*Następnego dnia- Laura*
Obudziłam się i postanowiłam wybrać się do sklepu po zakupy na śniadanie. Schodząc na dół natknęłam się na Luizę, która też się wybierała na miasto. Postanowiłyśmy iść razem.
Rozdzieliłyśmy się, ja poszłam do piekarni, ona do sporzywczego i przy okazji weszłam sobie jeszcze do sklepu z biżuterią. Kupiłam kolczyki i bransoletkę.
Zadzwoniłam do przyjaciółki:
-No hej, jak idzie?- powiedziałam do słuchawki
-Już kończę powoli- odpowiedziała moja rozmówczyni
-To spokojnie, spotkajmy się a głównym placu, okey?- spytałam
-Okey za 20 minut będę- powiedziała i się pożegnałyśmy
Szłam sobie na umówione miejsce, bardzo wolnym krokiem. Zaglądałam do sklepów po drodze. Kiedy zostało mi jakieś 5 minut przyśpieszyłam nieco.
W pewnej chwili zauważyłam jadący bardzo wolno samochód. Zdawało mi to się odrobinę dziwne. Zawsze rodzice mi powtarzali że jeśli samochód cię śledzi to jest źle, ale miałam nie okazywać zdenerwowania.
Osoba w samochodzie uchyliła szybę:
-Przepraszam, w którą stronę na stadion?- zapytał facet z samochodu,
Zaczęłam mu tłumaczyć i popatrzyłam prosto, w tej chwili zauważyłam moją przyjaciółkę. Pomachałam jej i wytłumaczyłam tym ludziom. Chciałam już odchodzić, ale ktoś mi to uniemożliwił. Zobaczyłam że ci faceci w samochodzie bezczelnie się śmieją a mnie trzyma jakiś grubas. Następnie wstadził do bagarznika czarnego auta:
-Laura!!!!- słyszałam jeszcze krzyki Luizy ale nie mogłam już odpowiedzieć, miałam zaklejone taśmą usta.
Siedząc w bagarzniku słyszałam rozmowy:
-Szykujcie się na imprezkęęęęę- przeciągnął jeden na co reszta zaśmiała się grubymi głosami
-Ale się ucieszy- powiedział drugi
-Zadanie wykonane, nie będzie musial jej szukać, a my będziemy mieli hajsu- zaśmiali się ponownie
-10 tysięcy to przecież spora sumka, może w coś zainwestujemy?- zapytał ostatni z nich
-Ja łaknę wódy, w nic inwestować nie bedziemy debilu- powiedział prowadzący auto
100 tysięcy??? Schwytali mnie i mają za to hajs?? Co tu jest grane dlaczego?? Próbowalam zrozumieć coś z całego tego cyrku.
*Luiza*
To co zobaczyłam na mieście sprawiło że totalnie nie wiedziałam co zrobić. Była już 11. A wyszłysmy z domu o 8. Chłopaki pewnie się martwią, caly czas ktoś do mnie dzwoni ale ja nie mam głowy co z tym zrobić. Postanowiłam pobiec do domu. Biegłam ile tylko sił w nogach z siatkami zakpów , pędziłam ulicami Dortmundu rzucając co jakiś czas którkie 'przepraszam' .
Wpadłam do domu Marco niczym oszalała. Chłopaki stali w osłupieni patrząc na mnie zdyszaną, a ja nie wiedząc od czego zacząć zaczęłam tłumaczyć:
-Oni, ja porwali nie wiem gdzie, wywieźli, czarnym mercedesem. Taki gruby był i złapał ją i wrzucił. Tak do bagarznika- mówiłam dysząc i sapiąc . Nie wiem co zrozumieli- Szybko na policję!
-Poczekaj spokojnie. Wytłumacz nam jeszcze raz - mówił Marco
-Laura!- zaczęłam łkać- Porwali ją!
-Co!?- wrzeszczał Goetze
-Na policję, ale już!- rozkazałam
Marco zamknął dom i udaliśmy się pod siedzibę oficerów.
Zgłosiliśmy porwanie. Opowiedziałam wszystko, nawet zapamiętałam kawałek rejestracji samochodu, policjanci podziękowali i powiedzieli że zaraz rozpoczną śledztwo. Mario był bardzo zdenerwowany wyglądał jakby nie wiedział co robić, jakby jego mysli ktoś zagłuszał jakby... nie wiem. Miał bardzo dziwny wyraz twarzy chodził raz w jedną, raz w drgą stronę:
-Idziemy jej szukać!- wymyślił w końcu
-Szybko- powiedział Marco i pobiegliśmy
Chłopacy kazali nam przetrząsnąć las, liczyli że porywacze bedą się ukrywać.
*Laura*
Strasznie trzęsło, jechaliśmy jakimś lasem podejrzewam, droga ciągnęła się już ze 20 minut. Nadal nie mogłam mówić, chciałam jakoś pomóc sobie ręcami jednak je też mi związali, jak i nogi zresztą też.
Dojechaliśmy. Gruby baran otworzył bagarznik i przerzucił mnie przez ramię. Krzyknęłam. Zabolał mnie brzuch, jakby...ze strachu. Szliśmy w jakieś dziwne miejsce. Niski budynek, z zewnątrz porośnięty mchem.
-Dobra skrytka nic nie widać w zielonym lesie- pomyślałam
Otworzył drzwi , posadził mnie na środku tego zimnego pomieszczenia i wyszedł, zamykając drzwi na zatrzaski.
Rozejrzałam się po tym schowku, zobaczyłam malukie okienko, było lekko zachlapane błotem, ze względu na niskość pomieszczenia. Przesunęłam się bliżej okna, zajęło mi to trochę czasu bo byłam związana. Usiadłam koło niego i zastanawiajac się za jakie grzechy mnie to spotyka, patrzyłam bez czynnie w okno.
Siedziałam już 20 minut, było mi ziomno. Ściemniało się. Związanymi rękoma udało mi się wyjąć telefon z lewej kieszeni spodni. 20 nieodebranych połączeń. Kiedy chciałam sprawdzić od kogo weszło dwoje ludzi- kobieta i mężczyna. Przestraszyłam się grubego głosy mężczyzn, wyczułam że to ten sam który przewodził inicjatywą schwytania mnie. Byłam wystraszona. Szybko schowałm telefon, a właściwie wrzuciłam go za siebie, siadając tak aby nie wychaczyli że go posiadam, napewno by mi go odebrali.
-Tu poświeć, gruby- powiedziała kobieta
-Patrz, tam siedzi- wskazał na mnie- masz- podał jej latarkę- Zobacz czy się nie rozwiązała- zaśmiał się bezczelnie
-Okey, idź już poradzę sobie- odpowiedziała a tamten wyszedł
Świeciła prosto mi w oczy latarką. Kiedy podchodziła bliżej do mnie przysunęłam się do ściany parząc na nią błagalnie. Ona odkleiła mk usta. Szczerze to bardzo się zdziwiłam, miała pociaśnić więzy a nie mnie rozwiązywać:
-Dziękuję- powiedziałam bardzo cicho, nadal strasznie zlęknięta
-Nie ma sprawy- uśmiechnęła się
-Nie wykonujesz polecenia szefa?- osmieliłam się zapytac, bardzo nie pewnie i równie cicho, jakbym bała się że mnie kobieta uderzy
-Kiedy nie widzą to nie. Nie sprawiedliwe jest , karać niewinnych ludzi- zamyśliła się
-To dlaczego tutaj jesteś i jakby nie patrzeć pomagasz im- zapytałam odrobinę mniej przerażona
-Brałam, i sprzedaje- przyznała- Wydadzą mnie, a nie pracuje, skad mam brać hajs?-
-Przykro mi- powiedziałam
-Nie wiem co mam robić, jestem w rozsypce, ja wiem że robię źle, ale jak z tego wyjść- powiedziała bezradnie rozkładając rece
-Jak tam? Nie uciekła?- zapytał złośliwie wchodząc do pomieszczenia jeden z członków załogi
-Nie, jest w porządku- powiedziała nie znajoma udając że sprawdza więzy
-Za 1O minut w bazie, musimy omówić ważne kwestie- zaśmiał się brodacz i wyszedł nie czekając na odpowiedź
-Dobra- powiedziała udając zainteresowanie- Chciałąbym Cię stąd wypuścić- zwróiciła się do mnie
-Mam pewien pomysł, i obie skorzystamy- uśmiechnęłam się, jakby w tej chwili zniknął cały strach i bojaźń przed tym co się stało
-Jaki?- zapytała enteuzjastycznie
-A no taki, że.....
-------------------------------
"BĘDZIE SIĘ DZIAŁO" ~ dotrzymałam słowa.Wiem, że lubicie jak tu kończę, więc paczcie oto skończyłam xD Nie wiem po co.tak Wam często dodaję te rozdziały.ale w sumie jak już mam ich troche napisane... Okey na tym kończe pozdrowionka. 3komy i nn już jutro ;)
Jeeej... oby nic sie Laurze nie stało ! Dobrze że trafiła na taką osobę... ciekawe co to za plan !
OdpowiedzUsuńBuziaki ;***
No nie ..! Czemu w tym momencie ? :D
OdpowiedzUsuńKurcze to "będzie sie dzialo" mnie przeraża :D oby Lenie sie nic nie stało :/
Loffki <3 Czekam do jutra :D
Zaskoczyłaś mnie xd Nigdy bym się nie domyśliła, że ją porwią. Oby ich plan wypalił i żeby wszystko skończyło się dobrze :-) Czekam na nn :-D ;-)
OdpowiedzUsuń