piątek, 31 stycznia 2014

56- 'Bo to nie trudne sprawy...'

*Mario*
Szukam mojej narzeczonej już chyba 2 dzień. Bezskutecznie. Boję się , że coś się jej stało, albo że przepadła. Nie wytrzymam bez niej ale nie wiem już gdzie szukać. Przecież nie zabrali jej do domku w śroku Monachium, bo jezeli to przekręty to będą się ukrywać. Przeszukaliśmy lasy, oczywiście nie całe. Ale bez jakich kolwiek śladów.
Chodze bardzo zły z telefonem w ręku czekając na jakiś kolwiek sygnał albo od Laury albo z Policji, oczywiście od policjantów chcę tylko usłyszeć, że ją znaleźli. Chcę już ja mieć. Tutaj  przy sobie. Jak najszybciej:
-Mario, choć na obiad- zawołała mnie Luiza
-Nie będę jadł- odburknąłem
-Ale Mario, oni ją znajdą. A to że nie będziesz jadł, napewno w niczyn nie pomoże, jedynie tobie zaszkodzi- pryszedł poprzeć ją Marco
-Dobra zaraz idę.
-Chyba że wolisz zjeść sam, tutaj. -powiedziała Luiza- Zaraz ci przyniose
-Bez cyrku, idę na dół- powidziałem i podreptałem na dół
*Laura*
Słysząc dźwięk otwierznia drzwi drzżałam. Suzan miała rację. Teraz zaczną się problemy. Wszedł Hubert:
-Jej uciekłaś, więc ja cię pilnuję- uśmiechnął się
-Nikomu nie uciekłam.- powiedziałam- Rozwiąż mnie- zarządziłam
-Chyba śnisz- zaśmiał się
Położył na ziemi plecak. Wyjął z niego pistolet i sznurki. Zdjął mi te co miałam i założył 'nowe'. Strasznie wrzynały mi się w skórę. Cholernie bolało:
-Dlaczego ja?- spytałam wiedy zcisnął mi sznur- Aał!- krzyknęłam
-Bo to nie trudne sprawy- zachichotał
-Nie możesz mnie więzić- prostestowałam
W tej chwili wyjął pistolet, skierował go w moją stronę:
-Jeszcze coś?- spytał i przystawił mi pistolet do głwowy
-Oo, fajne cacko, z policji ukradłeś?- zażartowałam
-To nie czas na żarty- upomniał mnie- Siedź cicho
-Właściwie... wcale się ciebie nie boję!- powiedziałam- Rozwiąż mnie, chcę do łazienki
-Uciekniesz.- przypuścił
-Nie ucieknę- przyżekłam
-Ty zawsze kłamiesz! Zawsze- krzyknął
-Do toalety mi nie zabronisz!- wykrzyczałam
-Dobra idź- rozwiązał mnie- ale jeśli uciekniesz, nie zawacham sie jego użyć- wskazał na pistolet
Wzruczyłam ramionami i poszłam do łazienki, a raczej pomieszczenia zarośniętego mchem. Było paskudnie, jedanak zmuszona załatwiłam swoją potrzebę. Chciałam być tam jak najdłużej. Strasznie bolałay mnie nogi i ręce. Miałam już nawet odciski. Jeszcze chwila i krew przestanie mi dopływać do mózgu.
Wyszłam z toalety, i swoje kroki skierowałam ku temu debliowi:
-Nie wiąż mnie przez chwilę- pojrzałam na broń leżącą na ziemi. Przytuliłam się do Huberta, chciałam jak najszybciej zakończyc ten cały cyrk
-Powiedz to jeszcze raz, a nie zawiążę cię.- powiedział widac że mu się podobało
-Hubert, proszęę- powiedziałam cicho
-Dobra- odpowiedział
Przytuliłam go od tyłu kiedy się tym rozkoszował chwyciłam broń....
(....)
*Mario*
Zadzwonił telefon, a ja przebywałem na górze w lazience, telefon zostawiając w kuchni. Niczym błyskawica zbiegnąłem na dół:
-Pan Mario Goetze?- zapytał pan z słuchawki
-Tak, słucham - odpowiedziałem
-Ja dzwonię z policji.- powiedział a ja strasznie się uradowałem
-Odnaleźliście ją? Macie tych drani ?? Siedzą juz??- nie ukrywałem optymizmu-
-Bez pośpiechu, narazie trafiliśmy na trop i nie ukrywamy, że jest szansa znaleźć pańską narzeczoną, Pani Parker podała nam kawałek rejestracji samochodowej , a ktoś wcześniej zapamiętał jej część a więc mamy całą i szukamy tropu- powiedział szeregowy a ja nieco posmutniałem
-Dobrze, ale błagam, znajdźcie mi ją. Ostatnio bardzo wiele przechodzi i coraz bardziej załamuje się.-
-Zrobimy co w naszej mocy aby ją znaleźć, proszę być dobrej mysli.- wsparł mnie na duchu
-Dziękuję, proszę o telefon w razie jakiś informacji.- pożegnałem się i rozłączyłem, czekając na następny telefon, mam nadzieję, że z dobrą wiadomością.
Szybko zbiegłem na dół:
-Co tak latasz?- zpytał mnie Marco
-Z policji dzwonili- siadłem przy stole
- I co? Znaleźli ją?- zadał pytanie
-Kogo? Laurę, znaleźli? - do kuchni weszła Luiza
-Nie ale komendnt dzwonił- oznajmiłem
-I jak?- zapytała dziewczyna Reusa
-Otóż bardzo pomogły twoje zeznania- zacząłem
-To znaczy..?- przerwała mi
-To znaczy, że zapamiętałaś kawałek rejestracji, i ktoś przed tobą zapamiętał drugie pół, które prawdopodobnie należy do tego samochodu. Opisani przez ciebie pojazd, jest niemalże identyczny jak na zdjęciu zrobionym przez innych zgłaszających. A więc wszystko jest teraz możliwe.- opowiedziłem
-Boję się o nią. To taka silna dziewczyna, musi sobie poradzić- powiedziała Luiza i wtuliła się w Reusa- Dopiero co się poznałyśmy i zostałysmy koleżankami
-Wiem ,że jest silna, wiele już przeszła, ale przez to moze być słaba psychicznie. Tego się najbardziej obawiam. To z dzieckiem chyba najbardziej ją dobiło- zasugerowałem
-Jakim dzieckiem?- zapytali niemalże równo
-Nie wiecie nic?- zdziwiłem się
-Jak widać... Nie pochwaliłeś się- udał obrażonego Reus
-Była w ciąży. 3 tydzień, przychodzi Hubert, udaje że pragnię ją przeprosić a nagle kopie ją w brzuch i wszystko staje pod wielkim znakiem zapytania, i traci dziecko. Załamała się po tym, wcześniej jeszcze się rozstaliśmy bo jedna modelka chciała mnie uwieść a Laura źle to odebrała- opowiedziałem tą jakże bolesną historię
-Kim jest Hubert?- zapytała Luiza
-Jej kolegą ze szkoły, chciał z nią chodzić. Imponować jej wykurzaniem, złośliwymi zaczepkami... A teraz ona wyjechała zaręczyła się ze mną a on wszystko niszczy...
-------------------------------------
Puki mam pomysły -ciągnę, zobaczymy jak to będzie dalej ;)
Ehhhh komentujcie błagam będzie mi łatwiej dodawać je w mniejszych odstępach czasowych- jeżeli chcecie tego...
Kto zaczyna ferie od dzisiaj ? Ja  wreszcie mam spokój na który tyle czekałam..

wtorek, 28 stycznia 2014

55- 'Straciłaś poczucie czasu, czy oriętacje w terenie ?!'

- A no taki, że...Uciekniemy- powiedziałąm na co ona się zaśmiał
-Sorka , nie wyda- uznała
-Ale dlaczego?- zapytałam nie rozumiejąc jej reakcji
-Bo cię pilnujom.
-Ale ciebie nie!- powiedziałam
-Ale co to ma do rzeczy?- spytała
-A no to, że mówiłaś, że sprzedajecie, tak?
-No tak.
-Kiedy wyjeżdżajom sprzedawać?- zaczęłam rozumować
-Aaaaaaaaaaaaaa...- chyba załapała
- Jutro o 11 będzie wolne. Powiem, że sprzedam po okolicy a oni wyjadom w teren, mądra jesteś... właśnie, jak ty masz wogóle na imię?- zapytała
-Laura, a tobie jak na imię?- przedstawiłam się
-Suzan- odpowiedziała po czym usłyszałyśmy kroki -Musze iść przyjdę wieczorem- powiedziała Szybkim krokiem udała sie do wyjścia, gdzie szedł 'Gruby':
-Straciłaś poczucie czasu, czy oriętacje w terenie?!- wydarł się na Suzan
-Przecież idę- zbuntowała się dziewczyna
-Nie pyskuj- uciszył, po czym kopnął ją w tyłek a ona cicho zajęczała. Zostałam sama, znowu. Było mi tu źle, czekałam tylko na to kiedy nowo poznana dziewczyna przyjdzie. Do wieczora w sumie nie daleko, chcę jak najszybciej omówić plan ucieczki i wydostać się z tego zadupia. Mario pewnie się martwi, Luiza pewnie mu powiedziała co zobaczyła. Chciałabym się wreszcie schronić w ramionach mojego narzeczonego i nie czuć już strachu przed tym co może nadejść. Z Suzan porozmawiam, ale nie wyobrażam sobie gdyby przyszedł tutaj chociażby brodacz. Znów usłyszałam kroki. Nie należały chyba do czarnowłosej dziewczyny przed chwilą uderzonej przez grubego. Przestraszzyłam się ponownie. Drzwi zostały otwarte z zatrzasków a do środka wszedł on. Nie spodziewałam się teo, tak bardzo. Patrzyłam na niego z niesmakiem z wyrzutem z chęcią zabicia go:
-Niespodzianka bejbe. - powiedział mi do ucha z zamiarem pocałunku, jednak kopnęłam go w brzuch
-A wiec to twoja inicjatywa, debilu?!- wykrzyczałam
-Wreszcie mam cię dla siebie- zaśmiał się - Jeszcze jutro zosprzedam resztę towaru z tamtymi i zabieram cię, a ten twój ćwok, Gece, Srece nie wiem, już cie nigdy nie znajdzie.- powiedział z dumą, a mi za przeproszeniem żygać się chciało
-Ha ha ha . Jasneeee, boję się ciebie. Wieszzz, bardzo- zaśmiałam się mu prosto w twarz co chyba go bardzo zdenerwowało
-Jeszcze na kolanach będziesz mnie przepraszać- zajęczał
-Zapomnij, w d*pie cię będę przepraszać, debilu co mi życie rozwaliłeś. Pójdziesz siedzieć rozumiesz?!- wykrzyczałam podkreślajac ostatnie zdanie
-Ja siedzieć, jestem niewinny. A do więzienia chodzą...
-Takie dupki jak ty patentowane!!!- przerwałam mu, nie panując już nad emocjami Podszedł do mnie i wysyczał do ucha : 'Jesteś moja kochanie, zawsze tak było' - miałam taką ochotę go uderzyć. Wstałam z tymi związanymi nogami ledwo utrzymując równowagę. Jednak nic więcej. Zbliżył się do mnie, gdyby nie to że miałam zklejone taśmą ręce udusiłabym go.
*wieczorem*
Właśnie przyszła Suzan i przeniosła nie dobre dla naszego planu wieści:
-Oni chcą mnie zabrać- przekazała mi
-Ale jak to? Podsłuchali czy jak??- zdziwiłam się
-Nie wiem tego. Ale pozostaje nam tylko jedno- powiedziała przejęta
-Co ? Ja już nie wiem jak nam pomóc.- posmutniałam
-Napewno się nie poddamy, uciekniemy w nocy- powiedziała pewnie
-Co ty, nie wyda- powiedziałam
-Dlaczego? Właśnie ty uświadamiasz mi że to nie ma sensu, i nabrałam odwagi chcę to skończyć- przekonywała mnie
-Ale złapią nas, przez moje 'widzi mi się' będziesz miała kłopoty.- powiedziałam- Ja ucieknę, potem ich wydam a ty nie rób nic głupiego i tłumacz potem, że cię więziom. Uda się mówię ci. Jak uciekniemy razem wyczajom że coś jest nie tak. -To jedyne logiczne rozwiązanie- uznałam -Ale oni będą Cię szukać a potem.... -Co potem?- zapytałam
-Nie wiem co potem, Jasiński jest zboczony wiesz o tym. - przyznała- A ty narażasz swoje życie żeby mnie ratować.
-Po to się ma przyjaciół żeby sobie pomagać przecież. -uśmiechnęłam się- Druga sprawa, Mario się martwi, musze uciec-
-Kim jest Mario?- spytała
-Mój narzeczony-
-Ooo, gratul. No to idź ale jak cię złapiom... to wieszz. Będzie jazda :( - zasmutała- Śpią atualnie jak chcesz to teraz cię wypuszczę.
-Okey, dzięki. Suzan dzięki za wszystko - przytuliłam ją i wyszłam Szłam wolno nie dając jakich kolwiek sygnałów ani dźwięków, jednak pewnej chwili wyczułam jakieś dziwne podłoże. Postawiłam delikatnie nogę i wpadłam. Pech chciał że było prawie bezwietrznie i cicho więc, pewnie usłyszeli bo z bazy wybiegło dwóch. Hubert i 'Gruby'.Podstanowiłam tu zostać, liczyłam że moze mnie dostrzegom. Nie wiem co się działo później. Obudziłam się znowu w tym ponurym pudle, nie wiem czy tamto to był sen czy zasnęłam. Ale poczułam silny ból w nodze i była trochę w błocie. Wtedy wiedziałam już, że to jednak nie był sen...
--------------------------------------
Kolejny dla Was bo były 3. A więc teraz 4 i rozdział w czwartek ;) Pozdrowionkaa :*

poniedziałek, 27 stycznia 2014

54- 'Dlaczego ja?'

*Następnego dnia- Laura*
Obudziłam się i postanowiłam wybrać się do sklepu po zakupy na śniadanie. Schodząc na dół natknęłam się na Luizę, która też się wybierała na miasto. Postanowiłyśmy iść razem.
Rozdzieliłyśmy się, ja poszłam do piekarni, ona do sporzywczego i przy okazji weszłam sobie jeszcze do sklepu z biżuterią. Kupiłam kolczyki i bransoletkę.
Zadzwoniłam do przyjaciółki:
-No hej, jak idzie?- powiedziałam do słuchawki
-Już kończę powoli- odpowiedziała moja rozmówczyni
-To spokojnie, spotkajmy się a głównym placu, okey?- spytałam
-Okey za 20 minut będę- powiedziała i się pożegnałyśmy
Szłam sobie na umówione miejsce, bardzo wolnym krokiem. Zaglądałam do sklepów po drodze. Kiedy zostało mi jakieś 5 minut przyśpieszyłam nieco.
W pewnej chwili zauważyłam jadący bardzo wolno samochód. Zdawało mi to się odrobinę dziwne. Zawsze rodzice mi powtarzali że jeśli samochód cię śledzi to jest źle, ale miałam nie okazywać zdenerwowania.
Osoba w samochodzie uchyliła szybę:
-Przepraszam, w którą stronę na stadion?- zapytał facet z samochodu,
Zaczęłam mu tłumaczyć i popatrzyłam prosto, w tej chwili zauważyłam moją przyjaciółkę. Pomachałam jej i wytłumaczyłam tym ludziom. Chciałam już odchodzić, ale ktoś mi to uniemożliwił. Zobaczyłam że ci faceci w samochodzie bezczelnie się śmieją a mnie trzyma jakiś grubas. Następnie wstadził do bagarznika czarnego auta:
-Laura!!!!- słyszałam jeszcze krzyki Luizy ale  nie mogłam już  odpowiedzieć, miałam zaklejone taśmą usta.
Siedząc w bagarzniku słyszałam rozmowy:
-Szykujcie się na imprezkęęęęę- przeciągnął jeden na co reszta zaśmiała się grubymi głosami
-Ale się ucieszy- powiedział drugi
-Zadanie wykonane, nie będzie musial jej szukać, a my będziemy mieli hajsu- zaśmiali się ponownie
-10 tysięcy to przecież spora sumka, może w coś zainwestujemy?- zapytał ostatni z nich
-Ja łaknę wódy, w nic inwestować nie bedziemy debilu- powiedział prowadzący auto
100 tysięcy??? Schwytali mnie i mają za to hajs?? Co tu jest grane dlaczego?? Próbowalam zrozumieć coś z całego tego cyrku.
*Luiza*
To co zobaczyłam na mieście sprawiło że totalnie nie wiedziałam co zrobić. Była już 11. A wyszłysmy z domu o 8. Chłopaki pewnie się martwią, caly czas ktoś do mnie dzwoni ale ja nie mam głowy co z tym zrobić. Postanowiłam pobiec do domu. Biegłam ile tylko sił w nogach z siatkami zakpów , pędziłam ulicami Dortmundu rzucając co jakiś czas którkie 'przepraszam' .
Wpadłam do domu Marco niczym oszalała. Chłopaki stali w osłupieni patrząc na mnie zdyszaną, a ja nie wiedząc od czego zacząć zaczęłam tłumaczyć:
-Oni, ja porwali nie wiem gdzie, wywieźli, czarnym mercedesem. Taki gruby był i złapał ją i wrzucił. Tak do bagarznika- mówiłam dysząc i sapiąc . Nie wiem co zrozumieli- Szybko na policję!
-Poczekaj spokojnie. Wytłumacz nam jeszcze raz - mówił Marco
-Laura!- zaczęłam łkać- Porwali ją!
-Co!?- wrzeszczał Goetze
-Na policję, ale już!- rozkazałam
Marco zamknął dom i udaliśmy się pod siedzibę oficerów.
Zgłosiliśmy porwanie. Opowiedziałam wszystko, nawet zapamiętałam kawałek rejestracji samochodu, policjanci podziękowali i powiedzieli że zaraz rozpoczną śledztwo. Mario był bardzo zdenerwowany wyglądał jakby nie wiedział co robić, jakby jego mysli ktoś zagłuszał jakby... nie wiem. Miał bardzo dziwny wyraz twarzy chodził raz w jedną, raz w drgą stronę:
-Idziemy jej szukać!- wymyślił w końcu
-Szybko- powiedział Marco i pobiegliśmy
Chłopacy kazali nam przetrząsnąć las, liczyli że porywacze bedą się ukrywać.
*Laura*
Strasznie trzęsło, jechaliśmy jakimś lasem podejrzewam, droga ciągnęła się już ze 20 minut. Nadal nie mogłam mówić, chciałam jakoś pomóc sobie ręcami jednak je też mi związali, jak i nogi zresztą też.
Dojechaliśmy. Gruby baran otworzył bagarznik i przerzucił mnie przez ramię. Krzyknęłam. Zabolał mnie brzuch, jakby...ze strachu. Szliśmy w jakieś dziwne miejsce. Niski budynek, z zewnątrz porośnięty mchem.
-Dobra skrytka nic nie widać w zielonym lesie- pomyślałam
Otworzył drzwi , posadził mnie na środku tego zimnego pomieszczenia i wyszedł, zamykając drzwi na zatrzaski.
Rozejrzałam się po tym schowku, zobaczyłam malukie okienko, było lekko zachlapane błotem, ze względu na niskość pomieszczenia. Przesunęłam się bliżej okna, zajęło mi to trochę czasu bo byłam związana. Usiadłam koło niego i zastanawiajac się za jakie grzechy mnie to spotyka, patrzyłam bez czynnie w okno.
Siedziałam już 20 minut, było mi ziomno. Ściemniało się. Związanymi rękoma udało mi się wyjąć telefon z lewej kieszeni spodni. 20 nieodebranych połączeń. Kiedy chciałam sprawdzić od kogo weszło dwoje ludzi- kobieta i mężczyna. Przestraszyłam się grubego głosy mężczyzn, wyczułam że to ten sam który przewodził inicjatywą schwytania mnie. Byłam wystraszona. Szybko schowałm telefon, a właściwie wrzuciłam go za siebie, siadając tak aby nie wychaczyli że go posiadam, napewno by mi go odebrali.
-Tu poświeć, gruby- powiedziała kobieta
-Patrz, tam siedzi- wskazał na mnie- masz- podał jej latarkę- Zobacz czy się nie rozwiązała- zaśmiał się bezczelnie
-Okey, idź już poradzę sobie- odpowiedziała a tamten wyszedł
Świeciła prosto mi w oczy latarką. Kiedy podchodziła bliżej do mnie przysunęłam się do ściany parząc na nią błagalnie. Ona odkleiła mk usta. Szczerze to bardzo się zdziwiłam, miała pociaśnić więzy a nie mnie rozwiązywać:
-Dziękuję- powiedziałam bardzo cicho, nadal strasznie zlęknięta
-Nie ma  sprawy- uśmiechnęła się
-Nie wykonujesz polecenia szefa?- osmieliłam się zapytac, bardzo nie pewnie i równie cicho, jakbym bała się że mnie kobieta uderzy
-Kiedy nie widzą to nie. Nie sprawiedliwe jest , karać niewinnych ludzi- zamyśliła się
-To dlaczego tutaj jesteś i jakby nie patrzeć pomagasz im- zapytałam odrobinę mniej przerażona
-Brałam, i sprzedaje- przyznała- Wydadzą mnie, a nie pracuje, skad mam brać hajs?-
-Przykro mi- powiedziałam
-Nie wiem co mam robić, jestem w rozsypce, ja wiem że robię źle, ale jak z tego wyjść- powiedziała bezradnie rozkładając rece
-Jak tam? Nie uciekła?- zapytał złośliwie wchodząc do pomieszczenia jeden z członków załogi
-Nie, jest w porządku- powiedziała nie znajoma udając że sprawdza więzy
-Za 1O minut w bazie, musimy omówić ważne kwestie- zaśmiał się brodacz i wyszedł nie czekając na odpowiedź
-Dobra- powiedziała udając zainteresowanie- Chciałąbym Cię stąd wypuścić- zwróiciła się do mnie
-Mam pewien pomysł, i obie skorzystamy- uśmiechnęłam się, jakby w tej chwili zniknął cały strach i bojaźń przed tym co się stało
-Jaki?- zapytała enteuzjastycznie
-A no taki, że.....
-------------------------------
"BĘDZIE SIĘ DZIAŁO" ~ dotrzymałam słowa.Wiem, że lubicie jak tu kończę, więc paczcie oto skończyłam xD Nie wiem po co.tak Wam często dodaję te rozdziały.ale w sumie jak już mam ich troche napisane... Okey na tym kończe pozdrowionka. 3komy i nn już jutro ;)

niedziela, 26 stycznia 2014

53- 'Czmu ty właściwie przeszedłeś do Bayernu?'

*Laura*
Leżeliśmy sobie z Mario w łóżku po bardzo miło spędzonym dniu. Bawiłam się cudownie, liczę, że zostaniemy tu jeszcze trochę:
-Mario?- spytałam
-Tak?
-Czmu ty właściwie przeszedłeś do Bayernu?- spytałam troche niepewnie, nie chciałam wywiązać afery jakiejś
-Bo inaczej bym cię nie spotkał- pocałował mnie
-Akurat o tym wiedziałeś. Dlaczego przeszedłeś?- ponowiłam pytanie
-Inaczej byś postąpiła na moim miejscu?- zapytał
-Po pierwsze: nie grzecznie jest odpowiadać pytaniem na pytanie, a po drugie: tak, postąpiłabym inaczej- odppowiedziałam
-Dlaczego inaczej?
-Może nie jestem jakąś tam znaną piłkarką, i nie muszę się rozwijać w niewiadomo jakim klubie, ale nie widzisz że tu jest wspaniale? Taką rodzinę jaką razem z Watzke założył Klopp, to jest niewiarygodne. To wszystko jest tutaj na luzie, z taką chęcią chłopaki przychodzą na treningi, w Bayernie często z powodu nadmiernych wysiłków widzisz że chłopacy odpuszczają. Co wtedy tobą kierowało?- zapytałam
-Chęć rozwoju i...
-Pieniądze. Tak myślałam.- przerwałam mu
-Do czego zmierzasz?- popatrzył na mnie dziwnie
-Nie nic, nie chcę rozpętać kolejnej wojny, zapomnijmy o tym- odwróciłam się plecami do Mario i położyłam na poduszce głowę
-Mów, posłucham jakie jest twoje zdanie- powiedział tak, ale nie chciał chyba kończyc tematu
-Dobranoc Mario- zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć
-Dokończymy ten temat rano, dobranoc-
Nie wiem czemu się go o to spytałam. Poprostu nie rozumiem ich, piłkarzy. Lewy chce popełnić tem sam  błąd. Nie wyciągając pochopnych wniosków, wydaje mi się, że Mario nigdy na treningu Bayernu nie zachowywał się jak dzisiaj na treningu Borussi Dormund. Dziś był wyluzowany, uśmiechnięty, a tam zawsze mega skupiony, żeby tylko Josep się nie przyczepił, żeby zrobić wszystko dobrze i dowiedzieć się co jeszcze poprawić. Tutaj wszystko jest inne lepsze, fajniejsze. Wogóle bardzo mi się podoba po pierwsze to podejście Kloppa do piłkarzy i do swojej pracy, on chce zeby chłopacy spełniali swoje marzenia a nie dusili się na treningach i wysłuchwali swojego trenera tyrana. Jak myslałam Mario zależało na kasie, ale patrząc na to inaczej na co mu tyle? W BvB zarabiał również dużo a co najważniejsze grał jako podstawowy piłkarz, nie to co w Monachium, jak Guardioli wiatr zawieje tak sobie go wpuszcza. Wydaje mi się, że Mario nie jest tam do końca spełniony. Może tak jest, tylko może on wcale nie chce mi o tym powiedzieć....
*Rano- Mario*
Wstałem o 10, Laury już koło mnie nie było. Pewnie wstała wcześniej. Chciałem z nią pogadać na temat wczoraj. Zaczęła gadać o tym o czym ja chciałem zapomnieć. Wiele razy myślami byłem w Dortmundzie, i wiedziałem że złą podjąłem decyzję. Ale przyzwyczaiłem się, muszę popracować a  może osiągnę to co osiągnąłem przed rokiem tutaj.
Szybko się ubrałem i zszedłem na dół gdzie Reus jadł śniadanie:
-Siema, gdzie dziewczyny?- spytałem
-Wyszły, chyba na zakupy- powiedział- Stało się coś?
-Nie... w porządku- usiadłem do stołu i zacząłem konsumować kanapki z nutellą.
*Laura*
Postanowiłyśmy iść z Luiz na miasto. Takim sobie sposobem, udało mi się zdobyć kolejną dobrą koleżanką. Mam Sarę i Luizę.  Właśnie, Mullerowa miała się zjawić w Bayernie naszym babskim. Ciekawe kiedy przyjechała. Przeprosiłam Luizę i wykonałam telefon do przyjaciółki. Okazało się że wróciłam w zeszłym tygodniu i czeka żeby się ze mną spotkać. ja opowiedziałam jej że jestem w Dortmundzie i sama nie wiem kiedy wrócę. Potem pożegnałam się i razem z Parkerową weszłyśmy do galerii .
Dzisiaj naszym celem nie były konkretne zakupy, ale wyrwanie się z domu i trochę chciałyśmy jeszcze pogadać .
Bez celu błądziłyśmy po wielkich centrach handlowych, ja głównie po to by Mario zapomniał o tym o czym rozmawialiśmy nocą. Może i nie potrzebnie zaczęłam ten temat. Może chciałam tylko zrozumiec czemu ludzie tak postępują, a moze i on miał mi coś do powiedzenia... Chciałam ominąć ten temat ale wiedziałam , że zaczęłam i będę mussiała skończyć.
Szłyśmy dość wolno do domu Reusa. Kiedy weszłyśmy chłopaki szykowali obiad. Swoje kroki skierowałam prosto do naszego pokoju. Za chwile usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach, był to Mario:
-Czemu nie powiedziałaś że wychodzisz?- spytał siadając na łóżku
-Nie chciałam cię budzić- powiedziałam obojętnie
-Żałuję, tak, żaałuję cholernie tego transferu. To chciałaś usłyszeć?- zapytał poddenerwowany
-Mario, nie chcę o tym rozmawiać, widzę że to nie jest dla ciebie proste, nie będziemy się denerwować- usiłowałam uspokoić całą sytuację
-Nie Laura, jesteś moją narzeczoną, i będziesz wiedziała, wszystko. - powiedział a  mi zrobiło się cieplej na sercu
-Więc... czemu to zrobiłeś?- zaczęłam niepewnie
-Myślałem o większych zarobkach- odpowiedział
-Mario, ale na co ci większe? Nie zarazbiasz wystarczająco ?- próbowałam się dowiedziec
-Nie wiem, ale ... w Borussi czułem się lepiej- uznał wkońcu
-Ale przecież to widać- przyznałam 
-Naprawdę?
-Wczoraj na treningu byłeś zupełnie inny jak na treningach w Bayernie. Taki weselszy i wogóle taka wspaniała rodzinka Kloppa, piękne to było- powiedziałam
Na tym zakończyliśmy.  I poszliśmy na obiad. Potem znów na trening xD Będzie się działo ;)
-------------------------------------------
Znowu takie średnie :/
Ostatnie zdanie zapowiada następne rozdziały: "Będzie się działo" ~obiecuje Wam to :)

piątek, 24 stycznia 2014

52- Kto? Lawandooooowski! Cooo....?

Luzia okazała się wspaniałą dziewczyną. Chętnie rozmawiała i bardzo się poznałyśmy. Bardzo dużo sie o sobie nawzajem dowiedziałyśmy.
Po jakimś czasie postanowiłyśmy posprzątać. Chłopaki jak to zwykle , nie mogli się sobą nacieszyć. Oni rozmawiali a my zaszyłyśmy się w kuchni i zmywałyśmy naczynia:
-Jak się poznałaś z Marco?- zaganęłam
-Wiesz... Marco miał problemy , poszedł na imprezę , podejrzewam po to, aby się upić. Jednak przetańczyliśmy prawie wszystko tańce i uniemożliwiłam mu pobudke z kacem. Potem umówiliśmy się na telefon i spotykaliśmy- odpowiedziała moja rozmówczyni- A jak było z tobą i Mario?- zapytała
-Kiedy były organizowane zawody w piłkę nożną , wygrałyśmy mistrzostwa Polski i dowiedziałyśmy się , że gramy dalej. A finał był w Niemczech na Alianz. Tam właśnie zbliżyliśmy się do siebie, mieszkając w jednym z pokoji w hotelu.- odpowiedziałam
-Czyli dobrze rozumiem że jesteś Polką?- zastanowiła się
-Tak. A ty skąd pochodzisz?-
-Ja mieszkam w Niemczech, ale przeprowadziłam się z Jugosławi, kiedy moi rodzice się rozwiedli.- posmutniała
-Ojej, przykro z powodu rodziców- powiedziałam z żalem w głosie
-To było jakiś 8 lat temu, już się pogodziłam- uśmiechnęła się
Kiedy naczynia ułożyłyśmy na osączarce wyszłyśmy z kuchni i dołączyłyśmy do chłopaków:
-Jak tam naplotkowałyście się?- zaśmiał się Mario
-Powiem ci, że nie- udałam rozżaloną
-To ile wam do jasnej ciasnej czasu potrzeba?- zaśmiał się Reus
-Ojjjj dużo- pocałowała go jego dziewczyna- Wogóle Mario , świetną masz dziewczynę- zwrociła się do mojgo narzeczonego
-Mały błąd Luiz, narzeczona- powiedział Mario z dumą w głosie
-Ejj, to czemu się nie pochwalilaś?- spytała
-A jakoś nie było tematu-zaśmiałam się
-No to gratulacje zakochańce- przytuliłysmy się
Chłopacy zaproponnowali nam spacer ulicami Dortmundu, na który się zgodziłyśmy.
Bałam się , że nie spotka nas jakaś niechciana przygoda, czy jakiś napad na Goetze, w końcu niektórzy fani nadal nie chcą mu wybaczyć tego transferu do Monachium. Puki co jednak, było spokojnie. Przechodziliśmy aktualnie koło stadionu:
-Choćcie , mam niespodzinkę- poinformował Reus
-Dla nas?- wykrzyknęliśmy wszyscy razem
-Dla Mario w szczególności- poklepał przyjaciela po plecach- Choć stary-
-A co z nami?- zapytała Luiza
-Zmarzniemy jak rzebraki, pod stadionem, w Dortmundzie...- mówiłam cicho, udajac że płacze
-Nie histerzyzuj kochana- powiedziała do mnie Luiza wybuchając śmiechem
-Cicho, ty!- upomniałam ją smiejac się
-Laura, twoja historia mnie urzekła, mów dalej- zwrócił się do mnie Reus, ledwo wytrzymując ze smiechu
-A więc... -zaczęłam- Wpuszczajcie nas!!!!!!!!!!!!!!!!- krzyknęłam
-Boje sie ciebie- wrzeszczał Mario
-Jak jest mi jest zimno to mi jest źle-
-To kup se wóde i nachlaj sie...- dokończył Reus
-Hahahaha- w tle
-Ale wy jesteście dziwni- zauważyła zwijajaca się ze śmiechu Luiz
-Spoko, idzie przywyknąć- zaśmialiśmy się
-Co z ta niespodzianką?- niecierpliwił się Mario
-No chodź już... oj z wami ...- zaczął Reus
-Z nami debilami...- powiedziałam
-Świat jest piękniejszy!- dokończyła Luiza
-Hhahahhahaah, idziemy???- spytałam niewyrabiając

*Mario*
-Idziemy-
Otworzył furtkę stadionu a tam zobaczyłem... wszystkich moich klubowych kolegów , przyjaciół i Kloppa też. Przez chwilę zastanawiałem się: 'Wejść dalej?' 'Jak zareagują?' 'Będą mieli mi nadal za złe?' . Ostatecznie postanowiłem wejść. Kiedy zobaczyli mnie chłopaki padliśmy sobie w objęcia:
-Robert nas tu ściagnął- zaczął Nuri
-Miałam być niespodzianka- uśmiechnął się Langerak
-Choć tu do mnie Mario- poweiedział trener i poszedłem się z nim przywitać
Tak się cieszyłem, że ten transfer nie zmienił wszystkiego. Rozumiem oczywiście rozżalonych fanów, ale cieszę się że prawdziwi fani zrozumieli moją potrzebę dalszego rozwoju, a przyjaciele nadal cieszą się na mój widok. Z wzajemnością oczywiście.
Nastepnie przedstawiłem im swoja narzeczoną, z którą chłopaki oczywiście szybko się zaprzyjaźnili, a kiedy powiedziała im że również gar w piłkę, mieli już tematy do rozmów:
- A może tak..... zagralibyśmy sobie meczyk, w starym dobrym składzie? - zaproponował Jurgen- Co chłopaki?
-I dziewczyny.- dopowiedzial Lewy
-Lewandowski, ty masz żonę- przypomniał mu Kuba
-I dwie wspaniałe przyjaciółki, okey nie rozwodźmy się tylko gramy- zarządził Lewy
-A kto ci się karze rozwodzić? Ania to taka wspaniała dziewczyna, miła, uprzejma i do tego mistrzyni w karate- tłumaczył Kuba
-Hahahaahh dekle, czy ja powiedziałem rozwód?- zaśmiał się- Gramy czy będziemy gadać o moim rozwodze z Anką?
Po całej akcji z 'Rozwodem' zaczęliśmy grać. Słady wydzielił trener. Ja z Reusem, Gundoganem, Hummelsem Weidenfellerem ,Sarrem, Laurą, Mikim, Piszczkiem i Kirchem. A druga drużyna to : Langerak, Subo, Auba, Kuba, Lewy,  Luiza, Kirch, Ducksh, Sahin Durm i Grosskreutz. Trener celowo wybrał taki skład, aby trudno było nam strzelić bramkę Wybrał składy najlepsze przeciwko najlepszym. Kiedy już ledwo garliśmy ale bez goli zrobiliśmy sobie seryjkę karnych. Mi udało się strzelić wszystkie , po mnie podchodził Lewy:
-Patrz uważnie- mówił do Romana- Strzelam- prowokował go
-Strzelaj!- krzyknęli wszyscy razem
-Bez spiny- strzelił i spudłował- Game Over, Try again- nie mogłem z niego
Podszedł do drugiego z 3 karnego:
-Roman?- spytał
-Co?- zapytał Weidenfeller ledwo opanowując śmiech
-Bu!- nie strzelił- Game over...
-Please, try again!- dokończyliśmy za niego
-Ale teraz ja wam mówie strzele to choćby nie wiem co!- powiedział i zrobił minę skupionego. Fajnie to wyglądało- Roman! Mucha!
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Gdzie?!!!- Weidenfeller uciekł z bramki i tym razem Lewandowski faktycznie trafił

*Laura*
To co wyprawiał Lewy  tak rozśmieszyło innych, że nawet trenerzy nie mogli opanować powagi:
-No brawo!- krzyknęłam
-Kto ? Lewandoooowski!!! Co? Jest booooskiii!!!!!!!!!!!!!- darł się rozśmieszając tym samym innych.
Jednym słowem to był cudownie spędzony dzień. Tutaj jest cudownie, w Bayernie nie potrafiom tak przeprowadzać treningów. Tam wszystko odbywa się aż za poważnie. Tutaj jesy naprawdę 100 razy lepiej. Nie wiem jak Mario mógł opuścić ten klub <3 .

-----------------------------
Taki śmieszniejszy na poprawę humorów na dzisiaj ;33 szczególnie na mój ;((  Mało komentarzy bardzo ;(((

środa, 22 stycznia 2014

51- 'Judasz', 'Zdrajca' ??

*2dni później Dortmund, Mario*
Właśnie dochodzimy do domu mojego przyjaciela, Marco. Jestem ciekawy co ma mi do powiedzenia Lewy, widać ze Marco nie jest z tej wiadomości zadowolony.
Zostawiłem tylko walizki u przyjaciela przywitałm się i poszedłem do Lewandowskich, Laura obwiesciła mi że ni chce przeszkadzać i zostanie w domu.
zadzowniłem do domu Roberta, otworzyła Ania:
-Cześć Aniu, jest Robert?- spytałem i przywitałem się z Lewandowską
-Pewnie, wejdź- uśmichnęła się
-Mario! Witaj przyjacielu!- padliśmy w sobie w objęcia
-No hej, stęskinłem się za wami wszystkimi tutaj- poklepałem go po plecach
-My za tobą też Mario- upewnił mnie
-Więc co chciałeś mi powiedzieć?- zapytałem
-Nie będziemy już zdani na odległość. Będziemy sie widywać, często. Nie. Co gadam bardzo często. Będę u was grał- powiedział po czym uśmiechął się
-Ale naprawdę?-nie dowierzałem- Czemu ja nic nie wiem?- zdziwiłem się lekko
-Kontrakt podpisuję dopiero w tym lub następnym tygodniu, wtedy też przejdę testy medyczne do klubu- wyjaśnił Lewy
-A co na to chłopaki i.. Klopp?- spytałem
-I tu jest właśnie mała sprzecznosć- zatrzymał sie- Fani mnie wyzywają od 'judaszy' , 'zdrajców' i ...
-Sam wiem jak to było. - powiedziałem- Albo wtedy to pobicie pod stadionem, jak do Marco przyjechałem - posmutniałem
-O patrz, znowu o moim transferze mówią- Robert podgłosił tv- To już mnie lekko irytuje, od rana szukam kanału na którym lecą filmy, a nie wywiady i informacje związane ze mną-
-Rozumiem cię, ale popatrz. Jestes klasy światowej piłkarzem i to normalne, wie już cały świat i każdy chce wyrazić swoją opinię.- przypomniałem mu
-...ale fani Bayernu wcale nie przepadają za Lewandowskim, nie będzie tu chyba przywitany jak jeden z najlepszych piłkarzy świata- powiedziała prezenterka w telewizorze
-Robert , napewno? Napewno nie masz wątpliwości?- nie chciałem , żeby potem się zmarnował, albo co gorsza złamał- Ja narazie gram, ale to też nie jest to czego oczekuje, czasem myślę, że nie powinienem zostawiać Borussi, bo tutaj byłem kluczowym zawodnikiem. Chociaż wiem, że w Monachium muszę walczyć o pozycje, a to wcale nie jest łatwe.- Robert nie odpowiedział
Nie chciałem go negatywnie nastawić do Bayernu, bo oczywiście bardzo się cieszę że mój dawny kumpel będzie ze mną grał w jednej dtużynie. Ale z drugiej strony będzie musiał stawić czoło wielu przeszkodom, jak ja. Albo nawet większym. Cały czas mam w głowie te gwizdy kibiców Borussi, kiedy to rozegrałem swój pierwszy mecz przeciwko dawnej drużynie. Nie zostałem przywitany jak bym tego może chciał, ale nie dziwię się kibicom. Z jednej strony zdradziłem ten klub, oszukałem kibiców, rwałem do Bayernu i żal mi tych prawdziwych fanów, którzy liczyli , że inaczej podejdę do tej sprawy.
-Robert przemyśl, ja bardzo się cieszę że będziesz ze mną grał, ale pamiętaj- nie będzie łatwo.- poklepałem go po plecach i wstałem aby opuścić dom Lewandowskich- Zmywam się, trzymaj się Lewy
-Ej Mario- zatrzymał mnie
-Tak?- spytałem
-Dzięki- uśmiechnął się- Przemyślę
-Nie ma sprawy- powiedziałem a potem wsiadłem do samochodu pożyczonego od Marco i wróciłem do domu kumpla.

*Laura*
Kiedy Mario wyjechał urządziłam sobie pogawędkę z jego kolegą z reprezentacji. Dowiedziałam się, że Reus znalazł drugą połówkę. Ma na imię Luiza.  Tłumaczył mi Marco. Powiedział że jest rok starsza ode mnie i będę miała okazję ją poznać, bo przyjdzie dzisiaj na kolacje.
Dziwne Reus nic wcześcniej nie mówił, że ktoś przyjdzie sądziałam , że będziemy przeszkadzać, ale Marco twierdzi że specjalnie zaprosił nas razem, żebyśmy mogli się lepiej poznać.
Potem rozmawialiśmy o naszych wakacjach, :
-Widzę, że plan wypalił- spojrzał na mój palec i uśmiechnął się
-Ejjjjj wiedziałeś?- oburzyłam się
-Nie , ja nic nie wiem. Chcesz soczek?- szybko zmienił temat i zaczeliśmy sie śmiać
-Rojsuuuu?-
-No cooo? Dobrze zaplanowane jeszcze lepiej zorganizowane , czego w sumie chcieć więcej- zacieszył się
-Oj chłopcy, chłopcy...-
Dochodziła już 16 Luiza miała się zjawić o 19 więc powoli zaczęliśmy sprzątanie, Mario tez już przyjechał i chwilę pogadali o Lewym. Sednem sprawy był kontrakt na 5 lat w Bayernie, Marco jest kompletnie załamany, kibice wstrząśnięci i niezadowoleni. Reus stracił dwóch przyjaciol. Napewno nie będzie mu łatwo, szczerze mu współczuję, jest mi bardzo bliski, przeszedł dużo w życiu i kiedy jest okazja się spotkać rozmawiamy. Mówi mi bardzo dużo bo twierdzi że ja zawsze wiem jak pomóc. Lubię pomagać, ludzom którzy na tę pomoc zasługują...
Ogarnęliśmy dom, potem zaczęlam coś pichcić. Zrobiliśmy zapiekankę. Przepis wyniosłam z domu. To nie była taka zwykła zapiekanka, wkładało się do niej kiełbasę i ser, smarzyło na patelni dodawało śmietanę możnabyło groszek i na wierzch makaron. Oczywiście należało ją potem wedug gustu przyprawić. Kiedy mama rzucała hasło 'zapiekanka' nie musiała robić obiadu. Zawsze razem z tata i siostrą go przygotowaliśmy, taki nasz przysmak :).
Jedzenie wstawione do piekarnika, stół ogarnięcie przeze mnie ustrojony, a chłopaki grają w FIFĘ xD. Poszlismy się przebrać. Ja założyłam spódniczkę i różową bokserkę. Chłopaki też zeszli przebrani. Po 20 minutach poznaliśmy dziewczynę Reusa - Luizę Parker .

-------------------------------------------------------------
4komy więc jest ;) Co by tu więcej napisać.... No nic, ja już powoli odczuwam nawał lekcji i sprawdzianów więc z niecierpliwościa wyczekuję ferii i zakończenie jak dla mnie koszmarnego semestru ;(

niedziela, 19 stycznia 2014

50- "REAL WYGRAŁ LIGE MISTRZÓW!" ~"Ale, że znowu?"

'*Mario*
Ściemniało się coraz bardziej. Akutrat przystaneliśmy podziwiając zachodzące słońce nad tutejszym Morzem. Objąłem Laure, od tyłu w pasie i chwilę trwialiśmy w niezmąconej ciszy. Teraz postanowiłem zadziałać. Obruciłem moją dziewczynę, tak żeby patrzyła na mnie i wygłaszałem swoją 'przemowę':
-Laura, chciałbym ci coś ... powiedzieć- zaczałem
-Tak Mario?- spytała patrząc w moje oczy jeszcze bardziej mnie onieśmielając,
-Jesteś dla mnie największym skarbem na całym świecie. Wiem, że dzięki tobie jeszcze żyję. Wiem że to ty dajesz mi do życia siłę. Jestes jak tlen , bez którego nie mógł bym normalnie żyć. Bez ciebie czuję pustkę, moje życie traci wtedy sens. - powiedziałem kiedy spuściła wzrok

*Laura*
To co mówił Mario było piękne, słuchałam go w skupieniu:
-Jesteś ta jedyną, tą wspaniałą, piękną moją dziewczyną. Ale mi to nie wystarcza. Wiem, że to z tobą pragnę  spędzić resztę życia. Z tobą chcę założyć rodzinę, przy tobie chcę upadać i podnosić się. Wiem , że tego właśnie pragnę, ale pytam ciebie czy.. Ty też? - przerwał Mario i... uklęknął przedemną
Do moich oczu napłyneły łzy szczęścia. Wspaniale się wtedy czułam:
-Lauro, wyjdziesz za mnie?- zapytał po chwili patrzac w moje zapłakane oczy
-Tak Mario- odpowiedziałam bardzo cicho
Wtedy wsunął mi na palec piękny pierścionek. Rozpłakałam się i rzuciłam na Mario:
-Kocham Cię- powiedziałam i pocałowałam go
Całowaliśmy się na piasku, to było takie wspaniałe. Zawsze chciałam doświadczyć podobnego uczucia. Podobały mi się spacery brzegiem Morza, ale nigdy nie wyobrażałam sobie takiego pięknego zakończenia- zaręczyn <3. :
-Przepraszam Cię, że dzisiaj się tak trochę dziwnie zachowałem w stosunku do ciebie, poprostu bardzo się denerwowałem czy przyjmiesz pierścionek i zostaniesz moją narzeczoną- powiedział kiedy wracaliśmy.
-Kochanie, a wyobrażałeś sobie inną odpowiedź?- spytałam pociągając nosem
-Miałem poprostu wątpliwości, że coś zepsuję- tłumaczył
-Mario. Było idealnie- pocałowałam go
Kiedy wróciliśmy wykończeni rzuciliśmy się na łózko, kiedy już wzięliśmy  kąpiel. Chcieliśmy się wyspać bo jutro o tej porze będziemy już w Monachium. Rano o 10 musimy opuścić ten wspaniały domek z najwspanialszymi wspomnieniami i cudownymi tradycjami. No niestety...

*Rano Mario*
Obudziliśmy się około 8.30. wreszcie byłem spełniony. Moja miłość została odwazjemniona i nie muszę być już spięty. Cały czas pobytu tutaj bardzo się denerwowałem- raz więcej, raz mniej. Ale udało się- jesteśmy narzeczonymi :)
Po zjedzonym śniadaniu, spakowaliśmy ostatnie ubrania i zapieliśmy walizki. Potem rozliczyłem się z właścicielem tego cuda i wybraliśmy się do chłopaków. Laura miała przeczucia , że przyda im się mała pomoc. Jak sie okazało moja narzeczona nie myliła się . Chłopaki spali w totalnym burdelu:
-Mario! Philip! Wsatwajcie- próbowałem ich obudzić
-Lama! nooooo- też nie podziałało kiedy Laura wołała- ej chwila przecież...- powiedziała - REAL WYGRAŁ LIGE MISTRZÓW!- krzyknęła, tym zawsze ich się da obudzić
-Nie no ! Ale że Znowu?!- wstał na pełne nogi Lahm a my nie mogliśmy z niego kiedy tłumaczył to Mandzukiciowi
-To ile kurde jest tych Lig Mistrzów w jednym sezonie ćwoki co? - zaśmiałem się
-Laura ja cie kiedyś.....- powedział z miną jakby chciał ją zabić- psyuleeeeee ałłłłłłłłłłłłł- dokończył kiedy wdepnąłem mu na nogę

*Laura 2 dni później*
Jesteśmy już w Monachium 2 dni, jest ... fajnie. Narazie wszystko się układa i modlę się żeby tylko tak dalej. Mam tylko dobre nadzieje, w końcu kiedys trzeba takie mieć....
Nawet się nie rozpakowaliśmy, bo prawdopodobnie za 2 dni czyli w soboote jedziemy do Dortmundu do Marco. Tym razem nie puszczę Mario samego. Chłopaki chcą nam coś powiedzieć a w szczególności Lewandowski. Ciekawe o co im chodzi. Marco nie krył niezadowolenia kiedy Robert mu to przekazał, ale sam nie powiedział o co chodzi. Mówi:"Brak słów, sami się dowiecie, tracę drgiego przyjaciela" . Tyle wiem od niego, reszty dowiem się w sobote na miejscu w Dortmundzie.


-------------------------------------------------
Tadaam!!!!!!! Oto sobie taka mała niespodzianka. W tym celowo zaplanowanym przełomowym rozdziale. I ten tego... Kiedyś będzie trzeba zakokńczyć to opowiadanie. Zastanawiam się czy szczęśliwie czy może jednak nie? Nie wiem jeszcze zobaczę, ale czekam na propozycje.
Komentujcie ;)

sobota, 18 stycznia 2014

49- "Obudziłam się o 6 i pływać mi się zachciało"

*Mario*
Kiedy już spenetrowaliśmy dom i odetchnęliśmy z ulgą, że wszystko jest w porządu, usiedliśmy i dliśmy sobie trochę czasu na rozmowę.:
-Wspaniale tu, co?- zagadnął Lahm
-Też tak uważam, aż ciężko będzie się rozstać z tym miejscem- zasmutała Laura
-Na pewno, ale kto wie, może kiedyś tu wrócimy?- zamarzyłem
-Super by było. Zosatły nam dwa dni- przekalkulował Mandzukić
-Oczywiście razem z dzisiejszym, czyli jakby nie patrzeć , skoro dzisiaj jest sroda to w piątek rano mamy samolot- poprawiła go Laura
-Musimy jakoś to uczcić, tak, żebyśmy zapamiętali te wakacje na całe życie- Lahm, mistrz od pomysłów
-Podpisuję się pod tym - uśmiechnęła się moja dziewczyna
-To ja też- powiedziałem i wszyscy popatrzyliśmy na Mandzu
-Co tak się gapicie, oczywiście, że się zgadzam- zaśmiała się klubowa '9'


*Następnego dnia- Laura*
Obudziłam się około 6 nad ranem. Nie było mowy o zmrużeniu oka. Postanowiłam iść do kuchni. Sięgnęłam butelkę wody mineralnej i nalałam do szklanki. Stałam sobie w kuchni i piłam tą wodę, wogóle się nie spiesząc.
Klarowala nam się piękna pogoda. Wschodziło piękne karaibskie słońce. Jakoś tak mi się zachciało popływać. Siegnęłam tylko strój kąpielowy, tak żeby nie obudzić mojago słodziaka i wyszłam na zewnątrz. Jeśli ktos mnie zauważy pewni pomyśli sobie : 'Jakaś idiotka pływa w Morzu o 6.30' ale co tam. Kiedy byłam nastolatką mieszkałam z rodzicami w małej miejscowości niedaleko mnie było jezioro. A kilka miejscowości dalej wybudowali basen kiedy miałam 12 lat. Jeździłam tam bardzo często, aż kiedyś rodzice postanowili zapisać mnie na naukę pływania. Ukończyłam kurs jako pierwsza i po 12 lekcjach załapałam kraula , grzbiet i żabkę. Postanowiłam wykorzystać swoje umiejśtności.
Przyznam na początku nieco się obawiałam ale było dość płytko i szybko się odnalazłam w tej nieco chłodnej wodzie.
Pływało się wspaniale, słońce ogrzewało część mojego ciała. Nie było tam wogóle ludzi, nie dosyć, że Mario wynalazł takie ciche miejsce, gdzie znajdowała sie mała ilość domków, to prawie nikt jeszcze nie odważył się wyjść o tej porze.
Po jakimś czasie stwierdziłam , ze czas już na mnie. Mario pewnie zaraz wstanie o ile już nie wstał i nie wzywa policji informujac o moim zaginięciu. Wprawdzie nie pływałam daleko od domu, ale jak to z Mario bywa zawsze był bardzo opiekuńczy, czasem przewrażliwiony .
Weszłam do domu, zastałam tam Mario, akurat wychodził z sypialni:
-Gdzieś ty była?- spytał- Chciałem policję wzywać- powiedział ale nie był chyba zdenerwowany
-Czyli wróciłam w odpowiednim momencie?- zapytałam
-Ejjjj. Nie żartuj sobie ja tu się martwię- upomniał mnie
-Ale nie ma potrzeby - ucałowałam go i poszłam sie ubrać, bowiem byłam w kąpielówkach owinięta ręcznikiem
-Dowiem się gdzie byłaś, kiciaaaa- podreptał za mną
-Obudziłam się o 6 i pływać mi się zachciało.- powiedziałam
-Oszalałaś?!- wkurzył sie Mario- Przecież mogło Ci się coś stać!!- prawie na mnie krzyczał
-Wiesz co? Czasem mam dosyć twojej nadopiekuczości!- również się zdenerwowałam i wyszłam do kuchni- Mam kartę pływacką i potrafie pływać, szkoda tylko że u ciebie zaufania nie mam!
-Kotku przepraszam, poniosło mnie- Przytulił mnie, a ja jego
-Nie gniewam się - wtulilam się w chłopaka- I tez przepraszam- wyszeptałam
-Dobrze już, choć zjemy coś- przystałam na propozyje piłkarza , za kilka chwil kelnerzy przynieśli nasze śniadanie.

*19.00 Mario*
Coraz szybciej dobiega kresu nasz pobyt na tej wyspie. Zabieram zaraz Laurę  na obiado -kolacje w centrum miasta:
-Kochanieeee pospiesz się-
-Makijarz, Mario makijarz- zaśmiała się- Tak wiem nie będzie widać
-Jaka upartaaaa- powiiedziałem
-Najgorsze , że twoja- powiedziała a ja sie zaśmiałem
-Yyyyy chyba najlepsze kicia, idziemy- spytałem
-Idziemy- zasalutowała
Doszliśmy do bardzo dobrej restauracji na dworze. Zamówiliśmy pizzę:
-Jejku Mario, znowu przytyjęęęę- zasmutała moja dziewczyna
-Jak dla mnie możesz przytyć ze 100 kilo - i tak będziesz piękna- usmiechnąłem się
-Serio? To żeś mnie pocieszył- powiedziała- Wyobrażasz sobie mnie i 160 kilo?- grymasiła
-Nie, i nigdy taka nie będziesz, bo w przeciwieństwie do innych kobiet ty ćwiczysz i spalasz kalorie- ucałowałem ją a po chwili dotarła nasza pizza.
Zjedliśmy ją i szliśmy na umówiony spacer brzegiem Morza. Teraz czułem się bardzo niezręcznie, byłem poddenerwowany, teraz miałem zrobić tą największą niespodziankę swojej dziewczynie. Bardzo się bałem jej reakcji:
-Mario. Mario!!- pomachała mi ręką przed oczami- Mówię do ciebie.
-A tak.- zamysliłem się . Nie nooo wszystko popsuję, zasmuciłem się
-Mario, co się dzieje?- spytała
-Nic, zanczy wszystko jest w porządku- lekko się zarumieniłem, ciężko było mi ją oszukiwać, ale chciałem do końca nie dawać żadnych pozorów.

-----------------------------------------------------------
No siemaaa :> Macie już jakiś pomysł? Jaką niespodziankę Mario robi Laurze? Chcę was nieco zaskoczyć .
Bardzo mnie natomiast martwicie i znowu jestem na skraju poddania się. 1 osoba komentuje mi bloga :( bardzo mnie to smuci. Nie chcę go zawieszać ale proszę was. Komentarz- Dla was to kilka sekund a dla mnie ogromna motywacja!!!

czwartek, 16 stycznia 2014

48- Feel last moment :3

~niecały miesiąc później~
`Mija już powoli cudowny miesiąc przebywania Laury i Mario, na wspaniałej karaibskiej wyspie. Zakochani zabawiom tutaj jeszcze dwa dni. Napewno będzie im trudno rozstać się z tym pięknym miejscem, które wyjaśniło tyle rzeczy. Wymazało z pamięci wszystkie złe wspomniania, a głowy zapełniło nowymi, lepszymi przeżyciami. Mario i Laura bawią się cudownie, wykorzystując ostatnie dni pobytu tutaj, tutaj gdzie wydawać się może ich drogi zostaną wydeptane płasko, bez nierówności, bez gniewu, z mniejszą ilością problemów, z nową , lepszą przyszłościom`

*Mario*
Cóż za cudowne wakacje. Jestem zrozpaczony, że już niedługo przyjdzie nam opuścić Karaiby. Już tylko dwa dni, a jeszcze muszę przygotowac się do najważniejszego. Do niespodzianki i do tego, po co w szczególności tu jestem. Nie jestem jeszcze zdenerwowany. Będę może jutro, ale staram się jak najmniej o tym wszystkim myśleć. Właśnie z Laura wybieramy się na spacer po mieście. Lubimy chodzić kiedy się ściemnia. Na jutro natomiast mamy zaplanowany spacer brzegiem Morza. Czuję, że będzie cudownie.:
-Lauraaaa, kotku pospiesz się- ponaglałem swoją dziewczynę
-Już schodzę, jeszcze tylko tusz, chwilka- odpowiedziała
-Przestań, wyglądasz cudownie, a po drugie to jest ciemno i nikt nie będzie patrzył na twoej nie pomalowane oczka, kicia- zażartowałem
-Wiesz, żeś mnie pocieszył- rzuciła sarkazm
Po chwili zeszła urbrana, i oczywiście musiała postawić na swojim , bo umalowana:
-No już pięknie wyglądasz, idziemy?- pocałowałem ją
-Tak idziemy- poczochrała mnie
-Ejjjj wiesz ile ja to układam ?!!- udałem obrażonego
-Nie wiem... jakieś.... 10 minut?- zaśmiała się
-15!!! - pokręciłem głową na co ona wybuchnęła śmiechem

*Laura*
Wreszcie udało nam się wyjść, po jakiś 20 minutach, bo kłuciliśmy sie kto gorzej wygląda i skończyło się na tym, że Mario rozwalił mi włosy a ja jemu xD. Ja tylko przeczesałam je szczotką, a on zaczął rozczulać się nad swoimi i weszło mu rzeczywiście z 15 minut :) :
-Juz skończyłeś?- westchnęłam spoglądając na zegarek
-Wszystko przez ciebie- zaczął śmiesznie gadać, wytknął mnie palcem i obraził się
-To co idziemy?- spytałam go poraz setny
-Nie!- dziecinnie mi odpowiedział- Ja kcę żebys mnie psytuliłaaaaaa- zawył
-Poczekaj kupie ci frytki- powiedziałam zamykając dom
-Nie kcę!- tupał nogami xD
-Chcesz
-Nie!
-Mariooooooo, proszę cię- powiedziam- Masz 23 lata!!- tsaa znamy się już chyba z rok :)
-Naprawdę?- zdziwił się- Pacz jak zleciało- zaczęłam się śmiać- Laura!
-Co?- zapytałam z powaga na niego patrzac jednak długo nie wytrzymałam
-Upominam cię, i mówisz, że to ja zachowuje się dziecinnie- przypomniał
-Wypraszam sobie- przyspieszyłam kroku
Chodziliśmy tak bez celu po mieście, raz to się sprzeczając, raz śmiejąc. Aż  wkońcu zgłodnieliśmy. Wbiliśmy do jenej z knajp i tam też sie posililiśmy. Kiedy wyszliśmy zadzwonił mój telefon. To Mario i Lama sie dobijali. Weszli do domku przez okno, bowiem drzwi były zamknięte,  a zapomnieli wziąć pod uwage to, że mogliśmy wyjść -_- xD. Szybko nawróciliśmy, wiedząc, ze nie jest dobrze zostawić te dwie ślamazary w naszym domku. Mam nadzieję, że kiedy dotrzemy jeszcze wszystko będzie na miejscu.
Zachciało nam się biegu, tym szzybciej dotarliśmy. Wpadliśmy jak opentani a chłopacy zrobili dziwne miny:
-Co wam?- spytał Lama
-Niebezpiecznie, was, zostawić, w domu. -powiedziałam dysząć
-Hahahahahaha - w tle xD



---------------------------------------------------
kici kici ;3 hahahahahahah

niedziela, 12 stycznia 2014

47- Zapodaj smajla bo szmutno jakoś .... :*

1Zamknęłam oczy a Mario prowadził mnie, szłam jakimś dziwnym podłożem nie podobnym do drogi. PO chwili kazał mi odsłonić oczy. Moim oczom ukazał się piękny pomost prowadzący do jakiegoś przejścia:
-Mario, to jest piękne- pocałowałam go- Ile ty za to dałeś?
-Pięniądze się nie liczą- powiedział- Ty masz byc szczęśliwa. Choćmy dalej
Podeszliśmy, a to przejście prowadziło do domku. Jest tak cicho spokojnie. Nie ma nikogo. Jak bezludna wyspa. Najwsanialszy prezent jaki tylko mógł być.
Nie miałam sił się rozpakować, więc tylko rzuciłam walizki na połdłogę koło łóżka, które wisiało prawie że na dworze. Jest tu mega ciepło i do tego jestemy NA morzu. Nie no pięknie.
PO namowach Mario, zgodziłam się na wspólny prysznic, potem owinięci ręczynikami położyliśmy sie na łóżko rozmoawiając, a po jakimś czasie zasneliśmy.

