*Mario*
Następnego dnia obudziłem się z planem zabójstwa. Mam siebie dosyć. Dopiero teraz zrozuimałem tak naprawdę jaki bład popełniłem. Jestem kretynem, nie dziwię się wogóle , że Laura mi nie odpisuje. Dzięki niej właśnie, zmieniłem się nie o poznania, według mnie na lepsze. Ona sprawiła, że pokochałem jedyną dziewczynę z całego serca i nie chciałem tego spieprzyc. Myślałem , ze wyjdę na prostą, ale Isabel znała mnie od dawna i wiedziala, że jestem kobiecarzem. Więc tak bardzo chciała mnie uwieść a widząc, że starałem się bys twardy, użyła tajnej broni- zemsty. Nie wiem co ją o to pokusiło, ale nie mogłem uwierzyć, że nie może być dobrze. Cały czas jestem podłamany z tego powodu, nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, stąd ten mój nieco dziwny pomysł z samego rana.
Kiedy na dobre się wybudziłem, poszedłem się ubrać, wykąpać i siędnąłem z wieszka kurtkę. Dopiero po chwili zauważyłem , że Mandzukic i Lahm bacznie przyglądają się moim nerwowym ruchom i pochmórnej twarzy:
-A tobie co?- spytał Philip
-Wszytko w porządku- powiedziałem lekko zdeterminowany
-Choć zaraz coś zjeść- powiedzuał Mario a ja wyminąłem go w drzwiach
Zbiegłem ze schodów , jednak chlopaki wyczuli że coś jest nie tak, bo musieli popsuc mój plan i zbiegli za mną. Rzuciłem im jeszcze na odchodne:
-Przekarzcie Laurze, że ją kocham- uciekałem przez cały dom do wyjścia, jednak Lahm dogonił mnie i złapał za kurtkę:
-Co ty odpie*rzasz ja się pytam !- krzyknął
-Puszczaj!- wydarłem się
-Zapomnij- dobiegł do nas, szarpiących się Mandzu
Chłopaki chcieli mnie uspokoić, ale ja wiedziałem, że z moją upartością i tak zrobię co będę uważał za słuszne. W końcu jestem dorosły i decyzje mogę podejmowac sam, i nikogo to nie powinno obchodzić, bo to tylko i wyłącznie moja sprawa:
-Posiedź tu z nim- powiedział Lahm do Mario- Dasz radę?- spytał po chwili
-Tak dam, a teraz idźcie- burknąłem wiedząc że to nie do mnie
-Nie ciebie pytam, i tak któryś z nas z tobą zostanie-
I tak oto nie udało mi się niczego zdziałac. Próbowałem jeszcze wyskoczyć przez okno, jednak żadna z moich samobójczych prób nie okazała się wystarczająco skuteczna...
*Laura*
Nie dawałam sobie z tym wszystkim rady. Jeszcze ten cholerny list, który wywołał u mnie tyle emocji. Nie radzę sobie, to prosty wniosek. Chciałabym tam wrócic, ale co jeśli okaże się, że Mario wcale się nie zmienił? Co jesli znowu mnie okłamuje? Wiem jednak, ża napewno chce wiedzieć co z dzieckiem. Zastanawiałam się czy nie napisac mu listu, żeby się nie martwił, że wszytko okey. Tylko przecież na każdej kopercie jest znaczek, kod pocztowy i takie tak bzdety... I on pewnie zacznie mnie szukać, ale ja nie chcę tego narazie. Znaczy bardzo chce. Ale sama nie wiem czego. Nie mogę się na nic zdecydować. Chce być tam w Monachium, ale ja jestem najbardziej rozpoznawana z dwóch cech. Twarda ale łatwa do zranienia, Skora do wybaczenia, tak ta cecha... Wiele razy żałuję podjętych decyzji, moich zakichanych zachcianek, z nadzieję na lepsze jutro, które z reguły okazuje się gorszym... Nie wiem sama co mam robić. Postanowiłam, że chociaż zadzownie do chłopaków. Wybrałam numer mojego braciszka Mandzukicia:
-Halo, Laura?!- w jego głosie dało się usłyszeć radość
-Nie, Duch Święty- zażartowałam
-Jak się cieszę , że dzwonisz kochana!- ucieszył się
-Wiesz, dzwonię, bo doszedł do mnie wzruszający list...
