piątek, 29 listopada 2013

33- Czy życie to ma sens?

*Mario*
Pierwsze co zrobiłem po wyjściu ze szpitala, udałem się do Mandzukicia:
-Cześć- przywitałem kolegę
-Czego?- spytał ponuro
-Wpuścisz mnie?- spytałem a Mario wskazał żebym wszedł
-O co chodzi?- spytał- Jeśli pytasz o Laurę...
-Daruj sobie- dokończył za niego Lahm siedzący w kuchni
-No ale paczcie, mam dowody!- powiedziałem uradowany
-Taa jasne- powiedzieli nadal niezadowoleni z mej wizyty
Potem pokazałem im wszystkie kartki i podpis lekarza. Cały czas miałem w sercu ten płomyk nadzieji na lepsze jutro... na lepszą przyszłość z dziewczyną którą kocham i z przyjaciółmi...
-No dobrze, my wierzymy, a co z nią- spytał już zadowolony mandzukić
-Liczyłem, że podacie mi jej adres i...- niedokończyłem
-Zapomnij. - przerwał Philip- Laura nie kazała nikomu mówić. Wiem, jesteśmy przyjaciółmi, wiem też że chcesz o nią walczyć....
-Mam pomysł- rzucił Mandzu- daj, ja to wyśle
-Dzięki wielkie przyjacielu!- przytuliliśmy się we trójkę i Philip poklepał mnie po plecach szepnąłszy coś w stylu : 'Będzie dobrze' .
Po jakimś czasie wróciłem do domu z myślą o Laurze. Tak bym chciał znowu ją przytulić pocałować, przypomnieć ją jak bardzo ją kocham. Tak nadal ją kocham nie poddam się, za dużo dla mnie ta dziewczyna znaczy. Ale nie mam jej za złe, że uciekła. Gdybym był na jej miejscu pewnie tez bym się podobnie zachował. Katowała mnie jedna myśl... Przypomniała mi się kłótnia podczas wyprowadzki Laskowskiej:
'...-A co z dzieckiem ?- (ja)
-Usunie!- (Isabel)
-A żebyś wiedział- (Laura)...'
Nie nie  nie!! Ja na to nie pozwolę. Nie mogłem usiedzieć w miejscu. Jaki to ja byłem głupi! Nie wiem nawet czy to małe stworzenie, które pokochałem, jeszcze żyje!!! Czy moje życie ma sens? Biłem się w pierś i zastanawiałem się co mogę zrobić aby ją odzyskać?? Wpadł mi na myśl pewien plan...

*2 dni później, Laura- Madryt*
Dzisiaj wielki dzień! Chłopaki grają mecz, ostatni mecz, ligi hiszpańskiej. Grają z FC Banceloną, do której tracą 1 punkt. Jesli wygrają... Zdobędom puchar Hiszpani, jeśli zas przegrają... będa musieli uznać wyższość Barcelony... Chłopaki jak na każdy mecz, tak i na ten zaprosili nas. Bedziemy wiernie kibicować aby to królewscy byli mistrzami.
Zbliżała się godzina 18 a więc pozostały 2 godziny do meczu. Przygotowałam z Ad kolację, bo Cris który przyszedł do nas w goście zaraz wybierał się na krótki trening przedmeczowy. Chwilę później po zjedzonym posiłu szykowałyśmy się do meczu. Dostałam koszulkę od Ronaldo właśnie z próśbą, a raczej z przymusem założenia jej na spotkanie. Kiedy już się przygotowałam wyszłam sobie na dwór i usiadłam na schodac przed wyjściem z domu. Było już ciemno jak na godzinę 18.30 przystało, powiewał lekki wiaterek, było ... tak jak lubiłam. Siedziałam tak i starałam się odprężyć umysł. To było mi potrzebne, byłam ostatnimi dniami wykończona, kilka dni z rzędu chodziłam na treningi potem albo klub albo imprezka u jednej z osób naszej boskiej paczki.
Postanowiłam wrócić już do domu, bo pewnie dziewczyny już czekają, Zapewne będą chciały wcześniej wyjechać, żeby uniknąc niepotrzebnych korków na ulicach miasta:
-I jak gotowa?- uśmiechnąła się Lissa
-No pewnie, o której wyjeżdzamy?- odwzajemniłam uśmiech
-Chyba zaraz, wiesz ... zanim dojedziemy...- machnęła ręką
-Takk korki w Madrycie. Nowość? Nie sądze- zaśmiałysmy się z przyjaciółką
Po chwili przyszła reszta, ja zaniosłam swoją torbę do samochodu, po drodze zachaczając o skrzynkę na listy. Nie patrząc do kogo wrzuciłam na tylnie siedzienie samochodu, po czym sama do niego wsiadłam. Za kilka minut doszły dziewczyny i byłyśmy już gotowe do drogi.

*Godzinę później, Santiago Bernabeu*
Dojechałyśmy już na stadion, tak jak przypuszczałam stałyśmy w korkach ok. 1 godziny. Masakra... Zajęłyśmy miejsca na trybunach i przyglądałyśmy się wychodzącym z szatni piłkarzom. Najpierw przedstawienie drużyn potem losowanie piłki i takie tam formalności, i za nie całe 15 minu rozpoczął się mecz.
Królewcy starali się z poczatku blokować ataki drużyny z Barcelony i jak odzyskaja piłkę przeprowadzać szybkie ataki, jednak bezskutecznie. W pewniej chwili FCB zdobywa swojego gola, na listę strzelców wpisuje sie Neymar. Kończy się tym samym  1połowa spoktania. 15 minutowa przerwa i piłkarze 2 raz wychodzą na murawę.... Nie minęło 10 minut a Messi podwyższa na 2:0. Królewscy nieco podłamani... ale wierzyłam że będzie dobrze.
Zbliżała się 86 minuta spotkania. Między dwuch piłkarzy FCB wbiegał Karim Benzema. Zbliżał się do pola karnego, kibice Realu wstali z miejsc i krzyczeli, motywowali nagle Karim zostaje kopnięty kolanem w okolice brzucha... nie wiem dokładnie nie widziałam z trybun. Podbiega sędzia, najpierw widzimy skwaszoną minę napastnika, widać, że bolało, piłkarz nie podnosił się z murawy. Potrzebował lekarzy, którzy znieśli go  z  boiska na noszach. Następnie zostaje podyktowany rzut karny, który precyzyjnie wykorzystuje CR7. Skaczemy z radości ale i trzęsiemy się z niepokoju o Benzemę. Mam nadzieję, że to nic poważnego....


------------------------------------------
Przepraszam że nie dodaję. Ale mój stan psychiczny nie pozwala na to. Wszystko się wali i nie mam chwili na wzięcie oddechu. Sory przepraszam ale nwm jak będzie dalej z tym opowiedaniem. Nie jestem w stanie pisać o szczęsciu i miłości skoro sama tego nie doświadczam....
Odpowiedź na pytanie dotyczące tematu rozdziału : 'Czy życie to ma sens?' Moje nie :(

.....................

niedziela, 24 listopada 2013

32- Odnaleźć właściwą drogę...

*Mario -Monachium*
Byłem wstrząśnięty tamtą sytuacją z rana. Naprawdę nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Isabel najpierw przyczołgała się za mną do domu, potem wypaliła z tą ciążą? To wszytko było zamyślane, ona musiała to planowac juz jakiś czas. Przecież to jest nie możliwe, żebym był ojcem. Przeciez my nawet nie... spaliśmy ze sobą. Tamta sytuacja z wczoraja, to nie był efekt tego, że ja laurę zdradzam tylko, modelka zaciągęnęła mnie do łóżka i kiedy usłyszała, że ktoś wchodzi rozpoczęła działać. Teraz Laura wyjechała nawet nie wiem gdzie, nie wiem po co, ale wiem dla czego, wiem z jakiego powodu, z czyjego poodu. To przeze mnie! Jestem kretynem, nie wiem jak ja mogłem takie coś zrobić wgóle! Przeypomniało mi się, że Laura kiedy wyszła z domu musiała na noc się gdzieś podziać, więc wymyśliłem, że albo schroniła się u Justyny albo Mandzukicia. Najpierw wybrałem mojego klubowego przyjaciela. to do niego skierowałem moje pierwsze kroki:
-Cześć- powiedziałem nie pewnie
-Czego?- spytał wyraźnie oburzony, miałem teraz pewność że Laura była właśnie u niego
-Mogę?- znów zapytałem
-Wchodź- wszedłem do środka i zobaczyłem Philipa- Była tu moja dziewczyna?
-Twoja dziewczyna?- spytał- Philip była tu Isabel?- spytał nieco lekceważąc
-To puste z kotem na głowie i jeo dzieckiem? Hahahahh - zaczął się śmiać- Nie- szybko zmienił ton na poważny
W tym momencie zrobiło mi się przykro wiem, że chłopacy robili to specjalnie, żeby mi dopiec. Ale może w ten sposób się czegoś nauczę:
-Dobra, jak się czegoś dowiecie, to mówcie, ok?- spytałem z jakimś jeszcze procentem nadzieji
-Po tym co jej zrobiłeś? Myślę, że nie jesteś zdziwiony jej zachowaniem-powiedział ironicznie
-Jeszcze ta ciąża! Jaki dupek z ciebie Goetze- dopowiedział Lahm

*Laura- Madryt*
Wróciliśmy z wygłópów na basenie, bo za godzinie chłopacy mieli trening. Zabrałyśmy się i postanowiłyśmy z nimi pójść. Zbliżała się 15.00 dnia 17 września a mimo wszystko ubrałam się  letnio. Jest tu tak gorąco, jak latem. Mi w sumie to pasuje. :)
Jestem bardzo zadowolona z wyjazdu tutaj, nie myślę, o Mario, chociaż cały czas czuję, ten ból, który mi zadał, a właściwie mojemu sercu. Jednak to się teraz nie liczy, teraz moim planem jest: Odnaleźć właściwą drogę. Tą do szczęścia oczywiście. Ile tu zostanę? Jeszcze nie wiem, gdy byłam jeszcze w samolocie i byłby tam on... Pewnie bym nie poleciała... Ale cieszę się że go tam nie było bo Madryt jest najlepszym miejscem na wytchnienie i uspokojenie się.
Po drodze na stadion chłopacy kupili kurczaka w Mc'donalds i mały kubek kawy dla keżdej z nas. Poszłyśmy więc z tym towarem na trybuny i rozmawiałyśmy jedząc kurczaka:
-Laura jedz- uśmiechnęła się Ad
-Wiesz... nie mam zbytnio ochoty. Trochę mi nie dobrze- wyznałam
-Ciąża robi swoje...- przypomniała mi Sara
-Racja, może i dlatego...- westchnęłam
-Ciąża?!- krzyknąła Ad i Liss
-No to nie wiecie?- spytałam śmiejąc się z min koleżanek
-Nieeeee....- odpowiedziały- Ale bardzo chętnie posłuchamy- dokończyła Adriana
-No więc... zaszłam w ciąże, jestem chyba pod koniec 3 tygodnia i dwa dni kiedy powiedziałam Mario, który bardzo się ucieszył... że aż uronił łzę...- tu przerwałam i po moim policzku pociekła łza, Lissa mnie przytuliła- ... no i potem wyjechał na zgtupowanie kadry i...
-... ona też tam była?!- przerwała mi Adriana
-Tak była... a jak pakowałam walizki to... on właśnie wrócił do domu z NIĄ i ona powiedziała, że... -mówiłam płacząc- że... jest w ciąży z nim!
-Że co?!- krzyknęły obie razem
-To co slyszycie- powiedziała za mnie Mullrowa
-Jezus Maria! Ale masz pewność że to jego dziecko?- spytały
-Nie mam pewności czy ona wogóle jest w ciąży... Mario mówił, że nie i że mi to wyjaśni, bo to zwykłe niepozorumienie!
Było mi nieco lżej, kiedy opowiedziałam dziewczynom co ja tu właściwie robię, wspierają mnie, tylko tego w zasadzie było mi trzeba. Wiem, że nie są jak Lena, to są prawdziwe przyjaciółki ...i w dodatku moje <3

*Mario *
Siedziałem wkurzony na łóżku i nie wiedziałem co mam robić, miałem ochotę się upić, ale sms zawsze musi przyjść nie wtedy kiedy trzeba... Isabel -,- Wukrzyłem się:

'No hej skarbie ;* Co tam? Spotkamy się?'- napisała
'Tak za 20 minut u lekarza'- odpisałem
'Cos się stało? :o'- przyszła odpowiedź
'Coś- dopiero może się stać. Masz tam być za 20 minut!'
'Dobrze dobrze. Bez nerwów kotek *.*'

Muszę Laurze udowodnić, że ona nie jest w ciąży, a jeśli jest to napewno nie ze mną! Przecież nawet z nią nie spałem! Szybko się ubrałem i wyszedłem w umówione miejsce:
-Idziemy już- powiedziałem stanowczo
-Po co?- spytała zdezoriętowana
-Dowiesz się, ale w gruncie rzeczy to powiennaś wiedzieć idiotko!- krzyknąłem
-Witam. Przyszliśmy zrobić badania USG.- przywitałem doktora
-Że co?- szepnęła Is
-Byli państwo umówieni?- spytał lekarz
-Nie ale to bardzo ważne proszę- powiedziałem błagalnie
-Skoro takie ważne. Niech pani siada- westchnął lekarz
Zrobił dziewczynie wszytkie badania i kazał nam poczekać na korytarzu. Isabel cały czas była na mnie zła za to że ją oszukałem ale mi na niej nie zależy ale na Laurze. Chciełem tylko mieć upewnienie , że nie jest w ciąży. Za 20 minut zawołał nas lekarz:
-A więc... Pani Angerer...- modliłem się w duszy
-No niech pan powie wreszcie!- nie mogłem wytrzymać
-Niestety nie jest w pani ciąży- zwrócił się lekarz do dziewczyny stojącej obok mnie- przykro mi jesli są państwo zawiedzeni- westchnął i zaczął coś pisać
-Tak! I co?! Myślałaś, ze ci sie uda!- zwróciłem się do Is- A czy mogę jakieś potwierdzenia tego badania?
-Juz, proszę bardzo- uśmiechnął się lekarz
Wyszedłem  z przychodni w świetnym humorze, przeciwnym zupełnie do humoru modelki. Teraz tylko wyślę mojej dziewczynie chipotezę i jestem wolny :)


--------------------
Nie wierzę no nie wierzę!! Borussia przegrała ze woim odwiecznym rywalem, Bayernem :( Powiem Wam szczerze, że łudziłam się nadzieją, na lepszy mecz. W pierwszej połowie, kiedy częściej gościli na połowie rywala, byłam dumna z mojej Borussi, jedbnak potem zaczęło się sypać :( no niestety. Potem kiedy Goetze strzelił gola, załamałam się  :( Byłam taka głupia i roztrzęsiona , że krytykowałam swojego największego idola ////. Jednak bardzo spodobało mi się zachowanie Mario, widac że na grało mu się łatwo.  A z tego gole sie nie cieszył, może to i lepiej dla hejterów, którzy bez zaskoku przywiyali go gwizdami :/

Tyle co ja powiem na ten temat. Mam nadzieję, że okarzecie serce i nie będziecie hejtować, bo to powyższe to tylko i wyłącznie moje zdanie, które zapewnie każdy ma inne na ten temat :)

