środa, 26 marca 2014

"ON NIE ZASŁUGIWAŁ NA ŻYCIE!" ~Epilog + Podziękowania

*Laura*
Minęło już 10lat od kąd urodził się Filip. Jest już dużym chłopcem i chodzi do gimnazjum. Zastanawiałam się nad wyjazdem do Polski skoro Mario nie ma już z nami, ale tam jet zupełnie inny sytem nauki. W polsce mój syn kończyłby podstawówkę.
Dzisiaj właśnie muszę odbyć z nim.bardzo ważną rozmowę...
-Filip, musimy pogadać. - przywołałam małego
-Mamooooo, właśnie wychodzę - zajęczał
-A gdzież to?- zrobiłam wielkie oczy
-No na stadion- zaśmiał się
-Moja krew, oj mojaa- poczohrałam go
-Mamooooo! Wiesz ile ja te włosy układałem?- zasmutał
-I tak już wiesz, że wszystkie dziewczyny są twoje- uśmiechnęłam się
-Zagrasz ze mną kiedyś w piłkę?- spytał po chwili
-Będę musiała kiedyś wrócić do formy... Ale chyba jestem już za stara- uśmiechnęłam się
-Grałaś kiedyś!?!?-
-Tak, w Bayernie, razem z ... Chcesz kanapki?- szybko zmieniłam temat
-Mamoooo, z kim grałaś?- spytał
Długo nastawiałam się do tej rozmowy, ale wiem że im wcześniej Filip pozna prawdę tym lepiej. On wie, że tata jest w innym kraju, na bardzo ważnej misji. A tak naprawdę... nie ma go już z nami na tym świecie:
-Odpowiesz mi?- wyrwał mnie z zamyśleń
-Filip, to bardzo długa i trudna przede wszystkim rozmowa...- zaczęłam
-Mam 10lat. Jak powiesz- zrozumiem- powiedział
-Dobrze. Mario czyli twój tata...-
-Przyjedzie?- zaczął się cieszyć- Nie widziałem go od... od keidy się urodziłem!!
-I raczej nie zobaczysz...- posmutniałam- Tata zginął w wypadku... i gdyby pomyśleć, żeby to miało sie skończyć tak jak było planowane- zobaczyłam łzy na twarzy nastolatka
-Ale mamo? O czym ty mówisz??- chciał wiedzieć
-Nie wiem, czy nie jesteś za mały na takie tematy- westchnęłam
-Sama  mówiłaś, że im szybciej się dowiem, tym łatwiej będzie mi przez to przejść- przypomniał mi
-Więc słuchaj. Jeśli wszystko byłoby dobrze, byłoby was dwóch. Już raz, zanim się urodziłeś byłam w ciąży, miałbyś siostrzyczkę albo braciszka... Ale nie masz, straciłam dziecko już w 1 miesiącu..- po mojej twarzy spłynęła łza, a mój synek mnie przytulił
-Mamo, milczałaś przez 10 lat i nic nie dałaś po sobie poznać, jesteś taka silna...- zamyślił się- Ale dlaczego dziecko się nie narodziło?
-Bo... był taki Hubert Jasiński.. Co... On jak się dowiedział, ze ja i twój tata spodziewamy się dziecka, chciał mnei upokorzyć psychicznie i mnie pobił wtedy. Teraz zabil twojego tatę... -znowu zaczęłam płakać- I właśnie przez to, że raz już poroniłam... mógłbyś się nie narodzić. Ale kiedy lekarz powiedział , że mam wybrać, że albo ja umrę, albo ty, ja wybrałam siebie. Lekarzom udało się mnie uratować. Mało i byś nie miał wogóle rodziców...
-Mamo, tyle dla mnie poświęciłaś... A co to tego Huberta (opisał wygląd) on... był kiedyś na treningu i chciał mnie zabrać samochodem do domu... Żebym wiedział wcześniej...- zamyślił się- Dobrze ja już pójdę, i tak jestem spóźniony na treniing
Nawet nie zwrócilam uwagi na to, ze on powiedział , że widział Jasińskiego na treningu i wgl... O matko co ja zrobiłam! Chciałam jeszcze zatrzymać syna ale nie zdołałam..
*2 godziny później*
Jestem na miejsu wypadku. Ile sił w nogach pobiegłam do centrum zdarzenia gdzie przebywał mój Filip. Stał przerażony i spoglądał z pogardą na leżącego i zakrwawionego Huberta:
-Co tu się stało?!- krzyknęłam- Co on mu zrobił?!
-Jak udało nam się ustalić pański syn wraz z kolegą zaplanowali ta intrygę. Tata jego kolegi jest policjantem więc to by wyjaśniało posiadanie pistoletu przez nastolatków. Dalszy przebieg  zdarzeń chcemy zaobserwować przez nagrane z monitoringu stadionowego kamery. Narazie to tyle. -wytłumaczył policjant
-Filip choć tu!- przytuliłam zdruzgotanego syna i sama popłakałam- Synku... dlaczego ?- wydusiłam z siebie po chwili..
-Mamo, tyle dla mnie zrobiłaś i robisz a on ci w tym przeszkadza. On nie zasługiwał na życie...

---------------------------------------------
Nikt się chyba nei spodziewał ze 12-latek zabije Jasińskiego cooo? :D Taka tam supajzd :* Ale kiedyś pod rozdziałem pisałyście, że on nie powinien żyć.. więc... nie żyje hahaha :D
I teraz podziękowania:
Dziękuję wszystikim tym dzięki którym wrobiłam się w pisanie, tym którzy byli ze mną od początku ale i tym którzy dokłączyyli w trakcie. Bardzo mi będzie was brak, także zakładam nowego bloga i liczę że właśnie tam się spotkamy :* (Jeżeli są zainteresowani czytaniem nowego bloga, niech zaglądają na tego. Myślę, że w sobote/niedziele pojawi się info czy będę pisać czy nie. Bo nie bardzo wiem o kim. Pomysł mam ale nie wiem jak wyjdzie. W każdym razie zobaczy.y w weekend :) )
Pozdrawiam już po raz ostatni na tym blogu :)

NN:
Chelsea (Andrea Schurlle) czy Arsenal (Mesut Oezil). Pls odp :*

poniedziałek, 24 marca 2014

80- Szczęśliwe rozwiązanie :)

*Mario*
Z sali wyszedł lekarz:
-Gratuluję, może pan zobaczyć synka- powiedział uradowany lekarz a ja nie wiedziałem czy cieszyć się czy płakać
-ODDAJCIE MI ŻONĘ!!!!!!!!- krzyczałem
-Proszę się uspokoić! - mówił lekarz
-Mieliście zrobić wszystko co w waszej mocy i co!? Umarła! Nigdy jej nie zobacze!!!- mój krzyk mieszał się z placzem
-Panie Goetze! Niech pan przestanie- krzyknął a ja zamilkłem- Pani Laura żyje! Jest niezwykle silną kobietą, ale szanse były znikome. Jest 1kobietą na bardzo wiele która nie umarła - ucieszył się
-Mogę.. mogę do niej wejść?- spytałem nieśmiale ale byłem bardzo ucieszony
-Oczywiście tylko spokojnie i cicho panie Goetze- upomniał mnie lekarz a ja skomentowałem to uśmciechem

*Laura*
Urodziłam!!! Trzymam właśnie na ręcach mojee szczęscie! Tak dokładnie! Ja żyję! Udało się.. Jestem taka zadowolnona. Ciekawi mnie jedynie co z Mario. Jak przyjął ten list i jak bardzoo będzie na mnie zly.
Po jakimś czasie uslyszłam głośnie rozmowy a momentami krzyki na korytarzu szpitalnym. To chyba ostra wymiana zdań pomiędzy Mario a lekarzem. Oby to nie było nic poważnego...

Nagle do sali po cohu wszedł Mario. Uśmiechnął się:
-Udało się! Ty żyjesz i mały żyje- uśmeichnął się
-Przepraszam, że nic nie powiedziałam. Dosyć było problemów- zaczęłam tłumaczyć
-Nie rozmawiajmy o tym. Teraz najważniejszy jest ten mały gość. Słodziaka mi urodziłaś, wiesz?- pocałował mnie, na co uśmiechnęłam się
-Mario jedź do domu i przywieź mi rzeczy.- poprosiłam
-Kiedy będziesz mogła wyjść?- spytał
-Napewno nie dzisiaj ani nie jutro. Wiesz, ze żyję, ale mam napewno jakieś braki w ograniźmie i pewnie mnie nie wypuszczą, czuję się troche słabo puki co.- stwierdziłam
-Dobrze, trzymajcie się za jakiś czas zadzwonię- pocałował małego w główkę a mnie w czoło po czym odszedł
-I widzisz, tatuś sobie poszedł- uśmiechnęłam się do małego
-Można?- spytała pielęgniarka uchylając drzwi
-Tak proszę- odpowiedziałam
-Będę zmuszona zabrać pani synka. Trzeba mu zrobić wszelkie badania- oznajmiła zabiarając mi z rąk Filipa
-Długo to potrwa?-spytałam a w odpowiedzi usłyszałam, że z 10-15 minut
I rzeczywiście, nie długo potem pielęgniarka przyniosła mi małego, miała same dobre wieści:
-Świetnie, wszystkie punkty w skali appgar i chyba nie będzie się rozwijął jak wcześniak ale jak normalny chłopiec- uśmeichnęła się

*miesiąc później*
Jesteśmy już w domu, Laura poszła ułożyć Filiego do snu, kilka chwil potem poszedłem do sypialni gdzie mały akurat zasypiał. Przytuliłem od tyłu Laurę:
-Nie wyobrażam sobie jak by ciebie nie było- pocałowałem żonę
-Nie wątpię, że dałbyś sobie radę- uśmiechnęła się
-Ale nic nie było by tak samo. Cieszę się że wszytko jest tak jak miało być od początku. Chocmy już spać- zaproponowałem

*Laura*
Nastepnego dnia obudziłam sie o ... 9!!! O fuck! Miałam nakarmić Filipa apół godziny temu!! Zerwałam się na równe nogi i spojrzałam do łóżeczka, ale małego tam nie było tam nie było... Zbiegłam na dół a tam ujrzałam... Mario z Fillim na rękach, trzymającego butelkę i karmiącego małego.:
-Mario nakarmiłeś go?- spytłam uradowana
-Spałaś a on się obudził więc postanowiłem go zabrać na dół- uśmiechnął się
-Ale to jest baldzo gzecne dzieciątkoo- powiedziałam do małego a ten zaczał się śmiać kiedy pogłaskałam go po nosku.
-Wiadmo, bo nasze :D- zaśmiał się Mario
-Wogóle w nocy nie płakałeś, dzielny chłopiec-
-Za tatusiem- ujął się honorem Mario
-Tak yhym wmaiwaj sobie- wzięłam od niego Filipa i usiałam przy stole

Zadzwonił dzwonek do drzwi:
-Otworzę- powiedziął Mario
-Dzień dobly, psyslismy zobacyć Filipka- powiedziła... Lili!!
-Hej mała!- poczochrałem ją
-Ja wćale nie jeśtem taka mała!- oburzyła się
-Nie obrażaj się, bo Filip się pogniewa- zaśmiałem się
-No hej tatusiek!- przwywitał mnie Marco
-Cześć wam- powiedziała Luiza
-Hejka, wchodźcie!- zaprosiłem ich,
Siedzieliśmy rozmawiając a Lili bawiła się z Fillim. Zeszło nam sporo czasu bo aż do 10 wieczorem :)

----------------------------
Ostatni i... epilogg :D

I taki infoo. Nowego bloga nie bd. Sory nwm o kim mam pisać. Dajcie jakieś propozycje bo mam pomysła i twierdzę że szkoda jak by się zmarnowal ;( Będę pisała o tym o kim będziecie chciały (jeżeli wogóle) Bo nie mam pomysła z kim moze być blog...

sobota, 22 marca 2014

79- Chwila prawdy..

*Laura 8 miesięcy później*
-Mario to już!!- krzyknąłam zwijając się z bólu
-Ale co?- spytał zdezoriętowany
-Nie pal głupka! Ja rodzę!!!- krzyknąłem
Mario przybiegł po schodach i szybko wziął mnie na ręce następnie udalismy się do samochodu:
-Ałł! Mario szybciej!!- mówiłam ledwo dając radę oddychać
-Kur*a! Czerwone! Dupa, jedziemy!- chyba przejechaliśmy na czerwonym
Nie spakowaliśmy moich rzeczy. Pewnie dopiero kiedy będzie bardziej spokojnie Mario pojedzie po nie do domu, ja zabrałąm natomiast list, który miałam wręczyć mojemu ukochanemu, kiedy ostatni raz go ujrzę.

*Mario*
jechałem tak szybko jak się dało. Przejechałem na czerwonym i pędzimy 180 km/h. :
-Kur*a mać! Stoją!- wkurzyłem się
-Co?- spytała siedząca na tylnim siedzeniu Laura
-Dzień dobry- poszedł policjant
-Pani władzo, my nie mamy czasu, zona rodzi! Musimy jechać. Ja zapłace skontaktuje sie cokolwiek ale musimy jechać!!! Niech pan zrozumie!!- wykrzyczałem jednym tchem
-W takim razie szczęśliwego rozwiązania, do widzienia- nie zwykle mile nas pożegnał
Po czym znowu zaczeliśmy gnac:
-Mario, ja ne wytrzymuję!! Mario ał!! Boli- krzyczała

-Spokojnie już jesteśmy!- zostawiłem samochód prawie na środku parkingu ale trudno. Wziąłęm Laurę na ręce i pobiegłem:
-Dzień dobry. Niech pani da wózek!- powiedziałem recepcjonistce
-Co się dzieje?- spytał Lekarz
-Kobieta rodzi!- krzyknęła pielęgniarka i szybko zabrałą Laurę
-Mogę iść z nią?- krzyknąłem za lekarzami
-Zostań. Ja ci wytłumaczę. Ja nie dam rady będzie list!- powiedziła bardzo słabym głosem Laura po czym odjechali z wózkiem. Pobiegłem pod salę, gdzie miał się urodzić mój synek i czekałem pod drzwiami.
W mojej głowie dudnily słowa: 'Jak nie dam rady będzie list' ????! Nie wiem, ja mam zawsze czarne myśli, a szczegolnie w takich momentach. Ale coś mi mówi , ze bedzie źle. Staram się tak nie myśleć, ale boje się, że Laura czegoś mi nie powiedziała...

*Laura*
-Jeszcze 10 minut pani poczeka, zaraz zobaczymy. Tylko spokojnie, niech pani oddycha, glęboko- przykazał mi lekarz
-Panie doktorze- powiedziałam cicho
-Co sie dzieje!?- podbiegł, myslac ze coś się stało
-Niech pan da ten list Mario. Siedzi na korytarzu zapewne- powiedziałam i przekazałam list

*Mario*
Wyszedł lekarz, a ja od razu udałem się na konsultację:
-Jak z żoną?- spytałem poddenerwowany
-Chwila prawdy- powiedział lekarz
-To znaczy?- powiedziałem a on się zaśmiał
-Nie wiem, kazała panu przekazać- podał mi kopertę
Nie czekając ani chwli dłużej zacząłem czytać:

"Mario...