*Mario*
Obudziłem się po czym zerknąłem na zegarek. Dochodziła już 10.00 . Po chwili przyszła kelnerka z naszym śniadaniem , kiedy właśnie Laura brała prysznic. Kiedy wyszła wszystko było już przygotowane do śniadania:
-Hej Mar...io, o Boże!!!- zachwyciła się- Wspaniałe- prztuliła mnie
-Hej skarbie, wyspałaś się?- spytałem
-Oczywiście, jestem w pełni sił. -odpowiedziała- Co będziemy dzisiaj robić?
-Może wykąpiemy się w Morzu co?- zaproponowałem
-Świetnie, ale muszę się też poopalać- uśmiechnęła się
-Jak sobie życzysz księżniczko- pocałowałem ją po czym zasiedliśmy do posiłku.
Kiedy skończyliśmy jeść, zamówiona służba zebrała brudne naczynia, a my udaliśmy się do naszej garderoby po ubrania na plażę. Wziąłem swoje bokserki i poszedłem do łazienki. Po 10 minutach zeszła przebrana Laura. Zamkneliśmy dom i udaliśmy się na plażę.

*Laura*
Mario coraz bardziej mnie zaskakuje. Tak bardzo się stara. Poprostu nie wierzę, że to się dzieje na prawdę, czasem się zastanawiam czy ja przypadkiem nie śnię. A jak sobie pomyślę, że na tej wspaniałej Karaibskiej wyspie mamy spędzić aż miesiąc robi się pięknie. Jestem poprostu jak nowo narodzona. Z pełnią sił i chęci do życia.
Właśnie wychodziliśmy na plażę. Mario poszedł się 'ochłodzić', ja natomiast połozyłam się na kocu i poczęłam się opalać. Słońce nie grzało. Ono tak piekielnie paliło, że co 1 godzine smarowałam się olejkiem i krememi przeciwsłonecznymi. I pomyśleć, że w Monachium już prawie prawie do wiosny, a my mamy tutaj takie piękne lato :). Aż lepiej sie żyje:
-Dosyć tego opalania- moim oczom ukazał się Mario
-Aaaałaaaa idioto- poczułam dreszcze, zostałam pochlapana zimną wodą
-Że coooo?- obużył się- Wstawaj- wydał rozkaz
-Do takiej zimnej wody? W życiu- założyłam okulary i spowrotem się położyłam
-Dobry Jezuuuuuuuuuuu a nasz Panieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee... -usłyszałam w dali
-Hahhahahhahaahh- zaśmiał sie Mario
-Czy to....
-Lama i Mandzukic?- krzyknęliśmy razem
-No siema- przywitali się
-Widzę, że Karaiby też już opanowaliście?- zaśmiałam się
-No pefka-
-Czy ludzie na końcu świata muszą wiedzieć że my nienormalni jesteśmy?- zapytałam
-Na koniec świata to ja cie dopiero zabiorę- Powiedział Lahm
-Już wolę do piekła...- powiedziałam cicho
-Okey- zacieszyli się i mnie podnieśli
-Postawcie mnie debile!!!!! debile jełopiy cwele wałkonie głąby kretyny postawcie mnie!- darłam sie za razem śmiejąc
-Hahahhah ta jak nas kocha- zaśmiał się Mario
A po chwili wylądowałam w wodzie:
-Cudowne zakończenie- podsumowałam
-Chciałaś do piekła? Chciałaś- zaśmiał się Mandzukić
-I ty bracie, nawet po ich stronie?- zdziwiłam się
-No upsss...- zaczęłam go gonić ale szybko dałam sobie spokój, bo chłopaki którzy zostali na kocu śmiali sie ze mnie i poszam ich ogarnąć
-To co idziemy do wody?- wyszczerzyłam się
-Tej się zachciało..- skwitował Lahm
-Ale Mario, kotku ty pójdziesz prawda?- zrobiłam maślane oczka ale sama z siebie nie mogłam wytrzymać
-Choć- zgodził się a ja wepchnęłam go do wody i wskoczyłam mu na plecy
-Patataj rumakuuuuuuuuuuu-
-Chyba hopsaj- zbuntowali sie chłopaki
-Chyba się nie znacie dekle- przedrzeźniałam ich
Cudownie było tak się  z nimi drażnić. Tak fajnie jest drażnić osoby, które wiesz że nigdy się nie obrażą. :)))


--------------------------------------------
Marnie mi to wyszło.... Uhgggggg zabijcie mnie ;/ xD  +miszczunio od wymyślania tytułów :D hahahahahah

czwartek, 9 stycznia 2014

46- 'ogarnijta się wieśnioki, zaraz wysiadamy'

*2 tygodnie później*
Dziś jest ten dzień na który czekałam od baaaardzo dawna. Właśnie razem z moim chłopakiem pakujemy się na wakacjee :) Chłopaki mają trochę wolnego od treningów, więc Mario wykorzystał sytuację. Własciwie to nie wiem nawet gdzie będziemy mieszkali. Wszystko co będzie działo się na Karaibach ma byc moją niespodzianką. Mario nie chce mi powiedzieć nic. Martwię się trochę, bo wiem jaki jest i boję się czy o czymś nie zapomni. Jednak każe mi się nie martwić i nie mysleć o niczym . Dla nas obu ma byc to czas relaksu i odpoczynku od dotychczasowych nieprzyjamności , spotykających nas niemal wszędzie. Po akcji z Hubertem uspokoiłam się nico, ale na tyle, żeby normlanie funkcjonować. Mario do tego chce, żebym całkowicie zapomniała dlatego wymyslił sobie wakacje na wyspach. Nie chciałam go obciążać, ale stwierdził, że musiłimy odpocząć i wreszcie znaleźć czas dla siebie. Faktycznie, ostatnino było go trochę mało.
Po woli kończyliśmy się pakowac:
-Mario, kochanie masz już wszystko?- spytałam
-Nie denerwuj się- przytulił mnie od tyłu
-Chce chociaż o czymś pamiętać- pocałowałam go
-Ty tam jedziesz odpocząć, ja pamiętam :)
Po woli kończyliśmy się pakować, kiedy przyszli chłopaki. Tak razem z nimi, czyli Mario i Philipem mamy jechać na Karaiby. Jak to bywało, zrobili nam zamęt i dopiero po pół godziny byliśmy spakowani. Na lotnisku mieliśmy być o 19. Jest 15 a my jeszcze musimy zjeść i ogarnąć dom, powyłączać prad itd, w razie jakiegoś nieszczęścia. A z tymi naszymi pryncypałami w 4 godziny trudno się wyrobić. Mario z Lamą zajeli się tym a ja z Mandzu przygotowaliśmy wczesną koalcję. Postawiliśmy na kanapki z serem szynką i sałatą, potem zrobiłam herbatę i zawołałam wszystkich żeby przyszli jeść. Kiedy najedliśmy się pozmywałam naczynia. Potem udaliśmy się do auta w celu zapakowania potrzebnych rzeczy. Nie chciało nam się iść 3 kilometrów o własnych siłach , więc zamówiliśmy taksówkę, która właśnie czekała:
-Laura idziesz?- zawołali mnie chłopaki
-Jeszcze chwilka- odpowiedziałam
-Co ty tam jeszcze robisz?- spytali
-Wole jeszcze raz upewnić się, że nic nie wybuchnie kiedy odjedziemy- uśmichnęłam się
-Nie miałaś się martwić, wszystko jest jak należy- powiedziało Mario i kazał mi już iść.
-Skoro tak mówisz...- zamyśliłam się- Jak nam rozsadzi dom będzie na ciebie- zaśmiał się
-Jassssnee i może frytki do tego?- śmiał się ze mnie
-Nie śmiej sie deklu- powiedziałam
-Jak ty mnie nazwałaś?- zaczał mnie gonić po całym domu, aż udało mu się mnie złapać
-Postaw mnie- piszczałam- AAaaaaaaaa
-To przeproś- zaśmiał się
-Przepraszam- postawił mnie- Deklu :D
-Zaraz się obraże- udał smutnego, ale zaraz zaczął się śmiać
-Serio Goetze? Serio?-
-Mario! Laura! Długo?!- niecierpliwili się chłopacy
-Upsssss.. - powiedziałam do Mario- Idziemy!- wydarałam się do chłopaków
-Tak tak Laura. Weź głośniej bo ja nie słysze- powiedział i złapał się za ucho- Ałłłł...


*2Godziny później-  Mario*
Jesteśmy już na odprawie, która właściwie to się już kończy. Zaraz wsiądziemy i będziemy lecieć już tam, tam gdzie ma być tylko dobrze. Innej wersji nie przyjmuje;
-Maio idziemyyy- powiedziała Laura
Weszliśmy do wielkiego samolotu i zajęliśmy miejsca. Oczywiście siedziałem z Laurą.
Był to 2czas zimowy bardziej, więc było juz stosunkowo ciemno. Tak, że aż spać mi się chciało. Za oknem piękny widok- chmury xD Tak ciemno i tak sennie że chyba zaraz zasnę. Ale nie chcę nic przegapić bo Laura mnie zabije. Nie chciałem jej pomocy kazałem jej odpocząć nie chcę niczego zaawalić, bo ostatnio to jedyna rzecz która wychodzi mi doskonale wręcz....
Zauważyłęm że Laura położyła się na moim ramieniu. Chyba spała. Nie chciało mi się spać, kiedy patrzyłem na jej twarz, taka piękna, promienna. Taka jaką zawsze lubiłem. Cieszę sie , że do mnie wróciła, ale bardzo się boje o jej psychik bo tym jak straciła dziecko niby wszysto jest okey i nic straconego ,żeby w przyszłości myśleć o kolejnym, ale mam nadzieję , że nie zrazi się tym że jedno już straciła. Tak bardzo się o nią boję, przytuliłem jej głowę do mojej i ucałowałem ją w czubek głowy. A Potem niewiem kiedy głowa mi poleciała i chyba zasnąłem...

*2Godziny później*
Stewardessa zaczęła pokolei wybudzać wszystkich pasarzerów , bo lądowaliśmy. Ja jednak obudziłam się nieco wcześniej, gdy poczułam dziwny ścisk w gardle kiedy samolot zaczął wirować a naastępnie osadzać się na ziemię. :
-Mario- puknełam go delikatnie w ramię- lądujemy
-Ooo już?- spytał
-Tak, trzeba obudzić chłopaków- powiedziałam i tym się zajęłam
Po kilku próbach znudziło mi sie i Mario chciał ich obudzić. Jednak wpadłam na pomysł:
-Real wygrał ligę mistrzów!- krzyknęłam
-Jak?
-Gdzie?
-Kiedy?
-Co?
-Aaa samolot. Laura!!- krzykneli kiedy zoriętowali się co się dzieje
-hahahahhah- nie mogłam z nich
-Dobra ogarnijta się wieśnioki, bo zaraz wysiadamy- zaśmiałam się
-Właściwie to juz wysiadamy- dopowiedział Mario i podnieśliśmy się z miejsc
Odebralismy swoje walizki i rozdzieliliśmy się. Ja z Mario szukaliśmy swojego domku a Mario M i Lahm do siebie.:
-To gdzie właściwie będziemy mieszkać?- spytałam
-Nie gorączkuj się już nie daleko- powiedział- Zamknij oczy
Zamknęłam oczy a Mario prowadził mnie, szłam jakimś dziwnym podłożem nie podobnym do drogi....

