*Mario*
Ostatnio nie możemy się z Laurą dogadać. Cały czas jakieś przeciwności losu, prowadzą do tego, że zamiast zbliżyć się do siebie, jesteśmy siebie coraz dalej. Chcę ją przeprosić ale nie zdziwi mnie ja nie będzie chciała ze mną rozmawiać. To co zrobiła Isabel było poprostu kary godne. Ale w sumie coś mnie do niej pociąga. Taka ładna modelka!
-Kur*a Goetze ogarnij się!- pomyślałem i udarzyłem się w głowę
Wcale się nie dziwie. Laura uważa mnie za krtyna, bo sam z siebie kretyna robie! Mam z nią dziecko i odstawiam takie cyrki nie wiem już sam co mam robić, tak szalenie ją kocham... Tylko nie mam pojęcia czy... czy ona mnie też. Popatrzyłem na wyświetlacz telefonu, przyszła wiadomość właśnie od mojej księżniczki: 'Przyjechać po Ciebie czy sam sobie poradzisz?' - ucieszyłem się bardzo. Ale nie chciałem żeby się przemęczała tym bardziej , że jest w ciąży. 'Poradzę sobie, ale dzięki że pamiętasz <3 Kocham Cię' po chwili dostałem odpowiedź 'Taaa jasne...' . Tak jak myślałem nie bardzo już wierzy w naszą miłosć i wspólne szczęście. Bardzo mnie to martwi.
*Laura*
Wczorajsze zakupy rzeczywiście dobrze mi zrobiły. Amelka choć ma dopiero 4 lata, naprawdę umie pocieszyć człowieka. Za to, że takie małe dziecko wyciągnęło mnie z dołka, kupiłam jej prezent. Dużego misia od kiedy weszłyśmy do sklepu, biegła prosto do tego z zabawkami i pokazywała, że ciocia Justyna obiecała, że jej takiego kupi. Więc nie zważając na nic, kupiłam jej pluszaka.
Dzisiaj wypoczęta, zrobiłam śniadanie i napisałam Mario sms-a . Mam nadzieję, że mała się nie obrazi na mnie, bo wczoraj obiecałam jej , że po niego pojedziemy.... Mario odpisał mi że sam przyjedzie mam nadzieje, ze nie będziemy musieli się znowu kłócić.
*2 godziny później- Laura*
-Już jestem!- krzyknął Mario
-Fuuuujek!!! -krzuciła się na piłkarza Amelka
-Ej, mała- przytulił ją Goetze
-Cześć Laura- chciał mnie pocałować ale sie odsunęłam
-Cześć- odpowiedziałam- Masz obiad jak co ja wychodze- stwierdziłam i zawołałam małą
-Gdzie?- spytał trochę zdenerwowany
-Bo ja juś ide do domu- zasmutała mała
-Właśnie tam - przytaknęłam i ubrałam dziewczynkę
Szłyśmy sobie wolny, spacerkiem, była godzina chyba 15. 30 a u Justy miałayśmy być na 16, nastała błoga cisza. Mała szła w spokoju tuląc swojego misia, a ja jak to zwykle szukałam sensu życia. Tą ciszę przerwała dziewczynka:
-Ćocia? Pokóciłaś śe z fujkiem?-spytała ze strachem w oczach
-Nieee, ale ... czemu pytasz?- musiałam ją okłamać, to było za trudne tłumaczyć jej te wszytskie sprawy
-Bo tak jakoś mało rosmawiaće- drążyła temat
-Wiesz, są czasem gorsze dni, ja dzisiaj taki mam właśnie- odpowiedziałam
-Nie śmuć śę ćocia! Pogadaś ź ćocią Juśtynką i bęcie dobźe. - uśmiechnęła się
-Dobrze, dobrze- odwzajemniłam uśmiech
Zadzwia mnie ta mała, tyle rzeczy rozumie popmimo jej młodego wieku... Żadki okaz, naprawdę nie spotkałam się jeszcze z taką osobą.
Po drodze do Justy, skoczyłam jeszcze do skepu, i kupiłam jej szklaną ozdobną miseczkę, na słodycze i razem z Amelką wybrałyśmy cukierki. Potem szłyśmy już prosto do domu, akurat Justyna z Michałem już wrócili, a przed domem rozmawiali z mamą Amelki. Przywitałam się z jej rodzicielką, po czym ona odjechała z pod domu przyjaciółki, która potem zaprosiła mnie do siebie:
-Jak tam? Mario wrócił?- spytała Michał
-Tak tak już jest w domu- powiedziałam, chcąc jak najbardziej ominąć ten temat
-Coś nie tak?- zatroszczyła się Justyna
-Nie nie, wszystko w porządku. - wymusiłam delikatny uśmiech
Rozmawiałyśmy tak do późna, stwierdziłam, ze pójdę już, bo nie lubię chodzić całkiem po ciemku. Doszłam do domu o jakiejś 21, było lato, ale kiedy dochodziłam ściemniało się coraz mocnej.
-Może będzie padać?- pomyślałam i usiadłam na schodach...
Zawsze lubiłam ten widok, najbardziej z tego wszytkiego kochałam tańczyć w deszczu. Postanowiłam pospacerować, wiem zawsze bałam się po ciemku ale stwierdziłam 'Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni' . Szam już chyba z 15 minut, kiedy zaczęło padać, nie przejęłam się tym zbytnio, szłam sobie powoli do domu, zoriętowałam się że chyba przemokłam, wolałam się rozchorować niż kłócić się teraz z Mario. Wróciłam do domu i ponownie usiadłam na schodach. Otworzyły się drzwi z których wyszedł Mario, przytulił mnie, nie chciałam już protestować, nie miałam siły:
-Choć do środka, przemokłaś i możesz się rozchorować- powiedział
-Mi tu dobrze- odpowiedziałam odojętnie
-Choć
Posłuchałam go i prosto z dworzu, weszłam do kuchni i zabrałam ze sobą szklankę soku pomarańczowego i bułkę maślaną, którą po drodze do Justyny kupiłam:
-Nie zjesz ze mną- spytał Mario
-Źle się czuję, ide spać- odpowiedziałam bez emoji i poszłam do pokoju.
Wypiłam sok, zjadłam bułke i zdążyłam się jeszcze wykąpać po czym położyłam się i po nawale dnia bardzo szybko zasnęłam.
*Mario*
Nie dziwiło mnie wcale zachowanie Laury, sam sobie jestem winien, że robię z siebie krtyna. A to nie jej wina, że akurat takiego bałwana wybrała, kocham ją ale cały czas robię coś nie tak. Może dlatego, że nigdy nie miałem tej jedynej dziewczyny tylko co tydzień inną? Wiem jedno, muszę się wziąć za siebie. Postanowiłem, że dzisiaj ją przeproszę. Poszedłem do jej pokoju jak się okazało, spała już. Przeproszę jutro. Nie mam treningu, może pójdziemy na jakiś spacer.
Wykąpałem się i położyłem się koło dziewczyny, na której tak cholerni mi zależy, ale ciągle robię coś nie tak, i boję się że ją strace. Ale bez niej... nie będzie i mnie....
---------------------------------------
W następnym spodziewajcie się czegoś
super rozdzia l mam nadzieje ze sie pogodza .
OdpowiedzUsuńpozdrawiam