*Dzień ślubu- Mario*
Właśnie się obudziłem i spojrzałem na telefon. OMG!!!!!!!!! Już 11 , 20 LIPCA!!! Dzisiaj jest nasz ślub. Tak ten dzień na który tyle czekałem:
-Lauraaaa-pocałowałem moją śpiącą prawie żonę w ramię
-Mario chcę spaćććć- wymruczała
-W dzień naszego ślubu będziesz spać?- zdziwiłem się- Jest 13..00
-O fuck!- zerwała się- Już powinnam być gotowa. Zaraz fryzjerka- biegala jak oszalała po domu
-To teraz idź zrób nam śniadanie, bo jest 11.00- rozłożyłem się na całym łóżku i śmiałem się z miny Laury
-Mario... Mario. Mario!!!!- rzuciła się na mnie
-Cooo?- pocałowałem ją- Jak jesteś głodna to robisz się niebezpieczna. Idź może zrób to śniadanie- zaśmiałem się
-To dla odmiany ty sie przestaniesz opierniczać , i ty dzisiaj uszykujesz śniadanie- pocałowała mnie i otworzyła szafę
-Chciałabym się przebrać- zakomunikowała
-Mi to nie przeszkadza- powiedziałem patrząc się w nią, a za chwile zajerestrowałem że stoję za drzwiami
Chcąc nie chcąc poszedłem zrobić to śnaidanie, jakieś szybkie kanapki i do tego herbata. Kiedy Laura zeszła zaczęliśmy konsumować. Potem zadzwonił dzwonek. Przyszła Sara. Miała duuużą walizkę. Laura chyba zaproponowała jej że tutaj się przebiorą. Dochodziła już 13, kiedy po mnie przyjechał Marco i zaczęliśmy przygotowania do wielkiego dnia.
Kiedy dojechałem do Reusa dostałem nie oczekiwany telefon:
-Dzień dobry. Przepraszam że tak późno, ale nie damy rady wypożyczyć państwu tego samochodu- zakomunikowała pani z salonu, w którym zamówilismy specjalny samochód
-Ale jak to? Przeciez nic pani wcześniej nie mówiła.- starałem się opanować
-No tak ale... Mamy tak dużo zamówień, że nie damy rady..Przykro mi- tłumaczył się
-Chce mi pani uśmiadomić, że nia dacie rady wykonać akurat naszego zamówienia?!- jej tłumaczenia były kompletnie bez sensu
-Przykro mi-
-Do widzenia- rozłączyłem się nie mając sił już jej wysłuchwiać
Teraz miałem mętlik w głowie. Tu zostały w prawdzie jeszcze 4 godziny, ale po pierwsze przed kościołem muszę być wcześniej. A samochód musi być wcześniej no!:
-Co jest? - nagle zjawił się Marco
-Samochodu nie ma!- wkurzyłem się
-Co? Ale jak? Poczekaj, zaraz załatwię. A ty się ubieraj- powiedział i mnie zostawił
*Marco*
Jak ta pani miała czelność tak właśnie postąpić? Wystawiła mojego przyjaciela do wiatru i to w dzień ślubu... To przekraczało moje pojmowanie wszystkiwgo! Ale nic, jestem przyjacielem i za razem świadkiem, więc muszę działać. Nie zostało nam już dużo czasu. Zaraz będziemy jedli a potem bierzemy się ostro za przygotowania. Są trzy osoby i wszytskie musza być gotowe, a do tego jeszcze kamerzysta, który będzie wszystko nagrywał, aby potem stworzyć pamiątkowy film.
Nie czekając już ani chwili dłuzej wziąłem laptopa i wyszukałem jakieś instytucje, które zajmują się wyporzyczaniem aut na wesela. Znalazłem kilka na naszym trenie, i postanowiłem zadzwonić do jedengo z tych miejsc. Okazało się, że niestety nie dadzą rady na tą godzinę. Byłem załamany, bo kiedy zadzwoniłem do drugiej instytujci też pwiedzieli mi to samo. Teraz postanowiłem zastosowac taktykę i wziąc ich na litość.
-...
-Ale niech pan mnie zrozumie! Mieliśmy chwile temu telefon, że nei uszykuja nam samochodu, kiedy jeszcze wczoraj nie mieli ku temu żadnych zastrzeżeń. Kolega jest zdenerwowany, nie wie co robić, a do ślubu już nie wiele!- próbowałem przekonać go ze wszystkich sił
-No dobrze. O której godzinie jest ten ślub?- spytał, wyraźnie nie zadowolony
-Za...- spojrzałem na zearek- 3 godziny
-Niech panu będzie. Ubierzemy ten samochód jednak nie wiem na ile starczy nam materiału...- westchnął
-Dziękuję panu bardzo! Ratuje pan mnie i ślub mojego przyjaciela.- uśmiechnąłem się do telefonu
-Za 2 godziny samochód będzie do odbioru, teraz już pana żegnam, żebysmy się wyrobili- powiedział
-Dobrze, do zobaczenia
Rozpromieniony cudowna wiadomością, wszedłem do pokoju w którym właśnie Luiza stawiała obiad. Oznajmiła, ze służba przywiozła go już 10 minut temu i że chyba będę zmuszony zjeść chłodny obiad. Ale moje radość dalej nie opadała. Kiedy przyszedł Mario wszystko mu powiedziałam i bardzo się ucieszył, padliśmy sobie w ramiona, po czym skończyliśmy jeść posiłek. Już tylko półtorej godziny zostało nam do ślubu. Miałem nadzieję, że wyrobimy się ze wszystkim...
*Laura*
Razem z moją świadkową byłyśmy już ubrane. Jeszcze nie w suknie, ale w miare ogarnęlysmy się. Wykąpana, wysuszyłam włosy i oczekiwałam na fryzjerkę, która miała się zjawić razem z makijarzystką. Najpierw fryzura potem makijarz. Taki był plan. Następnie kamerzysta.
Właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Fryzjerka dość szybko uporała się z moimi włosami, a w między czasie w naszym mieszkaniu zjawiła się makijażystka.
Szzczerze, nie miałam pomysłu na fryzurę. To właśnie fryzjerka przyniosła ze sobą wiele wzrorów, które pasowały by do moich włosów. Zdecydowałam się na ten. Nie chciałam mieć na głowie 'gniazda' . Moja świdkowa równiż poddała się esperymentom fryzjerki. Jej fryzura wyglądała tak. Dalej makijarz. Ja miałam dość delikatny. A Sara taki idealnie pasował do jej sukni. Kiedy ja już się ogarnęłam także założyłam swoją suknię. Wtedy znów zadzwonił dzwonek do drzwi i kamerzysta zaczął nagrywać ostatnie szlify w naszym wykonaniu. Po chwili odszedł. Miałyśmy jeszcze pół godziny. Usiadłam przed lusterkiem i przyglądałam się sobie:
-Gotowa?- zapytała Sara
-Nie wiem. A co jeśli on mnie nie kocha?- spytałam
-Laura! Przestan tak myśleć. Teraz masz wątpliwości? -zdzwiła się
-Nie wiem. Jakoś tak mi się pomyślało...- zamyśliłam się
-To ja mam dwie rady. A właściwie to trzy- powiedziała po chwili
-Hmm?- spytałam
-Jeden. Nie myśl, najlepiej teraz wgóle. Dwa. Nie warz mi się płakać. Trzy. Wychodzimy bo samochód jest- powiedziała na co ja się zamiałam
-Choć tu kochana moja ty- przytuliłam moją przyjaciółkę
Szłyśmy w kierunku samochodu. Zauważyłyśmy ze wysiadają z neigo dwie dziewczyny. To była Suzan i Luiza! ;o Ale się ucieszyłam <3
-Jaka piękna ! Oh!- zachwyciłam sie szczególnie suknią Luizy, witając się z nią
-Nie, to ty jesteś śliczna. Wogóle ta suknia to strzał w dziesiątkę, albo nawet dwudziestkę!- uznała
-Suzan! Cudowna!- przytuliłam się. Ona miała na sobie takie cudo. Pięknie podkreślała jej urodę, zauważając jej piękne włosy.
-Ej a pokarz buty. To mnie zawsze najbardziej interesi- zacieszyła Luiza a ja pokazałam jej szpilki- Jejka, normalnie księżniczka! - zachwyciła się
-Już nie mogę na minę Mario jak ja zobaczy- zaśmiała się Suzan
Następnie wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmu pod kościół gdzie miała się odbyć całą ceremonia
-------------------------------
Jeszcze chwila jeszcze moment i... ŚLUB !!!!!!!!!! *,* :D
Wreszcie weekend. W pewnym momencie nie dawałam rady :/ Jutro raczey też się nie wyśpię... :/ no cóż
piątek, 28 lutego 2014
środa, 26 lutego 2014
70- Drużyna actimela ;D
*Laura 1 miesiąc później*
Zaproszenia powysyłane już dawno, i wszystkie zostały potwierdzone. Dzisiaj jedziemy do Dortmundu po naszych przyjaciół, a więc ja po Luizę i Suzan, po drodze zabieram jeszcze Sarę. Mario bierze ze soba Mandzukicia, Lahma i Marco. Martin (chłopak Suzan) niestety nie moze dzisiaj być z nami. Dojechaliśmy już do Dortmundu, razem z dziewczynami wsiadłyśmy w naszą Kiję. A chłopaki pojechali samochodem Reusa. :
-Ej paczcie ja znam taki sklep, tam są super suknie. Patrz tam zarogiem w prawo i potem prosto, widzisz?- nakręciła się Luiza
-Ej tu jest jeszcze taki duży inny. Tam mają takie jak chciałaś! Z drugiej strony miasta- zachęcała Sara
-Nieee, weźmy tam gdzie szyją suknie. Wybierzesz i będzie idealna!- wyrąciła Suzan
-Dziewczyny!- krzyknęłam śmiejac się
-Coo?- spytały i popatrzły na mnie zdezoriętowane
-Pojedziemy wszędzie. -zaśmiałam się
Podjechałyśmy pod jeden ze sklepów. To był ten który proponowała Suzan. Niestety zadna kreakcja mi się nie podobała a sama nie umiem wymyślać wzorów do szycia. Muszę do widzieć przed sobą.
Następnie swoje kroki skierowałyśmy do sklepu poleconego mi prze Luizę. Moją uwagę przykuła jedna suknia, skromna a prześliczna *.* Nie chciałam jednak szybko podjąc decyzji. :
-A wy w co się ubieracie?- spytałam nagle
-Najpierw ty, to twój dzień. My na koniec- odpowiedziała Sara
-Szukajcie sobie ja wam pomoge jak coś- uśmeichnęłam się.
-To patrz, bo ja coś znalazłam- zaciagnęła mnie Suzan
-No to idziemy- dałam znak i szyłyśmy w stronę sukni, którą wstazała Suz
-To ona. Ładna coo?- uśmiechnęła się pod nosem
-Przymierzaj- powiedziałam
-Okey- poprosiła sprzedawczynię a ta podała jej suknie.
My czakałysmy aż ją ubierze. Kiedy ją założyła wyglądała podrostu bajecznie. Jak jakaś księżniczka.:
-I jak się czujesz?- spytała Sara
-Wiecie co? Jest okey, tylko jak by była większa... Nic by się chyba nie stało...- marudziła
-Przepraszam, czy jest większy rozmiar tej sukni?- spytałam sprzedawczynię
-Niestety. To był największy. Nie pasuje?- pokręciła głową
-Jest super, ale do wesela jeszcze cały miesiąc, a jest akurat. Przytyję, albo zjem coś na weselu i nie będzie pasowała, troszkę mało luzu mam- stwierdziła Suzan
-Wielka szkoda, bo naprawde bajecznie pani w niej wygląda- usmiechnęła się i odeszła
-Kurczeeeee szkoda- przecągnęła
-Głowa do góry i szukamy dalej- podniosłam ja na duchu
Za chwilę dołaczyłyśmy do dziewczyn i szukałymy dalej.
*Mario*
-Ej patrz jaki garniak- zaśmiałem się
-Ty, Lahm, patrz jak idealnie by leżał- podchwycili chłopacy
-Przymierzaj- rzucił Mandzu
-Hahahah, nie- powiedziałem poważnie
Kurdeee do ślubu voraz bliżej a my szukamy i szukamy, a najgorszy jest fakt, że nic nei mozemy znaleźć... Ciekawe jak idzie Laurze i dziewczynom. Sądząc po tym , ze to baby pewnie jeszcze gorzej niż nam....
*2tygodnie później- tydzień do ślubu- Laura*
Denerwuję się troszkuuu...Tak się zastanawiam, czy wszystko już jest? Czy przypadkiem o czymś nie zapomnielismy.... Dzisiaj jedziemy zawieźć nasz projekt sali do lokalu, potem do kościoła i trzeba się dogadać z zamówioną ekipą. Tak strasznie się denerwuje. Niby 3 miesiące wcześniej zaczęliśmy planować, 2 działać, a ciągle mam wrażenie, ze czegoś nie ma. Nasz plan sali już w pełni gotowy, za chwilę przekarzemy go drektorce lokalu. Właśnie tam jedziemy. :
-Dzień dobry- przywitała się podając nam rękę
-Witamy. Mamy projekt sali na ślub za tydzień- uśmiechnął się Mario
Podał projekt. Tak jak mi się podobało. Duża przestrzeń do tańca i takie pięknie ustrojone kolumny prowadzące do stołów.
-Da się wykonać, czy zbyt trudne przedsięwzięcie?- zapytałam
-Co tam za trudne. To ma być super wesele. Zrobimy wszysko co się da, żeby tak było- uśmiechnęła się miło
Teraz pozostało nam tylko czekac, do tego cudownego dnia. Tego na który czekałam tak długo, to i ten tydzień wytrzymam. Wszystko co możliwe już umówione. Suknia kupiona (ale nie zdradzę jeszcze jej wyglądu :) ) Makijarzystka zamówiona i fryzjerka też. Mamy z Mario taki plan, że nie będziemy o sobie nic wiedzieli. On nie wie jak ja będę wyglądać, ja nie wiem jak on. Ma to byc taka niespodzianka kiedy zobaczymy się przed kościołem. Więc umówiliśmy się, że ja zostanę u siebie i dołączy do mnie moja świadkowa, a Marco zaproponował , żeby Mario przebrał się u niego (znaczy w hotelu, w w któeym wynajęli z luizą pokój).
A dzisiaj jeszcze jeden bardzo trudny wybór stoi przed nami obydwoma. A mianowicie... wybór świadka i świadkowej ślubu. Ja wybieram spośród trzech, Mario natomiast z pośród czterech... To bedzie trudny wybór.
Kiedy już wszyscy dojechali zaczęliśmy losowanie. Napisaliśmy obaj kartkę. Mario: 'Ciebie wybieram na świadka' Ja: 'Ciebie wybieram na świadkową' , ponadto do pudełeczka ja włożyłam 2 puste kartki, a Mario 3. :
-Więc losujcie.- przeszłam z pudełkiem i w obecności mojego narzeczonego i jego kolegów , każda z dziewczyn wylosowała kartkę:
-JEST ZOSTAŁAM ŚWIADKOWĄ!!!!!!!!!!!!- zapiszczała Sara- Tak się cieszę!!- przytuliłyśmy się
-Dziewczyny, nie będziecie złe?- spytałam patrząc na nie błagalnym wzrokiem
-A niby za co? Wręcz przeciwnie. Będziemy ci pomagać- uśmiechnęła się Luiza
-Ja również. To twój dzień, będzie piękny i wszyscy będą szczęśliwi- uśmiechnęła się Suzan
-To teraz my- Mario przeszedł ze swoim pudełkiem
-Miło mi Marco jestem, zostałem nominowany jako twój świadek- zacieszył Reus
-Czyli mamy drużynę actimela. Teraz czekamy na misję- uśmiechnęłam się
----------------------------------
W nastepnym opiszę przygotowania do ślubbbbbu *.* Ze ślubem was trochę przytrzymam; kto wytrwa zobaczy co wykombinuję :) Ale to nie będzie koniec ;) Jeszcze kilka rozdziałów, bo przewiduję nieplanowaną akcję pod koniec. Poczekajcie a zobaczycie ;))) I ten tegooo... JARAM SIĘ NA MAXA !!! WCZORAJ BVB 4:2 . I jeszcze takie tam niespodzianki w sgl haha :* pozdroo
Zaproszenia powysyłane już dawno, i wszystkie zostały potwierdzone. Dzisiaj jedziemy do Dortmundu po naszych przyjaciół, a więc ja po Luizę i Suzan, po drodze zabieram jeszcze Sarę. Mario bierze ze soba Mandzukicia, Lahma i Marco. Martin (chłopak Suzan) niestety nie moze dzisiaj być z nami. Dojechaliśmy już do Dortmundu, razem z dziewczynami wsiadłyśmy w naszą Kiję. A chłopaki pojechali samochodem Reusa. :
-Ej paczcie ja znam taki sklep, tam są super suknie. Patrz tam zarogiem w prawo i potem prosto, widzisz?- nakręciła się Luiza
-Ej tu jest jeszcze taki duży inny. Tam mają takie jak chciałaś! Z drugiej strony miasta- zachęcała Sara
-Nieee, weźmy tam gdzie szyją suknie. Wybierzesz i będzie idealna!- wyrąciła Suzan
-Dziewczyny!- krzyknęłam śmiejac się
-Coo?- spytały i popatrzły na mnie zdezoriętowane
-Pojedziemy wszędzie. -zaśmiałam się
Podjechałyśmy pod jeden ze sklepów. To był ten który proponowała Suzan. Niestety zadna kreakcja mi się nie podobała a sama nie umiem wymyślać wzorów do szycia. Muszę do widzieć przed sobą.
Następnie swoje kroki skierowałyśmy do sklepu poleconego mi prze Luizę. Moją uwagę przykuła jedna suknia, skromna a prześliczna *.* Nie chciałam jednak szybko podjąc decyzji. :
-A wy w co się ubieracie?- spytałam nagle
-Najpierw ty, to twój dzień. My na koniec- odpowiedziała Sara
-Szukajcie sobie ja wam pomoge jak coś- uśmeichnęłam się.
-To patrz, bo ja coś znalazłam- zaciagnęła mnie Suzan
-No to idziemy- dałam znak i szyłyśmy w stronę sukni, którą wstazała Suz
-To ona. Ładna coo?- uśmiechnęła się pod nosem
-Przymierzaj- powiedziałam
-Okey- poprosiła sprzedawczynię a ta podała jej suknie.
My czakałysmy aż ją ubierze. Kiedy ją założyła wyglądała podrostu bajecznie. Jak jakaś księżniczka.:
-I jak się czujesz?- spytała Sara
-Wiecie co? Jest okey, tylko jak by była większa... Nic by się chyba nie stało...- marudziła
-Przepraszam, czy jest większy rozmiar tej sukni?- spytałam sprzedawczynię
-Niestety. To był największy. Nie pasuje?- pokręciła głową
-Jest super, ale do wesela jeszcze cały miesiąc, a jest akurat. Przytyję, albo zjem coś na weselu i nie będzie pasowała, troszkę mało luzu mam- stwierdziła Suzan
-Wielka szkoda, bo naprawde bajecznie pani w niej wygląda- usmiechnęła się i odeszła
-Kurczeeeee szkoda- przecągnęła
-Głowa do góry i szukamy dalej- podniosłam ja na duchu
Za chwilę dołaczyłyśmy do dziewczyn i szukałymy dalej.
*Mario*
-Ej patrz jaki garniak- zaśmiałem się
-Ty, Lahm, patrz jak idealnie by leżał- podchwycili chłopacy
-Przymierzaj- rzucił Mandzu
-Hahahah, nie- powiedziałem poważnie
Kurdeee do ślubu voraz bliżej a my szukamy i szukamy, a najgorszy jest fakt, że nic nei mozemy znaleźć... Ciekawe jak idzie Laurze i dziewczynom. Sądząc po tym , ze to baby pewnie jeszcze gorzej niż nam....
*2tygodnie później- tydzień do ślubu- Laura*
Denerwuję się troszkuuu...Tak się zastanawiam, czy wszystko już jest? Czy przypadkiem o czymś nie zapomnielismy.... Dzisiaj jedziemy zawieźć nasz projekt sali do lokalu, potem do kościoła i trzeba się dogadać z zamówioną ekipą. Tak strasznie się denerwuje. Niby 3 miesiące wcześniej zaczęliśmy planować, 2 działać, a ciągle mam wrażenie, ze czegoś nie ma. Nasz plan sali już w pełni gotowy, za chwilę przekarzemy go drektorce lokalu. Właśnie tam jedziemy. :
-Dzień dobry- przywitała się podając nam rękę
-Witamy. Mamy projekt sali na ślub za tydzień- uśmiechnął się Mario
Podał projekt. Tak jak mi się podobało. Duża przestrzeń do tańca i takie pięknie ustrojone kolumny prowadzące do stołów.
-Da się wykonać, czy zbyt trudne przedsięwzięcie?- zapytałam
-Co tam za trudne. To ma być super wesele. Zrobimy wszysko co się da, żeby tak było- uśmiechnęła się miło
Teraz pozostało nam tylko czekac, do tego cudownego dnia. Tego na który czekałam tak długo, to i ten tydzień wytrzymam. Wszystko co możliwe już umówione. Suknia kupiona (ale nie zdradzę jeszcze jej wyglądu :) ) Makijarzystka zamówiona i fryzjerka też. Mamy z Mario taki plan, że nie będziemy o sobie nic wiedzieli. On nie wie jak ja będę wyglądać, ja nie wiem jak on. Ma to byc taka niespodzianka kiedy zobaczymy się przed kościołem. Więc umówiliśmy się, że ja zostanę u siebie i dołączy do mnie moja świadkowa, a Marco zaproponował , żeby Mario przebrał się u niego (znaczy w hotelu, w w któeym wynajęli z luizą pokój).
A dzisiaj jeszcze jeden bardzo trudny wybór stoi przed nami obydwoma. A mianowicie... wybór świadka i świadkowej ślubu. Ja wybieram spośród trzech, Mario natomiast z pośród czterech... To bedzie trudny wybór.
Kiedy już wszyscy dojechali zaczęliśmy losowanie. Napisaliśmy obaj kartkę. Mario: 'Ciebie wybieram na świadka' Ja: 'Ciebie wybieram na świadkową' , ponadto do pudełeczka ja włożyłam 2 puste kartki, a Mario 3. :
-Więc losujcie.- przeszłam z pudełkiem i w obecności mojego narzeczonego i jego kolegów , każda z dziewczyn wylosowała kartkę:
-JEST ZOSTAŁAM ŚWIADKOWĄ!!!!!!!!!!!!- zapiszczała Sara- Tak się cieszę!!- przytuliłyśmy się
-Dziewczyny, nie będziecie złe?- spytałam patrząc na nie błagalnym wzrokiem
-A niby za co? Wręcz przeciwnie. Będziemy ci pomagać- uśmiechnęła się Luiza
-Ja również. To twój dzień, będzie piękny i wszyscy będą szczęśliwi- uśmiechnęła się Suzan
-To teraz my- Mario przeszedł ze swoim pudełkiem
-Miło mi Marco jestem, zostałem nominowany jako twój świadek- zacieszył Reus
-Czyli mamy drużynę actimela. Teraz czekamy na misję- uśmiechnęłam się
----------------------------------
W nastepnym opiszę przygotowania do ślubbbbbu *.* Ze ślubem was trochę przytrzymam; kto wytrwa zobaczy co wykombinuję :) Ale to nie będzie koniec ;) Jeszcze kilka rozdziałów, bo przewiduję nieplanowaną akcję pod koniec. Poczekajcie a zobaczycie ;))) I ten tegooo... JARAM SIĘ NA MAXA !!! WCZORAJ BVB 4:2 . I jeszcze takie tam niespodzianki w sgl haha :* pozdroo
poniedziałek, 24 lutego 2014
69- Akcja: "Połączyć zerwane więzy"
*Mario*
-Witaj Mamo- padliśmy sobie w objęcia
-Oh, Mario!!!- zawołała- Jak.. wydoroślałeś. O mój Boze Felix!- krzyknęła po czym przytulił mojego brata a ja usmiechnąłem się do mojej narzeczonej
-Mamo! Jak ja cię dawno nie widziałem!- przytulili się
-A to moja przyszła synowa?- zwróciła się do mnie
-Tak to Laura, moja przyszła żona- uśmiechnąłem się
-Oj, synku.Gust masz wspaniały. Witam cię drogie dziecko. - przytuliła Laurę
-Miło panią poznać- szczerze się uśmiechnęła
-Mów mi mamo. W sumie nie wiele nas dzieli, aż wstapisz do naszej rodziny- powiedziała serdecznie
Zaraz zaprosiliśmy ją do stołu i podaliśmy jedzenie:
-Jejka, to jest pyszne. Sama robiłaś?- zwróciła się do Laury
-Wszyscy się zaangażowali- powiedziała
-No ale przepis był Twój- wtrącił Felix
-To prawda- stwierdziła
*Laura*
Mama Mario to bardzo miła i serdeczna osoba. Widać. Chłopacy bardzo za nią tęsknili. Kiedy pani Ella, znaczy mama jadła, my postanowiliśmy trochę zgłodnieć. Akcja połączyć zerwane więzy dopiero się rozkręcała. Właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi:
-Ale ja nadal nie rozumim, po co te kwiaty?- powiedział pan Jurgen
-Niech pan je da tamtej kobiecie, co siedzi przy stole- uśmiechnęłam się
Mario, Felix, Fabian i ja wycofaliśmy się. Chwyciłam za pilota i włączyłam romantyczną muzykę i zgaciłam światło. Paliły się tylko świece, które wcześniej ułożyliśmy na stole. Stojąc za ścianą przysłuchiwaliśmy się rozmową:
-Ella! Tak bardzo zza tobą tęskniłem- powiedział tata Mario po czym dał swojej żonie kwiaty
-Mario! Mario! Psst!- dźgnęłam go brzuch
-Ał! Co?- powiedział również szeptem
-Teraz!- powiedziałam a on poszedł
Nalał rodzicom do szklanek szampana , po czm podał każdem z nich, i wrócił do nas:
-Bjuryfo!- usmiechnęłam się a on mnie pocałował
-Ja też teskniłam. Bałam się że ta rozłąka nigdy już mnie do ciebie nie zbliży.- zmartwiła się pani Ella
-A chciałabyś żeby zbliżyła?- spytał kusząco pan Jurgen
-Oczywiście! Te 5 lat małżeństwa było cudowne.- marzyła pani Goetze
Potem wstali i przytulili się. A dalej, jak młodzi zakochani, niepewnie pocałowali się. Wtedy my wyszliśmy zza ściany i zaczęliśmy głosno klaskać:
-Brawo! Udało się!- krzyknął Felix- Upss....- powiedział kiedy go kopnęlismy, a następnie uśmiechnęliśmy się w stronę rodziców
-Czyli to było ustawione?- zdziwiła się mama Mario
-Prawie. My ustwiliśmy a wy mieliści nic nie wiedziec...-sprostowałam
-No to wam się udało!- ucieszył się pan Goetze po czym pocałował swoją żonę
-Piękne zakończenie.- skomentował Fabian- Możemy już jesć?- chyba ważniejsze dla niego było to drugie zdanie xd
Spojrzeliśmy na niego a potem wybuchnęliśmy śmiechem. Wreszcie wszscy razem zasiedliśmy do stołu. I zaczęliśmy rozmawiać na temat, który miał przewodzić w dniu dzisiejszym:
-To jak z tym ślubem?- spytał Mario
-Wiesz, my tu jesteśmy od zaakceptowania waszej decyzji- odpowiedziała pani Goetze
-Ale decyzję mieliśmy podjąć razem- powiedziałam
-To wasz dzień, niech bedzie taki, jak go sobie wymarzyliście. My możemy pomóc z datą ślubu- dopowiedział pan Jurgen
-A jeśli chodzi o datę, zawsze chciałam mieć ślub latem. Wtedy jest zwykle ciepło i nie ma problemu z ubiorem. Tak chyba będzie dobrze- stwierdziłam- Co myślicie?
