*Laura*
Minęło już 10lat od kąd urodził się Filip. Jest już dużym chłopcem i chodzi do gimnazjum. Zastanawiałam się nad wyjazdem do Polski skoro Mario nie ma już z nami, ale tam jet zupełnie inny sytem nauki. W polsce mój syn kończyłby podstawówkę.
Dzisiaj właśnie muszę odbyć z nim.bardzo ważną rozmowę...
-Filip, musimy pogadać. - przywołałam małego
-Mamooooo, właśnie wychodzę - zajęczał
-A gdzież to?- zrobiłam wielkie oczy
-No na stadion- zaśmiał się
-Moja krew, oj mojaa- poczohrałam go
-Mamooooo! Wiesz ile ja te włosy układałem?- zasmutał
-I tak już wiesz, że wszystkie dziewczyny są twoje- uśmiechnęłam się
-Zagrasz ze mną kiedyś w piłkę?- spytał po chwili
-Będę musiała kiedyś wrócić do formy... Ale chyba jestem już za stara- uśmiechnęłam się
-Grałaś kiedyś!?!?-
-Tak, w Bayernie, razem z ... Chcesz kanapki?- szybko zmieniłam temat
-Mamoooo, z kim grałaś?- spytał
Długo nastawiałam się do tej rozmowy, ale wiem że im wcześniej Filip pozna prawdę tym lepiej. On wie, że tata jest w innym kraju, na bardzo ważnej misji. A tak naprawdę... nie ma go już z nami na tym świecie:
-Odpowiesz mi?- wyrwał mnie z zamyśleń
-Filip, to bardzo długa i trudna przede wszystkim rozmowa...- zaczęłam
-Mam 10lat. Jak powiesz- zrozumiem- powiedział
-Dobrze. Mario czyli twój tata...-
-Przyjedzie?- zaczął się cieszyć- Nie widziałem go od... od keidy się urodziłem!!
-I raczej nie zobaczysz...- posmutniałam- Tata zginął w wypadku... i gdyby pomyśleć, żeby to miało sie skończyć tak jak było planowane- zobaczyłam łzy na twarzy nastolatka
-Ale mamo? O czym ty mówisz??- chciał wiedzieć
-Nie wiem, czy nie jesteś za mały na takie tematy- westchnęłam
-Sama mówiłaś, że im szybciej się dowiem, tym łatwiej będzie mi przez to przejść- przypomniał mi
-Więc słuchaj. Jeśli wszystko byłoby dobrze, byłoby was dwóch. Już raz, zanim się urodziłeś byłam w ciąży, miałbyś siostrzyczkę albo braciszka... Ale nie masz, straciłam dziecko już w 1 miesiącu..- po mojej twarzy spłynęła łza, a mój synek mnie przytulił
-Mamo, milczałaś przez 10 lat i nic nie dałaś po sobie poznać, jesteś taka silna...- zamyślił się- Ale dlaczego dziecko się nie narodziło?
-Bo... był taki Hubert Jasiński.. Co... On jak się dowiedział, ze ja i twój tata spodziewamy się dziecka, chciał mnei upokorzyć psychicznie i mnie pobił wtedy. Teraz zabil twojego tatę... -znowu zaczęłam płakać- I właśnie przez to, że raz już poroniłam... mógłbyś się nie narodzić. Ale kiedy lekarz powiedział , że mam wybrać, że albo ja umrę, albo ty, ja wybrałam siebie. Lekarzom udało się mnie uratować. Mało i byś nie miał wogóle rodziców...
-Mamo, tyle dla mnie poświęciłaś... A co to tego Huberta (opisał wygląd) on... był kiedyś na treningu i chciał mnie zabrać samochodem do domu... Żebym wiedział wcześniej...- zamyślił się- Dobrze ja już pójdę, i tak jestem spóźniony na treniing
Nawet nie zwrócilam uwagi na to, ze on powiedział , że widział Jasińskiego na treningu i wgl... O matko co ja zrobiłam! Chciałam jeszcze zatrzymać syna ale nie zdołałam..
*2 godziny później*
Jestem na miejsu wypadku. Ile sił w nogach pobiegłam do centrum zdarzenia gdzie przebywał mój Filip. Stał przerażony i spoglądał z pogardą na leżącego i zakrwawionego Huberta:
-Co tu się stało?!- krzyknęłam- Co on mu zrobił?!
-Jak udało nam się ustalić pański syn wraz z kolegą zaplanowali ta intrygę. Tata jego kolegi jest policjantem więc to by wyjaśniało posiadanie pistoletu przez nastolatków. Dalszy przebieg zdarzeń chcemy zaobserwować przez nagrane z monitoringu stadionowego kamery. Narazie to tyle. -wytłumaczył policjant
-Filip choć tu!- przytuliłam zdruzgotanego syna i sama popłakałam- Synku... dlaczego ?- wydusiłam z siebie po chwili..
-Mamo, tyle dla mnie zrobiłaś i robisz a on ci w tym przeszkadza. On nie zasługiwał na życie...
---------------------------------------------
Nikt się chyba nei spodziewał ze 12-latek zabije Jasińskiego cooo? :D Taka tam supajzd :* Ale kiedyś pod rozdziałem pisałyście, że on nie powinien żyć.. więc... nie żyje hahaha :D
I teraz podziękowania:
Dziękuję wszystikim tym dzięki którym wrobiłam się w pisanie, tym którzy byli ze mną od początku ale i tym którzy dokłączyyli w trakcie. Bardzo mi będzie was brak, także zakładam nowego bloga i liczę że właśnie tam się spotkamy :* (Jeżeli są zainteresowani czytaniem nowego bloga, niech zaglądają na tego. Myślę, że w sobote/niedziele pojawi się info czy będę pisać czy nie. Bo nie bardzo wiem o kim. Pomysł mam ale nie wiem jak wyjdzie. W każdym razie zobaczy.y w weekend :) )
Pozdrawiam już po raz ostatni na tym blogu :)
NN:
Chelsea (Andrea Schurlle) czy Arsenal (Mesut Oezil). Pls odp :*
środa, 26 marca 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
80- Szczęśliwe rozwiązanie :)
*Mario*
Z sali wyszedł lekarz:
-Gratuluję, może pan zobaczyć synka- powiedział uradowany lekarz a ja nie wiedziałem czy cieszyć się czy płakać
-ODDAJCIE MI ŻONĘ!!!!!!!!- krzyczałem
-Proszę się uspokoić! - mówił lekarz
-Mieliście zrobić wszystko co w waszej mocy i co!? Umarła! Nigdy jej nie zobacze!!!- mój krzyk mieszał się z placzem
-Panie Goetze! Niech pan przestanie- krzyknął a ja zamilkłem- Pani Laura żyje! Jest niezwykle silną kobietą, ale szanse były znikome. Jest 1kobietą na bardzo wiele która nie umarła - ucieszył się
-Mogę.. mogę do niej wejść?- spytałem nieśmiale ale byłem bardzo ucieszony
-Oczywiście tylko spokojnie i cicho panie Goetze- upomniał mnie lekarz a ja skomentowałem to uśmciechem
*Laura*
Urodziłam!!! Trzymam właśnie na ręcach mojee szczęscie! Tak dokładnie! Ja żyję! Udało się.. Jestem taka zadowolnona. Ciekawi mnie jedynie co z Mario. Jak przyjął ten list i jak bardzoo będzie na mnie zly.
Po jakimś czasie uslyszłam głośnie rozmowy a momentami krzyki na korytarzu szpitalnym. To chyba ostra wymiana zdań pomiędzy Mario a lekarzem. Oby to nie było nic poważnego...
Nagle do sali po cohu wszedł Mario. Uśmiechnął się:
-Udało się! Ty żyjesz i mały żyje- uśmeichnął się
-Przepraszam, że nic nie powiedziałam. Dosyć było problemów- zaczęłam tłumaczyć
-Nie rozmawiajmy o tym. Teraz najważniejszy jest ten mały gość. Słodziaka mi urodziłaś, wiesz?- pocałował mnie, na co uśmiechnęłam się
-Mario jedź do domu i przywieź mi rzeczy.- poprosiłam
-Kiedy będziesz mogła wyjść?- spytał
-Napewno nie dzisiaj ani nie jutro. Wiesz, ze żyję, ale mam napewno jakieś braki w ograniźmie i pewnie mnie nie wypuszczą, czuję się troche słabo puki co.- stwierdziłam
-Dobrze, trzymajcie się za jakiś czas zadzwonię- pocałował małego w główkę a mnie w czoło po czym odszedł
-I widzisz, tatuś sobie poszedł- uśmiechnęłam się do małego
-Można?- spytała pielęgniarka uchylając drzwi
-Tak proszę- odpowiedziałam
-Będę zmuszona zabrać pani synka. Trzeba mu zrobić wszelkie badania- oznajmiła zabiarając mi z rąk Filipa
-Długo to potrwa?-spytałam a w odpowiedzi usłyszałam, że z 10-15 minut
I rzeczywiście, nie długo potem pielęgniarka przyniosła mi małego, miała same dobre wieści:
-Świetnie, wszystkie punkty w skali appgar i chyba nie będzie się rozwijął jak wcześniak ale jak normalny chłopiec- uśmeichnęła się
*miesiąc później*
Jesteśmy już w domu, Laura poszła ułożyć Filiego do snu, kilka chwil potem poszedłem do sypialni gdzie mały akurat zasypiał. Przytuliłem od tyłu Laurę:
-Nie wyobrażam sobie jak by ciebie nie było- pocałowałem żonę
-Nie wątpię, że dałbyś sobie radę- uśmiechnęła się
-Ale nic nie było by tak samo. Cieszę się że wszytko jest tak jak miało być od początku. Chocmy już spać- zaproponowałem
*Laura*
Nastepnego dnia obudziłam sie o ... 9!!! O fuck! Miałam nakarmić Filipa apół godziny temu!! Zerwałam się na równe nogi i spojrzałam do łóżeczka, ale małego tam nie było tam nie było... Zbiegłam na dół a tam ujrzałam... Mario z Fillim na rękach, trzymającego butelkę i karmiącego małego.:
-Mario nakarmiłeś go?- spytłam uradowana
-Spałaś a on się obudził więc postanowiłem go zabrać na dół- uśmiechnął się
-Ale to jest baldzo gzecne dzieciątkoo- powiedziałam do małego a ten zaczał się śmiać kiedy pogłaskałam go po nosku.
-Wiadmo, bo nasze :D- zaśmiał się Mario
-Wogóle w nocy nie płakałeś, dzielny chłopiec-
-Za tatusiem- ujął się honorem Mario
-Tak yhym wmaiwaj sobie- wzięłam od niego Filipa i usiałam przy stole
Zadzwonił dzwonek do drzwi:
-Otworzę- powiedziął Mario
-Dzień dobly, psyslismy zobacyć Filipka- powiedziła... Lili!!
-Hej mała!- poczochrałem ją
-Ja wćale nie jeśtem taka mała!- oburzyła się
-Nie obrażaj się, bo Filip się pogniewa- zaśmiałem się
-No hej tatusiek!- przwywitał mnie Marco
-Cześć wam- powiedziała Luiza
-Hejka, wchodźcie!- zaprosiłem ich,
Siedzieliśmy rozmawiając a Lili bawiła się z Fillim. Zeszło nam sporo czasu bo aż do 10 wieczorem :)
----------------------------
Ostatni i... epilogg :D
I taki infoo. Nowego bloga nie bd. Sory nwm o kim mam pisać. Dajcie jakieś propozycje bo mam pomysła i twierdzę że szkoda jak by się zmarnowal ;( Będę pisała o tym o kim będziecie chciały (jeżeli wogóle) Bo nie mam pomysła z kim moze być blog...
Z sali wyszedł lekarz:
-Gratuluję, może pan zobaczyć synka- powiedział uradowany lekarz a ja nie wiedziałem czy cieszyć się czy płakać
-ODDAJCIE MI ŻONĘ!!!!!!!!- krzyczałem
-Proszę się uspokoić! - mówił lekarz
-Mieliście zrobić wszystko co w waszej mocy i co!? Umarła! Nigdy jej nie zobacze!!!- mój krzyk mieszał się z placzem
-Panie Goetze! Niech pan przestanie- krzyknął a ja zamilkłem- Pani Laura żyje! Jest niezwykle silną kobietą, ale szanse były znikome. Jest 1kobietą na bardzo wiele która nie umarła - ucieszył się
-Mogę.. mogę do niej wejść?- spytałem nieśmiale ale byłem bardzo ucieszony
-Oczywiście tylko spokojnie i cicho panie Goetze- upomniał mnie lekarz a ja skomentowałem to uśmciechem
*Laura*
Urodziłam!!! Trzymam właśnie na ręcach mojee szczęscie! Tak dokładnie! Ja żyję! Udało się.. Jestem taka zadowolnona. Ciekawi mnie jedynie co z Mario. Jak przyjął ten list i jak bardzoo będzie na mnie zly.
Po jakimś czasie uslyszłam głośnie rozmowy a momentami krzyki na korytarzu szpitalnym. To chyba ostra wymiana zdań pomiędzy Mario a lekarzem. Oby to nie było nic poważnego...
Nagle do sali po cohu wszedł Mario. Uśmiechnął się:
-Udało się! Ty żyjesz i mały żyje- uśmeichnął się
-Przepraszam, że nic nie powiedziałam. Dosyć było problemów- zaczęłam tłumaczyć
-Nie rozmawiajmy o tym. Teraz najważniejszy jest ten mały gość. Słodziaka mi urodziłaś, wiesz?- pocałował mnie, na co uśmiechnęłam się
-Mario jedź do domu i przywieź mi rzeczy.- poprosiłam
-Kiedy będziesz mogła wyjść?- spytał
-Napewno nie dzisiaj ani nie jutro. Wiesz, ze żyję, ale mam napewno jakieś braki w ograniźmie i pewnie mnie nie wypuszczą, czuję się troche słabo puki co.- stwierdziłam
-Dobrze, trzymajcie się za jakiś czas zadzwonię- pocałował małego w główkę a mnie w czoło po czym odszedł
-I widzisz, tatuś sobie poszedł- uśmiechnęłam się do małego
-Można?- spytała pielęgniarka uchylając drzwi
-Tak proszę- odpowiedziałam
-Będę zmuszona zabrać pani synka. Trzeba mu zrobić wszelkie badania- oznajmiła zabiarając mi z rąk Filipa
-Długo to potrwa?-spytałam a w odpowiedzi usłyszałam, że z 10-15 minut
I rzeczywiście, nie długo potem pielęgniarka przyniosła mi małego, miała same dobre wieści:
-Świetnie, wszystkie punkty w skali appgar i chyba nie będzie się rozwijął jak wcześniak ale jak normalny chłopiec- uśmeichnęła się
*miesiąc później*
Jesteśmy już w domu, Laura poszła ułożyć Filiego do snu, kilka chwil potem poszedłem do sypialni gdzie mały akurat zasypiał. Przytuliłem od tyłu Laurę:
-Nie wyobrażam sobie jak by ciebie nie było- pocałowałem żonę
-Nie wątpię, że dałbyś sobie radę- uśmiechnęła się
-Ale nic nie było by tak samo. Cieszę się że wszytko jest tak jak miało być od początku. Chocmy już spać- zaproponowałem
*Laura*
Nastepnego dnia obudziłam sie o ... 9!!! O fuck! Miałam nakarmić Filipa apół godziny temu!! Zerwałam się na równe nogi i spojrzałam do łóżeczka, ale małego tam nie było tam nie było... Zbiegłam na dół a tam ujrzałam... Mario z Fillim na rękach, trzymającego butelkę i karmiącego małego.:
-Mario nakarmiłeś go?- spytłam uradowana
-Spałaś a on się obudził więc postanowiłem go zabrać na dół- uśmiechnął się
-Ale to jest baldzo gzecne dzieciątkoo- powiedziałam do małego a ten zaczał się śmiać kiedy pogłaskałam go po nosku.
-Wiadmo, bo nasze :D- zaśmiał się Mario
-Wogóle w nocy nie płakałeś, dzielny chłopiec-
-Za tatusiem- ujął się honorem Mario
-Tak yhym wmaiwaj sobie- wzięłam od niego Filipa i usiałam przy stole
Zadzwonił dzwonek do drzwi:
-Otworzę- powiedziął Mario
-Dzień dobly, psyslismy zobacyć Filipka- powiedziła... Lili!!
-Hej mała!- poczochrałem ją
-Ja wćale nie jeśtem taka mała!- oburzyła się
-Nie obrażaj się, bo Filip się pogniewa- zaśmiałem się
-No hej tatusiek!- przwywitał mnie Marco
-Cześć wam- powiedziała Luiza
-Hejka, wchodźcie!- zaprosiłem ich,
Siedzieliśmy rozmawiając a Lili bawiła się z Fillim. Zeszło nam sporo czasu bo aż do 10 wieczorem :)
----------------------------
Ostatni i... epilogg :D
I taki infoo. Nowego bloga nie bd. Sory nwm o kim mam pisać. Dajcie jakieś propozycje bo mam pomysła i twierdzę że szkoda jak by się zmarnowal ;( Będę pisała o tym o kim będziecie chciały (jeżeli wogóle) Bo nie mam pomysła z kim moze być blog...
sobota, 22 marca 2014
79- Chwila prawdy..
*Laura 8 miesięcy później*
-Mario to już!!- krzyknąłam zwijając się z bólu
-Ale co?- spytał zdezoriętowany
-Nie pal głupka! Ja rodzę!!!- krzyknąłem
Mario przybiegł po schodach i szybko wziął mnie na ręce następnie udalismy się do samochodu:
-Ałł! Mario szybciej!!- mówiłam ledwo dając radę oddychać
-Kur*a! Czerwone! Dupa, jedziemy!- chyba przejechaliśmy na czerwonym
Nie spakowaliśmy moich rzeczy. Pewnie dopiero kiedy będzie bardziej spokojnie Mario pojedzie po nie do domu, ja zabrałąm natomiast list, który miałam wręczyć mojemu ukochanemu, kiedy ostatni raz go ujrzę.
*Mario*
jechałem tak szybko jak się dało. Przejechałem na czerwonym i pędzimy 180 km/h. :
-Kur*a mać! Stoją!- wkurzyłem się
-Co?- spytała siedząca na tylnim siedzeniu Laura
-Dzień dobry- poszedł policjant
-Pani władzo, my nie mamy czasu, zona rodzi! Musimy jechać. Ja zapłace skontaktuje sie cokolwiek ale musimy jechać!!! Niech pan zrozumie!!- wykrzyczałem jednym tchem
-W takim razie szczęśliwego rozwiązania, do widzienia- nie zwykle mile nas pożegnał
Po czym znowu zaczeliśmy gnac:
-Mario, ja ne wytrzymuję!! Mario ał!! Boli- krzyczała
-Spokojnie już jesteśmy!- zostawiłem samochód prawie na środku parkingu ale trudno. Wziąłęm Laurę na ręce i pobiegłem:
-Dzień dobry. Niech pani da wózek!- powiedziałem recepcjonistce
-Co się dzieje?- spytał Lekarz
-Kobieta rodzi!- krzyknęła pielęgniarka i szybko zabrałą Laurę
-Mogę iść z nią?- krzyknąłem za lekarzami
-Zostań. Ja ci wytłumaczę. Ja nie dam rady będzie list!- powiedziła bardzo słabym głosem Laura po czym odjechali z wózkiem. Pobiegłem pod salę, gdzie miał się urodzić mój synek i czekałem pod drzwiami.
W mojej głowie dudnily słowa: 'Jak nie dam rady będzie list' ????! Nie wiem, ja mam zawsze czarne myśli, a szczegolnie w takich momentach. Ale coś mi mówi , ze bedzie źle. Staram się tak nie myśleć, ale boje się, że Laura czegoś mi nie powiedziała...
*Laura*
-Jeszcze 10 minut pani poczeka, zaraz zobaczymy. Tylko spokojnie, niech pani oddycha, glęboko- przykazał mi lekarz
-Panie doktorze- powiedziałam cicho
-Co sie dzieje!?- podbiegł, myslac ze coś się stało
-Niech pan da ten list Mario. Siedzi na korytarzu zapewne- powiedziałam i przekazałam list
*Mario*
Wyszedł lekarz, a ja od razu udałem się na konsultację:
-Jak z żoną?- spytałem poddenerwowany
-Chwila prawdy- powiedział lekarz
-To znaczy?- powiedziałem a on się zaśmiał
-Nie wiem, kazała panu przekazać- podał mi kopertę
Nie czekając ani chwli dłużej zacząłem czytać:
"Mario...
Ty wiesz ile dla mnie zmaczysz. Kocham Cię nad życie, tak jak Filipa. Ale właśnei teraz poswięcam swoją milość do Filipa. Albo on, albo ja. Nie byłabym matką, jeżeli wybrałabym siebie i swój cholerny egoizm. Filip jest częscią mnie której nie chcę stracić.
Wtedy w szpitali na badaniach, nie kazałam Ci wchodzić. Bałam się. Okazało się że wykryto komplikacje, a wszystko przez to, że już raz straciłam dziecko.
Lekarz kazał mi wybierać za wczasu. Nie musiałabym się męczyć tylko usunęli by Filipa. To była chwila prawdy. Nie myślałam długo. Bo dla prawdziwej matki najważniejsze jest szczęscie dziecka. Odpowiedziałam : Nie. Nie usuniecie Filipa.
Teraz pragnę cię przeprosić za wszystki trudy i znoje, za wszystkie ciężkie dni i godziny. Ale i podziękować za wszystko co było cudowne i za Filipa.
Teraz jeszcze proszę Cię o jedno. O to, zebyś kochał go tak jak mnie kochałeś i jak zawsze powtarzałeś, ze całego siebie włożysz w wychowanie naszego syna. Wierzę, że nie oddasz nigdzie Filiego i zajmiesz się nim jak najlepiej potrafisz.
Szanse mojego przeżycia są napawdę niewielkie. A ja nie wierze w cuda. Więć chcę się z wami pożegnać i całuję po raz ostatni. Ucałuj ode mnie synka i wytłumacz mu wszytsko jeślibyśmy juz się nie zobaczyli a raczej tak będzie. Wierzę , że laekarze zrobią co mogą ale raczej nie wiele będą w stanie mi pomóc.. Żegnajcie...
Kocham Was Laura :* "
Zza drzwi dobiegał głośny płacz małego dziecka; urodził mi się syn. Straciłem żonę. W tym momencie uświadomiłem sobie, że ... że to koniec.... Zacząłem głośno płakać, straciłem najważniejszą osobę w mym życiu...
---------------------------------
:DDDD YHYHYHY nie zabijajcie plizzz :** :D 80 i epilog :) coraz blizej koncaaa... a ja nwm z kim następny blog ;xx
-Mario to już!!- krzyknąłam zwijając się z bólu
-Ale co?- spytał zdezoriętowany
-Nie pal głupka! Ja rodzę!!!- krzyknąłem
Mario przybiegł po schodach i szybko wziął mnie na ręce następnie udalismy się do samochodu:
-Ałł! Mario szybciej!!- mówiłam ledwo dając radę oddychać
-Kur*a! Czerwone! Dupa, jedziemy!- chyba przejechaliśmy na czerwonym
Nie spakowaliśmy moich rzeczy. Pewnie dopiero kiedy będzie bardziej spokojnie Mario pojedzie po nie do domu, ja zabrałąm natomiast list, który miałam wręczyć mojemu ukochanemu, kiedy ostatni raz go ujrzę.
*Mario*
jechałem tak szybko jak się dało. Przejechałem na czerwonym i pędzimy 180 km/h. :
-Kur*a mać! Stoją!- wkurzyłem się
-Co?- spytała siedząca na tylnim siedzeniu Laura
-Dzień dobry- poszedł policjant
-Pani władzo, my nie mamy czasu, zona rodzi! Musimy jechać. Ja zapłace skontaktuje sie cokolwiek ale musimy jechać!!! Niech pan zrozumie!!- wykrzyczałem jednym tchem
-W takim razie szczęśliwego rozwiązania, do widzienia- nie zwykle mile nas pożegnał
Po czym znowu zaczeliśmy gnac:
-Mario, ja ne wytrzymuję!! Mario ał!! Boli- krzyczała
-Spokojnie już jesteśmy!- zostawiłem samochód prawie na środku parkingu ale trudno. Wziąłęm Laurę na ręce i pobiegłem:
-Dzień dobry. Niech pani da wózek!- powiedziałem recepcjonistce
-Co się dzieje?- spytał Lekarz
-Kobieta rodzi!- krzyknęła pielęgniarka i szybko zabrałą Laurę
-Mogę iść z nią?- krzyknąłem za lekarzami
-Zostań. Ja ci wytłumaczę. Ja nie dam rady będzie list!- powiedziła bardzo słabym głosem Laura po czym odjechali z wózkiem. Pobiegłem pod salę, gdzie miał się urodzić mój synek i czekałem pod drzwiami.
W mojej głowie dudnily słowa: 'Jak nie dam rady będzie list' ????! Nie wiem, ja mam zawsze czarne myśli, a szczegolnie w takich momentach. Ale coś mi mówi , ze bedzie źle. Staram się tak nie myśleć, ale boje się, że Laura czegoś mi nie powiedziała...
*Laura*
-Jeszcze 10 minut pani poczeka, zaraz zobaczymy. Tylko spokojnie, niech pani oddycha, glęboko- przykazał mi lekarz
-Panie doktorze- powiedziałam cicho
-Co sie dzieje!?- podbiegł, myslac ze coś się stało
-Niech pan da ten list Mario. Siedzi na korytarzu zapewne- powiedziałam i przekazałam list
*Mario*
Wyszedł lekarz, a ja od razu udałem się na konsultację:
-Jak z żoną?- spytałem poddenerwowany
-Chwila prawdy- powiedział lekarz
-To znaczy?- powiedziałem a on się zaśmiał
-Nie wiem, kazała panu przekazać- podał mi kopertę
Nie czekając ani chwli dłużej zacząłem czytać:
"Mario...
Ty wiesz ile dla mnie zmaczysz. Kocham Cię nad życie, tak jak Filipa. Ale właśnei teraz poswięcam swoją milość do Filipa. Albo on, albo ja. Nie byłabym matką, jeżeli wybrałabym siebie i swój cholerny egoizm. Filip jest częscią mnie której nie chcę stracić.
Wtedy w szpitali na badaniach, nie kazałam Ci wchodzić. Bałam się. Okazało się że wykryto komplikacje, a wszystko przez to, że już raz straciłam dziecko.
Lekarz kazał mi wybierać za wczasu. Nie musiałabym się męczyć tylko usunęli by Filipa. To była chwila prawdy. Nie myślałam długo. Bo dla prawdziwej matki najważniejsze jest szczęscie dziecka. Odpowiedziałam : Nie. Nie usuniecie Filipa.
Teraz pragnę cię przeprosić za wszystki trudy i znoje, za wszystkie ciężkie dni i godziny. Ale i podziękować za wszystko co było cudowne i za Filipa.
Teraz jeszcze proszę Cię o jedno. O to, zebyś kochał go tak jak mnie kochałeś i jak zawsze powtarzałeś, ze całego siebie włożysz w wychowanie naszego syna. Wierzę, że nie oddasz nigdzie Filiego i zajmiesz się nim jak najlepiej potrafisz.
Szanse mojego przeżycia są napawdę niewielkie. A ja nie wierze w cuda. Więć chcę się z wami pożegnać i całuję po raz ostatni. Ucałuj ode mnie synka i wytłumacz mu wszytsko jeślibyśmy juz się nie zobaczyli a raczej tak będzie. Wierzę , że laekarze zrobią co mogą ale raczej nie wiele będą w stanie mi pomóc.. Żegnajcie...
Kocham Was Laura :* "
Zza drzwi dobiegał głośny płacz małego dziecka; urodził mi się syn. Straciłem żonę. W tym momencie uświadomiłem sobie, że ... że to koniec.... Zacząłem głośno płakać, straciłem najważniejszą osobę w mym życiu...
---------------------------------
:DDDD YHYHYHY nie zabijajcie plizzz :** :D 80 i epilog :) coraz blizej koncaaa... a ja nwm z kim następny blog ;xx
czwartek, 20 marca 2014
78- Będzie chłopiec :)
*Laura*
Coraz blizej rozwiązania. Dzisiaj będę na kontroli u lekarza. Wstałam , ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Ciężko mi jest się normalnie, sprawnie przede wszystkim poruszać, w sumie to już 6 miesiąc ciąży. Tego wspaniałego dzisiejszego dnia poznam płeć dziecka. I Mario jak i ja chcielibyśmy żeby to był chłopiec. Nadalibyśmy mu imię Filip :* :
-O wstałaś już?- Mario przywitał mnie promiennym uśmeichem
-Tak, która godzina?- spytałam- Na 12 mam do ginekologa-
-Jeszcze czas, mamy 10- odpowiedział
-Siadaj a potem pojedziemy- lekko się zdziwiłam
-Ty też jedziesz?- spytałam
-Dziwne? Po 1. i najważniejsze to jest mój syn i muszę tam być, jak będą określali jego płeć
-Hahahah, skoro wiesz , ze to syn to po co chcesz jechać?- przerwałam mu ze śmiechem
-Bo ... każdy ekspert woli się upewnić- zamiał się
Szybko ogarnęliśmy dom po śniadaniu, zabrałam potrzebne mi rzeczy i ruszyliśmy w stronę szpitala. Mario zostawił samochód na parkingu i oczywiscie nie pozwolił mi samej iść do recepcji:
-Mario naprawdę, powiadam ci, nie musisz mni izolować przed światem i ludźmi- powiedziałam zdenerwowana za tę jego nadopiekuńczość ._.
-Ja cię nie izoluję, tylko co zrobisz jak napadnie na ciebie jakiś dres i kopnie cię w brzuch? Co?- nakręcał się
-Napewno nei poddam się bez walki- stałam twardo przy swoim
-Yhym, w takim stanie nie masz o co walczyć!-
-Ciąża to nie choroba, i nie rób ze mnie kaleki!- odpowiedziałam i nie czekając na nic wyszłam z samochodu
Mam już serdecznie dosyć tego trzymania mnie na łańcuchu. Przecież na ciąże się nie choruje, można się jedynie ograniczać ale bez przesady!
Weszłam do szpitala i udałam się na salę przyjęć. Do ginekologa była kolejka ale nie przesadnie długa. 2 panie przede mną. Obie na kontrolę:
-A pani zna już płeć?- spytałam
-Tak, będzie dziewczynka. - dopowiedziała
-Myślała już pani nad imieniem?-
-Chyba Olivia, podoba mi sie zdrobnienie Liv - uśmiechnęła się
-A u pani?- zwóciłam się do brunetki siedzącej dalej
-Też dziewczynka, myslałam o imieniu Nadia, jak moja siostra, która zmarła- posmutniała
-Przykro mi - okazałam wyrazy współczucia
-Nic nie szkodzi- uśmeichnęła się sztucznie
Czas zleciał dość szybko i lekarz ginekolog także nie zatrzymywał pacjentów w gabinecie, także za jakieś 15 minut nadeszła moja kolej. Mario postanowił wejść ze mną. Nic mu na to nie odpowiedziałam tylko poprostu wszedł.
