Zobaczyłam jego. Jego, któtego tak znienawidziłam. Jego Huberta! Z wielkim uśmiechem na twarzy wszedł do mojego mieszkania, ja nawet nie zdążyłam nic powiedzieć. Zamknęłam tylko drzwi i poszłam do salonu gdzie on się 'rozgościł'. Usiadłam na kanapie i rozmawialiśmy:
-Co cię do mnie sprowadza?- spytałam , jednak nei byłam zadowolona, a bardziej to chyba zdenerwowana i zaciekawiona, co tym razem wymyśla
-Przyszedłem pogadac i chyba powinienem cię przeprosić- zatkało mnie
-Teraz ?? Po 10 latach, jak mnie denerwujesz, nie dajesz chwili wytchniena, chodzisz za mną jak mały dzieciak i zachowujesz się jak upośledzony nie dając mi przestrzeni teraz ci się nagle przypomina że żal ci się mnie zrobiło??- podniosłam ton. Przypomniało mi się, że chlopacy potrafią tylko bardzo ładnie gadać, a często w rzeczywistości jest jak jest
-Słuchaj ja nie mam zmiaru się znowu kłócić, ale skoro t tego właśnie pragniesz?- powiedział
-Chcę tylko wiedzieć co ty kombinujesz. nie ufam ci zawsze tak było- odpowiedziałam nieco spokojniej
-Czy to, że tu przyszedłem może znaczyć, że zaraz coś kombinuję??- zapytał a w tym momencie roległ się dzwonek do drzwi.- Kto to?- zapytał znowu
-Pewnie Mario , miał chwilę dłużej zostać na spotkaniu- powiedziałam i pełna nadzieji poszłam otworzyć.
NIe doszłam do drzwi Hubert złapał mnie za rękę i pociągnął:
-I ty serio myślałas , ze dam ci spokój?- zrobił sie nie miły
-Nie myślałm i nie myśle- kopałam go próbowałam się wyswobodzić
Potem wszystkop działo się już w bardzo szybkim tempie. Poczułam silne bóle brzucha. Hubert mnie bił, kopał po brzuchu. Nie wiem co się działo. Pewnie dowiedział się, że jestem w ciązy i chce mi wszytko zepsuć. PO chwili Mario wszedł do domu:
-Mario! -Krzyknęłam
-Zamknij się su*o!- krzyknął Hubert i nie przestawał mnie bić
Słabłam coraz bardziej Mario wyrzucił Huberta za drzwi. Tak to wszystko co pamiętam.
*Obudziłam się na pięknej polanie, czułam się wolna. Nie było tu nikogo kto mówgłby zagrozić mojemy szczęściu. Żadnej istoty żywej. Było pięknie. Nagle zza krzaka wyszedł jakis koleś. Nie wiedziałam kto to, ale był jakos dziwnie ubrany. Przypominal mi boga starożytnego. Miał na sobie długą szatę, i włosy sięgające ramion:
-Witam w raju- usłyszałam głos staruszka
-Dzień dobry , gdzie ja wogóle się znajduję? Co to za miejscówa?- spytałam
-To jest raj. Ale wystarczty zły ruch i odpadasz. Trzymaj się na baczności młoda damo- odpowiedział -Mam coś tu dla ciebie. -Miał dwa owoce, schowane za oplecami.
Kazał mi wylosować, jednego z nich. Wylosowałam jabłko ... przejżałe. :
-O co chodzi?- zapytałam
-Jeden zły ruch i odpadasz...- przytoczył swoje wcześniejesze słowa
-Ale ... jak to? Co to ma znaczyć?- zaśmiał się i zniknął.
Zostałam sama na tej polanie. Już nie była taka piękna jak wtedy kiedy ją tu owiedziłam. Wzymał się wiatr i rozpętywała burza. Było ciemno chłodno do tego padał deszcz, właściwie to była ulewa. Biegłam przed siebie nie wiedziałam do kąd. Poruszałam się coraz szybciej, wiem w burze nie powinnam biec, ale straciłam głowe, nie wiedziałam co robić, więc uciekałam przed tornadem. Znowu pojawił mi się przed oczami ten sam facet. Byłam już nieźle przemoknięta, ale zatrzymałam się:
-Czego pan ode mnie chce?- zapytałam licząc że sprecyzuje swoją odpowiedź
-Zły los należy przyjąć na klate, a nie przed nim uciekać.- znowu nie za bardzo zrozumiałam jego przestrogi
-Dlaczego nie wyjaśni mi pan poprostu o co chodzi?- zdenerwowałam się
-Daj sobie pomóc, walcz, bądź silna jeśli chcesz coś osiągnąć. Uśmiechaj się, nawet kiedy jest ciężko, pokarz swoim wrogom swoja siłę. Bo dla nich największą przegraną jest twoje zwycięstwo- odpowiedział
Kiedy zdązyłam się obejrzeć staruszek znowu zniknął. Szłam w przód coraz szybciej. Nie przerazałam się już burzy. "Bo dla wrogów , największą przegraną jest twoje zwycięstwo" . Moje zwycięstwo.
-Moje zwycięstwo, moje zwycięstwo, moje zwycięstwo- powtarzałam sobie- tak! to jest to
Biegłam w przód ile sił z wielkim usmiechem na twarzy. Wiatr wiał prosto we mnie, ale biegłam się Nie poddawaj się!! -
-Dam radę, jestem silna, nie stchórzę!- powtarzałm sobie.
Nagle upadłam. Brakowało sił kiedy próbowałam wstawać. Ale nie poddawałam się. Wstwałam i biegłam dalej. Lepszy jeden krok w przód niż stanie w miejscu!
-Nie dam im satysfakcji- powiedziałam- Nie dam!- krzyknęłam - Nie!- wydarłam się
-I kolejny raz, kieddy popełniasz ten bład- znajoma postać pojawiła sie w moim zasięgu
-Słucham?- zrobiłam dziwną minę
-Dlaczego nie żyjesz dla siebie tylko dla innych?- spytał satrzec
-Ma pan rację- Przetrwam dla siebie. Udowodnie sobie, że mogę żyć inaczej nie kryć się pod maską słabej wiele razy raninej osoby. Udodnie sobie ,ze jestem inna , ze potrafię walczyć. Najtrudniej jest podjąć walkę. Ale podejmę ją!- powiedziam
-Niech moc będzie z tobą- uśmiechnął sie starzec
Ja też wymusiłam szeroki szczery uśmich, jakiego wiele razy na mojej twarzy brakowało. Cała w błocie i przemoknięta usiadłam na pobliskim kamieniu. Jednak nie siedziałam na nim dłużej. Postanowiłam PODJĄĆ WALKĘ! Szłam przed siebie, czekając jakby an coś co miało mnie spotkać na końcu tej drogi. Jak człowiek, rodzi się aby umrzeć a potem zmartwychwstać.
Po jakimś czasie byłam wycieńczona i przemoknięta do suchej nitki. Płożyłam się na ziemi kiedy poczułam ukucie w sercu i znajomy głos do mnie skierowany...
----------------------------------
Nie zdziwię sie, jeżeli nie wiecie o co chodzi w tej wstawce. Mam jednak nadzieję, że następny rozdział wszytko wyjaśni i "Oświeci" Was :* xD Buziakii :P
Rozdział jest inny, ale podoba mi się xd Co prawda nie jest do końca jasny, ale tak wiele daje do przemyśleń. Według mnie to najlepszy twój rozdział :-P
OdpowiedzUsuńChciałabym aby wszystko ułożyło się dobrze. Żeby Laurze i dziecku nic się nie stało, ale mam jakieś złe przeczucia :'(
Rozdział świetny! Faktycznie, niezbyt jasna jest ta wstawka, ale liczę że w następnym wszystko się wyjaśni ;)
OdpowiedzUsuńOby Laurze i dziecku nic nie było... ten Hubert to powinien siedzieć w psychiatryku -.-
Dodaj szybko kolejny jeśli możesz :) Buziaki kochana <3
Mam nadzieje że Laurze i dziecko nic się bie stanie
OdpowiedzUsuńHubert powinnien jak najszybciej zginąć
Czekam na kolejny i pozdrawiam