-Ja sie pod tym podpisuje- uśmiechnęła się pani Ella
-Nie no, ślub musi być latem, mamy przerwę w trenowaniu, taką dłuższą, i wszystko spokojnie się zorganizuje- potwierdził Mario
-No to co powiecie na lipiec?- zapytał Felix
-Oks, niech jest- przytaknęłam mu
-Ej ale damy radę? Jest maj. Mamy 2 miesiące!- przejęłam się
-My wam pomożemy, załatwcie lokal a my pomożemy z resztą. Jak bedzie sala to możemy działać- zaoferował Fabian
-Dzięki kochani jesteście. To my poszukamy czegoś na mieście- powiedziałam
-Ale chwila. Jesteś Polką. Nie wolisz mieć ślubu w Polsce?- zatrzymał nas Felix
-Ej, właśnie. Zapomniałem spytać- wtrącił Mario
-Nie, weźmy ślub tu. - uśmiechnęłam się i pojechaliśmy
*następny dzień- Mario*
Cieszę się że udało się nam 'sparować' rodziców i znowu jesteśmy jedną rodzina w komplecie. Jestem zadowolony, że tak bardzo angażują się w nasz ślub i chcą nam pomóc. Jesteśmy im za to nie zmiernie wdzięczni.
Teraz jedziemy sobie miastem w wyznaczone miejsca. Wcześniej wyszukaliśmy w internecie najlepsze lokale a teraz musimy ocenić warunki, ewentualnie zamówić miejsca, które wczoraj razem z rodzicami i braćmi policzyliśmy. Właśnie dojeżdżamy do jednego z miejsc. Tak wyglądał z zewnątrz. Pięknie, kiedy będzie gorąco goście będą mogli siedzieć na dworze. Teraz oglądaniemy wnętrze, chyba będziemy mieli faworyta, i mi i Laurze bardzo się to miejsce spodobało. Obecnie wnętrze wygladało tak. Jednak drektor tego miejsca, powiedziała nam, że możemy zaplanować ustrój, a oni wykonają go zgodnie z naszymi zachciankami.
Pani z lokalu zostawiła nas samych dała nam się chwilę naradzić:
-I co myślisz?- spytałem
-Jej, jest piękne. Jak dla mnie idealnie- usmiechnęła sie
-Zamawiamy?-
-Tak, nie ma sensu szukać dalej- posłała mi ciepły usmiech a po chwili zawołaliśmy drektorkę
Wybraliśmy jedzienie, podalismy ilczbę gości, a godzinę ustalimy telefonicznie, bo musimy jeszcze umówić się w kościele. Po załątwieniu lokalu pojechaliśmy na plebanie w jednym z Monachijskich kościołów. Tam także bez problemu załatwiliśmy wszystko.
Potem wróciliśmy do domu zadzwoniłem do pani z lokalu ustalić godzinę:
-Wiec to będzie 20 lipca, o 18 tak? - spytała
-Tak, msza o 16 więc powinniśmy na 18 być- wytłumaczyłem
-Tez tak sadzę. A więc widzimy się na weselu?-
-Chyba tak. A zaliczkę weźmie pani czy po weselu będziemy płacic?- spytałem
-Rozliczymy się po weselu, muszę już kończyć, przyszli kijencji. Wiec do zobaczenia- pożegnała mnie
-Dowidzenia- rozłaczyłem się
-------------------------------
parararara ;3 Proszę, dla was :*
-Witaj Mamo- padliśmy sobie w objęcia
-Oh, Mario!!!- zawołała- Jak.. wydoroślałeś. O mój Boze Felix!- krzyknęła po czym przytulił mojego brata a ja usmiechnąłem się do mojej narzeczonej
-Mamo! Jak ja cię dawno nie widziałem!- przytulili się
-A to moja przyszła synowa?- zwróciła się do mnie
-Tak to Laura, moja przyszła żona- uśmiechnąłem się
-Oj, synku.Gust masz wspaniały. Witam cię drogie dziecko. - przytuliła Laurę
-Miło panią poznać- szczerze się uśmiechnęła
-Mów mi mamo. W sumie nie wiele nas dzieli, aż wstapisz do naszej rodziny- powiedziała serdecznie
Zaraz zaprosiliśmy ją do stołu i podaliśmy jedzenie:
-Jejka, to jest pyszne. Sama robiłaś?- zwróciła się do Laury
-Wszyscy się zaangażowali- powiedziała
-No ale przepis był Twój- wtrącił Felix
-To prawda- stwierdziła
*Laura*
Mama Mario to bardzo miła i serdeczna osoba. Widać. Chłopacy bardzo za nią tęsknili. Kiedy pani Ella, znaczy mama jadła, my postanowiliśmy trochę zgłodnieć. Akcja połączyć zerwane więzy dopiero się rozkręcała. Właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi:
-Ale ja nadal nie rozumim, po co te kwiaty?- powiedział pan Jurgen
-Niech pan je da tamtej kobiecie, co siedzi przy stole- uśmiechnęłam się
Mario, Felix, Fabian i ja wycofaliśmy się. Chwyciłam za pilota i włączyłam romantyczną muzykę i zgaciłam światło. Paliły się tylko świece, które wcześniej ułożyliśmy na stole. Stojąc za ścianą przysłuchiwaliśmy się rozmową:
-Ella! Tak bardzo zza tobą tęskniłem- powiedział tata Mario po czym dał swojej żonie kwiaty
-Mario! Mario! Psst!- dźgnęłam go brzuch
-Ał! Co?- powiedział również szeptem
-Teraz!- powiedziałam a on poszedł
Nalał rodzicom do szklanek szampana , po czm podał każdem z nich, i wrócił do nas:
-Bjuryfo!- usmiechnęłam się a on mnie pocałował
-Ja też teskniłam. Bałam się że ta rozłąka nigdy już mnie do ciebie nie zbliży.- zmartwiła się pani Ella
-A chciałabyś żeby zbliżyła?- spytał kusząco pan Jurgen
-Oczywiście! Te 5 lat małżeństwa było cudowne.- marzyła pani Goetze
Potem wstali i przytulili się. A dalej, jak młodzi zakochani, niepewnie pocałowali się. Wtedy my wyszliśmy zza ściany i zaczęliśmy głosno klaskać:
-Brawo! Udało się!- krzyknął Felix- Upss....- powiedział kiedy go kopnęlismy, a następnie uśmiechnęliśmy się w stronę rodziców
-Czyli to było ustawione?- zdziwiła się mama Mario
-Prawie. My ustwiliśmy a wy mieliści nic nie wiedziec...-sprostowałam
-No to wam się udało!- ucieszył się pan Goetze po czym pocałował swoją żonę
-Piękne zakończenie.- skomentował Fabian- Możemy już jesć?- chyba ważniejsze dla niego było to drugie zdanie xd
Spojrzeliśmy na niego a potem wybuchnęliśmy śmiechem. Wreszcie wszscy razem zasiedliśmy do stołu. I zaczęliśmy rozmawiać na temat, który miał przewodzić w dniu dzisiejszym:
-To jak z tym ślubem?- spytał Mario
-Wiesz, my tu jesteśmy od zaakceptowania waszej decyzji- odpowiedziała pani Goetze
-Ale decyzję mieliśmy podjąć razem- powiedziałam
-To wasz dzień, niech bedzie taki, jak go sobie wymarzyliście. My możemy pomóc z datą ślubu- dopowiedział pan Jurgen
-A jeśli chodzi o datę, zawsze chciałam mieć ślub latem. Wtedy jest zwykle ciepło i nie ma problemu z ubiorem. Tak chyba będzie dobrze- stwierdziłam- Co myślicie?
-Ja sie pod tym podpisuje- uśmiechnęła się pani Ella
-Nie no, ślub musi być latem, mamy przerwę w trenowaniu, taką dłuższą, i wszystko spokojnie się zorganizuje- potwierdził Mario
-No to co powiecie na lipiec?- zapytał Felix
-Oks, niech jest- przytaknęłam mu
-Ej ale damy radę? Jest maj. Mamy 2 miesiące!- przejęłam się
-My wam pomożemy, załatwcie lokal a my pomożemy z resztą. Jak bedzie sala to możemy działać- zaoferował Fabian
-Dzięki kochani jesteście. To my poszukamy czegoś na mieście- powiedziałam
-Ale chwila. Jesteś Polką. Nie wolisz mieć ślubu w Polsce?- zatrzymał nas Felix
-Ej, właśnie. Zapomniałem spytać- wtrącił Mario
-Nie, weźmy ślub tu. - uśmiechnęłam się i pojechaliśmy
*następny dzień- Mario*
Cieszę się że udało się nam 'sparować' rodziców i znowu jesteśmy jedną rodzina w komplecie. Jestem zadowolony, że tak bardzo angażują się w nasz ślub i chcą nam pomóc. Jesteśmy im za to nie zmiernie wdzięczni.
Teraz jedziemy sobie miastem w wyznaczone miejsca. Wcześniej wyszukaliśmy w internecie najlepsze lokale a teraz musimy ocenić warunki, ewentualnie zamówić miejsca, które wczoraj razem z rodzicami i braćmi policzyliśmy. Właśnie dojeżdżamy do jednego z miejsc. Tak wyglądał z zewnątrz. Pięknie, kiedy będzie gorąco goście będą mogli siedzieć na dworze. Teraz oglądaniemy wnętrze, chyba będziemy mieli faworyta, i mi i Laurze bardzo się to miejsce spodobało. Obecnie wnętrze wygladało tak. Jednak drektor tego miejsca, powiedziała nam, że możemy zaplanować ustrój, a oni wykonają go zgodnie z naszymi zachciankami.
Pani z lokalu zostawiła nas samych dała nam się chwilę naradzić:
-I co myślisz?- spytałem
-Jej, jest piękne. Jak dla mnie idealnie- usmiechnęła sie
-Zamawiamy?-
-Tak, nie ma sensu szukać dalej- posłała mi ciepły usmiech a po chwili zawołaliśmy drektorkę
Wybraliśmy jedzienie, podalismy ilczbę gości, a godzinę ustalimy telefonicznie, bo musimy jeszcze umówić się w kościele. Po załątwieniu lokalu pojechaliśmy na plebanie w jednym z Monachijskich kościołów. Tam także bez problemu załatwiliśmy wszystko.
Potem wróciliśmy do domu zadzwoniłem do pani z lokalu ustalić godzinę:
-Wiec to będzie 20 lipca, o 18 tak? - spytała
-Tak, msza o 16 więc powinniśmy na 18 być- wytłumaczyłem
-Tez tak sadzę. A więc widzimy się na weselu?-
-Chyba tak. A zaliczkę weźmie pani czy po weselu będziemy płacic?- spytałem
-Rozliczymy się po weselu, muszę już kończyć, przyszli kijencji. Wiec do zobaczenia- pożegnała mnie
-Dowidzenia- rozłaczyłem się
-------------------------------
parararara ;3 Proszę, dla was :*
sobota, 22 lutego 2014
68- 'Głąbie to ma byc niespodzianka...'
*Mario*
Strasznie mi z tym źle, że znowu tak podle zachowałem się wobec Laury. Tu planujemy slub a ja takie numery odwalam. Poprostu żal mi samego siebie. Ona gdzieś pojechała, razem z bratem... którego tez obraziłem. Obaj są bardzo wrażliwi, więc będzie mi bardzo cieżko. Ale spróbuję przeprosić obie osoby.:
-Patrz, czy to jest pani Ella? - nagle w pokoju obok mnie pojawiła się Laura
-Co, mama!? Jak się zmieniła... O Boże MAMA!!!- biegał po domu i krzyczał
-Napisz do niej- uśmiechnęła mnie
-Poczekaj, ja cię obrażam a ty mi pomagasz... Przepraszam Laura, jestem ostatnio strasznie zmęczony i do tego ta napięta sytuacja...- tłumaczyłem się
-Mario, jeżeli tak to będzie , to ślub nam jest zupełnie nie potrzebny. Bo po co nam ślub, skoro nie umiemy ze sobą rozmawiać?- zamysliła się
-Przepraszam, Laura uwierz mi, to przez te nerwy i nastawienie. Nie potrafie normalnie porozmawiać z ojcem. Poprstu czułem do nieo niechęć. A jak ktoś mi wchodzi w drogę, to jestem przewaznie zły na cały swiat. Laura nie rezygnujmy ze ślubu. Nadal chcę abyś była moją żoną i to jak najprędzej. Przepraszam- przytuliłem się do niej
-Dobra, przeprosiny przyjete. A teraz napisz do mamy! I to już- dżgnęła mnie w brzuch
-Ookey, już piszę- zabrałem się za pisanie, choć nie bardzo wiedziałem jak zacząć
*rozmowa*
~hej Mamo
~Mario, synku! Jak sie cieszę że odezwałeś się do mnie!- chyba się ucieszyła
~Mamo, ja zawsze chciałem Cię odnaleźć, ale nie wiedziałem co mam czynić. Teraz kiedy moja narzeczona zrobiła wszystko co się tylko dało i nawet pomogła odnaleźć Cię na facebooku, udało się. Jestem taki szczęśliwy, że znowu mogę powiedzieć 'Mamo' - napisałem to z pełnym uczuciem
~Jej, Mario, płaczę- uśmiechnąłem się do laptopa a potem do Laury- Ułożyłeś sobie życie. Mam nadzieję, ze nie tak jak ja. Cieszę się, ze z tego co mówisz, masz mądrą narzeczoną- napisała
~No i jest taka sprawa. Chcielibyśmy , żebyś jak najszybciej przyjechała tu do Monachium. Razem z Laurą (moją narzeczoną) planujemy ślub. Tata z Felixem i Fabianem już są. Rodzice Laury dojadą jutro. Ale przyjedź już dzisiaj!- ucieszyłem się
~Tata powiadasz? Jest tam? Tak się za nim stęskniłam. I za moimi synami cudownymi też...-
~Tęskniłaś za tatą? Kochasz go nadal?- zadawałem pytania
~Oczywiście. Kocham tęsknię. Chcę tam z Wami być.~
~No to już nie problem, mam nadzieję, że dotrzesz nawet zaraz. Ale skoro kochałas tatę, czemu się rozstaliście?- zapytałem, ale czułem że nie zna na to odpowiedzi...
~Mario... Wtedy uzaliśmy to za jedyne rozwiązanie. Ale teraz...
~Teraz, to tata teskni za tobą. Więc pakuj walizki i zapraszamy do Monachium- postawiłem ultimatum
~No dobrze. Będę wieczorem. Napisz mi synku w sms-ie adres twojego domu- podała mi numer, po czym wysłałem mamie adres i pożeganliśmy się
*Laura*
-I widzisz, udało się- uśmiechnęłam się'
-Ale bez ciebie by się nie udało- Mario położył się na mnie i zaczął mnie całować
-A chciałbyś, zeby sie pogodzili?- spytałam z nadzieją w oczach
-Oczywiście! To było by cudowne- ucieszył się- Ejj, co ty planujesz?
-Zawołaj Fabiana- wykonał moje polecenie i poszedł po brata
-No jestem. Co tam?-
-Zabierz swojego ojca do tego salonu z motorami, dobrze?- spyttałam
-Ale po co? Co chcesz zrobić?- spytał
-Pogodzić Waszych rodziców- zaśmiałam się
-Aaa , to się inaczej słyszy. Kiedy mam go zabrać?- spytał
-Najlepiej już- wtrącił się Mario- Mama napisała, ze będzie około 17, a mamy 14
-Mama!?!? Mama bedzie tutaj!?- zaczął się drzeć
-Nie!- krzyknęłam- TAK- powiedziałam po cichu- Głąbie to ma byc niespodzianka... DLA TWOJEGO OJCA
-Ups... to wy sie wszytskim zajmijci, a my jedziemy
Fabian wyszedł a ja i Mario zapukaliśmy do pokoju Felixa. Mario najpierw go przeprosił za swoje zachowanie, a potem przedstawiłam mu plan działania. Najmłodszy Goetze, zadowolony, wyraził szczere chęci pomocy. Mario z Felixem wyszli do sklepu, ja w ekspresowym tempie poodkurzałam a następnie ustroiłam na stole. Potem przypomniałam Fabianowi, że mają wrócić jak dam im sygnął i przykazałam im kupić jakis bukiet. Kiedy chłopacy wrócili ze sklepu, całą trójką zabraliśmy się za przygotowanie posiłku. Ztobiliśmy zapiekankę z makaronem z mojego przepisu. Mario bardzo smakowała i postawił na to danie. Wszyscy chciliśmy, zeby wyszło dobrze. Chłopacy wiadomo , to ich matka Felix ma 16 lat, a więc nie widział jej od kiedy się urodził, praktycznie jej nie zna. Bo co pamięta roczne dziecko? Ja natomiast chciałam zrobić dobre wrazenie na mojej przyszłej teściowej.
Kiedy zapiekanka grzała się w piekarniku, Mario włożył do lodówki alkochol. Ten jak ma zrobić romatyczny wieczór to tylko o tym pamięta...
Zbliżała się godzina 17. Wszycy w napieciu czekaliśmy na gościa. Mijały kolejne minuty i gdzieś 15 po 17 zadzwonił dzwonek do drzwi:
-To mama- powiedział szeptem Mario, kiedy zzajrzał w okno
Ja nie zwlekając wykręciłam numer do Fabiana i ściągnęłam go do domu, przypomniałam co mieli po ddrodze załatwić. W tym czasie Mario otworzył drzwi, naszym oczom ujrzała się piękna pani Ella Goetze...
----------------------------------
UFFFFF... napisałam. Przepraszam że dopiero teraz , ale nauka, dzisiaj cały dzień na dworzu. Biaegała grałam w piłke i tenisa, rolki, potem mecz BvB, na który nie mam siły. A konkretnie na ślepego sędziego. Dobra to na tyle, następny nie wiem kiedy . Pozdro :*
Strasznie mi z tym źle, że znowu tak podle zachowałem się wobec Laury. Tu planujemy slub a ja takie numery odwalam. Poprostu żal mi samego siebie. Ona gdzieś pojechała, razem z bratem... którego tez obraziłem. Obaj są bardzo wrażliwi, więc będzie mi bardzo cieżko. Ale spróbuję przeprosić obie osoby.:
-Patrz, czy to jest pani Ella? - nagle w pokoju obok mnie pojawiła się Laura
-Co, mama!? Jak się zmieniła... O Boże MAMA!!!- biegał po domu i krzyczał
-Napisz do niej- uśmiechnęła mnie
-Poczekaj, ja cię obrażam a ty mi pomagasz... Przepraszam Laura, jestem ostatnio strasznie zmęczony i do tego ta napięta sytuacja...- tłumaczyłem się
-Mario, jeżeli tak to będzie , to ślub nam jest zupełnie nie potrzebny. Bo po co nam ślub, skoro nie umiemy ze sobą rozmawiać?- zamysliła się
-Przepraszam, Laura uwierz mi, to przez te nerwy i nastawienie. Nie potrafie normalnie porozmawiać z ojcem. Poprstu czułem do nieo niechęć. A jak ktoś mi wchodzi w drogę, to jestem przewaznie zły na cały swiat. Laura nie rezygnujmy ze ślubu. Nadal chcę abyś była moją żoną i to jak najprędzej. Przepraszam- przytuliłem się do niej
-Dobra, przeprosiny przyjete. A teraz napisz do mamy! I to już- dżgnęła mnie w brzuch
-Ookey, już piszę- zabrałem się za pisanie, choć nie bardzo wiedziałem jak zacząć
*rozmowa*
~hej Mamo
~Mario, synku! Jak sie cieszę że odezwałeś się do mnie!- chyba się ucieszyła
~Mamo, ja zawsze chciałem Cię odnaleźć, ale nie wiedziałem co mam czynić. Teraz kiedy moja narzeczona zrobiła wszystko co się tylko dało i nawet pomogła odnaleźć Cię na facebooku, udało się. Jestem taki szczęśliwy, że znowu mogę powiedzieć 'Mamo' - napisałem to z pełnym uczuciem
~Jej, Mario, płaczę- uśmiechnąłem się do laptopa a potem do Laury- Ułożyłeś sobie życie. Mam nadzieję, ze nie tak jak ja. Cieszę się, ze z tego co mówisz, masz mądrą narzeczoną- napisała
~No i jest taka sprawa. Chcielibyśmy , żebyś jak najszybciej przyjechała tu do Monachium. Razem z Laurą (moją narzeczoną) planujemy ślub. Tata z Felixem i Fabianem już są. Rodzice Laury dojadą jutro. Ale przyjedź już dzisiaj!- ucieszyłem się
~Tata powiadasz? Jest tam? Tak się za nim stęskniłam. I za moimi synami cudownymi też...-
~Tęskniłaś za tatą? Kochasz go nadal?- zadawałem pytania
~Oczywiście. Kocham tęsknię. Chcę tam z Wami być.~
~No to już nie problem, mam nadzieję, że dotrzesz nawet zaraz. Ale skoro kochałas tatę, czemu się rozstaliście?- zapytałem, ale czułem że nie zna na to odpowiedzi...
~Mario... Wtedy uzaliśmy to za jedyne rozwiązanie. Ale teraz...
~Teraz, to tata teskni za tobą. Więc pakuj walizki i zapraszamy do Monachium- postawiłem ultimatum
~No dobrze. Będę wieczorem. Napisz mi synku w sms-ie adres twojego domu- podała mi numer, po czym wysłałem mamie adres i pożeganliśmy się
*Laura*
-I widzisz, udało się- uśmiechnęłam się'
-Ale bez ciebie by się nie udało- Mario położył się na mnie i zaczął mnie całować
-A chciałbyś, zeby sie pogodzili?- spytałam z nadzieją w oczach
-Oczywiście! To było by cudowne- ucieszył się- Ejj, co ty planujesz?
-Zawołaj Fabiana- wykonał moje polecenie i poszedł po brata
-No jestem. Co tam?-
-Zabierz swojego ojca do tego salonu z motorami, dobrze?- spyttałam
-Ale po co? Co chcesz zrobić?- spytał
-Pogodzić Waszych rodziców- zaśmiałam się
-Aaa , to się inaczej słyszy. Kiedy mam go zabrać?- spytał
-Najlepiej już- wtrącił się Mario- Mama napisała, ze będzie około 17, a mamy 14
-Mama!?!? Mama bedzie tutaj!?- zaczął się drzeć
-Nie!- krzyknęłam- TAK- powiedziałam po cichu- Głąbie to ma byc niespodzianka... DLA TWOJEGO OJCA
-Ups... to wy sie wszytskim zajmijci, a my jedziemy
Fabian wyszedł a ja i Mario zapukaliśmy do pokoju Felixa. Mario najpierw go przeprosił za swoje zachowanie, a potem przedstawiłam mu plan działania. Najmłodszy Goetze, zadowolony, wyraził szczere chęci pomocy. Mario z Felixem wyszli do sklepu, ja w ekspresowym tempie poodkurzałam a następnie ustroiłam na stole. Potem przypomniałam Fabianowi, że mają wrócić jak dam im sygnął i przykazałam im kupić jakis bukiet. Kiedy chłopacy wrócili ze sklepu, całą trójką zabraliśmy się za przygotowanie posiłku. Ztobiliśmy zapiekankę z makaronem z mojego przepisu. Mario bardzo smakowała i postawił na to danie. Wszyscy chciliśmy, zeby wyszło dobrze. Chłopacy wiadomo , to ich matka Felix ma 16 lat, a więc nie widział jej od kiedy się urodził, praktycznie jej nie zna. Bo co pamięta roczne dziecko? Ja natomiast chciałam zrobić dobre wrazenie na mojej przyszłej teściowej.
Kiedy zapiekanka grzała się w piekarniku, Mario włożył do lodówki alkochol. Ten jak ma zrobić romatyczny wieczór to tylko o tym pamięta...
Zbliżała się godzina 17. Wszycy w napieciu czekaliśmy na gościa. Mijały kolejne minuty i gdzieś 15 po 17 zadzwonił dzwonek do drzwi:
-To mama- powiedział szeptem Mario, kiedy zzajrzał w okno
Ja nie zwlekając wykręciłam numer do Fabiana i ściągnęłam go do domu, przypomniałam co mieli po ddrodze załatwić. W tym czasie Mario otworzył drzwi, naszym oczom ujrzała się piękna pani Ella Goetze...
----------------------------------
UFFFFF... napisałam. Przepraszam że dopiero teraz , ale nauka, dzisiaj cały dzień na dworzu. Biaegała grałam w piłke i tenisa, rolki, potem mecz BvB, na który nie mam siły. A konkretnie na ślepego sędziego. Dobra to na tyle, następny nie wiem kiedy . Pozdro :*
środa, 19 lutego 2014
67- '...szleństwem to było to co zrobiłeś wobec mamy! Nigdy ci tego nie wybaczę!!'
*w domu- Mario*
- To teraz planujemy ślub, tak?- ucieszyłem się
-Ale tak teraz, od razu, at the moment, now?- spytała Laura
-Czemu nie? Chyba , że wolisz poczekać?- zapytałem
-Nie no, w sumei nic nie stoi na drodze.. -zamysliła się
-To mi sie podoba- zaśmialiśmy się
-To masz- podała mi telefon- Dzwoń do rodziców
-Ale ja teraz po co?- zadawałem jej pytania
-Nie lepiej jakbyśmy razem to uzgodnili?- zastanowila się
-Aha..- powiedziałeme zadowolony i poszedłem na górę
*Laura*
Mario zachowywał się conajmniej dziwnie. Nie chciałam go dręczyć pytaniami wiec dałam sobie spokój. Po jakimś czasie poszłam do góry, Mario już dosyć długo nie schodził:
-Mario, co się stało? Coś nie tak powiedziałam?- usiadłam na łóżku obok niego
-Nie.. tylko.. ehh nie ważne-
-Jak to nie ważne, mi możesz wszytsko powiedzieć. Jeżeli oczywiście chcesz- zamysliłam się
-Rodzice, tak.. Tata i bracia. Mama ... wyprowadziła się jak miałem 15 lat. Tata ja zostawił. Nie utrzymuję kontaktów z żadnym z rodziców. Na ojca jestem wściekły , matki mi żal. Ale nie mam pojęcia gdzie ona może być.- opowiedział i smutno popatrzył w kąt
-Dzwoń do ojca. Matkę znajdziemy. Jest 12, więc wyrobimy się i jeszcze pomyślimy dzisiaj o ślubie z twoimi rodzicami, moi będą jutro. Pasuje?- usmeichnęłam się a Mario zadzwonił do Fabiana, najstarszego Goetze
Po jakiejś godzinie w domu zjawili się zaproszeni goście. Od początku całego 'spotkania' dziwnie to wszystko wyglądało. Mario nie ukrywał żalu , jaki miał w stosunku do ojca. Z braćmi, oczywiście kontaktu nikt mu nei mógł zabronić, więc rodzeństwo było wobec siebie , takie jak rodzeństwo powinno być. Ja również zaprzyjaźniłam się z Felixem, najmłodszym bratem Mario. Z Fabienem znaliśmy się już wcześniej:
-To jak, zaczynamy?- spytałam
-Nie, najpierw szukamy mamy- przypomniał mi Mario
-To Ella też ma być?- zapytał zdziwiony Jurgen, tata Mario
-Rozumiem, że Ella to pańska żona?- spytałam, bowiem nie znałam jeszcze dokładnie wszytskich członków, nie długo mojej rodziny
-Tak, właściwie to moja była żona.. ale cóż to ma do rzeczy, nie mieszkamy ze sobą. Nie wiem gdzie ona jest. Jak wy chcecie ją znaleźć? Mi nie dawała oznak zycia, dzieci kochane, to szaleństwo- stwierdził ojciec Mario
-Może dlatego nie dawała oznak życia, ze pan jej nie szukał. A my chcemy spróbować- uśmiechnęłam się
-A szleństwem to było to co zrobiłeś wobec mamy! Nigdy ci tego nie wybaczę! Nigdy, odebrałeś mi matkę!! Jesteś niezrównoważony psychicznie. Odebrałeś mi ją, kiedy jej najbardziej potrezbowałem!- krzyczał rozwścieczony Mario, dopiero zrozumiałam jak jemu jest i było trudno
-Ale Mario, ja nie zrobiłem tego ,żeby ciebie unieszczęśliwiać. Czasem jest tak, że dwie osoby, nie mogą się dogadać...- próbował uspokoić wszystko pan Goetze
-Choć, Mario. Poszukamy twojej mamy- przytuliłam go i odeszliśmy. Mario zdążył rzucić jeszcze wrogie spojrzenie swojemu ojcu, kiedy go upomniałam.
*Mario*
-Nikt mnie nie kocha, ten szleniec jest moim ojcem, zabrał mi matkę!- rozpłakałem się
-Mario, nie mów tak. Ja cię kocham i zawsze będę- przytuliła mnie, a ja wstał
-Mnie to już nie obchodzi. Nic mnie nie obchodzi- powiedziałem
-Moja miłość do Ciebie tez nie !?- i uświadomiłem sobie, że na nowo popełniam ten błąd
Wybiegła z sypialni, lecz zmuszona była tam wrócić. :
-Daj kluczyki od samochodu- powiedziała
-Poczekaj- usiłowałem ja zatrzymać
-Kluczyki powiedziałam- wystawiła rękę w oczekiwaniu na klucze
-Mario daj jej klucze i świety spokój- chyba kiedy kłóciliśmy się, mój najmłodszy brat wszystko widział i teraz się odezwał
-A ty gówniarzu co!? Kazał któś podsłuchiwać?!- dałęm jej kluczyki i z nerwów poszedłem na brata
Laura mnie powstrzymała i wepchnęła spowrotem do pokoju, po czym trzasnęła drzwiami
*Laura*
-Choć już Felix- powiedziłam do zdenerwowanego Goetze
-Nie nawidze go! Jak on mógł tak do mnie powiedzie!?- gotowało się w nim
-To samo pytanie moge ci teraz zadać. Mi powiedział że.. że mnie nie kocha- zaczęłam płakać i razem z Felixem przytuliliśmy się
-Co zamierzasz z tymi kluczykami? Wyjeżdżasz?- spytał
-Nie wiem, może zakupy? Jedziesz ze mną?- uśmiechnęłam się przez zapłakaną twarz
-Nie, sorka. Nie mam kasy i wogóle..- zasmutał
-Ja ci coś kupię. Choć, jedziemy- wzięłam torebkę i wyszliśmy z domu, oznajmiając panu Jurgenowi , że wychodzimy
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy spod posesji naszego domu. Dojchaliśmy do pobliskiej galerii i poczęliśmy robić w niej zakupy, świetnie się przy tym bawiąc. Felix założył czapkę z wystawy i śpiewał Biebera czym wzbudził wielkie zinteresowanie klijentów ;)
Po jakims czasie kiedy juz kupilismy sobie potrzebne nam rzeczy, głównie ubrania, dla mnie jeszcze kosmentyki, wróciliśmy do domu. Już się bałam na spotkanie z Mario...
------------------------------------------
Ehhhh... znowu ... znowu to zrobiłam skłóciłam ich.. Spokojnie. Pocieszam jeednak, ze to chwilowe ;)
Załamujecie mnie liczbą komentarzy. Naprawde już nikogo nie obchodzi mój blog ? Mam ochote go jak najszybciej zakończyć, bo dodaje rozdzialy bez wiekszego.pocieszenia... Trudno nie zanudzam już bo pewnie i tak tego nie czyta, jak i również tego powyżej. Dziękuję, pozdrawiam.
- To teraz planujemy ślub, tak?- ucieszyłem się
-Ale tak teraz, od razu, at the moment, now?- spytała Laura
-Czemu nie? Chyba , że wolisz poczekać?- zapytałem
-Nie no, w sumei nic nie stoi na drodze.. -zamysliła się
-To mi sie podoba- zaśmialiśmy się
-To masz- podała mi telefon- Dzwoń do rodziców
-Ale ja teraz po co?- zadawałem jej pytania
-Nie lepiej jakbyśmy razem to uzgodnili?- zastanowila się
-Aha..- powiedziałeme zadowolony i poszedłem na górę
*Laura*
Mario zachowywał się conajmniej dziwnie. Nie chciałam go dręczyć pytaniami wiec dałam sobie spokój. Po jakimś czasie poszłam do góry, Mario już dosyć długo nie schodził:
-Mario, co się stało? Coś nie tak powiedziałam?- usiadłam na łóżku obok niego
-Nie.. tylko.. ehh nie ważne-
-Jak to nie ważne, mi możesz wszytsko powiedzieć. Jeżeli oczywiście chcesz- zamysliłam się
-Rodzice, tak.. Tata i bracia. Mama ... wyprowadziła się jak miałem 15 lat. Tata ja zostawił. Nie utrzymuję kontaktów z żadnym z rodziców. Na ojca jestem wściekły , matki mi żal. Ale nie mam pojęcia gdzie ona może być.- opowiedział i smutno popatrzył w kąt
-Dzwoń do ojca. Matkę znajdziemy. Jest 12, więc wyrobimy się i jeszcze pomyślimy dzisiaj o ślubie z twoimi rodzicami, moi będą jutro. Pasuje?- usmeichnęłam się a Mario zadzwonił do Fabiana, najstarszego Goetze
Po jakiejś godzinie w domu zjawili się zaproszeni goście. Od początku całego 'spotkania' dziwnie to wszystko wyglądało. Mario nie ukrywał żalu , jaki miał w stosunku do ojca. Z braćmi, oczywiście kontaktu nikt mu nei mógł zabronić, więc rodzeństwo było wobec siebie , takie jak rodzeństwo powinno być. Ja również zaprzyjaźniłam się z Felixem, najmłodszym bratem Mario. Z Fabienem znaliśmy się już wcześniej:
-To jak, zaczynamy?- spytałam
-Nie, najpierw szukamy mamy- przypomniał mi Mario
-To Ella też ma być?- zapytał zdziwiony Jurgen, tata Mario
-Rozumiem, że Ella to pańska żona?- spytałam, bowiem nie znałam jeszcze dokładnie wszytskich członków, nie długo mojej rodziny
-Tak, właściwie to moja była żona.. ale cóż to ma do rzeczy, nie mieszkamy ze sobą. Nie wiem gdzie ona jest. Jak wy chcecie ją znaleźć? Mi nie dawała oznak zycia, dzieci kochane, to szaleństwo- stwierdził ojciec Mario
-Może dlatego nie dawała oznak życia, ze pan jej nie szukał. A my chcemy spróbować- uśmiechnęłam się
-A szleństwem to było to co zrobiłeś wobec mamy! Nigdy ci tego nie wybaczę! Nigdy, odebrałeś mi matkę!! Jesteś niezrównoważony psychicznie. Odebrałeś mi ją, kiedy jej najbardziej potrezbowałem!- krzyczał rozwścieczony Mario, dopiero zrozumiałam jak jemu jest i było trudno
-Ale Mario, ja nie zrobiłem tego ,żeby ciebie unieszczęśliwiać. Czasem jest tak, że dwie osoby, nie mogą się dogadać...- próbował uspokoić wszystko pan Goetze
-Choć, Mario. Poszukamy twojej mamy- przytuliłam go i odeszliśmy. Mario zdążył rzucić jeszcze wrogie spojrzenie swojemu ojcu, kiedy go upomniałam.
*Mario*
-Nikt mnie nie kocha, ten szleniec jest moim ojcem, zabrał mi matkę!- rozpłakałem się
-Mario, nie mów tak. Ja cię kocham i zawsze będę- przytuliła mnie, a ja wstał
-Mnie to już nie obchodzi. Nic mnie nie obchodzi- powiedziałem
-Moja miłość do Ciebie tez nie !?- i uświadomiłem sobie, że na nowo popełniam ten błąd
Wybiegła z sypialni, lecz zmuszona była tam wrócić. :
-Daj kluczyki od samochodu- powiedziała
-Poczekaj- usiłowałem ja zatrzymać
-Kluczyki powiedziałam- wystawiła rękę w oczekiwaniu na klucze
-Mario daj jej klucze i świety spokój- chyba kiedy kłóciliśmy się, mój najmłodszy brat wszystko widział i teraz się odezwał
-A ty gówniarzu co!? Kazał któś podsłuchiwać?!- dałęm jej kluczyki i z nerwów poszedłem na brata
Laura mnie powstrzymała i wepchnęła spowrotem do pokoju, po czym trzasnęła drzwiami
*Laura*
-Choć już Felix- powiedziłam do zdenerwowanego Goetze
-Nie nawidze go! Jak on mógł tak do mnie powiedzie!?- gotowało się w nim
-To samo pytanie moge ci teraz zadać. Mi powiedział że.. że mnie nie kocha- zaczęłam płakać i razem z Felixem przytuliliśmy się
-Co zamierzasz z tymi kluczykami? Wyjeżdżasz?- spytał
-Nie wiem, może zakupy? Jedziesz ze mną?- uśmiechnęłam się przez zapłakaną twarz
-Nie, sorka. Nie mam kasy i wogóle..- zasmutał
-Ja ci coś kupię. Choć, jedziemy- wzięłam torebkę i wyszliśmy z domu, oznajmiając panu Jurgenowi , że wychodzimy
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy spod posesji naszego domu. Dojchaliśmy do pobliskiej galerii i poczęliśmy robić w niej zakupy, świetnie się przy tym bawiąc. Felix założył czapkę z wystawy i śpiewał Biebera czym wzbudził wielkie zinteresowanie klijentów ;)
Po jakims czasie kiedy juz kupilismy sobie potrzebne nam rzeczy, głównie ubrania, dla mnie jeszcze kosmentyki, wróciliśmy do domu. Już się bałam na spotkanie z Mario...
------------------------------------------
Ehhhh... znowu ... znowu to zrobiłam skłóciłam ich.. Spokojnie. Pocieszam jeednak, ze to chwilowe ;)
Załamujecie mnie liczbą komentarzy. Naprawde już nikogo nie obchodzi mój blog ? Mam ochote go jak najszybciej zakończyć, bo dodaje rozdzialy bez wiekszego.pocieszenia... Trudno nie zanudzam już bo pewnie i tak tego nie czyta, jak i również tego powyżej. Dziękuję, pozdrawiam.
niedziela, 16 lutego 2014
66- Rozprawa
Już w korytarzu zaparło mi dech w piersiach, zobaczyłam wielkie czerwone serce ułożone z płatków róż na środku salonu. Cudowne uczucie dla każdej kobiety. Po chwili moim oczom ukazał się Mario:
-Przepraszam ,że chciałem to zepsuć. A to taka mała rekompensata i za razem przeprosiny- podał mi piękną różę w kroplach wody, jej cudna poprostu
-Mario, nie musiałeś. Wybaczyłam ci przecież- pocałowałam go
-Ale to nie wystarczy- wziął mnie na ręce i posadził na kanapie w salonie
Za chwile zniknął w kuchni. Kiedy wrócił miał ze sobą szampana i jakieś jedzenie. Chyba ciasto. Jej postaral się. Chyba mu zalezy. Bardzo się ucieszyłam świetnie zaplanowane:
-No to za co pijemy?- spytał nalewając alkocholu
-Za nas, i nasze szczęście- uśmiechnęłam się po czym opróżniliśmy kieliszki
Kiedy już wypiliśmy Mario zaproponował:
-A teraz choć do sypialni- powiedział
-Ale mnie się nie chce spać- poruszyłam znacząco brwiami
-Kto powiedział, że będziemy spać?- zamiał się Mario
Przystałam na propozycję Mojego narzeczonego, po czym na rękach zostałam zaniesiona do sypialni. Następne zaskoczenie ukazało się moim oczom. Pięknie przystrojone łóżko. :
-Mario, jak ty się z tym wyrobiłeś? I wogóle skąd ten romantyczny pomysł co?- pocałowałam go
-Marco stwierdził, że jak chcę mieć u ciebie jakieś szanse musi to być coś niebywałego. Wiec pomyślałem, poszukałem i jest. Mam nadzieję, że się spodobało. - Powiedział
-Jeszcze pytasz? Oczywiście, że się podobało. To był jeden z najcudowniejszych dni w moim zyciu- uśmiechnęłam się
-A chcesz ,żeby skończył się równie dobrze jak zaczął?- uśmiechnął się i zrobił minę łobuza
-Ty chyba najlepiej wiesz co ja chcę.- powiedziałam i zaczęliśmy sie całować.
Po miło, ba, nawet bardzo miło spędzonej dłuższej chwili, leżeliśmy z Mario na łóżku przykryci pościelą rozmawiając:
-Chciałbym żebys była już moją żoną.- rozmarzył się
-Możemy planować, ale wiesz, że najpierw rozprawa - westchnęłam
-Jaka rozprawa?-
-No ta z przed 2 miesięcy z Hubertem. Skoro jest w areszcie, czekają tylko na mnie. Wiesz co, chyba jutro tam pójdę- zastanowiłam się
-Jak chcesz. Miejmy to już za sobą. Zacznijmy wreszcie nowe, lepsze życie. Chciałbym, żeby ślub zmienił wszystko, na lepsze.- powiedział
-Tez bym tak chciała. Weźmy ten ślub jak najszybciej. Będzie nam lepiej, może on pogodzi wszytskie nieporozumienia i będzie nam łatwiej ze wszystkim- stwierdziłam
-No to po rozprawie tak?- spytał i mnie pocałował
-Tak. Spróbuję jutro wszytsko załatwić.- powiedziałam kiedy zadzownił mój telefon:
-Dobry wieczór, ja jestem z policji, czy mam przyjemność z panią Laurą Laskowską?- zapytał mój rozmówca
-Tak, witam. Czy pan w sprawie zeznań?- zapytałam
-Tak, przepraszam że zawracam głowę tak późno. Ale ja właśnie w tej sprawie. Chcemy już zakończyc sledztwo i móc rozpocząć działania sądowe. Potrzebujemy tylko pani zeznań, gdzyż jest pani pokrzywdzoną w sprawie, rozumiem?
-Ja przyjdę zeznać jutro, też bym chciała mieć już to za sobą.- powiedziałam
-To się cieszę. W takim razie do zobacznia- pozeganał mnie
-Do widzenia- rozłączyłam się
-Mario, boję się tej rozprawy. A co jeśli nie zakończy się na więzieniu ? Przecież jeśli on wyjdzie będzie chciał się zemścić, a wtedy...
-...ja będę przy tobie. Pamiętaj. Będzie dobrze- dokończł
*2 dni później -Laura*
Wstałam o 9.30 szybko ogarnęłam się i ubrałam, jak przystało ubrać się do sądu. Tak właśnie dzisiaj, będę musiała opowiadać o tym co się wydarzyło 2 miesiące temu, to o czym nie chcę rozmawiać. Niestety, jestem pokrzywdzoną muszę powiedzieć jak było:
-Mario, ja nie chcę tam iść- powiedziałam wreszcie
-Laura, musisz. Tylko 2 godziny, i potem go zamkną. Pamiętaj będzie dobrze- uśmiechnął się
-No nie wiem. Boję się- powiedziałam patrząc mu w oczy
-Nie bój się. Ja tam będę. Będę na widowni i w razie co pomogę ci jakoś- pocieszył mnie- A teraz ubieraj się bo o 10.30 zaczyna się rozprawa-
Kiedy już doprowadziliśmy się do porządku, wyszliśmy z domu i na piechotę udaliśmy sie do sądu. Z bijącym sercem szłam korytarzem:
-Tak mi dupe obrobiłaś, że jeszcze tego pożałujesz!- krzyknął w moją stronę Hubert, a policjanci prowadzący go i jego prawnik starali się go uspokoić'
-Nie przejmuj się. Ja juz zmykam i mocno trzymam kciuki- pocałował mnie Mario i odszedł a ja usiadłam na ławce w korytarzu i czekałam aż wytypują moje nazwisko i będę zmuszona tam iść i mówić to wszystko.
Wreszcie jeden z pilnujących pod drzwiami zaprosił mnie na salę rozpraw. Ogarniałam wzrokiem wszytko, Huberta- który z zrzędniętą miną siedział i widziałam jakby miał ochotę kogoś zabić. Mario patrzącego w moją stronę i ciepło uśmiechającego się. Luizę, Martina i Marco wszystkich tych najserdecznijeszych przyjaciół, którzy pofatygowali się i przyszli tutaj by mnie wspierać. Tak jestem im za to wdzięczna... Ponad to było tutaj bardzo wielu ludzi możnaby powiedzieć 'gapiów' ,którym tak cholernie się nudzi i przyszli tak sobie z ciekawości.:
-Proszę niech pani podejdzie- usłyszałam głos sędziny i wykonałam jej polecenie. Podeszłam do barierki- Niech się pani przedstawi, powie ile ma pani lat, gdzie mieszka i czym się zajmuje.- zakomunikowała
-Nazywam się Laura Laskowska, mam 20 lat, mieszkam w Monachium i gram w klubie damskim Bayernie Monachium- powiedziałam lekko spięta
-Pani jest pokrzywdzoną w sprawie, rozumiem?- spytała
-Tak. - odpowiedziałam krótko
-Niech pani opowie nam o relacjach z panem Jasińskim, od kiedy się poznaliście aż do tej pory, traumatycznego wydarzenia dla pani- powiedziała
Ja opowiedziałam jej całą historię, kilka razy z emoocji uroniłam łzę. Potem odełano mnie na ławkę dla świadków, idąc, kątem oka spojrzałam na Mario który się uśmiechał. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do neigo i usiadłam. Po mnie przesłuchano Suzan. Brała równiez udział w tym wszystkim, opowiedziała im , że Hubert zmuszał ją żeby sprzedawała narkotyki i więziła mnie, ale ona postanowiła jednak mnie uratować- wszystko to dowiedział się sąd. Potem zostali przesłuchani kolejno współpomocnicy Huberta, ich zeznania może nie tak jak nasze, również obciążyły Jasińskiego. Byłam już prawie pewna że się uda, i wszystko będzie tak jak nasza szósta oczekujemy. Czyli więzienie. Pozostało nam już tylko czekanie. Po 10 minutach sąd znowu zagościł na sali. Serce waliło mi jak oszalałe. Myślałam , że zaraz wyskoczy mi z piersi. Zaczęłam lekko się trząść, kiedy nagle sędzina powiedziała:
-Pan Hubert Jasiński dostaje karę pozbawienia wolności- radowałam się bardzo postanowieniem- do lat pięciu, za naruszenie godności osobistej pokrzywdzonej oraz kradzieże nielegalnych substancji i zmuszanie do łamania przepisów, jego niegdyś współpracowników. - zakończyła a ja niemogłam ze zdumienia
Na mojej twarzy malował się wielki serdeczny uśmiech. Tak zadowolona nie byłam już dawno. Wyszłam z sali rozpraw, gdzie czekał na mnie Mario. Szybko do niego pobiegłam a on uniósl mnie i okręcił wokół siebie:
-Brawo skarbie. Wiedziałem , że się uda!- mówił ucieszony.
---------------------------------------
Szczęśliwe? ;D Myślę, że tak. taki trochę dłuższy dzisiaj, ale spokojnie nie przyzwyczajajcie się. ;)
-Przepraszam ,że chciałem to zepsuć. A to taka mała rekompensata i za razem przeprosiny- podał mi piękną różę w kroplach wody, jej cudna poprostu
-Mario, nie musiałeś. Wybaczyłam ci przecież- pocałowałam go
-Ale to nie wystarczy- wziął mnie na ręce i posadził na kanapie w salonie
Za chwile zniknął w kuchni. Kiedy wrócił miał ze sobą szampana i jakieś jedzenie. Chyba ciasto. Jej postaral się. Chyba mu zalezy. Bardzo się ucieszyłam świetnie zaplanowane:
-No to za co pijemy?- spytał nalewając alkocholu
-Za nas, i nasze szczęście- uśmiechnęłam się po czym opróżniliśmy kieliszki
Kiedy już wypiliśmy Mario zaproponował:
-A teraz choć do sypialni- powiedział
-Ale mnie się nie chce spać- poruszyłam znacząco brwiami
-Kto powiedział, że będziemy spać?- zamiał się Mario
Przystałam na propozycję Mojego narzeczonego, po czym na rękach zostałam zaniesiona do sypialni. Następne zaskoczenie ukazało się moim oczom. Pięknie przystrojone łóżko. :
-Mario, jak ty się z tym wyrobiłeś? I wogóle skąd ten romantyczny pomysł co?- pocałowałam go
-Marco stwierdził, że jak chcę mieć u ciebie jakieś szanse musi to być coś niebywałego. Wiec pomyślałem, poszukałem i jest. Mam nadzieję, że się spodobało. - Powiedział
-Jeszcze pytasz? Oczywiście, że się podobało. To był jeden z najcudowniejszych dni w moim zyciu- uśmiechnęłam się
-A chcesz ,żeby skończył się równie dobrze jak zaczął?- uśmiechnął się i zrobił minę łobuza
-Ty chyba najlepiej wiesz co ja chcę.- powiedziałam i zaczęliśmy sie całować.
Po miło, ba, nawet bardzo miło spędzonej dłuższej chwili, leżeliśmy z Mario na łóżku przykryci pościelą rozmawiając:
-Chciałbym żebys była już moją żoną.- rozmarzył się
-Możemy planować, ale wiesz, że najpierw rozprawa - westchnęłam
-Jaka rozprawa?-
-No ta z przed 2 miesięcy z Hubertem. Skoro jest w areszcie, czekają tylko na mnie. Wiesz co, chyba jutro tam pójdę- zastanowiłam się
-Jak chcesz. Miejmy to już za sobą. Zacznijmy wreszcie nowe, lepsze życie. Chciałbym, żeby ślub zmienił wszystko, na lepsze.- powiedział
-Tez bym tak chciała. Weźmy ten ślub jak najszybciej. Będzie nam lepiej, może on pogodzi wszytskie nieporozumienia i będzie nam łatwiej ze wszystkim- stwierdziłam
-No to po rozprawie tak?- spytał i mnie pocałował
-Tak. Spróbuję jutro wszytsko załatwić.- powiedziałam kiedy zadzownił mój telefon:
-Dobry wieczór, ja jestem z policji, czy mam przyjemność z panią Laurą Laskowską?- zapytał mój rozmówca
-Tak, witam. Czy pan w sprawie zeznań?- zapytałam
-Tak, przepraszam że zawracam głowę tak późno. Ale ja właśnie w tej sprawie. Chcemy już zakończyc sledztwo i móc rozpocząć działania sądowe. Potrzebujemy tylko pani zeznań, gdzyż jest pani pokrzywdzoną w sprawie, rozumiem?