Pozdroo :*

piątek, 22 listopada 2013

31- Dobra wiedźma na Halloween

*Laura*
-Byłaś?- przytulił mnie Mandzu
-On też był- zaszlochałam
-Już dobrze- powiedział- Siadaj zrobię ci kawe
-Yhm- przytaknęłam i usiadłam na krześle w kuchni
-Hej, Laura- Philip mnie przytulił- Stało się coś?
-Powiedzmy... -znowu zaczęłam płakać
Wiedziałam, że nie mogę mu nie powiedzieć, wiedziałam też że napewno okaże mi zrozumienie... Wkońcu jest jednym z moich przyjaciół. Postanowiłam nie czekać dłużej tylko poprostu powiedziałam mu prawdę. Zaczynając od naszych nie uporządkowanych relacji, przez ten wyjazd na zgrupowanie kadry, aż po dzień, w którym mnie zdradził. Lahm słuchał z niedowieżaniem, zdziwił mnie, kiedy powiedział, że na zgrupowaniu nic podejrzanego nie zauważył. Co prawda mówił, że Goetze był zadowolony, ale był przekonany że to ze mną mu się zaczeło układać:
-No i jeszcze Wam wszystkiego nie powiedziałam.... - zaczełam z coraz głośniejszym płaczem
-Co?!- krzyknęli obaj równocześnie
-No bo ona...-
-Była tam?- przerywali mi
-Nie...-znowu nie dawali mi skończyć
-Jest z nim?-  spytał Lahm
-Nie... -chciałam wreszcie móc dokończyć
-Co do cholery ona odwaliła- wkurzyli się
-A dacie dokończyć?- powiedziałam zbulwersowana
-Przepraszamy- Powiedzieli równo- Mów dalej- dokończył Mario
-Ona.... Jest z nim w ciąży!- rozpłakałam się na nowo
-Że co kur*a?!!!- zaklnął Philip
-Kto to powiedział- krzyknął Mandzukić po czym wziął ze soba kurtkę
-Ona. Mario gdzie ty idziesz?- spytałam widząc jak wkurzony wybiega z domu- Mario- złapałam go za rękę
-Idę do tego Goetzego i mu wytłumacze, co to znaczy skrzywdzić z dziewczynę!- krzyczał
-Nie!! Poczekaj.- Odwrócił się w moją stronę- Nie warto, za 2 godziny już mnie tu nie będzie
-Jak to?- spytał zaskoczony Lahm
-No normalnie, chcę zapomnieć, chcę być jak najdalej stąd. Chociaż nie taki był plan...-zamyśliłam się
-A jaki?- zbulwersował się Lahm
-Miałam ochotę umrzeć, albo najlepiej usunać dziecko, które zawsze mi będzie go przepominało ale nie mogę! Nie daje rady emocjonalnie. - rozpłakałam się
-To już lepiej wyjedź, nie rób krzywdy dziecku, nie jego wina...-
-....że wybrałam takiego kretyna i że ten kretyn to jego ojciec. Tak wiem, wychowam je sama. Mam tylko nadzieję, że nie bedzie mi go przypominało...- mówiłam jak nakręcona
-Nie, Laura ! Przecież nie to miałem na myśli to nie jest twoja wina, tylko Mario, że nie potrafi kochac jednej dziewczyny, tylko będzie miał już drugie dziecko.
-Dobrze nie mówmy o tym. Jak ja będę wyglądała. Ludzie na lotnisku pomyślą, że dzisiaj dzień duchów- zaśmialiśmy się
-Ejjjj, nie jest tak źle.- pocieszał mnie śmiejąc się Mandzukić
-Nie wcale, tylko wyglądam jak dobra wiedźma na Halloween ;)- padaliśmy ze śmiechu

*2 godziny później*
Jestem już na lotnisku, zostały mi już tylko takie tam formalności typu odprawa i jestem wolna! Zadzwoniłam już do dziewczyn między innymi to dwóch koleżanek z wymiany międzyszkolnej. Adriana mieszka w Madrycie razem ze swoją przyjaciółką Lissą. Dziewczyny przyjaźnią się od piaskownicy, dlatego na wymianę zgodziły się we dwie. Stwierdziły że nie wytrzymaja bez siebie. Możnaby powiedzieć jeszcze kilka tygodni temu, że tak jak ja z Leną... No ale cóż... Jade tutaj zapomnieć. To jest jedyny mój plan na teraz. Zbiżała się odprawa, postanowiłam pożegnać się z chłopakami, którzy przyjechali tu ze mną:
-Dziękuje Wam, za wszystko! Jesteście najlepsi, nie wiem jak bez Was wytrzymam- przytuliłam się do nich
-Laura, nie zostawiaj nas tu samych- nie puszczali mnie z uścisku
-Obiecuję, jak ułożę sobie życie to wrócę do Was.- uśmiechnęłam się
-Czekamy- zasalutowali na co ja się zaśmiałam
-Mam jeszcze jedną prośbę- westchnęłam- Nie mówcie Mario gdzie jestem ok?
-A gdzie ty jesteś? Gdzie będziesz? Ja... My .... nic nie wiemy- widać , że chłopacy robili wszystko żebym tylko ja najlepiej się czuła
-Dzięuję i do zobaczenia- pomachałam im i zniknęłam wśród tłumów
Wsiadłam po odprawie do samolotu i włączyłam muzykę, po chwili dosiadła się do mnie znajoma osoba:
-Sara?!- rozpoznałam dziewczynę z kadry Niemiec, to była ta która chciała po meczu mój autograf, z którą spotykałam się na treningacj indywidualnych przez jakiś czas-
-Laura?!- ucieszyła się- Co ty tu robisz?
-Długa historia, a po krótce to chłopak mnie zdradził- odpowiedziałaam
-Yhm... Kiepska sprawa
-Jakoś nie mogę się po tym otrząsnąć- westchnęłam
-Spkojnie, pomogę Ci- uśmiechnęła się
-Dzięki, a właściwie to do kąd lecisz?- spytałam
-Do Madrytu
-Ejjj, fajnie!- ucieszyłam się- To tak jak ja
-Super, mieszkać będę u takiej koleżanki Lissy, spotkałam ją kiedyś jak byłam na studiach i tak się poznałyśmy- opowiadała
-Lissa Mongolie?- spytałam
-Taak znasz ją? -spytała zdziwiona
-Przyjechała razem z Adrianą Rivens na wymianę do mojego Liceum- uśmiechnęłąm się- Poznam Cię z nią, napewno się polubicie

*2 dni później*
Jestem już w Madrycie. Rozgościłam się tu i powiedzieć mogę, ze świetnie miejsce. Zero problemów jak na razie. Tylko tego mi w sumie było trzeba. Właśnie się wybudziłam. Jest tutaj wspaniała pogoda dlatego wczoraj z dziewczynami postanowiłyśmy przejść się na  Santiago Bernabeu. Lissa i Adriana mówią, że znają się z kiloma piłkarzami i bardzo chętnie nas z nimi zapoznają. Tym bardziej, że wszytkie szlejemy na punkcie piłki.
Po delikatnym ogarnięciu się zeszłam na dół i pomogłam dziewczynom w przygotowaniu posiłku. Zarówno Mullerowa jak i ja mieszkamy u dziewczyn, mają naprawdę ogromy i przepiękny dom, daletego bez problemów zmieściłyśmy się tutaj wszystkie:
-Sara śniadanie!- wydarła się Lissa
-Lissa? Ona napewno slyszała- zasmiałyśmy się z Adrianą
Po posiłku, jak się umawiałyśmy poszłyśmy na boski stadion *.* Serialnie jest rewelacyjny. Spotkałyśmy piłkarzy m.in Ronaldo, jeden z piłkarzy z którym znają się dziewczyny. Szczerze mówiąc nigdy nie przepadałam za CR7, ale nie zamierzałam być nie miła. Zobaczymy jak to będzie. Poznałyśmy również Ikera Casillasa, mojego ulubionego bramkarza, Sergio Ramosa, bardzo miły i zabawny człowiek i Karima Benzemę, napastnika z Madrytu.
Chłopaki po zapoznaniu się z nami zaponowali wyjście na basen. Bez problemów zgodziłyśmy się na ten pomysł. Skoczyłyśmy do domu i gotowe ruszyłyśmy pod stadion gdzie mieliśmy się wszyscy spotkać.


------------------------------------------
Namieszam, namieszam , obiecuję. Narazie jest jak jest ale bd lepiej xd :)


....
A tak przy okazji, jutro meczzz.. BvB bez lini obrony, a tu mecz z Bayernem :( Tsaaaaaaa :/

środa, 20 listopada 2013

30- Nieplanowana wpadka, wyprowadzka i wyjazd...

*Laura*
Zobaczyłam... tego bląd pustaka. No i zgadnijcie co robił?! Leżała na Mario w samej bieliźnie!!! Kiedy weszłam do pokoju Mario zakładał koszule, zwalił to coś z łóżka i podszedł do mnie:
-Mario!!!!! Jak ty mogłeś!- krzyczałam wsciekła, mój krzyk mieszał się z płaczem
-Ale...- próbował się tłumaczyć
-Tydzień temu dowiedziałeś się, że jestem w ciąży  i już mnie zdradziłeś?!- byłam tak wściekła że miałam ochotę kogoś zabić, najchętniej rzuciłabym się na tego blad pustaka-
-Przecież Cię nie zdradziłem!- próbował walczyc o swoje
-Ogarnij się idioto!- krzyczałam- Jutro przyjde po rzeczy - rzuciłam wychodząć
-Gdzie jedziesz?! Wyprowadzasz się?- dopytywał
-Nie powinno Cię obchodzić, zajmij się tym czymś- wskazałam na Isabel
-A dziecko?- był nieugięty
-Usunie- powiedziała obojętnie Is- Namieszałeś Goetzeuś. Oj, skarbie- pocałowała go a on przywalił jej z liścia
-Usuniesz?- spytal z nadzieja
-A żebyś wiedział!- krzyknęłam
-Nie możesz mi tego zrobić. Nie wiń za to dziecka,a poza tym to jestem jego ojcem! chcę go wychowac! Tego mi nie zabronisz!- walczył
-Jak masz go wychowac na swoje podobienstwo, to sama sie tym zajme!- krzyknęłam i wyszłam
Poprostu nie mogłam uwierzyć. To nie możliwe! Nie realne! Jak on mógł mnie zdradzić? Jeszcze rano tak mnie zapewniał, że mnie kocha, że nigdy by mnie nie zdadził. Że chce dziecko! Jak ja mogłam mu uwierzyć?
Szłam jak najdalej od tego domu, który zawsze mi go przypomina, jedyne co miałam ze sobą, to telefon i jakieś drobne w kieszeni. Starczyło mi tylko na nędzną bułkę i butelkę wody mineralnej. Teraz zastanawiałam się tylko, co mam zrobić w nocy? Gdzie się podziać? Moje pierwsze myśli to: ławka w parku. Ale przecież w nocy są już przymrozki... Justyna albo Mandzukić... Poszłam do Mario. Zawsze świetnie się dogadywaliśmy, poza tym incydentem z Leną. Był dla mnie bardzo bliski. Liczyłam na jego pomoc. Ustanęłam przed jego drzwiami. Była już godzina 19.00 w ręku trzymałam chusteczkę, a oczy miałam zapłakane:
-Jezus Maria!- pierwsze słowa wypowiedziane przez Mandzukicia, kiedy mnie zobaczył
-Mogę... przenocować?- mówiłam drżącym gosem, cały czas szlochając
-Pewnie wejdź, zostań ile chcesz. Tylko powiedz co się stało- mówił ciepłym glosem Mario
Opowiedziałam mu całą historię
-Na ile zostajesz?- spytal
-Do ijutra rano-odpowiedziałam- Pożyczysz na chwilę laptopa?
-Pewnie- podał mi
Poszukałam najbliższy lot gdziekolwiek. Moim gdziekolwiek stał się Madryt. Był jeszcze Londyn i jeden lot na Jamajkę, ale przecież w Madrycie mam koleżanki. Któregoś roku przyjechały dziewczyny ze szkoły na wymianę międzyszkolną. Szybko zarezerwowałam bilet i odłożyłam laptopa.

*Rano -Laura*
O 10.00 byłam już na nogach. Bo tylko w zasadzie o to mi chodziło. Chłopaki od 15 minut na treningu więc, póki co Goetzego nie ma w domu. Zebrałam się i poszłam do mojego dawnego domu. Spakowałam wlizki i wszystko co moje, aby nie zostawić śladów. Zoabaczyłam nasze wspólne zdjęcie oprawione w ramkę i podpis: NA ZAWSZE RAZEM <3 . Wzielam fotografie w mokre od placzu i trzesace sie rece. Nie utrzymalam ramki, wszystko spadlo na podloge i salonie i pokruszylo sie na najdrobniejszw kawalki. Na dodatek skaleczylam sie jeszczw rozbitym szklem. SUPER! Z trudem opanowałam łzy. Napisałam jeszcze kartkę Goetzemu:
'Dziękuję, za wszsytkie chwile, spędzone razem ,za wszystkie nasze wspaniale dni, za pomoc, za wsparcie przy sporach z Hubertem. Jednocześnie przepraszam że miszałam Cie w te sprawy. Wiedziałam że ten zwiazek i tak skończy się rozłąką... a może rozstaniem.
Chcę Cię tylko prosić o kilka rzeczy:
-Nie pamiętaj o mnie
-Nie dzwoń
-Nie pisz
-Ułóż sobie nowe lepsze życie, byc może z Isabel
Pamiętaj ja zawsze Cię kocham, ale nie potrafię z tobą być... Przynajmniej teraz'
                                                                                                                 Laura

Pisząc ten list, zostawiłam jednak jakiś ślad. Ten którego nie powinnam zostawić. Że mi zależy. Kartka jest cała w moich łzach. Nie mogłam ich opanować kiedy to pisałam.
Ogarnęłam jeszcze to moje serce, i zebrałam się do drzwi... Kiedy wychodziłam usłyszałam śmiech i krzyki. Krzyki należały do Mario, śmiechy zaś do... chyba Isabel. Chciałam uniknąć jakich kolwiek rozmów jednak nie było mi to dane:
-Hej kotek- Mario chciał mnie przytulić
-Nie mów tak do mnie- kiedy to powiedziałam czułam jakby coś we mnie pękło, jednak nie chciałam dać się takim sposobem
-Pójde już, na stole napisałam kartke- powiedziałam- Dziękuje i przepraszam
-Oooo hej Laura- zapiszczała Isabel, nie myliłam się... Mario już sobie humor poprawił, szkoda tylko że mi nie jest dane być szczęśliwą:
-Cześć- wymusiłam przez zęby
-Wynos sie i nie chodź za mną- krzyknął z kuchni Mario
-Ide już przecież- powiedziałam jakby to chodziło o mnie
-Nie! Ty zostań Isabel wyjdź i nie wracaj- powiedział stanowczo
-Że co?! Wyjrzucasz mnie!?- piszczała- Przecież jestem w ciąży z tobą
-Że słucham?!- wytrzeszczyłam oczy,
Wdziałam jak cieszy się modelka pewnie już dawno chciała to zrobić. Może wykorzystała sytuację że ja jestem w rozsypce i mówi to teraz żeby mnie doobić:
-Że co ty pie*rzysz?!- wkurzył się nieźle Mario
-To co słyszysz skarbie!- nawijała- Będzie dziecko- ahh ten jej błysk w oku, dałam upust emocjom
Miałam ochotę krzyczeć i płakać, wybrałam to pierwsze:
-I ty masz być ojcem mojego dziecka?- Przecież to juz twoje drugie- wrzeszczałam- Chyba, ze może masz GDZIEŚ już trzecie co?- nie dawałam odporu, poprostu musiałam
-Nie to nie prawda!- powiedział do mnie- A ty- wskazał na Isabel- głupia jędzo. Zadowolona?
-Nawet nie wiesz jak bardzo- pocałowała go
-Laura, ja ci udowodnie, że to nie prawda!- krzyknął za mną
Tyle, ze ja już nie chciałam go słuchać, wróciłam do domu, zastałam tam Mandzukicia i ... Lahma. Nie chcę zaczynać tematu... ale Philip to mój dobrzy kolega.,. Pewnie będzie chciał wiedzieć...

poniedziałek, 18 listopada 2013

29- 'Bo za dużo dla mnie znaczysz'

