środa, 13 listopada 2013

27- 'w życiu jest tak, że nie wszytko i nie zawsze się układa... :/ '

*Rano- Laura*
Równo o 9 rano jak się umawiałyśmy Justyna przywiozła Amelcię, to słodkie stworzenie wogóle się nie zmieniło. :
-Ćeść ćocia.- krzyknęła radośnie i rzuciła mi się na szyję
-Cześć Kochanie- przytuliłam dziewczynkę
-Laura ale na pewno dasz radę? Jesteś w ciąży i wgl Mario jutro wraca?- upewniła się Justyna
-Oj, dam radę.
-Ćyli będzie kuźin? I kdzie fujek?- dopytywała mała
-Będziesz miała albo kuzyna albo kuzynkę, a wujek przyjedzie jutro, i jak będziesz grzeczna to pojedziemy po niego na lotnisko, dobrze?
-Dobźe!- przytaknęła Amelka
-Dobra to ja już lecę, a wy bawcie się dobrze. -zaśmiała się Justyna
-No pa- ucałowałam ją.
Potem Amelka zaproponowała mi zabawę. Przywiozła ze sobą wiele lalek i małego misia z którym śpi. Kiedy znudziła nam się zabawa, wszłam do pokoju i zajrzałam na fejsa. Przy okazji włączony był skype. Jak na złość Mario musiał zadzwonić, wachałam się czy odbierać:
-Ćocia nie odbieźeś?- spytała mała
-Już już- starałam się powstrzymać emocje, nie chciałam płakać przy małym dziecku.
-Cześć Laura i... Amelka?!- spytał
-Ćeść fujku!- krzyknęła
-Hej- powiedziałam
Potem rozmowę przejęła Amelia, mówiła Mario o wszystkim. W sumie ze mną rozmawiała chyba z godzinę. Może i nawet lepiej że tak to wyszło. Mario rozmawiałby ze mną ja byłabym wkurzona Amelka wszytko by słyszała zadawałaby dziwne pytania. I wgl pewnie Justa dowiedziałaby się o naszych ostatnich problemach czego nie chcę. Ostatnio dużo się mną zajmuje za co jestem jej ogromnie wdzięczna ale, nie chcę jej pochłaniać w moje życie. Niestety Mario odezwał się do mnie, kiedy Amelia skończyła mu opowiadać o przedszkolu itd:
-Porozmawiamy? -spytał niepewnie
-Amelko, pójdziesz się pobawić?-
-Juś idę- odpwiedziała- A potem pśijdzieś do mnie?
-Tak, tak przyjdę- uśmiechnęłam się choć wcale nie miałam ochoty
-Przepraszam- zwrócił się do mnie Mario
-Jeśli wolisz ją ode mnie, to nie masz za co... W sumie wiedziałam że tak to się skończy- powiedziałam objętnie
-Czy coś cię boli?- spytał wyraźnie zły
-Chyba to ja powiennam o to spytać, co?- tez chyba mnie poniosło -Dobra jeśli masz zamiar się kłócić, to ja chyba już pójdę.- odpowiedziałam po czym szybko zamknęłam laptopa
Patrzyłam się tepo w ścianę, czułam że znowu zostaję sama, nie wiem czy to ja ciągle popełniam błedy. Poprostu nie wiem. Cały czas coś jest nie tak. Ale przypomniało mi się! Moje jedyne szczęście które mi zostało... Mój skarb! Tak moje dziecko! Moje i ...JEGO dziecko. To ono które teraz mnie jeszcze trzyma przy zdrowym rozsądku, będzie mi go cały czas przypominało. Po moim policzku mimowolnie spłynęła łza. Mój świat zaczął się kręcić. Popatrzyłam w okno. Następnie w parapet. Stało na nim zdjęcie oprawione w ramkę. Tak to zdjęcie, które jakiś fotoreporter zrobił nam w szpitlu. Zaczęłam płakać. Teraz już mnie nic nie obchodziło. Podeszłam do porapetu, drzącymi ręcami chwyciłam zdjęcie. Zastanawiałam się co zrobić. Przyszła mi do głowy jedna myśl. Aborcja. Zastanawiałam się chwilę nad tym. Nie ja przecież tego nie zrobię. Nie mogę winić dziecka za to, co sie stało. Ucieczka nie, nie mogę odebrać dziecku ojca. Jedyne co teraz zrobiłam to podarłam to zdjęcie i wyrzuciłam jego trzępy za okno. Patrzyłam tylko jak wiatr unosi jeden kawałek tego zjęcia. Jak frunie ono po Monchijskim niebie. Zastanawiałam się też. Dlaczego nie potrafię sobie ułożyć normalnego życia dlaczego nie dogadujemy się z Mario? NO DLACZEGO? Nie chcę myślec co będzie dalej. Nagle do pokoju wparowała Amelka. Och nie! Miałam przecież przy niej być silna, nie chcę płakać:
-Ćocia! Płaćieś?!- spytała z troską
-Przepraszam kochanie- prztyuliłam małą
-Ćy to fujek źlobił ćoś nie tak?- spytała przerażona
-Widzisz skarbie, w życiu jest tak, że nie wszytko i nie zawsze się układa. U mnie ani Zawsze ani nic się nie układa. -starałam się jej wytłumaczyć- Wiem, ciężko zrozumieć. Jak dorośniesz, będziesz wiedziała o czym mówię- wytłumaczyłam widząc ze nie łapie
-Nie płać juś ćocia. Mośie pójciemy na siakupy?- spytała radośnie
-Oj, ty to jednak wiesz jak poprawić humor- otarłam łzy i poczochrałam małą po główce
-Ejjj! Ćocia, flyzulę mi popśujeś. A ź tymi siakupami to ćocia Juśtyna teś się cieśy ja ićiemy! -powiedziała entuzjastycznie
-To choć uszykuje obiad i pójdziemy, okey?
-Dobźe- zeszłyśmy z łóżka i zabrałam się za obiad


--------------------------------
Tak sobie, ale obiecuję, że w 28 albo 29 OSTRO namieszam :)

4 komentarze:

  1. Nie tylko nie aborcja ! :q Mam nadzieję że wszystko się ułoży :p następnego rozdziału się boję :p Ten blog jest cudowny a po za tym masz talent do pisania :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona nie moze usunąć -.- mam nadzieję że wszystko bedzie okej ;D czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kochiam tien blog. Jeśt taki ciekiawy, że się naśtępnego rozdziału nie miogę dociekać :-P

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie usuwał dziecka . Mam nadzieje że się ułoży .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń