*Laura*
Przyłożyłam sobie ją do ręki i narysowałam krótką linię, tak tylko tyle do do łazienki wszedł Mario. Wyrwał mi z ręki żyletkę, przyłożył do rany chusteczkę, a potem nakleił plaster i kazał usiąść na łóżko:
-Powiedz mi tylko dlaczego to zrobiłaś?- mówił bardzo spokojnie
-Myślałam że będziesz zły i będziesz się wydzierał, albo...- nie dokończyłam
-Nie nie będę... wiem, że teraz jesteś w rozsypce, dlatego tylko Cię o to pytam. Odpowiedz mi- mówił nadal opanowanie
-Bo ja.... nie mam po co żyć.- spuściłam głowę na dół
-Jak to nie masz? Nie widzisz że chcę ci pomóc, skarbie?- uniósł mój podbródek, tak, żebym patrzyła na niego
-Ja... jestem dla Was tylko problemem- zaczęłam płakać, Mario mnie przytulił
-Nigdy więcej tak nie mów! Posłuchaj, gdybym widział, ze jesteś dla mnie problemem i nie dawałbym rady, nie wiem... zerwałbym z tobą... Nie zrobię tego! Bo ja Cie kocham, Laura!- pocałował mnie
-Ja też Cię kocham - wyszeptałam i pocałowałam piłkarza
-I błagam Cię , nie rób mi tego więcej...
-Postaram się...
Potem Mario zabrał mnie na dół do wszystkich i wygłupialiśmy się, a następnie graliśmy w fifę. Potem poszliśmy juz we dwoje na spacer. Ściemniało się coraz bardziej. Szłam przytulona do piłkarza, kiedy nagle potknęłam się o czyjąś nogę. Odwróciłam się a za mną stał Hubert i głupio się podśmiewał... W głębi serca modliłam się, żeby Mario nie zauważył Huberta, albo, żeby ten nie zaczał swojego 'bla bla bla'. Ja sama przecież bym ich nie rozdzieliła... A do chłopaków nie mam siły już dzwonić. Praktycznie na okrągło się mną zajmują, głupio mi strasznie prosić ich ciągle o pomoc. Wcale się nie zdziwię jak w końcu kiedyś powiedzą: 'Radź sobie sama'
Idąc tak sobie Mario wyczuł, że cos jest nie tak:
-Kotek, coś się dzieje
-Nic...nic...- chciałam ominac ten temat szerokim łukiem- Idziemy dalej?
-Boi się- usłyszałam głos i głupkawy smiech za mną
-O fuck!- zaklnęłam cicho
Nie no to koniec, Mario odwrócił się ujrzał Huberta, już wszystko skończone. Pewnie znowu zacznie się jakaś bójka. I co ja zrobie? Mam ich rozdzialać? Siedemnastoletnia dziewczyna ma rozdzielać swojego 22letniego chłopaka piłkarza i jej wroga!? O Mój Boże...
Jednak ku mojemu zdziwieniu Mario się nie ruszył... Od razu odetchnęłam...:
-Odwal się od niej, inaczej pożałujesz, koleś!
-Hahahh! Jeszcze zobaczymy kto tu pożałuje!- wzruszył ramionami Hubert
Widziałam, że Mario jest mocno zły, że ma ochotę do niego podejść i przywalić mu prosto w twarz , albo nie! Wziąć pistolet i go zastrzelić. Tylko co go trzyma, że tego (dzięki Bogu) nie robi?:
-Jak bym Cie na ulicy spotkał, to bym ci nie oszczędził- wkurzył się Mario
-To ja się boje! aaaaa- zaczął udawać- Ja tutaj w tym całym Monachium nie jestem sam!
-No i co przyprowadzisz tutaj swoji zasranych koleżków i co? Będziemy się bić, tak?!- mówił Mario cały czas mnie trzymając w talii:
-Mario, choć z tąd!- rozkazałam
-Już idzeiemy, skarbie.- powiedział po czym wrócilimy do domu
Poprostu nie mam sił, nie mam ochoty do tego życia! Jest straszne. Tylko ja z całej mojej rodziny, przyjaciół, znajomych, krewnych... ja ! Zawsze mam pod wiatr. Myślałam, że z czasem to się zmieni... Jednak... nie zmieniło się... Domyślam się, że Mario ma mnie dosyć, tych moich problemów, Huberta... Nie wiem co go przy mnie trzyma cały czas... Ale jestem pewna , że w końcu ze mną zerwie, i pójdzie do jakiejś, która jest jego warta. Nie taka szara myszka, z problemami, z zryta psychiką przez jakiegoś głąba...:
-Już jesteśmy skarbie...- wybudził mnie Mario
-Na szczęście- odpowiedziałam po czym pobiegłam na górę do pokoju, żeby móc się wypłakać.
Tak sobie o tym wszystkim myślałam, o tym, że może rodzice mieli racje:
'Życie piłkarza wcale nie jest łatwe- wspomniałam słowa mamy- te ciągłe kontuzje, problemy, prasa... która ciągle wymyśla coś na Twój temat. Może i doświadczenie masz... Ale co ci po tym wszystkim skoro w głębi serca szczęśliwa nie będziesz...'
Wspominałam słowa mojej mamy... a co jeśli miała rację? Jeśli nie myliła się co do mnie?
'Jesteś osobą, która żyje teraźniejszością, która nie patrzy na przeszłość. Tylko liczy się to co tu teraz. Jutro dla ciebie nie jest ważne...'
Te słowa wypowiedziane przez moją mamę w wieku 13- 14 lat były dla mnie straszne. Nie rozumiałam wtedy dlaczego oni nie potrafiom mnie zrozumić. NIkt! W nikim nie miałam wsparcia... ani szczęścia do życia. To było dla mnie jak upokorzenie... Strch przed wszystkim i wszystkimi.... Chcesz pomóc, zyć uczciwie a co z tego masz? Gówno! Wszyscy się od ciebie odwracają, ty myślisz, ze robisz dobrze a inni mają twoje czyny gdziesz bardzo głęboko. Wtedy szukasz żyletki chcesz zamknąć się gdzieś, uciec i już nie wrócić nigdy. Ale nagle widzisz świetełko w tunelu, to przyjaciel, który odbierze słuchawkę nawet o 3 w nocy i będzie wysłuchiwał jak przeklinasz na cały świat i przytakiwał ci. To jest ta osoba w której jako jedynej pokładasz nadzieję.... LENA! Tylko ona jedyna kocham ją. nIgdy nie pozwoliła, na to, żebym zrobiła sobie coś... Zmorzył mnie sen...Zakończyłam moje rozmyślanie na tym etapie.
-------------------------------------
Taki strasznie głupi nudny i walnięty, Sory prezpraszam :/ Nie chcę za szybko przejść do ciekawszej części :* Ten rozdział opisuje dokładnie mnie dzisiaj (tzn. w tym dniu co pisałam ten rozdział) ROZSYPKA :/ Psytul :*
Aż się popłakałam ;( Rozdział cudowny jak zawsze .
OdpowiedzUsuń:**:* <3 ;)
Ten Hubert to psychol... boję się że namiesza -.-
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny <3 buziaki ;*