-Ja przyjdę zeznać jutro, też bym chciała mieć już to za sobą.- powiedziałam
-To się cieszę. W takim razie do zobacznia- pozeganał mnie
-Do widzenia- rozłączyłam się
-Mario, boję się tej rozprawy. A co jeśli nie zakończy się na więzieniu ? Przecież jeśli on wyjdzie będzie chciał się zemścić, a wtedy...
-...ja będę przy tobie. Pamiętaj. Będzie dobrze- dokończł
*2 dni później -Laura*
Wstałam o 9.30 szybko ogarnęłam się i ubrałam, jak przystało ubrać się do sądu. Tak właśnie dzisiaj, będę musiała opowiadać o tym co się wydarzyło 2 miesiące temu, to o czym nie chcę rozmawiać. Niestety, jestem pokrzywdzoną muszę powiedzieć jak było:
-Mario, ja nie chcę tam iść- powiedziałam wreszcie
-Laura, musisz. Tylko 2 godziny, i potem go zamkną. Pamiętaj będzie dobrze- uśmiechnął się
-No nie wiem. Boję się- powiedziałam patrząc mu w oczy
-Nie bój się. Ja tam będę. Będę na widowni i w razie co pomogę ci jakoś- pocieszył mnie- A teraz ubieraj się bo o 10.30 zaczyna się rozprawa-
Kiedy już doprowadziliśmy się do porządku, wyszliśmy z domu i na piechotę udaliśmy sie do sądu. Z bijącym sercem szłam korytarzem:
-Tak mi dupe obrobiłaś, że jeszcze tego pożałujesz!- krzyknął w moją stronę Hubert, a policjanci prowadzący go i jego prawnik starali się go uspokoić'
-Nie przejmuj się. Ja juz zmykam i mocno trzymam kciuki- pocałował mnie Mario i odszedł a ja usiadłam na ławce w korytarzu i czekałam aż wytypują moje nazwisko i będę zmuszona tam iść i mówić to wszystko.
Wreszcie jeden z pilnujących pod drzwiami zaprosił mnie na salę rozpraw. Ogarniałam wzrokiem wszytko, Huberta- który z zrzędniętą miną siedział i widziałam jakby miał ochotę kogoś zabić. Mario patrzącego w moją stronę i ciepło uśmiechającego się. Luizę, Martina i Marco wszystkich tych najserdecznijeszych przyjaciół, którzy pofatygowali się i przyszli tutaj by mnie wspierać. Tak jestem im za to wdzięczna... Ponad to było tutaj bardzo wielu ludzi możnaby powiedzieć 'gapiów' ,którym tak cholernie się nudzi i przyszli tak sobie z ciekawości.:
-Proszę niech pani podejdzie- usłyszałam głos sędziny i wykonałam jej polecenie. Podeszłam do barierki- Niech się pani przedstawi, powie ile ma pani lat, gdzie mieszka i czym się zajmuje.- zakomunikowała
-Nazywam się Laura Laskowska, mam 20 lat, mieszkam w Monachium i gram w klubie damskim Bayernie Monachium- powiedziałam lekko spięta
-Pani jest pokrzywdzoną w sprawie, rozumiem?- spytała
-Tak. - odpowiedziałam krótko
-Niech pani opowie nam o relacjach z panem Jasińskim, od kiedy się poznaliście aż do tej pory, traumatycznego wydarzenia dla pani- powiedziała
Ja opowiedziałam jej całą historię, kilka razy z emoocji uroniłam łzę. Potem odełano mnie na ławkę dla świadków, idąc, kątem oka spojrzałam na Mario który się uśmiechał. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do neigo i usiadłam. Po mnie przesłuchano Suzan. Brała równiez udział w tym wszystkim, opowiedziała im , że Hubert zmuszał ją żeby sprzedawała narkotyki i więziła mnie, ale ona postanowiła jednak mnie uratować- wszystko to dowiedział się sąd. Potem zostali przesłuchani kolejno współpomocnicy Huberta, ich zeznania może nie tak jak nasze, również obciążyły Jasińskiego. Byłam już prawie pewna że się uda, i wszystko będzie tak jak nasza szósta oczekujemy. Czyli więzienie. Pozostało nam już tylko czekanie. Po 10 minutach sąd znowu zagościł na sali. Serce waliło mi jak oszalałe. Myślałam , że zaraz wyskoczy mi z piersi. Zaczęłam lekko się trząść, kiedy nagle sędzina powiedziała:
-Pan Hubert Jasiński dostaje karę pozbawienia wolności- radowałam się bardzo postanowieniem- do lat pięciu, za naruszenie godności osobistej pokrzywdzonej oraz kradzieże nielegalnych substancji i zmuszanie do łamania przepisów, jego niegdyś współpracowników. - zakończyła a ja niemogłam ze zdumienia
Na mojej twarzy malował się wielki serdeczny uśmiech. Tak zadowolona nie byłam już dawno. Wyszłam z sali rozpraw, gdzie czekał na mnie Mario. Szybko do niego pobiegłam a on uniósl mnie i okręcił wokół siebie:
-Brawo skarbie. Wiedziałem , że się uda!- mówił ucieszony.
---------------------------------------
Szczęśliwe? ;D Myślę, że tak. taki trochę dłuższy dzisiaj, ale spokojnie nie przyzwyczajajcie się. ;)
sobota, 15 lutego 2014
65- 'Tęskniłaś, choć trochę?'
*Laura*
Zadzwonił mój telefon. Była to moja przyjaciółka Luiza:
-Halo?
-Laura, proszę cię wróć. My już nie wiemy co mu mówić. Jak długo mamy udawać, że wszystko w porządku. - powiedziała Luiza
-Luiza, gdzie on jest?- spytałam
-U nas. Przyjedziesz?- zapytała z nadzieją
-Tak. Ale nie.- powiedziałam
-To znaczy że...?-
-Dobrze że jest u was. Pojade do Monachium, chcę wreszcie pograć w klubie a nie ciągle tylko wyjezdzam oni mnie potrezbują. A może i już tylko potrzebowali, a teraz mają nowego napastnika- zastanowiłam się pakujac walizki
-A pewnie, taka tam sobie nagła decyzja!- wkurzyła się
-Luiza no. Nie wkurzaj się. Wymyślisz coś. Powiedz mi tylko co z Hubertem?- zapytałam
-Hubert cię bardziej obchodzi, niż twój narzeczony!? No brawo, Laura. - nie odpuszczała
-Luiza, jesteś w ciązy?- zapytałam śmiejąc się
-Nawet jeśli...
-Co? Gratulacje- zaśmiałam się
-Czemu tak myślałaś?- zdziwiła się
-A no temu... ehh te humorki robiom swoje- nie wyrabiałam z niej
-No okey. Ale serio co mam mu powiedzieć? Wiecznie mam udawać?- okazała swą bezradność
-Tak nie, niewiem. Weź mu powiedz. 'Jest' Jakby cos pytał nic wiecej nie mów. Niech się dalej sam martwi, ale pewnie nie będzie skoro już go nie obchodzę- stwierdziłam oibojetnie
-Laura ale... o kurde koncze, przyszedł pa- szybko zakończyła rozmowę
A ja natomiast spakowałam walizki i zamówiłam lot do Niemiec. Nie powiem już denerwuje mnie ciagła zmiana zamieszkania, ale warunki mojego życia niestety, nie pozwalają mi na stabilizację. Wracam do tego Monachium i tyle. Mam nadzieje że zacznę tam szczęśliwie.
...a niedługo potem okazuje się , że jednak nie..
*Mario*
Idąc ulicami szukam sensu, znaczy jej~ mojego sensu życia. I nagle zauważam znajomą posturę. Tak to ona. Moja Laura:
-Laura! Wróciłaś?!- spytałem zdumiony
-Do Monachium tak. - uśmiechnęła się
-A... a wrócilaś też do mnie...? ...Tęskniłaś choć trochę?- zastanowiła się
-Oczywiście, tamta kłótnia znowu popsułaby wszystko między nami- zrobiła to co kochałem, wtuliła sie we mnie i zalała się łzami.
-Nie kłótnia, tylko znowu ja. To nie miało tak wyglądać- poszliśmy w kierunku parku
-To znaczy?- spytała
-To znaczy, że nie pobiegłem wtedy za tobą. A chciałem, tyle, że uważałem że jak chwile ochłoniemy to pogadamy, a za jakis czas jak już ciebie nie było... zoriętowałem się, że spieprzyłem drugi raz i oddaliłem od siebie myśl o jakiej kolwiek szansie. Dałem spokój, chwilowo- wytłumaczyłem
-Nie róbmy tak więcej, to było nam zupełnie nie potrzebne. - ponownie się wtuliła
-Tak wiem.- przytaknąłem jej
-Dobra, lece na trening. To jest karygodnie jak nadużywam wyrozumiałości trenera- westchnęła
-To spotakmy się w domu tak? Będziesz o 19?- miałem już pewnien plan, jak chociaż częściowo ogarnąc sprawy
-Myślę, ze tak- pocałowała mnie w polik i odeszła
*Laura*
Dzwoniłam do trenera i wracam znowu. Już mają mnie dosyć, a cały czas serdecznie witają. Jestem zachwycona ich wyrozumiałością ale to jest moja praca a nie jakaś zabawa, którą mogę się zabawić kiedy chce a potem rzucić ją głęboko w kąt. Oczywiście przywitałam się z dziewczynami, trenerem:
-Ja naprawdę nie wiem co się dzieje w moim życiu, nie potrafię nic poukładać i przez to zawalam wszystko na całej lini. Mam nadzieję, że już dłużej nie będę nadużywałą pańskiego zaufania- wyznałam trenerowi
-Lauro, ja doskonale rozumiem jakie jest życie, jak potrzebujesz to odpoczywaj. Będziemy pracowali ciężej ale damy radę, spokojnie- uśmiechnął się
-Ale tu już nie chodzi o zastąpienie mnie na jakiś czas... Ja nie chciałabym stracić miejsca w składzie, przez te moje nieobecności. Poprostu może trafić sie ktoś lepszy i wogóle, mogę stracić formę i co ze mnie będzie... nic nie zostanie, ale cóż jestem winna sama sobie.- zaczęłam użalać się nad sobą
-Jakoś damy radę. Bądź silna, bo jesteś wspaniałą piłkarką i cudowną osobą- powiedział trener
Potem zaczęłyśmy ćwiczenia, następnie grę. Trener oznajmił mi, że wróciłam w odpowiednim momencie. Za kilka dni gramy kolejny mecz w lidze mistrzów, z Werderem u siebie. Wiem, że nie mam szans na pierwszy skład, ale chcę pokazac, że nie straciłam całej przyzwoitości przez te ciagłe wyjazdy. Teraz na treningach daję z siebie wszystko. W sumi to nie jest tak źle, w trakcie mojego pobytu w Polsce, też trochę grałam, a to z przyjaciółką i siostrą, czasem ze zanjomymi . Nie zapomniałam wszytskiego ;)
Po nie całych 2 godzinach trening się skończył. Mamy wycisk ze względu właśnie na mecze, a szczególnie teraz. Udało nam się wyjść z grupy. Awansowały 2 drużyny z Niemiec, trafiłyśmy na Werder i gramy tak jak nie lubię. Czyli na zasadzie przegrany odpada. Zagramy z bremą a następnie za tydzień jedziemy i gramy rewanż na wyjeździe .
Wracam sobie powoli do domu. Odprowadziłam Sarę Muller do domu, mieszka nie daleko ode mnie, więc było mi po drodze. Właśnie dochodziłam do swojego domu. Cieszę się że z Mario nasze relacje układają się w miarę okey. Ta kłótnia mało co, a nie zniszczyła by wszytskiego co przez te 1,5 roku zbudowaliśmy. Strasznie bym tego żałowała. Kocham go i nie wyobrażam sobie życia z kim innym, jak tylko z nim.
Z bijacym sercem weszłam do domu. Przyznam że trochę bałam się co tam zastanę. Nie musiałam daleko wchodzić. Już w korytarzu zaparło mi dech w piersiach....
-----------------------------------
Tak, tak wiem. Teraz możecie spodziewać się dokładnie wszystkiego haha xD
Zadzwonił mój telefon. Była to moja przyjaciółka Luiza:
-Halo?
-Laura, proszę cię wróć. My już nie wiemy co mu mówić. Jak długo mamy udawać, że wszystko w porządku. - powiedziała Luiza
-Luiza, gdzie on jest?- spytałam
-U nas. Przyjedziesz?- zapytała z nadzieją
-Tak. Ale nie.- powiedziałam
-To znaczy że...?-
-Dobrze że jest u was. Pojade do Monachium, chcę wreszcie pograć w klubie a nie ciągle tylko wyjezdzam oni mnie potrezbują. A może i już tylko potrzebowali, a teraz mają nowego napastnika- zastanowiłam się pakujac walizki
-A pewnie, taka tam sobie nagła decyzja!- wkurzyła się
-Luiza no. Nie wkurzaj się. Wymyślisz coś. Powiedz mi tylko co z Hubertem?- zapytałam
-Hubert cię bardziej obchodzi, niż twój narzeczony!? No brawo, Laura. - nie odpuszczała
-Luiza, jesteś w ciązy?- zapytałam śmiejąc się
-Nawet jeśli...
-Co? Gratulacje- zaśmiałam się
-Czemu tak myślałaś?- zdziwiła się
-A no temu... ehh te humorki robiom swoje- nie wyrabiałam z niej
-No okey. Ale serio co mam mu powiedzieć? Wiecznie mam udawać?- okazała swą bezradność
-Tak nie, niewiem. Weź mu powiedz. 'Jest' Jakby cos pytał nic wiecej nie mów. Niech się dalej sam martwi, ale pewnie nie będzie skoro już go nie obchodzę- stwierdziłam oibojetnie
-Laura ale... o kurde koncze, przyszedł pa- szybko zakończyła rozmowę
A ja natomiast spakowałam walizki i zamówiłam lot do Niemiec. Nie powiem już denerwuje mnie ciagła zmiana zamieszkania, ale warunki mojego życia niestety, nie pozwalają mi na stabilizację. Wracam do tego Monachium i tyle. Mam nadzieje że zacznę tam szczęśliwie.
...a niedługo potem okazuje się , że jednak nie..
*Mario*
Idąc ulicami szukam sensu, znaczy jej~ mojego sensu życia. I nagle zauważam znajomą posturę. Tak to ona. Moja Laura:
-Laura! Wróciłaś?!- spytałem zdumiony
-Do Monachium tak. - uśmiechnęła się
-A... a wrócilaś też do mnie...? ...Tęskniłaś choć trochę?- zastanowiła się
-Oczywiście, tamta kłótnia znowu popsułaby wszystko między nami- zrobiła to co kochałem, wtuliła sie we mnie i zalała się łzami.
-Nie kłótnia, tylko znowu ja. To nie miało tak wyglądać- poszliśmy w kierunku parku
-To znaczy?- spytała
-To znaczy, że nie pobiegłem wtedy za tobą. A chciałem, tyle, że uważałem że jak chwile ochłoniemy to pogadamy, a za jakis czas jak już ciebie nie było... zoriętowałem się, że spieprzyłem drugi raz i oddaliłem od siebie myśl o jakiej kolwiek szansie. Dałem spokój, chwilowo- wytłumaczyłem
-Nie róbmy tak więcej, to było nam zupełnie nie potrzebne. - ponownie się wtuliła
-Tak wiem.- przytaknąłem jej
-Dobra, lece na trening. To jest karygodnie jak nadużywam wyrozumiałości trenera- westchnęła
-To spotakmy się w domu tak? Będziesz o 19?- miałem już pewnien plan, jak chociaż częściowo ogarnąc sprawy
-Myślę, ze tak- pocałowała mnie w polik i odeszła
*Laura*
Dzwoniłam do trenera i wracam znowu. Już mają mnie dosyć, a cały czas serdecznie witają. Jestem zachwycona ich wyrozumiałością ale to jest moja praca a nie jakaś zabawa, którą mogę się zabawić kiedy chce a potem rzucić ją głęboko w kąt. Oczywiście przywitałam się z dziewczynami, trenerem:
-Ja naprawdę nie wiem co się dzieje w moim życiu, nie potrafię nic poukładać i przez to zawalam wszystko na całej lini. Mam nadzieję, że już dłużej nie będę nadużywałą pańskiego zaufania- wyznałam trenerowi
-Lauro, ja doskonale rozumiem jakie jest życie, jak potrzebujesz to odpoczywaj. Będziemy pracowali ciężej ale damy radę, spokojnie- uśmiechnął się
-Ale tu już nie chodzi o zastąpienie mnie na jakiś czas... Ja nie chciałabym stracić miejsca w składzie, przez te moje nieobecności. Poprostu może trafić sie ktoś lepszy i wogóle, mogę stracić formę i co ze mnie będzie... nic nie zostanie, ale cóż jestem winna sama sobie.- zaczęłam użalać się nad sobą
-Jakoś damy radę. Bądź silna, bo jesteś wspaniałą piłkarką i cudowną osobą- powiedział trener
Potem zaczęłyśmy ćwiczenia, następnie grę. Trener oznajmił mi, że wróciłam w odpowiednim momencie. Za kilka dni gramy kolejny mecz w lidze mistrzów, z Werderem u siebie. Wiem, że nie mam szans na pierwszy skład, ale chcę pokazac, że nie straciłam całej przyzwoitości przez te ciagłe wyjazdy. Teraz na treningach daję z siebie wszystko. W sumi to nie jest tak źle, w trakcie mojego pobytu w Polsce, też trochę grałam, a to z przyjaciółką i siostrą, czasem ze zanjomymi . Nie zapomniałam wszytskiego ;)
Po nie całych 2 godzinach trening się skończył. Mamy wycisk ze względu właśnie na mecze, a szczególnie teraz. Udało nam się wyjść z grupy. Awansowały 2 drużyny z Niemiec, trafiłyśmy na Werder i gramy tak jak nie lubię. Czyli na zasadzie przegrany odpada. Zagramy z bremą a następnie za tydzień jedziemy i gramy rewanż na wyjeździe .
Wracam sobie powoli do domu. Odprowadziłam Sarę Muller do domu, mieszka nie daleko ode mnie, więc było mi po drodze. Właśnie dochodziłam do swojego domu. Cieszę się że z Mario nasze relacje układają się w miarę okey. Ta kłótnia mało co, a nie zniszczyła by wszytskiego co przez te 1,5 roku zbudowaliśmy. Strasznie bym tego żałowała. Kocham go i nie wyobrażam sobie życia z kim innym, jak tylko z nim.
Z bijacym sercem weszłam do domu. Przyznam że trochę bałam się co tam zastanę. Nie musiałam daleko wchodzić. Już w korytarzu zaparło mi dech w piersiach....
-----------------------------------
Tak, tak wiem. Teraz możecie spodziewać się dokładnie wszystkiego haha xD
czwartek, 13 lutego 2014
64- NIEUŻYTECZNA
*Laura*
-Pan z nami- powiedział policjant?!
-I z duchem twoim- dokończył Hubert, który przecierając oczy zaczął oriętować rzeczywistość
Zaczęłam się śmiać nie tylko ja w sumie.:
-Pan też- uśmiechnął się policjant i Hubert z nie tęgą miną udał się do radiowozu
-Czyli sprawa załatwiona?- zaśmiałam się
-No tak prawie....- stwierdził Martin
-No to spadam do Polski- uśmiechnęłam się i odeszłam
-Zaraz zaraz, ze gdzie!?- wybuchnął Reus- I że teraz?!
-Nie, jutro, albo jednak dzisiaj. Ej tylko jakby co to wy nic nie wiecie jakby ktoś pytał.- mówiąc któs myślę oczywiście Mario, a zresztą... po co myśle jak już go nie obchodzę...
sama udałam się pod dom Marco, nie czakałam już za reszte. Zabrałam swoje żeczy podziękowałam im w formie małej karteczki. Jeszcze będę musiała jakoś im zwrócić tą łapówkę, która Marco chcąc nie chcąc będzie musiał oddać tamtemu. Zachował sie fer play , teraz Reus musi postąpić dokładnie tak samo. A Mario... cóż... Nie wykluczone że moze siedzieć. Bo choć tyle razy powtarzałam mu, że od takich zajęć jest policja, to on swoje i musiał go pobić. A obiecywał mi , że nigdy tego nie zrobi. Zresztą ja nie chcę mieć z nim już do czyniena. Bluźnił na mnie. To spowodowało jakiś większy rozłam. Coś we mnie wtedy pękło. Ja nie życzę sobie, aby facet z którym planuję przyszłość, przeklinał, kiedy mówi coś w stosunku do mnie. Czuję się nieużyteczna. Zła , samotna. Nie będę więcej zwlekała. Jeszcze dzisiaj spakuję się i wylatuję do Polski i nic mnie nie obchodzi. A Mario? Mam nadzieje, że nie wpadnie na genialny pomysł i nie zacznie mnie szukac. Chcę być sama, uciekałam już do Hiszpani, nie domyślił się ale... Fu*k! Mandzu mówił mi że on chciał mnie szukać w Polsce! A nie będę namawiała przyjaciół, żeby kłamali że mnie tam nie ma. Jejka, gdzie ja mam się teraz podziać? Trzeba wyskoczyć z planem B, ale najpierw ten plan, należy zaplanować... A ja na myślenie nie mam ochoty... ehhh co za koszmar masakra...
*Mario*
Super, nie dość , że ona uciekła to jeszcze mnie gliny zabrały. Już nie mam siły ogarnąć tego wszystkiego. Poprostu serce mi krwi, mózg odmawia posłuszeństwa. Zostałem sam. Po raz drugi, u Laury już nie mam najmniejszych szans. Nawet chyba nei zaryzykuję walką. Jestem wycieńczony. Zmęczony. Uziemiony. Nie chce żyć....:
-Co szczęśliwy?- zapytał z grymasem na twarzy ten oszołom który miał nie życ
-Bardzo.- powiedziałem i spojrzałem w podłogę.- Nie wcale nie jestem zadowolony. I nie dla tego że cie nie zabiłem i nie dla tego że tutaj siedze-
-Laura! Oh tak, już wiem. Zostawiła Cię!- zasmiał się
-Jeszcze nie- postawiłem mu kontrę
-Ooooo jeszcze? To jak wyjaśnisz mi , że nie było jej kiedy rzekomo chciałeś mnie zabić?- spytał z tym błyskiem w oku, a ja nie bardzo wiedziałam co powiedzieć
-Booo....
-Winny się tłumaczy- zachichotał
-Wcale nie. Nie będę ci opowiadał o moim życiu osobistym i koniec.-wkurzyłem się i zakończyłem rozmowę. Właśnie dojechaliśmy na komistariat.
*Laura*
Czekam na lotnisku zaraz odprawa i juz raczej nikt mnie nie powinien odnaleźć- mam nadzieje.
W domu niegdyś zamieszkanym przeze mnie i Mario starałam się nie zostawić żadnych pamiątek mojej obecności. Myślę, że cel został osiągnięty. Nie napisałam Mario zadenej kartki, żadnego liściku nic. Poprostu jak w dobrym horrorze wyjechałam bez śladu.
2 godziny później jestem w Polsce. Zadzwoniłam po tatę, który był uradowany moją wizytą. Oczywiście nie wspominałam, jak po co dla czego. Mam nadzieję że tym razem nic nie znajdą i nie bede musiała nic a nic tłumaczyć. Nie chcę wiecznie mówić, ze nie potrafie sobie z niczym poradzić. Że chłopak którego kochałam zranił mnie po raz drugi. Że jestem kompletnie załamana, że nie wiem co robić i takie tam sobie różne historie. Nie chce myśleć co bedzie dalej. Chcę odetchnąć. Może mama coś wymyśli, jak to zawsze bywało. Nigdy nie byłam wobec niej do końca fer, a ona zawsze starała sie zrobić wszystko jak nalezało. Jestem jej teraz za to wdzięczna.
*2 miesiące później*
Leżę sobie właśnie na łóżku, tak w Polsce. Nie wybieram się narazie nigdzie. Jest tutaj okey.
Z odkrytych żaluzji, słońce pada prosto na moją twarz, zasłoniłam je prawą reką i zobaczyłam na niej pierścionek... Tak ten od Mario. Nie wiem czemu go nie zdjęłam. Z Mario rozmawiałam przez ten czas parę razy, jednak nie (że tak powiem) w realu. Poprostu dzownił kilka razy, nie chce z nim więcej gadać, przynajmniej narazie. Boję się, że znowu moje miękkie ale zdradliwe serce wzruszy jego historia i wybacze mu po raz kolejny. Jest mi źle. Nawet bardzo ale wniosek jest jeden - muszę nauczyć się z tym żyć....
------------------------------------
Nie wiem... tak bym to zostawiła, ale chciałyście na szczęśliwo. Więc troszkę się ze mną będziecie jeszcze musiały pomęczyć... Tak sb ostatnio ledwie żyję. Zastanawiam się czy te 6 komentarzy to był przypadek bo chyba tak... dodaje rozdziały lekko przymulające. I cóż... życzę Wam szczęśliwych i kochanych walentynek moje wy , które tak naprawde ze mną jesteście. <3 DUUUŻO, DUUUŻO MIŁOŚCI I SZCZĘŚCIA NA WALENTYNKI. Z tego wzeględu , że nie dam rady dodać rozdziału jutro macie go dzisiaj + dołączyłam życzenia.
Ponadto, taka informacja bo nie posiadacie tv xD Mamy 2 złoty medal olimpijski. Wywalczony przez wielką Justynę, która ze złamaną nogą pobegła. I zdominowała wszystkie rywalki :) Wielkie gratulacje Justyna :*
Pozdrawiam : *
-Pan z nami- powiedział policjant?!
-I z duchem twoim- dokończył Hubert, który przecierając oczy zaczął oriętować rzeczywistość
Zaczęłam się śmiać nie tylko ja w sumie.:
-Pan też- uśmiechnął się policjant i Hubert z nie tęgą miną udał się do radiowozu
-Czyli sprawa załatwiona?- zaśmiałam się
-No tak prawie....- stwierdził Martin
-No to spadam do Polski- uśmiechnęłam się i odeszłam
-Zaraz zaraz, ze gdzie!?- wybuchnął Reus- I że teraz?!
-Nie, jutro, albo jednak dzisiaj. Ej tylko jakby co to wy nic nie wiecie jakby ktoś pytał.- mówiąc któs myślę oczywiście Mario, a zresztą... po co myśle jak już go nie obchodzę...
sama udałam się pod dom Marco, nie czakałam już za reszte. Zabrałam swoje żeczy podziękowałam im w formie małej karteczki. Jeszcze będę musiała jakoś im zwrócić tą łapówkę, która Marco chcąc nie chcąc będzie musiał oddać tamtemu. Zachował sie fer play , teraz Reus musi postąpić dokładnie tak samo. A Mario... cóż... Nie wykluczone że moze siedzieć. Bo choć tyle razy powtarzałam mu, że od takich zajęć jest policja, to on swoje i musiał go pobić. A obiecywał mi , że nigdy tego nie zrobi. Zresztą ja nie chcę mieć z nim już do czyniena. Bluźnił na mnie. To spowodowało jakiś większy rozłam. Coś we mnie wtedy pękło. Ja nie życzę sobie, aby facet z którym planuję przyszłość, przeklinał, kiedy mówi coś w stosunku do mnie. Czuję się nieużyteczna. Zła , samotna. Nie będę więcej zwlekała. Jeszcze dzisiaj spakuję się i wylatuję do Polski i nic mnie nie obchodzi. A Mario? Mam nadzieje, że nie wpadnie na genialny pomysł i nie zacznie mnie szukac. Chcę być sama, uciekałam już do Hiszpani, nie domyślił się ale... Fu*k! Mandzu mówił mi że on chciał mnie szukać w Polsce! A nie będę namawiała przyjaciół, żeby kłamali że mnie tam nie ma. Jejka, gdzie ja mam się teraz podziać? Trzeba wyskoczyć z planem B, ale najpierw ten plan, należy zaplanować... A ja na myślenie nie mam ochoty... ehhh co za koszmar masakra...
*Mario*
Super, nie dość , że ona uciekła to jeszcze mnie gliny zabrały. Już nie mam siły ogarnąć tego wszystkiego. Poprostu serce mi krwi, mózg odmawia posłuszeństwa. Zostałem sam. Po raz drugi, u Laury już nie mam najmniejszych szans. Nawet chyba nei zaryzykuję walką. Jestem wycieńczony. Zmęczony. Uziemiony. Nie chce żyć....:
-Co szczęśliwy?- zapytał z grymasem na twarzy ten oszołom który miał nie życ
-Bardzo.- powiedziałem i spojrzałem w podłogę.- Nie wcale nie jestem zadowolony. I nie dla tego że cie nie zabiłem i nie dla tego że tutaj siedze-
-Laura! Oh tak, już wiem. Zostawiła Cię!- zasmiał się
-Jeszcze nie- postawiłem mu kontrę
-Ooooo jeszcze? To jak wyjaśnisz mi , że nie było jej kiedy rzekomo chciałeś mnie zabić?- spytał z tym błyskiem w oku, a ja nie bardzo wiedziałam co powiedzieć
-Booo....
-Winny się tłumaczy- zachichotał
-Wcale nie. Nie będę ci opowiadał o moim życiu osobistym i koniec.-wkurzyłem się i zakończyłem rozmowę. Właśnie dojechaliśmy na komistariat.
*Laura*
Czekam na lotnisku zaraz odprawa i juz raczej nikt mnie nie powinien odnaleźć- mam nadzieje.
W domu niegdyś zamieszkanym przeze mnie i Mario starałam się nie zostawić żadnych pamiątek mojej obecności. Myślę, że cel został osiągnięty. Nie napisałam Mario zadenej kartki, żadnego liściku nic. Poprostu jak w dobrym horrorze wyjechałam bez śladu.
2 godziny później jestem w Polsce. Zadzwoniłam po tatę, który był uradowany moją wizytą. Oczywiście nie wspominałam, jak po co dla czego. Mam nadzieję że tym razem nic nie znajdą i nie bede musiała nic a nic tłumaczyć. Nie chcę wiecznie mówić, ze nie potrafie sobie z niczym poradzić. Że chłopak którego kochałam zranił mnie po raz drugi. Że jestem kompletnie załamana, że nie wiem co robić i takie tam sobie różne historie. Nie chce myśleć co bedzie dalej. Chcę odetchnąć. Może mama coś wymyśli, jak to zawsze bywało. Nigdy nie byłam wobec niej do końca fer, a ona zawsze starała sie zrobić wszystko jak nalezało. Jestem jej teraz za to wdzięczna.
*2 miesiące później*
Leżę sobie właśnie na łóżku, tak w Polsce. Nie wybieram się narazie nigdzie. Jest tutaj okey.
Z odkrytych żaluzji, słońce pada prosto na moją twarz, zasłoniłam je prawą reką i zobaczyłam na niej pierścionek... Tak ten od Mario. Nie wiem czemu go nie zdjęłam. Z Mario rozmawiałam przez ten czas parę razy, jednak nie (że tak powiem) w realu. Poprostu dzownił kilka razy, nie chce z nim więcej gadać, przynajmniej narazie. Boję się, że znowu moje miękkie ale zdradliwe serce wzruszy jego historia i wybacze mu po raz kolejny. Jest mi źle. Nawet bardzo ale wniosek jest jeden - muszę nauczyć się z tym żyć....
------------------------------------
Nie wiem... tak bym to zostawiła, ale chciałyście na szczęśliwo. Więc troszkę się ze mną będziecie jeszcze musiały pomęczyć... Tak sb ostatnio ledwie żyję. Zastanawiam się czy te 6 komentarzy to był przypadek bo chyba tak... dodaje rozdziały lekko przymulające. I cóż... życzę Wam szczęśliwych i kochanych walentynek moje wy , które tak naprawde ze mną jesteście. <3 DUUUŻO, DUUUŻO MIŁOŚCI I SZCZĘŚCIA NA WALENTYNKI. Z tego wzeględu , że nie dam rady dodać rozdziału jutro macie go dzisiaj + dołączyłam życzenia.
Ponadto, taka informacja bo nie posiadacie tv xD Mamy 2 złoty medal olimpijski. Wywalczony przez wielką Justynę, która ze złamaną nogą pobegła. I zdominowała wszystkie rywalki :) Wielkie gratulacje Justyna :*
Pozdrawiam : *
poniedziałek, 10 lutego 2014
63- Ostra wymiana zdań
*Luiza*
-O co poszło?- spytał mnie Marco
-Nie wiem, nie odzywają się od kiedy Mario powiedział, że zostajemy- wtrąciłam
-A no tak. Ej my tu nie mamy czego szukać. Idziemy do Suzan, moze oni wpadli na trop- zaproponowal
Szliśmy sobie lasem do przyjaciół. Moje nadzieje , ze co kolewiek wytropimy sa juz niemalże nikłe. :
-I jak macie coś?- spytałam Suz
-Oszukał cie, żadnych śladów- zwrócił się Martin do Marco
-Chyba się z tobą zgodzę. Idziemy po Mario i Laure, o ile się nie pozabijali i spadamy z tąd- oznajmił Marco
*Laura*
Chodzimy , szukamy i kłócimy sie. Nazwała bym to raczej ostrą wymianą zdań. Jezus. Mario stoi murem przy swoim, ja też, żadne z nas nie odpuszcza i znowu dochodzi do rozłamu, a ja już mam powoli dosyć. Jeśli mam żyć cały czas uwięziona, to dochodze do wniosku, że żyję na próżno.:
-Daj już spokój. Pewne rzeczy są nie dla ciebie- powiedział obojaetnie
-A ty jesteś jedyną osobą, która nie bedzie mi mówiła, które rzeczy są dla mnie -odgryzłam się
-Daj do cholery spokój!- krzyknął
-Bo co? Skoro masz ochotę się kłócić to prosze bardzo, stwarzasz do tego idealne warunki- opoweidziałam nie mniej zła
-Japierdziele, zamknij się! Skończ kur*a ten temat mówie!- o nie, stracił szacunek do mnie
-Przegiołeś , jesteś największym debilem jakiego znam-wykrzczałam mu to prosto w twarz najgłośniej jak potrafiłam i uciekłam.
*Mario*
Może i powiedziałem za dużo, zdecydowanie. Ale co ja poradzę. Jestem zdenerwowany tym całym szukaniem, a na dodatek te kłótnie nie wiedziałęm co robie, ani mówie. Czemu za nią nie pobiegłem? A no dla tego, że nie mam na nią sił. A ta chwilowa przestrzeń dobrze nam zrobi. Pogadam z nia potem, może jakoś.
Postanowiłem dalej szukać, nie obchodzilo mnie gdzie ona teraz jest. Starałem się zapomnieć o tej kłótni, pozbierać się i rozpocząć od nowa. Ale Kur*a jak!? Spieprzyłem po raz drugi, teraz już mi nie wybaczy! Co ja najlepszego zrobiłem. Już teraz po mnie Nie mam już szans. Dopiero to do mnie dotarło. Czemu pozwoliłem jej odejsć.
W głowie miałem miliony myśli, nie wiedziałem co jest teraz ważniejsze. Po zastanowieniach stwierdziłem że ona...
*Suzan*
-Gdzie oni mogą być.?- zapytałam przyjaciół
-Suzan, oni mogą być wszędzie, przecież się podzieliliśmy....- powiedział Martin
-.. za razem robiąc najgłupszą rzecz na świecie.- dokończyła Luiza
-Czemu tak mówisz?- przystanęliśmy
-Oni się pokłócili, tak? Skąd mamy pewność, co oni sobie tam powiedzieli? Znacie Mario? On mógł jej nawet w twarz powiedzieć coś czego bedzie żałował do końca życia. A ona? Ona walczyła o swoje ale pewnie po niedługim namyśle zostawiła wszystko walkę dając jako przegraną...- Wytłumaczyła Luiz
-Japierdziele, masz rację. Co my teraz zrobimy? Laura jest wrażliwa, co jeśli to co mówisz, rzeczywiście się tam wydrzyło? Co jeśli ona coś sobie tam zro...
-Ej chwila słyszycie to?-usłyszałam jakies krzyki
-Biegniemy! Szybciej!- ponaglił Martin
Biegliśmy w stronę dobiegających wrzasków. Pewnie było nas słychać w całym lesie, bo nie zwarzajac na nic, biegliśmy po wszystkich gałęziach łamiąc je. Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszłam dwa męskie głosy. To już jeden plus , że Laura, mam nadzieję jest bezpieczna.:
-Tam!- krzyknął Reus- Coś się rusza w krzakach-
-Stop, ciiiicho!-
-Laura?!- wrzasnęliśmy razem
-Cicho, nie rozumiecie?- powiedziała przyciszonym tonem
*Laura*
Wcale nie uciekłam daleko. Uszłam trochę w krzaki i siedziałam tam obserwując sytuację, kiedy Mario chciał się sofać, spanikowałam. Wtedy właśnie nie wiedziałam co zrobie, na szczęście zza jakiegoś usypiska wyszedł Hubert i prowokował go, potem nadbiegli przyjaciele, i zdziwili się moją postawą, nieco dziwną.:
-Dobrze, co ty tu robisz?- Spytała Luiza
-Czemu mu nie pomagasz?- chcial wrzasnąć Reus, kiedy kopnęłam go w nogę
-Jak ma ochotę mnie wyzywać to niech przestanie szukać Huberta, niech wsadzi sobie ta zakichaną pomoc nie powiem gdzie i niech da mi spokój a ja się wyprowadze. Jeszcze chcecie coś wiedzieć?!- powiedziałam głośniej
Rozmawialiśmy chwile po czym paczka stwierdziła że pomogą Goetze'mu. Wyszli na polanę na której Mario akurat bił się z Hubertem. Zadał mu cios po czym Hubert upał a Mario pociągnął nosem i z góry (na stojąco) patrzył na niego z miną zadowolonego:
-Tu jest!- wkazał policjant!?
-O fuck... teraz mu sie oberwie- pomyślałam
-Pan z nami...
-----------------------------
Rozdział odzwierciedlający trochę mój humor i nastrój i samopoczucie. Mimo że mam ferie czuje się okropnie i nie mogę się doczekać powrótu do szkoły gdzie około 6/7 godzin lekcyjnych będę spędzała w szkole..... Albo nie, kurdeee... wszędzie źle. :( Niech ktoś pomoże... Błagam ;(( Wesprzyjci chociaż komentarzami plzz :*
-O co poszło?- spytał mnie Marco
-Nie wiem, nie odzywają się od kiedy Mario powiedział, że zostajemy- wtrąciłam
-A no tak. Ej my tu nie mamy czego szukać. Idziemy do Suzan, moze oni wpadli na trop- zaproponowal
Szliśmy sobie lasem do przyjaciół. Moje nadzieje , ze co kolewiek wytropimy sa juz niemalże nikłe. :
-I jak macie coś?- spytałam Suz
-Oszukał cie, żadnych śladów- zwrócił się Martin do Marco
-Chyba się z tobą zgodzę. Idziemy po Mario i Laure, o ile się nie pozabijali i spadamy z tąd- oznajmił Marco
*Laura*
Chodzimy , szukamy i kłócimy sie. Nazwała bym to raczej ostrą wymianą zdań. Jezus. Mario stoi murem przy swoim, ja też, żadne z nas nie odpuszcza i znowu dochodzi do rozłamu, a ja już mam powoli dosyć. Jeśli mam żyć cały czas uwięziona, to dochodze do wniosku, że żyję na próżno.:
-Daj już spokój. Pewne rzeczy są nie dla ciebie- powiedział obojaetnie
-A ty jesteś jedyną osobą, która nie bedzie mi mówiła, które rzeczy są dla mnie -odgryzłam się
-Daj do cholery spokój!- krzyknął
-Bo co? Skoro masz ochotę się kłócić to prosze bardzo, stwarzasz do tego idealne warunki- opoweidziałam nie mniej zła
-Japierdziele, zamknij się! Skończ kur*a ten temat mówie!- o nie, stracił szacunek do mnie
-Przegiołeś , jesteś największym debilem jakiego znam-wykrzczałam mu to prosto w twarz najgłośniej jak potrafiłam i uciekłam.
*Mario*
Może i powiedziałem za dużo, zdecydowanie. Ale co ja poradzę. Jestem zdenerwowany tym całym szukaniem, a na dodatek te kłótnie nie wiedziałęm co robie, ani mówie. Czemu za nią nie pobiegłem? A no dla tego, że nie mam na nią sił. A ta chwilowa przestrzeń dobrze nam zrobi. Pogadam z nia potem, może jakoś.
Postanowiłem dalej szukać, nie obchodzilo mnie gdzie ona teraz jest. Starałem się zapomnieć o tej kłótni, pozbierać się i rozpocząć od nowa. Ale Kur*a jak!? Spieprzyłem po raz drugi, teraz już mi nie wybaczy! Co ja najlepszego zrobiłem. Już teraz po mnie Nie mam już szans. Dopiero to do mnie dotarło. Czemu pozwoliłem jej odejsć.
W głowie miałem miliony myśli, nie wiedziałem co jest teraz ważniejsze. Po zastanowieniach stwierdziłem że ona...
*Suzan*
-Gdzie oni mogą być.?- zapytałam przyjaciół
-Suzan, oni mogą być wszędzie, przecież się podzieliliśmy....- powiedział Martin
-.. za razem robiąc najgłupszą rzecz na świecie.- dokończyła Luiza
-Czemu tak mówisz?- przystanęliśmy
-Oni się pokłócili, tak? Skąd mamy pewność, co oni sobie tam powiedzieli? Znacie Mario? On mógł jej nawet w twarz powiedzieć coś czego bedzie żałował do końca życia. A ona? Ona walczyła o swoje ale pewnie po niedługim namyśle zostawiła wszystko walkę dając jako przegraną...- Wytłumaczyła Luiz
-Japierdziele, masz rację. Co my teraz zrobimy? Laura jest wrażliwa, co jeśli to co mówisz, rzeczywiście się tam wydrzyło? Co jeśli ona coś sobie tam zro...
-Ej chwila słyszycie to?-usłyszałam jakies krzyki
-Biegniemy! Szybciej!- ponaglił Martin
Biegliśmy w stronę dobiegających wrzasków. Pewnie było nas słychać w całym lesie, bo nie zwarzajac na nic, biegliśmy po wszystkich gałęziach łamiąc je. Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszłam dwa męskie głosy. To już jeden plus , że Laura, mam nadzieję jest bezpieczna.:
-Tam!- krzyknął Reus- Coś się rusza w krzakach-
-Stop, ciiiicho!-
-Laura?!- wrzasnęliśmy razem
-Cicho, nie rozumiecie?- powiedziała przyciszonym tonem
*Laura*
Wcale nie uciekłam daleko. Uszłam trochę w krzaki i siedziałam tam obserwując sytuację, kiedy Mario chciał się sofać, spanikowałam. Wtedy właśnie nie wiedziałam co zrobie, na szczęście zza jakiegoś usypiska wyszedł Hubert i prowokował go, potem nadbiegli przyjaciele, i zdziwili się moją postawą, nieco dziwną.:
-Dobrze, co ty tu robisz?- Spytała Luiza
-Czemu mu nie pomagasz?- chcial wrzasnąć Reus, kiedy kopnęłam go w nogę
-Jak ma ochotę mnie wyzywać to niech przestanie szukać Huberta, niech wsadzi sobie ta zakichaną pomoc nie powiem gdzie i niech da mi spokój a ja się wyprowadze. Jeszcze chcecie coś wiedzieć?!- powiedziałam głośniej
Rozmawialiśmy chwile po czym paczka stwierdziła że pomogą Goetze'mu. Wyszli na polanę na której Mario akurat bił się z Hubertem. Zadał mu cios po czym Hubert upał a Mario pociągnął nosem i z góry (na stojąco) patrzył na niego z miną zadowolonego:
-Tu jest!- wkazał policjant!?
-O fuck... teraz mu sie oberwie- pomyślałam
-Pan z nami...
-----------------------------
Rozdział odzwierciedlający trochę mój humor i nastrój i samopoczucie. Mimo że mam ferie czuje się okropnie i nie mogę się doczekać powrótu do szkoły gdzie około 6/7 godzin lekcyjnych będę spędzała w szkole..... Albo nie, kurdeee... wszędzie źle. :( Niech ktoś pomoże... Błagam ;(( Wesprzyjci chociaż komentarzami plzz :*
sobota, 8 lutego 2014
62- "Kobieta to słaba płeć, dopuki jej porządnie nie wkurzysz."
*Mario*
Jesteśmy już w Dortmundzie, za 15 minut spotkam się z przyjacielem i omówimy kwestie dzisiejszego zadania. Laura zadzwonila do Suzan i Luizy z wiadomością ze już jesteśmy niedaleko dziewczyny będą się chciały pewnie spotkać po plotkować czy nie wiem co tym razem.
Właśnie zaparkowałem pod domem Reusa, po czym zobaczyliśmy w drzwiach Luizę i Suzan. Laura niczym torpeda wypędziła z samochodu po czym we trzy rzuciły się sobie w ramiona i witały się. Za chwilę marco ustanął w drzwiach i przewrócił tylko oczami na co ja sie zaśmiałem:
-No siema stary- przytuliliśmy się
-Siema, gadaj jaki jest plan, działamy od razu- niecierpliwiłem się
-Spokojnie, Luiza ani Suzan też nic nie wiedzą. A właściwie wiedzą że go znajdziemy prawdopodobnie. Nie chciałem opowiadac 100 razy żeby od każdego po kolei reprymendę dostać- mówił jak nakręcony
-Ale że czemu? Coś ty nakombinowałeś?- coś mi źle wróżyła ta cała akcja
-Choć do salonu. Wy dziewczyny też choćcie , jak chcecie mnie opieprzyć.- za chwile wszyscy znaleźliśmy się w salonie
-A więc...?- pospieszyłem go
-Jezu, nie możesz chwile poczekać?!- wkurzyłem go chyba, czyli jest źle
-Nie Jezu, tylko Mario miło mi- próbowałem rozluźić atmosferę
-Ha ha ha... Dobra już mówie. A więc wiem gdzie on jes. Idziemy go szukać tak?- krótko zwięźle i na temat. Ale to mój przyjaciel znam go nie od dziś i wczoraj też nie, wiedziałem coś kombinuje
-A haczyk?- zapytałem
-Co?- nie wiedział ,albo chciał ominąc temat
-Haczyk sprawy? Co odpierniczyłeś o czym nie masz odwagi powiedzieć?- spytałem a dziewczyny dotąd nie odzywające się popatrzyły na mnie dziwnie
-Będziesz zły wkurzony ale nie zabijaj proszę- powiedział i spojrzał w podłoge
-To aż tak źle?- spytała Suzan
-Marco do cholery mów wreszcie- pospieszała go Laura
-Marco o czym nie wiemy?- w końcu włączyła się jego dziewczyna
-Dostanie łapówke jak nie okłamał- powiedział szybko i cięzko westchnął
- Co?!- krzyknęliśmy wszyscy razem
-Dałeś mu tysiaka i tak chciałeś załatwić sprawe?!- wkurzyłem się
-Właściwie to pięć. - powiedział nadzwyczaj spokojnie
-Że ile?!- podniosły głos dziewczyny
-5 tysięcy. Tak dobrze słyszycie- tłumaczył nam zdezoriętowanym
-Czyś ty na dobre zdurniał!?- krzyczałem
-Mario spokojnie- Laura starała się mnie uspokoić
*Laura*
-Ja chciałem dobrze, tyle. Nie mogę patrzeć jak ty Laura cierpisz- mówił nadal badzo opanowanie
-Reus, dziekuje za wszystko- przytuliłam go- Ja to bardzo doceniam, ale mogłeś powiedzieć byśmy jakoś inaczej to załatwili, porozmawiali moze coś wymyslili. Teraz masz długi albo straty- zakończyłam swoją 'przemowę'
-Wiesz, że na brak kasy nie narzekam. A on jeszcze tych pieniędzy nie ma. Dostanie jak będę miał pewność że nie oszukał- poinformował
-Dobra nie opieprzajmy sie tylko idziemy szukać gnoja, żeby jeszcze dzisiaj go znaleźć- zaproponawał Mario
-Masz rację idziemy- podtrzymałam jeg propozycję
-Nie, no wy zostajecie. Oczywista sprawa- uznał Mario z pełnym przekonaniem
-Ja nie zamierzam zostawać, ide z wami czy wam się to podoba czy nie!- podniosłam głos
Nienawidze jak ktoś się nade mną lituje jak nad bobasem, tego mi nie wolno, tamtego też nie. Co to do cholery ma być, co? Jestem dorosła, przeciez i tak zrobię co mi się będzie podobało.
Wstałam poszłam do korytarza po kurtke i wyszłam na dwór, po chwili dołączyły do mnie Luiza i Suzan . A wreszcie chłopaki, Mario i Marco poszli w przód, my szłyśmy z tyłu. Po chwili dołączył do nas Martin chłopak Suz. szliśmy prawie wogóle się nie odzywając. Ja i Mario nie zamieniliśmy ze soba nawet zdania, nadal byłam na niego zła, za takie traktowanie. Podobno "Kobieta to słaba płeć, dopuki jej porządnie nie wkurzysz." i tego się trzymam:
-Co tak cicho, pokłóciliście się czy co?- zagadnął Martin
-O patrzcie już nie daleko- szybko zmienił temat Reus aby nie kontynuować jakiejś może przykrej sytuacji
-Co sie dzieje, Marco?- spytała Luiza
-Nic, co ma się dziać. Jestem zdenerwowany. Mam nadzieje że koleś nie bedzie uzbrojony- stał przy swoim Reus
-Tak, yhym. Sam, w jakimś lesie. Zagrożenie ze strony zwierząt i bez uzbrojenia, ta jasne, Marco- sprostował Martin
-Patrzcie to tutaj.- zatrzymaliśmy się
-Co tutaj. Zwykły las jak każdy inny, jesteś pewien? Nie chcę tracić czase niepotrzebnie- stwierdził Goetze
-Tutaj nic nie jest pewne!!!- zdenerwował się Marco. - Szukamy czy spadacie do domu? Sam sobie poradze, przynajmniej bez nie potrzebnych i głupich komentarzy- powiedział nie mniej wkurzony
-Przepraszam, już szukamy-
-Nie wiem czy jest szansa go znaleźć. Nie wiem czy powiedział mi prawdę. Skąd mam to wiedzieć?- powiedział spokojnie
-No to podzielmy się na grupy- zasugerowała Suzan
-Dziewczyny na chłopaki- powiedziałam.
-Zapomnij. To jest las! Nie wiadomo co cię tu może napaść- zacząl kazanie Mario
-Martin idziemy razem?- zwróciłam się do zdezoriętowanego chłopaka
-Nie, idziesz ze mną- zarządził Mario, a reszta zdezoriętowana dobrała się w inne pary.
*Mario*
Laura strasznie się na mnie gniewa , nie chciałem tak jej potraktować. Ale to jest męska robota. Dziewczyny nie powinny szukac przestępców. Ale ona jak się uprze to prędzej nie zrezyguje niż osiagnie swój cel, a jeśli ktoś straci w nią wiare, nie przejmuje się tą osobą, jednak w sercu czuje wszystko bardziej. Wiem, ponieważ dobrze ją znam. I kogo jak kogo ale mnie nie oszuka. A to że ktoś nie wierzy w jej umiejętności i rozwijany talent, boli ją jakiś bardzo krótki czas a potem tak wzmacnia, że stawia wszystko na jedną karte idaje z siebie ile może i jeszcze więcej , aby udowodnić innym że mylili się co do niej. Wkurzające ale i moze całkiem dobre wyjście:
-Laura, co się stało, w porządku?- zapytałem
-Tak
-Masz siłe? Do szukania, znaczy?- nie bardzo wiedziałem o czym z nią gadać
-Tak- znowu tylko tyle- Za kogo ty mnie masz wogóle?! Nie jestem wolnym pionkiem tylko człowiekiem! Potrafiącym na siebie zapracować i postawić sie. Nie będę zachowywała się jak jakaś tapeciara, która czeka żeby inni za nia robili, ja działam sama na siebie!
