piątek, 31 stycznia 2014
56- 'Bo to nie trudne sprawy...'
Szukam mojej narzeczonej już chyba 2 dzień. Bezskutecznie. Boję się , że coś się jej stało, albo że przepadła. Nie wytrzymam bez niej ale nie wiem już gdzie szukać. Przecież nie zabrali jej do domku w śroku Monachium, bo jezeli to przekręty to będą się ukrywać. Przeszukaliśmy lasy, oczywiście nie całe. Ale bez jakich kolwiek śladów.
Chodze bardzo zły z telefonem w ręku czekając na jakiś kolwiek sygnał albo od Laury albo z Policji, oczywiście od policjantów chcę tylko usłyszeć, że ją znaleźli. Chcę już ja mieć. Tutaj przy sobie. Jak najszybciej:
-Mario, choć na obiad- zawołała mnie Luiza
-Nie będę jadł- odburknąłem
-Ale Mario, oni ją znajdą. A to że nie będziesz jadł, napewno w niczyn nie pomoże, jedynie tobie zaszkodzi- pryszedł poprzeć ją Marco
-Dobra zaraz idę.
-Chyba że wolisz zjeść sam, tutaj. -powiedziała Luiza- Zaraz ci przyniose
-Bez cyrku, idę na dół- powidziałem i podreptałem na dół
*Laura*
Słysząc dźwięk otwierznia drzwi drzżałam. Suzan miała rację. Teraz zaczną się problemy. Wszedł Hubert:
-Jej uciekłaś, więc ja cię pilnuję- uśmiechnął się
-Nikomu nie uciekłam.- powiedziałam- Rozwiąż mnie- zarządziłam
-Chyba śnisz- zaśmiał się
Położył na ziemi plecak. Wyjął z niego pistolet i sznurki. Zdjął mi te co miałam i założył 'nowe'. Strasznie wrzynały mi się w skórę. Cholernie bolało:
-Dlaczego ja?- spytałam wiedy zcisnął mi sznur- Aał!- krzyknęłam
-Bo to nie trudne sprawy- zachichotał
-Nie możesz mnie więzić- prostestowałam
W tej chwili wyjął pistolet, skierował go w moją stronę:
-Jeszcze coś?- spytał i przystawił mi pistolet do głwowy
-Oo, fajne cacko, z policji ukradłeś?- zażartowałam
-To nie czas na żarty- upomniał mnie- Siedź cicho
-Właściwie... wcale się ciebie nie boję!- powiedziałam- Rozwiąż mnie, chcę do łazienki
-Uciekniesz.- przypuścił
-Nie ucieknę- przyżekłam
-Ty zawsze kłamiesz! Zawsze- krzyknął
-Do toalety mi nie zabronisz!- wykrzyczałam
-Dobra idź- rozwiązał mnie- ale jeśli uciekniesz, nie zawacham sie jego użyć- wskazał na pistolet
Wzruczyłam ramionami i poszłam do łazienki, a raczej pomieszczenia zarośniętego mchem. Było paskudnie, jedanak zmuszona załatwiłam swoją potrzebę. Chciałam być tam jak najdłużej. Strasznie bolałay mnie nogi i ręce. Miałam już nawet odciski. Jeszcze chwila i krew przestanie mi dopływać do mózgu.
Wyszłam z toalety, i swoje kroki skierowałam ku temu debliowi:
-Nie wiąż mnie przez chwilę- pojrzałam na broń leżącą na ziemi. Przytuliłam się do Huberta, chciałam jak najszybciej zakończyc ten cały cyrk
-Powiedz to jeszcze raz, a nie zawiążę cię.- powiedział widac że mu się podobało
-Hubert, proszęę- powiedziałam cicho
-Dobra- odpowiedział
Przytuliłam go od tyłu kiedy się tym rozkoszował chwyciłam broń....
(....)
*Mario*
Zadzwonił telefon, a ja przebywałem na górze w lazience, telefon zostawiając w kuchni. Niczym błyskawica zbiegnąłem na dół:
-Pan Mario Goetze?- zapytał pan z słuchawki
-Tak, słucham - odpowiedziałem
-Ja dzwonię z policji.- powiedział a ja strasznie się uradowałem
-Odnaleźliście ją? Macie tych drani ?? Siedzą juz??- nie ukrywałem optymizmu-
-Bez pośpiechu, narazie trafiliśmy na trop i nie ukrywamy, że jest szansa znaleźć pańską narzeczoną, Pani Parker podała nam kawałek rejestracji samochodowej , a ktoś wcześniej zapamiętał jej część a więc mamy całą i szukamy tropu- powiedział szeregowy a ja nieco posmutniałem
-Dobrze, ale błagam, znajdźcie mi ją. Ostatnio bardzo wiele przechodzi i coraz bardziej załamuje się.-
-Zrobimy co w naszej mocy aby ją znaleźć, proszę być dobrej mysli.- wsparł mnie na duchu
-Dziękuję, proszę o telefon w razie jakiś informacji.- pożegnałem się i rozłączyłem, czekając na następny telefon, mam nadzieję, że z dobrą wiadomością.
