*Laura*
Zobaczyłam... tego bląd pustaka. No i zgadnijcie co robił?! Leżała na Mario w samej bieliźnie!!! Kiedy weszłam do pokoju Mario zakładał koszule, zwalił to coś z łóżka i podszedł do mnie:
-Mario!!!!! Jak ty mogłeś!- krzyczałam wsciekła, mój krzyk mieszał się z płaczem
-Ale...- próbował się tłumaczyć
-Tydzień temu dowiedziałeś się, że jestem w ciąży i już mnie zdradziłeś?!- byłam tak wściekła że miałam ochotę kogoś zabić, najchętniej rzuciłabym się na tego blad pustaka-
-Przecież Cię nie zdradziłem!- próbował walczyc o swoje
-Ogarnij się idioto!- krzyczałam- Jutro przyjde po rzeczy - rzuciłam wychodząć
-Gdzie jedziesz?! Wyprowadzasz się?- dopytywał
-Nie powinno Cię obchodzić, zajmij się tym czymś- wskazałam na Isabel
-A dziecko?- był nieugięty
-Usunie- powiedziała obojętnie Is- Namieszałeś Goetzeuś. Oj, skarbie- pocałowała go a on przywalił jej z liścia
-Usuniesz?- spytal z nadzieja
-A żebyś wiedział!- krzyknęłam
-Nie możesz mi tego zrobić. Nie wiń za to dziecka,a poza tym to jestem jego ojcem! chcę go wychowac! Tego mi nie zabronisz!- walczył
-Jak masz go wychowac na swoje podobienstwo, to sama sie tym zajme!- krzyknęłam i wyszłam
Poprostu nie mogłam uwierzyć. To nie możliwe! Nie realne! Jak on mógł mnie zdradzić? Jeszcze rano tak mnie zapewniał, że mnie kocha, że nigdy by mnie nie zdadził. Że chce dziecko! Jak ja mogłam mu uwierzyć?
Szłam jak najdalej od tego domu, który zawsze mi go przypomina, jedyne co miałam ze sobą, to telefon i jakieś drobne w kieszeni. Starczyło mi tylko na nędzną bułkę i butelkę wody mineralnej. Teraz zastanawiałam się tylko, co mam zrobić w nocy? Gdzie się podziać? Moje pierwsze myśli to: ławka w parku. Ale przecież w nocy są już przymrozki... Justyna albo Mandzukić... Poszłam do Mario. Zawsze świetnie się dogadywaliśmy, poza tym incydentem z Leną. Był dla mnie bardzo bliski. Liczyłam na jego pomoc. Ustanęłam przed jego drzwiami. Była już godzina 19.00 w ręku trzymałam chusteczkę, a oczy miałam zapłakane:
-Jezus Maria!- pierwsze słowa wypowiedziane przez Mandzukicia, kiedy mnie zobaczył
-Mogę... przenocować?- mówiłam drżącym gosem, cały czas szlochając
-Pewnie wejdź, zostań ile chcesz. Tylko powiedz co się stało- mówił ciepłym glosem Mario
Opowiedziałam mu całą historię
-Na ile zostajesz?- spytal
-Do ijutra rano-odpowiedziałam- Pożyczysz na chwilę laptopa?
-Pewnie- podał mi
Poszukałam najbliższy lot gdziekolwiek. Moim gdziekolwiek stał się Madryt. Był jeszcze Londyn i jeden lot na Jamajkę, ale przecież w Madrycie mam koleżanki. Któregoś roku przyjechały dziewczyny ze szkoły na wymianę międzyszkolną. Szybko zarezerwowałam bilet i odłożyłam laptopa.
