*Laura*
Zdecydowałam, że zadzwonie do Mario. Musimy wreszcie spokojnie porozmawiać. Wtedy go nie wysłuchałam i teraz tego żałuję. Wykonałam połączenie, ale nikt nie odbierał. Pragnęłam znowu usłyszeć ten ciepły głos mojego Mario. Nie chcę się od niego odcinać ja tam wrócę, jesli odvierze i zgodzi się na to. Próbowałam, dzwoniłam jeszcze kilka razy. W sercu czułam niepokój z trunem przełykałam ślinę w gardle. A co jeśli już za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia? Jeśli chłopacy go nie upilnowali?!!!! Co się dzieje!?!?!? Byłam w szoku. Do mojego pokoju weszła Sara:
-I jak?- spytała i mimowolnie mnie przytuliła
-Jak to jak? Nie odbiera- krzykęłam- Już koniec, rozumiesz?
-Jaki koniec? Laura, spokojnie- przubowała mnie uspokoić
-Coś mi serce podpowiada, że chłopaki nie dali rady go upilnowac i...- przerwałam
-Nawet tak nie myśl Laura nie myśl tak !! Rozumiesz?- próbowała wybić mi to z głowy
~Minęła godzina~ Siedzę na dole i dzwoni mój telefon. Ile sił w nogach pobiegłam na górę. Na wyświetlaczu: Mandzu ^^ odebrałam połączenie od przyjaciela
-Laura- mówił szybko i jakby był zdyszany
-Co się stało Mario mów- ponaglałam go lekko zdenerwowana
-No bo Goetze..- wziął oddech
-Co się do cholery dzieje z Mario???- krzyknęłam do słuchawki
-On... zabił się- wydusił to z siebie
-Co? Nie !!! jak to?- krzyczałam
-Lekarze walczą o jego życie..-
-Jak zadzwonie bądź na lotnisku- powiedziałłam
-Laura nie jedź, nosisz dziecko pod sercem, jest zimno...-próbował odwieść mnie od tematu
-Poprostu tam bądź, pa- zaszlochałam
Szybko wyjęłam na łóżko wszytskie walizki i zbiegłam na dół, kazała Sarze zarezerwować bilet do Monachium. dziewczyna sama nie wie po co ale to nie isiotne, to walka z czasem, jest go mało a ja muszę dzisiaj tam być. Mullerowa zrobiła o co j poprosiłam a ja spakowałam się, miałam nieco ponad godzinę, to nie wiele ale jeśli chcę dotrzeć dzisiaj muszę się pospieszyć. Spakowałam się zbiegłam na dół cały czas płacząc opowiedziałam dziewczynom wszystko po kolei zachwile przyszedł Casillas z Ronaldo . Było mi głupio po ostatniej akcji z Cr7 ale musiałam.
Pożegnałam przyjaciół podziękowałam za wszytsko i wybiegłam na lotnisko. Zostało 15 minut. Myślę, że zdązę. Tóż po odprawie, zajęłam miejsce w samolocie i zadzwoniłam do Mandzukicia. Po dwuch godzinach lotu, wylądowaliśmy na Monachijskim lotnisku.Od razu poczułam to powietrze, ten klimat, to miejsce, które kocham. Poszukałam wzrokiem Mario, dość szybko udało mi się go znaleźć w tłumie ludzi wychodzących z samolotu. Podbiegłam do przyjaciela i rzuciłam się mu na szyję:
-Mario!! Stęskniłam się- przytuliłam piłkarza
-Laura ja też, nawet nie wiesz jak bardzo- powiedział- Odwieźć cię do domu?
-Nie ! Do szpitala do Mario mnie zawieź szybko!- dałam mu rozkaz
-Serio postanowiłas do niego wrócić?- spytał kiedy wsiedliśmy do auta
-Nie wróciłam do niego, narazie tylko do Monachium- wymusiłam delikatny uśmiech
-Wiem, nie będę podważał żadnej twojej decyzji, ale wiedz, Mario bardzo cierpiał. I on doskonale rozumiał jaki bład popełnił. Tyle razy próbował mnie rozszarpać, kiedy nie chciałem mu udzielić żadnych informacji na twój temat- posmutniałam
-Domyślam się, że źle zrobiłam wyjeżdżając, ale musiałam odpocząć- przytaknęłam
-Dobrze, to tutaj wysiądź a ja zaparkuje- powiedział mój przyjciel
-Podasz numer sali?- spytałam
-Lahm czeka na ciebie tutaj na dole powinnaś go spotkać, zaprowadzi cię- uśmichnął się a ja poszłam
Kiedy zobaczyłam Philippa padłam mu w ramiona, stęskniłam się za tymi żulami tak bardzo. W tej właśnie chwili pzrypomnialy mi sie wszytskie przypały razem odwalone. Wszystkie wspólnie spędzone chwile. Brakowało mi tego, szczerze mi tego brakowało.