--------------------------------------------
No ten tego... Jest ;) Nie wiem jak będzie dalej z dodawaniem przeze mnie rozdziałów na tym blogu, wiecie koniec semestru a ja zawaliłam go trochę i ile się da będę poprawiać, jednak postaram się dla wam znaleźć czas. Pamiętajcie  moją zasade dodawania rozdziałów: Są komentarze , jest nn ;) Pozdro :*

wtorek, 7 stycznia 2014

45- Rana rozdarta 2 razy. Boli 2 razy mocniej...

*Laura*
-Cześć córeczko- przytuliła mnie mama
-Hej mamo, cześć tato- dałam im po buziaku i przytuliłam siostrę
-Kiedy powiedziałaś o ciąży , postanowiłam że przyjedziemy, moze jakoś pomożemy- powiedziała mama
Po moim policzku spłynęła łza. To czego najbardziej się obawiałam. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale wiedziałam że nie dobrze jest dusić ból w sobie. Nie chciałam też mówić przy siostrze. Mogła by czegoś nie rozumieć, pytała by, zozdzierając ranę w moim sercu jeszcze bardziej
-Co się stało, czemu płaczesz?- zagadnęła siostra
-Nic nie ważne- usiadłam na kanapie
-Mów co się dzieje, jesteśmy od tego przeciez żeby pomóc- powiedział tata
-Chodzi tylko o to że rana jest świeża i bardzo boli, kiedy się o tym mówi- włączył się Mario
- Im szybciej to z ciebie wyrzucisz tym lżej ci będzie na sercu- stwierdził tato, w sumie to chyba miał rację- Ale jak nie chcesz to nie mów
-Dobrze, bo chodzi o to... o to że ...- nie mogłam tego wyrzucić- że straciłam dzieecko- znowu do moich oczu zaczęły napływać łzy
-Oj, ale jak to?- prytuliła mnie mama- Coś nie tak robiłaś w czasie ciązy czy co?- spytała
-Hubert, Hubert Jasiński- powiedziałam z pogardą i rozpłakałam się
-O dziecko moje- mama przytuliła mnie- Odpocznij teraz, wyglądasz jakbyś spała 3 godziny-
-A spała 2 - powiedział Mario a reszta zaśmiała się
Potem przygotowałam posiłek i razem z rodzicami rozmawialiśmy. Mario poznał moją rodzinę i trochę się o niej dowiedział, potem on opowiedział o sobie i swojej rodzinie. Rodzice opowiadali mi, że ziomki z Liceum się o mnie dopytują. Zrobiło mi się strasznie miło, że ktoś jedna jeszcze o mnie pamięta. Mama liczy , że my z Mario też wkrotce odwiedzimy ich w Polsce. Ale nie wiem jednak jak to będzie, niby przez ciążę zrobiłam sobie przerwę od trenningów. Wogóle ostatni raz chyba miesiąc temu zjawiłam się na zgrupowaniu. Muszę jak najszybciej się tam stawic , bo w przeciwnym razie, o ile nie już mnie wywalą z tamtąd. Zaniedbałam pracę i to bardzo. Te wszystkie problemy poczęły mnie przytłaczać,  było mi tak ciężko, że w sumie zapomniałam co może mi pomóc. Od zawsze kiedy pamiętam, jak tylko ktoś mnie zdenerwował, pokłuciłam się z kimś, nie poszło mi w szkole brałam piłkę i kopałam, tak mnie to uspokajało jak żadne ciepłe słowa. Najlepiej było samemu, wtedy miałam tyle czasu żeby przemyśleć, dlaczego wogóle jestem zla, i najważniejsze- czy warto. Zapomniałam o tym, może byłoby mi łatwiej z tym ciężarem. W Madrycie trochę grałam, ale to nie jest to samo. Pamiętam jeszcze co obiecałam dziewczynom. Nie dotrzymałam obietnicy :( Takim jestem kapitanem wspaniałej drużyny, pewnie wszystkich zawiodłam. Zbliżał się sezon na Ligę Mistrzów, a Bayern dostał się pierwszy raz, obiecałam że damy z siebie wszystko, aby nei zaprzepaścić szansy jaką od losu dostałyśmy. Że ucieszymy kibiców, że nie odpadniemy z turnieju i będziemy jak najdzielniej walczyć do samego końca.
Przez dłuższą chwilę byłam nieobecna, ale przemyślałam jak głupi błąd popełniłam. Szybko wstałam z kanapy przeprosiłam i wyszłam na chwilę. Wpadłam do pokoju i wybrałam numer do trenera.:
-O! Laura, jak miło cię słyszeć!- powiedział trener
-Tak, dzień dobry.- przywitałam go- Ja do trenera dzwonie w sprawie klubu
-A co konkretniej?- spytał- Tyle ci powiem, że smutno bez Ciebie i jesteśmy myśli, że jak najszybciej do nas wrócisz.- powiedział bardzo uprzejmie, tak, że aż mnie to lekko zdziwiło.
-Czyli że trener nie jest na mnie zły?- spytałam- Ostatnio miałam dużo problemów, jeszcze byłam w ciąży i zastanawiałam się nad zerwaniem treningów- powiedziałam starając się opanować emocje
-Ale Laura, skoro jesteś w ciąży to kuruj się i odpowczywaj, damy radę- mówił- Wiem, ze jesteś solidna firma, i nie opuszczasz treningów  bez powodów, także spokojnie.
-Nie właśnie nie chodzi o to. Bo nie jestem już w ciąży, to kolejny problem właśnie, ale nie chcę się stoczyć i zamierzam grać, być może szybciej odejdą złe wspomnienia i zacznę funkcjonować normalnie. Mogę do was... wrócić?- spytałam niepewnie
-Jeszcze pytasz? Oczywiście, że możesz. Zgrupowanie dziś i następne za dwa dni.
-Och! dziekuję- powiedziałam- obiecuję, że się stawię. Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia- pożegnaąłm się
-Do widzenia-

*Mario*
Laura zostawiął mnie ze swoimi rodzicami, chciałem zrobić na nich dobre wrazenie, chciałem żeby uznali mnie za dobrego partnera dla swojej córki. Państwo Laskowscy to bardzo mili, życzliwi i otwarci ludzie. Bardzo miło mi się z nimi rozmawiało.
Niebawem dołaczyła do nas Laura a za jakąś godzinkę jej rodzice odjechali. Powiedzieli że liczyli nam pomóc, ale z takiego obrotu sprawy raczej będą przeszkadzać.
Laura wyszła na trening, zastanawiałem się co ją tak nagle wzięło. Ale poetm stwierdziłem że skoro to ma jej pomóc i z tym czuje sie lepiej, to pewnie. Niech idzie. Ja mam trening jutro i przygotowania do CL. Dziewczyny również grają, ale nie są faworytami. Pierwszy sezon dostały się do Ligi mistrzów, moja  dziewczyna zawsze mi opowieda jak bardzo chce dać z siebie ile moze i jeszcze ponad swoje siły. Bardzo ja za to doceniam, ale wiem, że pewnie długo tak nie da rady. Bedzie się przemęczać i wogóle. Ale w sumie to jest kapitanem i chce zrobić co w swojej mocy, aby dać dobry przykład. A zawsze mówiła jak pozytywnie sport ją nastawiał. Dobrze że znalazła jakąś pasje. Jeśli nie ja przede wszystkim, albo Mandzu i Lahm, to chociaż piłka wyciagnie ją z dołka.

*Laura*
Jestem sobie na treningu, bardzo mnie cieszy ten fakt. Wszystko jest jak dawniej, oprócz Leny. Nie ma jej. Ale za to niedługo wraca jak to dziewczyny powiedziały 'niejaka' Muller Sara. Skojarzyłam. To mój debil <3  Jak miło,że będziemy grały w jednej drużynie. Niemki w sumie grały dobrze, więc sądzę że Mullerowa szybko wpasuje się w Bayern. Dzisiaj trening , jutro wyjątkowo też. A w sobotę mecz, w CL właśnie. Bedziemy walczyć jak nas uczy nasz trener.
Z takim przesłaniem wróciłam do domu. Nie poddawaj się NIGDY...!


-------------------------------------------------
Flaki z olejem :/

Miałam nie dodać no ale. Specjalnie na prośbę Alicji Geller ;3 Za do że nie dawała mi żyć na wf-ie i męczyła żebym jednak dodała . Pozdro ;* Liczę na więcej komentarzy niż pod ostatnim ;)

sobota, 4 stycznia 2014

44- Nie przespane noce, zapłakane dni...

Powiedzmy , ze w mierę się wyspałam. Myślac, ze już ranek wstałąm i odsłoniłam jedną z rolet. No tak! Ciemna głucha noc. A ja sama w nią wpatruję się. Wcale się nie wyspałam ale nie miałam siły iść dokończyć snu. Posiedziałam chwilę w oknie, starajac się nie myśleć o niczym. Nie chciałam swoim płaczem obudzić Mario, kt óry pewnie już smacznie sobie spał. Jednak nie wytrzymałam, zesząłm do kuchni, i płakałam pijąc kawę. Właściwie to nie piłam kawy, a sowje łzy, w niej topione. Wiedziałam, ze nie mogę tak żyć. Że muszę się ogarnąć, przesatć myśleć o tym co się stało, a zając się tym co mnie może ominąć , kiedy będę ubolewała nad momi problemami. Było mi tak źle podle, ale wiedziałąm już że co się stało to już się nie odstanie. Że czasu nie cofnę, także wiedziałam. Moje rozmyślania przerwało schodzenie ze schodów. PO chwili zobaczyąłm w nich Mario:
-Hej, co tu robisz?- pocałował mnie
-Nie mogę spać. - odpowiedziałam cicho
-A może poprostu nie chcesz?- spytał
-Może...- zamyśliłam się
-Wypiję kawę i cos pomyślimy- powiedział i zajął sie swoją kawą- Nie myśl o tym, kiedyś przyjdzie czas na nasze szczęście, może nie teraz, nie dziś , nie jutro, ale kiedyś napewno. Przyjdzie, ale to zależy od nas, czy się wcześniej nie poddamy.- przytulił mnie
-Nie mogę tak  żyć. W ciągłym bólu cierpieniu, w oczekiwaniu na coś co się nigdy nie stanie. Czasem myślę, że dzień mojej śmoerci byłby najszczęśliwszym dniem. -rozpłakałam się. Poszliśmy do salonu
-Nie mów tak.- Mario pogłaskał mnie po skroni- Kochanie posłuchaj mnie. Umrzesz jako staruszka będziesz miała jeszcze gromadkę dzieci, które dadzą ci szczęście. Umrzesz w ciepłym łóżku, ale nie tu i napewo nie teraz. Nie myśl w  ten sposób, jesli się teraz poddasz, nigdy nie doświadczysz szczęścia. A ono przyjdzie, tylko musimy je odkryć...
Mario mówił to tak bardzo czule, tak cicho, a ja przyglądałam się jego twarzy, chcąc ja ujrzeć ale w ciemności bylo mi bardzo ciężko. Wtedy znowu przypomniał mi się mój sen: Nie wolno ci się poddać, to najprostrza pokusa ,do zrobienia najgłupszej rzeczy której potem będziesz żałowała:
-Obiecaj mi teraz, że sie nie podddasz. - milczałam- Obiecaj mi to, nie poddawaj się nigdy. Walcz jak lew. Wiem na ile Cię stać, tylko nie poddawaj się. Obiecaj mi to Laura- wypowiedział te słowa po raz kolejny
-Obiecuje- pwoiedziałam cichym, ledwie słyszalnym zachrypniętym głosem.
Mario położył się na kanapie , a ja ułozyłam się na nim, Głowę trzymałam na jego torsie, przechyloną w bok. Położył rękę na moich plecach. Leżałam tak leżałam... aż w końcu zasnęłam ostatni raz zerknęłam na zegarek o 5 nad ranem, także nie sądzę, abym się wyspała.

*Laura*
Godzina 7.00 nie mogę spać. Oczywiście. Wstałam z Mario i poszłam na górę, w celu przyszykowania jakiś ogarniętych ubrań a potem poszłam pod prysznic. Wykąpałam się, ciągle nie wyspana ubrałam i schodząc ze schodów mało co bym spadła z nich. Oczy mam tak zamazane, ledwo co wudze przez to ziewanie. Ale szczerze mówiąc, Jaki to normalny człowiek wyśpi się przez 2 godziny? No właśnie. Kiedy dowlekłam się do kuchni, zaparzyłam sobie kawy i poszłam spowrotem do sypialni na górze. Za chwile Mario przyszedł sprawdzić co u mnie, pogadaliśmy chwilę  i poszedł oglądać TV. Nie chciało mu się nigdzie wychodzić. Nie zmuszałam go na treningi, bo sama nie mam już siły a wiem też co on czuje. Bardzo się w to wszystko angarzuje, i bardzo doceniam jego obecność. Popłakałam sobie przez chwilę i właściwie delikatny makijarz zdał się na nic, gdzyż cały zmył się kiedy płakałam. Ale nie miałam sił nakładać nowego.

