*Dzień ślubu- Mario*
Właśnie się obudziłem i spojrzałem na telefon. OMG!!!!!!!!! Już 11 , 20 LIPCA!!! Dzisiaj jest nasz ślub. Tak ten dzień na który tyle czekałem:
-Lauraaaa-pocałowałem moją śpiącą prawie żonę w ramię
-Mario chcę spaćććć- wymruczała
-W dzień naszego ślubu będziesz spać?- zdziwiłem się- Jest 13..00
-O fuck!- zerwała się- Już powinnam być gotowa. Zaraz fryzjerka- biegala jak oszalała po domu
-To teraz idź zrób nam śniadanie, bo jest 11.00- rozłożyłem się na całym łóżku i śmiałem się z miny Laury
-Mario... Mario. Mario!!!!- rzuciła się na mnie
-Cooo?- pocałowałem ją- Jak jesteś głodna to robisz się niebezpieczna. Idź może zrób to śniadanie- zaśmiałem się
-To dla odmiany ty sie przestaniesz opierniczać , i ty dzisiaj uszykujesz śniadanie- pocałowała mnie i otworzyła szafę
-Chciałabym się przebrać- zakomunikowała
-Mi to nie przeszkadza- powiedziałem patrząc się w nią, a za chwile zajerestrowałem że stoję za drzwiami
Chcąc nie chcąc poszedłem zrobić to śnaidanie, jakieś szybkie kanapki i do tego herbata. Kiedy Laura zeszła zaczęliśmy konsumować. Potem zadzwonił dzwonek. Przyszła Sara. Miała duuużą walizkę. Laura chyba zaproponowała jej że tutaj się przebiorą. Dochodziła już 13, kiedy po mnie przyjechał Marco i zaczęliśmy przygotowania do wielkiego dnia.
Kiedy dojechałem do Reusa dostałem nie oczekiwany telefon:
-Dzień dobry. Przepraszam że tak późno, ale nie damy rady wypożyczyć państwu tego samochodu- zakomunikowała pani z salonu, w którym zamówilismy specjalny samochód
-Ale jak to? Przeciez nic pani wcześniej nie mówiła.- starałem się opanować
-No tak ale... Mamy tak dużo zamówień, że nie damy rady..Przykro mi- tłumaczył się
-Chce mi pani uśmiadomić, że nia dacie rady wykonać akurat naszego zamówienia?!- jej tłumaczenia były kompletnie bez sensu
-Przykro mi-
-Do widzenia- rozłączyłem się nie mając sił już jej wysłuchwiać
Teraz miałem mętlik w głowie. Tu zostały w prawdzie jeszcze 4 godziny, ale po pierwsze przed kościołem muszę być wcześniej. A samochód musi być wcześniej no!:
-Co jest? - nagle zjawił się Marco
-Samochodu nie ma!- wkurzyłem się
-Co? Ale jak? Poczekaj, zaraz załatwię. A ty się ubieraj- powiedział i mnie zostawił
*Marco*
Jak ta pani miała czelność tak właśnie postąpić? Wystawiła mojego przyjaciela do wiatru i to w dzień ślubu... To przekraczało moje pojmowanie wszystkiwgo! Ale nic, jestem przyjacielem i za razem świadkiem, więc muszę działać. Nie zostało nam już dużo czasu. Zaraz będziemy jedli a potem bierzemy się ostro za przygotowania. Są trzy osoby i wszytskie musza być gotowe, a do tego jeszcze kamerzysta, który będzie wszystko nagrywał, aby potem stworzyć pamiątkowy film.
Nie czekając już ani chwili dłuzej wziąłem laptopa i wyszukałem jakieś instytucje, które zajmują się wyporzyczaniem aut na wesela. Znalazłem kilka na naszym trenie, i postanowiłem zadzwonić do jedengo z tych miejsc. Okazało się, że niestety nie dadzą rady na tą godzinę. Byłem załamany, bo kiedy zadzwoniłem do drugiej instytujci też pwiedzieli mi to samo. Teraz postanowiłem zastosowac taktykę i wziąc ich na litość.
-...
