czwartek, 7 listopada 2013

25- 'I oto pan Mario Goetze- ojciec mojego dziecka!'

*Mario*
Dzisiaj mamy trening a za 2 dni wyjeżdżam na zgrupowanie kadry do Berlina. Chcę koniecznie zabrać Laurę ze sobą, ale ona nie chce się zgodzic... No cóż mam nadzieję, że jak coś się będzie działo poinformuje mnie albo o pomoc poprosi Justynę i Michała. A co do Michała, właśnie go dzisiaj na trening zabrałem. Jest świetny w piłkę, nawet sobie nie wyobrażałem , że on tak może grać. Na moje szcześćei trener nie stawiał oporów i pozwolił mu dziś z nami potrenowć. Poprosiłem kolegę, żeby razem z Justyną wpadali czasem do Laury, on oczywiście zgodził się jej zawsze pomóc. Cieszę się że mam takiego wspaniałego kolegę, który potrafi wesprzec, bo moje relecje z Mandzukieciem ostatnio bardzo się pogorszyły... Chciałbym jeszcze przed zgrupowaniem z nim pogadać. Moje kochanie mnie spakowało, więc bd mogli spokojnie gdzieś dzisiaj wyjść:
-Mario, spotkamy się dzisiaj?
-Niby po co?- spytał ironicznie- Nie widzę potrzeby....
-Żeby się ze mną przyjaźnić?- przetwałem mu
-Nieeee- mówił oschle
-Widzę przecież że coś się stało
-Napewno chcesz wiedzieć?- mówił- Laura mnie zabije
Domyślałem się że chodziło o Lenę,  a o co lub kogo innego...:
-Spotkamy się to pogadamy ok?
-Tam gdzie zawsze?- spytał mniej sarkastycznie
-Taaaaa- przytaknąłem
Poszedłem do domu i zobaczyłem kartkę na stole: 'Nudziło mi się i wyszłam do galerii obiad masz w lodówce. Kocham Cię Skarbie :** Laura <3' Okey zjem sobie obiad i pójdę na spotkanie

*Laura*
Trochę mi się nudziło a nie czułam już bólu brzucha, więc pomyślałam, że skoczę do galerii, już dawno nie byłam. Napisałam kartke na stole i wyszłam. Kupiłam bluzkę baaardzo spodobały mi się te  buty. Kupiłam jeszce wiele ubrań i rzeczy, których zabrakło dla Mario, wyjeżdżają już jutro. Mario koniecznie chciał mnie zabrać, ale nie zgodziłam się na ten wyjazd. Nie chcę byc ciężarem , a zresztą wolę posiedzieć sobie w domu.

*Mario*
-No więc o czym chciałeś mi powiedziec?- zacząłem
-No... jak to ująć- mówił nie pewnie
-Prosto  mostu, cokolwiek to będzie nic się nie stanie poprostu powiedz
-Okey... więc.... zerwałem z Leną- wstrząsneło mną
-A co sie stało?- spytałem nie dowieżając
-Nie tylko Laurę wykorzystywała... mnie też
-Wiedziałem, Laura też się z nią nie pzryjaźni...
-Ale skoro db ci z tym ,że nie jesteście już razem to czemu jesteś smutny?- spytałem
-No bo ... nie chciałem ci mówić, a wgl to myślałem że się obrazileś
Tak sobie rozmawialiśmy z Mario, cieszę się że wyrzucił to z siebie. Dobrze że mi o tym powiedział,, przynajmniej wiem jak mu pomóc. A co do Lenay... nie dziwię się. Ciekawe tylko do kogo teraz poszła.

*Laura*
Wróciłam z domu zasatałam juz Mario:
-No hej co tak późno?- pocałował mnie
-A wiesz trochę rzeczy czeba było na wyjazd twój kupić- uśmiechnęłam się
-A co kupiłaś? Żelki!!- zauważył w torbie
-Zostaw to moje- zaśmiałam się
-Ale... ale... ŻEEEEEEEEEEEEELKIIII!! -wydarł się
-Cicho, bo ludzie z sąsiedniej wsi przyjdą cię uciszać- padałam ze smiechu
-No ale daj żelki
-Dzieciak
-Ale twój
-Taaaaaaaaaaak, tylko mój.. - westchnęłam- I oto pan Mario Goetze- ojciec mojego dziecka- zawyłam zarazem śmiejąc się
-Hhaahhahh- padlismy na podłogę
-Dobra dosyć idziemy spać. Na 9.00 masz byc na lotnisku taaak?- spytałam
-Żelki?- zrobił maślane oczka
-Na 9...?
-Dostanę żelki?
-Nie
-tak
-Nie
-Nie
-Tak, Kurde!
-Hhahahaha , mam co chce teraz mogę iść spać
-Jaki zoboczeniec...
-I kto to mówi?
-Oto ja Laura Lakowska mówię, Tobie Mario Goetze'mu że jest zoboczony- zaczęłąm  się śmiać
-hahhahaha dobra idziemy spać
-Idzemy. Masz te żelki!- podałam mu
-Kocham Cię! *.*
-Chyba żelki!- powiedziałam
-Taaakkk Je też, ale ciebie bardziej
Wreszcie udało nam się pójść spać zasnęłam prawie do razu. Jutro musimy o 7 wstać zeby się wyrobić... Niestety :(

*Laura- rano*
Puntualnie o 7. na cały dom zaczął dzwonić budzik Mario:
-Wyłącz żesz to.- nakryłam się poduszką
-To jest tylko po to aby nas obudzić- powiedział tuląc się do mnie
-Chyba Ciebie
-A kto mi śniadanie zrobi?- spytał
-Zadzwoń po mamusię napewno przyjadzie- zaśmiałam sie- Ide spać
-Chyba nie! - wziął mnie na ręce i gdzieś niósł
-Mario postawisz mnie?- prosiłam
-Nieeeeeeeeeeeee, chyba że mi snaidanko zrobisz- uśmiechnął się
-Sam sobie zrób- zaśmiałam się'
Nagle polał mnie zimną wodą, trzymał mnie na jedyn ręku więc wykorzystałam sytuacje i uciekła,:
-Idoto ty! - krzyczałam i sie śmiałam
-Czyli zobisz mi śniadanie?-zrobił tą swoą fascynujacą minke
-Okey tylko nie zanieś-
-A sama iść nie możesz?
-Idź i nie marudź-  wskoczyłam mu na barana -To jak idziemy?- spytałam z bananem na twarzy
-Już już
Uszykowałam mu śniadanie, potem zniósł walizki na dół i pożegnalismy się:
-Kotek, pamiętaj jak coś się będzie działo dzwoń i jak co Justyna ci pomoże okey?
-Taaak wiem - pocałowałam go
-A i jeszcze jedno
-Coo?
-Bedę tęsknił- zaczął mnie całować
-Ja teżżżż- Kocham Cię- powiedziałam między pocaunkami
Potem Mandzukić podjechał pod nasz dom Mario wyszedł i odjechał. Chorwat ma zgrupowanie za kilka dni więc zogdził się podweźć mojego ukochanego.
No i zaostałam sama w domu nie bardzo wiedziałam co mam zrobić więc weszłam na fb. Zobaczyłam nasze zdjęcie... To ze szpitala a pod nim....



------------------------------------------------
25 również wasza :***

3 komentarze:

  1. świetne, nie mogę się doczekać następnego rozdziału pisz szybko pozdro ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezus Mario. Te dziecko będzie mieć krejzi rodziców heheszki. Czekam na nn :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oni są po prostu mega! Uwielbiam ich <3 kocham to opowiadanie! buziaki :***

    OdpowiedzUsuń