koło dziewczyny, na której tak cholerni mi zależy, ale ciągle robię coś nie tak, i boję się że ją strace. Ale bez niej... nie będzie i mnie....
---------------------------------------
W następnym spodziewajcie się czegoś
Ostatnio nie możemy się z Laurą dogadać. Cały czas jakieś przeciwności losu, prowadzą do tego, że zamiast zbliżyć się do siebie, jesteśmy siebie coraz dalej. Chcę ją przeprosić ale nie zdziwi mnie ja nie będzie chciała ze mną rozmawiać. To co zrobiła Isabel było poprostu kary godne. Ale w sumie coś mnie do niej pociąga. Taka ładna modelka!
-Kur*a Goetze ogarnij się!- pomyślałem i udarzyłem się w głowę
Wcale się nie dziwie. Laura uważa mnie za krtyna, bo sam z siebie kretyna robie! Mam z nią dziecko i odstawiam takie cyrki nie wiem już sam co mam robić, tak szalenie ją kocham... Tylko nie mam pojęcia czy... czy ona mnie też. Popatrzyłem na wyświetlacz telefonu, przyszła wiadomość właśnie od mojej księżniczki: 'Przyjechać po Ciebie czy sam sobie poradzisz?' - ucieszyłem się bardzo. Ale nie chciałem żeby się przemęczała tym bardziej , że jest w ciąży. 'Poradzę sobie, ale dzięki że pamiętasz <3 Kocham Cię' po chwili dostałem odpowiedź 'Taaa jasne...' . Tak jak myślałem nie bardzo już wierzy w naszą miłosć i wspólne szczęście. Bardzo mnie to martwi.
*Laura*
Wczorajsze zakupy rzeczywiście dobrze mi zrobiły. Amelka choć ma dopiero 4 lata, naprawdę umie pocieszyć człowieka. Za to, że takie małe dziecko wyciągnęło mnie z dołka, kupiłam jej prezent. Dużego misia od kiedy weszłyśmy do sklepu, biegła prosto do tego z zabawkami i pokazywała, że ciocia Justyna obiecała, że jej takiego kupi. Więc nie zważając na nic, kupiłam jej pluszaka.
Dzisiaj wypoczęta, zrobiłam śniadanie i napisałam Mario sms-a . Mam nadzieję, że mała się nie obrazi na mnie, bo wczoraj obiecałam jej , że po niego pojedziemy.... Mario odpisał mi że sam przyjedzie mam nadzieje, ze nie będziemy musieli się znowu kłócić.
*2 godziny później- Laura*
-Już jestem!- krzyknął Mario
-Fuuuujek!!! -krzuciła się na piłkarza Amelka
-Ej, mała- przytulił ją Goetze
-Cześć Laura- chciał mnie pocałować ale sie odsunęłam
-Cześć- odpowiedziałam- Masz obiad jak co ja wychodze- stwierdziłam i zawołałam małą
-Gdzie?- spytał trochę zdenerwowany
-Bo ja juś ide do domu- zasmutała mała
-Właśnie tam - przytaknęłam i ubrałam dziewczynkę
Szłyśmy sobie wolny, spacerkiem, była godzina chyba 15. 30 a u Justy miałayśmy być na 16, nastała błoga cisza. Mała szła w spokoju tuląc swojego misia, a ja jak to zwykle szukałam sensu życia. Tą ciszę przerwała dziewczynka:
-Ćocia? Pokóciłaś śe z fujkiem?-spytała ze strachem w oczach
-Nieee, ale ... czemu pytasz?- musiałam ją okłamać, to było za trudne tłumaczyć jej te wszytskie sprawy
-Bo tak jakoś mało rosmawiaće- drążyła temat
-Wiesz, są czasem gorsze dni, ja dzisiaj taki mam właśnie- odpowiedziałam
-Nie śmuć śę ćocia! Pogadaś ź ćocią Juśtynką i bęcie dobźe. - uśmiechnęła się
-Dobrze, dobrze- odwzajemniłam uśmiech
Zadzwia mnie ta mała, tyle rzeczy rozumie popmimo jej młodego wieku... Żadki okaz, naprawdę nie spotkałam się jeszcze z taką osobą.