Tak jak chceliśmy okazało się że będzie chłopiec. Na maksa uradowana wyszalm z gabinetu:
-Niech pani jeszcze zostanie chwilę- powiedział lekarz jakoś dziwnie patrząc się w komputer
-Ja też wejdę- powiedział Mario
-Zostań- przykazałam mu, bo minie ginekologa coś wyglądało mi na złe wieści
-Niech pani usiądzie- powiedział mi
-Komplikacje?- zapytałam po chwili
-Niestety...- spojrzał na mnie smutną miną lekarz
*Mario*
Nie chciałem się z nią kłócić, więc dałem spokój. Tylko zastanawiało mnie dlaczego nie kazała mi wejść. Zapytam ją kiedy wyjdzie, mam nadzieję, że to niedotyczy żadnych komplikacji związanych z ciążą, bo tego absolutnie bym nie przeżył...
-Laura!- uradowałem się kiedy wyszła- Co ci lekarz mówił?- spytałem
-Mario pogadamy w domu- szepnęła i uśmiechnęła się
Ten uśmeich mówił mi zazwyczaj prawdę, więc odetchnąłem z ulgą Chyba nic złego się nie dzieje.
-No to jak? Co mówił lekarz?- spytałem ponownie kiedy przekroczyliśmy próg domu
-Że wszystko w porządku- znów się uśmiechnęła
-To w takim razie czemu nie pozwoliłaś mi wejść?- spytałem podejrzliwie
-Bo są takie sprawy o których lekarz woli powiedzieć kobiecie kiedy jest sama, w sensie, że może partner kobiety ... być zazdrosny , że lekarze tak się troszczą... Nie wiem, lekarz kazał żebyś został więc zostałeś- zaczęła owijać i mądrze się wytłumaczyła
-Więc o czym ci 'mówił'?- usiadłem na kanapie
-O tym, żebym dużo odpoczywała i przede wszystkim żebym się nie denerwowała, czyli to najważniejsze. Bo nerwy prowadzą czasem do śmierci nienarodzonego dziecka- posmutniała
------------------------------------------------
Pragnę wszem i wobem poinformować, że koniec zbliza się WIELKIMI krokami. 2rozdziały i epilog :* I spotykamy się w blogu o Oezilu? Chyba że wolicie o kim innym czytać?
Coraz blizej rozwiązania. Dzisiaj będę na kontroli u lekarza. Wstałam , ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Ciężko mi jest się normalnie, sprawnie przede wszystkim poruszać, w sumie to już 6 miesiąc ciąży. Tego wspaniałego dzisiejszego dnia poznam płeć dziecka. I Mario jak i ja chcielibyśmy żeby to był chłopiec. Nadalibyśmy mu imię Filip :* :
-O wstałaś już?- Mario przywitał mnie promiennym uśmeichem
-Tak, która godzina?- spytałam- Na 12 mam do ginekologa-
-Jeszcze czas, mamy 10- odpowiedział
-Siadaj a potem pojedziemy- lekko się zdziwiłam
-Ty też jedziesz?- spytałam
-Dziwne? Po 1. i najważniejsze to jest mój syn i muszę tam być, jak będą określali jego płeć
-Hahahah, skoro wiesz , ze to syn to po co chcesz jechać?- przerwałam mu ze śmiechem
-Bo ... każdy ekspert woli się upewnić- zamiał się
Szybko ogarnęliśmy dom po śniadaniu, zabrałam potrzebne mi rzeczy i ruszyliśmy w stronę szpitala. Mario zostawił samochód na parkingu i oczywiscie nie pozwolił mi samej iść do recepcji:
-Mario naprawdę, powiadam ci, nie musisz mni izolować przed światem i ludźmi- powiedziałam zdenerwowana za tę jego nadopiekuńczość ._.
-Ja cię nie izoluję, tylko co zrobisz jak napadnie na ciebie jakiś dres i kopnie cię w brzuch? Co?- nakręcał się
-Napewno nei poddam się bez walki- stałam twardo przy swoim
-Yhym, w takim stanie nie masz o co walczyć!-
-Ciąża to nie choroba, i nie rób ze mnie kaleki!- odpowiedziałam i nie czekając na nic wyszłam z samochodu
Mam już serdecznie dosyć tego trzymania mnie na łańcuchu. Przecież na ciąże się nie choruje, można się jedynie ograniczać ale bez przesady!
Weszłam do szpitala i udałam się na salę przyjęć. Do ginekologa była kolejka ale nie przesadnie długa. 2 panie przede mną. Obie na kontrolę:
-A pani zna już płeć?- spytałam
-Tak, będzie dziewczynka. - dopowiedziała
-Myślała już pani nad imieniem?-
-Chyba Olivia, podoba mi sie zdrobnienie Liv - uśmiechnęła się
-A u pani?- zwóciłam się do brunetki siedzącej dalej
-Też dziewczynka, myslałam o imieniu Nadia, jak moja siostra, która zmarła- posmutniała
-Przykro mi - okazałam wyrazy współczucia
-Nic nie szkodzi- uśmeichnęła się sztucznie
Czas zleciał dość szybko i lekarz ginekolog także nie zatrzymywał pacjentów w gabinecie, także za jakieś 15 minut nadeszła moja kolej. Mario postanowił wejść ze mną. Nic mu na to nie odpowiedziałam tylko poprostu wszedł.
Tak jak chceliśmy okazało się że będzie chłopiec. Na maksa uradowana wyszalm z gabinetu:
-Niech pani jeszcze zostanie chwilę- powiedział lekarz jakoś dziwnie patrząc się w komputer
-Ja też wejdę- powiedział Mario
-Zostań- przykazałam mu, bo minie ginekologa coś wyglądało mi na złe wieści
-Niech pani usiądzie- powiedział mi
-Komplikacje?- zapytałam po chwili
-Niestety...- spojrzał na mnie smutną miną lekarz
*Mario*
Nie chciałem się z nią kłócić, więc dałem spokój. Tylko zastanawiało mnie dlaczego nie kazała mi wejść. Zapytam ją kiedy wyjdzie, mam nadzieję, że to niedotyczy żadnych komplikacji związanych z ciążą, bo tego absolutnie bym nie przeżył...
-Laura!- uradowałem się kiedy wyszła- Co ci lekarz mówił?- spytałem
-Mario pogadamy w domu- szepnęła i uśmiechnęła się
Ten uśmeich mówił mi zazwyczaj prawdę, więc odetchnąłem z ulgą Chyba nic złego się nie dzieje.
-No to jak? Co mówił lekarz?- spytałem ponownie kiedy przekroczyliśmy próg domu
-Że wszystko w porządku- znów się uśmiechnęła
-To w takim razie czemu nie pozwoliłaś mi wejść?- spytałem podejrzliwie
-Bo są takie sprawy o których lekarz woli powiedzieć kobiecie kiedy jest sama, w sensie, że może partner kobiety ... być zazdrosny , że lekarze tak się troszczą... Nie wiem, lekarz kazał żebyś został więc zostałeś- zaczęła owijać i mądrze się wytłumaczyła
-Więc o czym ci 'mówił'?- usiadłem na kanapie
-O tym, żebym dużo odpoczywała i przede wszystkim żebym się nie denerwowała, czyli to najważniejsze. Bo nerwy prowadzą czasem do śmierci nienarodzonego dziecka- posmutniała
------------------------------------------------
Pragnę wszem i wobem poinformować, że koniec zbliza się WIELKIMI krokami. 2rozdziały i epilog :* I spotykamy się w blogu o Oezilu? Chyba że wolicie o kim innym czytać?
wtorek, 18 marca 2014
77- Niespodziankaaaaa
*Mario*
-Mario, idź do góry do sypialni i ubierz się w to co leży na łóżku. Dobrze?- zapytała Laura
-Pewnie ale po co?- chciałem się dowiedzieć
-Później się dowiesz- uśmiechnęła się
Tak jak mi kazała poszedłem na górę, do sypialni i ujrzałem garnitur, do tego niebieską koszulę, krawat i buty. Nie docierało do mnie na początku o co mogłoby im chodzić, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że może to jakaś niespodzianka?
-Marioooo pospiesz się!- ponaglała mnie Laura
-Już scho... o Mój Boże!- zachwyciłem się wyglądem mojej żony
-Ale, że aż tak źle?- spytała z zmierzyła siebie wzrokiem
-Tak ale nie, znaczy odwrotnie- nie mogłem wydobyć z siebie żadnego słowa
-Jedźmy już- wyszliśmyz domu
-Dowiem się wreszcie gdzie mnie wieziesz? -spytałem kiedy usidła za kierownicą naszej Kiji
-Dowiesz się, ale teraz proszę cię zamknij oczy- powiedziała
-No dobrze.
Całą drogę jechałem w niepewności co tam ujrzę. Nagle samochód sie zatrzymał, usłyszałem trzaśnięcie drzwi:
-Laura. Laura?- bez odpowiedzi- Laura!- moja nie pochamowana ciekawość sprawiła że otworzyłem oczy, byłem w samochodzie, ale opócz mnie nikogo
Ujrzałem karteczkę. "Możesz wysiąść, potem prosto. Idź to tego wraku, zobacz co tam jest. Bałam się tam wejść, masakraaaa..."
Nie powiem trochę się przestraszyłem, brzmiało trochę jak groźba. Ale postanowiłem być facetem i poszedłem do "wraku". Szedłem tak mostem, a że było już około 20, lekko się ściemniało. Kiedy nagle błysnęło swiatło. Po chwili zgasło. Zdołałem zauważyć statek. Zastanawiało mnie tylko czemu na kartce było wrak?
Postanowiłem wejść do środka i nie ukrywam- z bijącym sercem. Nagle. Zawał:
-NIESPODZIANKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- zapaliło się światło już na dobre a z kryjówek wyszli moi przyjaciele, robiąc mi niespodziankę urodzinową
-O mój boże!! Ludzie ja mało co zawalu bym dostał!- złapałem się za serce
Potem przyjmowałem życzenia od znajomych. Już powoli wszytsko się wyjaśniało. Na przyjęciu byli ci, których zabrakło na dzisiejszym treningu, oraz Klopp, który wyskoczył z bananami, jak sie okazało, żeby mi zająć czas a reszta, żeby spokojnie ustaliła czas i miejsce imprezy. No i zwołanie na trening tez było celowe.
Kiedy przyjąłem życznia od znajomych/przyjaciół i trenera, na końcu kolejki stała Laura:
-Mario, chcę ci życzyć, zebyś nigdy się nie zmieniał. Bądź zawsze taki. Uśmiechnięty, szlony, kochany, i czasem niewyżyty, ale to nie jest błą charakteru, raczej zaleta- zaśmialiśmy się- no i życzę ci jeszcze żebyś mnie kochał i tak samo ją.. albo jego- położyła ręce na brzuch. Zacząłem ją całować i przytuliłem na koniec. To co mówiła było tak wzruszające, ale najbardziej to chyba te ostatnie słowa. Tak się cieszyłem, że mam przy sobie taką cudowną kobietę i niedługo będę miał z nia dziecko :)
-Dziękuję Wam wszystkim za wszystko. I tak, wasze zachowanie jest jak najbardziej uzasadnione- powiedziałem na co wszyscy się zaśmiali- Dziękuję również za prezenty, ale najważniejszy prezebt jaki dostałem, to ten z któego mam nadzieję, będę cieszył się do końca życia- uśmeichnąłem się w stornę mojej żony- Dzieco, które od niedawna nosi Laura. Dziękuję Ci kochanie- powiedziałem i z tego wszystkeigo po moich polikach spłynęły łzy szczęścia.
Wszyscy zaczęli głośno klaskać a potem gratulowali nam. Ten dzień był jednym z najprzyjemniejszych w moim dotychczasowym życiu.
Oczywiście jak to w naszym zwyczaju nasze szczęście uczciliśmy w kroplach alkocholu. Wiadmo Laura nie piła a towarzyswa dotrzymały jej Luiza Sara i Suzan.
*Laura*
Niespodzianka udała się w 100 % dzięki zaangażowaniu wszystkich osób, udało nam się zorganizować super przyjęcie urodzinowe dla naszego jubilata. Jest już około 12 w nocy, a zaproszeni goście nadal świetnie się bawią, a przede wszystkim kulturalnie i grzecznie. Nikt nie jest zlany alkocholem a ja za to strasznie zmęczona. Poszłam się położyć do jednej z kajut, i odpłynęłam w głęboki sen.
Kiedy obudziłam się rano, czułam się o niebo lepiej. Wyszłam z pokoju i weszłam na 'pokład' sprawdzić co działo się podczas mojej niobecności na imprezie, i jakie ewentualnie straty ponieśliśmy na wynajętym sprzęcie. Ku mojemu zdziwnieniu wszytko było w porzadku, tyle tylko, że brudne naczynia leżały na stole. Szybko uwinęłam się z ich ogarnięciem, a następnie złożyłam obrus i zmitotłam podłogę z okruchów głównie po chipsach.
Potem spowrotem szłam w stronę pokoju, zauważyłam , że Mario już nie śpi, więc spokojnie weszłam do jego pokoju i powiedziałam mu że musimy się zbierać, Mario nizadowolony takim obrotem sprawy wstał i pościelił łożę, po czym zadzwoniłam do właściciela...
*Mario*
Strasznie zmęczony i przytłoczony wiadomością, ze właśnie musimy się stąd zmyć, zacząłem wymyślać co by zrobić, aby przetrzymać jeszcze na tym statku, ale niebawem zjawił się tutaj właściel:
-Przepraszam czy mogę z panem na słówko?- spytałem
-Tak oczywiście-
Odpowiedział po czym oddaliliśmy się w kierunku łodzi. Na szczęście udało mi się załatwić co chciałem po czym zapłaciłem właścicielowi i poszliśmy do Laury:
-Dziękuje i dowidzenia :)- uśmiechnąłem się do pana
-Zapłaciłeś mu?- spytała Laura
-Tak- zaśmiałem się
-A kiedy zabierze łódź? Kiedy oddasz klucze właścicielowi?- dopytywała
-Klucze już są u właściciela- zaśmiałem się i pocałowałem moją żonę
-Że co? Kupiłeś statek?!?!?!- nie dowierzała
-Tak kupiłem :D
----------------------------------
Ogłoszenia parafialne : 1.Przewiduję, ze jeszcze może ze 3 rozdziały (najmniej) chyba , że będzie pomysł na więcej. A puki co nie ma :( No i co do zakończenia mam 3 wersję. Może być nieszczęście w szczęściu okazane po czasie? (hahahah pewnie nikt nie wie o co chodzi.) Db zrobie po swojemu, ale za zakończenie to mnie zabijecie :D xd Trudno się mówi :** 2. Nie chcę się z wami żegnać więc chciałabym spotkać się w następnym blogu. Teraz będzie mi brakowało pisania, więc chce zacząć jeszcze coś. Tylko prosiłabym o wasza opine pod tym rozdziałem na temat nowego. And now. Jaki piłkarz w roli głównej ? Myślałam na Özilem ale nie wiem wszystko od was zależy :**
-Mario, idź do góry do sypialni i ubierz się w to co leży na łóżku. Dobrze?- zapytała Laura
-Pewnie ale po co?- chciałem się dowiedzieć
-Później się dowiesz- uśmiechnęła się
Tak jak mi kazała poszedłem na górę, do sypialni i ujrzałem garnitur, do tego niebieską koszulę, krawat i buty. Nie docierało do mnie na początku o co mogłoby im chodzić, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że może to jakaś niespodzianka?
-Marioooo pospiesz się!- ponaglała mnie Laura
-Już scho... o Mój Boże!- zachwyciłem się wyglądem mojej żony
-Ale, że aż tak źle?- spytała z zmierzyła siebie wzrokiem
-Tak ale nie, znaczy odwrotnie- nie mogłem wydobyć z siebie żadnego słowa
-Jedźmy już- wyszliśmyz domu
-Dowiem się wreszcie gdzie mnie wieziesz? -spytałem kiedy usidła za kierownicą naszej Kiji
-Dowiesz się, ale teraz proszę cię zamknij oczy- powiedziała
-No dobrze.
Całą drogę jechałem w niepewności co tam ujrzę. Nagle samochód sie zatrzymał, usłyszałem trzaśnięcie drzwi:
-Laura. Laura?- bez odpowiedzi- Laura!- moja nie pochamowana ciekawość sprawiła że otworzyłem oczy, byłem w samochodzie, ale opócz mnie nikogo
Ujrzałem karteczkę. "Możesz wysiąść, potem prosto. Idź to tego wraku, zobacz co tam jest. Bałam się tam wejść, masakraaaa..."
Nie powiem trochę się przestraszyłem, brzmiało trochę jak groźba. Ale postanowiłem być facetem i poszedłem do "wraku". Szedłem tak mostem, a że było już około 20, lekko się ściemniało. Kiedy nagle błysnęło swiatło. Po chwili zgasło. Zdołałem zauważyć statek. Zastanawiało mnie tylko czemu na kartce było wrak?
Postanowiłem wejść do środka i nie ukrywam- z bijącym sercem. Nagle. Zawał:
-NIESPODZIANKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- zapaliło się światło już na dobre a z kryjówek wyszli moi przyjaciele, robiąc mi niespodziankę urodzinową
-O mój boże!! Ludzie ja mało co zawalu bym dostał!- złapałem się za serce
Potem przyjmowałem życzenia od znajomych. Już powoli wszytsko się wyjaśniało. Na przyjęciu byli ci, których zabrakło na dzisiejszym treningu, oraz Klopp, który wyskoczył z bananami, jak sie okazało, żeby mi zająć czas a reszta, żeby spokojnie ustaliła czas i miejsce imprezy. No i zwołanie na trening tez było celowe.
Kiedy przyjąłem życznia od znajomych/przyjaciół i trenera, na końcu kolejki stała Laura:
-Mario, chcę ci życzyć, zebyś nigdy się nie zmieniał. Bądź zawsze taki. Uśmiechnięty, szlony, kochany, i czasem niewyżyty, ale to nie jest błą charakteru, raczej zaleta- zaśmialiśmy się- no i życzę ci jeszcze żebyś mnie kochał i tak samo ją.. albo jego- położyła ręce na brzuch. Zacząłem ją całować i przytuliłem na koniec. To co mówiła było tak wzruszające, ale najbardziej to chyba te ostatnie słowa. Tak się cieszyłem, że mam przy sobie taką cudowną kobietę i niedługo będę miał z nia dziecko :)
-Dziękuję Wam wszystkim za wszystko. I tak, wasze zachowanie jest jak najbardziej uzasadnione- powiedziałem na co wszyscy się zaśmiali- Dziękuję również za prezenty, ale najważniejszy prezebt jaki dostałem, to ten z któego mam nadzieję, będę cieszył się do końca życia- uśmeichnąłem się w stornę mojej żony- Dzieco, które od niedawna nosi Laura. Dziękuję Ci kochanie- powiedziałem i z tego wszystkeigo po moich polikach spłynęły łzy szczęścia.
Wszyscy zaczęli głośno klaskać a potem gratulowali nam. Ten dzień był jednym z najprzyjemniejszych w moim dotychczasowym życiu.
Oczywiście jak to w naszym zwyczaju nasze szczęście uczciliśmy w kroplach alkocholu. Wiadmo Laura nie piła a towarzyswa dotrzymały jej Luiza Sara i Suzan.
*Laura*
Niespodzianka udała się w 100 % dzięki zaangażowaniu wszystkich osób, udało nam się zorganizować super przyjęcie urodzinowe dla naszego jubilata. Jest już około 12 w nocy, a zaproszeni goście nadal świetnie się bawią, a przede wszystkim kulturalnie i grzecznie. Nikt nie jest zlany alkocholem a ja za to strasznie zmęczona. Poszłam się położyć do jednej z kajut, i odpłynęłam w głęboki sen.
Kiedy obudziłam się rano, czułam się o niebo lepiej. Wyszłam z pokoju i weszłam na 'pokład' sprawdzić co działo się podczas mojej niobecności na imprezie, i jakie ewentualnie straty ponieśliśmy na wynajętym sprzęcie. Ku mojemu zdziwnieniu wszytko było w porzadku, tyle tylko, że brudne naczynia leżały na stole. Szybko uwinęłam się z ich ogarnięciem, a następnie złożyłam obrus i zmitotłam podłogę z okruchów głównie po chipsach.
Potem spowrotem szłam w stronę pokoju, zauważyłam , że Mario już nie śpi, więc spokojnie weszłam do jego pokoju i powiedziałam mu że musimy się zbierać, Mario nizadowolony takim obrotem sprawy wstał i pościelił łożę, po czym zadzwoniłam do właściciela...
*Mario*
Strasznie zmęczony i przytłoczony wiadomością, ze właśnie musimy się stąd zmyć, zacząłem wymyślać co by zrobić, aby przetrzymać jeszcze na tym statku, ale niebawem zjawił się tutaj właściel:
-Przepraszam czy mogę z panem na słówko?- spytałem
-Tak oczywiście-
Odpowiedział po czym oddaliliśmy się w kierunku łodzi. Na szczęście udało mi się załatwić co chciałem po czym zapłaciłem właścicielowi i poszliśmy do Laury:
-Dziękuje i dowidzenia :)- uśmiechnąłem się do pana
-Zapłaciłeś mu?- spytała Laura
-Tak- zaśmiałem się
-A kiedy zabierze łódź? Kiedy oddasz klucze właścicielowi?- dopytywała
-Klucze już są u właściciela- zaśmiałem się i pocałowałem moją żonę
-Że co? Kupiłeś statek?!?!?!- nie dowierzała
-Tak kupiłem :D
----------------------------------
Ogłoszenia parafialne : 1.Przewiduję, ze jeszcze może ze 3 rozdziały (najmniej) chyba , że będzie pomysł na więcej. A puki co nie ma :( No i co do zakończenia mam 3 wersję. Może być nieszczęście w szczęściu okazane po czasie? (hahahah pewnie nikt nie wie o co chodzi.) Db zrobie po swojemu, ale za zakończenie to mnie zabijecie :D xd Trudno się mówi :** 2. Nie chcę się z wami żegnać więc chciałabym spotkać się w następnym blogu. Teraz będzie mi brakowało pisania, więc chce zacząć jeszcze coś. Tylko prosiłabym o wasza opine pod tym rozdziałem na temat nowego. And now. Jaki piłkarz w roli głównej ? Myślałam na Özilem ale nie wiem wszystko od was zależy :**
sobota, 15 marca 2014
76- '...miała być niespodzianka...'
*Mario*
To wczorajsz ebyło jakieś dziwne. Ale po przespanej nocy czuję się jak nowo narodzony, a do tego zapomniałem o tych dziwactwach jakie wygadywałą ta cała ekipa na czela z Kloppem i Laurą.
Właśnie obudziłem się i zdałem sobie, że dzisiaj jest 3 czerwca a więc moje urodziny! I trening do tego. Ale spoczkooo wyrobimy się może do 12. 30 góra 13 i jestem w domu, Prowiant kupiony a więc razem z Laurą będziemy świętować. A co do Laury, to chyba się juz obudziła, bo nie ma jej w łóżku obok mnie. Wstałem wziąęłm ubrania, z zamierem skorzystania z toalety ale była zajęta. Czyli odanalazłem moją zgubę.:
-Hejj , długo będziesz?- spyttałem
-Mario, weź idź na dół dobrze?- poprosiła
-Po co? Poczekam- oparłem się o fytrynę drzwi
-Idź jak cię proszę!- rozkazała. Ja tylko przewróciłem oczami i poszedłęm trzaskając drzwiami. Nie wiem co się ostatnio dzieje wszędzie. Od wczoraj wszyscy zachwuja się jakoś ... conajmniej dziwnie.
*Laura*
Obudziłam się o 4 nad ranem. Pech chciał, ze źle się poczułam i zaczęłam wymiotować. Wszystkie objawy wskazywały mi na jedno. Raz już byłam w ciąży więc mniej więcej oriętuję sie w temacie. Ale z wykonaniem testu który nie wiem jakim cudem znalazłam w torebce, wstrzymałam się do rana, kiedy będzie już widno.
I jakoś o 8, tak żeby nie obudzić Mario zaszyłam się w łazience. Ale ja zawsze muszę mieć pecha, wiec Mario prawie mnie naszedł. Moje szczęście , ze zakluczyłam drzwi. A zdenerwowana czekaniem na wynik testu musiałam jakoś pozbyć się Mario więc nakrzyczałam na niego w ostateczności. Głupio wyszło ale cóż.
No i jest wynik! Jestem w ciąży! Kidy pierwszy raz zaszłam w ciążę moja twarz była zalana łzami smutku, teraz jestem natomiast przeszczęśliwa.!
Szybko zbiegłam na dół, zabierając ze sobą jeszcze pakunek dla Mario. Zadastałam go w kuchni przybitego. Siedział przy stole i wpatrzony smutnym wzorkiemm był w podłogę:
-Najlepszego kochanie!- pocałowałam go
-Dzięki- uśmeichnął się i odłożył paczkę
-Nie otworzysz?- spytałem- Jeśli chodzi ci o to dziwne zachowanie, to częściowo teraz częściowo później wszytsko się wyjaśni. Obiecuję. A teraz otwieraj ten prezent no!- pospieszyłam go a on wykonał moją prośbę
-Jak pięknie pachną! Dziękuję- pocałował mnie
-Jeuzuuu! człowieku podkręć tępo i szukaj dalej bo wyjdę z siebie!- denerwowałam się śmiejąc
-A co to jest!? Że jak!? Jesteś w ciąży!?!?!?!?!??!?!?- wyjął test z paczki i z wrażenia wstał
-Miała być niespodzianka, więc musiałeś udostępnić mi łazienkę... - zaśmiałam się a Mario zaczął mnie całować
-Kocham Cię!- mówił między pocałunkami, a potem wręcz zrywał ze mnie ubrania i takim oto sposobem spowrotem wylądowaliśmy w sypialni, z któej przed chwilą udało nam się wyjść :)
-Mariooo-szepnełam do ucha mojemu ukochanemu
-Słucham księżniczko?
-Nie powinieneś być już na treningu?- zamruczałam mu do ucha
-Dzisiaj sobie odpuszczę- pocałował mnie
-Co!? Nie !!- krzyknęłam i wstałam- Klopp powiedział, że musisz być no bo ten... zaraz mecz... LM...-
-Za miesiąć Laura, za miesiąć- starał się opanować sytuację
Ja nie zwklekając ani chwili dłużej wyciągnęłam telefon i tak aby Mario nie zauważył napisałam sms-a do Jurgena "Skąplikowało się :( Niech pan go ściągnie na trening.... Proszęęęę" . Trener szybko odebrał moją wiadomość albo to takie przyciąganie w myślach, bo chwilę później rozległ sie dźwięk telefonu Mario:
-Halo?
-...
-Tak?
-...
-Ale czy to konieczne?
-...
-Dobrze, zaraz będę- powiedział i rozlączył się a ja stojąca za drzwiami niemogłam wytzymać ze śmiechu, jednak postanowiłam szybko sie opanować
-Nie wiem co to ma być, bo uważam że to jest jakieś dziwne. Ale muszę jechać bo rzeczywiście mecz będzie.- westchnął a ja skomentowałam to tylko nic nie znaczącym uśmiechem
Kiedy przez okno zauważyłam , ze Mario już odjeżdża zadzwoniłam po chłopaków z BvB. Do tego jeszcze zaprosiłam Sarę i Suzan. Wszscy bardzo szybko się zjawili i zaczęliśmy przygotowania:
-Ej chłopaki ten garnitur będzie pasował? -spytałam
-Ten ze ślubu? Weź.. Trzeba nowy załatwić- skrzywił się Nuri
-No ale jak? Na kobo będziemy przymierzać? Na mnie!?- zaśmiałam się
-No to mam pomysła. Paczcie. Ja z nim kupowałem garniak na ślub więc pojade po niego. Tyolko wezmę rozmiar. Dziewczyny ze mną bo wiadmo sukienki, a reszta ekipy zostaje i zamawia- zasugerował Marco
-No nie wiem... Zostawić ich samych w domu- wsakzałam na chłopaków, a oni mi pomachali- Dobra ale jak schrzanicie... Nie ręczę za siebie- uśmiechnęłam się i wyszliśmy
Dojechaliśmy pod jeden ze sklepów. Wysadziłyśmy tam Marco, a same udałyśmy się po sukienki.
Taką kupiła Sara, która zawsze miała tendencję do czarno-białego. Taką Luiza, a Suzan tą. Ja znalazłam piękną niebieską koronkę a do tego szpilki. Zadaniem Marco, było do garnituru dopasować koszulę, więć kiedy pojechałyśmy nie był jeszcze zdecydowany. Pokazałam mu sukienkę i od razu wszystko sprawniej poszło. Obkupieni i pełni strachu przed zastaniem domu pojechaliśmy w jego kierunku. Na szczeście dom nie był rozniesiony w przestworza, a chloapcy siedzieli grzeczni w salonie i wszystko było juz gotowe. Ale naszym kolejnym powodem do niepokoju był czas. już 13, czyli Mario wraca z treningu szybko pozbyłam się chłopaków i zdążyli odjechac przed przyjazdem Mario, który wrócił o 15 (bo Jurgenowi udało się go zatrzymać na "głupich gadkach", żebyśmy zdążyli wszystko przygotować). Mieliśmy cztery godziny, a po uszykowaniu obiadu i ogarnięciu domu zpstało 1,5:
-Jak na treningu?- spytałam
-Jakos dziwnie, skoro mamy grać mecz i Klopp nie pozwolił mi nie przyjść, to ciekawe dlaczego nei było większośco chłopaków? dziwne- zamyślił się
-Może coś im wyszkoczyło?- stwierdziłam pewnie, nie dając po sobie nic poznać, a ze odwrócona byłam tyłem wychodziło mi to.
Spojrzałam na zegarek, dochodziła 18.30. Żeby wyrobić się na 19, trzeba było się zbierać...
To wczorajsz ebyło jakieś dziwne. Ale po przespanej nocy czuję się jak nowo narodzony, a do tego zapomniałem o tych dziwactwach jakie wygadywałą ta cała ekipa na czela z Kloppem i Laurą.