-Ale niech pan mnie zrozumie! Mieliśmy chwile temu telefon, że nei uszykuja nam samochodu, kiedy jeszcze wczoraj nie mieli ku temu żadnych zastrzeżeń. Kolega jest zdenerwowany, nie wie co robić, a do ślubu już nie wiele!- próbowałem przekonać go ze wszystkich sił
-No dobrze. O której godzinie jest ten ślub?- spytał, wyraźnie nie zadowolony
-Za...- spojrzałem na zearek- 3 godziny
-Niech panu będzie. Ubierzemy ten samochód jednak nie wiem na ile starczy nam materiału...- westchnął
-Dziękuję panu bardzo! Ratuje pan mnie i ślub mojego przyjaciela.- uśmiechnąłem się do telefonu
-Za 2 godziny samochód będzie do odbioru, teraz już pana żegnam, żebysmy się wyrobili- powiedział
-Dobrze, do zobaczenia
Rozpromieniony cudowna wiadomością, wszedłem do pokoju w którym właśnie Luiza stawiała obiad. Oznajmiła, ze służba przywiozła go już 10 minut temu i że chyba będę zmuszony zjeść chłodny obiad. Ale moje radość dalej nie opadała. Kiedy przyszedł Mario wszystko mu powiedziałam i bardzo się ucieszył, padliśmy sobie w ramiona, po czym skończyliśmy jeść posiłek. Już tylko półtorej godziny zostało nam do ślubu. Miałem nadzieję, że wyrobimy się ze wszystkim...
*Laura*
Razem z moją świadkową byłyśmy już ubrane. Jeszcze nie w suknie, ale w miare ogarnęlysmy się. Wykąpana, wysuszyłam włosy i oczekiwałam na fryzjerkę, która miała się zjawić razem z makijarzystką. Najpierw fryzura potem makijarz. Taki był plan. Następnie kamerzysta.
Właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Fryzjerka dość szybko uporała się z moimi włosami, a w między czasie w naszym mieszkaniu zjawiła się makijażystka.
Szzczerze, nie miałam pomysłu na fryzurę. To właśnie fryzjerka przyniosła ze sobą wiele wzrorów, które pasowały by do moich włosów. Zdecydowałam się na ten. Nie chciałam mieć na głowie 'gniazda' . Moja świdkowa równiż poddała się esperymentom fryzjerki. Jej fryzura wyglądała tak. Dalej makijarz. Ja miałam dość delikatny. A Sara taki idealnie pasował do jej sukni. Kiedy ja już się ogarnęłam także założyłam swoją suknię. Wtedy znów zadzwonił dzwonek do drzwi i kamerzysta zaczął nagrywać ostatnie szlify w naszym wykonaniu. Po chwili odszedł. Miałyśmy jeszcze pół godziny. Usiadłam przed lusterkiem i przyglądałam się sobie:
-Gotowa?- zapytała Sara
-Nie wiem. A co jeśli on mnie nie kocha?- spytałam
-Laura! Przestan tak myśleć. Teraz masz wątpliwości? -zdzwiła się
-Nie wiem. Jakoś tak mi się pomyślało...- zamyśliłam się
-To ja mam dwie rady. A właściwie to trzy- powiedziała po chwili
-Hmm?- spytałam
-Jeden. Nie myśl, najlepiej teraz wgóle. Dwa. Nie warz mi się płakać. Trzy. Wychodzimy bo samochód jest- powiedziała na co ja się zamiałam
-Choć tu kochana moja ty- przytuliłam moją przyjaciółkę
Szłyśmy w kierunku samochodu. Zauważyłyśmy ze wysiadają z neigo dwie dziewczyny. To była Suzan i Luiza! ;o Ale się ucieszyłam <3
-Jaka piękna ! Oh!- zachwyciłam sie szczególnie suknią Luizy, witając się z nią
-Nie, to ty jesteś śliczna. Wogóle ta suknia to strzał w dziesiątkę, albo nawet dwudziestkę!- uznała
-Suzan! Cudowna!- przytuliłam się. Ona miała na sobie takie cudo. Pięknie podkreślała jej urodę, zauważając jej piękne włosy.
-Ej a pokarz buty. To mnie zawsze najbardziej interesi- zacieszyła Luiza a ja pokazałam jej szpilki- Jejka, normalnie księżniczka! - zachwyciła się
-Już nie mogę na minę Mario jak ja zobaczy- zaśmiała się Suzan
Następnie wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmu pod kościół gdzie miała się odbyć całą ceremonia
-------------------------------
Jeszcze chwila jeszcze moment i... ŚLUB !!!!!!!!!! *,* :D
Wreszcie weekend. W pewnym momencie nie dawałam rady :/ Jutro raczey też się nie wyśpię... :/ no cóż
Super w końcu bd razem na zawsze :)
OdpowiedzUsuńrozdział cudo ;d czekam na nn
Rozdział *_* strzał w trzydziestkę :D genialny ! Nie mogę się doczekać ślubu! xD świetnie piszesz ;) życzę weny.xd pozdro ;* :D
OdpowiedzUsuńUuu... świetny ! =D nie mogę się doczekać tego ślubu !!! Pisz szybko ;) pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńSuper wreszczie ślub .
OdpowiedzUsuńRozdział świetny
czekam na kolejny i pozdrawiam
Jaki słodki i radosny rozdział :-) wreszcie ślub!
OdpowiedzUsuńLiczę że wszystko dobrze pójdzie. Buziaki :-* :-*