Po drodze do Justy, skoczyłam jeszcze do skepu, i kupiłam jej szklaną ozdobną miseczkę, na słodycze i razem z Amelką wybrałyśmy cukierki. Potem szłyśmy już prosto do domu, akurat Justyna z Michałem już wrócili, a przed domem rozmawiali z mamą Amelki. Przywitałam się z jej rodzicielką, po czym ona odjechała z pod domu przyjaciółki, która potem zaprosiła mnie do siebie:
-Jak tam? Mario wrócił?- spytała Michał
-Tak tak już jest w domu- powiedziałam, chcąc jak najbardziej ominąć ten temat
-Coś nie tak?- zatroszczyła się Justyna
-Nie nie, wszystko w porządku. - wymusiłam delikatny uśmiech
Rozmawiałyśmy tak do późna, stwierdziłam, ze pójdę już, bo nie lubię chodzić całkiem po ciemku. Doszłam do domu o jakiejś 21, było lato, ale kiedy dochodziłam ściemniało się coraz mocnej.
-Może będzie padać?- pomyślałam i usiadłam na schodach...
Zawsze lubiłam ten widok, najbardziej z tego wszytkiego kochałam tańczyć w deszczu. Postanowiłam pospacerować, wiem zawsze bałam się po ciemku ale stwierdziłam 'Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni' . Szam już chyba z 15 minut, kiedy zaczęło padać, nie przejęłam się tym zbytnio, szłam sobie powoli do domu, zoriętowałam się że chyba przemokłam, wolałam się rozchorować niż kłócić się teraz z Mario. Wróciłam do domu i ponownie usiadłam na schodach. Otworzyły się drzwi z których wyszedł Mario, przytulił mnie, nie chciałam już protestować, nie miałam siły:
-Choć do środka, przemokłaś i możesz się rozchorować- powiedział
-Mi tu dobrze- odpowiedziałam odojętnie
-Choć
Posłuchałam go i prosto z dworzu, weszłam do kuchni i zabrałam ze sobą szklankę soku pomarańczowego i bułkę maślaną, którą po drodze do Justyny kupiłam:
-Nie zjesz ze mną- spytał Mario
-Źle się czuję, ide spać- odpowiedziałam bez emoji i poszłam do pokoju.
Wypiłam sok, zjadłam bułke i zdążyłam się jeszcze wykąpać po czym położyłam się i po nawale dnia bardzo szybko zasnęłam.
*Mario*
Nie dziwiło mnie wcale zachowanie Laury, sam sobie jestem winien, że robię z siebie krtyna. A to nie jej wina, że akurat takiego bałwana wybrała, kocham ją ale cały czas robię coś nie tak. Może dlatego, że nigdy nie miałem tej jedynej dziewczyny tylko co tydzień inną? Wiem jedno, muszę się wziąć za siebie. Postanowiłem, że dzisiaj ją przeproszę. Poszedłem do jej pokoju jak się okazało, spała już. Przeproszę jutro. Nie mam treningu, może pójdziemy na jakiś spacer.
Wykąpałem się i położyłem się koło dziewczyny, na której tak cholerni mi zależy, ale ciągle robię coś nie tak, i boję się że ją strace. Ale bez niej... nie będzie i mnie....
---------------------------------------
W następnym spodziewajcie się czegoś
środa, 13 listopada 2013
27- 'w życiu jest tak, że nie wszytko i nie zawsze się układa... :/ '
*Rano- Laura*
Równo o 9 rano jak się umawiałyśmy Justyna przywiozła Amelcię, to słodkie stworzenie wogóle się nie zmieniło. :
-Ćeść ćocia.- krzyknęła radośnie i rzuciła mi się na szyję
-Cześć Kochanie- przytuliłam dziewczynkę
-Laura ale na pewno dasz radę? Jesteś w ciąży i wgl Mario jutro wraca?- upewniła się Justyna
-Oj, dam radę.
-Ćyli będzie kuźin? I kdzie fujek?- dopytywała mała
-Będziesz miała albo kuzyna albo kuzynkę, a wujek przyjedzie jutro, i jak będziesz grzeczna to pojedziemy po niego na lotnisko, dobrze?
-Dobźe!- przytaknęła Amelka
-Dobra to ja już lecę, a wy bawcie się dobrze. -zaśmiała się Justyna
-No pa- ucałowałam ją.