Po przywitaniu się oi zamienieniu paru zdań, Lahm zaprowadził mnie pod salę, w której przebywał Goetze. Panował tam duży ruch. Ciągle z sali wychodziły pielęgniarki, wbiegali do niej lekarze, jednak nikt nie zachciał udzielić mi zadnych informacji. Późnym wieczorem chłopaki kazali mi pojechać do domu i nieco się ogarnąć zawieźć walizki i rozpakować się. Jednka nie przystałam na ich propozycję, puki nie udzieli mi nikt jakiejś konkretnej informacji, nie ruszę się stąd! Po jakiś dwuch godzinach udało mi się zatrzymać lekarza, widać, ze już jest nieco spokojniej, pielęgniarki przychodzą tylko co 30 minut sprawdzić... w zasadzie to nawet nie wiem co. Postanowiłam się tego dowiedzieć. Lekarz udzielił mi tylko jednej informacji, że stan Mario zaliczyć można do krytycznego. I mało brakło aby już go tutaj nie było. A teraz są jeszcze jakiekolwiek szanse i najważniejsze jest to że jego organizm podejmuje walke. -Tyle się dowiedziałam od lekarza. Była już 1 w nocy więc nie było już sensu jechac do domu, postanowiłam zostać w szpitalu.
Nie spałam wcale, przez tą noc wypiłam chyba ze 4 kawy. Zapomniało mi się , że nie mogę ich pić, ale było minęło czasu nie cofnę. Jakieś 10 minut po 9 przyjechał Philip i wymienił mnie a kiedy dojechał Mandzu odwiózł mnie spowrtem do domu. Zdązyłam wyjąć kilka rzeczy z walizki umyć się i zjeść porządne śniadanie, kiedy zadzwonił Philip. Z bijącym sercem odebrałam telefon:
-Co sie dzieje?- spytałam
-Słuchaj, jest źle. Mario ma za mało krwi organiźmie. Lekarze nie wiedzą co robić.- mówił
-A ten noe wiecie...- zaczęłam niepewnie nie wiedziałam czy mogę ich o to prosić- moglibyście sprawdzić jaką wy macie grupę krwi ?- wymyśliłam
-Patrzyliśmy jest inna- posmutniał
-To źle .Już... zaraz będę.
-Jeśli chcesz, żeby był... to pospiesz się. Lekarze mówią, że to walka z czasem. Jak nie zdążą podać mu krwi w odpowiednim czasie to...- zaciął się
-Nie ! Już biegnę, będę najszybciej jak się tylko da!- krzyknęłam do telefonu i rozłączyłam się.
Zakluczyłam drzwi i szybko wybiegłam do szpitala, na szczęscie nie było aż tak daleko... Udałam sie prosto do gabinetu i pielęgniarki zabrały mnie za sobą na sprawdzenie grupy krwi. Po 15 minutach czekałam już na korytarzu, niecierpliwiąc się o wyniki:
-I jak ?- pojawił się Philip
-Czekam- powiedziałam smutno
-Pani Laskowska? - spytała pielęgniarka
-Tak to ja- poderwałam się z miejsca
-Prosze wynik- podeszła i uśmiechnął się
Tak ! Mam taką grupę krwi jakiej potrzebuje Mario, jej jestem ucieszonaaa. Od razu pobrali mi krew i czekałam aż podadzą ją Mario...
----------------------------------------------
Już 38 :DD 5 komentarzy!!! Ale sie jaramm!!!! Kocham was *.* I dlatego macie rozdział nie planowany dzisiaj (jestem tu pod pretekstem pracy domowej z historii xD ) 3majcie się :* Buziole
świetny rozdział .Mam nadzieje że Mario się obudzi i że się pogodza . Pozdrawiam i zapraszam do siebie .
OdpowiedzUsuńHeheszky :-* Czułam, że się ucieszysz z komów xd
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle cudowny <3 <3 <3