-...aaachaa! Od Goetzego, co my wysłaliśmy? - przetwał mi
-Tak tak ten. Poprostu nie mogę, mam taką chcęć wrócić tam do was, ale coś mówi mi żebym jeszcze poczkeła chwilę...- przerwałam
-Laura, ja nie będę cię namawiał na powrót, choć nie ukrywam, ze bardzo tęsknimy , wszycy nawet Goetze, chyba najbardziej- podkreślił- Powiem ci tyle, słuchaj głosu serca, ono zawsze podpowie dobrze.
-Dobrze, poslucham głosu serca, a właśnie a co u Mario?- spytałam ciężko łykając ślinę w ustach
-Wiesz...- przerwał
-No mów- pospieszłam go
-Mario... ale chcesz wiedzieć?- upewniał się
-Tak chcę.- odpowiedziałam stanowczo
-On ... dwa razy chciał popełnić samobójstwo- wstrząsneło mną i się rozpłakałam
-Ale jak to?!
-Normalnie, raz mówił coś, że długo sobie nie pożyje, a wczoraj chciał wyskoczyć przez okno, a na początku tygodna zasraliśmy go z Lahmem totalnie upitego, leżał na podłodze, dookoła niego butelki , nie kontaktował totalnie, powiedział jedynie, że cię kocha.- słuchałam z niedowierzaniem
-Boże jedyny! To wszytsko moja wina!- rozpaczałam- Nie powinnam wyjechać
-Laura, jeszcze raz ci powtórze że to nie twpja wina, bo to nie ty dałas mu powód, do zdrady tylko on tobie, a teraz wyłącznie zapijał smutki w alkocholu. Ale wiedz że jemu naprawdę zależe. Chciał cie szukać w Polsce , ale kiedy powiedzieliśmy mu że tam ciebie nie ma, wkurzył się i zaczął odwalać...
-Mario, dziekuje, i przepraszam -powiedziałam
-Nie przepraszaj, nic nie zrobiłaś źle- powiedział radośnie
-Pozdrów Mario, ale więcej już nic nie mów, jak do tej pory. Będę już lecieć, wkórce zadzwonie pa- powiedziałam ze łzami w oczach
-Pa, trzymaj się :)
Nie mogłam uwierzyć w słowa przyjaciela. Wiedziałam że mówi prawde, nie mógłby mnie okłamać.
Cała drżałam. Było mi nie dobrze. Postanowiłam zaparzyć sobie kawę. Wiem w ciąży nie mogę pić, dla dobra dziecka... Tak NASZEGO dziecka. Dlaczego wszystko co żyje albo i nie musi mi gom przypominać? Boje się, że to przeze mnie. Cały czas moje serce rwie do Monachium. Ale serce a rozum i dusza to 3 różne rzeczy.
-----------------------------------
Nie zachwyca, tak... takie tam sobie. Ale to znowu wina mojego stanu psychicznego i ilości czasu poświęconego nauce. Jest końcówka semestru więc jak wiecie muszę poprwić oceny bo rewelacji nie ma ;d .
Liczę na komentarze których ostatnio jest coraz mniej co mnie jeszcze bardziej dobija. Prosze niech każdy kto przeczyta skomentuje- chcę wiedzieć ile was jest wspierających mnie :)
Pozdro zaczarowana
Świetny rozdział <3 Nwm co ci się w nim nie podoba :-D
OdpowiedzUsuńOby to wszystko skończyło się happy endem XD Nie mogę doczekać się nn :-*
Dobrze że nie dali Mario popełnić samobójstwa :< muszą być razem!
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny jak zawsze! Czekam z niecierpliwością na nexta i rozwój wydarzeń :) Buziaki kochana :***