Potem Amelka zaproponowała mi zabawę. Przywiozła ze sobą wiele lalek i małego misia z którym śpi. Kiedy znudziła nam się zabawa, wszłam do pokoju i zajrzałam na fejsa. Przy okazji włączony był skype. Jak na złość Mario musiał zadzwonić, wachałam się czy odbierać:
-Ćocia nie odbieźeś?- spytała mała
-Już już- starałam się powstrzymać emocje, nie chciałam płakać przy małym dziecku.
-Cześć Laura i... Amelka?!- spytał
-Ćeść fujku!- krzyknęła
-Hej- powiedziałam
Potem rozmowę przejęła Amelia, mówiła Mario o wszystkim. W sumie ze mną rozmawiała chyba z godzinę. Może i nawet lepiej że tak to wyszło. Mario rozmawiałby ze mną ja byłabym wkurzona Amelka wszytko by słyszała zadawałaby dziwne pytania. I wgl pewnie Justa dowiedziałaby się o naszych ostatnich problemach czego nie chcę. Ostatnio dużo się mną zajmuje za co jestem jej ogromnie wdzięczna ale, nie chcę jej pochłaniać w moje życie. Niestety Mario odezwał się do mnie, kiedy Amelia skończyła mu opowiadać o przedszkolu itd:
-Porozmawiamy? -spytał niepewnie
-Amelko, pójdziesz się pobawić?-
-Juś idę- odpwiedziała- A potem pśijdzieś do mnie?
-Tak, tak przyjdę- uśmiechnęłam się choć wcale nie miałam ochoty
-Przepraszam- zwrócił się do mnie Mario
-Jeśli wolisz ją ode mnie, to nie masz za co... W sumie wiedziałam że tak to się skończy- powiedziałam objętnie
-Czy coś cię boli?- spytał wyraźnie zły
-Chyba to ja powiennam o to spytać, co?- tez chyba mnie poniosło -Dobra jeśli masz zamiar się kłócić, to ja chyba już pójdę.- odpowiedziałam po czym szybko zamknęłam laptopa
Patrzyłam się tepo w ścianę, czułam że znowu zostaję sama, nie wiem czy to ja ciągle popełniam błedy. Poprostu nie wiem. Cały czas coś jest nie tak. Ale przypomniało mi się! Moje jedyne szczęście które mi zostało... Mój skarb! Tak moje dziecko! Moje i ...JEGO dziecko. To ono które teraz mnie jeszcze trzyma przy zdrowym rozsądku, będzie mi go cały czas przypominało. Po moim policzku mimowolnie spłynęła łza. Mój świat zaczął się kręcić. Popatrzyłam w okno. Następnie w parapet. Stało na nim zdjęcie oprawione w ramkę. Tak to zdjęcie, które jakiś fotoreporter zrobił nam w szpitlu. Zaczęłam płakać. Teraz już mnie nic nie obchodziło. Podeszłam do porapetu, drzącymi ręcami chwyciłam zdjęcie. Zastanawiałam się co zrobić. Przyszła mi do głowy jedna myśl. Aborcja. Zastanawiałam się chwilę nad tym. Nie ja przecież tego nie zrobię. Nie mogę winić dziecka za to, co sie stało. Ucieczka nie, nie mogę odebrać dziecku ojca. Jedyne co teraz zrobiłam to podarłam to zdjęcie i wyrzuciłam jego trzępy za okno. Patrzyłam tylko jak wiatr unosi jeden kawałek tego zjęcia. Jak frunie ono po Monchijskim niebie. Zastanawiałam się też. Dlaczego nie potrafię sobie ułożyć normalnego życia dlaczego nie dogadujemy się z Mario? NO DLACZEGO? Nie chcę myślec co będzie dalej. Nagle do pokoju wparowała Amelka. Och nie! Miałam przecież przy niej być silna, nie chcę płakać:
-Ćocia! Płaćieś?!- spytała z troską
-Przepraszam kochanie- prztyuliłam małą
-Ćy to fujek źlobił ćoś nie tak?- spytała przerażona
-Widzisz skarbie, w życiu jest tak, że nie wszytko i nie zawsze się układa. U mnie ani Zawsze ani nic się nie układa. -starałam się jej wytłumaczyć- Wiem, ciężko zrozumieć. Jak dorośniesz, będziesz wiedziała o czym mówię- wytłumaczyłam widząc ze nie łapie
-Nie płać juś ćocia. Mośie pójciemy na siakupy?- spytała radośnie
-Oj, ty to jednak wiesz jak poprawić humor- otarłam łzy i poczochrałam małą po główce
-Ejjj! Ćocia, flyzulę mi popśujeś. A ź tymi siakupami to ćocia Juśtyna teś się cieśy ja ićiemy! -powiedziała entuzjastycznie
-To choć uszykuje obiad i pójdziemy, okey?