Właśnie obudziłem się i zdałem sobie, że dzisiaj jest 3 czerwca a więc moje urodziny! I trening do tego. Ale spoczkooo wyrobimy się może do 12. 30 góra 13 i jestem w domu, Prowiant kupiony a więc razem z Laurą będziemy świętować. A co do Laury, to chyba się juz obudziła, bo nie ma jej w łóżku obok mnie. Wstałem wziąęłm ubrania, z zamierem skorzystania z toalety ale była zajęta. Czyli odanalazłem moją zgubę.:
-Hejj , długo będziesz?- spyttałem
-Mario, weź idź na dół dobrze?- poprosiła
-Po co? Poczekam- oparłem się o fytrynę drzwi
-Idź jak cię proszę!- rozkazała. Ja tylko przewróciłem oczami i poszedłęm trzaskając drzwiami. Nie wiem co się ostatnio dzieje wszędzie. Od wczoraj wszyscy zachwuja się jakoś ... conajmniej dziwnie.
*Laura*
Obudziłam się o 4 nad ranem. Pech chciał, ze źle się poczułam i zaczęłam wymiotować. Wszystkie objawy wskazywały mi na jedno. Raz już byłam w ciąży więc mniej więcej oriętuję sie w temacie. Ale z wykonaniem testu który nie wiem jakim cudem znalazłam w torebce, wstrzymałam się do rana, kiedy będzie już widno.
I jakoś o 8, tak żeby nie obudzić Mario zaszyłam się w łazience. Ale ja zawsze muszę mieć pecha, wiec Mario prawie mnie naszedł. Moje szczęście , ze zakluczyłam drzwi. A zdenerwowana czekaniem na wynik testu musiałam jakoś pozbyć się Mario więc nakrzyczałam na niego w ostateczności. Głupio wyszło ale cóż.
No i jest wynik! Jestem w ciąży! Kidy pierwszy raz zaszłam w ciążę moja twarz była zalana łzami smutku, teraz jestem natomiast przeszczęśliwa.!
Szybko zbiegłam na dół, zabierając ze sobą jeszcze pakunek dla Mario. Zadastałam go w kuchni przybitego. Siedział przy stole i wpatrzony smutnym wzorkiemm był w podłogę:
-Najlepszego kochanie!- pocałowałam go
-Dzięki- uśmeichnął się i odłożył paczkę
-Nie otworzysz?- spytałem- Jeśli chodzi ci o to dziwne zachowanie, to częściowo teraz częściowo później wszytsko się wyjaśni. Obiecuję. A teraz otwieraj ten prezent no!- pospieszyłam go a on wykonał moją prośbę
-Jak pięknie pachną! Dziękuję- pocałował mnie
-Jeuzuuu! człowieku podkręć tępo i szukaj dalej bo wyjdę z siebie!- denerwowałam się śmiejąc
-A co to jest!? Że jak!? Jesteś w ciąży!?!?!?!?!??!?!?- wyjął test z paczki i z wrażenia wstał
-Miała być niespodzianka, więc musiałeś udostępnić mi łazienkę... - zaśmiałam się a Mario zaczął mnie całować
-Kocham Cię!- mówił między pocałunkami, a potem wręcz zrywał ze mnie ubrania i takim oto sposobem spowrotem wylądowaliśmy w sypialni, z któej przed chwilą udało nam się wyjść :)
-Mariooo-szepnełam do ucha mojemu ukochanemu
-Słucham księżniczko?
-Nie powinieneś być już na treningu?- zamruczałam mu do ucha
-Dzisiaj sobie odpuszczę- pocałował mnie
-Co!? Nie !!- krzyknęłam i wstałam- Klopp powiedział, że musisz być no bo ten... zaraz mecz... LM...-
-Za miesiąć Laura, za miesiąć- starał się opanować sytuację
Ja nie zwklekając ani chwili dłużej wyciągnęłam telefon i tak aby Mario nie zauważył napisałam sms-a do Jurgena "Skąplikowało się :( Niech pan go ściągnie na trening.... Proszęęęę" . Trener szybko odebrał moją wiadomość albo to takie przyciąganie w myślach, bo chwilę później rozległ sie dźwięk telefonu Mario:
-Halo?
-...
-Tak?
-...
-Ale czy to konieczne?
-...
-Dobrze, zaraz będę- powiedział i rozlączył się a ja stojąca za drzwiami niemogłam wytzymać ze śmiechu, jednak postanowiłam szybko sie opanować
-Nie wiem co to ma być, bo uważam że to jest jakieś dziwne. Ale muszę jechać bo rzeczywiście mecz będzie.- westchnął a ja skomentowałam to tylko nic nie znaczącym uśmiechem
Kiedy przez okno zauważyłam , ze Mario już odjeżdża zadzwoniłam po chłopaków z BvB. Do tego jeszcze zaprosiłam Sarę i Suzan. Wszscy bardzo szybko się zjawili i zaczęliśmy przygotowania:
-Ej chłopaki ten garnitur będzie pasował? -spytałam
-Ten ze ślubu? Weź.. Trzeba nowy załatwić- skrzywił się Nuri
-No ale jak? Na kobo będziemy przymierzać? Na mnie!?- zaśmiałam się
-No to mam pomysła. Paczcie. Ja z nim kupowałem garniak na ślub więc pojade po niego. Tyolko wezmę rozmiar. Dziewczyny ze mną bo wiadmo sukienki, a reszta ekipy zostaje i zamawia- zasugerował Marco
-No nie wiem... Zostawić ich samych w domu- wsakzałam na chłopaków, a oni mi pomachali- Dobra ale jak schrzanicie... Nie ręczę za siebie- uśmiechnęłam się i wyszliśmy
Dojechaliśmy pod jeden ze sklepów. Wysadziłyśmy tam Marco, a same udałyśmy się po sukienki.
Taką kupiła Sara, która zawsze miała tendencję do czarno-białego. Taką Luiza, a Suzan tą. Ja znalazłam piękną niebieską koronkę a do tego szpilki. Zadaniem Marco, było do garnituru dopasować koszulę, więć kiedy pojechałyśmy nie był jeszcze zdecydowany. Pokazałam mu sukienkę i od razu wszystko sprawniej poszło. Obkupieni i pełni strachu przed zastaniem domu pojechaliśmy w jego kierunku. Na szczeście dom nie był rozniesiony w przestworza, a chloapcy siedzieli grzeczni w salonie i wszystko było juz gotowe. Ale naszym kolejnym powodem do niepokoju był czas. już 13, czyli Mario wraca z treningu szybko pozbyłam się chłopaków i zdążyli odjechac przed przyjazdem Mario, który wrócił o 15 (bo Jurgenowi udało się go zatrzymać na "głupich gadkach", żebyśmy zdążyli wszystko przygotować). Mieliśmy cztery godziny, a po uszykowaniu obiadu i ogarnięciu domu zpstało 1,5:
-Jak na treningu?- spytałam
-Jakos dziwnie, skoro mamy grać mecz i Klopp nie pozwolił mi nie przyjść, to ciekawe dlaczego nei było większośco chłopaków? dziwne- zamyślił się
-Może coś im wyszkoczyło?- stwierdziłam pewnie, nie dając po sobie nic poznać, a ze odwrócona byłam tyłem wychodziło mi to.
Spojrzałam na zegarek, dochodziła 18.30. Żeby wyrobić się na 19, trzeba było się zbierać...
wtorek, 11 marca 2014
75- Stworzenie szatana
*Laura 2czerwca*
Dzisiaj wybieram się do Moich przyjaciół, czyli Luizy i Marco. Mamy potem od nich prosto iść na trening. Już na samą myśl robi mi się wesoło. Ta cudowna drużyna z wspaniałymi tradycjami :) :
-Laura! Jak się cieszę , że przyszłaś!- przywitała mnie przyjaciółka
-No hhej. Gdzie maleństwoo?- spytałam
-Marco chyba się z nią bawi- zaśmiała się
-No to idziemy!- ucieszyłam się i udałyśmy się do korytaarza a następnie tam, gdzie słyszałyśmy głosy
Zastałyśmy tam Marco. I nie zgadniecie co robił.! Podował małej mleko z butleki! Jejka jak to słodko wyglądało. Już sobie wyobraziłam Mario z takim maluszkiem. :
-A gdzie Mario?- spytał Marco
-Wiesz co. Pojechał na miasto, ale nie długo powinien wrócić- odpowiedziałam
-Bo mamy sprawę- zaczęła Luiz
-I chcielibyśmy żebyście obaj byli- wtracił Reus
-No to chwila, zaraz go ściagnę- wyjęłam telefon i wybrałam numer
-Nie no, nei dzwoń. To moze poczekać- powiedziała Luiza
-Przestań. Przecież jesteście przyjaciółmi, czyli najważniejszymi w naszym życiu- uśmiechnęłam się
-Halo?
-Ej Mario długo tam jeszcze będziesz?- powiedziałam do słuchawki
-Zaraz powinienem byc a coś się stało?- spytał
-Nie tylko, ja już jestem u Reusów- wszyscy się zaśmialiśmy- i oni chcą nam coś powiedzieć, ale mamy być obaj. Więc pośpiesz się jak mozesz- powiedziałam i rozłączyłam się
*Mario*
Wróciłem z zakupów, urodzinowych bardziej. Jutro 3 czerwca a więc obchodzę 27 lat! Uhh jak ten czas biegnie, a my tak wolno, przystajemy i spostrzegamy że się starzejemy... No ale cóż, tak już jest i nic, ani nikt nie jest w stanie tego odwrócić.
Szybko jak prosiła mnie moja żona, pobiegłem do domu zostawić pakunki i spowrotem do samochodu, kierunek Reus'owie. Haha, śmiesznie to zabrzmiałlo, ale skoro tyle czasu są już narzeczonymi to w sumie co nam szkodzi :) Jechałem bardzo szybko, z myślą, że przyjaciele wzywają mnie na jakąś ważną rozmowę, i niczym torpeda wpadłem do domu:
-Siemano wszystkim już jestem- krzyknął Mario
-Ciiiiiii!- szepnęliśmy- Mała śpi
-Upsss...O hejj słodziakuu- Mario pochylił się nad Lili- Więc co się stanęło?- zwrócił się do nas
-Więc... Chcielibyśmy się pobrać- uśmeichnęła się Luiz, a Marco ja objął
-To wspaniale! Nie ukrywamy, że po cichu liczyliśmy na to - zaśmialiśmy się
-No to teraz tylko musimy wszystko ustalić. Obawiamy się, ze będziemy musieli czekać do przerwy, więc albo zima albo przyszłe lato...- westchnął Marco
-Ale czemu? My zaczęliśmy planować w czerwcu, a ślub wzięliśmy w Lipcu, wyrobicie się- stwierdził Mario
*2 godziny później Laura*
Postanowiłam wcześniej wyjść od przyjaciół, wymówiłam sie treningiem a tak naprawdę nie o to chodziło. Trochę źle się poczułam ale głównym powodem były urodziny Mario. Są jutro a ja nie bardzo mam pomysła na prezent. Wybrałam się do pobliskiego centrum, ale nie znalazlam nic nadzwyczajnego. Kupiłam mu jedynie perfumy i bryloczek do kluczy. Mario jest bardzo wybredny więc wolałam się dłuuugo zastanowić. Ale żeby nei było podejrzeń, że trening trwa 4 godziny, udałam sie prosto na stadion i na wielkie moje szczęście zdążyłam przed Mario, Marco i Luizą. Oni zjawili się po 10 minutach od mojego przyjścia. Razem z przyjaciółką udałyśmy się na trybuny i tam wytłumaczyłam jej dlaczego wyszłam. Ustaliłyśmy jeszcze jedną niespodziankę dla Mario. I w tym celu postanowiliśmy wykorzystać jego kolegów ze starego/nowego klubu.
Kiedy trening się skończył, niczym torpeda zbiegłam na murawę. Wykorzystując sytuację, że jurgen zawołał Mario (na nasze życzenia oczywiście) postanowiłam zagadać do chłopaków:
-Nuri, Kevin, Marco, Kuba i Lewy c'mon.- wskazałam na nich
-Ty Goetze! Ja też chce!- wyszczerzył się Illy a za nim przybiegł Weidenfeller z Hummelsem
-Słuchajcie, jak pamiętacie albo i nie Mario ma jutro urodziny- zaczęłam
-Aaaaaaaaaaaaaaa!- załapali- I chcesz, zebyśmy ci pomogi. Jesteśmy do twojej dyspozycji- zaoferował Mats
-Ale nie wszyscy. Jutro podczas trenigu przyjdzie do mnie 5 z Was. Klopp już o wszystkim wie. Nie będę wybierała sami się dogadacie, ale jak się Mario dowie to normalnie po was- zaśmiałam się
-Nie no, spoko. Tylko na którą. Trening o 11- spytał Roman
-To na 11. Tylko pamiętać mi. A ja już spadam bo chyba Jurgenowi nie idzie zatrzymanie Mario.- powiedziałam i odeszłam
*Mario*
Po skończonym treningu Klopp zawołał mnie do siebie:
-Mario co to było??- wsazał na moje usta
-Tooo? Guma- powiedziałem obojętnie
-No właśnie. Tak tylko pytałem-odpowiedział a ja chciałem przejść- Ale gdzie ty idziesz?
-Retoyczne pytanie? Do szatni- powiedziałem
-Ty no niesamowity jest!- "zachwycił się"
-O co panu chodzi??- spytałem kiedy wziął w ręce skrzynkę bananów i rozwalił je na boisku
-No to za karę, pozbieraj te banany- zrobiłem minę jakbym rozmawiał z jakimś wypuszczonym z psychiatryka i poszedłem zbierać banany kiedy Klopp nie mógł ze śmiechu
Kiedy zebrałem te 5 kg bananów spowrotem do skrzynki podałem skrzynkę Jurgenowi:
-Błagam niech pan tego nie wywala- westchnąłem zdyszany
-No dobrze. A choć coś mi powiesz- zaczął a ja z myślami "już się boję" poszedłem za nim
-Patrz, widziesz to?- spojrzał z przymróżonymi oczyma w słońce a ja zrobiłem to samo
-Coo?- spytałem kiedy oberwałen piłką w głowę- Ał!
-Sory, po wiesz ... To słońce.. No i nie trafiłem w bramkę...- zaczął Weidenfeller
-Bo ty masz bronić a nie strzelać murzynie!- krzyknąłem na kolege - Stworzenie szatana!- westchnąłem cicho i poszedłem do Laury- Co wy tak tyle czasu gadaliście?- spytałem
-Przywitałam się zchłoapkami- powiedziała
-Ale przecież juz się witaliście na początku treningu- westchnąłem ciezko nei rozumiejąc całej sytuacji...
-No ale... przecież.... nie można się kurde dwa zazy przeżegnać.. witać?- zasmiala się a za nia chłopaki
-Choć do domu. - zwróciłem sie do ukochanej- Ewidentnie, dziwny dzień...- pomyślałem
--------------------------------------------------
Taki tam lepszy xD I szczerze powiem, że jestem zadowolona z niego. :D Dzięki za komentarze pod poprzednim i za wielkie wsparcie, jakie tymi komentarzami mi dajecie :)
Ten rozdział głównie zbudowany dla tych co ryją mi banie.