Ty wiesz ile dla mnie zmaczysz. Kocham Cię nad życie, tak jak Filipa. Ale właśnei teraz poswięcam swoją milość do Filipa. Albo on, albo ja. Nie byłabym matką, jeżeli wybrałabym siebie i swój cholerny egoizm. Filip jest częscią mnie której nie chcę stracić.
Wtedy w szpitali na badaniach, nie kazałam Ci wchodzić. Bałam się. Okazało się że wykryto komplikacje, a wszystko przez to, że już raz straciłam dziecko.
Lekarz kazał mi wybierać za wczasu. Nie musiałabym się męczyć tylko usunęli by Filipa. To była chwila prawdy. Nie myślałam długo. Bo dla prawdziwej matki najważniejsze jest szczęscie dziecka. Odpowiedziałam : Nie. Nie usuniecie Filipa.
Teraz pragnę cię przeprosić za wszystki trudy i znoje, za wszystkie ciężkie dni i godziny. Ale i podziękować za wszystko co było cudowne i za Filipa.
Teraz jeszcze proszę Cię o jedno. O to, zebyś kochał go tak jak mnie kochałeś i jak zawsze powtarzałeś, ze całego siebie włożysz w wychowanie naszego syna. Wierzę, że nie oddasz nigdzie Filiego i zajmiesz się nim jak najlepiej potrafisz.
Szanse mojego przeżycia są napawdę niewielkie. A ja nie wierze w cuda. Więć chcę się z wami pożegnać i całuję po raz ostatni. Ucałuj ode mnie synka i wytłumacz mu wszytsko jeślibyśmy juz się nie zobaczyli a raczej tak będzie. Wierzę , że laekarze zrobią co mogą ale raczej nie wiele będą w stanie mi pomóc.. Żegnajcie...

 Kocham Was Laura :* "

Zza drzwi dobiegał głośny płacz małego dziecka; urodził mi się syn. Straciłem żonę. W tym momencie uświadomiłem sobie, że ... że to koniec.... Zacząłem głośno płakać, straciłem najważniejszą osobę w mym życiu...

---------------------------------
:DDDD YHYHYHY nie zabijajcie plizzz :** :D 80 i epilog :) coraz blizej koncaaa... a ja nwm z kim następny blog ;xx

czwartek, 20 marca 2014

78- Będzie chłopiec :)

*Laura*
Coraz blizej rozwiązania. Dzisiaj będę na kontroli u lekarza. Wstałam , ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Ciężko mi jest się normalnie, sprawnie przede wszystkim poruszać, w sumie to już 6 miesiąc ciąży. Tego wspaniałego dzisiejszego dnia poznam płeć dziecka. I Mario jak i ja chcielibyśmy żeby to był chłopiec. Nadalibyśmy mu imię Filip :* :
-O wstałaś już?- Mario przywitał mnie promiennym uśmeichem
-Tak, która godzina?- spytałam- Na 12 mam do ginekologa-
-Jeszcze czas, mamy 10- odpowiedział
-Siadaj a potem pojedziemy- lekko się zdziwiłam
-Ty też jedziesz?- spytałam
-Dziwne? Po 1. i najważniejsze to jest mój syn i muszę tam być, jak będą określali jego płeć
-Hahahah, skoro wiesz , ze to syn to po co chcesz jechać?- przerwałam mu ze śmiechem
-Bo ... każdy ekspert woli się upewnić- zamiał się
Szybko ogarnęliśmy dom po śniadaniu, zabrałam potrzebne mi rzeczy i ruszyliśmy w stronę szpitala. Mario zostawił samochód na parkingu i oczywiscie nie pozwolił mi samej iść do recepcji:
-Mario naprawdę, powiadam ci, nie musisz mni izolować przed światem i ludźmi- powiedziałam zdenerwowana za tę jego nadopiekuńczość ._.
-Ja cię nie izoluję, tylko co zrobisz jak napadnie na ciebie jakiś dres i kopnie cię w brzuch? Co?- nakręcał się
-Napewno nei poddam się bez walki- stałam twardo przy swoim
-Yhym, w takim stanie nie masz o co walczyć!-
-Ciąża to nie choroba, i nie rób ze mnie kaleki!- odpowiedziałam i nie czekając na nic wyszłam z samochodu
Mam już serdecznie dosyć tego trzymania mnie na łańcuchu. Przecież na ciąże się nie choruje, można się jedynie ograniczać ale bez przesady!

Weszłam do szpitala i udałam się na salę przyjęć. Do ginekologa była kolejka ale nie przesadnie długa. 2 panie przede mną. Obie na kontrolę:
-A pani zna już płeć?- spytałam
-Tak, będzie dziewczynka. - dopowiedziała
-Myślała już pani nad imieniem?-
-Chyba Olivia, podoba mi sie zdrobnienie Liv - uśmiechnęła się
-A u pani?- zwóciłam się do brunetki siedzącej dalej
-Też dziewczynka, myslałam o imieniu Nadia, jak moja siostra, która zmarła- posmutniała
-Przykro mi - okazałam wyrazy współczucia
-Nic nie szkodzi- uśmeichnęła się sztucznie

Czas zleciał dość szybko i lekarz ginekolog także nie zatrzymywał pacjentów w gabinecie, także za jakieś 15 minut nadeszła moja kolej. Mario postanowił wejść ze mną. Nic mu na to nie odpowiedziałam tylko poprostu wszedł.

Tak jak chceliśmy okazało się że będzie chłopiec. Na maksa uradowana wyszalm z gabinetu:
-Niech pani jeszcze zostanie chwilę- powiedział lekarz jakoś dziwnie patrząc się w komputer
-Ja też wejdę- powiedział Mario
-Zostań- przykazałam mu, bo minie ginekologa coś wyglądało mi na złe wieści
-Niech pani usiądzie- powiedział mi
-Komplikacje?- zapytałam po chwili
-Niestety...- spojrzał na mnie smutną miną lekarz

*Mario*
Nie chciałem się z nią kłócić, więc dałem spokój. Tylko zastanawiało mnie dlaczego nie kazała mi wejść. Zapytam ją kiedy wyjdzie, mam nadzieję, że to niedotyczy żadnych komplikacji związanych z ciążą, bo tego absolutnie bym nie przeżył...

-Laura!- uradowałem się kiedy wyszła- Co ci lekarz mówił?- spytałem
-Mario pogadamy w domu- szepnęła i uśmiechnęła się
Ten uśmeich mówił mi zazwyczaj prawdę, więc odetchnąłem z ulgą Chyba nic złego się nie dzieje.
-No to jak? Co mówił lekarz?- spytałem ponownie kiedy przekroczyliśmy próg domu
-Że wszystko w porządku- znów się uśmiechnęła
-To w takim razie czemu nie pozwoliłaś mi wejść?- spytałem podejrzliwie
-Bo są takie sprawy o których lekarz woli powiedzieć kobiecie kiedy jest sama, w sensie, że może partner kobiety ... być zazdrosny , że lekarze tak się troszczą... Nie wiem, lekarz kazał żebyś został więc zostałeś- zaczęła owijać i mądrze się wytłumaczyła
-Więc o czym ci 'mówił'?- usiadłem na kanapie
-O tym, żebym dużo odpoczywała i przede wszystkim żebym się nie denerwowała, czyli to najważniejsze. Bo nerwy prowadzą czasem do śmierci nienarodzonego dziecka- posmutniała

------------------------------------------------
Pragnę wszem i wobem poinformować, że koniec zbliza się WIELKIMI krokami. 2rozdziały i epilog :* I spotykamy się w blogu o Oezilu? Chyba że wolicie o kim innym czytać?

wtorek, 18 marca 2014

77- Niespodziankaaaaa

*Mario*
-Mario, idź do góry do sypialni i ubierz się w to co leży na łóżku. Dobrze?- zapytała Laura
-Pewnie ale po co?- chciałem się dowiedzieć
-Później się dowiesz- uśmiechnęła się
Tak jak mi kazała poszedłem na górę, do sypialni i ujrzałem garnitur, do tego niebieską koszulę, krawat i buty. Nie docierało do mnie na początku o co mogłoby im chodzić, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że może to jakaś niespodzianka?
-Marioooo pospiesz się!- ponaglała mnie Laura
-Już scho... o Mój Boże!- zachwyciłem się wyglądem mojej żony
-Ale, że aż tak źle?- spytała z zmierzyła siebie wzrokiem
-Tak ale nie, znaczy odwrotnie- nie mogłem wydobyć z siebie żadnego słowa
-Jedźmy już- wyszliśmyz  domu
-Dowiem się wreszcie gdzie mnie wieziesz? -spytałem kiedy usidła za kierownicą naszej Kiji
-Dowiesz się, ale teraz proszę cię zamknij oczy- powiedziała
-No dobrze.
Całą drogę jechałem w niepewności co tam ujrzę. Nagle samochód sie zatrzymał, usłyszałem trzaśnięcie drzwi:
-Laura. Laura?- bez odpowiedzi- Laura!- moja nie pochamowana ciekawość sprawiła że otworzyłem oczy, byłem w samochodzie, ale opócz mnie nikogo
Ujrzałem karteczkę. "Możesz wysiąść, potem prosto. Idź to tego wraku, zobacz co tam jest. Bałam się tam wejść, masakraaaa..."
Nie powiem trochę się przestraszyłem, brzmiało trochę jak groźba. Ale postanowiłem  być facetem i  poszedłem do "wraku". Szedłem tak mostem, a że było już około 20, lekko się ściemniało. Kiedy nagle błysnęło swiatło. Po chwili zgasło. Zdołałem zauważyć statek. Zastanawiało mnie tylko czemu na kartce było wrak?
Postanowiłem wejść do środka i nie ukrywam- z bijącym sercem. Nagle. Zawał:
-NIESPODZIANKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- zapaliło się światło już na dobre a z kryjówek wyszli moi przyjaciele, robiąc mi niespodziankę urodzinową
-O mój boże!! Ludzie ja mało co zawalu bym dostał!- złapałem się za serce
Potem przyjmowałem życzenia od znajomych. Już powoli wszytsko się wyjaśniało. Na przyjęciu byli ci, których zabrakło na dzisiejszym treningu, oraz Klopp, który wyskoczył z bananami, jak sie okazało, żeby mi zająć czas a reszta, żeby spokojnie ustaliła czas i miejsce imprezy. No i zwołanie na trening tez było celowe.
Kiedy przyjąłem życznia od znajomych/przyjaciół i trenera, na końcu kolejki stała Laura:
-Mario, chcę ci życzyć, zebyś nigdy się nie zmieniał. Bądź zawsze taki. Uśmiechnięty, szlony, kochany, i czasem niewyżyty, ale to nie jest błą charakteru, raczej zaleta- zaśmialiśmy się- no i życzę ci jeszcze żebyś mnie kochał i tak samo ją.. albo jego- położyła ręce na brzuch. Zacząłem ją całować i przytuliłem na koniec. To co mówiła było tak wzruszające, ale najbardziej to chyba te ostatnie słowa. Tak się cieszyłem, że mam przy sobie taką cudowną kobietę i niedługo będę miał z nia dziecko :)
-Dziękuję Wam wszystkim za wszystko. I tak, wasze zachowanie jest jak najbardziej uzasadnione- powiedziałem na co wszyscy się zaśmiali- Dziękuję również za prezenty, ale najważniejszy prezebt jaki dostałem, to ten z któego mam nadzieję, będę cieszył się do końca życia- uśmeichnąłem się w stornę mojej żony- Dzieco, które od niedawna nosi Laura. Dziękuję Ci kochanie- powiedziałem i z tego wszystkeigo po moich polikach spłynęły łzy szczęścia.
Wszyscy zaczęli głośno klaskać a potem gratulowali nam. Ten dzień był jednym  z najprzyjemniejszych  w moim dotychczasowym życiu.
Oczywiście jak to w naszym zwyczaju nasze szczęście uczciliśmy w kroplach alkocholu. Wiadmo Laura nie piła a towarzyswa dotrzymały jej Luiza Sara i Suzan.

*Laura*
Niespodzianka udała się w 100 % dzięki zaangażowaniu wszystkich osób, udało nam się zorganizować  super przyjęcie urodzinowe dla naszego jubilata. Jest już około 12 w nocy, a zaproszeni goście nadal świetnie się bawią, a przede wszystkim kulturalnie i grzecznie. Nikt nie jest zlany alkocholem a ja za to strasznie zmęczona. Poszłam się położyć do jednej z kajut, i odpłynęłam w głęboki sen.

Kiedy obudziłam się rano, czułam się o niebo lepiej. Wyszłam z pokoju i weszłam na 'pokład' sprawdzić co działo się podczas mojej niobecności na imprezie, i jakie ewentualnie straty ponieśliśmy na wynajętym sprzęcie. Ku mojemu zdziwnieniu wszytko było w porzadku, tyle tylko, że brudne naczynia leżały na stole. Szybko uwinęłam się z ich ogarnięciem, a następnie złożyłam obrus i zmitotłam podłogę z okruchów głównie po chipsach. 
Potem spowrotem szłam w stronę pokoju, zauważyłam , że Mario już nie śpi, więc spokojnie weszłam do jego pokoju i powiedziałam mu że musimy się zbierać, Mario nizadowolony takim obrotem sprawy wstał i pościelił łożę, po czym zadzwoniłam do właściciela...

*Mario*
Strasznie zmęczony i przytłoczony wiadomością, ze właśnie musimy się stąd zmyć, zacząłem wymyślać co by zrobić, aby przetrzymać jeszcze na tym statku, ale niebawem zjawił się tutaj właściel:
-Przepraszam czy mogę  z panem na słówko?- spytałem
-Tak oczywiście-
Odpowiedział po czym oddaliliśmy się w kierunku łodzi. Na szczęście udało mi się załatwić co chciałem po czym zapłaciłem właścicielowi i poszliśmy do Laury:
-Dziękuje i dowidzenia :)- uśmiechnąłem się do pana
-Zapłaciłeś mu?- spytała Laura
-Tak- zaśmiałem się
-A kiedy zabierze łódź? Kiedy oddasz klucze właścicielowi?- dopytywała
-Klucze już są u właściciela- zaśmiałem się i pocałowałem moją żonę
-Że co? Kupiłeś statek?!?!?!- nie dowierzała
-Tak kupiłem :D

----------------------------------
Ogłoszenia parafialne : 1.Przewiduję, ze jeszcze może ze 3 rozdziały (najmniej) chyba , że będzie pomysł na więcej. A puki co  nie ma :( No i co do zakończenia mam 3 wersję. Może być nieszczęście  w szczęściu okazane po czasie? (hahahah pewnie nikt nie wie o co chodzi.) Db zrobie po swojemu, ale za zakończenie to mnie zabijecie :D xd Trudno się mówi :** 2. Nie chcę się z wami żegnać więc chciałabym spotkać się w następnym blogu. Teraz będzie mi brakowało pisania, więc chce zacząć jeszcze coś. Tylko prosiłabym o wasza opine pod tym rozdziałem na temat nowego. And now. Jaki piłkarz w roli głównej ? Myślałam na Özilem ale nie wiem wszystko od was zależy :**

sobota, 15 marca 2014

76- '...miała być niespodzianka...'

*Mario*
To wczorajsz ebyło jakieś dziwne. Ale po przespanej nocy czuję się jak nowo narodzony, a do tego zapomniałem o tych dziwactwach jakie wygadywałą ta cała ekipa na czela z Kloppem i Laurą.
Właśnie obudziłem się i zdałem sobie, że dzisiaj jest 3 czerwca a więc moje urodziny! I trening do tego. Ale spoczkooo wyrobimy się może do 12. 30 góra 13 i jestem w domu, Prowiant kupiony a więc razem z Laurą będziemy świętować. A co do Laury, to chyba się juz obudziła, bo nie ma jej w łóżku obok mnie. Wstałem wziąęłm ubrania, z zamierem skorzystania z toalety ale była zajęta. Czyli odanalazłem moją zgubę.:
-Hejj , długo będziesz?- spyttałem
-Mario, weź idź na dół dobrze?- poprosiła
-Po co? Poczekam- oparłem się o fytrynę drzwi
-Idź jak cię proszę!- rozkazała. Ja tylko przewróciłem oczami i poszedłęm trzaskając drzwiami. Nie wiem co się ostatnio dzieje wszędzie. Od wczoraj wszyscy zachwuja się jakoś ... conajmniej dziwnie.

*Laura*
Obudziłam się o 4 nad ranem. Pech chciał, ze źle się poczułam i zaczęłam wymiotować. Wszystkie objawy wskazywały mi na jedno. Raz już byłam w ciąży więc mniej więcej oriętuję sie w temacie. Ale z wykonaniem testu który nie wiem jakim cudem znalazłam w torebce, wstrzymałam się do rana, kiedy będzie już widno.
I jakoś o 8, tak żeby nie obudzić Mario zaszyłam się w łazience. Ale ja zawsze muszę mieć pecha, wiec Mario prawie mnie naszedł. Moje szczęście , ze zakluczyłam drzwi. A zdenerwowana czekaniem na wynik testu musiałam jakoś pozbyć się Mario więc nakrzyczałam na niego w ostateczności. Głupio wyszło ale cóż.
No i jest wynik! Jestem w ciąży! Kidy pierwszy raz zaszłam w ciążę moja twarz była zalana łzami smutku, teraz jestem natomiast przeszczęśliwa.!
Szybko zbiegłam na dół, zabierając ze sobą jeszcze pakunek dla Mario. Zadastałam go w kuchni przybitego. Siedział przy stole i wpatrzony smutnym wzorkiemm był w podłogę:
-Najlepszego kochanie!- pocałowałam go
-Dzięki- uśmeichnął się i odłożył paczkę
-Nie otworzysz?- spytałem- Jeśli chodzi ci o to dziwne zachowanie, to częściowo teraz częściowo później wszytsko się wyjaśni. Obiecuję. A teraz otwieraj ten prezent no!- pospieszyłam go a on wykonał moją prośbę
-Jak pięknie pachną! Dziękuję- pocałował mnie
-Jeuzuuu! człowieku podkręć tępo i szukaj dalej bo wyjdę z siebie!- denerwowałam się śmiejąc
-A co to jest!? Że jak!? Jesteś w ciąży!?!?!?!?!??!?!?- wyjął test z paczki i z wrażenia wstał
-Miała być niespodzianka, więc musiałeś udostępnić mi łazienkę... - zaśmiałam się a Mario zaczął mnie całować
-Kocham Cię!- mówił między pocałunkami, a potem wręcz zrywał ze mnie ubrania i takim oto sposobem spowrotem wylądowaliśmy w sypialni, z któej przed chwilą udało nam się wyjść :)

-Mariooo-szepnełam do ucha mojemu ukochanemu
-Słucham księżniczko?
-Nie powinieneś być już na treningu?- zamruczałam mu do ucha
-Dzisiaj sobie odpuszczę- pocałował mnie
-Co!? Nie !!- krzyknęłam i wstałam- Klopp powiedział, że musisz być no bo ten... zaraz mecz...  LM...-
-Za miesiąć Laura, za miesiąć- starał się opanować sytuację
Ja nie zwklekając ani chwili dłużej wyciągnęłam telefon i tak aby Mario nie zauważył napisałam sms-a do Jurgena "Skąplikowało się :( Niech pan go ściągnie na trening.... Proszęęęę" . Trener szybko odebrał moją wiadomość albo to takie przyciąganie w myślach, bo chwilę później rozległ sie dźwięk telefonu Mario:
-Halo?
-...
-Tak?
-...
-Ale czy to konieczne?
-...
-Dobrze, zaraz będę- powiedział i rozlączył się a ja stojąca za drzwiami niemogłam wytzymać ze śmiechu, jednak postanowiłam szybko sie opanować
-Nie wiem co to ma być, bo uważam że to jest jakieś dziwne. Ale muszę jechać bo rzeczywiście mecz będzie.- westchnął a ja skomentowałam to tylko nic nie znaczącym uśmiechem
Kiedy przez okno zauważyłam , ze Mario już odjeżdża zadzwoniłam po chłopaków z BvB. Do tego jeszcze zaprosiłam Sarę i Suzan. Wszscy bardzo szybko się zjawili i zaczęliśmy przygotowania:
-Ej chłopaki ten garnitur będzie pasował? -spytałam
-Ten ze ślubu? Weź.. Trzeba nowy załatwić- skrzywił się Nuri
-No ale jak? Na kobo będziemy przymierzać? Na mnie!?- zaśmiałam się
-No to mam pomysła. Paczcie. Ja z nim kupowałem garniak na ślub więc pojade po niego. Tyolko wezmę rozmiar. Dziewczyny ze mną bo wiadmo sukienki, a reszta ekipy zostaje i zamawia- zasugerował Marco
-No nie wiem... Zostawić ich samych w domu- wsakzałam na chłopaków, a oni mi pomachali- Dobra ale jak schrzanicie... Nie ręczę za siebie- uśmiechnęłam się i wyszliśmy
Dojechaliśmy pod jeden ze sklepów. Wysadziłyśmy tam Marco, a same udałyśmy się po sukienki.
Taką kupiła Sara, która zawsze miała tendencję do czarno-białego. Taką Luiza, a Suzan tą. Ja znalazłam piękną niebieską koronkę a do tego szpilki. Zadaniem Marco, było do garnituru dopasować koszulę, więć kiedy pojechałyśmy nie był jeszcze zdecydowany. Pokazałam mu sukienkę i od razu wszystko sprawniej poszło. Obkupieni i pełni strachu przed zastaniem domu pojechaliśmy w jego kierunku. Na szczeście dom nie był rozniesiony w przestworza, a chloapcy siedzieli grzeczni w salonie i wszystko było juz gotowe. Ale naszym kolejnym powodem do niepokoju był czas. już 13, czyli Mario wraca z treningu szybko pozbyłam się chłopaków i zdążyli odjechac przed przyjazdem Mario, który wrócił o 15 (bo Jurgenowi udało się go zatrzymać na "głupich gadkach", żebyśmy zdążyli wszystko przygotować). Mieliśmy cztery godziny, a po uszykowaniu obiadu i ogarnięciu domu zpstało 1,5:
-Jak na treningu?- spytałam
-Jakos dziwnie, skoro mamy grać mecz i Klopp nie pozwolił mi nie przyjść, to ciekawe dlaczego nei było większośco chłopaków? dziwne- zamyślił się
-Może coś im wyszkoczyło?- stwierdziłam pewnie, nie dając po sobie nic poznać, a ze odwrócona byłam tyłem wychodziło mi to.
Spojrzałam na zegarek, dochodziła 18.30. Żeby wyrobić się na 19, trzeba było się zbierać...

wtorek, 11 marca 2014

75- Stworzenie szatana

*Laura 2czerwca*
Dzisiaj wybieram się do Moich przyjaciół, czyli Luizy i Marco. Mamy potem od nich prosto iść na trening. Już na samą myśl robi mi się wesoło. Ta cudowna drużyna z wspaniałymi tradycjami :) :
-Laura! Jak się cieszę , że przyszłaś!- przywitała mnie przyjaciółka
-No hhej. Gdzie maleństwoo?- spytałam
-Marco chyba się z nią bawi- zaśmiała się
-No to idziemy!- ucieszyłam się i udałyśmy się do korytaarza a następnie tam, gdzie słyszałyśmy głosy
Zastałyśmy tam Marco. I nie zgadniecie co robił.! Podował małej mleko z butleki! Jejka jak to słodko wyglądało. Już sobie wyobraziłam Mario z takim maluszkiem. :
-A gdzie Mario?- spytał Marco
-Wiesz co. Pojechał na miasto, ale nie długo powinien wrócić- odpowiedziałam
-Bo mamy sprawę- zaczęła Luiz
-I chcielibyśmy żebyście obaj byli- wtracił Reus
-No to chwila, zaraz go ściagnę- wyjęłam telefon i wybrałam numer
-Nie no, nei dzwoń. To moze poczekać- powiedziała Luiza
-Przestań. Przecież jesteście przyjaciółmi, czyli najważniejszymi w naszym życiu- uśmiechnęłam się

-Halo?
-Ej Mario długo tam jeszcze będziesz?- powiedziałam do słuchawki
-Zaraz powinienem byc a coś się stało?- spytał
-Nie tylko, ja już jestem u Reusów- wszyscy się zaśmialiśmy- i oni chcą nam coś powiedzieć, ale mamy być obaj. Więc pośpiesz się jak mozesz- powiedziałam i rozłączyłam się

*Mario*
Wróciłem z zakupów, urodzinowych bardziej. Jutro 3 czerwca a więc obchodzę 27 lat! Uhh jak ten czas biegnie, a my tak wolno, przystajemy i spostrzegamy że się starzejemy... No ale cóż, tak już jest i nic, ani nikt nie jest w stanie tego odwrócić.
Szybko jak prosiła mnie moja żona, pobiegłem do domu zostawić pakunki i spowrotem do samochodu, kierunek Reus'owie. Haha, śmiesznie to zabrzmiałlo, ale skoro tyle czasu są już narzeczonymi to w sumie co nam szkodzi :) Jechałem bardzo szybko, z myślą, że przyjaciele wzywają mnie na jakąś ważną rozmowę, i niczym torpeda wpadłem do domu:
-Siemano wszystkim już jestem- krzyknął Mario
-Ciiiiiii!- szepnęliśmy- Mała śpi
-Upsss...O hejj słodziakuu- Mario pochylił się nad Lili- Więc co się stanęło?- zwrócił się do nas
-Więc... Chcielibyśmy się pobrać- uśmeichnęła się Luiz, a Marco ja objął
-To wspaniale! Nie ukrywamy, że po cichu liczyliśmy na to - zaśmialiśmy się
-No to teraz tylko musimy wszystko ustalić. Obawiamy się, ze będziemy musieli czekać do przerwy, więc albo zima albo przyszłe lato...- westchnął Marco
-Ale czemu? My zaczęliśmy planować w czerwcu, a ślub wzięliśmy w Lipcu, wyrobicie się- stwierdził Mario


*2 godziny później Laura*
Postanowiłam wcześniej wyjść od przyjaciół, wymówiłam sie treningiem a tak naprawdę nie o to chodziło. Trochę źle się poczułam ale głównym powodem były urodziny Mario. Są jutro a ja nie bardzo mam pomysła na prezent. Wybrałam się do pobliskiego centrum, ale nie znalazlam nic nadzwyczajnego. Kupiłam mu jedynie perfumy i bryloczek do kluczy. Mario jest bardzo wybredny więc wolałam się dłuuugo zastanowić. Ale żeby nei było podejrzeń, że trening trwa 4 godziny, udałam sie prosto na stadion i na wielkie moje szczęście zdążyłam przed Mario, Marco i Luizą. Oni zjawili się po 10 minutach od mojego przyjścia. Razem z przyjaciółką udałyśmy się na trybuny i tam wytłumaczyłam jej dlaczego wyszłam. Ustaliłyśmy jeszcze jedną niespodziankę dla Mario. I w tym celu postanowiliśmy wykorzystać jego kolegów ze starego/nowego klubu.
Kiedy trening się skończył, niczym torpeda zbiegłam na murawę. Wykorzystując sytuację, że jurgen zawołał Mario (na nasze życzenia oczywiście)  postanowiłam zagadać do chłopaków:
-Nuri, Kevin, Marco, Kuba i Lewy c'mon.- wskazałam na nich
-Ty Goetze! Ja też chce!- wyszczerzył się Illy a za nim przybiegł Weidenfeller z Hummelsem
-Słuchajcie, jak pamiętacie albo i nie Mario ma jutro urodziny- zaczęłam
-Aaaaaaaaaaaaaaa!- załapali- I chcesz, zebyśmy ci pomogi. Jesteśmy do twojej dyspozycji- zaoferował Mats
-Ale nie wszyscy. Jutro podczas trenigu przyjdzie do mnie 5 z Was. Klopp już o wszystkim wie. Nie będę wybierała sami się dogadacie, ale jak się Mario dowie to normalnie po was- zaśmiałam się
-Nie no, spoko. Tylko na którą. Trening o 11- spytał Roman
-To na 11. Tylko pamiętać mi. A ja już spadam bo chyba Jurgenowi nie idzie zatrzymanie Mario.- powiedziałam i odeszłam

*Mario*
Po skończonym treningu Klopp zawołał mnie do siebie:
-Mario co to było??- wsazał na moje usta
-Tooo? Guma- powiedziałem obojętnie
-No właśnie. Tak tylko pytałem-odpowiedział a ja chciałem przejść- Ale gdzie ty idziesz?
-Retoyczne pytanie? Do szatni- powiedziałem
-Ty no niesamowity jest!- "zachwycił się"
-O co panu chodzi??- spytałem kiedy wziął w ręce skrzynkę bananów i rozwalił je na boisku
-No to za karę, pozbieraj te banany- zrobiłem minę jakbym rozmawiał z jakimś wypuszczonym z psychiatryka i poszedłem zbierać banany kiedy Klopp nie mógł ze śmiechu
Kiedy zebrałem te 5 kg bananów spowrotem do skrzynki podałem skrzynkę Jurgenowi:
-Błagam niech pan tego nie wywala- westchnąłem zdyszany
-No dobrze. A choć coś mi powiesz- zaczął a ja z myślami "już się boję" poszedłem za nim
-Patrz, widziesz to?- spojrzał z przymróżonymi oczyma w słońce a ja zrobiłem to samo
-Coo?- spytałem kiedy oberwałen piłką w głowę- Ał!
-Sory, po wiesz ... To słońce.. No i nie trafiłem w bramkę...- zaczął Weidenfeller
-Bo ty masz bronić a nie strzelać murzynie!- krzyknąłem na kolege - Stworzenie szatana!- westchnąłem cicho i poszedłem do Laury- Co wy tak tyle czasu gadaliście?- spytałem
-Przywitałam się  zchłoapkami- powiedziała
-Ale przecież juz się witaliście na początku treningu- westchnąłem ciezko nei rozumiejąc całej sytuacji...
-No ale... przecież.... nie można się kurde dwa zazy przeżegnać.. witać?- zasmiala się a za nia chłopaki
-Choć do domu. - zwróciłem sie do ukochanej- Ewidentnie, dziwny dzień...- pomyślałem

--------------------------------------------------
Taki tam lepszy xD I szczerze powiem, że jestem zadowolona  z niego. :D Dzięki za komentarze pod poprzednim i za wielkie wsparcie, jakie tymi komentarzami mi dajecie :)
Ten rozdział głównie zbudowany dla tych co ryją mi banie.

'Ostatnio nazwana 'stworzeniem szatana' czuję się cudownie w tym wcieleniu' :D

niedziela, 9 marca 2014

74- Fałszywi przyjaciele...

*Mario, 2miesiące później*
Obecnie miszkamy w Dortmundzie. Grałem jeszcze w bayernie tydzień temu. Ostatnio dałem sobie spokój. Czuję, ze nie jestem tam mile widziany. Ale może to tylko moje złudzenia. Chyba nawet wiem  czemu mogę miewać takie złudzenia.

"Kiedyś jak poszliśmy na trenig razem z Laurą, chłoapki zaczęli na nią podejrzliwie patrzeć. Wogóle zauważałem już to trochę częściej, to znaczy przed ślubem. I wtedy nie bardzo chciałem zabierać Laurę na trenigi, aby ktoś nie zwinął mi jej z przed nosa. Ona to zroumiała i nie chodziła ze mną na nie. Ale w ten pamiętny, ciepły pierwszy dzień września postanowiłem ,że skoro to moja żona, pójdziemy razem. Tak też zrobiliśmy. Nie chciałem mówić jej co ma robić, gdzie usiąść czy gdzie czekać albo z kim rozmawiać. Postanowiłem że przyjrze się sytuacji.
Udałem , że wogóle mnie to nie obchodzi i starałem się wykonywać swoje czynności, a więc skupiłem się na piłce.
Kiedy trening się skończył Robben i Riberie, a więc ci na których od samego początku krzywo patrzę, podeszli do Laury. Ja szedłem w stronę szatni, ale potem schowałem się za wejściem i z tego miejsca dokładnie obserwowałem całe zdarzenie.
Matoły zaczęły się popisywać i dziwnie zachowywać. Po minie mojej żony było widać, ze nie wie czego może się spodziewać z ich strony. Za chwile usłyszałem głośne śmiechy. Po czy, Robben powiedział coś w stylu: 'Zostawie Was samych'. Laura widząc podniecającą minę Riberiego podniosła się  z miejsca i chciała odejść jednak ten słuń jeden zatarasował jej drogę. Postanowiłem wyjść z kryjówki i podszedłem do towarzystwa. Riberie zobił dziwną zderoriętowną minę a pote chciał pocałować Laurę.:
-Co ty bydalku robisz z moja żoną!?- krzyknąłem w jego stronę
-Od kiedy to twoja żona!?- parsknał
-Od 3 miesięcy- wtrąciła Laura a nie zadowolony Riberie odszedł a za nim Robben, który na pomoc koledze schował się za krzesełkiem z trybun ._. "

Od wtedy zaczęli wygadywać na mój temat różne dziwne, a za razem ni prawdziwe rzeczy. Do tego stopnia, ze kiedyś przy całej drużynie kiedy wychodziliśmy razem z Mandzukiciem i Lahmem uśmeichając się do siebie, weszliśmy do sztni i przytuliliśmy się (jak to faceci) a oni przy całej druzynie nazwali nas gejami O.o Fałszywi przyaciele ._. Już chyba nawet na takie określenie nie zasługują!
Jak by mogło być inaczej jeżeli reszta nie uwierzyła by tym łajdakom!? Potem robili już coraz dziwniejsze rzeczy aż postanowiłem się wyprowadzić  i zerwałem kontrakt z Bayernem i obecnie jestem bezrobotnym mieszkańcem Mammingen - mojej rodzinnej miejscowości...

*Laura*
Bezsilna wróciłam do domu. Rekreacyjne granie z nowymi koleżankami z Dortmundu. Mario postanowił że rzuci Bayern i wróci do Borussi. Początkowo nie chciałam sie na to zgodzić. Ale chyba nie trudno było mi się dziwić? A było to tak:

"Mario wrócił do domu, jakoś nie zbyt skory do rozmów i jakiś taki nie bardzo zadowolony. Postanowiłam spytać o powody jego kiepskiego nastroju:
-Co jest Mario?- zapytałam
-Nic, weź mi daj spokój wogóle- oburzył się
Normalnie oberwałby, bo każdy kto przebywa w moim otoczeniu, wie, że nie toleruję a już napewno nie lubię takiego traktowania. Ale on za często tak się zachowywał, więc pozostało mi albo się wyprowadzić, albo wreszcie przyzwyczajić się do jego humorków. Dałam mu spokój i postanowiłam zająć się swoim zajęciem.
Następnego dnia, Mario przyszedł z treningu w supełnie odmienionym nastroju, niż w dniu poprzednim:
-Laura, jestem mega szczęśliwy!- uśmeichnął się, wogóle od niego dzisiaj biła jakaś taka łuna szczęścia, jak dawno nie było
-Co się takiego stało?- spytałam również uśmiechając się
Jednak moja radość nie mogła potrwać dłużej niż krótką chwilę i zaraz zmieniła się we wściekłość:
-Zerwałem kontrakt z Bayernem i wyprowadzamy się do Dortmundu-  zaśmiał się, jednak mi wcale nie było do śmiechu
-Że co!?- krzyknęłam wkurzona
-Jak to co? Nie cieszysz się??- spytał zdezoriętowany
-A może tak byś ze mną to ustalił? Jakie były tego powody? Z jakich przyczyn ty nagle wyskakujesz jak Filip z konopii z przeprowadzką!? Miałeś ochote mi wogóle o tym powiedzieć?!!- krzyczałam coraz bardziej wsciekła
Potem jednak Mario zechciał mnie wtajemniczyć w szczezgóły sprawy i okazało się, ze chłopacy naśmiewali się z niego upokażali, chcieli mu nawet zrobić 'kawał narkotykowy' i gdyby nie czujność Mario byłby już w więzieniu. Miarka się przebrała i dochodziło do rękoczynów. Aż wkońcu Mario wytłumaczył, że wyprowadzka była dla neigo jedynym wyjściem. I takim oto sposobem zgodziłam się wyjechać" .

Także od miesiąca mieszkamy z Mario w Dortmundzie. Mój mąż gra w Borussi, chociaż dosyć często przeżywa ciężkie chwile. Kibice są niezadowoleni, twierdzą, że dostał mozliwość grania i rozwoju w dobrym i stabilnym klubie Borussi Dortmund, a potem przeniósł się do Bayernu nic z tego nie ma i wraca z podkulonym ogonem do Kloppa. No cóż to zdanie tylko kibiców, osoby wtajemniczone znają szczegóły tejże sprawy.
Odnośnie dzisiejszego dnia, to zabawiłam u Reusów. Luiza i Marco mają swoją pociechę Lilianę, którą niedawno odwiedziłam. To małe słodkie dziecko, jest przecudowne wprost. Ciocia się zakochała *.* Mogłabym się tak z nią bawić cały czas i na okrągło...

-------------------------------------------
Ten rozdział opierał sie głównie na wspomnieniach, ale mam nadzieję, że nie wyszedł wcale aż tak źle? Coo?

czwartek, 6 marca 2014

73- 'Mam obsesję na punkcie moich włosów'

*Laura*
-Żono mojaaaa serce mojeee, nie ma takich jak my dwoje...!!! Bo ja kocham to co twoje! Do szleństwa do wieczora jeee jeee żono moja!!- obudziły mnie śpiewy
-Marioooo wyłącz to proszę!- powiedziałam błagalnie
-Nic z tego. Nie wyłączysz mojego szcześcia- uśmiechnął się
-To przynajmniej je przycisz- przewróciłam się na drugi bok i zakryłam glowę poduszką
-Jedyne na co mam ochotę to je podgłosić i niech cały świat wie jakim hjestesm szczęściarzem- powiedział
-Yhym, ale chyba dziura w niebie by się nie stała, gdybyś dał mi jeszcze chwilę pospać- westchnęłam
-I znowu zaczynasz. Wczoraj prawie na ślub zaspałaś a teraz jest  15, a ty sobie w najlepsze śpisz. Ja tam jestem już gotowy na poprawiny O 16!- podkreślił dwa ostatnie słowa
-Tak, Mario, jeżeli myślisz że znowu się nabiorę, to się pomyliłeś- zaśmiałam się i czując że już nic nie wskóram wstałam z łóżka i przeciągnęłam się
-No cóż, ale posiłek sam się nie uszykuje i...
-...i właśnie ty to zrobisz- uśmiechnęłam się
-Chyba się obrażę!- zrobił minę zbitego psiaka
-Do poprawin ma ci przejść- zaśmiałam się i zniknęłam w łazience.
Poprawiłam makijarz, a właściwie zaczęłam go prawie od początku i ułożyłam fryzurę. Nie chciałam męczyć fryzjerki z samego rana więc postanowiłam, ze jednak sama się pobawie z włosami. A mówiąc, że z samego rana... to jest 13 :D.
Kiedy już się ogarnęłam zeszłam na dół i zastałam Mario siedzącego przy blacie stołu i ciężko zadowolonego:
-Co to ma być? Gdzie moje śniadanie? Umieram. :(  Chyba z braku posiłku- cofnęłam się i położyłam na kanapie
-Zaardzo sztucznie to wyglądało żebym mógł ci uwierzyć- zaśmiał się
Po całym cyrku z 'umieraniem' postanowiliśmy wreszcie zabrać się za konkretną czynność. A mianowicie szybkowanie jedzenia. Mijały minuty i dochodziła juz 13.30 a my w nalepsze obsypywaliśmy się mąką od ciasta naleśnikowego. Wreszcie ktoś mądry, czyli ja (xd) musiał zaprowadzić porządek. Prawdę mówiąc mamy już tylko 1,5 godziny. Wiadomo musimy być conajmniej pół godziny przed gośćmi.
Kiedy już uporalismy się ze śniadaniem, poczęliśmy się ubierać. Znowu zajęłam łazniekę na górze, i zrobiłam makijarz taki jak miał juz zostać na samą uoczystość. Czas upływał w oka mgnieniu. Zostało 30 minut, więc postanowiłam założyć sukienkę i szpilki. Pozostało mi juz tylko czekać na Mario.

*Mario*
Zająłem łazienkę na dole. Dokładnie się ogarnąłem, czyli w szczególności umyłem włosy. Niektórzy ludzie uważają że mam obsesję na punkcie moich włosów i... w 100% się z nimi zgadzam ;D.
Kiedy umyłem włosy, i wysuszyłem je zacząłem się rozczulać i je układać. Niesamowite, że zajęło mi to TYLKO 20  minut! Teraz pozostało mi się tylko ubrać. Założyłem czerwoną koszulę, jak mi nakzała moja żona. Oczywiście nie wiem jak ona będzie wyglądać, bo to ma być niespodzianka, ale powiedziała mi jedynie , ze mógłbym zaopatrzyć się w czerwoną koszulę. Tak też zobiłem. Założyłem ją i jeszcze tylko drobne szlify, perfumy, buty i chyba będę już w miarę gotowy.
Kontem oka zajrzałem na zegarek w telefonie, który wskazywał godzinę ... 15!!! A więc zwrot o 180stopni i zapierniczam:
-Mario!!- usłyszałem wołanie z dołu
-Idę już! Moment.- odpowiedziałam
-Rusz się, bo jest 15 no! Zawsze to ja sie godzinami szykowałam a teraz ty przysnąłeś- Laura pokręciła głową i zeszła spowrotem na dół
Zawiązałem buty i wreszcie mogliśmy jechać pod lokal. Wzieliśy naszą kiję i czym prędzej udaliśmy się na wyznaczone nam miejsce. Na nasze szczęście zdązyliśmy. Nie było jeszcze gości, ale po jakiś 15 minutach wszyscy po woli się zjeżdżali. Przez pierwsze 30 minut staliśmy razzem w drzwiach witając i zapraszając na dalszy ciąg zabawy naszych gości. Potem już rozpoczęły się tańce.

*Laura*
-Luizaa! No hej kochana!- przywitałam przyjaciółkę
-Hej- powiedziała z grymasem na twarzy
-I co lepiej sie czujesz?- spytałam
-Wiesz co, jak ci dzwoniłam to byłam pewna że nie pójdziemy. Ale nie chciałam robić tej przykrości Wam i Marco, a potem poczułam się lepiej, a teraz już nie jest tak wspaniale- zasmuciła się
-Choć wyjdźmy na zewnątrz- zaproponowałam- A może to przez ciążę?- spytałam kiedy usiadłyśmy na jednej z ławeczek
-Nie wiem. Nie byłam ostatnio na kontroli i wogóle jakoś tak wyszło...- przyznała
-6 miesiąc?- spytałam- I przez całą ciąże nie byłaś ani razu?- byłam zakoczona tak nieodpowiedzialnym zachowaniem mojej przyjaciółki
-Szósty. Wiem, że źle zrobiłam. Ale razem z Marco stwierdziliśmy, że płeć dziecka ma być niespodzianką, a potem zapomnieliśmy że powinnam chodzić na wizyty...-opuściła głowę
-Jutro jak tylko się wyśpisz idziesz do lekarza. Luiz, teraz nie wiesz czy jest coś co przez okres ciąży robiłaś źle. Miejmy nadzieję, że dziecko jest zdrowe, oczywiście ja przyjmuję tylko optymistyczną wersję ;)- uśmiechnęłam się. Potem wróciłyśmy bawić się