-Dobźe- zeszłyśmy z łóżka i zabrałam się za obiad
--------------------------------
Tak sobie, ale obiecuję, że w 28 albo 29 OSTRO namieszam :)
Równo o 9 rano jak się umawiałyśmy Justyna przywiozła Amelcię, to słodkie stworzenie wogóle się nie zmieniło. :
-Ćeść ćocia.- krzyknęła radośnie i rzuciła mi się na szyję
-Cześć Kochanie- przytuliłam dziewczynkę
-Laura ale na pewno dasz radę? Jesteś w ciąży i wgl Mario jutro wraca?- upewniła się Justyna
-Oj, dam radę.
-Ćyli będzie kuźin? I kdzie fujek?- dopytywała mała
-Będziesz miała albo kuzyna albo kuzynkę, a wujek przyjedzie jutro, i jak będziesz grzeczna to pojedziemy po niego na lotnisko, dobrze?
-Dobźe!- przytaknęła Amelka
-Dobra to ja już lecę, a wy bawcie się dobrze. -zaśmiała się Justyna
-No pa- ucałowałam ją.
Potem Amelka zaproponowała mi zabawę. Przywiozła ze sobą wiele lalek i małego misia z którym śpi. Kiedy znudziła nam się zabawa, wszłam do pokoju i zajrzałam na fejsa. Przy okazji włączony był skype. Jak na złość Mario musiał zadzwonić, wachałam się czy odbierać:
-Ćocia nie odbieźeś?- spytała mała
-Już już- starałam się powstrzymać emocje, nie chciałam płakać przy małym dziecku.
-Cześć Laura i... Amelka?!- spytał
-Ćeść fujku!- krzyknęła
-Hej- powiedziałam
Potem rozmowę przejęła Amelia, mówiła Mario o wszystkim. W sumie ze mną rozmawiała chyba z godzinę. Może i nawet lepiej że tak to wyszło. Mario rozmawiałby ze mną ja byłabym wkurzona Amelka wszytko by słyszała zadawałaby dziwne pytania. I wgl pewnie Justa dowiedziałaby się o naszych ostatnich problemach czego nie chcę. Ostatnio dużo się mną zajmuje za co jestem jej ogromnie wdzięczna ale, nie chcę jej pochłaniać w moje życie. Niestety Mario odezwał się do mnie, kiedy Amelia skończyła mu opowiadać o przedszkolu itd:
-Porozmawiamy? -spytał niepewnie
-Amelko, pójdziesz się pobawić?-
-Juś idę- odpwiedziała- A potem pśijdzieś do mnie?
-Tak, tak przyjdę- uśmiechnęłam się choć wcale nie miałam ochoty
-Przepraszam- zwrócił się do mnie Mario
-Jeśli wolisz ją ode mnie, to nie masz za co... W sumie wiedziałam że tak to się skończy- powiedziałam objętnie
-Czy coś cię boli?- spytał wyraźnie zły
-Chyba to ja powiennam o to spytać, co?- tez chyba mnie poniosło -Dobra jeśli masz zamiar się kłócić, to ja chyba już pójdę.- odpowiedziałam po czym szybko zamknęłam laptopa
Patrzyłam się tepo w ścianę, czułam że znowu zostaję sama, nie wiem czy to ja ciągle popełniam błedy. Poprostu nie wiem. Cały czas coś jest nie tak. Ale przypomniało mi się! Moje jedyne szczęście które mi zostało... Mój skarb! Tak moje dziecko! Moje i ...JEGO dziecko. To ono które teraz mnie jeszcze trzyma przy zdrowym rozsądku, będzie mi go cały czas przypominało. Po moim policzku mimowolnie spłynęła łza. Mój świat zaczął się kręcić. Popatrzyłam w okno. Następnie w parapet. Stało na nim zdjęcie oprawione w ramkę. Tak to zdjęcie, które jakiś fotoreporter zrobił nam w szpitlu. Zaczęłam płakać. Teraz już mnie nic nie obchodziło. Podeszłam do porapetu, drzącymi ręcami chwyciłam zdjęcie. Zastanawiałam się co zrobić. Przyszła mi do głowy jedna myśl. Aborcja. Zastanawiałam się