sobota, 22 marca 2014

79- Chwila prawdy..

*Laura 8 miesięcy później*
-Mario to już!!- krzyknąłam zwijając się z bólu
-Ale co?- spytał zdezoriętowany
-Nie pal głupka! Ja rodzę!!!- krzyknąłem
Mario przybiegł po schodach i szybko wziął mnie na ręce następnie udalismy się do samochodu:
-Ałł! Mario szybciej!!- mówiłam ledwo dając radę oddychać
-Kur*a! Czerwone! Dupa, jedziemy!- chyba przejechaliśmy na czerwonym
Nie spakowaliśmy moich rzeczy. Pewnie dopiero kiedy będzie bardziej spokojnie Mario pojedzie po nie do domu, ja zabrałąm natomiast list, który miałam wręczyć mojemu ukochanemu, kiedy ostatni raz go ujrzę.

*Mario*
jechałem tak szybko jak się dało. Przejechałem na czerwonym i pędzimy 180 km/h. :
-Kur*a mać! Stoją!- wkurzyłem się
-Co?- spytała siedząca na tylnim siedzeniu Laura
-Dzień dobry- poszedł policjant
-Pani władzo, my nie mamy czasu, zona rodzi! Musimy jechać. Ja zapłace skontaktuje sie cokolwiek ale musimy jechać!!! Niech pan zrozumie!!- wykrzyczałem jednym tchem
-W takim razie szczęśliwego rozwiązania, do widzienia- nie zwykle mile nas pożegnał
Po czym znowu zaczeliśmy gnac:
-Mario, ja ne wytrzymuję!! Mario ał!! Boli- krzyczała

-Spokojnie już jesteśmy!- zostawiłem samochód prawie na środku parkingu ale trudno. Wziąłęm Laurę na ręce i pobiegłem:
-Dzień dobry. Niech pani da wózek!- powiedziałem recepcjonistce
-Co się dzieje?- spytał Lekarz
-Kobieta rodzi!- krzyknęła pielęgniarka i szybko zabrałą Laurę
-Mogę iść z nią?- krzyknąłem za lekarzami
-Zostań. Ja ci wytłumaczę. Ja nie dam rady będzie list!- powiedziła bardzo słabym głosem Laura po czym odjechali z wózkiem. Pobiegłem pod salę, gdzie miał się urodzić mój synek i czekałem pod drzwiami.
W mojej głowie dudnily słowa: 'Jak nie dam rady będzie list' ????! Nie wiem, ja mam zawsze czarne myśli, a szczegolnie w takich momentach. Ale coś mi mówi , ze bedzie źle. Staram się tak nie myśleć, ale boje się, że Laura czegoś mi nie powiedziała...

*Laura*
-Jeszcze 10 minut pani poczeka, zaraz zobaczymy. Tylko spokojnie, niech pani oddycha, glęboko- przykazał mi lekarz
-Panie doktorze- powiedziałam cicho
-Co sie dzieje!?- podbiegł, myslac ze coś się stało
-Niech pan da ten list Mario. Siedzi na korytarzu zapewne- powiedziałam i przekazałam list

*Mario*
Wyszedł lekarz, a ja od razu udałem się na konsultację:
-Jak z żoną?- spytałem poddenerwowany
-Chwila prawdy- powiedział lekarz
-To znaczy?- powiedziałem a on się zaśmiał
-Nie wiem, kazała panu przekazać- podał mi kopertę
Nie czekając ani chwli dłużej zacząłem czytać:

"Mario...

Ty wiesz ile dla mnie zmaczysz. Kocham Cię nad życie, tak jak Filipa. Ale właśnei teraz poswięcam swoją milość do Filipa. Albo on, albo ja. Nie byłabym matką, jeżeli wybrałabym siebie i swój cholerny egoizm. Filip jest częscią mnie której nie chcę stracić.
Wtedy w szpitali na badaniach, nie kazałam Ci wchodzić. Bałam się. Okazało się że wykryto komplikacje, a wszystko przez to, że już raz straciłam dziecko.
Lekarz kazał mi wybierać za wczasu. Nie musiałabym się męczyć tylko usunęli by Filipa. To była chwila prawdy. Nie myślałam długo. Bo dla prawdziwej matki najważniejsze jest szczęscie dziecka. Odpowiedziałam : Nie. Nie usuniecie Filipa.
Teraz pragnę cię przeprosić za wszystki trudy i znoje, za wszystkie ciężkie dni i godziny. Ale i podziękować za wszystko co było cudowne i za Filipa.
Teraz jeszcze proszę Cię o jedno. O to, zebyś kochał go tak jak mnie kochałeś i jak zawsze powtarzałeś, ze całego siebie włożysz w wychowanie naszego syna. Wierzę, że nie oddasz nigdzie Filiego i zajmiesz się nim jak najlepiej potrafisz.
Szanse mojego przeżycia są napawdę niewielkie. A ja nie wierze w cuda. Więć chcę się z wami pożegnać i całuję po raz ostatni. Ucałuj ode mnie synka i wytłumacz mu wszytsko jeślibyśmy juz się nie zobaczyli a raczej tak będzie. Wierzę , że laekarze zrobią co mogą ale raczej nie wiele będą w stanie mi pomóc.. Żegnajcie...

 Kocham Was Laura :* "

Zza drzwi dobiegał głośny płacz małego dziecka; urodził mi się syn. Straciłem żonę. W tym momencie uświadomiłem sobie, że ... że to koniec.... Zacząłem głośno płakać, straciłem najważniejszą osobę w mym życiu...

---------------------------------
:DDDD YHYHYHY nie zabijajcie plizzz :** :D 80 i epilog :) coraz blizej koncaaa... a ja nwm z kim następny blog ;xx

4 komentarze:

  1. Kurdeeee... Czułam, że kogoś uśmiercisz... Tylko nie wiedziałam do końca kogo... Smutnooo strasznieee, przykrooo potwornieee ;_;

    OdpowiedzUsuń
  2. rycze nie spodziewałam się takiego obrotu .
    Czekam na kolejny , tyle mogę napisać.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział fajny. Już nie mogę się doczekać next'a.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku ale super czekam na kolejny rozdział ;) Weny ;*
    szkoda że już koniec bd ;(

    OdpowiedzUsuń