------------------------------------------
Zdecydowanie bardziej jestem zadowolona z tego rozdziału. Może dla tego, że nie piszę go na pół żywa. ;) Wreszcie tak jakoś w miarę się wyspałam i jako tako żyję. :)

wtorek, 4 marca 2014

72- '... i że Cię nie opuszczę, aż do śmierci...' ~ ślub

*Mario*
-Ej patrz, twoja narzeczona jedzie!- szturchnął mnie Marco
-O już ? Ej dobrze wyglądam? W porządku jest ? -denerwowałem się.-Bez nerwów Mario. Spokojnie- poklepał mnie po plecach Martin
-Okey.
Wysiadły. Najpierw Luiza, potem Suzan , dalej Sara u na końcu Laura ;o Wyglądała pięknie, normalnie zgon. Taka śliczna, wspaniała... Podeszła do mnie i pocałowała mnie w polik. Dopiero się ocknąłem tak naprawdę co się dzieje:
-Pięknie wyglądasz- powiedziałem nadal zachipnotyzowany
-Dziękuję- szepnęła po czym wręczyłem jej bukiet kwiatów. A ona przypięła mi identycznego kwiata na garniturze, na wysokości prawej piersi. Świadkowie zajęli się organizacją kwiatów i muszę przyznać, że wybrali cudownie.
Cały czas moją głowę zaprzątały jakieś myśli . Choć starałem się, za nic w świecie nie mogłem się skupić. Pierwszy raz  przeżywałem tak ogromny stres. W pewnej chwili Marco mnie szturchnął:
-Przestań się denerwować. Za pięc minut wchodzimy- powiedział
Powitaliśmy się jeszcze z  rodzicami po czym wszyscy weszli, zostawiając naszą czwórkę na dworze:
-Nie denerwuj się brat- puścił mi oczko Felix
-Aż tak widać?- westchnąłem
-Jest super. Dasz radę - uśmiechnął się 
Po czym zniknął w tłumie gości wchodzących do kościoła...
*Laura*
I ten moment kiedy wiem, że wchodze do kościoła jako Laura Laskowska,  a wyjdę z niego już jako Laura Goetze ^^. Jejka cudnie to brzmi :* Troszkę stresu.. Niee, teraz to już troszkę więcej :/ . Ale jak mnie przekonują nasi świadkowie: Będzie dobrze:
-To jak gotowa?- uśmiechnął się Mario
-Myślę, że tak- pokiwałam głową
-Myślisz, czy jesteś pewna?- podał mi rękę
-Idziemy- powiedziałam z uśmeichem i ruszyliśmyy w stronę kościoła
*... że Cię nie opuszczę, aż do śmierci...*
Wypowiedział te słowa Mario, a wcześniej ja sama. Teraz nastapiło włożenie obrączek:
-Mario, przyjmij tę obrączkę, na znak mojej miłości i wierności...- włozyłam mu obrączkę na palec a on się uśmiechnął
Za chwile zrobił to samo mi. :
-Jesteście mężem i żoną! Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez Was zawarte ja posługą kościoła błogowsławię i uświęcam. Możecie przekazać sobie pierwszy małżeński pocałunek- zakończył kapłan a my, noworzeńscy pocałowaliśmy się
Cudowna chwila, a do tego ta wzruszająca, że aż łezka kręci się w oku. I cały czas walczę, żeby ona tam została i nie spłyneła po mojej twarzy. Poprostu cudowne przeżycie!
Ślub skończył się po nie całej godzinie. Oczywiście przy wyjściu z koscioła zostaliśmy obsypani ryżem i drobnymi. Teraz razem z Mario siedzimy w samochodzie, trzymając sie za ręce na których widnieją obrączki. Moja to ta z kryształkiem a mojego męża, oczywiście bez. :
-Jak się czujesz ?- pocałował mnie Mario
-W roli twojej żony? Wspaniale!- oddałam pocałunek a kierowca i świadkowie zrywali z nas boki
-To się cieszę i powiem Ci... fajnie jest być twoim mężem- zaśmiał się
Po nie całych 20 minutach doejchaliśmy w wyznaczone miejsce- czyli pod lokal. Tutaj miała się odbyć druga część dzisijeszych wydarzeń , niektórzy mogą uznać, ze ta ciekawsza.
*Mario*
Kiedy ślub się zaczął przestalem się denerwować, Teraz jest już po nim i nie denerwuję się nadal. Właśnie zostaliśmy przywitani chlebem. Postanowiliśmy zaczerpnąc zwyczajów polskich. Żeby ten ślub był polsko-niemiecki czyli taki idealny.
Właśnie przyjęliśmy życznia i oczywiście prezenty od gości  i zaczął się obiad a po nim nastąpił pierwszy taniec, a więc taniec pary młodej.
Wyszliśmy z Laurą na środek sali, zachęceni gromkimi brawami i zaczęliśmy tańczyć do bardzo wolnej, przemyśleniowej piosence:
-Wiesz co bałam się- szepnęła Laura
-Czego?- spytałem patrząc jej prosto w oczy
-Że to się nie uda. Miałam wątpliwości...- przerwała
-Że Cię nie kocham?- spytałem i wpiłem się w jej słodkie usta- Nadal masz?
-Nie- uśmiechnęla się
Kiedy nasz taniec się skończył zostaliśmy z Laurą rozchwytywani. Tańczyłem z wszystkimi kobietami z rodziny, Laura natomiast zajęła facetów.
Zbliżała się 24. Zaraz oczepiny. Będzie się działo... Kiedy nasi świadkowie uporali się z moim krawatem i welonem mojej żony, orkiestra poprosiła najpierw wszystkie nie zamęrzne kobiety. Laura stała w śroku a dziewczyny na około. Okazało się że welon złapała Suzan. Dalej taka sama akcja tylko my faceci. Krawat złapał Martin. Nowa para młoda miała teraz za zadanie zatańczyć. Martin jako że był już troche upity zaczął wydurniać się. Wydawałoby się że Suz czasem nie wiedziała co się dzieje.:
-Densimy murzyny szalalalala!!- krzyczał Martin .
Wszyscy wstali od stołów i na polecenie nowego pana młodego "Słunie stare kunie rumuny bawoły żydy murzyny 'densiły' "
Dochodzi już 3 nad ranem a goście nadal cudnie się bawią i ani myślą przestawać. Orkiestra właśnie ogłosiła jutrzejsze poprawiny o 16, i jeszcze będzie trzeeba się wyspać..


-----------------------------
Sory przepraszam za to powyższe. Straszny nawał nauki, przed chwilką wróciłam z dyskoteki szkolnej i nie daje oznak życia. Zastanawiałam się czy wstawić to dzisiaj bo nie wyszło jak bym chciała. Ale dodaje.
Od razu zapowiadam że nie mam pojęcia kiedy ukarze się następny rozdział bo nauki coraz więcej że aż nie chce się żyć... CHCE WAKACJEEE !!^^

piątek, 28 lutego 2014

71- 'Jak jesteś głodna to robisz się niebezpieczna'

*Dzień ślubu- Mario*
Właśnie się obudziłem i spojrzałem na telefon. OMG!!!!!!!!! Już 11 , 20 LIPCA!!! Dzisiaj jest nasz ślub. Tak ten dzień na który tyle czekałem:
-Lauraaaa-pocałowałem moją śpiącą prawie żonę w ramię
-Mario chcę spaćććć- wymruczała
-W dzień naszego ślubu będziesz spać?- zdziwiłem się- Jest 13..00
-O fuck!- zerwała się- Już powinnam być gotowa. Zaraz fryzjerka- biegala jak oszalała po domu
-To teraz idź zrób nam śniadanie, bo jest 11.00- rozłożyłem się na całym łóżku i śmiałem się z miny Laury
-Mario... Mario. Mario!!!!- rzuciła się na mnie
-Cooo?- pocałowałem ją- Jak jesteś głodna to robisz się niebezpieczna. Idź może zrób to śniadanie- zaśmiałem się
-To dla odmiany ty sie przestaniesz opierniczać , i ty dzisiaj  uszykujesz śniadanie- pocałowała mnie i otworzyła szafę
-Chciałabym się przebrać- zakomunikowała
-Mi to nie przeszkadza- powiedziałem patrząc się w nią, a za chwile zajerestrowałem że stoję za drzwiami
Chcąc nie chcąc poszedłem zrobić to śnaidanie, jakieś szybkie kanapki i do tego herbata. Kiedy Laura zeszła zaczęliśmy konsumować. Potem zadzwonił dzwonek. Przyszła Sara. Miała duuużą walizkę. Laura chyba zaproponowała jej że tutaj się przebiorą. Dochodziła już 13, kiedy po mnie przyjechał Marco i zaczęliśmy przygotowania do wielkiego dnia.
Kiedy dojechałem do Reusa dostałem nie oczekiwany telefon:
-Dzień dobry. Przepraszam że tak późno, ale nie damy rady wypożyczyć państwu tego samochodu- zakomunikowała pani z salonu, w którym zamówilismy specjalny samochód
-Ale jak to? Przeciez nic pani wcześniej nie mówiła.- starałem się opanować
-No tak ale... Mamy tak dużo zamówień, że nie damy rady..Przykro mi-  tłumaczył się
-Chce mi pani uśmiadomić, że nia dacie rady wykonać akurat naszego zamówienia?!- jej tłumaczenia były kompletnie bez sensu
-Przykro mi-
-Do widzenia- rozłączyłem się nie mając sił już jej wysłuchwiać
Teraz miałem mętlik w głowie. Tu zostały w prawdzie jeszcze 4 godziny, ale po pierwsze przed kościołem muszę być wcześniej. A samochód musi być wcześniej no!:
-Co jest? - nagle zjawił się Marco
-Samochodu nie ma!- wkurzyłem się
-Co? Ale jak? Poczekaj, zaraz załatwię. A ty się ubieraj- powiedział i mnie zostawił
*Marco*
Jak ta pani miała czelność tak właśnie postąpić? Wystawiła mojego przyjaciela do wiatru i to w dzień ślubu... To przekraczało moje pojmowanie wszystkiwgo! Ale nic, jestem przyjacielem i za razem świadkiem, więc muszę działać. Nie zostało nam już dużo czasu. Zaraz będziemy jedli a potem bierzemy się ostro za przygotowania. Są trzy osoby i wszytskie musza być gotowe, a do tego jeszcze kamerzysta, który będzie wszystko nagrywał, aby potem stworzyć pamiątkowy film.
Nie czekając już ani chwili dłuzej wziąłem laptopa i wyszukałem jakieś instytucje, które zajmują się wyporzyczaniem aut na wesela. Znalazłem kilka na naszym trenie, i postanowiłem zadzwonić do jedengo z tych miejsc. Okazało się, że niestety nie dadzą rady na tą godzinę. Byłem załamany, bo kiedy zadzwoniłem do drugiej instytujci też pwiedzieli mi to samo. Teraz postanowiłem zastosowac taktykę i wziąc ich na litość.
-...
-Ale niech pan mnie zrozumie! Mieliśmy chwile temu telefon, że nei uszykuja nam samochodu, kiedy jeszcze wczoraj nie mieli ku temu żadnych zastrzeżeń. Kolega jest zdenerwowany, nie wie co robić, a do ślubu już nie wiele!- próbowałem przekonać go ze wszystkich sił
-No dobrze. O której godzinie jest ten ślub?- spytał, wyraźnie nie zadowolony
-Za...- spojrzałem na zearek- 3 godziny
-Niech panu będzie. Ubierzemy ten samochód jednak nie wiem na ile starczy nam materiału...- westchnął
-Dziękuję panu bardzo! Ratuje pan mnie i ślub mojego przyjaciela.- uśmiechnąłem się do telefonu
-Za 2 godziny samochód będzie do odbioru, teraz już pana żegnam, żebysmy się wyrobili- powiedział
-Dobrze, do zobaczenia
Rozpromieniony cudowna wiadomością, wszedłem do pokoju w którym właśnie Luiza stawiała obiad. Oznajmiła, ze służba przywiozła go już 10 minut temu i że chyba będę zmuszony zjeść chłodny obiad. Ale moje radość dalej nie opadała. Kiedy przyszedł Mario wszystko mu powiedziałam i bardzo się ucieszył, padliśmy sobie w ramiona, po czym skończyliśmy jeść posiłek. Już tylko półtorej godziny zostało nam do ślubu. Miałem nadzieję, że wyrobimy się ze wszystkim...
*Laura*
Razem z moją świadkową  byłyśmy już ubrane. Jeszcze nie w suknie, ale w miare ogarnęlysmy się. Wykąpana, wysuszyłam włosy i oczekiwałam na fryzjerkę, która miała się zjawić razem z makijarzystką. Najpierw fryzura potem makijarz. Taki był plan. Następnie kamerzysta.
Właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Fryzjerka dość szybko uporała się z moimi włosami, a w między czasie w naszym mieszkaniu zjawiła się makijażystka.
Szzczerze, nie miałam pomysłu na fryzurę. To właśnie fryzjerka przyniosła ze sobą wiele wzrorów, które pasowały by do moich włosów. Zdecydowałam się na ten. Nie chciałam mieć na głowie 'gniazda' . Moja świdkowa równiż poddała się esperymentom fryzjerki. Jej fryzura wyglądała tak. Dalej makijarz. Ja miałam dość delikatny. A Sara taki idealnie pasował do jej sukni. Kiedy ja już się ogarnęłam także założyłam swoją suknię. Wtedy znów zadzwonił dzwonek do drzwi i kamerzysta zaczął nagrywać ostatnie szlify w naszym wykonaniu. Po chwili odszedł. Miałyśmy jeszcze pół godziny. Usiadłam przed lusterkiem i przyglądałam się sobie:
-Gotowa?- zapytała Sara
-Nie wiem. A co jeśli on mnie nie kocha?- spytałam
-Laura! Przestan tak myśleć. Teraz masz wątpliwości? -zdzwiła się
-Nie wiem. Jakoś tak mi się pomyślało...- zamyśliłam się
-To ja mam dwie rady. A właściwie to trzy- powiedziała po chwili
-Hmm?- spytałam
-Jeden. Nie myśl, najlepiej teraz wgóle. Dwa. Nie warz mi się płakać. Trzy. Wychodzimy bo samochód jest- powiedziała na co ja się zamiałam
-Choć tu kochana moja ty- przytuliłam moją przyjaciółkę
Szłyśmy w kierunku samochodu. Zauważyłyśmy ze wysiadają z neigo dwie dziewczyny. To była Suzan i Luiza! ;o Ale się ucieszyłam <3
-Jaka piękna ! Oh!- zachwyciłam sie szczególnie suknią Luizy, witając się z nią
-Nie, to ty jesteś śliczna. Wogóle ta suknia to strzał w dziesiątkę, albo nawet dwudziestkę!- uznała
-Suzan! Cudowna!- przytuliłam się. Ona miała na sobie takie cudo. Pięknie podkreślała jej urodę, zauważając jej piękne włosy.
-Ej a pokarz buty. To mnie zawsze najbardziej interesi- zacieszyła Luiza a ja pokazałam jej szpilki- Jejka, normalnie księżniczka! - zachwyciła się
-Już nie mogę na minę Mario jak ja zobaczy-  zaśmiała się Suzan
Następnie wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmu pod kościół gdzie miała się odbyć całą ceremonia
-------------------------------
Jeszcze chwila jeszcze moment i... ŚLUB  !!!!!!!!!! *,* :D
Wreszcie weekend. W pewnym momencie nie dawałam rady :/ Jutro raczey też się nie wyśpię... :/ no cóż