chwilę nad tym. Nie ja przecież tego nie zrobię. Nie mogę winić dziecka za to, co sie stało. Ucieczka nie, nie mogę odebrać dziecku ojca. Jedyne co teraz zrobiłam to podarłam to zdjęcie i wyrzuciłam jego trzępy za okno. Patrzyłam tylko jak wiatr unosi jeden kawałek tego zjęcia. Jak frunie ono po Monchijskim niebie. Zastanawiałam się też. Dlaczego nie potrafię sobie ułożyć normalnego życia dlaczego nie dogadujemy się z Mario? NO DLACZEGO? Nie chcę myślec co będzie dalej. Nagle do pokoju wparowała Amelka. Och nie! Miałam przecież przy niej być silna, nie chcę płakać:
-Ćocia! Płaćieś?!- spytała z troską
-Przepraszam kochanie- prztyuliłam małą
-Ćy to fujek źlobił ćoś nie tak?- spytała przerażona
-Widzisz skarbie, w życiu jest tak, że nie wszytko i nie zawsze się układa. U mnie ani Zawsze ani nic się nie układa. -starałam się jej wytłumaczyć- Wiem, ciężko zrozumieć. Jak dorośniesz, będziesz wiedziała o czym mówię- wytłumaczyłam widząc ze nie łapie
-Nie płać juś ćocia. Mośie pójciemy na siakupy?- spytała radośnie
-Oj, ty to jednak wiesz jak poprawić humor- otarłam łzy i poczochrałam małą po główce
-Ejjj! Ćocia, flyzulę mi popśujeś. A ź tymi siakupami to ćocia Juśtyna teś się cieśy ja ićiemy! -powiedziała entuzjastycznie
-To choć uszykuje obiad i pójdziemy, okey?
-Dobźe- zeszłyśmy z łóżka i zabrałam się za obiad
--------------------------------
Tak sobie, ale obiecuję, że w 28 albo 29 OSTRO namieszam :)
sobota, 9 listopada 2013
26- '...nie watro bo i tak ze mną nie wygrasz, skarbie. :**'
*Laura*
Zobaczyłam nasze zdjęcie... To ze szpitala a pod nim wiele komentarzy m.in.: 'Hahhah ta już mu dziecko zrobiła', 'Goetze judasz zostanie tatuśkiem hahah'. Nie rozumiem jakby ludzie nie mieli zajęcia tylko muszą się kim innym, zajmować i mu życie rozwalać! Wkurzyłam się, tylko ploty i ploty! Wyłączyłam laptopa i zabrałam się za sprzątanie. Włączyłam na full muzę i zaczęłam od starcia kurzy, potem poodkurzałam dywany i na końcu pomyłam podłogi. W sumie zajęło mi to 3 godziny, z względu, że nasze mieszkanie do najmniejszych nie należy... wręcz przeciwnie :). Dochodziła już 14 więc pomyślałam, że czas jakiś obiad uszykować. Wpadłam na pomysł żeby zaprosić Justynę z Michałem. Szybko dostałam potwierdzenie ich przybycia i zabrałam się za szykowanie pizzy. Najpierw skoczyłam do sklepu i kupiłam potrzebne składniki. Miałam dobry polski przepis. Nie była to taka normalna pizza na cienkim spodzie, taka nasza domowa tradycyjna pizza. Kiedy włożyłam ją do piekarnika i rozłożyłam tależe i sztućce na stole, po czym ładnie udekorowałam i na środku stołu postawiłam wazon z kwiatami. Pozostało mi tylko jakoś po ludzku się ubrać i czekać na gości. Poszłam więc do garderoby, postanowiłam się ubrać bardziej elegancko. Postem delikatnie się pomalowałam i tak od niechcenia spojrzałam na ekran telefonu. Upsssss... 5 połączeń do Mario ... Szybko oddzwoniłam do chłopaka, napewno się martwił...:
-Heeej Mario- powiedziałam niezbyt pewnie
-Dziewczyno wyobrażasz sobie jak się martwiłem?- mówił troszkę poddenerwowany- Myślałem że zasłabłaś albo kto Cię porwał nie wiem...