'Ostatnio nazwana 'stworzeniem szatana' czuję się cudownie w tym wcieleniu' :D
Dzisiaj wybieram się do Moich przyjaciół, czyli Luizy i Marco. Mamy potem od nich prosto iść na trening. Już na samą myśl robi mi się wesoło. Ta cudowna drużyna z wspaniałymi tradycjami :) :
-Laura! Jak się cieszę , że przyszłaś!- przywitała mnie przyjaciółka
-No hhej. Gdzie maleństwoo?- spytałam
-Marco chyba się z nią bawi- zaśmiała się
-No to idziemy!- ucieszyłam się i udałyśmy się do korytaarza a następnie tam, gdzie słyszałyśmy głosy
Zastałyśmy tam Marco. I nie zgadniecie co robił.! Podował małej mleko z butleki! Jejka jak to słodko wyglądało. Już sobie wyobraziłam Mario z takim maluszkiem. :
-A gdzie Mario?- spytał Marco
-Wiesz co. Pojechał na miasto, ale nie długo powinien wrócić- odpowiedziałam
-Bo mamy sprawę- zaczęła Luiz
-I chcielibyśmy żebyście obaj byli- wtracił Reus
-No to chwila, zaraz go ściagnę- wyjęłam telefon i wybrałam numer
-Nie no, nei dzwoń. To moze poczekać- powiedziała Luiza
-Przestań. Przecież jesteście przyjaciółmi, czyli najważniejszymi w naszym życiu- uśmiechnęłam się
-Halo?
-Ej Mario długo tam jeszcze będziesz?- powiedziałam do słuchawki
-Zaraz powinienem byc a coś się stało?- spytał
-Nie tylko, ja już jestem u Reusów- wszyscy się zaśmialiśmy- i oni chcą nam coś powiedzieć, ale mamy być obaj. Więc pośpiesz się jak mozesz- powiedziałam i rozłączyłam się
*Mario*
Wróciłem z zakupów, urodzinowych bardziej. Jutro 3 czerwca a więc obchodzę 27 lat! Uhh jak ten czas biegnie, a my tak wolno, przystajemy i spostrzegamy że się starzejemy... No ale cóż, tak już jest i nic, ani nikt nie jest w stanie tego odwrócić.
Szybko jak prosiła mnie moja żona, pobiegłem do domu zostawić pakunki i spowrotem do samochodu, kierunek Reus'owie. Haha, śmiesznie to zabrzmiałlo, ale skoro tyle czasu są już narzeczonymi to w sumie co nam szkodzi :) Jechałem bardzo szybko, z myślą, że przyjaciele wzywają mnie na jakąś ważną rozmowę, i niczym torpeda wpadłem do domu:
-Siemano wszystkim już jestem- krzyknął Mario
-Ciiiiiii!- szepnęliśmy- Mała śpi
-Upsss...O hejj słodziakuu- Mario pochylił się nad Lili- Więc co się stanęło?- zwrócił się do nas
-Więc... Chcielibyśmy się pobrać- uśmeichnęła się Luiz, a Marco ja objął
-To wspaniale! Nie ukrywamy, że po cichu liczyliśmy na to - zaśmialiśmy się
-No to teraz tylko musimy wszystko ustalić. Obawiamy się, ze będziemy musieli czekać do przerwy, więc albo zima albo przyszłe lato...- westchnął Marco
-Ale czemu? My zaczęliśmy planować w czerwcu, a ślub wzięliśmy w Lipcu, wyrobicie się- stwierdził Mario
*2 godziny później Laura*
Postanowiłam wcześniej wyjść od przyjaciół, wymówiłam sie treningiem a tak naprawdę nie o to chodziło. Trochę źle się poczułam ale głównym powodem były urodziny Mario. Są jutro a ja nie bardzo mam pomysła na prezent. Wybrałam się do pobliskiego centrum, ale nie znalazlam nic nadzwyczajnego. Kupiłam mu jedynie perfumy i bryloczek do kluczy. Mario jest bardzo wybredny więc wolałam się dłuuugo zastanowić. Ale żeby nei było podejrzeń, że trening trwa 4 godziny, udałam sie prosto na stadion i na wielkie moje szczęście zdążyłam przed Mario, Marco i Luizą. Oni zjawili się po 10 minutach od mojego przyjścia. Razem z przyjaciółką udałyśmy się na trybuny i tam wytłumaczyłam jej dlaczego wyszłam. Ustaliłyśmy jeszcze jedną niespodziankę dla Mario. I w tym celu postanowiliśmy wykorzystać jego kolegów ze starego/nowego klubu.
Kiedy trening się skończył, niczym torpeda zbiegłam na murawę. Wykorzystując sytuację, że jurgen zawołał Mario (na nasze życzenia oczywiście) postanowiłam zagadać do chłopaków:
-Nuri, Kevin, Marco, Kuba i Lewy c'mon.- wskazałam na nich
-Ty Goetze! Ja też chce!- wyszczerzył się Illy a za nim przybiegł Weidenfeller z Hummelsem
-Słuchajcie, jak pamiętacie albo i nie Mario ma jutro urodziny- zaczęłam
-Aaaaaaaaaaaaaaa!- załapali- I chcesz, zebyśmy ci pomogi. Jesteśmy do twojej dyspozycji- zaoferował Mats
-Ale nie wszyscy. Jutro podczas trenigu przyjdzie do mnie 5 z Was. Klopp już o wszystkim wie. Nie będę wybierała sami się dogadacie, ale jak się Mario dowie to normalnie po was- zaśmiałam się
-Nie no, spoko. Tylko na którą. Trening o 11- spytał Roman
-To na 11. Tylko pamiętać mi. A ja już spadam bo chyba Jurgenowi nie idzie zatrzymanie Mario.- powiedziałam i odeszłam
*Mario*
Po skończonym treningu Klopp zawołał mnie do siebie:
-Mario co to było??- wsazał na moje usta
-Tooo? Guma- powiedziałem obojętnie
-No właśnie. Tak tylko pytałem-odpowiedział a ja chciałem przejść- Ale gdzie ty idziesz?
-Retoyczne pytanie? Do szatni- powiedziałem
-Ty no niesamowity jest!- "zachwycił się"
-O co panu chodzi??- spytałem kiedy wziął w ręce skrzynkę bananów i rozwalił je na boisku
-No to za karę, pozbieraj te banany- zrobiłem minę jakbym rozmawiał z jakimś wypuszczonym z psychiatryka i poszedłem zbierać banany kiedy Klopp nie mógł ze śmiechu
Kiedy zebrałem te 5 kg bananów spowrotem do skrzynki podałem skrzynkę Jurgenowi:
-Błagam niech pan tego nie wywala- westchnąłem zdyszany
-No dobrze. A choć coś mi powiesz- zaczął a ja z myślami "już się boję" poszedłem za nim
-Patrz, widziesz to?- spojrzał z przymróżonymi oczyma w słońce a ja zrobiłem to samo
-Coo?- spytałem kiedy oberwałen piłką w głowę- Ał!
-Sory, po wiesz ... To słońce.. No i nie trafiłem w bramkę...- zaczął Weidenfeller
-Bo ty masz bronić a nie strzelać murzynie!- krzyknąłem na kolege - Stworzenie szatana!- westchnąłem cicho i poszedłem do Laury- Co wy tak tyle czasu gadaliście?- spytałem
-Przywitałam się zchłoapkami- powiedziała
-Ale przecież juz się witaliście na początku treningu- westchnąłem ciezko nei rozumiejąc całej sytuacji...
-No ale... przecież.... nie można się kurde dwa zazy przeżegnać.. witać?- zasmiala się a za nia chłopaki
-Choć do domu. - zwróciłem sie do ukochanej- Ewidentnie, dziwny dzień...- pomyślałem
--------------------------------------------------
Taki tam lepszy xD I szczerze powiem, że jestem zadowolona z niego. :D Dzięki za komentarze pod poprzednim i za wielkie wsparcie, jakie tymi komentarzami mi dajecie :)
Ten rozdział głównie zbudowany dla tych co ryją mi banie.
'Ostatnio nazwana 'stworzeniem szatana' czuję się cudownie w tym wcieleniu' :D
niedziela, 9 marca 2014
74- Fałszywi przyjaciele...
*Mario, 2miesiące później*
Obecnie miszkamy w Dortmundzie. Grałem jeszcze w bayernie tydzień temu. Ostatnio dałem sobie spokój. Czuję, ze nie jestem tam mile widziany. Ale może to tylko moje złudzenia. Chyba nawet wiem czemu mogę miewać takie złudzenia.
"Kiedyś jak poszliśmy na trenig razem z Laurą, chłoapki zaczęli na nią podejrzliwie patrzeć. Wogóle zauważałem już to trochę częściej, to znaczy przed ślubem. I wtedy nie bardzo chciałem zabierać Laurę na trenigi, aby ktoś nie zwinął mi jej z przed nosa. Ona to zroumiała i nie chodziła ze mną na nie. Ale w ten pamiętny, ciepły pierwszy dzień września postanowiłem ,że skoro to moja żona, pójdziemy razem. Tak też zrobiliśmy. Nie chciałem mówić jej co ma robić, gdzie usiąść czy gdzie czekać albo z kim rozmawiać. Postanowiłem że przyjrze się sytuacji.
Udałem , że wogóle mnie to nie obchodzi i starałem się wykonywać swoje czynności, a więc skupiłem się na piłce.
Kiedy trening się skończył Robben i Riberie, a więc ci na których od samego początku krzywo patrzę, podeszli do Laury. Ja szedłem w stronę szatni, ale potem schowałem się za wejściem i z tego miejsca dokładnie obserwowałem całe zdarzenie.
Matoły zaczęły się popisywać i dziwnie zachowywać. Po minie mojej żony było widać, ze nie wie czego może się spodziewać z ich strony. Za chwile usłyszałem głośne śmiechy. Po czy, Robben powiedział coś w stylu: 'Zostawie Was samych'. Laura widząc podniecającą minę Riberiego podniosła się z miejsca i chciała odejść jednak ten słuń jeden zatarasował jej drogę. Postanowiłem wyjść z kryjówki i podszedłem do towarzystwa. Riberie zobił dziwną zderoriętowną minę a pote chciał pocałować Laurę.:
-Co ty bydalku robisz z moja żoną!?- krzyknąłem w jego stronę
-Od kiedy to twoja żona!?- parsknał
-Od 3 miesięcy- wtrąciła Laura a nie zadowolony Riberie odszedł a za nim Robben, który na pomoc koledze schował się za krzesełkiem z trybun ._. "
Od wtedy zaczęli wygadywać na mój temat różne dziwne, a za razem ni prawdziwe rzeczy. Do tego stopnia, ze kiedyś przy całej drużynie kiedy wychodziliśmy razem z Mandzukiciem i Lahmem uśmeichając się do siebie, weszliśmy do sztni i przytuliliśmy się (jak to faceci) a oni przy całej druzynie nazwali nas gejami O.o Fałszywi przyaciele ._. Już chyba nawet na takie określenie nie zasługują!
Jak by mogło być inaczej jeżeli reszta nie uwierzyła by tym łajdakom!? Potem robili już coraz dziwniejsze rzeczy aż postanowiłem się wyprowadzić i zerwałem kontrakt z Bayernem i obecnie jestem bezrobotnym mieszkańcem Mammingen - mojej rodzinnej miejscowości...
*Laura*
Bezsilna wróciłam do domu. Rekreacyjne granie z nowymi koleżankami z Dortmundu. Mario postanowił że rzuci Bayern i wróci do Borussi. Początkowo nie chciałam sie na to zgodzić. Ale chyba nie trudno było mi się dziwić? A było to tak:
"Mario wrócił do domu, jakoś nie zbyt skory do rozmów i jakiś taki nie bardzo zadowolony. Postanowiłam spytać o powody jego kiepskiego nastroju:
-Co jest Mario?- zapytałam
-Nic, weź mi daj spokój wogóle- oburzył się
Normalnie oberwałby, bo każdy kto przebywa w moim otoczeniu, wie, że nie toleruję a już napewno nie lubię takiego traktowania. Ale on za często tak się zachowywał, więc pozostało mi albo się wyprowadzić, albo wreszcie przyzwyczajić się do jego humorków. Dałam mu spokój i postanowiłam zająć się swoim zajęciem.
Następnego dnia, Mario przyszedł z treningu w supełnie odmienionym nastroju, niż w dniu poprzednim:
-Laura, jestem mega szczęśliwy!- uśmeichnął się, wogóle od niego dzisiaj biła jakaś taka łuna szczęścia, jak dawno nie było
-Co się takiego stało?- spytałam również uśmiechając się
Jednak moja radość nie mogła potrwać dłużej niż krótką chwilę i zaraz zmieniła się we wściekłość:
-Zerwałem kontrakt z Bayernem i wyprowadzamy się do Dortmundu- zaśmiał się, jednak mi wcale nie było do śmiechu
-Że co!?- krzyknęłam wkurzona
-Jak to co? Nie cieszysz się??- spytał zdezoriętowany
-A może tak byś ze mną to ustalił? Jakie były tego powody? Z jakich przyczyn ty nagle wyskakujesz jak Filip z konopii z przeprowadzką!? Miałeś ochote mi wogóle o tym powiedzieć?!!- krzyczałam coraz bardziej wsciekła
Potem jednak Mario zechciał mnie wtajemniczyć w szczezgóły sprawy i okazało się, ze chłopacy naśmiewali się z niego upokażali, chcieli mu nawet zrobić 'kawał narkotykowy' i gdyby nie czujność Mario byłby już w więzieniu. Miarka się przebrała i dochodziło do rękoczynów. Aż wkońcu Mario wytłumaczył, że wyprowadzka była dla neigo jedynym wyjściem. I takim oto sposobem zgodziłam się wyjechać" .
Także od miesiąca mieszkamy z Mario w Dortmundzie. Mój mąż gra w Borussi, chociaż dosyć często przeżywa ciężkie chwile. Kibice są niezadowoleni, twierdzą, że dostał mozliwość grania i rozwoju w dobrym i stabilnym klubie Borussi Dortmund, a potem przeniósł się do Bayernu nic z tego nie ma i wraca z podkulonym ogonem do Kloppa. No cóż to zdanie tylko kibiców, osoby wtajemniczone znają szczegóły tejże sprawy.
Odnośnie dzisiejszego dnia, to zabawiłam u Reusów. Luiza i Marco mają swoją pociechę Lilianę, którą niedawno odwiedziłam. To małe słodkie dziecko, jest przecudowne wprost. Ciocia się zakochała *.* Mogłabym się tak z nią bawić cały czas i na okrągło...
-------------------------------------------
Ten rozdział opierał sie głównie na wspomnieniach, ale mam nadzieję, że nie wyszedł wcale aż tak źle? Coo?
Obecnie miszkamy w Dortmundzie. Grałem jeszcze w bayernie tydzień temu. Ostatnio dałem sobie spokój. Czuję, ze nie jestem tam mile widziany. Ale może to tylko moje złudzenia. Chyba nawet wiem czemu mogę miewać takie złudzenia.
"Kiedyś jak poszliśmy na trenig razem z Laurą, chłoapki zaczęli na nią podejrzliwie patrzeć. Wogóle zauważałem już to trochę częściej, to znaczy przed ślubem. I wtedy nie bardzo chciałem zabierać Laurę na trenigi, aby ktoś nie zwinął mi jej z przed nosa. Ona to zroumiała i nie chodziła ze mną na nie. Ale w ten pamiętny, ciepły pierwszy dzień września postanowiłem ,że skoro to moja żona, pójdziemy razem. Tak też zrobiliśmy. Nie chciałem mówić jej co ma robić, gdzie usiąść czy gdzie czekać albo z kim rozmawiać. Postanowiłem że przyjrze się sytuacji.
Udałem , że wogóle mnie to nie obchodzi i starałem się wykonywać swoje czynności, a więc skupiłem się na piłce.
Kiedy trening się skończył Robben i Riberie, a więc ci na których od samego początku krzywo patrzę, podeszli do Laury. Ja szedłem w stronę szatni, ale potem schowałem się za wejściem i z tego miejsca dokładnie obserwowałem całe zdarzenie.