środa, 26 lutego 2014

70- Drużyna actimela ;D

*Laura  1 miesiąc później*
Zaproszenia powysyłane już dawno, i wszystkie zostały potwierdzone. Dzisiaj jedziemy do Dortmundu po naszych przyjaciół, a więc ja po Luizę i Suzan, po drodze zabieram jeszcze Sarę. Mario bierze ze soba Mandzukicia, Lahma i Marco. Martin (chłopak Suzan) niestety nie moze dzisiaj być z nami. Dojechaliśmy już do Dortmundu, razem z dziewczynami wsiadłyśmy w naszą Kiję. A chłopaki pojechali samochodem Reusa. :
-Ej paczcie ja znam taki sklep, tam są super suknie. Patrz tam zarogiem w prawo i potem prosto, widzisz?- nakręciła się Luiza
-Ej tu jest jeszcze taki duży inny. Tam mają takie jak chciałaś! Z drugiej strony miasta-  zachęcała Sara
-Nieee, weźmy tam gdzie szyją suknie. Wybierzesz i będzie idealna!- wyrąciła Suzan
-Dziewczyny!- krzyknęłam śmiejac się
-Coo?- spytały i popatrzły na mnie zdezoriętowane
-Pojedziemy wszędzie. -zaśmiałam się
Podjechałyśmy pod jeden ze sklepów. To był ten który proponowała Suzan. Niestety zadna kreakcja mi się nie podobała a sama nie umiem wymyślać wzorów do szycia. Muszę do widzieć przed sobą.
Następnie swoje kroki skierowałyśmy do sklepu poleconego mi prze Luizę. Moją uwagę przykuła jedna suknia, skromna a prześliczna *.* Nie chciałam jednak szybko podjąc decyzji. :
-A wy w co się ubieracie?- spytałam nagle
-Najpierw ty, to twój dzień. My na koniec- odpowiedziała Sara
-Szukajcie sobie ja wam pomoge jak coś- uśmeichnęłam się.
-To patrz, bo ja coś znalazłam- zaciagnęła mnie Suzan
-No to idziemy- dałam znak i szyłyśmy w stronę sukni, którą wstazała Suz
-To ona. Ładna coo?- uśmiechnęła się pod nosem
-Przymierzaj- powiedziałam
-Okey- poprosiła sprzedawczynię a ta podała jej suknie.
My czakałysmy aż ją ubierze. Kiedy ją założyła wyglądała podrostu bajecznie. Jak jakaś księżniczka.:
-I jak się czujesz?- spytała Sara
-Wiecie co? Jest okey, tylko jak by była większa... Nic by się chyba nie stało...- marudziła
-Przepraszam, czy jest większy rozmiar tej sukni?- spytałam sprzedawczynię
-Niestety. To był największy. Nie pasuje?- pokręciła głową
-Jest super, ale do wesela jeszcze cały miesiąc, a jest akurat. Przytyję, albo zjem coś na weselu i nie będzie pasowała, troszkę mało luzu mam- stwierdziła Suzan
-Wielka szkoda, bo naprawde bajecznie pani w niej wygląda- usmiechnęła się i odeszła
-Kurczeeeee szkoda- przecągnęła
-Głowa do góry i szukamy dalej- podniosłam ja na duchu
Za chwilę dołaczyłyśmy do dziewczyn i szukałymy dalej.

*Mario*
-Ej patrz jaki garniak- zaśmiałem się
-Ty, Lahm, patrz jak idealnie by leżał- podchwycili chłopacy
-Przymierzaj- rzucił Mandzu
-Hahahah, nie- powiedziałem poważnie
Kurdeee do ślubu voraz bliżej a my szukamy i szukamy, a najgorszy jest fakt, że nic nei mozemy znaleźć... Ciekawe jak idzie Laurze i dziewczynom. Sądząc po tym , ze to baby pewnie jeszcze gorzej niż nam....

*2tygodnie później- tydzień do ślubu- Laura*
Denerwuję się troszkuuu...Tak  się zastanawiam, czy wszystko już jest? Czy przypadkiem o czymś nie zapomnielismy.... Dzisiaj jedziemy zawieźć nasz projekt sali do lokalu, potem do kościoła i trzeba się dogadać z zamówioną ekipą. Tak strasznie się denerwuje. Niby 3 miesiące wcześniej zaczęliśmy planować, 2 działać, a ciągle mam wrażenie, ze czegoś nie ma. Nasz plan sali już w pełni gotowy, za chwilę przekarzemy go drektorce lokalu. Właśnie tam jedziemy. :
-Dzień dobry- przywitała się podając nam rękę
-Witamy. Mamy projekt sali na ślub za tydzień- uśmiechnął się Mario
Podał projekt. Tak jak mi się podobało. Duża przestrzeń do tańca i takie pięknie ustrojone kolumny prowadzące do stołów.
-Da się wykonać, czy zbyt trudne przedsięwzięcie?- zapytałam
-Co tam za trudne. To ma być super wesele. Zrobimy wszysko co się da, żeby tak było- uśmiechnęła się miło
Teraz pozostało nam tylko czekac, do tego cudownego dnia. Tego na który czekałam tak długo, to i ten tydzień wytrzymam. Wszystko co możliwe już umówione. Suknia kupiona (ale nie zdradzę jeszcze jej wyglądu :) ) Makijarzystka zamówiona i fryzjerka też. Mamy z Mario taki plan, że nie będziemy o sobie nic wiedzieli. On nie wie jak ja będę wyglądać, ja nie wiem jak on. Ma to byc taka niespodzianka kiedy zobaczymy się przed kościołem. Więc umówiliśmy się, że ja zostanę u siebie i dołączy do mnie moja świadkowa, a Marco zaproponował , żeby Mario przebrał się u niego (znaczy w hotelu, w w któeym wynajęli z luizą pokój).
A dzisiaj jeszcze jeden bardzo trudny wybór stoi przed nami obydwoma. A mianowicie... wybór świadka i świadkowej ślubu. Ja wybieram spośród trzech, Mario natomiast z pośród czterech... To bedzie trudny wybór.
Kiedy już wszyscy dojechali zaczęliśmy losowanie. Napisaliśmy obaj kartkę. Mario: 'Ciebie wybieram na świadka' Ja: 'Ciebie wybieram na świadkową' , ponadto do pudełeczka ja włożyłam 2 puste kartki, a Mario 3. :
-Więc losujcie.- przeszłam z pudełkiem i w obecności mojego narzeczonego i jego kolegów , każda z dziewczyn wylosowała kartkę:
-JEST ZOSTAŁAM ŚWIADKOWĄ!!!!!!!!!!!!- zapiszczała Sara- Tak się cieszę!!- przytuliłyśmy się
-Dziewczyny, nie będziecie złe?- spytałam patrząc na nie błagalnym wzrokiem
-A niby za co? Wręcz przeciwnie. Będziemy ci pomagać- uśmiechnęła się Luiza
-Ja również. To twój dzień, będzie piękny i wszyscy będą szczęśliwi- uśmiechnęła się Suzan
-To teraz my- Mario przeszedł ze swoim pudełkiem
-Miło mi Marco jestem, zostałem nominowany jako twój świadek- zacieszył Reus
-Czyli mamy drużynę actimela. Teraz czekamy na misję- uśmiechnęłam się

----------------------------------
W nastepnym opiszę przygotowania do ślubbbbbu *.* Ze ślubem was trochę przytrzymam; kto wytrwa zobaczy co wykombinuję :) Ale to nie będzie koniec ;) Jeszcze kilka rozdziałów, bo przewiduję nieplanowaną akcję pod koniec. Poczekajcie a zobaczycie ;))) I ten tegooo... JARAM SIĘ NA MAXA !!! WCZORAJ BVB 4:2 . I jeszcze takie tam niespodzianki w sgl haha :* pozdroo

poniedziałek, 24 lutego 2014

69- Akcja: "Połączyć zerwane więzy"

*Mario*
-Witaj Mamo- padliśmy sobie w objęcia
-Oh, Mario!!!- zawołała- Jak.. wydoroślałeś. O mój Boze Felix!- krzyknęła po czym przytulił mojego brata a ja usmiechnąłem się do mojej narzeczonej
-Mamo! Jak ja cię dawno nie widziałem!- przytulili się
-A to moja przyszła synowa?- zwróciła się do mnie
-Tak to Laura, moja przyszła żona- uśmiechnąłem się
-Oj, synku.Gust masz wspaniały. Witam cię drogie dziecko. - przytuliła Laurę
-Miło panią poznać- szczerze się uśmiechnęła
-Mów mi mamo. W sumie nie wiele nas dzieli, aż wstapisz do naszej rodziny- powiedziała serdecznie
Zaraz zaprosiliśmy ją do stołu i podaliśmy jedzenie:
-Jejka, to jest pyszne. Sama robiłaś?- zwróciła się do Laury
-Wszyscy się zaangażowali- powiedziała
-No ale przepis był Twój- wtrącił Felix
-To prawda- stwierdziła
*Laura*
Mama Mario to bardzo miła i serdeczna osoba. Widać. Chłopacy bardzo za nią tęsknili. Kiedy pani Ella, znaczy mama jadła, my postanowiliśmy trochę zgłodnieć. Akcja połączyć zerwane więzy dopiero się rozkręcała. Właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi:
-Ale ja nadal nie rozumim, po co te kwiaty?- powiedział pan Jurgen
-Niech pan je da tamtej kobiecie, co siedzi przy stole- uśmiechnęłam się
Mario, Felix, Fabian i ja wycofaliśmy się. Chwyciłam za pilota i włączyłam romantyczną muzykę i zgaciłam światło. Paliły się tylko świece, które wcześniej ułożyliśmy na stole. Stojąc za ścianą przysłuchiwaliśmy się rozmową:
-Ella! Tak bardzo zza tobą tęskniłem- powiedział tata Mario po czym dał swojej żonie kwiaty
-Mario! Mario! Psst!- dźgnęłam go brzuch
-Ał! Co?- powiedział również szeptem
-Teraz!- powiedziałam a on poszedł
Nalał rodzicom do szklanek szampana , po czm podał każdem z nich, i wrócił do nas:
-Bjuryfo!- usmiechnęłam się a on mnie pocałował
-Ja też teskniłam. Bałam się że ta rozłąka nigdy już mnie do ciebie nie zbliży.- zmartwiła się pani Ella
-A chciałabyś żeby zbliżyła?- spytał kusząco pan Jurgen
-Oczywiście! Te 5 lat małżeństwa było cudowne.- marzyła pani Goetze
Potem wstali i przytulili się. A dalej, jak młodzi zakochani, niepewnie pocałowali się. Wtedy my wyszliśmy zza ściany i zaczęliśmy głosno klaskać:
-Brawo! Udało się!- krzyknął Felix- Upss....- powiedział kiedy go kopnęlismy, a następnie uśmiechnęliśmy się w stronę rodziców
-Czyli to było ustawione?- zdziwiła się mama Mario
-Prawie. My ustwiliśmy a wy mieliści nic nie wiedziec...-sprostowałam
-No to wam się udało!- ucieszył się pan Goetze po czym pocałował swoją żonę
-Piękne zakończenie.- skomentował Fabian- Możemy już jesć?- chyba ważniejsze dla niego było  to drugie zdanie xd
Spojrzeliśmy na niego a potem wybuchnęliśmy śmiechem. Wreszcie wszscy razem zasiedliśmy do stołu. I zaczęliśmy rozmawiać na temat, który miał przewodzić w dniu dzisiejszym:
-To jak z tym ślubem?- spytał Mario
-Wiesz, my tu jesteśmy od zaakceptowania waszej decyzji- odpowiedziała pani Goetze
-Ale decyzję mieliśmy podjąć razem- powiedziałam
-To wasz dzień, niech bedzie taki, jak go sobie wymarzyliście. My możemy pomóc z datą ślubu- dopowiedział pan Jurgen
-A jeśli chodzi o datę, zawsze chciałam mieć ślub latem. Wtedy jest zwykle ciepło i nie ma problemu z ubiorem. Tak chyba będzie dobrze- stwierdziłam- Co myślicie?
-Ja sie pod tym podpisuje- uśmiechnęła się pani Ella
-Nie no, ślub musi być latem, mamy przerwę w trenowaniu, taką dłuższą, i wszystko spokojnie się zorganizuje- potwierdził Mario
-No to co powiecie na lipiec?- zapytał Felix
-Oks, niech jest- przytaknęłam mu
-Ej ale damy radę? Jest maj. Mamy 2 miesiące!- przejęłam się
-My wam pomożemy, załatwcie lokal a my pomożemy z resztą. Jak bedzie sala to możemy działać- zaoferował Fabian
-Dzięki kochani jesteście. To my poszukamy czegoś na mieście- powiedziałam
-Ale chwila. Jesteś Polką. Nie wolisz mieć ślubu w Polsce?- zatrzymał nas Felix
-Ej, właśnie. Zapomniałem spytać- wtrącił Mario
-Nie, weźmy ślub tu. - uśmiechnęłam się i pojechaliśmy
*następny dzień- Mario*
Cieszę się że udało się nam 'sparować' rodziców i znowu jesteśmy jedną rodzina w komplecie. Jestem zadowolony, że tak bardzo  angażują się w nasz ślub i chcą nam pomóc. Jesteśmy im za to nie zmiernie wdzięczni.
Teraz jedziemy sobie miastem w wyznaczone miejsca. Wcześniej wyszukaliśmy w internecie najlepsze lokale a teraz musimy ocenić warunki, ewentualnie zamówić miejsca, które wczoraj razem z rodzicami i braćmi policzyliśmy. Właśnie dojeżdżamy do jednego z miejsc. Tak wyglądał z zewnątrz. Pięknie, kiedy będzie gorąco goście będą mogli siedzieć na dworze. Teraz oglądaniemy wnętrze, chyba będziemy mieli faworyta, i mi i Laurze bardzo się to miejsce spodobało. Obecnie wnętrze wygladało tak. Jednak drektor tego miejsca, powiedziała nam, że możemy zaplanować ustrój, a oni wykonają go zgodnie z naszymi zachciankami.
Pani z lokalu zostawiła nas samych dała nam się chwilę naradzić:
-I co myślisz?- spytałem
-Jej, jest piękne. Jak dla mnie idealnie- usmiechnęła sie
-Zamawiamy?-
-Tak, nie ma sensu szukać dalej- posłała mi ciepły usmiech a po chwili zawołaliśmy drektorkę
Wybraliśmy jedzienie, podalismy ilczbę gości, a godzinę ustalimy telefonicznie, bo musimy jeszcze umówić się w kościele. Po załątwieniu lokalu pojechaliśmy na plebanie w jednym z Monachijskich kościołów. Tam także bez problemu załatwiliśmy wszystko.
Potem wróciliśmy do domu zadzwoniłem do pani z lokalu ustalić godzinę:
-Wiec to będzie 20 lipca, o 18 tak? - spytała
-Tak, msza o 16 więc powinniśmy na 18 być- wytłumaczyłem
-Tez tak sadzę. A więc widzimy się na weselu?-
-Chyba tak. A zaliczkę weźmie pani czy po weselu będziemy płacic?- spytałem
-Rozliczymy się po weselu, muszę już kończyć, przyszli kijencji. Wiec do zobaczenia- pożegnała mnie
-Dowidzenia- rozłaczyłem się
-------------------------------
parararara ;3 Proszę, dla was :*

sobota, 22 lutego 2014

68- 'Głąbie to ma byc niespodzianka...'

