piątek, 29 listopada 2013

33- Czy życie to ma sens?

*Mario*
Pierwsze co zrobiłem po wyjściu ze szpitala, udałem się do Mandzukicia:
-Cześć- przywitałem kolegę
-Czego?- spytał ponuro
-Wpuścisz mnie?- spytałem a Mario wskazał żebym wszedł
-O co chodzi?- spytał- Jeśli pytasz o Laurę...
-Daruj sobie- dokończył za niego Lahm siedzący w kuchni
-No ale paczcie, mam dowody!- powiedziałem uradowany
-Taa jasne- powiedzieli nadal niezadowoleni z mej wizyty
Potem pokazałem im wszystkie kartki i podpis lekarza. Cały czas miałem w sercu ten płomyk nadzieji na lepsze jutro... na lepszą przyszłość z dziewczyną którą kocham i z przyjaciółmi...
-No dobrze, my wierzymy, a co z nią- spytał już zadowolony mandzukić
-Liczyłem, że podacie mi jej adres i...- niedokończyłem
-Zapomnij. - przerwał Philip- Laura nie kazała nikomu mówić. Wiem, jesteśmy przyjaciółmi, wiem też że chcesz o nią walczyć....
-Mam pomysł- rzucił Mandzu- daj, ja to wyśle
-Dzięki wielkie przyjacielu!- przytuliliśmy się we trójkę i Philip poklepał mnie po plecach szepnąłszy coś w stylu : 'Będzie dobrze' .
Po jakimś czasie wróciłem do domu z myślą o Laurze. Tak bym chciał znowu ją przytulić pocałować, przypomnieć ją jak bardzo ją kocham. Tak nadal ją kocham nie poddam się, za dużo dla mnie ta dziewczyna znaczy. Ale nie mam jej za złe, że uciekła. Gdybym był na jej miejscu pewnie tez bym się podobnie zachował. Katowała mnie jedna myśl... Przypomniała mi się kłótnia podczas wyprowadzki Laskowskiej:
'...-A co z dzieckiem ?- (ja)
-Usunie!- (Isabel)
-A żebyś wiedział- (Laura)...'
Nie nie  nie!! Ja na to nie pozwolę. Nie mogłem usiedzieć w miejscu. Jaki to ja byłem głupi! Nie wiem nawet czy to małe stworzenie, które pokochałem, jeszcze żyje!!! Czy moje życie ma sens? Biłem się w pierś i zastanawiałem się co mogę zrobić aby ją odzyskać?? Wpadł mi na myśl pewien plan...

*2 dni później, Laura- Madryt*
Dzisiaj wielki dzień! Chłopaki grają mecz, ostatni mecz, ligi hiszpańskiej. Grają z FC Banceloną, do której tracą 1 punkt. Jesli wygrają... Zdobędom puchar Hiszpani, jeśli zas przegrają... będa musieli uznać wyższość Barcelony... Chłopaki jak na każdy mecz, tak i na ten zaprosili nas. Bedziemy wiernie kibicować aby to królewscy byli mistrzami.
Zbliżała się godzina 18 a więc pozostały 2 godziny do meczu. Przygotowałam z Ad kolację, bo Cris który przyszedł do nas w goście zaraz wybierał się na krótki trening przedmeczowy. Chwilę później po zjedzonym posiłu szykowałyśmy się do meczu. Dostałam koszulkę od Ronaldo właśnie z próśbą, a raczej z przymusem założenia jej na spotkanie. Kiedy już się przygotowałam wyszłam sobie na dwór i usiadłam na schodac przed wyjściem z domu. Było już ciemno jak na godzinę 18.30 przystało, powiewał lekki wiaterek, było ... tak jak lubiłam. Siedziałam tak i starałam się odprężyć umysł. To było mi potrzebne, byłam ostatnimi dniami wykończona, kilka dni z rzędu chodziłam na treningi potem albo klub albo imprezka u jednej z osób naszej boskiej paczki.
Postanowiłam wrócić już do domu, bo pewnie dziewczyny już czekają, Zapewne będą chciały wcześniej wyjechać, żeby uniknąc niepotrzebnych korków na ulicach miasta:
-I jak gotowa?- uśmiechnąła się Lissa
-No pewnie, o której wyjeżdzamy?- odwzajemniłam uśmiech
-Chyba zaraz, wiesz ... zanim dojedziemy...- machnęła ręką
-Takk korki w Madrycie. Nowość? Nie sądze- zaśmiałysmy się z przyjaciółką
Po chwili przyszła reszta, ja zaniosłam swoją torbę do samochodu, po drodze zachaczając o skrzynkę na listy. Nie patrząc do kogo wrzuciłam na tylnie siedzienie samochodu, po czym sama do niego wsiadłam. Za kilka minut doszły dziewczyny i byłyśmy już gotowe do drogi.

*Godzinę później, Santiago Bernabeu*
Dojechałyśmy już na stadion, tak jak przypuszczałam stałyśmy w korkach ok. 1 godziny. Masakra... Zajęłyśmy miejsca na trybunach i przyglądałyśmy się wychodzącym z szatni piłkarzom. Najpierw przedstawienie drużyn potem losowanie piłki i takie tam formalności, i za nie całe 15 minu rozpoczął się mecz.
Królewcy starali się z poczatku blokować ataki drużyny z Barcelony i jak odzyskaja piłkę przeprowadzać szybkie ataki, jednak bezskutecznie. W pewniej chwili FCB zdobywa swojego gola, na listę strzelców wpisuje sie Neymar. Kończy się tym samym  1połowa spoktania. 15 minutowa przerwa i piłkarze 2 raz wychodzą na murawę.... Nie minęło 10 minut a Messi podwyższa na 2:0. Królewscy nieco podłamani... ale wierzyłam że będzie dobrze.
Zbliżała się 86 minuta spotkania. Między dwuch piłkarzy FCB wbiegał Karim Benzema. Zbliżał się do pola karnego, kibice Realu wstali z miejsc i krzyczeli, motywowali nagle Karim zostaje kopnięty kolanem w okolice brzucha... nie wiem dokładnie nie widziałam z trybun. Podbiega sędzia, najpierw widzimy skwaszoną minę napastnika, widać, że bolało, piłkarz nie podnosił się z murawy. Potrzebował lekarzy, którzy znieśli go  z  boiska na noszach. Następnie zostaje podyktowany rzut karny, który precyzyjnie wykorzystuje CR7. Skaczemy z radości ale i trzęsiemy się z niepokoju o Benzemę. Mam nadzieję, że to nic poważnego....


------------------------------------------
Przepraszam że nie dodaję. Ale mój stan psychiczny nie pozwala na to. Wszystko się wali i nie mam chwili na wzięcie oddechu. Sory przepraszam ale nwm jak będzie dalej z tym opowiedaniem. Nie jestem w stanie pisać o szczęsciu i miłości skoro sama tego nie doświadczam....
Odpowiedź na pytanie dotyczące tematu rozdziału : 'Czy życie to ma sens?' Moje nie :(

.....................

2 komentarze:

  1. świetny rozdział. Mam nadzieje że sie pogodza .czekam na kolejny , nie podawaj się wszystko się jakąś ułoży

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział (zresztą jak wszystkie) :-P Mam nadzieję, że jednak się nie poddasz i nadal będziesz pisać bloga. Najgorsze co może być to się podać. Pisz dalej i idź przez życie z podniesioną głową. Uwierz, przeżyjesz jeszcze wiele cudownych chwil. Tylko bądź cierpliwa :-*
    P. s. A twoje życie napewno ma jakiś sens tylko musisz je odkryć :-P

    OdpowiedzUsuń