*Rano -Laura*
O 10.00 byłam już na nogach. Bo tylko w zasadzie o to mi chodziło. Chłopaki od 15 minut na treningu więc, póki co Goetzego nie ma w domu. Zebrałam się i poszłam do mojego dawnego domu. Spakowałam wlizki i wszystko co moje, aby nie zostawić śladów. Zoabaczyłam nasze wspólne zdjęcie oprawione w ramkę i podpis: NA ZAWSZE RAZEM <3 . Wzielam fotografie w mokre od placzu i trzesace sie rece. Nie utrzymalam ramki, wszystko spadlo na podloge i salonie i pokruszylo sie na najdrobniejszw kawalki. Na dodatek skaleczylam sie jeszczw rozbitym szklem. SUPER! Z trudem opanowałam łzy. Napisałam jeszcze kartkę Goetzemu:
'Dziękuję, za wszsytkie chwile, spędzone razem ,za wszystkie nasze wspaniale dni, za pomoc, za wsparcie przy sporach z Hubertem. Jednocześnie przepraszam że miszałam Cie w te sprawy. Wiedziałam że ten zwiazek i tak skończy się rozłąką... a może rozstaniem.
Chcę Cię tylko prosić o kilka rzeczy:
-Nie pamiętaj o mnie
-Nie dzwoń
-Nie pisz
-Ułóż sobie nowe lepsze życie, byc może z Isabel
Pamiętaj ja zawsze Cię kocham, ale nie potrafię z tobą być... Przynajmniej teraz'
Laura
Pisząc ten list, zostawiłam jednak jakiś ślad. Ten którego nie powinnam zostawić. Że mi zależy. Kartka jest cała w moich łzach. Nie mogłam ich opanować kiedy to pisałam.
Ogarnęłam jeszcze to moje serce, i zebrałam się do drzwi... Kiedy wychodziłam usłyszałam śmiech i krzyki. Krzyki należały do Mario, śmiechy zaś do... chyba Isabel. Chciałam uniknąć jakich kolwiek rozmów jednak nie było mi to dane:
-Hej kotek- Mario chciał mnie przytulić
-Nie mów tak do mnie- kiedy to powiedziałam czułam jakby coś we mnie pękło, jednak nie chciałam dać się takim sposobem
-Pójde już, na stole napisałam kartke- powiedziałam- Dziękuje i przepraszam
-Oooo hej Laura- zapiszczała Isabel, nie myliłam się... Mario już sobie humor poprawił, szkoda tylko że mi nie jest dane być szczęśliwą:
-Cześć- wymusiłam przez zęby
-Wynos sie i nie chodź za mną- krzyknął z kuchni Mario
-Ide już przecież- powiedziałam jakby to chodziło o mnie
-Nie! Ty zostań Isabel wyjdź i nie wracaj- powiedział stanowczo
-Że co?! Wyjrzucasz mnie!?- piszczała- Przecież jestem w ciąży z tobą
-Że słucham?!- wytrzeszczyłam oczy,
Wdziałam jak cieszy się modelka pewnie już dawno chciała to zrobić. Może wykorzystała sytuację że ja jestem w rozsypce i mówi to teraz żeby mnie doobić:
-Że co ty pie*rzysz?!- wkurzył się nieźle Mario
-To co słyszysz skarbie!- nawijała- Będzie dziecko- ahh ten jej błysk w oku, dałam upust emocjom
Miałam ochotę krzyczeć i płakać, wybrałam to pierwsze:
-I ty masz być ojcem mojego dziecka?- Przecież to juz twoje drugie- wrzeszczałam- Chyba, ze może masz GDZIEŚ już trzecie co?- nie dawałam odporu, poprostu musiałam
-Nie to nie prawda!- powiedział do mnie- A ty- wskazał na Isabel- głupia jędzo. Zadowolona?
-Nawet nie wiesz jak bardzo- pocałowała go
-Laura, ja ci udowodnie, że to nie prawda!- krzyknął za mną
Tyle, ze ja już nie chciałam go słuchać, wróciłam do domu, zastałam tam Mandzukicia i ... Lahma. Nie chcę zaczynać tematu... ale Philip to mój dobrzy kolega.,. Pewnie będzie chciał wiedzieć...
O mamo ale namieszałaś ;o mam nadzieje że mario sie troche opamięta i laura mu wybaczy a isabel ... ją przejedzie ciężarówka i wszystko będzie hepi xd
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać następnego rozdziału . Pisz szybko ;) Pozdrawiam ;**
swietny roddział ale namieszałas . mam nadzieje że izabel tylko klamie z tym dzieckiem.czekam na kolejny i zapraszam do sb .
OdpowiedzUsuń