-Mario spokojnie, zabrałam sie za sptrzątanie, potem zrobiłam pizzę i zaprosiłam Justynę z Michałem na obiad i tylko dla tego nie odebrałam, przepraszam.- przerwałam mu
-Aaaaaa, to od razu zmienia postać rzeczy, nie przepraszaj.- powiedział
-A jak tam u was?- spytałam- Kiedy mecz?
-Mecz mamy jutro, terning dzisiaj był i za 2 dni jestem już tylko twój- mówił entuzjastycznie
-No super nie mogę się doczekać- wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi- ooo chyba Justyna przyszła. Będę kończyć
-No pa skarbie, jak dam radę to zadzwonie wieczorem
-Okey czekam papa- rozłączyłam sie i zeszłam po schodach.
Tak jak myślałam moi goście już przyszli. Przynieśli mi prezent *.* Jak oni to ujęli do 'nowego' domu. Wyjęłam jedzenie z piekarnika , zrobiłam jeszcze kawę i usiedliśmy przy stole:
-A jak tam maleństwo? Byłaś na kontroli? pytała Justa
-Taak byłam, wtedy po imprezie- odpowiedziałam- Narazie wszytko jest w porządku- uśmiechnęłam się
-A wiesz, że kawa może zaszkodzić?- dopowiedział Michał
-W 3 tygodniu? Oj, chyba nie tak od razu...- powiedziałam
-No wiesz, nie zabraniamy Ci ale lepiej jakbyś uważała- ostrzegła mnie przyjaciółka
-Dobrze mam wszystko pod kontrolą- uśmiechnęłam się
Rozmawialiśmy tak do 19 chyba, potem Michał stwierdził, że muszą iść. Pracuje na wyjadach więc musi się jeszcze wyspać. Ale obiecali że jutro wpadną i jak co to mam dzwonić. Założe się że to Mario nagadał Michałowi o tym, że mają mnie stale odwiedzać. Jest taki troskliwy chyba aż za bradzo.
Ale to nie był koniec wrażeń w tym dniu przyszledł jeszcze Mandzukić, wprawdzie się pożegnać ale zawsze coś. On wyjeżdża dzisiaj w nocy i wróci jeden gdzień po Goetze. Powygłupialiśmy się z nim chyba z godzinę a potem posprzątałam po gościach i zmęczona włączyłam komputer. Na skype zauwałył mnie Mario i sobie pogadaliśmy w pewnym momencie zauważyłam podejżaną postać:
-Mario ?
-Tak?
-Co to to straszydło za tobą w tej różowej koszuli?- spytałam z podejrzeniami na jedną osobę
-Ło ku*wa! Co ty tu do cholery robisz?!- tak nie myliłam się to len plastik z pod szpitala!
-No jak to co? Przyjechałam do Ciebie.- Zapiszczało to coś
-Odwalisz się ode mnie czy mam się na policję przejść?!- wydarł sie Mario
-Spokojnie Mario- próbowałam go jakoś uspokoić
-No widzisz? Nawet co coś nie watre Ciebie w komputerze mówi, że nie watro bo i tak ze mną nie wygrasz, skarbie. :**
Wściekłam się, teraz to już nawet ja nie byłam spokojna. Miałam ochote wrzeszczeć na cały dom , ale przypomniało mi się że już grubo po 22. Zamknęłam wkurzona laptopa i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam filozofofać, i wymyślałam jakieś głupie historie, że może Mario tylko tak udawał a sam sobie ją zaprosił? Nie no naprwdę nie wiedziałam co się ze mną ostanio dzieje? Co ja robię źle?! Nie stety nie znałam odpowiedzi an to pytanie. Na szczęście zadzwoniła Justyna:
-Hej Laura, mam prośbę.- zaczęła
-tak? jaką?- spytałam
-hejjj? Płakałaś co się dzieje?
-Nie istotne.
-Napewno?
-Tak... Jaka miałaś prośbę?- spytałam
-Pamiętasz Amelkę?
-Taaak twoją kuzynkę, tego słodziaka z pięknymi oczkami? *.*- Spytałam uradowana
-Tak tak- zaśmiała się Justa- zajmiesz się nią jutro?
-Jeszcze pytasz? Oczywiście! Na którą przywieziesz? odrazu mi humor poprwiłaś dziewczyno!