*Mario*
Strasznie mi z tym źle, że znowu tak podle zachowałem się wobec Laury. Tu planujemy slub a ja takie numery odwalam. Poprostu żal mi samego siebie. Ona gdzieś pojechała, razem z bratem... którego tez obraziłem. Obaj są bardzo wrażliwi, więc będzie mi bardzo cieżko. Ale spróbuję przeprosić obie osoby.:
-Patrz, czy to jest pani Ella? - nagle w pokoju obok mnie pojawiła się Laura
-Co, mama!? Jak się zmieniła... O Boże MAMA!!!- biegał po domu i krzyczał
-Napisz do niej- uśmiechnęła mnie
-Poczekaj, ja cię obrażam a ty mi pomagasz... Przepraszam Laura, jestem ostatnio strasznie zmęczony i do tego ta napięta sytuacja...- tłumaczyłem się
-Mario, jeżeli tak to będzie , to ślub nam jest zupełnie nie potrzebny. Bo po co nam ślub, skoro nie umiemy ze sobą rozmawiać?- zamysliła się
-Przepraszam, Laura uwierz mi, to przez te nerwy i nastawienie. Nie potrafie normalnie porozmawiać z ojcem. Poprstu czułem do nieo niechęć. A jak ktoś mi wchodzi w drogę, to jestem przewaznie zły na cały swiat. Laura nie rezygnujmy ze ślubu. Nadal chcę abyś była moją żoną i to jak najprędzej. Przepraszam- przytuliłem się do niej
-Dobra, przeprosiny przyjete. A teraz napisz do mamy! I to już- dżgnęła mnie w brzuch
-Ookey, już piszę- zabrałem się za pisanie, choć nie bardzo wiedziałem jak zacząć

*rozmowa*
~hej Mamo
~Mario, synku! Jak sie cieszę że odezwałeś się do mnie!- chyba się ucieszyła
~Mamo, ja zawsze chciałem Cię odnaleźć, ale nie wiedziałem co mam czynić. Teraz kiedy moja narzeczona zrobiła wszystko co się tylko dało i nawet pomogła odnaleźć Cię na facebooku, udało się. Jestem taki szczęśliwy, że znowu mogę powiedzieć 'Mamo' - napisałem to z pełnym uczuciem
~Jej, Mario, płaczę- uśmiechnąłem się do laptopa a potem do Laury- Ułożyłeś sobie życie. Mam nadzieję, ze nie tak jak ja. Cieszę się, ze z tego co mówisz, masz mądrą narzeczoną- napisała
~No i jest taka sprawa. Chcielibyśmy , żebyś jak najszybciej przyjechała tu do Monachium. Razem z Laurą (moją narzeczoną) planujemy ślub. Tata z Felixem i Fabianem już są. Rodzice Laury dojadą jutro. Ale przyjedź już dzisiaj!- ucieszyłem się
~Tata powiadasz? Jest tam? Tak się za nim stęskniłam. I za moimi synami cudownymi też...-
~Tęskniłaś za tatą? Kochasz go nadal?- zadawałem pytania
~Oczywiście. Kocham tęsknię. Chcę tam z Wami być.~
~No to już nie problem, mam nadzieję, że dotrzesz nawet zaraz. Ale skoro kochałas tatę, czemu się rozstaliście?- zapytałem, ale czułem że nie zna na to odpowiedzi...
~Mario... Wtedy uzaliśmy to za jedyne rozwiązanie. Ale teraz...
~Teraz, to tata teskni za tobą. Więc pakuj walizki i zapraszamy do Monachium- postawiłem ultimatum
~No dobrze. Będę wieczorem. Napisz mi synku w sms-ie adres twojego domu- podała mi numer, po czym wysłałem mamie adres i pożeganliśmy się

*Laura*
-I widzisz, udało się- uśmiechnęłam się'
-Ale bez ciebie by się nie udało- Mario położył się na mnie i zaczął mnie całować
-A chciałbyś, zeby sie pogodzili?- spytałam z nadzieją w oczach
-Oczywiście! To było by cudowne- ucieszył się- Ejj, co ty planujesz?
-Zawołaj Fabiana- wykonał moje polecenie i poszedł po brata
-No jestem. Co tam?-
-Zabierz swojego ojca do tego salonu z motorami, dobrze?- spyttałam
-Ale po co? Co chcesz zrobić?- spytał
-Pogodzić Waszych rodziców- zaśmiałam się
-Aaa , to się inaczej słyszy. Kiedy mam go zabrać?- spytał
-Najlepiej już- wtrącił się Mario- Mama napisała, ze będzie około 17, a mamy 14
-Mama!?!? Mama bedzie tutaj!?- zaczął się drzeć
-Nie!- krzyknęłam- TAK- powiedziałam po cichu- Głąbie to ma byc niespodzianka... DLA TWOJEGO OJCA
-Ups... to wy sie wszytskim zajmijci, a my jedziemy
Fabian wyszedł a ja i Mario zapukaliśmy do pokoju Felixa. Mario najpierw go przeprosił za swoje zachowanie, a potem przedstawiłam mu plan działania. Najmłodszy Goetze, zadowolony, wyraził szczere chęci pomocy. Mario z Felixem wyszli do sklepu, ja w ekspresowym tempie poodkurzałam a następnie ustroiłam na stole. Potem przypomniałam Fabianowi, że mają wrócić jak dam im sygnął i przykazałam im kupić jakis bukiet. Kiedy chłopacy wrócili ze sklepu, całą trójką zabraliśmy się za przygotowanie posiłku. Ztobiliśmy zapiekankę z makaronem z mojego przepisu. Mario bardzo smakowała i postawił na to danie. Wszyscy chciliśmy, zeby wyszło dobrze. Chłopacy wiadomo , to ich matka Felix ma 16 lat, a więc nie widział jej od kiedy się urodził, praktycznie jej nie zna. Bo co pamięta roczne dziecko? Ja natomiast chciałam zrobić dobre wrazenie na mojej przyszłej teściowej.
Kiedy zapiekanka grzała się w piekarniku, Mario włożył do lodówki alkochol. Ten jak ma zrobić romatyczny wieczór to tylko o tym pamięta...
Zbliżała się godzina 17. Wszycy w napieciu czekaliśmy na gościa. Mijały kolejne minuty i gdzieś 15 po 17 zadzwonił dzwonek do drzwi:
-To mama- powiedział szeptem Mario, kiedy zzajrzał w okno
Ja nie zwlekając wykręciłam numer do Fabiana i ściągnęłam go do domu, przypomniałam co mieli po ddrodze załatwić. W tym czasie Mario otworzył drzwi, naszym oczom ujrzała się piękna pani Ella Goetze...

----------------------------------
UFFFFF... napisałam. Przepraszam że dopiero teraz , ale nauka, dzisiaj cały dzień na dworzu. Biaegała grałam w piłke i tenisa, rolki, potem mecz BvB, na który nie mam siły. A konkretnie na ślepego sędziego. Dobra to na tyle, następny nie wiem kiedy . Pozdro :*

środa, 19 lutego 2014

67- '...szleństwem to było to co zrobiłeś wobec mamy! Nigdy ci tego nie wybaczę!!'

*w domu- Mario*
- To teraz planujemy ślub, tak?- ucieszyłem się
-Ale tak teraz, od razu, at the moment, now?- spytała Laura
-Czemu nie? Chyba , że wolisz poczekać?- zapytałem
-Nie no, w sumei nic nie stoi na drodze.. -zamysliła się
-To mi sie podoba- zaśmialiśmy się
-To masz- podała mi telefon- Dzwoń do rodziców
-Ale ja teraz po co?- zadawałem jej pytania
-Nie lepiej jakbyśmy razem to uzgodnili?- zastanowila się
-Aha..- powiedziałeme zadowolony i poszedłem na górę
*Laura*
Mario zachowywał się conajmniej dziwnie. Nie chciałam go dręczyć pytaniami wiec dałam sobie spokój. Po jakimś czasie poszłam do góry, Mario już dosyć długo nie schodził:
-Mario, co się stało? Coś nie tak powiedziałam?- usiadłam na łóżku obok niego
-Nie.. tylko.. ehh nie ważne-
-Jak to nie ważne, mi możesz wszytsko powiedzieć. Jeżeli oczywiście chcesz- zamysliłam się
-Rodzice, tak.. Tata i bracia. Mama ... wyprowadziła się jak miałem 15 lat. Tata ja zostawił. Nie utrzymuję kontaktów z żadnym z rodziców. Na ojca jestem wściekły , matki mi żal. Ale nie mam pojęcia gdzie ona może być.- opowiedział i smutno popatrzył w kąt
-Dzwoń do ojca. Matkę znajdziemy. Jest 12, więc wyrobimy się i jeszcze pomyślimy dzisiaj o ślubie z twoimi rodzicami, moi będą jutro. Pasuje?- usmeichnęłam się a Mario zadzwonił do Fabiana, najstarszego Goetze
Po jakiejś godzinie w domu zjawili się zaproszeni goście. Od początku całego 'spotkania' dziwnie to wszystko wyglądało. Mario nie ukrywał żalu , jaki miał w stosunku do ojca. Z braćmi, oczywiście kontaktu nikt mu nei mógł zabronić, więc rodzeństwo było wobec siebie , takie jak rodzeństwo powinno być. Ja również zaprzyjaźniłam się z Felixem, najmłodszym bratem Mario. Z Fabienem znaliśmy się już wcześniej:
-To jak, zaczynamy?- spytałam
-Nie, najpierw szukamy mamy- przypomniał mi Mario
-To Ella też ma być?- zapytał zdziwiony Jurgen, tata Mario
-Rozumiem, że Ella to pańska żona?- spytałam, bowiem nie znałam jeszcze dokładnie wszytskich członków, nie długo mojej rodziny
-Tak, właściwie to moja była żona.. ale cóż to ma do rzeczy, nie mieszkamy ze sobą. Nie wiem gdzie ona jest. Jak wy chcecie ją znaleźć? Mi nie dawała oznak zycia, dzieci kochane, to szaleństwo- stwierdził ojciec Mario
-Może dlatego nie dawała oznak życia, ze pan jej nie szukał. A my chcemy spróbować- uśmiechnęłam się
-A szleństwem to było to co zrobiłeś wobec mamy! Nigdy ci tego nie wybaczę! Nigdy, odebrałeś mi matkę!! Jesteś niezrównoważony psychicznie. Odebrałeś mi ją, kiedy jej najbardziej potrezbowałem!- krzyczał rozwścieczony Mario, dopiero zrozumiałam jak jemu jest i było trudno
-Ale Mario, ja nie zrobiłem tego ,żeby ciebie unieszczęśliwiać. Czasem jest tak, że dwie osoby, nie mogą się dogadać...- próbował uspokoić wszystko pan Goetze
-Choć, Mario. Poszukamy twojej mamy- przytuliłam go i odeszliśmy. Mario zdążył rzucić jeszcze wrogie spojrzenie swojemu ojcu, kiedy go upomniałam.
*Mario*
-Nikt mnie nie kocha, ten szleniec jest moim ojcem, zabrał mi matkę!-  rozpłakałem się
-Mario, nie mów tak. Ja cię kocham i zawsze będę- przytuliła mnie, a ja wstał
-Mnie to już nie obchodzi. Nic mnie nie obchodzi- powiedziałem
-Moja miłość do Ciebie tez nie !?- i uświadomiłem sobie, że na nowo popełniam ten błąd
Wybiegła z sypialni, lecz zmuszona była tam wrócić. :
-Daj kluczyki od samochodu- powiedziała
-Poczekaj- usiłowałem ja zatrzymać
-Kluczyki powiedziałam- wystawiła rękę w oczekiwaniu na klucze
-Mario daj jej klucze i świety spokój- chyba kiedy kłóciliśmy się, mój najmłodszy brat wszystko widział i teraz się odezwał
-A ty gówniarzu co!? Kazał któś podsłuchiwać?!- dałęm jej kluczyki i z nerwów poszedłem na brata
Laura mnie powstrzymała i wepchnęła spowrotem do pokoju, po czym trzasnęła drzwiami
*Laura*
-Choć już Felix- powiedziłam do zdenerwowanego Goetze
-Nie nawidze go! Jak on mógł tak do mnie powiedzie!?- gotowało się w nim
-To samo pytanie moge ci teraz zadać. Mi powiedział że.. że mnie nie kocha- zaczęłam płakać i razem z Felixem przytuliliśmy się
-Co zamierzasz z tymi kluczykami? Wyjeżdżasz?- spytał
-Nie wiem, może zakupy? Jedziesz ze mną?- uśmiechnęłam się przez zapłakaną twarz
-Nie, sorka. Nie mam kasy i wogóle..- zasmutał
-Ja ci coś kupię. Choć, jedziemy- wzięłam torebkę i wyszliśmy z domu, oznajmiając panu Jurgenowi , że wychodzimy
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy spod posesji naszego domu. Dojchaliśmy do pobliskiej galerii i poczęliśmy robić w niej zakupy, świetnie się przy tym bawiąc. Felix założył czapkę  z wystawy i śpiewał Biebera czym wzbudził wielkie zinteresowanie klijentów ;)
Po jakims czasie kiedy juz kupilismy sobie potrzebne nam rzeczy, głównie ubrania, dla mnie jeszcze kosmentyki, wróciliśmy do domu. Już się bałam na spotkanie z Mario...
------------------------------------------
Ehhhh... znowu ... znowu to zrobiłam skłóciłam ich.. Spokojnie. Pocieszam jeednak, ze to chwilowe ;)
Załamujecie mnie liczbą komentarzy. Naprawde już nikogo nie obchodzi mój blog ?  Mam ochote go jak najszybciej zakończyć, bo dodaje rozdzialy bez wiekszego.pocieszenia... Trudno nie zanudzam już bo pewnie i tak tego nie czyta, jak i również tego powyżej. Dziękuję, pozdrawiam.