-----------------------------------------------
Rozdział do niczego. Krótki, flaki z olejem, chciałam koniecznie dzisiaj dodać, pisałam w każdej chwili. Przy śniadaniu, obiedzie , kolacji. Na dworzu.... I wogóle. Jeszcze chciałabym dodać na drugim blogu zgodnie z tym co obiecałam z Lewandowskim. No i troche się nie wyrabiam. A tak po za tym otwarcie Igrzysk w Sochii fenomen jak dla mnie *,* mimo drobnych wpadek rewelacja. I oglądałam kwalifikacje skoków narciarskich i Morgiego <3 hahah xd No to na tyle , nie przynudzam już , Buziaki :*
Jesteśmy już w Dortmundzie, za 15 minut spotkam się z przyjacielem i omówimy kwestie dzisiejszego zadania. Laura zadzwonila do Suzan i Luizy z wiadomością ze już jesteśmy niedaleko dziewczyny będą się chciały pewnie spotkać po plotkować czy nie wiem co tym razem.
Właśnie zaparkowałem pod domem Reusa, po czym zobaczyliśmy w drzwiach Luizę i Suzan. Laura niczym torpeda wypędziła z samochodu po czym we trzy rzuciły się sobie w ramiona i witały się. Za chwilę marco ustanął w drzwiach i przewrócił tylko oczami na co ja sie zaśmiałem:
-No siema stary- przytuliliśmy się
-Siema, gadaj jaki jest plan, działamy od razu- niecierpliwiłem się
-Spokojnie, Luiza ani Suzan też nic nie wiedzą. A właściwie wiedzą że go znajdziemy prawdopodobnie. Nie chciałem opowiadac 100 razy żeby od każdego po kolei reprymendę dostać- mówił jak nakręcony
-Ale że czemu? Coś ty nakombinowałeś?- coś mi źle wróżyła ta cała akcja
-Choć do salonu. Wy dziewczyny też choćcie , jak chcecie mnie opieprzyć.- za chwile wszyscy znaleźliśmy się w salonie
-A więc...?- pospieszyłem go
-Jezu, nie możesz chwile poczekać?!- wkurzyłem go chyba, czyli jest źle
-Nie Jezu, tylko Mario miło mi- próbowałem rozluźić atmosferę
-Ha ha ha... Dobra już mówie. A więc wiem gdzie on jes. Idziemy go szukać tak?- krótko zwięźle i na temat. Ale to mój przyjaciel znam go nie od dziś i wczoraj też nie, wiedziałem coś kombinuje
-A haczyk?- zapytałem
-Co?- nie wiedział ,albo chciał ominąc temat
-Haczyk sprawy? Co odpierniczyłeś o czym nie masz odwagi powiedzieć?- spytałem a dziewczyny dotąd nie odzywające się popatrzyły na mnie dziwnie
-Będziesz zły wkurzony ale nie zabijaj proszę- powiedział i spojrzał w podłoge
-To aż tak źle?- spytała Suzan
-Marco do cholery mów wreszcie- pospieszała go Laura
-Marco o czym nie wiemy?- w końcu włączyła się jego dziewczyna
-Dostanie łapówke jak nie okłamał- powiedział szybko i cięzko westchnął
- Co?!- krzyknęliśmy wszyscy razem
-Dałeś mu tysiaka i tak chciałeś załatwić sprawe?!- wkurzyłem się
-Właściwie to pięć. - powiedział nadzwyczaj spokojnie
-Że ile?!- podniosły głos dziewczyny
-5 tysięcy. Tak dobrze słyszycie- tłumaczył nam zdezoriętowanym
-Czyś ty na dobre zdurniał!?- krzyczałem
-Mario spokojnie- Laura starała się mnie uspokoić
*Laura*
-Ja chciałem dobrze, tyle. Nie mogę patrzeć jak ty Laura cierpisz- mówił nadal badzo opanowanie
-Reus, dziekuje za wszystko- przytuliłam go- Ja to bardzo doceniam, ale mogłeś powiedzieć byśmy jakoś inaczej to załatwili, porozmawiali moze coś wymyslili. Teraz masz długi albo straty- zakończyłam swoją 'przemowę'
-Wiesz, że na brak kasy nie narzekam. A on jeszcze tych pieniędzy nie ma. Dostanie jak będę miał pewność że nie oszukał- poinformował
-Dobra nie opieprzajmy sie tylko idziemy szukać gnoja, żeby jeszcze dzisiaj go znaleźć- zaproponawał Mario
-Masz rację idziemy- podtrzymałam jeg propozycję
-Nie, no wy zostajecie. Oczywista sprawa- uznał Mario z pełnym przekonaniem
-Ja nie zamierzam zostawać, ide z wami czy wam się to podoba czy nie!- podniosłam głos
Nienawidze jak ktoś się nade mną lituje jak nad bobasem, tego mi nie wolno, tamtego też nie. Co to do cholery ma być, co? Jestem dorosła, przeciez i tak zrobię co mi się będzie podobało.
Wstałam poszłam do korytarza po kurtke i wyszłam na dwór, po chwili dołączyły do mnie Luiza i Suzan . A wreszcie chłopaki, Mario i Marco poszli w przód, my szłyśmy z tyłu. Po chwili dołączył do nas Martin chłopak Suz. szliśmy prawie wogóle się nie odzywając. Ja i Mario nie zamieniliśmy ze soba nawet zdania, nadal byłam na niego zła, za takie traktowanie. Podobno "Kobieta to słaba płeć, dopuki jej porządnie nie wkurzysz." i tego się trzymam:
-Co tak cicho, pokłóciliście się czy co?- zagadnął Martin
-O patrzcie już nie daleko- szybko zmienił temat Reus aby nie kontynuować jakiejś może przykrej sytuacji
-Co sie dzieje, Marco?- spytała Luiza
-Nic, co ma się dziać. Jestem zdenerwowany. Mam nadzieje że koleś nie bedzie uzbrojony- stał przy swoim Reus
-Tak, yhym. Sam, w jakimś lesie. Zagrożenie ze strony zwierząt i bez uzbrojenia, ta jasne, Marco- sprostował Martin
-Patrzcie to tutaj.- zatrzymaliśmy się
-Co tutaj. Zwykły las jak każdy inny, jesteś pewien? Nie chcę tracić czase niepotrzebnie- stwierdził Goetze
-Tutaj nic nie jest pewne!!!- zdenerwował się Marco. - Szukamy czy spadacie do domu? Sam sobie poradze, przynajmniej bez nie potrzebnych i głupich komentarzy- powiedział nie mniej wkurzony
-Przepraszam, już szukamy-
-Nie wiem czy jest szansa go znaleźć. Nie wiem czy powiedział mi prawdę. Skąd mam to wiedzieć?- powiedział spokojnie
-No to podzielmy się na grupy- zasugerowała Suzan
-Dziewczyny na chłopaki- powiedziałam.
-Zapomnij. To jest las! Nie wiadomo co cię tu może napaść- zacząl kazanie Mario
-Martin idziemy razem?- zwróciłam się do zdezoriętowanego chłopaka
-Nie, idziesz ze mną- zarządził Mario, a reszta zdezoriętowana dobrała się w inne pary.
*Mario*
Laura strasznie się na mnie gniewa , nie chciałem tak jej potraktować. Ale to jest męska robota. Dziewczyny nie powinny szukac przestępców. Ale ona jak się uprze to prędzej nie zrezyguje niż osiagnie swój cel, a jeśli ktoś straci w nią wiare, nie przejmuje się tą osobą, jednak w sercu czuje wszystko bardziej. Wiem, ponieważ dobrze ją znam. I kogo jak kogo ale mnie nie oszuka. A to że ktoś nie wierzy w jej umiejętności i rozwijany talent, boli ją jakiś bardzo krótki czas a potem tak wzmacnia, że stawia wszystko na jedną karte idaje z siebie ile może i jeszcze więcej , aby udowodnić innym że mylili się co do niej. Wkurzające ale i moze całkiem dobre wyjście:
-Laura, co się stało, w porządku?- zapytałem
-Tak
-Masz siłe? Do szukania, znaczy?- nie bardzo wiedziałem o czym z nią gadać
-Tak- znowu tylko tyle- Za kogo ty mnie masz wogóle?! Nie jestem wolnym pionkiem tylko człowiekiem! Potrafiącym na siebie zapracować i postawić sie. Nie będę zachowywała się jak jakaś tapeciara, która czeka żeby inni za nia robili, ja działam sama na siebie!
-----------------------------------------------
Rozdział do niczego. Krótki, flaki z olejem, chciałam koniecznie dzisiaj dodać, pisałam w każdej chwili. Przy śniadaniu, obiedzie , kolacji. Na dworzu.... I wogóle. Jeszcze chciałabym dodać na drugim blogu zgodnie z tym co obiecałam z Lewandowskim. No i troche się nie wyrabiam. A tak po za tym otwarcie Igrzysk w Sochii fenomen jak dla mnie *,* mimo drobnych wpadek rewelacja. I oglądałam kwalifikacje skoków narciarskich i Morgiego <3 hahah xd No to na tyle , nie przynudzam już , Buziaki :*
piątek, 7 lutego 2014
61- 'Znam miejsce jego przebywania...'
*Marco c.d*
-A jakbyśmy zrobili tak....- zacząłem z tym błyskiem w oku, na który zawsze się nabierano. Widząc że jest zainteresowany, kontynuwałem- Masz 5 tys. jak mi powiesz gdzie on jest.-
-I może jeszcze pomóc ci go złapać??- zaczął dziwnie się uśmiechać- Nie dzięki nie bawie się w takie coś.
-To inaczej... 10 tys. Pomyśl. Więcej nie dam ani grosza- zastrzegłem, wiedzac co robię- Tylko mi powiesz i pomożesz go znaleźć. Czy proszę o tak wiele??- miałęm minę przestępcy, niestety ale musiałem to zrobić w obronie moich przyjaciół
-A jakby tak: 5 tys. Ja ci powiem gdzie jest, a złapiesz go sam?- zapytał- Stoi ?
-Stoi- wyciagnąłem rękę naprzeciw, po czym wyszedłem z izby odwiedzin z pełnym spokojem kierujac się do domu. Oczywiście pieniędzy nie dostanie wcześniej jak złapie tamtego. Może mnie skłamał bo mu hajs potrzebny a nie powiedział mi prawdy. Jak tylko tamtego złapię kasa jest Grubego, jak nie, no cóż ...będę konsekwentny.....
*Mario*
Nie chcę nic na siłę ale coś mnie ciagnie do Dortmundu gdzie toczy się śledztwo drania który mało co nie zabił by mojej przyszłej żony. Jakbym tylko gdzieś go znalazł udusiłbym go gołymi rękami.
Jedynym jak narazie uspokajającym motywem tego wszystkiego jest stan psychiczny Laury. Wiele razy mówiła jeszcze o całym zdarzeniu ale odbiera otocznie zupełnie inaczej i napewno trochę się poprawiło co bardzo cieszy.
Jestesmy już w domu i właśnie będziemy odpoczywać. Zrobiłem nam po gorącej kawie na rozgrzanie, na dworzu było dzis bardzo zimno. Laura ogladała sobie telewizor. Nagle zadzwonił mój telefon. To Marco:
-Hej- przywitał mnie
-No siema, jakieś wieści?- spytałem z nadzieją
-Powiedzmy. - cały czas trzymał w niepewności
-Powiesz mi do cholery co się dzieje?? Ja tu włosy z głowy wyrywam , a tobie się ma na żarty. - serce przyśpieszyło mi tępa
-No więc, znam miejsce jego przebywania- zacieszył
-Huberta?!- krzyknąłem a Laura poderwałą się z miejsca
-Tak, jego. - powiedział- Złapie zabije i wrzuce do studni- zaczał się radować
-Reus!- zatrzymałem go- Poczekaj, gdziekolwiek jesteś ale idź do domu, jest 11, wiec na 15 powinniśmy być jak przyśpieszymy na autostradzie, więc czekaj. Ja muszę się sam z nim rozprawić. A wszystko z detalami opowiesz mi jak przyjade, jasne?- upewniłem się
-Nie potrzebnie jedziecie, sam sobie poradzę- upierał się Reus
-Za kilka godzin będziemy, wracaj do domu, do zobaczyska- zołaczyłem sie
-I jak?- spytała Laura
-Jedziemy- zarządziłem
-Ale gdzie, jak po co? Znaleźli go?- dopytywała
-Prawie, znaczy Marco wie gdzie on jest, a ja sam się z nim rozprawię- powiedziałem
-Mario, od tego jest policja, chcesz siedzieć??- upominała mnia
-Ale liczy się twoje bezpieczeństwo tylko- złapałem ja za rece i mocno pocałowałem- A teraz biegnij się przebrać i wychodzimy, żeby jeszcze dzisiaj dojechać-
*Marco*
Nie chciałem żeby on tu się zjawiał, teraz pewnie mnie zabije za tą łapówką. Miałem to sam złatwic, ale własnego przyjaciela nie okłamię przecież to oczywiste...
Nie dałem jeszcze tamtemu tych pieniędzy, umówiliśmy się, że dam mu jak znajdę drania, żeby niewyszło że mnie oszuka, a jeżeli ja będę próbował to ma mnie zgłosić na policję. A jak juz obiecuję to obietnic dotrzmuję. Więc jak mnie nie wkręcił to kase dostnie to nie problem, bo mi kasy nie mało , ale jedyne co mnie teraz martwi to jak ja to wszystko wytłumaczę Mario, napewno będzie zły, innej opcji poprostu nie ma. Może kiedy mu wytłumaczę że chciałem mu dupę ratować nie będzie az tak zły... Jednak zrobiłem jak kazał. Poszedłem prosto z aresztu do domu i czekałem na przyjazd przyjaciela.
-Marco, do cholery co się dzieje ?!- przywitała mnie Luiza
-Spokojnie, nic złego się nie dzieje. Jest szansa że złapiemy gnoja- uradowałem się
-Ale jak ? Co ty kręcisz ? Bo nie wierzę w to że poprostu spotałeś go na ulicy albo ktoś Ci powiedzial- nie dawała spokoju.
-Nie chcę 1000 razy obrywać. Jak.Mario z Laura przyjadą też będą chcieli wiedzieć. W związku z tym.powiem wam razem- dokończyłem
-Przyjadą ? Kiedy ? -chyba się ucieszyła
-Za jakieś 2-3 godziny...
----------------------------------
1 komentarz ;(( czyli tamten rozdział był aż tak zły ? ;(
Założyłam nowego bloga. Choć nie jestem do końca utwierdzona w przekonaniu że ktoś będzie czytał...
http://historie-21.blogspot.com/?m=1 ~ Zapraszam na 1 rozdział. Licze na motywacje w postaci komentarzy . Pozdrawiam.
-A jakbyśmy zrobili tak....- zacząłem z tym błyskiem w oku, na który zawsze się nabierano. Widząc że jest zainteresowany, kontynuwałem- Masz 5 tys. jak mi powiesz gdzie on jest.-
-I może jeszcze pomóc ci go złapać??- zaczął dziwnie się uśmiechać- Nie dzięki nie bawie się w takie coś.
-To inaczej... 10 tys. Pomyśl. Więcej nie dam ani grosza- zastrzegłem, wiedzac co robię- Tylko mi powiesz i pomożesz go znaleźć. Czy proszę o tak wiele??- miałęm minę przestępcy, niestety ale musiałem to zrobić w obronie moich przyjaciół
-A jakby tak: 5 tys. Ja ci powiem gdzie jest, a złapiesz go sam?- zapytał- Stoi ?
-Stoi- wyciagnąłem rękę naprzeciw, po czym wyszedłem z izby odwiedzin z pełnym spokojem kierujac się do domu. Oczywiście pieniędzy nie dostanie wcześniej jak złapie tamtego. Może mnie skłamał bo mu hajs potrzebny a nie powiedział mi prawdy. Jak tylko tamtego złapię kasa jest Grubego, jak nie, no cóż ...będę konsekwentny.....
*Mario*
Nie chcę nic na siłę ale coś mnie ciagnie do Dortmundu gdzie toczy się śledztwo drania który mało co nie zabił by mojej przyszłej żony. Jakbym tylko gdzieś go znalazł udusiłbym go gołymi rękami.
Jedynym jak narazie uspokajającym motywem tego wszystkiego jest stan psychiczny Laury. Wiele razy mówiła jeszcze o całym zdarzeniu ale odbiera otocznie zupełnie inaczej i napewno trochę się poprawiło co bardzo cieszy.
Jestesmy już w domu i właśnie będziemy odpoczywać. Zrobiłem nam po gorącej kawie na rozgrzanie, na dworzu było dzis bardzo zimno. Laura ogladała sobie telewizor. Nagle zadzwonił mój telefon. To Marco:
-Hej- przywitał mnie
-No siema, jakieś wieści?- spytałem z nadzieją
-Powiedzmy. - cały czas trzymał w niepewności
-Powiesz mi do cholery co się dzieje?? Ja tu włosy z głowy wyrywam , a tobie się ma na żarty. - serce przyśpieszyło mi tępa
-No więc, znam miejsce jego przebywania- zacieszył
-Huberta?!- krzyknąłem a Laura poderwałą się z miejsca
-Tak, jego. - powiedział- Złapie zabije i wrzuce do studni- zaczał się radować
-Reus!- zatrzymałem go- Poczekaj, gdziekolwiek jesteś ale idź do domu, jest 11, wiec na 15 powinniśmy być jak przyśpieszymy na autostradzie, więc czekaj. Ja muszę się sam z nim rozprawić. A wszystko z detalami opowiesz mi jak przyjade, jasne?- upewniłem się
-Nie potrzebnie jedziecie, sam sobie poradzę- upierał się Reus
-Za kilka godzin będziemy, wracaj do domu, do zobaczyska- zołaczyłem sie
-I jak?- spytała Laura
-Jedziemy- zarządziłem
-Ale gdzie, jak po co? Znaleźli go?- dopytywała
-Prawie, znaczy Marco wie gdzie on jest, a ja sam się z nim rozprawię- powiedziałem
-Mario, od tego jest policja, chcesz siedzieć??- upominała mnia
-Ale liczy się twoje bezpieczeństwo tylko- złapałem ja za rece i mocno pocałowałem- A teraz biegnij się przebrać i wychodzimy, żeby jeszcze dzisiaj dojechać-
*Marco*
Nie chciałem żeby on tu się zjawiał, teraz pewnie mnie zabije za tą łapówką. Miałem to sam złatwic, ale własnego przyjaciela nie okłamię przecież to oczywiste...
Nie dałem jeszcze tamtemu tych pieniędzy, umówiliśmy się, że dam mu jak znajdę drania, żeby niewyszło że mnie oszuka, a jeżeli ja będę próbował to ma mnie zgłosić na policję. A jak juz obiecuję to obietnic dotrzmuję. Więc jak mnie nie wkręcił to kase dostnie to nie problem, bo mi kasy nie mało , ale jedyne co mnie teraz martwi to jak ja to wszystko wytłumaczę Mario, napewno będzie zły, innej opcji poprostu nie ma. Może kiedy mu wytłumaczę że chciałem mu dupę ratować nie będzie az tak zły... Jednak zrobiłem jak kazał. Poszedłem prosto z aresztu do domu i czekałem na przyjazd przyjaciela.
-Marco, do cholery co się dzieje ?!- przywitała mnie Luiza
-Spokojnie, nic złego się nie dzieje. Jest szansa że złapiemy gnoja- uradowałem się
-Ale jak ? Co ty kręcisz ? Bo nie wierzę w to że poprostu spotałeś go na ulicy albo ktoś Ci powiedzial- nie dawała spokoju.
-Nie chcę 1000 razy obrywać. Jak.Mario z Laura przyjadą też będą chcieli wiedzieć. W związku z tym.powiem wam razem- dokończyłem
-Przyjadą ? Kiedy ? -chyba się ucieszyła
-Za jakieś 2-3 godziny...
----------------------------------
1 komentarz ;(( czyli tamten rozdział był aż tak zły ? ;(
Założyłam nowego bloga. Choć nie jestem do końca utwierdzona w przekonaniu że ktoś będzie czytał...
http://historie-21.blogspot.com/?m=1 ~ Zapraszam na 1 rozdział. Licze na motywacje w postaci komentarzy . Pozdrawiam.
czwartek, 6 lutego 2014
60- PLAN
*Laura*
-Jak to nie jest dobrze co?- krzyknęłam wściekła do słuchawki
-No uciekł! Szukają go- Jasiński zwiał z komendy, jeszcze przed moimi zeznaniami z którymi sie wstrzymałam- Laura, niedługo musisz zeznawać, wiesz o tym, prawda?
-Tak wiem, ale wyobrażasz sobie jak ja mam tam pojechać skoro wiem , że na wolności jest człowiek skory nawet mnie zabić?!-
-Nie wiem , nie wiem naprawdę co myśleć. Jak policjant do mnie zadzwonił sama się wystraszyłam. Nie dość że zrobi coś tobie to może i mnie. Przecież to ja wydałam ich paczkę- zamartwiła się
-Jak się czegoś dowiesz, to dzwoń. Chcę wreszcie zeznać i mieć to z głowy- rzekłam
-Nie tak prędko kochana. Oni będą chcieli rozprawy w sądzie! - Podkreśliła
-Matko Święta, dlaczego??- zamyśliłam się- Ja nie dam rady tak.- wyznałam
-Przestań, chodzi o to żeby ich zamkneli. A ty nikogo nie zabiłaś nikomu krzywdy nie zrobiłaś, więc uważam że twoje agumenty będą dość silne aby sąd uznał jego za winnego i posadził go gdzie jego miejsce. - wsparała mnie
-Wiesz co? Zadzwoń jakby coś się działo a wtedy natchmiast przyjadę i zeznam.- uznałam to za najjaśniejsze rozwiązanie
-Dobrze, dobrze papa - rozłaczyłyśmy się
*Mario*
-Co sie dzieje?- zapytałem przerażony tą rozmową
-Hubert zwiał- powiedziałam i pochyliłam głowę
-Kur*a mać! Co za służba do du*py tam w tym Dortmundzie!- wkurzyłem się nieźle- Jak oni pilnują więźniów, a już szczególnie przestępców!!- wrzeszczałem
-Mario uspokój się, ja nie wiem w jakich okoliznościach on uciekł. Poprostu do Suzan zadzwonił policjant i przekazał jej ale nic wiecej nie powiedział..- przerwała bo zadzwonił mój telefon
-Tak słucham.- powiedziałem
-Jasiński uciekł - wkurzał się Reus
-Wiemy Suzan dzwoniła do Laury- powiedziałem bezsilnie
-Japierdziele, on jest niemożliwy. Nigdy go nie posadzą- stwierdził Reus
-Jak by co to dzwońcie, musimy jak najszybciej złożyć zeznania. Pewnie będzie sprawa- uznałem
-Jaka sprawa, może w sądzie???- zdziwił się Marco
-A gdzie ma być?! Napewno będzie, bo to co on robi to prawie przestępstwo, a druga sprawa muszą mieć jakieś dowody żeby go posadzili- tłumaczyłem
-Dobra , my go poszukamy. Może znajdziemy jakieś dowody- odrzekł mój przyjaciel
-Marco, nie rób nic głupiego- ostrzegłem go
-Okey, pa- rozłączył się
*Marco -Dortmund*
Miałem plan złapać tego gnojka. Przez głowę przeleciała mi nawet myśl jakby to uczynić. Szybko ubrałem kurtkę ale w drzwiach zatrzymała mnie moja dziewczyna:
-Wychodzisz gdzieś?- zapytała
-Muszę złapać tego gnoja, nie daruje mu za to co zrobił narzeczonej mojego przyjaciela a zarazem MOJEJ przyjaciółce!- zdenerwowałem się
-Marco, ale jak ty tego dokonasz? Cały Dortmund zamierzasz przeszukać??- próbowała odwiesc mnie od tego planu.
-Nie, ja mam nawet pomysł. Zostań w domu. Jak by coś się działo dam znać. Pa- ucałowałem ja i weszedłem
-Uważaj na siebie kochanie!- krzuknęła za mną
Szybko pobiegłem na komendę policyjną. Chciałem mieć już spokój z tym człowiekiem. Nie dosyć że czepia się Laury to może zrobić jeszcze krzywdę innym ludziom, albo nawet nam- jej najbliższym przyjaciołom.
Doszedłem pod niebieski budynek. Nie wachając się ani chwili dłużej, wszedłem do środka. Siedziałem w poczekalni obmyślajac swój plan. Miałem dość czasu aby wymyślić nawet plan B , jakby ten pierwszy nie wypalił.
Po jakimś czassie policjant spytał mnie za kim czekam. Ponieważ nie znałem ani imienia ani nazwiska człowieka z którym zamierzałem zamienić kilka zdań, opisałem jego wyglad.
Policjant był bardzo natretny chciał wszytsko wiedzieć. Wyczuwał ode mnie złe zamiary, w końcu- dziwić mu się? Przychodzi sobie koleś do policji, nie wie jak się nazywa osoba którą chce odwiedzić... Miał rację nieco podejrzane.
