czwartek, 29 sierpnia 2013

9- 'Szykuj się na wizytę, bo inaczej ... spotkamy się na CMENTARZU! ...'

*Laura*
Dzwonek zadzwonił po raz kolejny, znów odwarzyłam się otworzyć, tym razem wzięłam ze sobą deskę... W drzwiach stał Mario:
-Ale powitanie, skarbie- usmiechnął się Mario, ja momentalnie upuściłam deskę, przytuliłam się do piłkarza i płakałam
-Co się dzieje?- spytał z troską- nic nie odpowiedziałam tylko pokazałam mu kartki, przeczytała najpierw tą pierwsza, potem następną i podpis : Twój Hubert <3'. Potem rozpakował 'prezent' czyli nóż i przytulił mnie.
-Mario ja się boję- zaczełam głośniej ryczeć
-Spokojnie, nie dam mu Ciebie skrzywdzić...
-Ale Mario, co ty zrobisz jak będę sama w domu? Co?
-Mam pewnien pomysł, Mandzukić mówił że Lena się tu przeprowadza...
-...Co? Lena?- momentalnie na mojej twarzy zagościł uśmiech, wzięłam telefon i zadzwoniłam po przyjaciółki.
Rozmawiałysmy o wszystkim, jednak nie powiedziałam jej o groźbach Huberta. Oznajmiła, że przyjedzie jutro,  spytała czy wyjedziemy po nią na lotnisko, na co my się zgodziliśmy. Potem do rozmowy wkroczył Goetze, powiedział jej że chciałby żeby się jakoś mną zajęła, jednak tak samo jak ja, nie powiedział o Hubercie, jutro się dowie. Powiedziała mi że przeprowadza się do Mandzukicia i postara się poszukać tu gdzieś pracy. Od razu przyszedł mi na myśl pewnien pomysł, pójdzie ze mną na trening... Może uda mi się ją w to wciągnąć? Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, potem Lena powiedziała mi, że chce się wyspać, bo na lotnisku w Bydgoszczy ma byc na 9... a do mista jedzie się 2 godziny... Na tym skończyłyśmy rozmowę, poszłam do piłkarza i oglądaliśmy telewizję, bardziej zajmując się sobą.

*Next day- Laura*
Obudziłam się, spojrzałam na telefon, wskazywał odzinę 9.00. Dostałam też kilka minut wcześniej sms-a od Leny, że wyląduje najprawdopodobniej o 11. Ubrałam
spodenki i moją ulubioną bokserkę z Myszką Micky. Potem robiłam naleśniki, Mario obudził sie i przyszedł mi poprzeszkadzać":
-Hej skarbie- przeciągnął się i zaczął mnie gilgotać
-Hej. Możesz mi nie przeszkadzać?
-Nieeeeee
-No to na lotnisko pojedzisz głodny- pokazałam mu język
-Już nie będę mamo.- krzyknął
-Mario!
-Ja nic nie mówię- właczył tv- OOO Smerfy!- powiedział na co ja zasmiałam się
Dokończyłam robić naleśmiki, potem zabrałam się za krem do naleśników, i herbatę. Kiedy wszystko było gotowe zabraliśmy się za jedzenie, zadzwoniliśmy do Mandzukicia spytać czy jedzie z nami (on nic nie wiedział, Lena robiła mu niespodziankę), nie wiedział po co ale się zgodził, pod pretekstem, że ja wyjeżdżam xD. Mario poszedł już do samochodu, ja wzięłam swoja torbkę, zamknęłam dom i też wyszłam. Pojechaliśmy do Mandzu, a potem na lotnisko, po moją przyjaciółkę. Czekaliśmy 15 min. i zaraz samolot przyleciał. Mandzukić dopytywał się, jak wyjeżdżam bez toreb, na co my zaśmialiśmy się. W naszym kierunku zzmierzała Lena. Mario cały czas coś gadał patrząc na mnie. Lena podeszła uwiesiła się mu na szyji i krzyknęła :
-NIESPODZINKA!
-Lena? Skarbie co ty tu robisz?
-Przecież mówiłam że jeszcze tu wrócę!
-W końcu! I teraz już nigdzie nie wyjedziesz!
Potem przywitała się z nami i pojechaliśmy na stadion. Zostawiłyśmy chłopaków i pojechaliśmy do mnie i Mario. Lena opowiedała mi co się działo przez ten czas w Liceum, że dziewczyny mnie pozdrawiają, i takie tam. Potem szukałyśmy w internecie pracy:
-Ej, Lena, bo ja mam takiego pomysła...
-No? Nie ukrywam boję się - zaśmiała się
-No pacz, pójdziesz ze mną na trening, ja spytam czy możesz zagrać, trenerka się zgodzi, ty zagrasz jak najlepiej, i pewnie spyta czy chcesz grać w Bayernie :)
-No nie wiem czy to dobry pomysł...
-Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz! Idziemy dzisiaj?
-N pewnie :D-
Gadałyśmy tak kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, obawiałam się najgorszego, i znów była kartka:
'Szykuj się na wizytę, bo inaczej ... spotkamy się na CMENTARZU! hahaha'. Zabrałam groźbę i wróciłam do przyjaciółki z łzami w oczach:
-Kto to był- spytała nie odrywając oczy od laptopa, na którego patrzyła. Ja nie odpowiedziałam, łza zciekła mi po policzku
-Kochana co się stło?- spytała kiedy na mnie popatrzyła, Ja pokazałam jej list:
-O Boże... to od niego?- przytaknęłam
-Do dla tego Mario kazał żebym się Tobą zaopiekowała?
-Tak- odpowiedziałam krótko
Chwilę jeszcze jej opowiadałam o groźbach, które dostałam i pokazałam jej listy i 'prezent'. Chwilę później przyszli chłopcy:
-Hej skarbie- pocałował mnieGoetze- Co się stało?- pokazałam mu list
-Kur*a ja nie mogę! Idziemy na policję- zaklął Mario, usłyszałam dzwięk mojej komórki wyciągnęłam z kieszeni i przeczytałam po cichu.
'Tylko spróbuj komuś powiedzieć albo iść na policję... Zginiesz wcześniej'. Tejkst wiadomości. :
-Nie pójdziemy na policję!- krzynęłam
-A to dla czego?
-Źle się czuję- skłamałam
-Zrobić ci coś do picia?
-Poproszę herbaty
Mario przyniósł mi picie i rozmawialiśmy, właściwie to próbowali mnie pocieszyć, omijając temat Huberta szerokim łukiem. Potem mój chłopak powiedział , że jutro wyjeżdża do Dortmundu odwiedzić Marco. Jej, ich przyjaźń ... to poprostu skarb! Choć Mario zmienił klub ciągle się spotykajją wspierają... Pomoglam się piłkarzowi spoakować i pojechał samochodem na lotnisko z Mandzukiciem, my z Leną zostałyśmy w domu...


------------------------
Zastanawiałam się czy dodawać dzisiaj... Bo od samego rana nie było komentarza :( Ale jak zawsze nas Was można liczyć (nie zawiodłyście mnie) xD Danke danke danke <3 Kocham Was

Ps. Jutro rozdział wcześniej :D

2 komentarze:

  1. Dobrze, że Mario nie zapomina o Marco. Taka przyjaźń to cud ;)
    Niech Hubert spada... to jakiś psychol...
    Czekam na kolejny <3 buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super;)

    To mój nowo zaczęty blog mam nadzieję że wam się spodoba http://lubiekiedypaczysz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń