środa, 1 stycznia 2014

43- Spandzbobowe gacie :D

*Znalazłam się na nagle kanapie w sypialni. Nade mną stał koleś w białym fartuchu. Z trudem próbowałąm otworzyć oczy. Przypomniało mi sie wszystkie te słowa które słyszałam wcześniej i doszłam do wniosku , że to był sen. Ale ja zawsze wierzyłam że sny uczą, albo może nie tyle uczom co dają przesłanie, na lepsze życie. Powoli wybudziłam się ze snu, otworzyłam delikatnie oczy, przez siłę. Przysłuchałam się rozmowie:
-Co da się zrobić doktorze?- mówił zdenerwowany
-Nic się nie da. Straciła dziecko, nie uratujemy go.- wpadłam w histerie
-Co jak??? Straciłam dziecko, jakim cudem ?!- wstałam już mnie nie obchodziło co mnie boli , krzyczałam na lekarza
-Kochanie usiądź, już nic nie zrobimy- Mario usiadł koło mnie i dał mi się wypłakać
Lekarz poszedł a ja i Mario byliśmy w totalnej rozsypce. Nie mogłam w to uwierzyć, jak przypomniało mi się kto ostatnio wdał się w bójkę i kopał mnie między innnymi po brzuchu. O Hubercie nie mowiłam a myślałam z całkowita pogardą. Ten człowiek jest pschopatą. NIe potrafi zrozumieć szczęścia innych i jeszcze je psuje. Byłam taka wkurzona a zarazem rozklejona:
-Mario dlaeczego? Daleczgo znowu?- płakałam gorzko
-Nie wiem, ja obiecuje zabije Huberta jeszcze dzisiaj- on też płakał
Przytlił mnie. Siedzieliśmy tak w objęciach około godziny. Dzwoniły do nas telefony ale nie to było teraz ważne. Dziecko. Dziecko które nosiłam pod sercem, które tyle ze mną przeszło: Rozstanie, wyjazd, powrót chwila szczęścia, wszystko wszystko legło w gruzach. Nie ma dziecka, było za mało silne aby przetrwać. Było we mnie tylko 4 tygodnie, ale to były chyba najdluższe 4 tygodnie w moim życiu. Nie mogłam uwierzyć, że nie ma już dziecka.Myślałam, że kiedy,ś przyjdzie czas na nasze szczęście. Ale życie jest bardzo obewrotne. Nasze błędy powracają często z podwójną siłą. Docierało to do mnie, to co się stało. Ale nie mogłam przestać ronić łez. Nie odzywałam się do Mario ani on do mnie. Głucha cisza i ciche szlochanie jedynymi odgłosami wyrażającymi smutek, żal, ból, cierpienie i tą cholerną rozpacz, po stracie tak ważnej cząstki zarówno mnie jak i Mario. Cząstki która na nowo złączyła nasze serca więzem miłości, cząstki dzięki której nadal jesteśmy razem. Cząstki dla której zmieniliśmy wszystko, a przede wszystkim nasze wnętrza, nasze ciała, nasze... dusze.
     Nagle w domu rozległ się huk, na górę wbiegli nasi przyjaciele. Szczerze mówiąc  byłam bardzo przerażona rozwojem tyh wydarzeń. Teraz pewnie jeszcze długo będzie na mnie ciążyło to prześladowanie, ten wewnętrzny smutek i ta podświadomość że jest tu na tej Ziemi , tak blisko mnie,
ktoś gotowy mnie nawet zabić:
-Co sie dzieje!!?- powiedział poddenerwowany Mandzukić, ale kiedy nas zobaczył zciszył ton mówienia
-Co się stało- spytał łagodnie Philip
-Ja... ja ....- zaczęłam- .. Starciłam dziecko- ponowienie gorzko zapłakałam
-Co?!- krzyknęli równo
-Ale jak? Kto? Co? Gdzie? Kiedy?- zadawał pytania jedno po drugim Lahm
-Zostałam kopnięta w brzuch....- przerwałam
-Przez?- powtórzył Mandzu
-Jesteście aż tak tępi, czy chcecie abyb mój ból uderzał 2x mocniej?- stałam sie nie miła- Przepraszam, nie mogę się z tym pogodzić, to ... Hubert- zakończyłam
-Ja zabije tego drania!- do rozmowy wkroczył czule obejmujący mnie Mario
-Nie , ty daj sobie spokój- upomniał mnie Lahm
-Niby czemu?- zakpił Mario- suherujesz, ze sobie nie poradzę?- spytał
-Sugeruję, że masz Laurę, której nie wolno ci zostawić,. rozumiesz?- podreślił Mandzukić
-Słuchaj, napewno cię złapią i znajdą, a wtedy pójdziesz siedzieć- tłumaczył Lahm
-Mario, zostań- powiedziałam bardzo cicho, tak, że ledwie było mnie słychać
Potem zeszliśmy na dół, postanowiliśmy coś zjeść, jako że było już późno, Mario Mandzukić z Lahmem przygotowali kolacje. Po 1O minutach zasiedliśm do posiłku, jednak nie miałam sił ani ochoty na jedzenie. Było mi głupio, że chłopacy na trudzili się a ja nie jem :
-Przepraszam ale ja nie będę jadła.- powiedziałam
-Nie no jak nie chcesz, to nie będę zmuszał- odpowiedział- Ale jak by co, niczego nie dosypałem- zaśmialiśmy się
-W to nie wątpie- powiedziałam- pójdę się położyć do salonu
-Poczekaj, chcesz kawę?- spytał Mandzukić
-O, Poprosze- przytuliłam piłkarza i poszłam się położyć
Byłam bardzo zmęczona wydarzeniami z dzisiejszego dnia. Ponadto wyglądałam gorzej niż upiór. Blada jak ściana twarz, wory pod oczami, ziewałam i miałam na sobie dresy. W takim stanie chyba jeszcze nikt mnie sobie nie wyobrażał. Czułam się tak podle jak nigdy. Zostałam poniżona. Najważniesza cząstka mnie, odeszła. Czuje pustkę, nie wiem co bym zrobiła gdyby nie Mario. Przywiązałam się do tego dziecka, i do Mario też bardzo, jeśli straciłabym  również jego, nie poradziłąbym sobie z życiem. Mam jeszcze przyjaciół, którzy zajmuja następna cząstkę mojego serca i wypełniają moje myśli im też bardzo dużo zawdzięczam. To oni są zawsze wtedy i tam gdzie powinni być. O każdej porze są tutaj, a nawet kiedy ni odberam telefonu myślą , że coś się dzieje i spieszą z pomocą. Za to właśnie ich kocham.
Właśnie w tym momencie Mandzu przyniósł mi kawę, a za kilka minut chłopaki odeszli od stołu, Goetze wszedł do salonu, a ja zwlekłam się z kanapy, w celu sprzątnięcia po kolacji, ale w kuchni zastałam wkładającego do zlewu naczynia Lahma i zmywającego Mandzukicia. Kiedy zabrałam mu gąbke, on nie chciał mi pozwolić na zmywanie  i wyrwał mi ją. Kazał mi iść się położyć i wtedy zaczęliśmy się szarpac ... o gąbkę (xD). Lahm  w celu przerwania 'walki' wziął płyn i latał z nim po całym domu oblewając kogo napotkał na drodze xd:
-Strażak Sam nadchodzi- wydzierał się
-Nie taki sam, za tobą Gotze idzie- powiedziałam na co reszta parsknęła śmiechem
-spandzbob kanciastoporty, spandzbob kanciastoporty - zaśpiewał Lahm
-Wiesz, nie było mnie miesiąc, a ty nic się nie zmieniłeś- zaśmiałam się i zabrałam za mycie naczyń, kiedy to wygrałam walkę o gąbkę.
-Ej no.. Oddaj spandzbobaaaa- zawył Mandzu
-Jak straciłam przytomność to miałam taki dziwny sen o niepoddawaniu się więc spandzbob jest mój- wykorzystałam pewne fakty i stworzyłam z nich niezłą historię.
Za chwilę przyleciał Philip z gaciami na głowie:
-Ejjjj, to moje!!!- zawył Goetze
-Spandzbobowe gacie, spandzbobowe gacie- latał po domu Lahm
-Wielkie dzięki Philip- 'fochnął' się Gotze
-Dobra zabieraj te gacie, ale na urodziny chce takie, my sie zmywamy narka- powiedzieli
-Ej chwila- krzyknał zwijajacy się ze śmiechu Mario
-Coo?- powiedział Mandzu i spojrzał na Lahma
-Gdzie ty sie z tymi gaciami wybierasz?!- wybuchneliśmy a Lahm się trochę speszył

---------------------------------------
Z powodu mojego dobrego humorka i 3 komentarzy zapodaje wam dzisiaj rozdziała :) A jak już mam głos (xD) to chce Wam życzyć aby ten rok był jak najwaspanialszy, napewno lepszy od poprzedniego, żeby wszystkie kłopoty rozwiązały się pozytywnie dla was , tym co piszą duuuużo weny i ogólnie NAJLEPSZEGO 2014-ego :))))


Chyba coś jaśniej z tą wstawką ? Jeśli nie to nie najlepiej umiem tłumaczyć  xd :P

3 komentarze:

  1. Tylko nie to ! ;C myślałam że malutki będzie na świecie ;c
    Gacie ;) uśmiałam się ;D Czekam na nn ;*

    Ps. Jestem na tablecie , i jakoś mogę dodawać komentarze . Akurat czerpie internet z sieci a nie wifi , pewnie od tego to zależało ;) sama nie wiem . Pisz dalej bo twój blog jest świetny ! <3 Zresztą co ja mówię przecież każdy o tym wie nawet ty . ;D życzę Szczęśliwego Nowego Roku ! ;* I dużooo wenyy;D;* buziaczki :*:*

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda dziecka :(
    rozdział świetny :*

    OdpowiedzUsuń