Matoły zaczęły się popisywać i dziwnie zachowywać. Po minie mojej żony było widać, ze nie wie czego może się spodziewać z ich strony. Za chwile usłyszałem głośne śmiechy. Po czy, Robben powiedział coś w stylu: 'Zostawie Was samych'. Laura widząc podniecającą minę Riberiego podniosła się z miejsca i chciała odejść jednak ten słuń jeden zatarasował jej drogę. Postanowiłem wyjść z kryjówki i podszedłem do towarzystwa. Riberie zobił dziwną zderoriętowną minę a pote chciał pocałować Laurę.:
-Co ty bydalku robisz z moja żoną!?- krzyknąłem w jego stronę
-Od kiedy to twoja żona!?- parsknał
-Od 3 miesięcy- wtrąciła Laura a nie zadowolony Riberie odszedł a za nim Robben, który na pomoc koledze schował się za krzesełkiem z trybun ._. "
Od wtedy zaczęli wygadywać na mój temat różne dziwne, a za razem ni prawdziwe rzeczy. Do tego stopnia, ze kiedyś przy całej drużynie kiedy wychodziliśmy razem z Mandzukiciem i Lahmem uśmeichając się do siebie, weszliśmy do sztni i przytuliliśmy się (jak to faceci) a oni przy całej druzynie nazwali nas gejami O.o Fałszywi przyaciele ._. Już chyba nawet na takie określenie nie zasługują!
Jak by mogło być inaczej jeżeli reszta nie uwierzyła by tym łajdakom!? Potem robili już coraz dziwniejsze rzeczy aż postanowiłem się wyprowadzić i zerwałem kontrakt z Bayernem i obecnie jestem bezrobotnym mieszkańcem Mammingen - mojej rodzinnej miejscowości...
*Laura*
Bezsilna wróciłam do domu. Rekreacyjne granie z nowymi koleżankami z Dortmundu. Mario postanowił że rzuci Bayern i wróci do Borussi. Początkowo nie chciałam sie na to zgodzić. Ale chyba nie trudno było mi się dziwić? A było to tak:
"Mario wrócił do domu, jakoś nie zbyt skory do rozmów i jakiś taki nie bardzo zadowolony. Postanowiłam spytać o powody jego kiepskiego nastroju:
-Co jest Mario?- zapytałam
-Nic, weź mi daj spokój wogóle- oburzył się
Normalnie oberwałby, bo każdy kto przebywa w moim otoczeniu, wie, że nie toleruję a już napewno nie lubię takiego traktowania. Ale on za często tak się zachowywał, więc pozostało mi albo się wyprowadzić, albo wreszcie przyzwyczajić się do jego humorków. Dałam mu spokój i postanowiłam zająć się swoim zajęciem.
Następnego dnia, Mario przyszedł z treningu w supełnie odmienionym nastroju, niż w dniu poprzednim:
-Laura, jestem mega szczęśliwy!- uśmeichnął się, wogóle od niego dzisiaj biła jakaś taka łuna szczęścia, jak dawno nie było
-Co się takiego stało?- spytałam również uśmiechając się
Jednak moja radość nie mogła potrwać dłużej niż krótką chwilę i zaraz zmieniła się we wściekłość:
-Zerwałem kontrakt z Bayernem i wyprowadzamy się do Dortmundu- zaśmiał się, jednak mi wcale nie było do śmiechu
-Że co!?- krzyknęłam wkurzona
-Jak to co? Nie cieszysz się??- spytał zdezoriętowany
-A może tak byś ze mną to ustalił? Jakie były tego powody? Z jakich przyczyn ty nagle wyskakujesz jak Filip z konopii z przeprowadzką!? Miałeś ochote mi wogóle o tym powiedzieć?!!- krzyczałam coraz bardziej wsciekła
Potem jednak Mario zechciał mnie wtajemniczyć w szczezgóły sprawy i okazało się, ze chłopacy naśmiewali się z niego upokażali, chcieli mu nawet zrobić 'kawał narkotykowy' i gdyby nie czujność Mario byłby już w więzieniu. Miarka się przebrała i dochodziło do rękoczynów. Aż wkońcu Mario wytłumaczył, że wyprowadzka była dla neigo jedynym wyjściem. I takim oto sposobem zgodziłam się wyjechać" .
Także od miesiąca mieszkamy z Mario w Dortmundzie. Mój mąż gra w Borussi, chociaż dosyć często przeżywa ciężkie chwile. Kibice są niezadowoleni, twierdzą, że dostał mozliwość grania i rozwoju w dobrym i stabilnym klubie Borussi Dortmund, a potem przeniósł się do Bayernu nic z tego nie ma i wraca z podkulonym ogonem do Kloppa. No cóż to zdanie tylko kibiców, osoby wtajemniczone znają szczegóły tejże sprawy.
Odnośnie dzisiejszego dnia, to zabawiłam u Reusów. Luiza i Marco mają swoją pociechę Lilianę, którą niedawno odwiedziłam. To małe słodkie dziecko, jest przecudowne wprost. Ciocia się zakochała *.* Mogłabym się tak z nią bawić cały czas i na okrągło...
-------------------------------------------
Ten rozdział opierał sie głównie na wspomnieniach, ale mam nadzieję, że nie wyszedł wcale aż tak źle? Coo?
czwartek, 6 marca 2014
73- 'Mam obsesję na punkcie moich włosów'
*Laura*
-Żono mojaaaa serce mojeee, nie ma takich jak my dwoje...!!! Bo ja kocham to co twoje! Do szleństwa do wieczora jeee jeee żono moja!!- obudziły mnie śpiewy
-Marioooo wyłącz to proszę!- powiedziałam błagalnie
-Nic z tego. Nie wyłączysz mojego szcześcia- uśmiechnął się
-To przynajmniej je przycisz- przewróciłam się na drugi bok i zakryłam glowę poduszką
-Jedyne na co mam ochotę to je podgłosić i niech cały świat wie jakim hjestesm szczęściarzem- powiedział
-Yhym, ale chyba dziura w niebie by się nie stała, gdybyś dał mi jeszcze chwilę pospać- westchnęłam
-I znowu zaczynasz. Wczoraj prawie na ślub zaspałaś a teraz jest 15, a ty sobie w najlepsze śpisz. Ja tam jestem już gotowy na poprawiny O 16!- podkreślił dwa ostatnie słowa
-Tak, Mario, jeżeli myślisz że znowu się nabiorę, to się pomyliłeś- zaśmiałam się i czując że już nic nie wskóram wstałam z łóżka i przeciągnęłam się
-No cóż, ale posiłek sam się nie uszykuje i...
-...i właśnie ty to zrobisz- uśmiechnęłam się
-Chyba się obrażę!- zrobił minę zbitego psiaka
-Do poprawin ma ci przejść- zaśmiałam się i zniknęłam w łazience.
Poprawiłam makijarz, a właściwie zaczęłam go prawie od początku i ułożyłam fryzurę. Nie chciałam męczyć fryzjerki z samego rana więc postanowiłam, ze jednak sama się pobawie z włosami. A mówiąc, że z samego rana... to jest 13 :D.
Kiedy już się ogarnęłam zeszłam na dół i zastałam Mario siedzącego przy blacie stołu i ciężko zadowolonego:
-Co to ma być? Gdzie moje śniadanie? Umieram. :( Chyba z braku posiłku- cofnęłam się i położyłam na kanapie
-Zaardzo sztucznie to wyglądało żebym mógł ci uwierzyć- zaśmiał się
Po całym cyrku z 'umieraniem' postanowiliśmy wreszcie zabrać się za konkretną czynność. A mianowicie szybkowanie jedzenia. Mijały minuty i dochodziła juz 13.30 a my w nalepsze obsypywaliśmy się mąką od ciasta naleśnikowego. Wreszcie ktoś mądry, czyli ja (xd) musiał zaprowadzić porządek. Prawdę mówiąc mamy już tylko 1,5 godziny. Wiadomo musimy być conajmniej pół godziny przed gośćmi.
Kiedy już uporalismy się ze śniadaniem, poczęliśmy się ubierać. Znowu zajęłam łazniekę na górze, i zrobiłam makijarz taki jak miał juz zostać na samą uoczystość. Czas upływał w oka mgnieniu. Zostało 30 minut, więc postanowiłam założyć sukienkę i szpilki. Pozostało mi juz tylko czekać na Mario.
*Mario*
Zająłem łazienkę na dole. Dokładnie się ogarnąłem, czyli w szczególności umyłem włosy. Niektórzy ludzie uważają że mam obsesję na punkcie moich włosów i... w 100% się z nimi zgadzam ;D.
Kiedy umyłem włosy, i wysuszyłem je zacząłem się rozczulać i je układać. Niesamowite, że zajęło mi to TYLKO 20 minut! Teraz pozostało mi się tylko ubrać. Założyłem czerwoną koszulę, jak mi nakzała moja żona. Oczywiście nie wiem jak ona będzie wyglądać, bo to ma być niespodzianka, ale powiedziała mi jedynie , ze mógłbym zaopatrzyć się w czerwoną koszulę. Tak też zobiłem. Założyłem ją i jeszcze tylko drobne szlify, perfumy, buty i chyba będę już w miarę gotowy.
Kontem oka zajrzałem na zegarek w telefonie, który wskazywał godzinę ... 15!!! A więc zwrot o 180stopni i zapierniczam:
-Mario!!- usłyszałem wołanie z dołu
-Idę już! Moment.- odpowiedziałam
-Rusz się, bo jest 15 no! Zawsze to ja sie godzinami szykowałam a teraz ty przysnąłeś- Laura pokręciła głową i zeszła spowrotem na dół
Zawiązałem buty i wreszcie mogliśmy jechać pod lokal. Wzieliśy naszą kiję i czym prędzej udaliśmy się na wyznaczone nam miejsce. Na nasze szczęście zdązyliśmy. Nie było jeszcze gości, ale po jakiś 15 minutach wszyscy po woli się zjeżdżali. Przez pierwsze 30 minut staliśmy razzem w drzwiach witając i zapraszając na dalszy ciąg zabawy naszych gości. Potem już rozpoczęły się tańce.
*Laura*
-Luizaa! No hej kochana!- przywitałam przyjaciółkę
-Hej- powiedziała z grymasem na twarzy
-I co lepiej sie czujesz?- spytałam
-Wiesz co, jak ci dzwoniłam to byłam pewna że nie pójdziemy. Ale nie chciałam robić tej przykrości Wam i Marco, a potem poczułam się lepiej, a teraz już nie jest tak wspaniale- zasmuciła się
-Choć wyjdźmy na zewnątrz- zaproponowałam- A może to przez ciążę?- spytałam kiedy usiadłyśmy na jednej z ławeczek
-Nie wiem. Nie byłam ostatnio na kontroli i wogóle jakoś tak wyszło...- przyznała
-6 miesiąc?- spytałam- I przez całą ciąże nie byłaś ani razu?- byłam zakoczona tak nieodpowiedzialnym zachowaniem mojej przyjaciółki
-Szósty. Wiem, że źle zrobiłam. Ale razem z Marco stwierdziliśmy, że płeć dziecka ma być niespodzianką, a potem zapomnieliśmy że powinnam chodzić na wizyty...-opuściła głowę
-Jutro jak tylko się wyśpisz idziesz do lekarza. Luiz, teraz nie wiesz czy jest coś co przez okres ciąży robiłaś źle. Miejmy nadzieję, że dziecko jest zdrowe, oczywiście ja przyjmuję tylko optymistyczną wersję ;)- uśmiechnęłam się. Potem wróciłyśmy bawić się
------------------------------------------
Zdecydowanie bardziej jestem zadowolona z tego rozdziału. Może dla tego, że nie piszę go na pół żywa. ;) Wreszcie tak jakoś w miarę się wyspałam i jako tako żyję. :)
-Żono mojaaaa serce mojeee, nie ma takich jak my dwoje...!!! Bo ja kocham to co twoje! Do szleństwa do wieczora jeee jeee żono moja!!- obudziły mnie śpiewy
-Marioooo wyłącz to proszę!- powiedziałam błagalnie
-Nic z tego. Nie wyłączysz mojego szcześcia- uśmiechnął się
-To przynajmniej je przycisz- przewróciłam się na drugi bok i zakryłam glowę poduszką
-Jedyne na co mam ochotę to je podgłosić i niech cały świat wie jakim hjestesm szczęściarzem- powiedział
-Yhym, ale chyba dziura w niebie by się nie stała, gdybyś dał mi jeszcze chwilę pospać- westchnęłam
-I znowu zaczynasz. Wczoraj prawie na ślub zaspałaś a teraz jest 15, a ty sobie w najlepsze śpisz. Ja tam jestem już gotowy na poprawiny O 16!- podkreślił dwa ostatnie słowa
-Tak, Mario, jeżeli myślisz że znowu się nabiorę, to się pomyliłeś- zaśmiałam się i czując że już nic nie wskóram wstałam z łóżka i przeciągnęłam się
-No cóż, ale posiłek sam się nie uszykuje i...
-...i właśnie ty to zrobisz- uśmiechnęłam się
-Chyba się obrażę!- zrobił minę zbitego psiaka
-Do poprawin ma ci przejść- zaśmiałam się i zniknęłam w łazience.
Poprawiłam makijarz, a właściwie zaczęłam go prawie od początku i ułożyłam fryzurę. Nie chciałam męczyć fryzjerki z samego rana więc postanowiłam, ze jednak sama się pobawie z włosami. A mówiąc, że z samego rana... to jest 13 :D.
Kiedy już się ogarnęłam zeszłam na dół i zastałam Mario siedzącego przy blacie stołu i ciężko zadowolonego:
-Co to ma być? Gdzie moje śniadanie? Umieram. :( Chyba z braku posiłku- cofnęłam się i położyłam na kanapie
-Zaardzo sztucznie to wyglądało żebym mógł ci uwierzyć- zaśmiał się
Po całym cyrku z 'umieraniem' postanowiliśmy wreszcie zabrać się za konkretną czynność. A mianowicie szybkowanie jedzenia. Mijały minuty i dochodziła juz 13.30 a my w nalepsze obsypywaliśmy się mąką od ciasta naleśnikowego. Wreszcie ktoś mądry, czyli ja (xd) musiał zaprowadzić porządek. Prawdę mówiąc mamy już tylko 1,5 godziny. Wiadomo musimy być conajmniej pół godziny przed gośćmi.
Kiedy już uporalismy się ze śniadaniem, poczęliśmy się ubierać. Znowu zajęłam łazniekę na górze, i zrobiłam makijarz taki jak miał juz zostać na samą uoczystość. Czas upływał w oka mgnieniu. Zostało 30 minut, więc postanowiłam założyć sukienkę i szpilki. Pozostało mi juz tylko czekać na Mario.
*Mario*
Zająłem łazienkę na dole. Dokładnie się ogarnąłem, czyli w szczególności umyłem włosy. Niektórzy ludzie uważają że mam obsesję na punkcie moich włosów i... w 100% się z nimi zgadzam ;D.
Kiedy umyłem włosy, i wysuszyłem je zacząłem się rozczulać i je układać. Niesamowite, że zajęło mi to TYLKO 20 minut! Teraz pozostało mi się tylko ubrać. Założyłem czerwoną koszulę, jak mi nakzała moja żona. Oczywiście nie wiem jak ona będzie wyglądać, bo to ma być niespodzianka, ale powiedziała mi jedynie , ze mógłbym zaopatrzyć się w czerwoną koszulę. Tak też zobiłem. Założyłem ją i jeszcze tylko drobne szlify, perfumy, buty i chyba będę już w miarę gotowy.