*Mario*
Siedziałem w salonie przed TV i oglądałem niemieckie programy. Ale i tak nie skupiałem się na filmach w nim lecących, ale na tym co się ostatnimi dniami dzieje. Laurze jest bardzo ciężko, jest bardzo słaba, bardzo źle wygląda, wogóle nie śpi. Kiedy dzisiaj rozmawialiśmy spała około 2 godziny. Ale co to jest na 18 letnią kobietę? Przecież ona cały czas się rozwija, ja jestem już trochę starszy i troche mniej już się rozwijam ale ona napewno musi jeść, żeby móc normalnie funkcjonować. Myślę, że jak dojdzie do siebie, to gdzieś ją zawiozę, tak żebyśmy obaj mogli się odstresować.
W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Szczerze mówiąc ostatnio boję się już otwierać drzwi, w przerażeniu kto może za nimi stać??? Zobaczyłem dwoje dorosłych ludzi, kobietę i mężczyznę z nastoletnią, około 17-letnią dziewczyną z Polską urodą. Coś miała chyba z Laury:
-Przepraszamy chyba pomyłka- powiedziała ta pani
-A kogo takiego państwo szukacie?- spytałem , aby pomóc nieznajomym
-Laura Laskowska, nie wie pan gdzie mieszka?- zapytał mężczyzna
-Państwo są jej rodzicami? - upewniłem się- Widać podobiznę.- Powiedziałem na co oni się zaśmiali- Zapraszam
-Dziękujemy.
-Zaraz zawołam Laurę.- powiedziałem i poszedłem po swoją dziewczynę


*Laura*
Mario przyszedł do mnie z wiadomością , że mamy gości. Byłam trochę zaniepokojona, nie chciałam żeby nikt zobaczył mnie w tym  stanie. Postanowiłam poprawić trochę swój wygląd założyłam jakieś lepsze ubrania i upięłam włosy w kucyk. Przed wyjściem z sypialni zajrzałam jeszcze w lustro, z nadzieję , że nie przestraszą się ci 'goście' na mój widok.
Nie pewnie zeszłam po schodach:
-O nieee- pomyślałam.
Nie miałąm ochoty na rozmowę, a szczególnie teraz , a szczególnie z nimi. Moimi rodzicami. Zbyt dobrze mnie znają , zebym nie dała po sobie poznać, że nic się nie stało.
Zawsze kiedy miaąłm jakiś problem, o którym wiedziałam tylko ja, ewentualnie przyjaciółka... Tsaa Lena... właściwie, i nie chciałam o tym gadać tak zagadneli że nie wiem kiedy im się wysypałam. Nie chciałam tego zrobic tym razem, jestem w totalniej rozsypce, jest mi ciężko. Świeza trauma inaczej rzecz biorąc. Byłoby mi ciężko i jeszcze te kazania. Niby wiem że chcą mi to wytłumaczyć to wszystko, ale teraz moim zdaniem nie chcę wracać do tematu....

----------------------------------------------------
heejj :)

środa, 1 stycznia 2014

43- Spandzbobowe gacie :D

*Znalazłam się na nagle kanapie w sypialni. Nade mną stał koleś w białym fartuchu. Z trudem próbowałąm otworzyć oczy. Przypomniało mi sie wszystkie te słowa które słyszałam wcześniej i doszłam do wniosku , że to był sen. Ale ja zawsze wierzyłam że sny uczą, albo może nie tyle uczom co dają przesłanie, na lepsze życie. Powoli wybudziłam się ze snu, otworzyłam delikatnie oczy, przez siłę. Przysłuchałam się rozmowie:
-Co da się zrobić doktorze?- mówił zdenerwowany
-Nic się nie da. Straciła dziecko, nie uratujemy go.- wpadłam w histerie
-Co jak??? Straciłam dziecko, jakim cudem ?!- wstałam już mnie nie obchodziło co mnie boli , krzyczałam na lekarza
-Kochanie usiądź, już nic nie zrobimy- Mario usiadł koło mnie i dał mi się wypłakać
Lekarz poszedł a ja i Mario byliśmy w totalnej rozsypce. Nie mogłam w to uwierzyć, jak przypomniało mi się kto ostatnio wdał się w bójkę i kopał mnie między innnymi po brzuchu. O Hubercie nie mowiłam a myślałam z całkowita pogardą. Ten człowiek jest pschopatą. NIe potrafi zrozumieć szczęścia innych i jeszcze je psuje. Byłam taka wkurzona a zarazem rozklejona:
-Mario dlaeczego? Daleczgo znowu?- płakałam gorzko
-Nie wiem, ja obiecuje zabije Huberta jeszcze dzisiaj- on też płakał
Przytlił mnie. Siedzieliśmy tak w objęciach około godziny. Dzwoniły do nas telefony ale nie to było teraz ważne. Dziecko. Dziecko które nosiłam pod sercem, które tyle ze mną przeszło: Rozstanie, wyjazd, powrót chwila szczęścia, wszystko wszystko legło w gruzach. Nie ma dziecka, było za mało silne aby przetrwać. Było we mnie tylko 4 tygodnie, ale to były chyba najdluższe 4 tygodnie w moim życiu. Nie mogłam uwierzyć, że nie ma już dziecka.Myślałam, że kiedy,ś przyjdzie czas na nasze szczęście. Ale życie jest bardzo obewrotne. Nasze błędy powracają często z podwójną siłą. Docierało to do mnie, to co się stało. Ale nie mogłam przestać ronić łez. Nie odzywałam się do Mario ani on do mnie. Głucha cisza i ciche szlochanie jedynymi odgłosami wyrażającymi smutek, żal, ból, cierpienie i tą cholerną rozpacz, po stracie tak ważnej cząstki zarówno mnie jak i Mario. Cząstki która na nowo złączyła nasze serca więzem miłości, cząstki dzięki której nadal jesteśmy razem. Cząstki dla której zmieniliśmy wszystko, a przede wszystkim nasze wnętrza, nasze ciała, nasze... dusze.
     Nagle w domu rozległ się huk, na górę wbiegli nasi przyjaciele. Szczerze mówiąc  byłam bardzo przerażona rozwojem tyh wydarzeń. Teraz pewnie jeszcze długo będzie na mnie ciążyło to prześladowanie, ten wewnętrzny smutek i ta podświadomość że jest tu na tej Ziemi , tak blisko mnie,
ktoś gotowy mnie nawet zabić:
-Co sie dzieje!!?- powiedział poddenerwowany Mandzukić, ale kiedy nas zobaczył zciszył ton mówienia
-Co się stało- spytał łagodnie Philip
-Ja... ja ....- zaczęłam- .. Starciłam dziecko- ponowienie gorzko zapłakałam
-Co?!- krzyknęli równo
-Ale jak? Kto? Co? Gdzie? Kiedy?- zadawał pytania jedno po drugim Lahm
-Zostałam kopnięta w brzuch....- przerwałam
-Przez?- powtórzył Mandzu
-Jesteście aż tak tępi, czy chcecie abyb mój ból uderzał 2x mocniej?- stałam sie nie miła- Przepraszam, nie mogę się z tym pogodzić, to ... Hubert- zakończyłam
-Ja zabije tego drania!- do rozmowy wkroczył czule obejmujący mnie Mario
-Nie , ty daj sobie spokój- upomniał mnie Lahm
-Niby czemu?- zakpił Mario- suherujesz, ze sobie nie poradzę?- spytał
-Sugeruję, że masz Laurę, której nie wolno ci zostawić,. rozumiesz?- podreślił Mandzukić
-Słuchaj, napewno cię złapią i znajdą, a wtedy pójdziesz siedzieć- tłumaczył Lahm
-Mario, zostań- powiedziałam bardzo cicho, tak, że ledwie było mnie słychać
Potem zeszliśmy na dół, postanowiliśmy coś zjeść, jako że było już późno, Mario Mandzukić z Lahmem przygotowali kolacje. Po 1O minutach zasiedliśm do posiłku, jednak nie miałam sił ani ochoty na jedzenie. Było mi głupio, że chłopacy na trudzili się a ja nie jem :
-Przepraszam ale ja nie będę jadła.- powiedziałam
-Nie no jak nie chcesz, to nie będę zmuszał- odpowiedział- Ale jak by co, niczego nie dosypałem- zaśmialiśmy się
-W to nie wątpie- powiedziałam- pójdę się położyć do salonu
-Poczekaj, chcesz kawę?- spytał Mandzukić
-O, Poprosze- przytuliłam piłkarza i poszłam się położyć
Byłam bardzo zmęczona wydarzeniami z dzisiejszego dnia. Ponadto wyglądałam gorzej niż upiór. Blada jak ściana twarz, wory pod oczami, ziewałam i miałam na sobie dresy. W takim stanie chyba jeszcze nikt mnie sobie nie wyobrażał. Czułam się tak podle jak nigdy. Zostałam poniżona. Najważniesza cząstka mnie, odeszła. Czuje pustkę, nie wiem co bym zrobiła gdyby nie Mario. Przywiązałam się do tego dziecka, i do Mario też bardzo, jeśli straciłabym  również jego, nie poradziłąbym sobie z życiem. Mam jeszcze przyjaciół, którzy zajmuja następna cząstkę mojego serca i wypełniają moje myśli im też bardzo dużo zawdzięczam. To oni są zawsze wtedy i tam gdzie powinni być. O każdej porze są tutaj, a nawet kiedy ni odberam telefonu myślą , że coś się dzieje i spieszą z pomocą. Za to właśnie ich kocham.
Właśnie w tym momencie Mandzu przyniósł mi kawę, a za kilka minut chłopaki odeszli od stołu, Goetze wszedł do salonu, a ja zwlekłam się z kanapy, w celu sprzątnięcia po kolacji, ale w kuchni zastałam wkładającego do zlewu naczynia Lahma i zmywającego Mandzukicia. Kiedy zabrałam mu gąbke, on nie chciał mi pozwolić na zmywanie  i wyrwał mi ją. Kazał mi iść się położyć i wtedy zaczęliśmy się szarpac ... o gąbkę (xD). Lahm  w celu przerwania 'walki' wziął płyn i latał z nim po całym domu oblewając kogo napotkał na drodze xd:
-Strażak Sam nadchodzi- wydzierał się
-Nie taki sam, za tobą Gotze idzie- powiedziałam na co reszta parsknęła śmiechem
-spandzbob kanciastoporty, spandzbob kanciastoporty - zaśpiewał Lahm
-Wiesz, nie było mnie miesiąc, a ty nic się nie zmieniłeś- zaśmiałam się i zabrałam za mycie naczyń, kiedy to wygrałam walkę o gąbkę.
-Ej no.. Oddaj spandzbobaaaa- zawył Mandzu
-Jak straciłam przytomność to miałam taki dziwny sen o niepoddawaniu się więc spandzbob jest mój- wykorzystałam pewne fakty i stworzyłam z nich niezłą historię.
Za chwilę przyleciał Philip z gaciami na głowie:
-Ejjjj, to moje!!!- zawył Goetze
-Spandzbobowe gacie, spandzbobowe gacie- latał po domu Lahm
-Wielkie dzięki Philip- 'fochnął' się Gotze
-Dobra zabieraj te gacie, ale na urodziny chce takie, my sie zmywamy narka- powiedzieli
-Ej chwila- krzyknał zwijajacy się ze śmiechu Mario
-Coo?- powiedział Mandzu i spojrzał na Lahma
-Gdzie ty sie z tymi gaciami wybierasz?!- wybuchneliśmy a Lahm się trochę speszył

---------------------------------------
Z powodu mojego dobrego humorka i 3 komentarzy zapodaje wam dzisiaj rozdziała :) A jak już mam głos (xD) to chce Wam życzyć aby ten rok był jak najwaspanialszy, napewno lepszy od poprzedniego, żeby wszystkie kłopoty rozwiązały się pozytywnie dla was , tym co piszą duuuużo weny i ogólnie NAJLEPSZEGO 2014-ego :))))


Chyba coś jaśniej z tą wstawką ? Jeśli nie to nie najlepiej umiem tłumaczyć  xd :P