niedziela, 16 lutego 2014

66- Rozprawa

Już w korytarzu zaparło mi dech w piersiach, zobaczyłam wielkie czerwone serce ułożone z płatków róż na środku salonu. Cudowne uczucie dla każdej kobiety. Po chwili moim oczom ukazał się Mario:
-Przepraszam ,że chciałem to zepsuć. A to taka mała rekompensata i za razem przeprosiny- podał mi piękną różę w kroplach wody, jej cudna poprostu
-Mario, nie musiałeś. Wybaczyłam ci przecież- pocałowałam go
-Ale to nie wystarczy- wziął mnie na ręce i posadził na kanapie w salonie
Za chwile zniknął w kuchni. Kiedy wrócił miał ze sobą szampana i jakieś jedzenie. Chyba ciasto. Jej postaral się. Chyba mu zalezy. Bardzo się ucieszyłam świetnie zaplanowane:
-No to za co pijemy?- spytał nalewając alkocholu
-Za nas, i nasze szczęście- uśmiechnęłam się po czym opróżniliśmy kieliszki
Kiedy już wypiliśmy Mario zaproponował:
-A teraz choć do sypialni- powiedział
-Ale mnie się nie chce spać- poruszyłam znacząco brwiami
-Kto powiedział, że będziemy spać?- zamiał się Mario
Przystałam na propozycję Mojego narzeczonego, po czym na rękach zostałam zaniesiona do sypialni. Następne zaskoczenie ukazało się moim oczom. Pięknie przystrojone łóżko. :
-Mario, jak ty się z tym wyrobiłeś? I wogóle skąd ten romantyczny pomysł co?- pocałowałam go
-Marco stwierdził, że jak chcę mieć u ciebie jakieś szanse musi to być coś niebywałego. Wiec pomyślałem, poszukałem i jest. Mam nadzieję, że się spodobało. - Powiedział
-Jeszcze pytasz? Oczywiście, że się podobało. To był jeden z najcudowniejszych dni w moim zyciu- uśmiechnęłam się
-A chcesz ,żeby skończył się równie dobrze jak zaczął?- uśmiechnął się i zrobił minę łobuza
-Ty chyba najlepiej wiesz co ja chcę.- powiedziałam i zaczęliśmy sie całować.
Po miło, ba, nawet bardzo miło spędzonej dłuższej chwili, leżeliśmy z Mario na łóżku przykryci pościelą rozmawiając:
-Chciałbym żebys była już moją żoną.- rozmarzył się
-Możemy planować, ale wiesz, że najpierw rozprawa - westchnęłam
-Jaka rozprawa?-
-No ta z przed 2 miesięcy z Hubertem. Skoro jest w areszcie, czekają tylko na mnie. Wiesz co, chyba jutro tam pójdę- zastanowiłam się
-Jak chcesz. Miejmy to już za sobą. Zacznijmy wreszcie nowe, lepsze życie. Chciałbym, żeby ślub zmienił wszystko, na lepsze.- powiedział
-Tez bym tak chciała. Weźmy ten ślub jak najszybciej. Będzie nam lepiej, może on pogodzi wszytskie nieporozumienia i będzie nam łatwiej ze wszystkim- stwierdziłam
-No to po rozprawie tak?- spytał i mnie pocałował
-Tak. Spróbuję jutro wszytsko załatwić.- powiedziałam kiedy zadzownił mój telefon:
-Dobry wieczór, ja jestem z policji, czy mam przyjemność z panią Laurą Laskowską?- zapytał mój rozmówca
-Tak, witam. Czy pan w sprawie zeznań?- zapytałam
-Tak, przepraszam że zawracam głowę tak późno. Ale ja właśnie w tej sprawie. Chcemy już zakończyc sledztwo i móc rozpocząć działania sądowe. Potrzebujemy tylko pani zeznań, gdzyż jest pani pokrzywdzoną w sprawie, rozumiem?
-Ja przyjdę zeznać jutro, też bym chciała mieć już to za sobą.- powiedziałam
-To się cieszę. W takim razie do zobacznia- pozeganał mnie
-Do widzenia- rozłączyłam się
-Mario, boję się tej rozprawy. A co jeśli nie zakończy się na więzieniu ? Przecież jeśli on wyjdzie będzie chciał się zemścić, a wtedy...
-...ja będę przy tobie. Pamiętaj. Będzie dobrze- dokończł

*2 dni później -Laura*
Wstałam o 9.30 szybko ogarnęłam się i ubrałam, jak przystało ubrać się do sądu. Tak właśnie dzisiaj, będę musiała opowiadać o tym co się wydarzyło 2 miesiące temu, to o czym nie chcę rozmawiać. Niestety, jestem pokrzywdzoną muszę powiedzieć jak było:
-Mario, ja nie chcę tam iść- powiedziałam wreszcie
-Laura, musisz. Tylko 2 godziny, i potem go zamkną. Pamiętaj będzie dobrze- uśmiechnął się
-No nie wiem. Boję się- powiedziałam patrząc mu w oczy
-Nie bój się. Ja tam będę. Będę na widowni i w razie co pomogę ci jakoś- pocieszył mnie- A teraz ubieraj się bo o 10.30 zaczyna się rozprawa-
Kiedy już doprowadziliśmy się do porządku, wyszliśmy z domu i na piechotę udaliśmy sie do sądu. Z bijącym sercem szłam korytarzem:
-Tak mi dupe obrobiłaś, że jeszcze tego pożałujesz!- krzyknął w moją stronę Hubert, a policjanci prowadzący go i jego prawnik starali się go uspokoić'
-Nie przejmuj się. Ja juz zmykam i mocno trzymam kciuki- pocałował mnie Mario i odszedł a ja usiadłam na ławce w korytarzu i czekałam aż wytypują moje nazwisko i będę zmuszona tam iść i mówić to wszystko.
Wreszcie jeden z pilnujących pod drzwiami zaprosił mnie na salę rozpraw. Ogarniałam wzrokiem wszytko, Huberta- który z zrzędniętą miną siedział i widziałam jakby miał ochotę kogoś zabić. Mario patrzącego w moją stronę i ciepło uśmiechającego się. Luizę, Martina i Marco wszystkich tych najserdecznijeszych przyjaciół, którzy pofatygowali się i przyszli tutaj by mnie wspierać. Tak jestem im za to wdzięczna... Ponad to było tutaj bardzo wielu ludzi możnaby powiedzieć 'gapiów' ,którym tak cholernie się nudzi i przyszli tak sobie z ciekawości.:
-Proszę niech pani podejdzie- usłyszałam głos sędziny i wykonałam jej polecenie. Podeszłam do barierki- Niech się pani przedstawi, powie ile ma pani lat, gdzie mieszka i czym się zajmuje.- zakomunikowała
-Nazywam się Laura Laskowska, mam 20 lat, mieszkam w Monachium i gram w klubie damskim Bayernie Monachium- powiedziałam lekko spięta
-Pani jest pokrzywdzoną w sprawie, rozumiem?- spytała
-Tak. - odpowiedziałam krótko
-Niech pani opowie nam o relacjach z panem Jasińskim, od kiedy się poznaliście aż do tej pory, traumatycznego wydarzenia dla pani- powiedziała
Ja opowiedziałam jej całą historię, kilka razy z emoocji uroniłam łzę. Potem odełano mnie na ławkę dla świadków, idąc, kątem oka spojrzałam na Mario który się uśmiechał. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do neigo i usiadłam. Po mnie przesłuchano Suzan. Brała równiez udział w tym wszystkim, opowiedziała im , że Hubert zmuszał ją żeby sprzedawała narkotyki i więziła mnie, ale ona postanowiła jednak mnie uratować- wszystko to dowiedział się sąd. Potem zostali przesłuchani kolejno współpomocnicy Huberta, ich zeznania może nie tak jak nasze, również obciążyły Jasińskiego. Byłam już prawie pewna że się uda, i wszystko będzie tak jak nasza szósta oczekujemy. Czyli więzienie. Pozostało nam już tylko czekanie. Po 10 minutach sąd znowu zagościł na sali. Serce waliło mi jak oszalałe. Myślałam , że zaraz wyskoczy mi z piersi. Zaczęłam lekko się trząść, kiedy nagle sędzina powiedziała:
-Pan Hubert Jasiński dostaje karę pozbawienia wolności- radowałam się bardzo postanowieniem- do lat pięciu, za naruszenie godności osobistej pokrzywdzonej oraz kradzieże nielegalnych substancji i zmuszanie do łamania przepisów, jego niegdyś współpracowników. - zakończyła a ja niemogłam ze zdumienia
Na mojej twarzy malował się wielki serdeczny uśmiech. Tak zadowolona nie byłam już dawno. Wyszłam z sali rozpraw, gdzie czekał na mnie Mario. Szybko do niego pobiegłam a on uniósl mnie i okręcił wokół siebie:
-Brawo skarbie. Wiedziałem , że się uda!- mówił ucieszony.

---------------------------------------
Szczęśliwe? ;D Myślę, że tak. taki trochę dłuższy dzisiaj, ale spokojnie nie przyzwyczajajcie się. ;)

sobota, 15 lutego 2014

65- 'Tęskniłaś, choć trochę?'

*Laura*
Zadzwonił mój telefon. Była to moja przyjaciółka Luiza:
-Halo?
-Laura, proszę cię wróć. My już nie wiemy co mu mówić. Jak długo mamy udawać, że wszystko w porządku. - powiedziała Luiza
-Luiza, gdzie on jest?- spytałam
-U nas. Przyjedziesz?- zapytała z nadzieją
-Tak. Ale nie.- powiedziałam
-To znaczy że...?-
-Dobrze że jest u was. Pojade do Monachium, chcę wreszcie pograć w klubie a nie ciągle tylko wyjezdzam oni mnie potrezbują. A może i już tylko potrzebowali, a teraz mają nowego napastnika- zastanowiłam się pakujac walizki
-A pewnie, taka tam sobie nagła decyzja!- wkurzyła się
-Luiza no. Nie wkurzaj się. Wymyślisz coś. Powiedz mi tylko co z Hubertem?- zapytałam
-Hubert cię bardziej obchodzi, niż twój narzeczony!? No brawo, Laura. - nie odpuszczała
-Luiza, jesteś w ciązy?- zapytałam śmiejąc się
-Nawet jeśli...
-Co? Gratulacje- zaśmiałam się
-Czemu tak myślałaś?- zdziwiła się
-A no temu... ehh te humorki robiom swoje- nie wyrabiałam z niej
-No okey. Ale serio co mam mu powiedzieć? Wiecznie mam udawać?- okazała swą bezradność
-Tak nie, niewiem. Weź mu powiedz. 'Jest' Jakby cos pytał nic wiecej nie mów. Niech się dalej sam martwi, ale pewnie nie będzie skoro już go nie obchodzę- stwierdziłam oibojetnie
-Laura ale... o kurde koncze, przyszedł pa- szybko zakończyła rozmowę
A ja natomiast spakowałam walizki i zamówiłam lot do Niemiec. Nie powiem już denerwuje mnie ciagła zmiana zamieszkania, ale warunki mojego życia niestety, nie pozwalają mi na stabilizację. Wracam do tego Monachium i tyle. Mam nadzieje że zacznę tam szczęśliwie.
...a niedługo potem okazuje się , że jednak nie..
*Mario*
Idąc ulicami szukam sensu, znaczy jej~ mojego sensu życia. I nagle zauważam znajomą posturę. Tak to ona. Moja Laura:
-Laura! Wróciłaś?!- spytałem zdumiony
-Do Monachium tak. - uśmiechnęła się
-A... a wrócilaś też do mnie...? ...Tęskniłaś choć trochę?- zastanowiła się
-Oczywiście, tamta kłótnia znowu popsułaby wszystko między nami- zrobiła to co kochałem, wtuliła sie we mnie i zalała się łzami.
-Nie kłótnia, tylko znowu ja. To nie miało tak wyglądać- poszliśmy w kierunku parku
-To znaczy?- spytała
-To znaczy, że nie pobiegłem wtedy za tobą. A chciałem, tyle, że uważałem że jak chwile ochłoniemy to pogadamy, a za jakis czas jak już ciebie nie było... zoriętowałem się, że spieprzyłem drugi raz i oddaliłem od siebie myśl o jakiej kolwiek szansie. Dałem spokój, chwilowo- wytłumaczyłem
-Nie róbmy tak więcej, to było nam zupełnie nie potrzebne. - ponownie się wtuliła
-Tak wiem.- przytaknąłem jej
-Dobra, lece na trening. To jest karygodnie jak nadużywam wyrozumiałości trenera- westchnęła
-To spotakmy się w domu tak? Będziesz o 19?- miałem już pewnien plan, jak chociaż częściowo ogarnąc sprawy
-Myślę, ze tak- pocałowała mnie w polik i odeszła
*Laura*
Dzwoniłam do trenera i wracam znowu. Już mają mnie dosyć, a cały czas serdecznie witają. Jestem zachwycona ich wyrozumiałością ale to jest moja praca a nie jakaś zabawa, którą mogę się zabawić kiedy chce a potem rzucić ją głęboko w kąt. Oczywiście przywitałam się z dziewczynami, trenerem:
-Ja naprawdę nie wiem co się dzieje w moim życiu, nie potrafię nic poukładać i przez to zawalam wszystko na całej lini. Mam nadzieję, że już dłużej nie będę nadużywałą pańskiego zaufania- wyznałam trenerowi
-Lauro, ja doskonale rozumiem jakie jest życie, jak potrzebujesz to odpoczywaj. Będziemy pracowali ciężej ale damy radę, spokojnie- uśmiechnął się
-Ale tu już nie chodzi o zastąpienie mnie na jakiś czas... Ja nie chciałabym stracić miejsca w składzie, przez te moje  nieobecności. Poprostu może trafić sie ktoś lepszy i wogóle, mogę stracić formę i co ze mnie będzie... nic nie zostanie, ale cóż jestem winna sama sobie.- zaczęłam użalać się nad sobą
-Jakoś damy radę. Bądź silna, bo jesteś wspaniałą piłkarką i cudowną osobą- powiedział trener
Potem zaczęłyśmy ćwiczenia, następnie grę. Trener oznajmił mi, że wróciłam w odpowiednim momencie. Za kilka dni gramy kolejny mecz w lidze mistrzów, z Werderem u siebie. Wiem, że nie mam szans na pierwszy skład, ale chcę pokazac, że nie straciłam całej przyzwoitości przez te ciagłe wyjazdy. Teraz na treningach daję z siebie wszystko. W sumi to nie jest tak źle,  w trakcie mojego pobytu w Polsce, też trochę grałam, a to z przyjaciółką i siostrą, czasem ze zanjomymi . Nie zapomniałam wszytskiego ;)
Po nie całych 2 godzinach trening się skończył. Mamy wycisk ze względu właśnie na mecze, a szczególnie teraz. Udało nam się wyjść z grupy. Awansowały 2 drużyny z Niemiec, trafiłyśmy na Werder i gramy tak jak nie lubię. Czyli na zasadzie przegrany odpada. Zagramy z bremą a następnie za tydzień jedziemy i gramy rewanż na wyjeździe .
Wracam sobie powoli do domu. Odprowadziłam Sarę Muller do domu, mieszka nie daleko ode mnie, więc było mi po drodze. Właśnie dochodziłam do swojego domu. Cieszę się że z Mario nasze relacje układają się w miarę okey. Ta kłótnia mało co, a nie zniszczyła by wszytskiego co przez te 1,5 roku zbudowaliśmy. Strasznie bym tego żałowała. Kocham go i nie wyobrażam sobie życia z kim innym, jak tylko z nim.
Z bijacym sercem weszłam do domu. Przyznam że trochę bałam się co tam zastanę. Nie musiałam daleko wchodzić. Już w korytarzu zaparło mi dech w piersiach....
-----------------------------------
Tak, tak wiem. Teraz możecie spodziewać się dokładnie wszystkiego haha xD


 omomomomomomo *.* hipnotajzing ;o <3 <3 LOVKY