Nie dawałem za nic w świecie po sobie pozanc że coś się święci:
-Ale panie władzo, ja chcę porozmawiać z tym człowiekiem. - błagałem go
-Nie mogę ci na to zezwolic patrząc na to że nawet nie znasz tego człowieka- upierał się
-To jest bardzo ważne. Nie rozumiem dlaczego miałby pan jakieś wątpliwości?- zapytałem
-Bardzo prosty wniosek, to jest tak jakby on ci coś zrobił a ty chciał go za to ukarać.- nadal stał przy swoim
-Ja nie chcę przyswarzać kłopotów ani sobie ani panu. Po co miałbym niby to robić. Jestem uczciwym człowiekiem i nie zrobie nic wykraczającego po za prawo krajowe- przyżekłem
-Dobrze, wejdź. Ale pamiętaj ja nie pracuję w policji od dziś. Wiele lat starzu pomogło mi poznać dość różne przypadki- mówił
-Dziękuję panu bardzo za wyrozumiałość- opowiedziałem wchodząc do sali odwiedzin
Czekałem na mojego rozmówcę który lada chwila miał się tutaj zjawić. W tym czasie przemyslałem jeszcze co mam mu dokładnie powiedzieć, czego powiedzieć jakie wnioski wyciągnąc i wrazie co zaryzykować z planem B....:
-Znamy się?- zapytał ten z którym miałem rozmawiać
-Właściwie to nie ale mam do ciebie sprawę- zacząłem
-O co chodzi?- mówił trochę obojętnie ale spokojnie,
-To Jasiński zlecił wam porwanie tej dziewczyny?- zrobił wielkie oczy- Spokojnie, nikt się nie dowie. Możesz mi powiedzieć. Nie chcę wkopać ciebie- wytłumaczyłem zważywszy na jego dziwną minę
-Dobra, tak to on, ale jak tylko ktoś się dowie to cię zamorduję. Ale tak serio- zdenerwował się lekko
-Spokojnie, a gdzie on się teraz podziewa jak zwiał?- drążyłem temat
-Nie wiem.- powiedział szybko i spojrzał w sefit co pomogło mi rozszyfrować, że wie
-Wiesz, widać po tobie- popatrzyłem na niego
-Wiem ale nie oznacza to wcale że ty będziesz wiedział- popatrzył na mnie nie miłym wzrokiem
-Słuchaj koleś, powiesz mi czy nie? Z ręką na sercu. Milczę jak grób. Nikt nie skapuje że wyszło od ciebie- jeszcze raz usiłowałem go poprosić
-Za dużo już i tak wiesz. Nie wydam go- uparł się
-A jakbyśmy zrobili tak....- zacząłem z tym błyskiemw oku, na który zawsze się nabierano...
----------------------------------------
Trochę akcji puki jest pomysł ;)
Druga sprawa. Mam pomysł na kolejnego bloga. Tym razem nie wyglądałby tak jak ten. Prowadziłabym go jak pamiętnik. Opisywałabym historie różnych piłkarzy/sportowców. Jednak nie wiem czy miałabym czytelników... Zależy mi na tym dlatego że w komentarzu mogłybyście pisać o jakim piłkarzu/sportowcu chcecie notkę.
Jestem gotowa zacząć nawet od zaraz / dzisiaj . Tylko... PROSZE ABY KAŻDY CZYTAJĄCY TEN ROZDZIAŁ POZOSTAWIŁ W KOMEMTARZU ,SWOJE ZDANIE NA TEN TEMAT. JEŻELI POMYSŁ SPODOBA SIĘ ZACZYNAM TAK SZYBKO JAK SIĘ DA. Zważając na to że tego bloga niedługo będę kończyć, toteż powinnam wyrobić się z pisaniem histori z pamiętnika...
Pozostawiam wam do oceny ;) Buziaki :*
-Jak to nie jest dobrze co?- krzyknęłam wściekła do słuchawki
-No uciekł! Szukają go- Jasiński zwiał z komendy, jeszcze przed moimi zeznaniami z którymi sie wstrzymałam- Laura, niedługo musisz zeznawać, wiesz o tym, prawda?
-Tak wiem, ale wyobrażasz sobie jak ja mam tam pojechać skoro wiem , że na wolności jest człowiek skory nawet mnie zabić?!-
-Nie wiem , nie wiem naprawdę co myśleć. Jak policjant do mnie zadzwonił sama się wystraszyłam. Nie dość że zrobi coś tobie to może i mnie. Przecież to ja wydałam ich paczkę- zamartwiła się
-Jak się czegoś dowiesz, to dzwoń. Chcę wreszcie zeznać i mieć to z głowy- rzekłam
-Nie tak prędko kochana. Oni będą chcieli rozprawy w sądzie! - Podkreśliła
-Matko Święta, dlaczego??- zamyśliłam się- Ja nie dam rady tak.- wyznałam
-Przestań, chodzi o to żeby ich zamkneli. A ty nikogo nie zabiłaś nikomu krzywdy nie zrobiłaś, więc uważam że twoje agumenty będą dość silne aby sąd uznał jego za winnego i posadził go gdzie jego miejsce. - wsparała mnie
-Wiesz co? Zadzwoń jakby coś się działo a wtedy natchmiast przyjadę i zeznam.- uznałam to za najjaśniejsze rozwiązanie
-Dobrze, dobrze papa - rozłaczyłyśmy się
*Mario*
-Co sie dzieje?- zapytałem przerażony tą rozmową
-Hubert zwiał- powiedziałam i pochyliłam głowę
-Kur*a mać! Co za służba do du*py tam w tym Dortmundzie!- wkurzyłem się nieźle- Jak oni pilnują więźniów, a już szczególnie przestępców!!- wrzeszczałem
-Mario uspokój się, ja nie wiem w jakich okoliznościach on uciekł. Poprostu do Suzan zadzwonił policjant i przekazał jej ale nic wiecej nie powiedział..- przerwała bo zadzwonił mój telefon
-Tak słucham.- powiedziałem
-Jasiński uciekł - wkurzał się Reus
-Wiemy Suzan dzwoniła do Laury- powiedziałem bezsilnie
-Japierdziele, on jest niemożliwy. Nigdy go nie posadzą- stwierdził Reus
-Jak by co to dzwońcie, musimy jak najszybciej złożyć zeznania. Pewnie będzie sprawa- uznałem
-Jaka sprawa, może w sądzie???- zdziwił się Marco
-A gdzie ma być?! Napewno będzie, bo to co on robi to prawie przestępstwo, a druga sprawa muszą mieć jakieś dowody żeby go posadzili- tłumaczyłem
-Dobra , my go poszukamy. Może znajdziemy jakieś dowody- odrzekł mój przyjaciel
-Marco, nie rób nic głupiego- ostrzegłem go
-Okey, pa- rozłączył się
*Marco -Dortmund*
Miałem plan złapać tego gnojka. Przez głowę przeleciała mi nawet myśl jakby to uczynić. Szybko ubrałem kurtkę ale w drzwiach zatrzymała mnie moja dziewczyna:
-Wychodzisz gdzieś?- zapytała
-Muszę złapać tego gnoja, nie daruje mu za to co zrobił narzeczonej mojego przyjaciela a zarazem MOJEJ przyjaciółce!- zdenerwowałem się
-Marco, ale jak ty tego dokonasz? Cały Dortmund zamierzasz przeszukać??- próbowała odwiesc mnie od tego planu.
-Nie, ja mam nawet pomysł. Zostań w domu. Jak by coś się działo dam znać. Pa- ucałowałem ja i weszedłem
-Uważaj na siebie kochanie!- krzuknęła za mną
Szybko pobiegłem na komendę policyjną. Chciałem mieć już spokój z tym człowiekiem. Nie dosyć że czepia się Laury to może zrobić jeszcze krzywdę innym ludziom, albo nawet nam- jej najbliższym przyjaciołom.
Doszedłem pod niebieski budynek. Nie wachając się ani chwili dłużej, wszedłem do środka. Siedziałem w poczekalni obmyślajac swój plan. Miałem dość czasu aby wymyślić nawet plan B , jakby ten pierwszy nie wypalił.
Po jakimś czassie policjant spytał mnie za kim czekam. Ponieważ nie znałem ani imienia ani nazwiska człowieka z którym zamierzałem zamienić kilka zdań, opisałem jego wyglad.
Policjant był bardzo natretny chciał wszytsko wiedzieć. Wyczuwał ode mnie złe zamiary, w końcu- dziwić mu się? Przychodzi sobie koleś do policji, nie wie jak się nazywa osoba którą chce odwiedzić... Miał rację nieco podejrzane.
Nie dawałem za nic w świecie po sobie pozanc że coś się święci:
-Ale panie władzo, ja chcę porozmawiać z tym człowiekiem. - błagałem go
-Nie mogę ci na to zezwolic patrząc na to że nawet nie znasz tego człowieka- upierał się
-To jest bardzo ważne. Nie rozumiem dlaczego miałby pan jakieś wątpliwości?- zapytałem
-Bardzo prosty wniosek, to jest tak jakby on ci coś zrobił a ty chciał go za to ukarać.- nadal stał przy swoim
-Ja nie chcę przyswarzać kłopotów ani sobie ani panu. Po co miałbym niby to robić. Jestem uczciwym człowiekiem i nie zrobie nic wykraczającego po za prawo krajowe- przyżekłem
-Dobrze, wejdź. Ale pamiętaj ja nie pracuję w policji od dziś. Wiele lat starzu pomogło mi poznać dość różne przypadki- mówił
-Dziękuję panu bardzo za wyrozumiałość- opowiedziałem wchodząc do sali odwiedzin
Czekałem na mojego rozmówcę który lada chwila miał się tutaj zjawić. W tym czasie przemyslałem jeszcze co mam mu dokładnie powiedzieć, czego powiedzieć jakie wnioski wyciągnąc i wrazie co zaryzykować z planem B....:
-Znamy się?- zapytał ten z którym miałem rozmawiać
-Właściwie to nie ale mam do ciebie sprawę- zacząłem
-O co chodzi?- mówił trochę obojętnie ale spokojnie,
-To Jasiński zlecił wam porwanie tej dziewczyny?- zrobił wielkie oczy- Spokojnie, nikt się nie dowie. Możesz mi powiedzieć. Nie chcę wkopać ciebie- wytłumaczyłem zważywszy na jego dziwną minę
-Dobra, tak to on, ale jak tylko ktoś się dowie to cię zamorduję. Ale tak serio- zdenerwował się lekko
-Spokojnie, a gdzie on się teraz podziewa jak zwiał?- drążyłem temat
-Nie wiem.- powiedział szybko i spojrzał w sefit co pomogło mi rozszyfrować, że wie
-Wiesz, widać po tobie- popatrzyłem na niego
-Wiem ale nie oznacza to wcale że ty będziesz wiedział- popatrzył na mnie nie miłym wzrokiem
-Słuchaj koleś, powiesz mi czy nie? Z ręką na sercu. Milczę jak grób. Nikt nie skapuje że wyszło od ciebie- jeszcze raz usiłowałem go poprosić
-Za dużo już i tak wiesz. Nie wydam go- uparł się
-A jakbyśmy zrobili tak....- zacząłem z tym błyskiemw oku, na który zawsze się nabierano...
----------------------------------------
Trochę akcji puki jest pomysł ;)
Druga sprawa. Mam pomysł na kolejnego bloga. Tym razem nie wyglądałby tak jak ten. Prowadziłabym go jak pamiętnik. Opisywałabym historie różnych piłkarzy/sportowców. Jednak nie wiem czy miałabym czytelników... Zależy mi na tym dlatego że w komentarzu mogłybyście pisać o jakim piłkarzu/sportowcu chcecie notkę.
Jestem gotowa zacząć nawet od zaraz / dzisiaj . Tylko... PROSZE ABY KAŻDY CZYTAJĄCY TEN ROZDZIAŁ POZOSTAWIŁ W KOMEMTARZU ,SWOJE ZDANIE NA TEN TEMAT. JEŻELI POMYSŁ SPODOBA SIĘ ZACZYNAM TAK SZYBKO JAK SIĘ DA. Zważając na to że tego bloga niedługo będę kończyć, toteż powinnam wyrobić się z pisaniem histori z pamiętnika...
Pozostawiam wam do oceny ;) Buziaki :*
wtorek, 4 lutego 2014
59- Wizyta u psychologa
*2 tygodnie później- Mario*
Jesteśmy już w stolicy Bawarii. kilka dni wcześniej umówiłem Laurę do psychologa. Chcę żeby było jej z tym wszystkim lżej. Zgodziła się na tą wizytę, ale teraz stawia opór i nie bardzo chce tam iść
-Laura zejdź w końcu- zawołałem moją narzeczoną
-Mario, zrozum ja niegdzie się nie wybieram- odparła
-Ale to dla twojego dobra kochanie, będzie ci lepiej kiedy to z siebie wyrzucisz- tłumaczyłem
-Mi psychole nie potrzebni- upierała się przy swoim
-Przecież nie idziesz do psychola ale do PSYCHOLOGA, to nie będzie straszne. On ci pomoże zapomnieć to co się stało- przekonywałem ją
-Nigdy nie zapomnę, rysy w psychice zostaną, być moze na zawsze- znowu się postawiła
-Dobrze, zrobimy tak. Pójdziesz na pierwsze spotkanie a jak ci się nie spodoba to nie będę cię meczył. Pasuje ci?- zapytałem z nadzieją w głosie
-Zrobie to, jeśli tobie z tym lepiej- zeszła wreszcie na dół
-Nie rób tego dla mnie, ale dla siebie. Zobaczysz, będzie ci lepiej po tej rozmowie. - przekonałem ją nareszcie
-Dobrze już, jedźmy po się spóźnimy.- pospieszyła mnie
-Taką cię kocham- zaśmialiśmy się
*Laura*
Mario umówił mnie na jakieś spotanie z psychologiem albo panią spycholog. Wiele bym dała aby była to kobieta. Tak właśnie. Będzie mi bardzo ciężo mówic o tym o czym usiłuję zapomnieć. A wiem że zawsze łatwiej jest dogadać się dwóm istotom tej samej płci niż różnej...
A jeszcze wpominając o Suzan, dziewczynie która uratowała mnie, to znalazłam jej pracę. Luiza, dziewczyna Marco ma znajomą w drogim sklepie odzieżowym, pogadałyśmy z nią na temat Suz, po czym ona umówiła nas z szefową i opowidziałyśmy jej historię naszej koleżanki, a ona ją zatrudniła. Suzan była wniebowzięta, znalazła sobie normalną pracę a nie polegającą na sprzedawaniu narkotyków, czy więzieniu niewinnych ludzi. Powiedziała też że za nic w świecie nie da zhańbić naszego imienia. Mam nadzieję że da radę dotrymać złożonej obietnicy. A zakładając że to jej pierwsza od wielu wielu lat, normalna praca trzymam za nią kciuki że da radę się wkręcić w wir, bez zbędnych kłopotów ani kradzieży. Zresztą to dobra dziewczyna, gdyby bylo inaczej napewno by mi nie pomogła a ona zrobiła to..:
-Laura. Laura!- Mario pomachał mi przed oczami
-Tak , stało się coś?- zapytałam zdezoriętowana
-Raczej ja powinienem o to spytać. Mówię do ciebie od 10 minut i zoriętowałem się, że wogóle mnie nie słuchasz- powiedział trochę poddenerowany
-Myslałam o Suzan i jej pracy. Mam wielką nadzieję że sobie poradzi w sklepie- odparłam
-Napewno sobie poradzi, wiem to. A teraz biegnij do psychologa , ja zaparkuję i będę czekał na korytarzu. Nie denerwuj się to nie rozmowa o pracę, zwyczajnie luźnie...-
-Tak Mario, ty się chyba bardziej tym przejmujesz niż ja- przerwałam mu
-Ja ? Wcale....- zaśmialiśmy się po czym dałam mu buziaka i poszłam na rozmowę.
*15 minut później*
-Laura Laskowska proszona do pani psycholog- poinformowała jedna z pracownic zakładu
Moje szczęście 'pani' psycholog. Być może będzie mi łatwiej się przed nią otworzyć. Weszłam do gabinetu, na fotelu siedziała dosyć młoda kobieta. Pani w białym fartuchu wyglądała na mniej niż 30 lat, a szczerze tego się nie spodziewałam:
-Dzień dobry- podałam jej rękę
-Witaj- uśmiechnęła się- Ty jesteś Laura tak?- zapytała
-Tak to ja- wymusiłam uśmiech
-To zacznę może od przedstawienia się. Nazywam się Marta Polewska- przedstawiła się
-Jest pani polką?- spytałam
-Tak , twoje nazwisko sugeruje to samo- przyjaźnie się uśmiechnęła
-Tak ja również jestem polką- powiedziałam- Cieszę się, że tak trafiłam. Wiem że będzie mi ciężko a wiedząc ze będę rozmawiała z kobietą i jeszcze tej samej narodowości myślę że będzie mi łatwiej.- popatrzyłam na panią psycholog
-Cieszę się. - rozpromieniła się- A więc, skoro to nasze pierwsze spotkanie, nie chcę przedłużać ani zatrzymywać cię tu długo. Opowiedz co się wydarzyło w te dni.- poprosiła
-A więc...- opowiedziałam jej całą historię, nawet kilka razy z emocji popłakałam się- Czuję sie teraz źle, jak szmata do której dobierają się niezrównoważone psychicznie typy, czuję się podle z tym wszystkim!- rozpłakałam się na nowo
-Nie masz prawa tak mówić, Lauro. Jesteś wspaniałą piękną dziewczyną. Masz wsparcie u narzeczonego, któy tak wiele robi ,żeby było ci jak najlepiej żebyś się nie załąmała, a to jest najważniejsze. Myśl pozytywnie. Wiesz że za takie coś co zrobił ten człowiek , idzie się do więzienia. A więc nic ci już nie grozi.- tłumaczyła
Mario miał rację ta rozmowa nie była wcale taka straszna. Może i nawet jakoś mi będzie lżej rzeczywiście. Mam nadzieję, że jak to psycholog mówiła Hubert znajdzie się na długie długie lata w więzieniu. Tam tylko wobrażam sobie doskonałe dla niego miejsce. Pani psycholog jest bardzo miłą ale i cierpliwa osoba. Podziwiam ludzi z taką pracą, ileż to muszą okazać cierpliwości ludziom żeby ich wysłuchać i znaleźć jeszcze sposób żeby im pomóc. Podziwiam naprawdę, szacunek dla tekich .:
-To jak, decydujesz się na następne spotkanie?- zapytała na koniec pani Polewska
-Tak, bardzo chętnie- uśmiechnełam się po czym wyszłam zadowolona z gabinetu
*Mario*
Kiedy Laura wyszła, dziwnie się uśmiechała. Miałem nadzieje, że jej się spodobało. Znalazłem psycholog jej rodaczkę, więc może jej byłoby łatwiej. Tak mi się wcześniej zdawało:
-Dziękuję- wyszeptała i mnie pocałowała, zdziwiła mnie nieco jej reakcja bowiem ostatnio mówiła że tamte zdarzenia zniechęciły ją do czułości, może już jakoś inaczej odbiera środowisko?
-Spodobało się, czy mi się zdaje?- zapytałem ucieszony
-Strzał w dziesiatkę, w naetspnym na 11 :) - powiedziała niezwykle uradowana
-Łoł, wtedy z domu nie chciałaś wyjść a teraz taka otwarta? No brawo, cel prawie osiągnięty- uśmiechnąłem się po czym pojechaliśmy do domu
Nagle zadzwonił telefon Laury, ta szybko odebrała połączenie. Ktoś coś mówił w telefonie, zdawało mi się że słyszę kobiecy głos:
-Ale jak to nie jest dobrze co?- prawie krzyknęła wściekła Laura
....
----------------------------------------
Jest 59. Ma ktoś pomysła czy skończyć go szczęśliwie czy też nie? Mam pomysł na jeden i drugi wariant, ale nie wiem który wolicie :) Piszcie w kom
Und....
Danke danke danke ;** 6 komów jeszcze niedawno - marzenie. Teraz - rzeczywistość. Ahhh... Coś pięknego że jednak staram się napisać dla kogoś a nie tylko dla siebie :* Mam nadzieje że to nie był przypadek. Ja komentarzami staram się odwdzięczać :)
Pozdrawiam Was Kochane moje :**
Jesteśmy już w stolicy Bawarii. kilka dni wcześniej umówiłem Laurę do psychologa. Chcę żeby było jej z tym wszystkim lżej. Zgodziła się na tą wizytę, ale teraz stawia opór i nie bardzo chce tam iść
-Laura zejdź w końcu- zawołałem moją narzeczoną
-Mario, zrozum ja niegdzie się nie wybieram- odparła
-Ale to dla twojego dobra kochanie, będzie ci lepiej kiedy to z siebie wyrzucisz- tłumaczyłem
-Mi psychole nie potrzebni- upierała się przy swoim
-Przecież nie idziesz do psychola ale do PSYCHOLOGA, to nie będzie straszne. On ci pomoże zapomnieć to co się stało- przekonywałem ją
-Nigdy nie zapomnę, rysy w psychice zostaną, być moze na zawsze- znowu się postawiła
-Dobrze, zrobimy tak. Pójdziesz na pierwsze spotkanie a jak ci się nie spodoba to nie będę cię meczył. Pasuje ci?- zapytałem z nadzieją w głosie
-Zrobie to, jeśli tobie z tym lepiej- zeszła wreszcie na dół
-Nie rób tego dla mnie, ale dla siebie. Zobaczysz, będzie ci lepiej po tej rozmowie. - przekonałem ją nareszcie
-Dobrze już, jedźmy po się spóźnimy.- pospieszyła mnie
-Taką cię kocham- zaśmialiśmy się
*Laura*
Mario umówił mnie na jakieś spotanie z psychologiem albo panią spycholog. Wiele bym dała aby była to kobieta. Tak właśnie. Będzie mi bardzo ciężo mówic o tym o czym usiłuję zapomnieć. A wiem że zawsze łatwiej jest dogadać się dwóm istotom tej samej płci niż różnej...
A jeszcze wpominając o Suzan, dziewczynie która uratowała mnie, to znalazłam jej pracę. Luiza, dziewczyna Marco ma znajomą w drogim sklepie odzieżowym, pogadałyśmy z nią na temat Suz, po czym ona umówiła nas z szefową i opowidziałyśmy jej historię naszej koleżanki, a ona ją zatrudniła. Suzan była wniebowzięta, znalazła sobie normalną pracę a nie polegającą na sprzedawaniu narkotyków, czy więzieniu niewinnych ludzi. Powiedziała też że za nic w świecie nie da zhańbić naszego imienia. Mam nadzieję że da radę dotrymać złożonej obietnicy. A zakładając że to jej pierwsza od wielu wielu lat, normalna praca trzymam za nią kciuki że da radę się wkręcić w wir, bez zbędnych kłopotów ani kradzieży. Zresztą to dobra dziewczyna, gdyby bylo inaczej napewno by mi nie pomogła a ona zrobiła to..:
-Laura. Laura!- Mario pomachał mi przed oczami
-Tak , stało się coś?- zapytałam zdezoriętowana
-Raczej ja powinienem o to spytać. Mówię do ciebie od 10 minut i zoriętowałem się, że wogóle mnie nie słuchasz- powiedział trochę poddenerowany
-Myslałam o Suzan i jej pracy. Mam wielką nadzieję że sobie poradzi w sklepie- odparłam
-Napewno sobie poradzi, wiem to. A teraz biegnij do psychologa , ja zaparkuję i będę czekał na korytarzu. Nie denerwuj się to nie rozmowa o pracę, zwyczajnie luźnie...-
-Tak Mario, ty się chyba bardziej tym przejmujesz niż ja- przerwałam mu
-Ja ? Wcale....- zaśmialiśmy się po czym dałam mu buziaka i poszłam na rozmowę.
*15 minut później*
-Laura Laskowska proszona do pani psycholog- poinformowała jedna z pracownic zakładu
Moje szczęście 'pani' psycholog. Być może będzie mi łatwiej się przed nią otworzyć. Weszłam do gabinetu, na fotelu siedziała dosyć młoda kobieta. Pani w białym fartuchu wyglądała na mniej niż 30 lat, a szczerze tego się nie spodziewałam:
-Dzień dobry- podałam jej rękę
-Witaj- uśmiechnęła się- Ty jesteś Laura tak?- zapytała
-Tak to ja- wymusiłam uśmiech
-To zacznę może od przedstawienia się. Nazywam się Marta Polewska- przedstawiła się
-Jest pani polką?- spytałam
-Tak , twoje nazwisko sugeruje to samo- przyjaźnie się uśmiechnęła
-Tak ja również jestem polką- powiedziałam- Cieszę się, że tak trafiłam. Wiem że będzie mi ciężko a wiedząc ze będę rozmawiała z kobietą i jeszcze tej samej narodowości myślę że będzie mi łatwiej.- popatrzyłam na panią psycholog
-Cieszę się. - rozpromieniła się- A więc, skoro to nasze pierwsze spotkanie, nie chcę przedłużać ani zatrzymywać cię tu długo. Opowiedz co się wydarzyło w te dni.- poprosiła
-A więc...- opowiedziałam jej całą historię, nawet kilka razy z emocji popłakałam się- Czuję sie teraz źle, jak szmata do której dobierają się niezrównoważone psychicznie typy, czuję się podle z tym wszystkim!- rozpłakałam się na nowo
-Nie masz prawa tak mówić, Lauro. Jesteś wspaniałą piękną dziewczyną. Masz wsparcie u narzeczonego, któy tak wiele robi ,żeby było ci jak najlepiej żebyś się nie załąmała, a to jest najważniejsze. Myśl pozytywnie. Wiesz że za takie coś co zrobił ten człowiek , idzie się do więzienia. A więc nic ci już nie grozi.- tłumaczyła
Mario miał rację ta rozmowa nie była wcale taka straszna. Może i nawet jakoś mi będzie lżej rzeczywiście. Mam nadzieję, że jak to psycholog mówiła Hubert znajdzie się na długie długie lata w więzieniu. Tam tylko wobrażam sobie doskonałe dla niego miejsce. Pani psycholog jest bardzo miłą ale i cierpliwa osoba. Podziwiam ludzi z taką pracą, ileż to muszą okazać cierpliwości ludziom żeby ich wysłuchać i znaleźć jeszcze sposób żeby im pomóc. Podziwiam naprawdę, szacunek dla tekich .:
-To jak, decydujesz się na następne spotkanie?- zapytała na koniec pani Polewska
-Tak, bardzo chętnie- uśmiechnełam się po czym wyszłam zadowolona z gabinetu
*Mario*
Kiedy Laura wyszła, dziwnie się uśmiechała. Miałem nadzieje, że jej się spodobało. Znalazłem psycholog jej rodaczkę, więc może jej byłoby łatwiej. Tak mi się wcześniej zdawało:
-Dziękuję- wyszeptała i mnie pocałowała, zdziwiła mnie nieco jej reakcja bowiem ostatnio mówiła że tamte zdarzenia zniechęciły ją do czułości, może już jakoś inaczej odbiera środowisko?
-Spodobało się, czy mi się zdaje?- zapytałem ucieszony
-Strzał w dziesiatkę, w naetspnym na 11 :) - powiedziała niezwykle uradowana
-Łoł, wtedy z domu nie chciałaś wyjść a teraz taka otwarta? No brawo, cel prawie osiągnięty- uśmiechnąłem się po czym pojechaliśmy do domu
Nagle zadzwonił telefon Laury, ta szybko odebrała połączenie. Ktoś coś mówił w telefonie, zdawało mi się że słyszę kobiecy głos:
-Ale jak to nie jest dobrze co?- prawie krzyknęła wściekła Laura
....
----------------------------------------
Jest 59. Ma ktoś pomysła czy skończyć go szczęśliwie czy też nie? Mam pomysł na jeden i drugi wariant, ale nie wiem który wolicie :) Piszcie w kom
Und....
Danke danke danke ;** 6 komów jeszcze niedawno - marzenie. Teraz - rzeczywistość. Ahhh... Coś pięknego że jednak staram się napisać dla kogoś a nie tylko dla siebie :* Mam nadzieje że to nie był przypadek. Ja komentarzami staram się odwdzięczać :)
Pozdrawiam Was Kochane moje :**
poniedziałek, 3 lutego 2014
58- Przyjacielska pomoc.
...Ujrzałam moch kochanych przyjaciół i narzeczonego. Mario od razu przybiegł do mnie i mnie przytulił było i tak dobrze w jego ramionach, że nie chciałam się puścić:
-Jeżeli wolałaby pani odpocząć to nie ma sprawy, zezna pani jutro- powiedział policjant widząc moją bezsilność
-Jeśli jest taka możliwość to skorzytam- postanowiłam
-To widzimy się jutro- uścisnął moją dłoń
-Dziękuję do zobacznia- pożegnałam się
-Mario choć- powiedziałam, na nowo się w niego wtuliłam i poczęłam płakać
-Już dobrze maleńka, choć do domu. Musisz odpocząć. - jak powiedział tak uczynisliśmy
*Mario*
Kiedy zobaczyłem Laurę nie wierzyłem własnym oczom. Była tak bardzo pobita, że najpierw zastanawiałem się czy skutkiem nie był gwałt. Miała strasznie poobijaną twarz nie mówiąc już o ranach. Nie mogła poruszać się o własnych siłach. Prowadziła ją jakaś... dziewczyna:
-Poczekajcie- rzekła Laura
-Stało się coś?- zapytała Luiza
-Suzan, choć tu- wkazała na dziewczynę która wczesniej jej pomogła iść
-Tak Laura?- podeszła bliżej
-Gdzie będziesz mieszkała?- zapytała
-U nas oczywiście- wtrącił Reus
-Nie będzie wam to przeszkadzało?- upewniła się
-Oczywiście że nie. Dom jest duży pomieścimy się- stwierdził
-Dobrze więc choć z nami. A podziękuję ci w jeszcze inny sposób- uśmiechneła się
-Jeżeli tak to tylko do jutra, nie będę robić kłopotu, poszukam sobie hotelu- powiedziała speszona - Ale mimo wszytsko dzięki
-Nie ma mowy, zostaniesz tyle ile trzeba. Nam będzie weselej, zobaczysz - uśmiechnął się Marco
*Laura*
Cieszyłam się że chłopaki chcą przygarnąć dziewczynę dzięki której jeszcze żyję. Zrobiła dla mnie tak wiele, że czas abym to ja coś dla niej zrobiła i bardzo mi miło z tym, że chłopcy chcą mi pomóc.
Za 20 minut dojechaliśmy do domu. Przez prawie całą drogę nikt do nikogo się nie odzywał wstrząśnięty wydarzeniami z ostatnich dni. Dojechaliśmy pod dom, oczywiście nie mogłam o własnych siłach i pomógł mi mój narzeczony. Weszliśmy a właściwie to on wszedł i podłożył mnie na kanapie w salonie, po czym usiadł na foteli na przeciwko mnie:
-Mario?- zapytałam cicho lekko zachrypniętym głosem
-Tak skarbie?
-Chciałabym się wykąpać i przebrać- wstałam
-Nie, usiądź- zaprotestował- ja cię zaniosę- chciał mnie wziąc na ręce
-Nie Mario. Ja sobie poradzę- powiedziałam
-Laura.- zaczął
-Nie Mario- podszedł do mnie bliżej chcąc mnie przytulić- Nie mogę
Powiedziałam i wyszłam, trzymając się każdej możliwej poręczy, każdej ściany , każdego większego przedmiotu. Ktoś nie znający sprawy pomyślałby że upiłam się i nogi odmawiają posłuszeństwa... Wiem, dziwnie zareagowałam kiedy Mario chciał mnie przytulić, ale wiele razy dobierający się do mnie Hubert zniechęcił mnie do czułości nawet wobec mojego narzeczonego. Poprostu nie dobrze mi kiedy ktoś mnie przytula od tamtego czasu. Czuję się jakby zaraz miał zrobić coś czego ja się boję...
Po 30 miutach wyszłam czysta i pachnąca z łazienki. Tak bardzo tego pragnęłam. Czułam się tak świeżo. Od czterech dni tylko te same ubrania i to w dodatku brudne, koszmar poprostu. Chciałam się szybko ubrac jednak nic nie szło mi tak jak chciałam. Wszytko robiłam 2 razy wolniej, ze względu na moja opuchniętą nogę. Prawdopodonie po pułapce zastawionej w razie gdybym chciała uciec, tak udało im się.
Kiedy już wygmerałam się zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Zastałam tam Mario, siedział na krześle i chyba o czymś usilnie myślał. Bowiem nie zauważył chyba kiedy weszłam. Nie mówiąc nic udałam się do szafki z opatrkunkami kiedys wcześniej wskazanej mi przez Reusa w razie jakiegoś wypadku. Przydała mi się teraz ta informacja. Potrzebowałam jakiegoś leku na opuchliznę i bandarza:
-Mocno boli?- po chwili zapytał Mario
-Jak chodzę to tak- odparłam
-Daj pomogę- podałam mu maść i bandarz po czym opatrzył mi nogę
-Dziękuję- powiedziałam po czym zajrzałam do lodówki w celu zjedzenia czegoś. Od 4 dni nie jadłam nic konkretnego, zjadałam jedynie resztki które nie wiadomo jakim cudem Suzan podebrała.
-Laura, widz że ty nie musisz się mnie bać- zaczął nie pewnie Mario
-Nie boję się, tylko...- nie chciałam kończyć
-Tylko co? Laura, jestem twoim narzeczonym. Mi możesz powiedzieć wszystko- odrzekł
-Hubert wiele razy się o mnie dobierał, czym zniechęcił mnie do czułości- powiedziałam obojętnie nie patrząc nawet na Monachijskiego zawodnika
-Spokojnie, w końcu to kiedyś ustąpi, jesteś silna. Obaj to wiemy- przekonywał mnie Goetze
W końcu przytuliłam się do niego, bardzo niechętnie i z wieloma zastanowieniami ale zrobiłam to, chciałam go choć trochę uszczęśliwić.
-------------------------------------------
Taki krótszy dzisiaj.....
PROSZE WAS , ABY KAŻDY KTO PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ ZOSTAWIŁ PO SOBIE JAKIŚ KOMENTARZ. CHCĘ WIEDZIEĆ DLA ILU OSÓB TO PISZE I CZY WOGÓLE KOMUŚ TO SIĘ PODOBA. umieram xd
-Jeżeli wolałaby pani odpocząć to nie ma sprawy, zezna pani jutro- powiedział policjant widząc moją bezsilność
-Jeśli jest taka możliwość to skorzytam- postanowiłam
-To widzimy się jutro- uścisnął moją dłoń
-Dziękuję do zobacznia- pożegnałam się
-Mario choć- powiedziałam, na nowo się w niego wtuliłam i poczęłam płakać
-Już dobrze maleńka, choć do domu. Musisz odpocząć. - jak powiedział tak uczynisliśmy
*Mario*
Kiedy zobaczyłem Laurę nie wierzyłem własnym oczom. Była tak bardzo pobita, że najpierw zastanawiałem się czy skutkiem nie był gwałt. Miała strasznie poobijaną twarz nie mówiąc już o ranach. Nie mogła poruszać się o własnych siłach. Prowadziła ją jakaś... dziewczyna:
-Poczekajcie- rzekła Laura
-Stało się coś?- zapytała Luiza
-Suzan, choć tu- wkazała na dziewczynę która wczesniej jej pomogła iść
-Tak Laura?- podeszła bliżej
-Gdzie będziesz mieszkała?- zapytała
-U nas oczywiście- wtrącił Reus
-Nie będzie wam to przeszkadzało?- upewniła się
-Oczywiście że nie. Dom jest duży pomieścimy się- stwierdził
-Dobrze więc choć z nami. A podziękuję ci w jeszcze inny sposób- uśmiechneła się
-Jeżeli tak to tylko do jutra, nie będę robić kłopotu, poszukam sobie hotelu- powiedziała speszona - Ale mimo wszytsko dzięki
-Nie ma mowy, zostaniesz tyle ile trzeba. Nam będzie weselej, zobaczysz - uśmiechnął się Marco
*Laura*
Cieszyłam się że chłopaki chcą przygarnąć dziewczynę dzięki której jeszcze żyję. Zrobiła dla mnie tak wiele, że czas abym to ja coś dla niej zrobiła i bardzo mi miło z tym, że chłopcy chcą mi pomóc.
Za 20 minut dojechaliśmy do domu. Przez prawie całą drogę nikt do nikogo się nie odzywał wstrząśnięty wydarzeniami z ostatnich dni. Dojechaliśmy pod dom, oczywiście nie mogłam o własnych siłach i pomógł mi mój narzeczony. Weszliśmy a właściwie to on wszedł i podłożył mnie na kanapie w salonie, po czym usiadł na foteli na przeciwko mnie:
-Mario?- zapytałam cicho lekko zachrypniętym głosem
-Tak skarbie?
-Chciałabym się wykąpać i przebrać- wstałam
-Nie, usiądź- zaprotestował- ja cię zaniosę- chciał mnie wziąc na ręce
-Nie Mario. Ja sobie poradzę- powiedziałam
-Laura.- zaczął
-Nie Mario- podszedł do mnie bliżej chcąc mnie przytulić- Nie mogę
Powiedziałam i wyszłam, trzymając się każdej możliwej poręczy, każdej ściany , każdego większego przedmiotu. Ktoś nie znający sprawy pomyślałby że upiłam się i nogi odmawiają posłuszeństwa... Wiem, dziwnie zareagowałam kiedy Mario chciał mnie przytulić, ale wiele razy dobierający się do mnie Hubert zniechęcił mnie do czułości nawet wobec mojego narzeczonego. Poprostu nie dobrze mi kiedy ktoś mnie przytula od tamtego czasu. Czuję się jakby zaraz miał zrobić coś czego ja się boję...
Po 30 miutach wyszłam czysta i pachnąca z łazienki. Tak bardzo tego pragnęłam. Czułam się tak świeżo. Od czterech dni tylko te same ubrania i to w dodatku brudne, koszmar poprostu. Chciałam się szybko ubrac jednak nic nie szło mi tak jak chciałam. Wszytko robiłam 2 razy wolniej, ze względu na moja opuchniętą nogę. Prawdopodonie po pułapce zastawionej w razie gdybym chciała uciec, tak udało im się.
Kiedy już wygmerałam się zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Zastałam tam Mario, siedział na krześle i chyba o czymś usilnie myślał. Bowiem nie zauważył chyba kiedy weszłam. Nie mówiąc nic udałam się do szafki z opatrkunkami kiedys wcześniej wskazanej mi przez Reusa w razie jakiegoś wypadku. Przydała mi się teraz ta informacja. Potrzebowałam jakiegoś leku na opuchliznę i bandarza:
-Mocno boli?- po chwili zapytał Mario
-Jak chodzę to tak- odparłam
-Daj pomogę- podałam mu maść i bandarz po czym opatrzył mi nogę
-Dziękuję- powiedziałam po czym zajrzałam do lodówki w celu zjedzenia czegoś. Od 4 dni nie jadłam nic konkretnego, zjadałam jedynie resztki które nie wiadomo jakim cudem Suzan podebrała.
-Laura, widz że ty nie musisz się mnie bać- zaczął nie pewnie Mario
-Nie boję się, tylko...- nie chciałam kończyć
-Tylko co? Laura, jestem twoim narzeczonym. Mi możesz powiedzieć wszystko- odrzekł
-Hubert wiele razy się o mnie dobierał, czym zniechęcił mnie do czułości- powiedziałam obojętnie nie patrząc nawet na Monachijskiego zawodnika
-Spokojnie, w końcu to kiedyś ustąpi, jesteś silna. Obaj to wiemy- przekonywał mnie Goetze
W końcu przytuliłam się do niego, bardzo niechętnie i z wieloma zastanowieniami ale zrobiłam to, chciałam go choć trochę uszczęśliwić.
-------------------------------------------
Taki krótszy dzisiaj.....
PROSZE WAS , ABY KAŻDY KTO PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ ZOSTAWIŁ PO SOBIE JAKIŚ KOMENTARZ. CHCĘ WIEDZIEĆ DLA ILU OSÓB TO PISZE I CZY WOGÓLE KOMUŚ TO SIĘ PODOBA. umieram xd
niedziela, 2 lutego 2014
57- Walcz do końca, a kiedy zabraknie sił do walki, nie pozwól sobie upaść !
*Laura*
(...)
Chwyciłam broń. On chyba nie zoriętował się że już go nie dotykam. Po woli odwracał się w moją stronę, zakapował że coś jest nie tak jak byc powinno. :
-Otwieraj drzwi- krzyczałam jednocześnie placząc
-Ja się ciebie nie boję- zakpił sobie
-Drzwi powiedziałam - wykrzyczałam i wyciągnęłam broń przed siebie.
-Ty mnie nie zabijesz, ja to wiem- powiedział obojętnie
-Otwieraj drzwi- wykrzyczałam i upadłam a Hubert bezczelnie się śmiał
Okazało sie, że to gruby mnie popchnął, tak, że uderzyłam twarzą o ziemię. W tępie natychmiastowym zaczęła z moich wagr ciec krew. Miałam na twarzy wiele zadrapań i do tego to straszne pieczenie kiedy lała się krew:
-I co? nawet nie potrafisz mnie zabić- powiedział mi Hubert, na co nic nie odpwiedziałam tylko podciągnęłam się do pozycji siedzącej bardzo wpychając się w scianę- A może to ja powinienem zabić ciebie, co?- zakpił
-Nie!- krzyknęłam resztkami sił
-Oczywiście że nie. Zabiję siebie!- wpadł na 'genialny' pomysł
-Nie.- powiedziałam pod wpływem impulsu
-Masz rację, i to 100%- ową. Jeżeli zabiję ciebie to nie będę szczęśliwy. A jeżeli zabiję siebie to ty wrócisz to tego gnoja powalonego psychicznie z hajsem i wogóle- pozwolił sobie na zdecydowanie za dużo
-Nie waż się tak mówić!- krzyknęłam
-Serio?- pryłozył broń do mojego czoła- Patrz- skuliłam się chowajac twarz w kolanach
On siłą mnie przewrócił nakazał patrzeć na siebie i coś bełkotał. Źle mi bylo bardzo, bałam się. On mnie terroryzował. To było jedno z wielu przeżyć mogących zostawić rysy w mojej psychice.
*2godziny później -Laura*
Usłyszałam kroki, a właściwie to bieg. Przypominał mi znajomy bieg:
-Szefie psy!- nie myliłam się , to zdyszana Suzan przekazywała Hubertowi te wieści
-Ona mi ucieknie- powiedział
-Ale będzie szef siedział- stwierdziła
-Nie wiem- zamyślił się
-Niech szef ucieka ja ją zamknę- to co powiedziała bardzo mnie zdenerowało. Nie wiem jak ona mogła
-Naprawde? Naprawdę mi to zrobisz?- zapytałam
-Oczywiście że nie- powiedziała kiedy Hubert opuścił to miejsce
Za 10 minut zjawił się policjant i zaczął nas wypytywać:
-Kie pani jest?- zwrócił się do mojej towarzyszki
-Moje imię Suzan, ja tu panów wezwałam abyście nas wyciągneli z tego miejsca- odpowiedziała
-A pani?- teraz zwrócił się do mnie- Pani to Laura Laskowska?- spojrzał na mnie a ja nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową
-Niech panie wsiądą do samochodu policyjnego, ja zaraz dojdę i udamy się na komisariat. Wykonam tylko jeden ważny telefon- poinformował nas
-Oczywiście- przytaknęła mu Suz i pomogła mi iść a najpierw rozwiązała.
*Mario*
Właśnie zaparzyłem sobie kawy. Postanowiłem się nieco odstresować. Miałem nadzieję jednak na Happy End. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Niczym tornado popędziłem do pokoju na górze, który tymczasowo udostępnił mi i Laurze Reus.Szybko odebrałem:
-Tak słucham?-
-Dzień dobry, pan Mario Götze?- spytał głos w słuchawce
-Tak - odpwiedziałem
-Ja dzwonię z policji i mam świetne wieści- ucieszyłem się
-Znaleźliście?- zapytałem optymistycznie
-Tak!- odpowiedział policjant- za 10 minut zapraszm na komendę. Pańska narzeczona złoży zeznania i z naszej strony narazie podziękujemy. - wytłumaczył
-Wspaniale . Dziękuję i do zobaczenia na komendzie- pożegnałem się i odłożyłem telefon
-Co się stanęło- do pokoju wszedł Reus
-Znaleźli , że się tak zacieszasz?- zapytała Luiza
-Znaleźli!!!!!!!!!!!!!!- wykrzyczałem, chciałem to wykrzyczeć całemu światu. Taki byłem szcześliwy
Potem wskoczyłem na Reusa i go przytuliłem. Wiem, że mogło to nieco dziwnie wyglądać, ale moje szczęscie było ponad wszystko. :
-A tak się cieszy nasz Götze- skwitowała Luiza
-Co tak stoisz jak słup soli, znaczy wisisz na mnie. Na policję tak?- zaśmiał się mój przyjaciel
-Jedziemy.- zasalutowałem i po chwili byliśmy już w aucie
*Laura*
Już jakieś kilka godzin dzieli mnie od zobaczenia Mario, Marco i Luizy. Po zeznaniach które jak mi oznajmili policjanci będę musiała złożyć, zadzwonię do przyjaciół i wreszcie się z nimi zobaczę. 4 dni bez nich, w tak okropnym i paskudnym miejsc to koszmar.
Bałam się jedengo. Mojego wyglądu. Miałam brudne, w niektórych miejscach zaplamione ubrania, po wszystkich pobiciach byłam ledwie żywa. Jeśli iść to tylko z kimś. Jedynie na kim opierałam swój ciężar, bowiem nogi odmawiały mi połuszeństwa. Czuję, że jedną mogłam nawet złamać.
Następna kwiestia to moja twarz. Kiedy przewracali mną wiele razy nie mogąc się obronić przed upadkiem ręcami, spadałam prosto na twarz, stąd tyle zadrapań, sladów świeżej lub zaschniętej krwi...
Powoli dojeżdzialiśmy na miejsce. Kiedy policjalnt otworzył mi drzwi Suzan pomogła z nich wysiąść i dojść do budynku. Kiedy weszłam na korytarz byłam pełna zdumienia. To co zobaczylam od razu wywoałało uśmiech na mojej twarzy. Ujrzałam....
-------------------------------------------
tadaaaaaaaam ;33
Chwilowy Happy End ale spokojnie- przerwiduję jeszcze conajmniej jedną wstrząsjącą akcję (choć nie wiem czy ją wykorzystam bo znienawidzicie mnie za to komu przydziele taki a nie inny charakter...) Więc będę myśleć :D
(...)
Chwyciłam broń. On chyba nie zoriętował się że już go nie dotykam. Po woli odwracał się w moją stronę, zakapował że coś jest nie tak jak byc powinno. :
-Otwieraj drzwi- krzyczałam jednocześnie placząc
-Ja się ciebie nie boję- zakpił sobie
-Drzwi powiedziałam - wykrzyczałam i wyciągnęłam broń przed siebie.
-Ty mnie nie zabijesz, ja to wiem- powiedział obojętnie
-Otwieraj drzwi- wykrzyczałam i upadłam a Hubert bezczelnie się śmiał
Okazało sie, że to gruby mnie popchnął, tak, że uderzyłam twarzą o ziemię. W tępie natychmiastowym zaczęła z moich wagr ciec krew. Miałam na twarzy wiele zadrapań i do tego to straszne pieczenie kiedy lała się krew:
-I co? nawet nie potrafisz mnie zabić- powiedział mi Hubert, na co nic nie odpwiedziałam tylko podciągnęłam się do pozycji siedzącej bardzo wpychając się w scianę- A może to ja powinienem zabić ciebie, co?- zakpił
-Nie!- krzyknęłam resztkami sił
-Oczywiście że nie. Zabiję siebie!- wpadł na 'genialny' pomysł
-Nie.- powiedziałam pod wpływem impulsu
-Masz rację, i to 100%- ową. Jeżeli zabiję ciebie to nie będę szczęśliwy. A jeżeli zabiję siebie to ty wrócisz to tego gnoja powalonego psychicznie z hajsem i wogóle- pozwolił sobie na zdecydowanie za dużo
-Nie waż się tak mówić!- krzyknęłam
-Serio?- pryłozył broń do mojego czoła- Patrz- skuliłam się chowajac twarz w kolanach
On siłą mnie przewrócił nakazał patrzeć na siebie i coś bełkotał. Źle mi bylo bardzo, bałam się. On mnie terroryzował. To było jedno z wielu przeżyć mogących zostawić rysy w mojej psychice.
*2godziny później -Laura*
Usłyszałam kroki, a właściwie to bieg. Przypominał mi znajomy bieg:
-Szefie psy!- nie myliłam się , to zdyszana Suzan przekazywała Hubertowi te wieści
-Ona mi ucieknie- powiedział
-Ale będzie szef siedział- stwierdziła
-Nie wiem- zamyślił się
-Niech szef ucieka ja ją zamknę- to co powiedziała bardzo mnie zdenerowało. Nie wiem jak ona mogła
-Naprawde? Naprawdę mi to zrobisz?- zapytałam
-Oczywiście że nie- powiedziała kiedy Hubert opuścił to miejsce
Za 10 minut zjawił się policjant i zaczął nas wypytywać:
-Kie pani jest?- zwrócił się do mojej towarzyszki
-Moje imię Suzan, ja tu panów wezwałam abyście nas wyciągneli z tego miejsca- odpowiedziała
-A pani?- teraz zwrócił się do mnie- Pani to Laura Laskowska?- spojrzał na mnie a ja nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową
-Niech panie wsiądą do samochodu policyjnego, ja zaraz dojdę i udamy się na komisariat. Wykonam tylko jeden ważny telefon- poinformował nas
-Oczywiście- przytaknęła mu Suz i pomogła mi iść a najpierw rozwiązała.
*Mario*
Właśnie zaparzyłem sobie kawy. Postanowiłem się nieco odstresować. Miałem nadzieję jednak na Happy End. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Niczym tornado popędziłem do pokoju na górze, który tymczasowo udostępnił mi i Laurze Reus.Szybko odebrałem:
-Tak słucham?-
-Dzień dobry, pan Mario Götze?- spytał głos w słuchawce
-Tak - odpwiedziałem
-Ja dzwonię z policji i mam świetne wieści- ucieszyłem się
-Znaleźliście?- zapytałem optymistycznie
-Tak!- odpowiedział policjant- za 10 minut zapraszm na komendę. Pańska narzeczona złoży zeznania i z naszej strony narazie podziękujemy. - wytłumaczył
-Wspaniale . Dziękuję i do zobaczenia na komendzie- pożegnałem się i odłożyłem telefon
-Co się stanęło- do pokoju wszedł Reus
-Znaleźli , że się tak zacieszasz?- zapytała Luiza
-Znaleźli!!!!!!!!!!!!!!- wykrzyczałem, chciałem to wykrzyczeć całemu światu. Taki byłem szcześliwy
Potem wskoczyłem na Reusa i go przytuliłem. Wiem, że mogło to nieco dziwnie wyglądać, ale moje szczęscie było ponad wszystko. :
-A tak się cieszy nasz Götze- skwitowała Luiza
-Co tak stoisz jak słup soli, znaczy wisisz na mnie. Na policję tak?- zaśmiał się mój przyjaciel
-Jedziemy.- zasalutowałem i po chwili byliśmy już w aucie
*Laura*
Już jakieś kilka godzin dzieli mnie od zobaczenia Mario, Marco i Luizy. Po zeznaniach które jak mi oznajmili policjanci będę musiała złożyć, zadzwonię do przyjaciół i wreszcie się z nimi zobaczę. 4 dni bez nich, w tak okropnym i paskudnym miejsc to koszmar.
Bałam się jedengo. Mojego wyglądu. Miałam brudne, w niektórych miejscach zaplamione ubrania, po wszystkich pobiciach byłam ledwie żywa. Jeśli iść to tylko z kimś. Jedynie na kim opierałam swój ciężar, bowiem nogi odmawiały mi połuszeństwa. Czuję, że jedną mogłam nawet złamać.
Następna kwiestia to moja twarz. Kiedy przewracali mną wiele razy nie mogąc się obronić przed upadkiem ręcami, spadałam prosto na twarz, stąd tyle zadrapań, sladów świeżej lub zaschniętej krwi...
Powoli dojeżdzialiśmy na miejsce. Kiedy policjalnt otworzył mi drzwi Suzan pomogła z nich wysiąść i dojść do budynku. Kiedy weszłam na korytarz byłam pełna zdumienia. To co zobaczylam od razu wywoałało uśmiech na mojej twarzy. Ujrzałam....
-------------------------------------------
tadaaaaaaaam ;33
Chwilowy Happy End ale spokojnie- przerwiduję jeszcze conajmniej jedną wstrząsjącą akcję (choć nie wiem czy ją wykorzystam bo znienawidzicie mnie za to komu przydziele taki a nie inny charakter...) Więc będę myśleć :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