Kontem oka zajrzałem na zegarek w telefonie, który wskazywał godzinę ... 15!!! A więc zwrot o 180stopni i zapierniczam:
-Mario!!- usłyszałem wołanie z dołu
-Idę już! Moment.- odpowiedziałam
-Rusz się, bo jest 15 no! Zawsze to ja sie godzinami szykowałam a teraz ty przysnąłeś- Laura pokręciła głową i zeszła spowrotem na dół
Zawiązałem buty i wreszcie mogliśmy jechać pod lokal. Wzieliśy naszą kiję i czym prędzej udaliśmy się na wyznaczone nam miejsce. Na nasze szczęście zdązyliśmy. Nie było jeszcze gości, ale po jakiś 15 minutach wszyscy po woli się zjeżdżali. Przez pierwsze 30 minut staliśmy razzem w drzwiach witając i zapraszając na dalszy ciąg zabawy naszych gości. Potem już rozpoczęły się tańce.
*Laura*
-Luizaa! No hej kochana!- przywitałam przyjaciółkę
-Hej- powiedziała z grymasem na twarzy
-I co lepiej sie czujesz?- spytałam
-Wiesz co, jak ci dzwoniłam to byłam pewna że nie pójdziemy. Ale nie chciałam robić tej przykrości Wam i Marco, a potem poczułam się lepiej, a teraz już nie jest tak wspaniale- zasmuciła się
-Choć wyjdźmy na zewnątrz- zaproponowałam- A może to przez ciążę?- spytałam kiedy usiadłyśmy na jednej z ławeczek
-Nie wiem. Nie byłam ostatnio na kontroli i wogóle jakoś tak wyszło...- przyznała
-6 miesiąc?- spytałam- I przez całą ciąże nie byłaś ani razu?- byłam zakoczona tak nieodpowiedzialnym zachowaniem mojej przyjaciółki
-Szósty. Wiem, że źle zrobiłam. Ale razem z Marco stwierdziliśmy, że płeć dziecka ma być niespodzianką, a potem zapomnieliśmy że powinnam chodzić na wizyty...-opuściła głowę
-Jutro jak tylko się wyśpisz idziesz do lekarza. Luiz, teraz nie wiesz czy jest coś co przez okres ciąży robiłaś źle. Miejmy nadzieję, że dziecko jest zdrowe, oczywiście ja przyjmuję tylko optymistyczną wersję ;)- uśmiechnęłam się. Potem wróciłyśmy bawić się
------------------------------------------
Zdecydowanie bardziej jestem zadowolona z tego rozdziału. Może dla tego, że nie piszę go na pół żywa. ;) Wreszcie tak jakoś w miarę się wyspałam i jako tako żyję. :)
wtorek, 4 marca 2014
72- '... i że Cię nie opuszczę, aż do śmierci...' ~ ślub
*Mario*
-Ej patrz, twoja narzeczona jedzie!- szturchnął mnie Marco
-O już ? Ej dobrze wyglądam? W porządku jest ? -denerwowałem się.-Bez nerwów Mario. Spokojnie- poklepał mnie po plecach Martin
-Okey.
Wysiadły. Najpierw Luiza, potem Suzan , dalej Sara u na końcu Laura ;o Wyglądała pięknie, normalnie zgon. Taka śliczna, wspaniała... Podeszła do mnie i pocałowała mnie w polik. Dopiero się ocknąłem tak naprawdę co się dzieje:
-Pięknie wyglądasz- powiedziałem nadal zachipnotyzowany
-Dziękuję- szepnęła po czym wręczyłem jej bukiet kwiatów. A ona przypięła mi identycznego kwiata na garniturze, na wysokości prawej piersi. Świadkowie zajęli się organizacją kwiatów i muszę przyznać, że wybrali cudownie.
Cały czas moją głowę zaprzątały jakieś myśli . Choć starałem się, za nic w świecie nie mogłem się skupić. Pierwszy raz przeżywałem tak ogromny stres. W pewnej chwili Marco mnie szturchnął:
-Przestań się denerwować. Za pięc minut wchodzimy- powiedział
Powitaliśmy się jeszcze z rodzicami po czym wszyscy weszli, zostawiając naszą czwórkę na dworze:
-Nie denerwuj się brat- puścił mi oczko Felix
-Aż tak widać?- westchnąłem
-Jest super. Dasz radę - uśmiechnął się
Po czym zniknął w tłumie gości wchodzących do kościoła...
*Laura*
I ten moment kiedy wiem, że wchodze do kościoła jako Laura Laskowska, a wyjdę z niego już jako Laura Goetze ^^. Jejka cudnie to brzmi :* Troszkę stresu.. Niee, teraz to już troszkę więcej :/ . Ale jak mnie przekonują nasi świadkowie: Będzie dobrze:
-To jak gotowa?- uśmiechnął się Mario
-Myślę, że tak- pokiwałam głową
-Myślisz, czy jesteś pewna?- podał mi rękę
-Idziemy- powiedziałam z uśmeichem i ruszyliśmyy w stronę kościoła
*... że Cię nie opuszczę, aż do śmierci...*
Wypowiedział te słowa Mario, a wcześniej ja sama. Teraz nastapiło włożenie obrączek:
-Mario, przyjmij tę obrączkę, na znak mojej miłości i wierności...- włozyłam mu obrączkę na palec a on się uśmiechnął
Za chwile zrobił to samo mi. :
-Jesteście mężem i żoną! Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez Was zawarte ja posługą kościoła błogowsławię i uświęcam. Możecie przekazać sobie pierwszy małżeński pocałunek- zakończył kapłan a my, noworzeńscy pocałowaliśmy się
Cudowna chwila, a do tego ta wzruszająca, że aż łezka kręci się w oku. I cały czas walczę, żeby ona tam została i nie spłyneła po mojej twarzy. Poprostu cudowne przeżycie!
Ślub skończył się po nie całej godzinie. Oczywiście przy wyjściu z koscioła zostaliśmy obsypani ryżem i drobnymi. Teraz razem z Mario siedzimy w samochodzie, trzymając sie za ręce na których widnieją obrączki. Moja to ta z kryształkiem a mojego męża, oczywiście bez. :
-Jak się czujesz ?- pocałował mnie Mario
-W roli twojej żony? Wspaniale!- oddałam pocałunek a kierowca i świadkowie zrywali z nas boki
-To się cieszę i powiem Ci... fajnie jest być twoim mężem- zaśmiał się
Po nie całych 20 minutach doejchaliśmy w wyznaczone miejsce- czyli pod lokal. Tutaj miała się odbyć druga część dzisijeszych wydarzeń , niektórzy mogą uznać, ze ta ciekawsza.
*Mario*
Kiedy ślub się zaczął przestalem się denerwować, Teraz jest już po nim i nie denerwuję się nadal. Właśnie zostaliśmy przywitani chlebem. Postanowiliśmy zaczerpnąc zwyczajów polskich. Żeby ten ślub był polsko-niemiecki czyli taki idealny.
Właśnie przyjęliśmy życznia i oczywiście prezenty od gości i zaczął się obiad a po nim nastąpił pierwszy taniec, a więc taniec pary młodej.
Wyszliśmy z Laurą na środek sali, zachęceni gromkimi brawami i zaczęliśmy tańczyć do bardzo wolnej, przemyśleniowej piosence:
-Wiesz co bałam się- szepnęła Laura
-Czego?- spytałem patrząc jej prosto w oczy
-Że to się nie uda. Miałam wątpliwości...- przerwała
-Że Cię nie kocham?- spytałem i wpiłem się w jej słodkie usta- Nadal masz?
-Nie- uśmiechnęla się
Kiedy nasz taniec się skończył zostaliśmy z Laurą rozchwytywani. Tańczyłem z wszystkimi kobietami z rodziny, Laura natomiast zajęła facetów.
Zbliżała się 24. Zaraz oczepiny. Będzie się działo... Kiedy nasi świadkowie uporali się z moim krawatem i welonem mojej żony, orkiestra poprosiła najpierw wszystkie nie zamęrzne kobiety. Laura stała w śroku a dziewczyny na około. Okazało się że welon złapała Suzan. Dalej taka sama akcja tylko my faceci. Krawat złapał Martin. Nowa para młoda miała teraz za zadanie zatańczyć. Martin jako że był już troche upity zaczął wydurniać się. Wydawałoby się że Suz czasem nie wiedziała co się dzieje.:
-Densimy murzyny szalalalala!!- krzyczał Martin .
Wszyscy wstali od stołów i na polecenie nowego pana młodego "Słunie stare kunie rumuny bawoły żydy murzyny 'densiły' "
Dochodzi już 3 nad ranem a goście nadal cudnie się bawią i ani myślą przestawać. Orkiestra właśnie ogłosiła jutrzejsze poprawiny o 16, i jeszcze będzie trzeeba się wyspać..
-----------------------------
Sory przepraszam za to powyższe. Straszny nawał nauki, przed chwilką wróciłam z dyskoteki szkolnej i nie daje oznak życia. Zastanawiałam się czy wstawić to dzisiaj bo nie wyszło jak bym chciała. Ale dodaje.
Od razu zapowiadam że nie mam pojęcia kiedy ukarze się następny rozdział bo nauki coraz więcej że aż nie chce się żyć... CHCE WAKACJEEE !!^^
-Ej patrz, twoja narzeczona jedzie!- szturchnął mnie Marco
-O już ? Ej dobrze wyglądam? W porządku jest ? -denerwowałem się.-Bez nerwów Mario. Spokojnie- poklepał mnie po plecach Martin
-Okey.
Wysiadły. Najpierw Luiza, potem Suzan , dalej Sara u na końcu Laura ;o Wyglądała pięknie, normalnie zgon. Taka śliczna, wspaniała... Podeszła do mnie i pocałowała mnie w polik. Dopiero się ocknąłem tak naprawdę co się dzieje:
-Pięknie wyglądasz- powiedziałem nadal zachipnotyzowany
-Dziękuję- szepnęła po czym wręczyłem jej bukiet kwiatów. A ona przypięła mi identycznego kwiata na garniturze, na wysokości prawej piersi. Świadkowie zajęli się organizacją kwiatów i muszę przyznać, że wybrali cudownie.
Cały czas moją głowę zaprzątały jakieś myśli . Choć starałem się, za nic w świecie nie mogłem się skupić. Pierwszy raz przeżywałem tak ogromny stres. W pewnej chwili Marco mnie szturchnął:
-Przestań się denerwować. Za pięc minut wchodzimy- powiedział
Powitaliśmy się jeszcze z rodzicami po czym wszyscy weszli, zostawiając naszą czwórkę na dworze:
-Nie denerwuj się brat- puścił mi oczko Felix
-Aż tak widać?- westchnąłem
-Jest super. Dasz radę - uśmiechnął się
Po czym zniknął w tłumie gości wchodzących do kościoła...
*Laura*
I ten moment kiedy wiem, że wchodze do kościoła jako Laura Laskowska, a wyjdę z niego już jako Laura Goetze ^^. Jejka cudnie to brzmi :* Troszkę stresu.. Niee, teraz to już troszkę więcej :/ . Ale jak mnie przekonują nasi świadkowie: Będzie dobrze:
-To jak gotowa?- uśmiechnął się Mario
-Myślę, że tak- pokiwałam głową
-Myślisz, czy jesteś pewna?- podał mi rękę
-Idziemy- powiedziałam z uśmeichem i ruszyliśmyy w stronę kościoła
*... że Cię nie opuszczę, aż do śmierci...*
Wypowiedział te słowa Mario, a wcześniej ja sama. Teraz nastapiło włożenie obrączek:
-Mario, przyjmij tę obrączkę, na znak mojej miłości i wierności...- włozyłam mu obrączkę na palec a on się uśmiechnął
Za chwile zrobił to samo mi. :
-Jesteście mężem i żoną! Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez Was zawarte ja posługą kościoła błogowsławię i uświęcam. Możecie przekazać sobie pierwszy małżeński pocałunek- zakończył kapłan a my, noworzeńscy pocałowaliśmy się
Cudowna chwila, a do tego ta wzruszająca, że aż łezka kręci się w oku. I cały czas walczę, żeby ona tam została i nie spłyneła po mojej twarzy. Poprostu cudowne przeżycie!
Ślub skończył się po nie całej godzinie. Oczywiście przy wyjściu z koscioła zostaliśmy obsypani ryżem i drobnymi. Teraz razem z Mario siedzimy w samochodzie, trzymając sie za ręce na których widnieją obrączki. Moja to ta z kryształkiem a mojego męża, oczywiście bez. :
-Jak się czujesz ?- pocałował mnie Mario
-W roli twojej żony? Wspaniale!- oddałam pocałunek a kierowca i świadkowie zrywali z nas boki
-To się cieszę i powiem Ci... fajnie jest być twoim mężem- zaśmiał się
Po nie całych 20 minutach doejchaliśmy w wyznaczone miejsce- czyli pod lokal. Tutaj miała się odbyć druga część dzisijeszych wydarzeń , niektórzy mogą uznać, ze ta ciekawsza.
*Mario*
Kiedy ślub się zaczął przestalem się denerwować, Teraz jest już po nim i nie denerwuję się nadal. Właśnie zostaliśmy przywitani chlebem. Postanowiliśmy zaczerpnąc zwyczajów polskich. Żeby ten ślub był polsko-niemiecki czyli taki idealny.
Właśnie przyjęliśmy życznia i oczywiście prezenty od gości i zaczął się obiad a po nim nastąpił pierwszy taniec, a więc taniec pary młodej.
Wyszliśmy z Laurą na środek sali, zachęceni gromkimi brawami i zaczęliśmy tańczyć do bardzo wolnej, przemyśleniowej piosence:
-Wiesz co bałam się- szepnęła Laura
-Czego?- spytałem patrząc jej prosto w oczy
-Że to się nie uda. Miałam wątpliwości...- przerwała
-Że Cię nie kocham?- spytałem i wpiłem się w jej słodkie usta- Nadal masz?
-Nie- uśmiechnęla się
Kiedy nasz taniec się skończył zostaliśmy z Laurą rozchwytywani. Tańczyłem z wszystkimi kobietami z rodziny, Laura natomiast zajęła facetów.
Zbliżała się 24. Zaraz oczepiny. Będzie się działo... Kiedy nasi świadkowie uporali się z moim krawatem i welonem mojej żony, orkiestra poprosiła najpierw wszystkie nie zamęrzne kobiety. Laura stała w śroku a dziewczyny na około. Okazało się że welon złapała Suzan. Dalej taka sama akcja tylko my faceci. Krawat złapał Martin. Nowa para młoda miała teraz za zadanie zatańczyć. Martin jako że był już troche upity zaczął wydurniać się. Wydawałoby się że Suz czasem nie wiedziała co się dzieje.:
-Densimy murzyny szalalalala!!- krzyczał Martin .
Wszyscy wstali od stołów i na polecenie nowego pana młodego "Słunie stare kunie rumuny bawoły żydy murzyny 'densiły' "
Dochodzi już 3 nad ranem a goście nadal cudnie się bawią i ani myślą przestawać. Orkiestra właśnie ogłosiła jutrzejsze poprawiny o 16, i jeszcze będzie trzeeba się wyspać..
-----------------------------
Sory przepraszam za to powyższe. Straszny nawał nauki, przed chwilką wróciłam z dyskoteki szkolnej i nie daje oznak życia. Zastanawiałam się czy wstawić to dzisiaj bo nie wyszło jak bym chciała. Ale dodaje.
Od razu zapowiadam że nie mam pojęcia kiedy ukarze się następny rozdział bo nauki coraz więcej że aż nie chce się żyć... CHCE WAKACJEEE !!^^
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)