-Hhahah wiem kiedy powiedzieć. Na 9 pasuje? -spytała- Też się ucieszyła i teraz się modli zeby sie ciocia zgodziła-
-Pewnie, pasuje. To ja ją na nocke wezmę- powiedziałam, przynajmniej się nudzić nie będę
-Taaaaaaaaaaaak! Kochana Ćocia! -usłyszałam w telefonie
-Pozdrów mała i do jutra. -
-No pa- zaśmiała się
Ogarnęłam jeszcze dom i połozyłam się spać. Czekałam z niecierpliwością na mojego gościa/
--------------------------------------------------------------------
No hejjj. Dziękuje Wam za 3 komy pod poprzednim. Przyznam wam się bez bicia, że miałam ochotę na zawieszenie tg bloga... taa już 2 razzz:
1.mało wyświetleń było
2.Miałam duużo nauki
3.Jak weszłam na kompa to byłam zajęta przeważnie facebookiem *.*
. No ale widzę, że nie przestałyście czytać i komentujecie co bardzo mnie motywuje.
Widziałyście mecz BvB :( :( Neven kontuzja .... :( szkoda chłopaków akcje z 1 połowy odegrały się na nich w drugiej :( Ale 3mamy kciuki i do następnego meczuu :* Buziole :*
Zobaczyłam nasze zdjęcie... To ze szpitala a pod nim wiele komentarzy m.in.: 'Hahhah ta już mu dziecko zrobiła', 'Goetze judasz zostanie tatuśkiem hahah'. Nie rozumiem jakby ludzie nie mieli zajęcia tylko muszą się kim innym, zajmować i mu życie rozwalać! Wkurzyłam się, tylko ploty i ploty! Wyłączyłam laptopa i zabrałam się za sprzątanie. Włączyłam na full muzę i zaczęłam od starcia kurzy, potem poodkurzałam dywany i na końcu pomyłam podłogi. W sumie zajęło mi to 3 godziny, z względu, że nasze mieszkanie do najmniejszych nie należy... wręcz przeciwnie :). Dochodziła już 14 więc pomyślałam, że czas jakiś obiad uszykować. Wpadłam na pomysł żeby zaprosić Justynę z Michałem. Szybko dostałam potwierdzenie ich przybycia i zabrałam się za szykowanie pizzy. Najpierw skoczyłam do sklepu i kupiłam potrzebne składniki. Miałam dobry polski przepis. Nie była to taka normalna pizza na cienkim spodzie, taka nasza domowa tradycyjna pizza. Kiedy włożyłam ją do piekarnika i rozłożyłam tależe i sztućce na stole, po czym ładnie udekorowałam i na środku stołu postawiłam wazon z kwiatami. Pozostało mi tylko jakoś po ludzku się ubrać i czekać na gości. Poszłam więc do garderoby, postanowiłam się ubrać bardziej elegancko. Postem delikatnie się pomalowałam i tak od niechcenia spojrzałam na ekran telefonu. Upsssss... 5 połączeń do Mario ... Szybko oddzwoniłam do chłopaka, napewno się martwił...:
-Heeej Mario- powiedziałam niezbyt pewnie
-Dziewczyno wyobrażasz sobie jak się martwiłem?- mówił troszkę poddenerwowany- Myślałem że zasłabłaś albo kto Cię porwał nie wiem...
-Mario spokojnie, zabrałam sie za sptrzątanie, potem zrobiłam pizzę i zaprosiłam Justynę z Michałem na obiad i tylko dla tego nie odebrałam, przepraszam.- przerwałam mu
-Aaaaaa, to od razu zmienia postać rzeczy, nie przepraszaj.- powiedział
-A jak tam u was?- spytałam- Kiedy mecz?
-Mecz mamy jutro, terning dzisiaj był i za 2 dni jestem już tylko twój- mówił entuzjastycznie
-No super nie mogę się doczekać- wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi- ooo chyba Justyna przyszła. Będę kończyć
-No pa skarbie, jak dam radę to zadzwonie wieczorem
-Okey czekam papa- rozłączyłam sie i zeszłam po schodach.
Tak jak myślałam moi goście już przyszli. Przynieśli mi prezent *.* Jak oni to ujęli do 'nowego' domu. Wyjęłam jedzenie z piekarnika , zrobiłam jeszcze kawę i usiedliśmy przy stole:
-A jak tam maleństwo? Byłaś na kontroli? pytała Justa
-Taak byłam, wtedy po imprezie- odpowiedziałam- Narazie wszytko jest w porządku- uśmiechnęłam się
-A wiesz, że kawa może zaszkodzić?- dopowiedział Michał
-W 3 tygodniu? Oj, chyba nie tak od razu...- powiedziałam
-No wiesz, nie zabraniamy Ci ale lepiej jakbyś uważała- ostrzegła mnie przyjaciółka
-Dobrze mam wszystko pod kontrolą- uśmiechnęłam się
Rozmawialiśmy tak do 19 chyba, potem Michał stwierdził, że muszą iść. Pracuje na wyjadach więc musi się jeszcze wyspać. Ale obiecali że jutro wpadną i jak co to mam dzwonić. Założe się że to Mario nagadał Michałowi o tym, że mają mnie stale odwiedzać. Jest taki troskliwy chyba aż za bradzo.
Ale to nie był koniec wrażeń w tym dniu przyszledł jeszcze Mandzukić, wprawdzie się pożegnać ale zawsze coś. On wyjeżdża dzisiaj w nocy i wróci jeden gdzień po Goetze. Powygłupialiśmy się z nim chyba z godzinę a potem posprzątałam po gościach i zmęczona włączyłam komputer. Na skype zauwałył mnie Mario i sobie pogadaliśmy w pewnym momencie zauważyłam podejżaną postać:
-Mario ?
-Tak?
-Co to to straszydło za tobą w tej różowej koszuli?- spytałam z podejrzeniami na jedną osobę
-Ło ku*wa! Co ty tu do cholery robisz?!- tak nie myliłam się to len plastik z pod szpitala!
-No jak to co? Przyjechałam do Ciebie.- Zapiszczało to coś
-Odwalisz się ode mnie czy mam się na policję przejść?!- wydarł sie Mario
-Spokojnie Mario- próbowałam go jakoś uspokoić
-No widzisz? Nawet co coś nie watre Ciebie w komputerze mówi, że nie watro bo i tak ze mną nie wygrasz, skarbie. :**
Wściekłam się, teraz to już nawet ja nie byłam spokojna. Miałam ochote wrzeszczeć na cały dom , ale przypomniało mi się że już grubo po 22. Zamknęłam wkurzona laptopa i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam filozofofać, i wymyślałam jakieś głupie historie, że może Mario tylko tak udawał a sam sobie ją zaprosił? Nie no naprwdę nie wiedziałam co się ze mną ostanio dzieje? Co ja robię źle?! Nie stety nie znałam odpowiedzi an to pytanie. Na szczęście zadzwoniła Justyna:
-Hej Laura, mam prośbę.- zaczęła
-tak? jaką?- spytałam
-hejjj? Płakałaś co się dzieje?
-Nie istotne.
-Napewno?
-Tak... Jaka miałaś prośbę?- spytałam
-Pamiętasz Amelkę?
-Taaak twoją kuzynkę, tego słodziaka z pięknymi oczkami? *.*- Spytałam uradowana
-Tak tak- zaśmiała się Justa- zajmiesz się nią jutro?
-Jeszcze pytasz? Oczywiście! Na którą przywieziesz? odrazu mi humor poprwiłaś dziewczyno!
-Hhahah wiem kiedy powiedzieć. Na 9 pasuje? -spytała- Też się ucieszyła i teraz się modli zeby sie ciocia zgodziła-
-Pewnie, pasuje. To ja ją na nocke wezmę- powiedziałam, przynajmniej się nudzić nie będę
-Taaaaaaaaaaaak! Kochana Ćocia! -usłyszałam w telefonie
-Pozdrów mała i do jutra. -
-No pa- zaśmiała się
Ogarnęłam jeszcze dom i połozyłam się spać. Czekałam z niecierpliwością na mojego gościa/
--------------------------------------------------------------------
No hejjj. Dziękuje Wam za 3 komy pod poprzednim. Przyznam wam się bez bicia, że miałam ochotę na zawieszenie tg bloga... taa już 2 razzz:
1.mało wyświetleń było
2.Miałam duużo nauki
3.Jak weszłam na kompa to byłam zajęta przeważnie facebookiem *.*
. No ale widzę, że nie przestałyście czytać i komentujecie co bardzo mnie motywuje.
Widziałyście mecz BvB :( :( Neven kontuzja .... :( szkoda chłopaków akcje z 1 połowy odegrały się na nich w drugiej :( Ale 3mamy kciuki i do następnego meczuu :* Buziole :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)