*Laura*
Powoli otwierałam oczy, z okna biły ciepłem promienie światła, uśmiechnęłam się do- pięknego dnia. Ale szybko uśmiech znikł z mojej twarzy. Zobaczyłam, ze Mario śpi koło mnie. Przytulał moje ciało. Chciałam jakoś się wyswobodzić z jego ramion tak, zeby go nie obudzić. Boję się ,tak cholernie się boje tej rozmowy, która pewnie niebawem przyjdzie...
Udało mi się wyjść z łóżka ne budząć Goetzego. Zabrałam ze sobą ubrania i zeszłam do łazienki na dole. Ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy, umalowałam się, włośy wyprostowałam po czym upiełam je w wysoki kucyk. Przypomniało mi się o dzisiejszym treningu. Ale ostatnio je zaniedbałam... Najpierw akcje z bląd pustakiem, potem kłótnie z Leną, teraz z Mario... Nie no muszę iść. Uszykowałam na szybko śniadanie. A mianowicie, kanapkę z sałatą i żółtym serem do tego herbatę... Tak staram sie już uważać z kawą wzięłam sobie do serca radę Justy i Michała.
Kiedy zakończyłam posiłek, brudne naczynia włożyłam do zmywarki, z lodówki wyjęłam napój energetyczny po czym skoczyłam do garderoby.
Wyjęłam na fotel torbę treningową. Złożyłam moją koszulkę, skarpetki i spodnie na trening. Potem ułożyłam korki i zapakowałam jeszcze moje perfumy i kilka rzeczy potrzebne, żebym w miarę ogarnięcie wyglądała.
Jak sie okazało kiedy wychodziłam z garderoby Mario krzątał się po kuchni. Miałam cicha nadzieję, że mnie nie zauważy:
-Hej słońce, gdzie się wybierasz?- spytał przytulając mnie
-Na trening- odpowiedziałam krótko, nadal byłam na niego zła
-O której wrócisz?- spytał ponowinie
-A ma to jakieś konkretne znaczenie?- zbudowałam w końcu jakieś dłuższe zdanie bo od tygonia nie za bardzo mi to wychodziło...
-Oczywiście, że ma!- Na którą masz ten trening?-
-Na 10- odpowiedziałam kierując się do wyjścia
-To po co wychodzisz już o 9? Hm?- pytał nadal mnie obejmując
-Bo pójdę pieszo-
-Przecież dojdziesz w 10 minut!- krzyknął- Powiesz mi co się dzieje?
-Wychodze bo mam dosyć! Mam zamiar jak najwiecej czasu spędzić poza domem
-Wiem, że masz mnie dosyć, ale porozmaiwaj ze mną chociaż!
-Nie to amm na myśli, mam dosyć naszych ciągłych kłótni- sprostowałam- Może i moja mama miała rację... - zamyśliłam się
-Z czym?- spytał
-Z tym , że związek z piłkarzem to nie najlepszy pomysł- powiedziałam- Miewałam lepsze
-Przepraszam
-Za co?- oburzyłam się- Że zdradzasz mnie z kazdą, kiedy tylko mnie koło ciebie nie ma?!- wykrzyczałam i wybiegłam z domu, jednak ON mnie dogonił i złapał za rękę
-Poczekaj, ja też nie chcę się kłócić, i tak wgl to nie zdradziłem cię...- mówił spokojnie- Bo...
-Bo?
- Bo za dużo dla mnie znaczysz-
Wpiłam się w jego usta. Tak tylko tego teraz potrzebowałam, wierzyłam, że on mowi prawdę, ale to było teraz nie ważne. Wreszcie mogłam z domu wyjść w dobrym humorze:
-I co wierzysz mi?- mówił między pocałunkami
-Hmm..- powiedziałam wtulając się w jego nagi tors- Dobra idź do domu bo zmarzniesz
-Nieeee chcę- przytulił mnie mocniej
-Idź, jak wrócę to pogadamy- odpowedziałam
-Paaa- pocałował mnie i zniknął w domu
Doszłam na trening nic się nie zmieniło, dziewczyny od razu do mnie podbiegły:
-No wreszcie się pojawiła!- krzyczała jedna przez drugą '
-No jestem siemka:)- usmiechnęłam się
-Ani ciebie ani Leny wogóle tu nie widać- mówiła jedna
-Może wiesz co z nią? W końcu jestescie przyjaciółkami- powiedziała na co ja posmutniałam
-Już nie- odpowiedziałam krótko po czym weszłam do szatni
-Jak to?!- dopytywały się kazda po koleji
-Wybaczcie, chcę się teraz skupić tylko na trenowaniu- odpowiedziałam im
Po czym ruszyłyśmy na boisko. Jak zawsze bez zmian kółeczko biegu potem poćwiczyłyśmy podania strzały i takie tam wszystko. Brakowało mi tego, szczeerze mi tego brakowało. Opuściłam chyba ze 2 tygodnie przygotowań jak się okazało do eliminacji Ligii Mistrzów. Jak wiadaomo Bayern nie jest najlepszym klubem w Niemczech, (jak to w męskim footbalu obecnie jest), tylko którymś z kolei. Teraz w tym sezonie zamierzamy to zmienić. Chcemy zagrać na wyszczym poziomie, i nie zaprzepaścić tej szansy jaką dostałyśmy od losu mianowicie eliminacje do LM. To pierwsze takie mistrzostwa w historii takiego klubu. Dlatego nie chcemy zawieść Monachijskich fanów.
Terebing skończył się z 30 minutowym poślizgiem, potetem poszłyśmy do szatni, za chwilę dobiegła nasza kapitanka:
-Hej mamy składy!- wrzeszczała
-A ty co taka wesoła?- spytałyśmy niemal jednocześnie
-Bo jestem w 11! Tak jak ty Laura!
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!- krzyczałam jak opentana
No i w takim humorze wróciłam do domu.
Pod naszym domem usłyszałam krzyki, Stwierdziłam, że pewnie Lena znowu przysła i kłoci się z moim chłopakiem. Weszłam krzyki dobiegały z ostatniego pokoju na dole czyli sypialni:
-Marioooo jestem  -krzyknęłam
Niestety bez odpowiedzi. 'Kurde może cos się stało?'-pomyślałam. Postanowiłam sprawdzić co się dzieje. Weszłam do pokoju, z którego dobiegały krzyki.
To co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną. Jednak miałam rację! Zobaczyłam...



-----------------------------------
:P

piątek, 15 listopada 2013

28- 'Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni'

*Mario*
Ostatnio nie możemy się z Laurą dogadać. Cały czas jakieś przeciwności losu, prowadzą do tego, że zamiast zbliżyć się do siebie, jesteśmy siebie coraz dalej. Chcę ją przeprosić ale nie zdziwi mnie ja nie będzie chciała ze mną rozmawiać. To co zrobiła Isabel było poprostu kary godne. Ale w sumie coś mnie do niej pociąga. Taka ładna modelka!
-Kur*a Goetze ogarnij się!- pomyślałem i udarzyłem się w głowę
Wcale się nie dziwie. Laura uważa mnie za krtyna, bo sam z siebie kretyna robie! Mam z nią dziecko i odstawiam takie cyrki nie wiem już sam co mam robić, tak szalenie ją kocham... Tylko  nie mam pojęcia czy... czy ona mnie też. Popatrzyłem na wyświetlacz telefonu, przyszła wiadomość właśnie od mojej księżniczki: 'Przyjechać po Ciebie  czy sam sobie poradzisz?' - ucieszyłem się bardzo. Ale nie chciałem żeby się przemęczała tym bardziej , że jest w ciąży. 'Poradzę sobie, ale dzięki że pamiętasz <3 Kocham Cię' po chwili dostałem odpowiedź 'Taaa jasne...' . Tak jak myślałem nie bardzo już wierzy w  naszą miłosć i wspólne szczęście. Bardzo mnie to martwi.


*Laura*
Wczorajsze zakupy rzeczywiście dobrze mi zrobiły. Amelka choć ma dopiero 4 lata, naprawdę umie pocieszyć człowieka. Za to, że takie małe dziecko wyciągnęło mnie z dołka, kupiłam jej prezent. Dużego misia od kiedy weszłyśmy do sklepu, biegła prosto do tego z zabawkami i pokazywała, że ciocia Justyna obiecała, że jej takiego kupi. Więc nie zważając na nic, kupiłam jej pluszaka.
Dzisiaj wypoczęta, zrobiłam śniadanie i napisałam Mario sms-a . Mam nadzieję, że mała się nie obrazi na mnie, bo wczoraj obiecałam jej , że po niego pojedziemy.... Mario  odpisał mi że sam przyjedzie mam nadzieje, ze nie będziemy musieli się znowu kłócić.

*2 godziny później- Laura*
-Już jestem!- krzyknął Mario
-Fuuuujek!!! -krzuciła się na piłkarza Amelka
-Ej, mała- przytulił ją Goetze
-Cześć Laura- chciał mnie pocałować ale sie odsunęłam
-Cześć- odpowiedziałam- Masz obiad jak co ja wychodze- stwierdziłam i zawołałam małą
-Gdzie?- spytał trochę zdenerwowany
-Bo ja juś ide  do domu- zasmutała mała
-Właśnie tam - przytaknęłam i ubrałam dziewczynkę
Szłyśmy sobie wolny, spacerkiem, była godzina chyba 15. 30 a u Justy miałayśmy być na 16, nastała błoga cisza. Mała szła w spokoju tuląc swojego misia, a ja jak to zwykle szukałam sensu życia. Tą ciszę przerwała dziewczynka:
-Ćocia? Pokóciłaś śe z fujkiem?-spytała ze strachem w oczach
-Nieee, ale ... czemu pytasz?- musiałam ją okłamać, to było za trudne tłumaczyć jej te wszytskie sprawy
-Bo tak jakoś  mało rosmawiaće- drążyła temat
-Wiesz, są czasem gorsze dni, ja dzisiaj taki mam właśnie- odpowiedziałam
-Nie śmuć śę ćocia! Pogadaś ź ćocią Juśtynką i bęcie dobźe. - uśmiechnęła się
-Dobrze, dobrze- odwzajemniłam uśmiech
Zadzwia mnie ta mała, tyle rzeczy rozumie popmimo jej młodego wieku... Żadki okaz, naprawdę nie spotkałam się jeszcze z taką osobą.
Po drodze do Justy, skoczyłam jeszcze do skepu, i kupiłam jej szklaną ozdobną miseczkę, na słodycze i razem z Amelką wybrałyśmy cukierki.  Potem szłyśmy już prosto do domu, akurat Justyna z Michałem już wrócili, a przed domem rozmawiali z mamą Amelki. Przywitałam się z jej rodzicielką, po czym ona odjechała z pod domu przyjaciółki, która potem zaprosiła mnie do siebie:
-Jak tam? Mario wrócił?- spytała Michał
-Tak tak już jest w domu- powiedziałam, chcąc jak najbardziej ominąć ten temat
-Coś nie tak?- zatroszczyła się Justyna
-Nie nie, wszystko w porządku. - wymusiłam delikatny uśmiech
Rozmawiałyśmy tak do późna, stwierdziłam, ze pójdę już, bo nie lubię chodzić całkiem po ciemku. Doszłam do domu o jakiejś 21, było lato, ale kiedy dochodziłam ściemniało się coraz mocnej.
-Może będzie padać?- pomyślałam i usiadłam na schodach...
Zawsze lubiłam ten widok, najbardziej z tego wszytkiego kochałam tańczyć w deszczu. Postanowiłam pospacerować, wiem zawsze bałam się po ciemku ale stwierdziłam 'Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni' . Szam już chyba z 15 minut, kiedy zaczęło padać, nie przejęłam się tym zbytnio, szłam sobie powoli do domu, zoriętowałam się że chyba przemokłam, wolałam się rozchorować niż kłócić się teraz z Mario. Wróciłam do domu i ponownie usiadłam na schodach. Otworzyły się drzwi z których wyszedł Mario, przytulił mnie, nie chciałam już protestować, nie miałam siły:
-Choć do środka, przemokłaś i możesz się rozchorować- powiedział
-Mi tu dobrze- odpowiedziałam odojętnie
-Choć
Posłuchałam go i prosto z dworzu, weszłam do kuchni i zabrałam ze sobą szklankę soku pomarańczowego i bułkę maślaną, którą po drodze do Justyny kupiłam:
-Nie zjesz ze mną- spytał Mario
-Źle się czuję, ide spać- odpowiedziałam bez emoji i poszłam do pokoju.
Wypiłam sok, zjadłam bułke i zdążyłam się jeszcze wykąpać po czym położyłam się i po nawale dnia bardzo szybko zasnęłam.

*Mario*
Nie dziwiło mnie wcale zachowanie Laury, sam sobie jestem winien, że robię z siebie krtyna. A to nie jej wina, że akurat takiego bałwana wybrała, kocham ją ale cały czas robię coś nie tak. Może dlatego, że nigdy nie miałem tej jedynej dziewczyny tylko co tydzień inną? Wiem jedno, muszę się wziąć za siebie. Postanowiłem, że dzisiaj ją przeproszę. Poszedłem do jej pokoju jak się okazało, spała już. Przeproszę jutro. Nie mam treningu, może pójdziemy na jakiś spacer.
Wykąpałem się i położyłem się koło dziewczyny, na której tak cholerni mi zależy, ale ciągle robię coś nie tak, i boję się że ją strace. Ale bez niej... nie będzie i mnie....


---------------------------------------
W następnym spodziewajcie się czegoś

środa, 13 listopada 2013

27- 'w życiu jest tak, że nie wszytko i nie zawsze się układa... :/ '

*Rano- Laura*
Równo o 9 rano jak się umawiałyśmy Justyna przywiozła Amelcię, to słodkie stworzenie wogóle się nie zmieniło. :
-Ćeść ćocia.- krzyknęła radośnie i rzuciła mi się na szyję
-Cześć Kochanie- przytuliłam dziewczynkę
-Laura ale na pewno dasz radę? Jesteś w ciąży i wgl Mario jutro wraca?- upewniła się Justyna
-Oj, dam radę.
-Ćyli będzie kuźin? I kdzie fujek?- dopytywała mała
-Będziesz miała albo kuzyna albo kuzynkę, a wujek przyjedzie jutro, i jak będziesz grzeczna to pojedziemy po niego na lotnisko, dobrze?
-Dobźe!- przytaknęła Amelka
-Dobra to ja już lecę, a wy bawcie się dobrze. -zaśmiała się Justyna
-No pa- ucałowałam ją.
Potem Amelka zaproponowała mi zabawę. Przywiozła ze sobą wiele lalek i małego misia z którym śpi. Kiedy znudziła nam się zabawa, wszłam do pokoju i zajrzałam na fejsa. Przy okazji włączony był skype. Jak na złość Mario musiał zadzwonić, wachałam się czy odbierać:
-Ćocia nie odbieźeś?- spytała mała
-Już już- starałam się powstrzymać emocje, nie chciałam płakać przy małym dziecku.
-Cześć Laura i... Amelka?!- spytał
-Ćeść fujku!- krzyknęła
-Hej- powiedziałam
Potem rozmowę przejęła Amelia, mówiła Mario o wszystkim. W sumie ze mną rozmawiała chyba z godzinę. Może i nawet lepiej że tak to wyszło. Mario rozmawiałby ze mną ja byłabym wkurzona Amelka wszytko by słyszała zadawałaby dziwne pytania. I wgl pewnie Justa dowiedziałaby się o naszych ostatnich problemach czego nie chcę. Ostatnio dużo się mną zajmuje za co jestem jej ogromnie wdzięczna ale, nie chcę jej pochłaniać w moje życie. Niestety Mario odezwał się do mnie, kiedy Amelia skończyła mu opowiadać o przedszkolu itd:
-Porozmawiamy? -spytał niepewnie
-Amelko, pójdziesz się pobawić?-
-Juś idę- odpwiedziała- A potem pśijdzieś do mnie?
-Tak, tak przyjdę- uśmiechnęłam się choć wcale nie miałam ochoty
-Przepraszam- zwrócił się do mnie Mario
-Jeśli wolisz ją ode mnie, to nie masz za co... W sumie wiedziałam że tak to się skończy- powiedziałam objętnie
-Czy coś cię boli?- spytał wyraźnie zły
-Chyba to ja powiennam o to spytać, co?- tez chyba mnie poniosło -Dobra jeśli masz zamiar się kłócić, to ja chyba już pójdę.- odpowiedziałam po czym szybko zamknęłam laptopa
Patrzyłam się tepo w ścianę, czułam że znowu zostaję sama, nie wiem czy to ja ciągle popełniam błedy. Poprostu nie wiem. Cały czas coś jest nie tak. Ale przypomniało mi się! Moje jedyne szczęście które mi zostało... Mój skarb! Tak moje dziecko! Moje i ...JEGO dziecko. To ono które teraz mnie jeszcze trzyma przy zdrowym rozsądku, będzie mi go cały czas przypominało. Po moim policzku mimowolnie spłynęła łza. Mój świat zaczął się kręcić. Popatrzyłam w okno. Następnie w parapet. Stało na nim zdjęcie oprawione w ramkę. Tak to zdjęcie, które jakiś fotoreporter zrobił nam w szpitlu. Zaczęłam płakać. Teraz już mnie nic nie obchodziło. Podeszłam do porapetu, drzącymi ręcami chwyciłam zdjęcie. Zastanawiałam się co zrobić. Przyszła mi do głowy jedna myśl. Aborcja. Zastanawiałam się chwilę nad tym. Nie ja przecież tego nie zrobię. Nie mogę winić dziecka za to, co sie stało. Ucieczka nie, nie mogę odebrać dziecku ojca. Jedyne co teraz zrobiłam to podarłam to zdjęcie i wyrzuciłam jego trzępy za okno. Patrzyłam tylko jak wiatr unosi jeden kawałek tego zjęcia. Jak frunie ono po Monchijskim niebie. Zastanawiałam się też. Dlaczego nie potrafię sobie ułożyć normalnego życia dlaczego nie dogadujemy się z Mario? NO DLACZEGO? Nie chcę myślec co będzie dalej. Nagle do pokoju wparowała Amelka. Och nie! Miałam przecież przy niej być silna, nie chcę płakać:
-Ćocia! Płaćieś?!- spytała z troską
-Przepraszam kochanie- prztyuliłam małą
-Ćy to fujek źlobił ćoś nie tak?- spytała przerażona
-Widzisz skarbie, w życiu jest tak, że nie wszytko i nie zawsze się układa. U mnie ani Zawsze ani nic się nie układa. -starałam się jej wytłumaczyć- Wiem, ciężko zrozumieć. Jak dorośniesz, będziesz wiedziała o czym mówię- wytłumaczyłam widząc ze nie łapie
-Nie płać juś ćocia. Mośie pójciemy na siakupy?- spytała radośnie
-Oj, ty to jednak wiesz jak poprawić humor- otarłam łzy i poczochrałam małą po główce
-Ejjj! Ćocia, flyzulę mi popśujeś. A ź tymi siakupami to ćocia Juśtyna teś się cieśy ja ićiemy! -powiedziała entuzjastycznie
-To choć uszykuje obiad i pójdziemy, okey?
-Dobźe- zeszłyśmy z łóżka i zabrałam się za obiad


