*Laura*
(...)
Chwyciłam broń. On chyba nie zoriętował się że już go nie dotykam. Po woli odwracał się w moją stronę, zakapował że coś jest nie tak jak byc powinno. :
-Otwieraj drzwi- krzyczałam jednocześnie placząc
-Ja się ciebie nie boję- zakpił sobie
-Drzwi powiedziałam - wykrzyczałam i wyciągnęłam broń przed siebie.
-Ty mnie nie zabijesz, ja to wiem- powiedział obojętnie
-Otwieraj drzwi- wykrzyczałam i upadłam a Hubert bezczelnie się śmiał
Okazało sie, że to gruby mnie popchnął, tak, że uderzyłam twarzą o ziemię. W tępie natychmiastowym zaczęła z moich wagr ciec krew. Miałam na twarzy wiele zadrapań i do tego to straszne pieczenie kiedy lała się krew:
-I co? nawet nie potrafisz mnie zabić- powiedział mi Hubert, na co nic nie odpwiedziałam tylko podciągnęłam się do pozycji siedzącej bardzo wpychając się w scianę- A może to ja powinienem zabić ciebie, co?- zakpił
-Nie!- krzyknęłam resztkami sił
-Oczywiście że nie. Zabiję siebie!- wpadł na 'genialny' pomysł
-Nie.- powiedziałam pod wpływem impulsu
-Masz rację, i to 100%- ową. Jeżeli zabiję ciebie to nie będę szczęśliwy. A jeżeli zabiję siebie to ty wrócisz to tego gnoja powalonego psychicznie z hajsem i wogóle- pozwolił sobie na zdecydowanie za dużo
-Nie waż się tak mówić!- krzyknęłam
-Serio?- pryłozył broń do mojego czoła- Patrz- skuliłam się chowajac twarz w kolanach
On siłą mnie przewrócił nakazał patrzeć na siebie i coś bełkotał. Źle mi bylo bardzo, bałam się. On mnie terroryzował. To było jedno z wielu przeżyć mogących zostawić rysy w mojej psychice.
*2godziny później -Laura*
Usłyszałam kroki, a właściwie to bieg. Przypominał mi znajomy bieg:
-Szefie psy!- nie myliłam się , to zdyszana Suzan przekazywała Hubertowi te wieści
-Ona mi ucieknie- powiedział
-Ale będzie szef siedział- stwierdziła
-Nie wiem- zamyślił się
-Niech szef ucieka ja ją zamknę- to co powiedziała bardzo mnie zdenerowało. Nie wiem jak ona mogła
-Naprawde? Naprawdę mi to zrobisz?- zapytałam
-Oczywiście że nie- powiedziała kiedy Hubert opuścił to miejsce
Za 10 minut zjawił się policjant i zaczął nas wypytywać:
-Kie pani jest?- zwrócił się do mojej towarzyszki
-Moje imię Suzan, ja tu panów wezwałam abyście nas wyciągneli z tego miejsca- odpowiedziała
-A pani?- teraz zwrócił się do mnie- Pani to Laura Laskowska?- spojrzał na mnie a ja nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową
-Niech panie wsiądą do samochodu policyjnego, ja zaraz dojdę i udamy się na komisariat. Wykonam tylko jeden ważny telefon- poinformował nas
-Oczywiście- przytaknęła mu Suz i pomogła mi iść a najpierw rozwiązała.
*Mario*
Właśnie zaparzyłem sobie kawy. Postanowiłem się nieco odstresować. Miałem nadzieję jednak na Happy End. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Niczym tornado popędziłem do pokoju na górze, który tymczasowo udostępnił mi i Laurze Reus.Szybko odebrałem:
-Tak słucham?-
-Dzień dobry, pan Mario Götze?- spytał głos w słuchawce
-Tak - odpwiedziałem
-Ja dzwonię z policji i mam świetne wieści- ucieszyłem się
-Znaleźliście?- zapytałem optymistycznie
-Tak!- odpowiedział policjant- za 10 minut zapraszm na komendę. Pańska narzeczona złoży zeznania i z naszej strony narazie podziękujemy. - wytłumaczył
-Wspaniale . Dziękuję i do zobaczenia na komendzie- pożegnałem się i odłożyłem telefon
-Co się stanęło- do pokoju wszedł Reus
-Znaleźli , że się tak zacieszasz?- zapytała Luiza
-Znaleźli!!!!!!!!!!!!!!- wykrzyczałem, chciałem to wykrzyczeć całemu światu. Taki byłem szcześliwy
Potem wskoczyłem na Reusa i go przytuliłem. Wiem, że mogło to nieco dziwnie wyglądać, ale moje szczęscie było ponad wszystko. :
-A tak się cieszy nasz Götze- skwitowała Luiza
-Co tak stoisz jak słup soli, znaczy wisisz na mnie. Na policję tak?- zaśmiał się mój przyjaciel
-Jedziemy.- zasalutowałem i po chwili byliśmy już w aucie
*Laura*
Już jakieś kilka godzin dzieli mnie od zobaczenia Mario, Marco i Luizy. Po zeznaniach które jak mi oznajmili policjanci będę musiała złożyć, zadzwonię do przyjaciół i wreszcie się z nimi zobaczę. 4 dni bez nich, w tak okropnym i paskudnym miejsc to koszmar.
Bałam się jedengo. Mojego wyglądu. Miałam brudne, w niektórych miejscach zaplamione ubrania, po wszystkich pobiciach byłam ledwie żywa. Jeśli iść to tylko z kimś. Jedynie na kim opierałam swój ciężar, bowiem nogi odmawiały mi połuszeństwa. Czuję, że jedną mogłam nawet złamać.
Następna kwiestia to moja twarz. Kiedy przewracali mną wiele razy nie mogąc się obronić przed upadkiem ręcami, spadałam prosto na twarz, stąd tyle zadrapań, sladów świeżej lub zaschniętej krwi...
Powoli dojeżdzialiśmy na miejsce. Kiedy policjalnt otworzył mi drzwi Suzan pomogła z nich wysiąść i dojść do budynku. Kiedy weszłam na korytarz byłam pełna zdumienia. To co zobaczylam od razu wywoałało uśmiech na mojej twarzy. Ujrzałam....
-------------------------------------------
tadaaaaaaaam ;33
Chwilowy Happy End ale spokojnie- przerwiduję jeszcze conajmniej jedną wstrząsjącą akcję (choć nie wiem czy ją wykorzystam bo znienawidzicie mnie za to komu przydziele taki a nie inny charakter...) Więc będę myśleć :D
Wreszcie! Ją znaleźli . Tylko nie jakieś akcje , proszę Cię . To już mnie przeraziło . Te "będzie się dzialo" mnie prześladuje :D
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały, świetnie piszesz ;)
Czekam na nn ;*
Fajnie piszesz. Napewno czasem tu wpadnę
OdpowiedzUsuńNo świetny rozdziałek xD Cieszę się że ją wreszcie naleźli :) :D
OdpowiedzUsuńWreszczie ja znalezi .ale się ciesze .cikawie kogo ujarza
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny i pozdrawiam