--------------------------------
Tak sobie, ale obiecuję, że w 28 albo 29 OSTRO namieszam :)

sobota, 9 listopada 2013

26- '...nie watro bo i tak ze mną nie wygrasz, skarbie. :**'

*Laura*
Zobaczyłam nasze zdjęcie... To ze szpitala a pod nim wiele komentarzy m.in.: 'Hahhah ta już mu dziecko zrobiła', 'Goetze judasz zostanie tatuśkiem hahah'. Nie rozumiem jakby ludzie nie mieli zajęcia tylko muszą się kim innym, zajmować i mu życie rozwalać! Wkurzyłam się, tylko ploty i ploty! Wyłączyłam laptopa i zabrałam się za sprzątanie. Włączyłam na full muzę i zaczęłam od starcia kurzy, potem poodkurzałam dywany i na końcu pomyłam podłogi. W sumie zajęło mi to 3 godziny, z względu, że nasze mieszkanie do najmniejszych nie należy... wręcz przeciwnie :). Dochodziła już 14 więc pomyślałam, że czas jakiś obiad uszykować. Wpadłam na pomysł żeby zaprosić Justynę z Michałem. Szybko dostałam potwierdzenie ich przybycia i zabrałam się za szykowanie pizzy. Najpierw skoczyłam do sklepu i kupiłam potrzebne składniki. Miałam dobry polski przepis. Nie była to taka normalna pizza na cienkim spodzie, taka nasza domowa tradycyjna pizza. Kiedy włożyłam ją do piekarnika i rozłożyłam tależe i sztućce na stole, po czym ładnie udekorowałam i na środku stołu postawiłam wazon z kwiatami. Pozostało mi tylko jakoś po ludzku się ubrać i czekać na gości. Poszłam więc do garderoby, postanowiłam się ubrać bardziej elegancko. Postem delikatnie się pomalowałam i tak od niechcenia spojrzałam na ekran telefonu. Upsssss... 5 połączeń do Mario ... Szybko oddzwoniłam do chłopaka, napewno się martwił...:
-Heeej Mario- powiedziałam niezbyt pewnie
-Dziewczyno wyobrażasz sobie jak się martwiłem?- mówił troszkę poddenerwowany- Myślałem że zasłabłaś albo kto Cię porwał nie wiem...
-Mario spokojnie, zabrałam sie za sptrzątanie, potem zrobiłam pizzę i zaprosiłam Justynę z Michałem na obiad i tylko dla tego nie odebrałam, przepraszam.- przerwałam mu
-Aaaaaa, to od razu zmienia postać rzeczy, nie przepraszaj.- powiedział
-A jak tam u was?- spytałam- Kiedy mecz?
-Mecz mamy jutro, terning dzisiaj był i za 2 dni jestem już tylko twój- mówił entuzjastycznie
-No super nie mogę się doczekać- wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi- ooo chyba Justyna przyszła. Będę kończyć
-No pa skarbie, jak dam radę to zadzwonie wieczorem
-Okey czekam papa- rozłączyłam sie i zeszłam po schodach.
Tak jak myślałam moi goście już przyszli. Przynieśli mi prezent *.* Jak oni to ujęli do 'nowego' domu. Wyjęłam jedzenie z piekarnika , zrobiłam jeszcze kawę i usiedliśmy przy stole:
-A jak tam maleństwo? Byłaś na kontroli? pytała Justa
-Taak byłam, wtedy po imprezie- odpowiedziałam- Narazie wszytko jest w porządku- uśmiechnęłam się
-A wiesz, że kawa może zaszkodzić?- dopowiedział Michał
-W 3 tygodniu? Oj, chyba nie tak od razu...- powiedziałam
-No wiesz, nie zabraniamy Ci ale lepiej jakbyś uważała- ostrzegła mnie przyjaciółka
-Dobrze mam wszystko pod kontrolą- uśmiechnęłam się
Rozmawialiśmy tak do 19 chyba, potem Michał stwierdził, że muszą iść. Pracuje na wyjadach więc musi się jeszcze wyspać. Ale obiecali że jutro wpadną i jak co to mam dzwonić. Założe się że to Mario nagadał Michałowi o tym, że mają mnie stale odwiedzać. Jest taki troskliwy chyba aż za bradzo.
Ale to nie był koniec wrażeń w tym dniu przyszledł jeszcze Mandzukić, wprawdzie się pożegnać ale zawsze coś. On wyjeżdża dzisiaj w nocy i wróci jeden gdzień po Goetze. Powygłupialiśmy się z nim chyba z godzinę a potem posprzątałam po gościach i zmęczona włączyłam komputer. Na skype zauwałył mnie Mario i sobie pogadaliśmy w pewnym momencie zauważyłam podejżaną postać:
-Mario ?
-Tak?
-Co to to straszydło za tobą w tej różowej koszuli?- spytałam z podejrzeniami na jedną osobę
-Ło ku*wa! Co ty tu do cholery robisz?!- tak nie myliłam się to len plastik z pod szpitala!
-No jak to co? Przyjechałam do Ciebie.- Zapiszczało to coś
-Odwalisz się ode mnie czy mam się na policję przejść?!- wydarł sie Mario
-Spokojnie Mario- próbowałam go jakoś uspokoić
-No widzisz? Nawet co coś nie watre Ciebie w komputerze mówi, że nie watro bo i tak ze mną nie wygrasz, skarbie. :**
Wściekłam się, teraz to już nawet ja nie byłam spokojna. Miałam ochote wrzeszczeć na cały dom , ale przypomniało mi się że już grubo po 22. Zamknęłam wkurzona laptopa i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam filozofofać, i wymyślałam jakieś głupie historie, że może Mario tylko tak udawał a sam sobie ją zaprosił? Nie no naprwdę nie wiedziałam co się ze mną ostanio dzieje? Co ja robię źle?! Nie stety nie znałam odpowiedzi an to pytanie. Na szczęście zadzwoniła Justyna:
-Hej Laura, mam prośbę.- zaczęła
-tak? jaką?- spytałam
-hejjj? Płakałaś co się dzieje?
-Nie istotne.
-Napewno?
-Tak... Jaka miałaś prośbę?- spytałam
-Pamiętasz Amelkę?
-Taaak twoją kuzynkę, tego słodziaka z pięknymi oczkami? *.*- Spytałam uradowana
-Tak tak- zaśmiała się Justa- zajmiesz się nią jutro?
-Jeszcze pytasz? Oczywiście! Na którą przywieziesz? odrazu mi humor poprwiłaś dziewczyno!
-Hhahah wiem kiedy powiedzieć. Na 9 pasuje? -spytała- Też się ucieszyła i teraz się modli zeby sie ciocia zgodziła-
-Pewnie, pasuje. To ja ją na nocke wezmę- powiedziałam, przynajmniej się nudzić nie będę
-Taaaaaaaaaaaak! Kochana Ćocia! -usłyszałam w telefonie
-Pozdrów mała i do jutra. -
-No pa- zaśmiała się
Ogarnęłam jeszcze dom i połozyłam się spać. Czekałam z niecierpliwością na mojego gościa/


--------------------------------------------------------------------
No hejjj. Dziękuje Wam za 3 komy pod poprzednim. Przyznam wam się bez bicia, że miałam ochotę na zawieszenie tg bloga... taa już 2 razzz:
1.mało wyświetleń było
2.Miałam duużo nauki
3.Jak weszłam na kompa to byłam zajęta przeważnie facebookiem *.*
. No ale widzę, że nie przestałyście czytać i komentujecie co bardzo mnie motywuje.



Widziałyście mecz BvB :( :( Neven kontuzja .... :( szkoda chłopaków akcje z 1 połowy odegrały się na nich w drugiej :( Ale 3mamy kciuki i do następnego meczuu :* Buziole :*

czwartek, 7 listopada 2013

25- 'I oto pan Mario Goetze- ojciec mojego dziecka!'

*Mario*
Dzisiaj mamy trening a za 2 dni wyjeżdżam na zgrupowanie kadry do Berlina. Chcę koniecznie zabrać Laurę ze sobą, ale ona nie chce się zgodzic... No cóż mam nadzieję, że jak coś się będzie działo poinformuje mnie albo o pomoc poprosi Justynę i Michała. A co do Michała, właśnie go dzisiaj na trening zabrałem. Jest świetny w piłkę, nawet sobie nie wyobrażałem , że on tak może grać. Na moje szcześćei trener nie stawiał oporów i pozwolił mu dziś z nami potrenowć. Poprosiłem kolegę, żeby razem z Justyną wpadali czasem do Laury, on oczywiście zgodził się jej zawsze pomóc. Cieszę się że mam takiego wspaniałego kolegę, który potrafi wesprzec, bo moje relecje z Mandzukieciem ostatnio bardzo się pogorszyły... Chciałbym jeszcze przed zgrupowaniem z nim pogadać. Moje kochanie mnie spakowało, więc bd mogli spokojnie gdzieś dzisiaj wyjść:
-Mario, spotkamy się dzisiaj?
-Niby po co?- spytał ironicznie- Nie widzę potrzeby....
-Żeby się ze mną przyjaźnić?- przetwałem mu
-Nieeee- mówił oschle
-Widzę przecież że coś się stało
-Napewno chcesz wiedzieć?- mówił- Laura mnie zabije
Domyślałem się że chodziło o Lenę,  a o co lub kogo innego...:
-Spotkamy się to pogadamy ok?
-Tam gdzie zawsze?- spytał mniej sarkastycznie
-Taaaaa- przytaknąłem
Poszedłem do domu i zobaczyłem kartkę na stole: 'Nudziło mi się i wyszłam do galerii obiad masz w lodówce. Kocham Cię Skarbie :** Laura <3' Okey zjem sobie obiad i pójdę na spotkanie

*Laura*
Trochę mi się nudziło a nie czułam już bólu brzucha, więc pomyślałam, że skoczę do galerii, już dawno nie byłam. Napisałam kartke na stole i wyszłam. Kupiłam bluzkę baaardzo spodobały mi się te  buty. Kupiłam jeszce wiele ubrań i rzeczy, których zabrakło dla Mario, wyjeżdżają już jutro. Mario koniecznie chciał mnie zabrać, ale nie zgodziłam się na ten wyjazd. Nie chcę byc ciężarem , a zresztą wolę posiedzieć sobie w domu.

*Mario*
-No więc o czym chciałeś mi powiedziec?- zacząłem
-No... jak to ująć- mówił nie pewnie
-Prosto  mostu, cokolwiek to będzie nic się nie stanie poprostu powiedz
-Okey... więc.... zerwałem z Leną- wstrząsneło mną
-A co sie stało?- spytałem nie dowieżając
-Nie tylko Laurę wykorzystywała... mnie też
-Wiedziałem, Laura też się z nią nie pzryjaźni...
-Ale skoro db ci z tym ,że nie jesteście już razem to czemu jesteś smutny?- spytałem
-No bo ... nie chciałem ci mówić, a wgl to myślałem że się obrazileś
Tak sobie rozmawialiśmy z Mario, cieszę się że wyrzucił to z siebie. Dobrze że mi o tym powiedział,, przynajmniej wiem jak mu pomóc. A co do Lenay... nie dziwię się. Ciekawe tylko do kogo teraz poszła.

*Laura*
Wróciłam z domu zasatałam juz Mario:
-No hej co tak późno?- pocałował mnie
-A wiesz trochę rzeczy czeba było na wyjazd twój kupić- uśmiechnęłam się
-A co kupiłaś? Żelki!!- zauważył w torbie
-Zostaw to moje- zaśmiałam się
-Ale... ale... ŻEEEEEEEEEEEEELKIIII!! -wydarł się
-Cicho, bo ludzie z sąsiedniej wsi przyjdą cię uciszać- padałam ze smiechu
-No ale daj żelki
-Dzieciak
-Ale twój
-Taaaaaaaaaaak, tylko mój.. - westchnęłam- I oto pan Mario Goetze- ojciec mojego dziecka- zawyłam zarazem śmiejąc się
-Hhaahhahh- padlismy na podłogę
-Dobra dosyć idziemy spać. Na 9.00 masz byc na lotnisku taaak?- spytałam
-Żelki?- zrobił maślane oczka
-Na 9...?
-Dostanę żelki?
-Nie
-tak
-Nie
-Nie
-Tak, Kurde!
-Hhahahaha , mam co chce teraz mogę iść spać
-Jaki zoboczeniec...
-I kto to mówi?
-Oto ja Laura Lakowska mówię, Tobie Mario Goetze'mu że jest zoboczony- zaczęłąm  się śmiać
-hahhahaha dobra idziemy spać
-Idzemy. Masz te żelki!- podałam mu
-Kocham Cię! *.*
-Chyba żelki!- powiedziałam
-Taaakkk Je też, ale ciebie bardziej
Wreszcie udało nam się pójść spać zasnęłam prawie do razu. Jutro musimy o 7 wstać zeby się wyrobić... Niestety :(

*Laura- rano*
Puntualnie o 7. na cały dom zaczął dzwonić budzik Mario:
-Wyłącz żesz to.- nakryłam się poduszką
-To jest tylko po to aby nas obudzić- powiedział tuląc się do mnie
-Chyba Ciebie
-A kto mi śniadanie zrobi?- spytał
-Zadzwoń po mamusię napewno przyjadzie- zaśmiałam sie- Ide spać
-Chyba nie! - wziął mnie na ręce i gdzieś niósł
-Mario postawisz mnie?- prosiłam
-Nieeeeeeeeeeeee, chyba że mi snaidanko zrobisz- uśmiechnął się
-Sam sobie zrób- zaśmiałam się'
Nagle polał mnie zimną wodą, trzymał mnie na jedyn ręku więc wykorzystałam sytuacje i uciekła,:
-Idoto ty! - krzyczałam i sie śmiałam
-Czyli zobisz mi śniadanie?-zrobił tą swoą fascynujacą minke
-Okey tylko nie zanieś-
-A sama iść nie możesz?
-Idź i nie marudź-  wskoczyłam mu na barana -To jak idziemy?- spytałam z bananem na twarzy
-Już już
Uszykowałam mu śniadanie, potem zniósł walizki na dół i pożegnalismy się:
-Kotek, pamiętaj jak coś się będzie działo dzwoń i jak co Justyna ci pomoże okey?
-Taaak wiem - pocałowałam go
-A i jeszcze jedno
-Coo?
-Bedę tęsknił- zaczął mnie całować
-Ja teżżżż- Kocham Cię- powiedziałam między pocaunkami
Potem Mandzukić podjechał pod nasz dom Mario wyszedł i odjechał. Chorwat ma zgrupowanie za kilka dni więc zogdził się podweźć mojego ukochanego.
No i zaostałam sama w domu nie bardzo wiedziałam co mam zrobić więc weszłam na fb. Zobaczyłam nasze zdjęcie... To ze szpitala a pod nim....



------------------------------------------------
25 również wasza :***