Szybko zbiegłem na dół:
-Co tak latasz?- zpytał mnie Marco
-Z policji dzwonili- siadłem przy stole
- I co? Znaleźli ją?- zadał pytanie
-Kogo? Laurę, znaleźli? - do kuchni weszła Luiza
-Nie ale komendnt dzwonił- oznajmiłem
-I jak?- zapytała dziewczyna Reusa
-Otóż bardzo pomogły twoje zeznania- zacząłem
-To znaczy..?- przerwała mi
-To znaczy, że zapamiętałaś kawałek rejestracji, i ktoś przed tobą zapamiętał drugie pół, które prawdopodobnie należy do tego samochodu. Opisani przez ciebie pojazd, jest niemalże identyczny jak na zdjęciu zrobionym przez innych zgłaszających. A więc wszystko jest teraz możliwe.- opowiedziłem
-Boję się o nią. To taka silna dziewczyna, musi sobie poradzić- powiedziała Luiza i wtuliła się w Reusa- Dopiero co się poznałyśmy i zostałysmy koleżankami
-Wiem ,że jest silna, wiele już przeszła, ale przez to moze być słaba psychicznie. Tego się najbardziej obawiam. To z dzieckiem chyba najbardziej ją dobiło- zasugerowałem
-Jakim dzieckiem?- zapytali niemalże równo
-Nie wiecie nic?- zdziwiłem się
-Jak widać... Nie pochwaliłeś się- udał obrażonego Reus
-Była w ciąży. 3 tydzień, przychodzi Hubert, udaje że pragnię ją przeprosić a nagle kopie ją w brzuch i wszystko staje pod wielkim znakiem zapytania, i traci dziecko. Załamała się po tym, wcześniej jeszcze się rozstaliśmy bo jedna modelka chciała mnie uwieść a Laura źle to odebrała- opowiedziałem tą jakże bolesną historię
-Kim jest Hubert?- zapytała Luiza
-Jej kolegą ze szkoły, chciał z nią chodzić. Imponować jej wykurzaniem, złośliwymi zaczepkami... A teraz ona wyjechała zaręczyła się ze mną a on wszystko niszczy...
-------------------------------------
Puki mam pomysły -ciągnę, zobaczymy jak to będzie dalej ;)
Ehhhh komentujcie błagam będzie mi łatwiej dodawać je w mniejszych odstępach czasowych- jeżeli chcecie tego...
Kto zaczyna ferie od dzisiaj ? Ja wreszcie mam spokój na który tyle czekałam..
wtorek, 28 stycznia 2014
55- 'Straciłaś poczucie czasu, czy oriętacje w terenie ?!'
- A no taki, że...Uciekniemy- powiedziałąm na co ona się zaśmiał
-Sorka , nie wyda- uznała
-Ale dlaczego?- zapytałam nie rozumiejąc jej reakcji
-Bo cię pilnujom.
-Ale ciebie nie!- powiedziałam
-Ale co to ma do rzeczy?- spytała
-A no to, że mówiłaś, że sprzedajecie, tak?
-No tak.
-Kiedy wyjeżdżajom sprzedawać?- zaczęłam rozumować
-Aaaaaaaaaaaaaa...- chyba załapała
- Jutro o 11 będzie wolne. Powiem, że sprzedam po okolicy a oni wyjadom w teren, mądra jesteś... właśnie, jak ty masz wogóle na imię?- zapytała
-Laura, a tobie jak na imię?- przedstawiłam się
-Suzan- odpowiedziała po czym usłyszałyśmy kroki -Musze iść przyjdę wieczorem- powiedziała Szybkim krokiem udała sie do wyjścia, gdzie szedł 'Gruby':
-Straciłaś poczucie czasu, czy oriętacje w terenie?!- wydarł się na Suzan
-Przecież idę- zbuntowała się dziewczyna
-Nie pyskuj- uciszył, po czym kopnął ją w tyłek a ona cicho zajęczała. Zostałam sama, znowu. Było mi tu źle, czekałam tylko na to kiedy nowo poznana dziewczyna przyjdzie. Do wieczora w sumie nie daleko, chcę jak najszybciej omówić plan ucieczki i wydostać się z tego zadupia. Mario pewnie się martwi, Luiza pewnie mu powiedziała co zobaczyła. Chciałabym się wreszcie schronić w ramionach mojego narzeczonego i nie czuć już strachu przed tym co może nadejść. Z Suzan porozmawiam, ale nie wyobrażam sobie gdyby przyszedł tutaj chociażby brodacz. Znów usłyszałam kroki. Nie należały chyba do czarnowłosej dziewczyny przed chwilą uderzonej przez grubego. Przestraszzyłam się ponownie. Drzwi zostały otwarte z zatrzasków a do środka wszedł on. Nie spodziewałam się teo, tak bardzo. Patrzyłam na niego z niesmakiem z wyrzutem z chęcią zabicia go:
-Niespodzianka bejbe. - powiedział mi do ucha z zamiarem pocałunku, jednak kopnęłam go w brzuch
-A wiec to twoja inicjatywa, debilu?!- wykrzyczałam
-Wreszcie mam cię dla siebie- zaśmiał się - Jeszcze jutro zosprzedam resztę towaru z tamtymi i zabieram cię, a ten twój ćwok, Gece, Srece nie wiem, już cie nigdy nie znajdzie.- powiedział z dumą, a mi za przeproszeniem żygać się chciało
-Ha ha ha . Jasneeee, boję się ciebie. Wieszzz, bardzo- zaśmiałam się mu prosto w twarz co chyba go bardzo zdenerwowało
-Jeszcze na kolanach będziesz mnie przepraszać- zajęczał
-Zapomnij, w d*pie cię będę przepraszać, debilu co mi życie rozwaliłeś. Pójdziesz siedzieć rozumiesz?!- wykrzyczałam podkreślajac ostatnie zdanie
-Ja siedzieć, jestem niewinny. A do więzienia chodzą...
-Takie dupki jak ty patentowane!!!- przerwałam mu, nie panując już nad emocjami Podszedł do mnie i wysyczał do ucha : 'Jesteś moja kochanie, zawsze tak było' - miałam taką ochotę go uderzyć. Wstałam z tymi związanymi nogami ledwo utrzymując równowagę. Jednak nic więcej. Zbliżył się do mnie, gdyby nie to że miałam zklejone taśmą ręce udusiłabym go.
*wieczorem*
Właśnie przyszła Suzan i przeniosła nie dobre dla naszego planu wieści:
-Oni chcą mnie zabrać- przekazała mi
-Ale jak to? Podsłuchali czy jak??- zdziwiłam się
-Nie wiem tego. Ale pozostaje nam tylko jedno- powiedziała przejęta
-Co ? Ja już nie wiem jak nam pomóc.- posmutniałam
-Napewno się nie poddamy, uciekniemy w nocy- powiedziała pewnie
-Co ty, nie wyda- powiedziałam
-Dlaczego? Właśnie ty uświadamiasz mi że to nie ma sensu, i nabrałam odwagi chcę to skończyć- przekonywała mnie
-Ale złapią nas, przez moje 'widzi mi się' będziesz miała kłopoty.- powiedziałam- Ja ucieknę, potem ich wydam a ty nie rób nic głupiego i tłumacz potem, że cię więziom. Uda się mówię ci. Jak uciekniemy razem wyczajom że coś jest nie tak. -To jedyne logiczne rozwiązanie- uznałam -Ale oni będą Cię szukać a potem.... -Co potem?- zapytałam
-Nie wiem co potem, Jasiński jest zboczony wiesz o tym. - przyznała- A ty narażasz swoje życie żeby mnie ratować.
-Po to się ma przyjaciół żeby sobie pomagać przecież. -uśmiechnęłam się- Druga sprawa, Mario się martwi, musze uciec-
-Kim jest Mario?- spytała
-Mój narzeczony-
-Ooo, gratul. No to idź ale jak cię złapiom... to wieszz. Będzie jazda :( - zasmutała- Śpią atualnie jak chcesz to teraz cię wypuszczę.
-Okey, dzięki. Suzan dzięki za wszystko - przytuliłam ją i wyszłam Szłam wolno nie dając jakich kolwiek sygnałów ani dźwięków, jednak pewnej chwili wyczułam jakieś dziwne podłoże. Postawiłam delikatnie nogę i wpadłam. Pech chciał że było prawie bezwietrznie i cicho więc, pewnie usłyszeli bo z bazy wybiegło dwóch. Hubert i 'Gruby'.Podstanowiłam tu zostać, liczyłam że moze mnie dostrzegom. Nie wiem co się działo później. Obudziłam się znowu w tym ponurym pudle, nie wiem czy tamto to był sen czy zasnęłam. Ale poczułam silny ból w nodze i była trochę w błocie. Wtedy wiedziałam już, że to jednak nie był sen...
--------------------------------------
Kolejny dla Was bo były 3. A więc teraz 4 i rozdział w czwartek ;) Pozdrowionkaa :*
poniedziałek, 27 stycznia 2014
54- 'Dlaczego ja?'
Obudziłam się i postanowiłam wybrać się do sklepu po zakupy na śniadanie. Schodząc na dół natknęłam się na Luizę, która też się wybierała na miasto. Postanowiłyśmy iść razem.
Rozdzieliłyśmy się, ja poszłam do piekarni, ona do sporzywczego i przy okazji weszłam sobie jeszcze do sklepu z biżuterią. Kupiłam kolczyki i bransoletkę.
Zadzwoniłam do przyjaciółki:
-No hej, jak idzie?- powiedziałam do słuchawki
-Już kończę powoli- odpowiedziała moja rozmówczyni
-To spokojnie, spotkajmy się a głównym placu, okey?- spytałam
-Okey za 20 minut będę- powiedziała i się pożegnałyśmy
Szłam sobie na umówione miejsce, bardzo wolnym krokiem. Zaglądałam do sklepów po drodze. Kiedy zostało mi jakieś 5 minut przyśpieszyłam nieco.
W pewnej chwili zauważyłam jadący bardzo wolno samochód. Zdawało mi to się odrobinę dziwne. Zawsze rodzice mi powtarzali że jeśli samochód cię śledzi to jest źle, ale miałam nie okazywać zdenerwowania.
Osoba w samochodzie uchyliła szybę:
-Przepraszam, w którą stronę na stadion?- zapytał facet z samochodu,
Zaczęłam mu tłumaczyć i popatrzyłam prosto, w tej chwili zauważyłam moją przyjaciółkę. Pomachałam jej i wytłumaczyłam tym ludziom. Chciałam już odchodzić, ale ktoś mi to uniemożliwił. Zobaczyłam że ci faceci w samochodzie bezczelnie się śmieją a mnie trzyma jakiś grubas. Następnie wstadził do bagarznika czarnego auta:
-Laura!!!!- słyszałam jeszcze krzyki Luizy ale nie mogłam już odpowiedzieć, miałam zaklejone taśmą usta.
Siedząc w bagarzniku słyszałam rozmowy:
-Szykujcie się na imprezkęęęęę- przeciągnął jeden na co reszta zaśmiała się grubymi głosami
-Ale się ucieszy- powiedział drugi
-Zadanie wykonane, nie będzie musial jej szukać, a my będziemy mieli hajsu- zaśmiali się ponownie
-10 tysięcy to przecież spora sumka, może w coś zainwestujemy?- zapytał ostatni z nich
-Ja łaknę wódy, w nic inwestować nie bedziemy debilu- powiedział prowadzący auto
100 tysięcy??? Schwytali mnie i mają za to hajs?? Co tu jest grane dlaczego?? Próbowalam zrozumieć coś z całego tego cyrku.
*Luiza*
To co zobaczyłam na mieście sprawiło że totalnie nie wiedziałam co zrobić. Była już 11. A wyszłysmy z domu o 8. Chłopaki pewnie się martwią, caly czas ktoś do mnie dzwoni ale ja nie mam głowy co z tym zrobić. Postanowiłam pobiec do domu. Biegłam ile tylko sił w nogach z siatkami zakpów , pędziłam ulicami Dortmundu rzucając co jakiś czas którkie 'przepraszam' .
Wpadłam do domu Marco niczym oszalała. Chłopaki stali w osłupieni patrząc na mnie zdyszaną, a ja nie wiedząc od czego zacząć zaczęłam tłumaczyć:
-Oni, ja porwali nie wiem gdzie, wywieźli, czarnym mercedesem. Taki gruby był i złapał ją i wrzucił. Tak do bagarznika- mówiłam dysząc i sapiąc . Nie wiem co zrozumieli- Szybko na policję!
-Poczekaj spokojnie. Wytłumacz nam jeszcze raz - mówił Marco
-Laura!- zaczęłam łkać- Porwali ją!
-Co!?- wrzeszczał Goetze
-Na policję, ale już!- rozkazałam
Marco zamknął dom i udaliśmy się pod siedzibę oficerów.
Zgłosiliśmy porwanie. Opowiedziałam wszystko, nawet zapamiętałam kawałek rejestracji samochodu, policjanci podziękowali i powiedzieli że zaraz rozpoczną śledztwo. Mario był bardzo zdenerwowany wyglądał jakby nie wiedział co robić, jakby jego mysli ktoś zagłuszał jakby... nie wiem. Miał bardzo dziwny wyraz twarzy chodził raz w jedną, raz w drgą stronę:
-Idziemy jej szukać!- wymyślił w końcu
-Szybko- powiedział Marco i pobiegliśmy
Chłopacy kazali nam przetrząsnąć las, liczyli że porywacze bedą się ukrywać.
*Laura*
Strasznie trzęsło, jechaliśmy jakimś lasem podejrzewam, droga ciągnęła się już ze 20 minut. Nadal nie mogłam mówić, chciałam jakoś pomóc sobie ręcami jednak je też mi związali, jak i nogi zresztą też.
Dojechaliśmy. Gruby baran otworzył bagarznik i przerzucił mnie przez ramię. Krzyknęłam. Zabolał mnie brzuch, jakby...ze strachu. Szliśmy w jakieś dziwne miejsce. Niski budynek, z zewnątrz porośnięty mchem.
-Dobra skrytka nic nie widać w zielonym lesie- pomyślałam
Otworzył drzwi , posadził mnie na środku tego zimnego pomieszczenia i wyszedł, zamykając drzwi na zatrzaski.
Rozejrzałam się po tym schowku, zobaczyłam malukie okienko, było lekko zachlapane błotem, ze względu na niskość pomieszczenia. Przesunęłam się bliżej okna, zajęło mi to trochę czasu bo byłam związana. Usiadłam koło niego i zastanawiajac się za jakie grzechy mnie to spotyka, patrzyłam bez czynnie w okno.
Siedziałam już 20 minut, było mi ziomno. Ściemniało się. Związanymi rękoma udało mi się wyjąć telefon z lewej kieszeni spodni. 20 nieodebranych połączeń. Kiedy chciałam sprawdzić od kogo weszło dwoje ludzi- kobieta i mężczyna. Przestraszyłam się grubego głosy mężczyzn, wyczułam że to ten sam który przewodził inicjatywą schwytania mnie. Byłam wystraszona. Szybko schowałm telefon, a właściwie wrzuciłam go za siebie, siadając tak aby nie wychaczyli że go posiadam, napewno by mi go odebrali.
-Tu poświeć, gruby- powiedziała kobieta
-Patrz, tam siedzi- wskazał na mnie- masz- podał jej latarkę- Zobacz czy się nie rozwiązała- zaśmiał się bezczelnie
-Okey, idź już poradzę sobie- odpowiedziała a tamten wyszedł
Świeciła prosto mi w oczy latarką. Kiedy podchodziła bliżej do mnie przysunęłam się do ściany parząc na nią błagalnie. Ona odkleiła mk usta. Szczerze to bardzo się zdziwiłam, miała pociaśnić więzy a nie mnie rozwiązywać:
-Dziękuję- powiedziałam bardzo cicho, nadal strasznie zlęknięta
-Nie ma sprawy- uśmiechnęła się
-Nie wykonujesz polecenia szefa?- osmieliłam się zapytac, bardzo nie pewnie i równie cicho, jakbym bała się że mnie kobieta uderzy
-Kiedy nie widzą to nie. Nie sprawiedliwe jest , karać niewinnych ludzi- zamyśliła się
-To dlaczego tutaj jesteś i jakby nie patrzeć pomagasz im- zapytałam odrobinę mniej przerażona
-Brałam, i sprzedaje- przyznała- Wydadzą mnie, a nie pracuje, skad mam brać hajs?-
-Przykro mi- powiedziałam
-Nie wiem co mam robić, jestem w rozsypce, ja wiem że robię źle, ale jak z tego wyjść- powiedziała bezradnie rozkładając rece
-Jak tam? Nie uciekła?- zapytał złośliwie wchodząc do pomieszczenia jeden z członków załogi
-Nie, jest w porządku- powiedziała nie znajoma udając że sprawdza więzy
-Za 1O minut w bazie, musimy omówić ważne kwestie- zaśmiał się brodacz i wyszedł nie czekając na odpowiedź
-Dobra- powiedziała udając zainteresowanie- Chciałąbym Cię stąd wypuścić- zwróiciła się do mnie
-Mam pewien pomysł, i obie skorzystamy- uśmiechnęłam się, jakby w tej chwili zniknął cały strach i bojaźń przed tym co się stało
-Jaki?- zapytała enteuzjastycznie
-A no taki, że.....
-------------------------------
"BĘDZIE SIĘ DZIAŁO" ~ dotrzymałam słowa.Wiem, że lubicie jak tu kończę, więc paczcie oto skończyłam xD Nie wiem po co.tak Wam często dodaję te rozdziały.ale w sumie jak już mam ich troche napisane... Okey na tym kończe pozdrowionka. 3komy i nn już jutro ;)
niedziela, 26 stycznia 2014
53- 'Czmu ty właściwie przeszedłeś do Bayernu?'
Leżeliśmy sobie z Mario w łóżku po bardzo miło spędzonym dniu. Bawiłam się cudownie, liczę, że zostaniemy tu jeszcze trochę:
-Mario?- spytałam
-Tak?
-Czmu ty właściwie przeszedłeś do Bayernu?- spytałam troche niepewnie, nie chciałam wywiązać afery jakiejś
-Bo inaczej bym cię nie spotkał- pocałował mnie
-Akurat o tym wiedziałeś. Dlaczego przeszedłeś?- ponowiłam pytanie
-Inaczej byś postąpiła na moim miejscu?- zapytał
-Po pierwsze: nie grzecznie jest odpowiadać pytaniem na pytanie, a po drugie: tak, postąpiłabym inaczej- odppowiedziałam
-Dlaczego inaczej?
-Może nie jestem jakąś tam znaną piłkarką, i nie muszę się rozwijać w niewiadomo jakim klubie, ale nie widzisz że tu jest wspaniale? Taką rodzinę jaką razem z Watzke założył Klopp, to jest niewiarygodne. To wszystko jest tutaj na luzie, z taką chęcią chłopaki przychodzą na treningi, w Bayernie często z powodu nadmiernych wysiłków widzisz że chłopacy odpuszczają. Co wtedy tobą kierowało?- zapytałam
-Chęć rozwoju i...
-Pieniądze. Tak myślałam.- przerwałam mu
-Do czego zmierzasz?- popatrzył na mnie dziwnie
-Nie nic, nie chcę rozpętać kolejnej wojny, zapomnijmy o tym- odwróciłam się plecami do Mario i położyłam na poduszce głowę
-Mów, posłucham jakie jest twoje zdanie- powiedział tak, ale nie chciał chyba kończyc tematu
-Dobranoc Mario- zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć
-Dokończymy ten temat rano, dobranoc-
Nie wiem czemu się go o to spytałam. Poprostu nie rozumiem ich, piłkarzy. Lewy chce popełnić tem sam błąd. Nie wyciągając pochopnych wniosków, wydaje mi się, że Mario nigdy na treningu Bayernu nie zachowywał się jak dzisiaj na treningu Borussi Dormund. Dziś był wyluzowany, uśmiechnięty, a tam zawsze mega skupiony, żeby tylko Josep się nie przyczepił, żeby zrobić wszystko dobrze i dowiedzieć się co jeszcze poprawić. Tutaj wszystko jest inne lepsze, fajniejsze. Wogóle bardzo mi się podoba po pierwsze to podejście Kloppa do piłkarzy i do swojej pracy, on chce zeby chłopacy spełniali swoje marzenia a nie dusili się na treningach i wysłuchwali swojego trenera tyrana. Jak myslałam Mario zależało na kasie, ale patrząc na to inaczej na co mu tyle? W BvB zarabiał również dużo a co najważniejsze grał jako podstawowy piłkarz, nie to co w Monachium, jak Guardioli wiatr zawieje tak sobie go wpuszcza. Wydaje mi się, że Mario nie jest tam do końca spełniony. Może tak jest, tylko może on wcale nie chce mi o tym powiedzieć....
*Rano- Mario*
Wstałem o 10, Laury już koło mnie nie było. Pewnie wstała wcześniej. Chciałem z nią pogadać na temat wczoraj. Zaczęła gadać o tym o czym ja chciałem zapomnieć. Wiele razy myślami byłem w Dortmundzie, i wiedziałem że złą podjąłem decyzję. Ale przyzwyczaiłem się, muszę popracować a może osiągnę to co osiągnąłem przed rokiem tutaj.
Szybko się ubrałem i zszedłem na dół gdzie Reus jadł śniadanie:
-Siema, gdzie dziewczyny?- spytałem
-Wyszły, chyba na zakupy- powiedział- Stało się coś?
-Nie... w porządku- usiadłem do stołu i zacząłem konsumować kanapki z nutellą.
*Laura*
Postanowiłyśmy iść z Luiz na miasto. Takim sobie sposobem, udało mi się zdobyć kolejną dobrą koleżanką. Mam Sarę i Luizę. Właśnie, Mullerowa miała się zjawić w Bayernie naszym babskim. Ciekawe kiedy przyjechała. Przeprosiłam Luizę i wykonałam telefon do przyjaciółki. Okazało się że wróciłam w zeszłym tygodniu i czeka żeby się ze mną spotkać. ja opowiedziałam jej że jestem w Dortmundzie i sama nie wiem kiedy wrócę. Potem pożegnałam się i razem z Parkerową weszłyśmy do galerii .
Dzisiaj naszym celem nie były konkretne zakupy, ale wyrwanie się z domu i trochę chciałyśmy jeszcze pogadać .
Bez celu błądziłyśmy po wielkich centrach handlowych, ja głównie po to by Mario zapomniał o tym o czym rozmawialiśmy nocą. Może i nie potrzebnie zaczęłam ten temat. Może chciałam tylko zrozumiec czemu ludzie tak postępują, a moze i on miał mi coś do powiedzenia... Chciałam ominąć ten temat ale wiedziałam , że zaczęłam i będę mussiała skończyć.
Szłyśmy dość wolno do domu Reusa. Kiedy weszłyśmy chłopaki szykowali obiad. Swoje kroki skierowałam prosto do naszego pokoju. Za chwile usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach, był to Mario:
-Czemu nie powiedziałaś że wychodzisz?- spytał siadając na łóżku
-Nie chciałam cię budzić- powiedziałam obojętnie
-Żałuję, tak, żaałuję cholernie tego transferu. To chciałaś usłyszeć?- zapytał poddenerwowany
-Mario, nie chcę o tym rozmawiać, widzę że to nie jest dla ciebie proste, nie będziemy się denerwować- usiłowałam uspokoić całą sytuację
-Nie Laura, jesteś moją narzeczoną, i będziesz wiedziała, wszystko. - powiedział a mi zrobiło się cieplej na sercu
-Więc... czemu to zrobiłeś?- zaczęłam niepewnie
-Myślałem o większych zarobkach- odpowiedział
-Mario, ale na co ci większe? Nie zarazbiasz wystarczająco ?- próbowałam się dowiedziec
-Nie wiem, ale ... w Borussi czułem się lepiej- uznał wkońcu
-Ale przecież to widać- przyznałam
-Naprawdę?
-Wczoraj na treningu byłeś zupełnie inny jak na treningach w Bayernie. Taki weselszy i wogóle taka wspaniała rodzinka Kloppa, piękne to było- powiedziałam
Na tym zakończyliśmy. I poszliśmy na obiad. Potem znów na trening xD Będzie się działo ;)
-------------------------------------------
Znowu takie średnie :/
Ostatnie zdanie zapowiada następne rozdziały: "Będzie się działo" ~obiecuje Wam to :)
piątek, 24 stycznia 2014
52- Kto? Lawandooooowski! Cooo....?
Luzia okazała się wspaniałą dziewczyną. Chętnie rozmawiała i bardzo się poznałyśmy. Bardzo dużo sie o sobie nawzajem dowiedziałyśmy.
Po jakimś czasie postanowiłyśmy posprzątać. Chłopaki jak to zwykle , nie mogli się sobą nacieszyć. Oni rozmawiali a my zaszyłyśmy się w kuchni i zmywałyśmy naczynia:
-Jak się poznałaś z Marco?- zaganęłam
-Wiesz... Marco miał problemy , poszedł na imprezę , podejrzewam po to, aby się upić. Jednak przetańczyliśmy prawie wszystko tańce i uniemożliwiłam mu pobudke z kacem. Potem umówiliśmy się na telefon i spotykaliśmy- odpowiedziała moja rozmówczyni- A jak było z tobą i Mario?- zapytała
-Kiedy były organizowane zawody w piłkę nożną , wygrałyśmy mistrzostwa Polski i dowiedziałyśmy się , że gramy dalej. A finał był w Niemczech na Alianz. Tam właśnie zbliżyliśmy się do siebie, mieszkając w jednym z pokoji w hotelu.- odpowiedziałam
-Czyli dobrze rozumiem że jesteś Polką?- zastanowiła się
-Tak. A ty skąd pochodzisz?-
-Ja mieszkam w Niemczech, ale przeprowadziłam się z Jugosławi, kiedy moi rodzice się rozwiedli.- posmutniała
-Ojej, przykro z powodu rodziców- powiedziałam z żalem w głosie
-To było jakiś 8 lat temu, już się pogodziłam- uśmiechnęła się
Kiedy naczynia ułożyłyśmy na osączarce wyszłyśmy z kuchni i dołączyłyśmy do chłopaków:
-Jak tam naplotkowałyście się?- zaśmiał się Mario
-Powiem ci, że nie- udałam rozżaloną
-To ile wam do jasnej ciasnej czasu potrzeba?- zaśmiał się Reus
-Ojjjj dużo- pocałowała go jego dziewczyna- Wogóle Mario , świetną masz dziewczynę- zwrociła się do mojgo narzeczonego
-Mały błąd Luiz, narzeczona- powiedział Mario z dumą w głosie
-Ejj, to czemu się nie pochwalilaś?- spytała
-A jakoś nie było tematu-zaśmiałam się
-No to gratulacje zakochańce- przytuliłysmy się
Chłopacy zaproponnowali nam spacer ulicami Dortmundu, na który się zgodziłyśmy.
Bałam się , że nie spotka nas jakaś niechciana przygoda, czy jakiś napad na Goetze, w końcu niektórzy fani nadal nie chcą mu wybaczyć tego transferu do Monachium. Puki co jednak, było spokojnie. Przechodziliśmy aktualnie koło stadionu:
-Choćcie , mam niespodzinkę- poinformował Reus
-Dla nas?- wykrzyknęliśmy wszyscy razem
-Dla Mario w szczególności- poklepał przyjaciela po plecach- Choć stary-
-A co z nami?- zapytała Luiza
-Zmarzniemy jak rzebraki, pod stadionem, w Dortmundzie...- mówiłam cicho, udajac że płacze
-Nie histerzyzuj kochana- powiedziała do mnie Luiza wybuchając śmiechem
-Cicho, ty!- upomniałam ją smiejac się
-Laura, twoja historia mnie urzekła, mów dalej- zwrócił się do mnie Reus, ledwo wytrzymując ze smiechu
-A więc... -zaczęłam- Wpuszczajcie nas!!!!!!!!!!!!!!!!- krzyknęłam
-Boje sie ciebie- wrzeszczał Mario
-Jak jest mi jest zimno to mi jest źle-
-To kup se wóde i nachlaj sie...- dokończył Reus
-Hahahaha- w tle
-Ale wy jesteście dziwni- zauważyła zwijajaca się ze śmiechu Luiz
-Spoko, idzie przywyknąć- zaśmialiśmy się
-Co z ta niespodzianką?- niecierpliwił się Mario
-No chodź już... oj z wami ...- zaczął Reus
-Z nami debilami...- powiedziałam
-Świat jest piękniejszy!- dokończyła Luiza
-Hhahahhahaah, idziemy???- spytałam niewyrabiając
*Mario*
-Idziemy-
Otworzył furtkę stadionu a tam zobaczyłem... wszystkich moich klubowych kolegów , przyjaciół i Kloppa też. Przez chwilę zastanawiałem się: 'Wejść dalej?' 'Jak zareagują?' 'Będą mieli mi nadal za złe?' . Ostatecznie postanowiłem wejść. Kiedy zobaczyli mnie chłopaki padliśmy sobie w objęcia:
-Robert nas tu ściagnął- zaczął Nuri
-Miałam być niespodzianka- uśmiechnął się Langerak
-Choć tu do mnie Mario- poweiedział trener i poszedłem się z nim przywitać
Tak się cieszyłem, że ten transfer nie zmienił wszystkiego. Rozumiem oczywiście rozżalonych fanów, ale cieszę się że prawdziwi fani zrozumieli moją potrzebę dalszego rozwoju, a przyjaciele nadal cieszą się na mój widok. Z wzajemnością oczywiście.
Nastepnie przedstawiłem im swoja narzeczoną, z którą chłopaki oczywiście szybko się zaprzyjaźnili, a kiedy powiedziała im że również gar w piłkę, mieli już tematy do rozmów:
- A może tak..... zagralibyśmy sobie meczyk, w starym dobrym składzie? - zaproponował Jurgen- Co chłopaki?
-I dziewczyny.- dopowiedzial Lewy
-Lewandowski, ty masz żonę- przypomniał mu Kuba
-I dwie wspaniałe przyjaciółki, okey nie rozwodźmy się tylko gramy- zarządził Lewy
-A kto ci się karze rozwodzić? Ania to taka wspaniała dziewczyna, miła, uprzejma i do tego mistrzyni w karate- tłumaczył Kuba
-Hahahaahh dekle, czy ja powiedziałem rozwód?- zaśmiał się- Gramy czy będziemy gadać o moim rozwodze z Anką?
Po całej akcji z 'Rozwodem' zaczęliśmy grać. Słady wydzielił trener. Ja z Reusem, Gundoganem, Hummelsem Weidenfellerem ,Sarrem, Laurą, Mikim, Piszczkiem i Kirchem. A druga drużyna to : Langerak, Subo, Auba, Kuba, Lewy, Luiza, Kirch, Ducksh, Sahin Durm i Grosskreutz. Trener celowo wybrał taki skład, aby trudno było nam strzelić bramkę Wybrał składy najlepsze przeciwko najlepszym. Kiedy już ledwo garliśmy ale bez goli zrobiliśmy sobie seryjkę karnych. Mi udało się strzelić wszystkie , po mnie podchodził Lewy:
-Patrz uważnie- mówił do Romana- Strzelam- prowokował go
-Strzelaj!- krzyknęli wszyscy razem
-Bez spiny- strzelił i spudłował- Game Over, Try again- nie mogłem z niego
Podszedł do drugiego z 3 karnego:
-Roman?- spytał
-Co?- zapytał Weidenfeller ledwo opanowując śmiech
-Bu!- nie strzelił- Game over...
-Please, try again!- dokończyliśmy za niego
-Ale teraz ja wam mówie strzele to choćby nie wiem co!- powiedział i zrobił minę skupionego. Fajnie to wyglądało- Roman! Mucha!
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Gdzie?!!!- Weidenfeller uciekł z bramki i tym razem Lewandowski faktycznie trafił
*Laura*
To co wyprawiał Lewy tak rozśmieszyło innych, że nawet trenerzy nie mogli opanować powagi:
-No brawo!- krzyknęłam
-Kto ? Lewandoooowski!!! Co? Jest booooskiii!!!!!!!!!!!!!- darł się rozśmieszając tym samym innych.
Jednym słowem to był cudownie spędzony dzień. Tutaj jest cudownie, w Bayernie nie potrafiom tak przeprowadzać treningów. Tam wszystko odbywa się aż za poważnie. Tutaj jesy naprawdę 100 razy lepiej. Nie wiem jak Mario mógł opuścić ten klub <3 .
-----------------------------
Taki śmieszniejszy na poprawę humorów na dzisiaj ;33 szczególnie na mój ;(( Mało komentarzy bardzo ;(((
środa, 22 stycznia 2014
51- 'Judasz', 'Zdrajca' ??
Właśnie dochodzimy do domu mojego przyjaciela, Marco. Jestem ciekawy co ma mi do powiedzenia Lewy, widać ze Marco nie jest z tej wiadomości zadowolony.
Zostawiłem tylko walizki u przyjaciela przywitałm się i poszedłem do Lewandowskich, Laura obwiesciła mi że ni chce przeszkadzać i zostanie w domu.
zadzowniłem do domu Roberta, otworzyła Ania:
-Cześć Aniu, jest Robert?- spytałem i przywitałem się z Lewandowską
-Pewnie, wejdź- uśmichnęła się
-Mario! Witaj przyjacielu!- padliśmy w sobie w objęcia
-No hej, stęskinłem się za wami wszystkimi tutaj- poklepałem go po plecach
-My za tobą też Mario- upewnił mnie
-Więc co chciałeś mi powiedzieć?- zapytałem
-Nie będziemy już zdani na odległość. Będziemy sie widywać, często. Nie. Co gadam bardzo często. Będę u was grał- powiedział po czym uśmiechął się
-Ale naprawdę?-nie dowierzałem- Czemu ja nic nie wiem?- zdziwiłem się lekko
-Kontrakt podpisuję dopiero w tym lub następnym tygodniu, wtedy też przejdę testy medyczne do klubu- wyjaśnił Lewy
-A co na to chłopaki i.. Klopp?- spytałem
-I tu jest właśnie mała sprzecznosć- zatrzymał sie- Fani mnie wyzywają od 'judaszy' , 'zdrajców' i ...
-Sam wiem jak to było. - powiedziałem- Albo wtedy to pobicie pod stadionem, jak do Marco przyjechałem - posmutniałem
-O patrz, znowu o moim transferze mówią- Robert podgłosił tv- To już mnie lekko irytuje, od rana szukam kanału na którym lecą filmy, a nie wywiady i informacje związane ze mną-
-Rozumiem cię, ale popatrz. Jestes klasy światowej piłkarzem i to normalne, wie już cały świat i każdy chce wyrazić swoją opinię.- przypomniałem mu
-...ale fani Bayernu wcale nie przepadają za Lewandowskim, nie będzie tu chyba przywitany jak jeden z najlepszych piłkarzy świata- powiedziała prezenterka w telewizorze
-Robert , napewno? Napewno nie masz wątpliwości?- nie chciałem , żeby potem się zmarnował, albo co gorsza złamał- Ja narazie gram, ale to też nie jest to czego oczekuje, czasem myślę, że nie powinienem zostawiać Borussi, bo tutaj byłem kluczowym zawodnikiem. Chociaż wiem, że w Monachium muszę walczyć o pozycje, a to wcale nie jest łatwe.- Robert nie odpowiedział
Nie chciałem go negatywnie nastawić do Bayernu, bo oczywiście bardzo się cieszę że mój dawny kumpel będzie ze mną grał w jednej dtużynie. Ale z drugiej strony będzie musiał stawić czoło wielu przeszkodom, jak ja. Albo nawet większym. Cały czas mam w głowie te gwizdy kibiców Borussi, kiedy to rozegrałem swój pierwszy mecz przeciwko dawnej drużynie. Nie zostałem przywitany jak bym tego może chciał, ale nie dziwię się kibicom. Z jednej strony zdradziłem ten klub, oszukałem kibiców, rwałem do Bayernu i żal mi tych prawdziwych fanów, którzy liczyli , że inaczej podejdę do tej sprawy.
-Robert przemyśl, ja bardzo się cieszę że będziesz ze mną grał, ale pamiętaj- nie będzie łatwo.- poklepałem go po plecach i wstałem aby opuścić dom Lewandowskich- Zmywam się, trzymaj się Lewy
-Ej Mario- zatrzymał mnie
-Tak?- spytałem
-Dzięki- uśmiechnął się- Przemyślę
-Nie ma sprawy- powiedziałem a potem wsiadłem do samochodu pożyczonego od Marco i wróciłem do domu kumpla.
*Laura*
Kiedy Mario wyjechał urządziłam sobie pogawędkę z jego kolegą z reprezentacji. Dowiedziałam się, że Reus znalazł drugą połówkę. Ma na imię Luiza. Tłumaczył mi Marco. Powiedział że jest rok starsza ode mnie i będę miała okazję ją poznać, bo przyjdzie dzisiaj na kolacje.
Dziwne Reus nic wcześcniej nie mówił, że ktoś przyjdzie sądziałam , że będziemy przeszkadzać, ale Marco twierdzi że specjalnie zaprosił nas razem, żebyśmy mogli się lepiej poznać.
Potem rozmawialiśmy o naszych wakacjach, :
-Widzę, że plan wypalił- spojrzał na mój palec i uśmiechnął się
-Ejjjjj wiedziałeś?- oburzyłam się
-Nie , ja nic nie wiem. Chcesz soczek?- szybko zmienił temat i zaczeliśmy sie śmiać
-Rojsuuuu?-
-No cooo? Dobrze zaplanowane jeszcze lepiej zorganizowane , czego w sumie chcieć więcej- zacieszył się
-Oj chłopcy, chłopcy...-
Dochodziła już 16 Luiza miała się zjawić o 19 więc powoli zaczęliśmy sprzątanie, Mario tez już przyjechał i chwilę pogadali o Lewym. Sednem sprawy był kontrakt na 5 lat w Bayernie, Marco jest kompletnie załamany, kibice wstrząśnięci i niezadowoleni. Reus stracił dwóch przyjaciol. Napewno nie będzie mu łatwo, szczerze mu współczuję, jest mi bardzo bliski, przeszedł dużo w życiu i kiedy jest okazja się spotkać rozmawiamy. Mówi mi bardzo dużo bo twierdzi że ja zawsze wiem jak pomóc. Lubię pomagać, ludzom którzy na tę pomoc zasługują...
Ogarnęliśmy dom, potem zaczęlam coś pichcić. Zrobiliśmy zapiekankę. Przepis wyniosłam z domu. To nie była taka zwykła zapiekanka, wkładało się do niej kiełbasę i ser, smarzyło na patelni dodawało śmietanę możnabyło groszek i na wierzch makaron. Oczywiście należało ją potem wedug gustu przyprawić. Kiedy mama rzucała hasło 'zapiekanka' nie musiała robić obiadu. Zawsze razem z tata i siostrą go przygotowaliśmy, taki nasz przysmak :).
Jedzenie wstawione do piekarnika, stół ogarnięcie przeze mnie ustrojony, a chłopaki grają w FIFĘ xD. Poszlismy się przebrać. Ja założyłam spódniczkę i różową bokserkę. Chłopaki też zeszli przebrani. Po 20 minutach poznaliśmy dziewczynę Reusa - Luizę Parker .
-------------------------------------------------------------
4komy więc jest ;) Co by tu więcej napisać.... No nic, ja już powoli odczuwam nawał lekcji i sprawdzianów więc z niecierpliwościa wyczekuję ferii i zakończenie jak dla mnie koszmarnego semestru ;(
niedziela, 19 stycznia 2014
50- "REAL WYGRAŁ LIGE MISTRZÓW!" ~"Ale, że znowu?"
Ściemniało się coraz bardziej. Akutrat przystaneliśmy podziwiając zachodzące słońce nad tutejszym Morzem. Objąłem Laure, od tyłu w pasie i chwilę trwialiśmy w niezmąconej ciszy. Teraz postanowiłem zadziałać. Obruciłem moją dziewczynę, tak żeby patrzyła na mnie i wygłaszałem swoją 'przemowę':
-Laura, chciałbym ci coś ... powiedzieć- zaczałem
-Tak Mario?- spytała patrząc w moje oczy jeszcze bardziej mnie onieśmielając,
-Jesteś dla mnie największym skarbem na całym świecie. Wiem, że dzięki tobie jeszcze żyję. Wiem że to ty dajesz mi do życia siłę. Jestes jak tlen , bez którego nie mógł bym normalnie żyć. Bez ciebie czuję pustkę, moje życie traci wtedy sens. - powiedziałem kiedy spuściła wzrok
*Laura*
To co mówił Mario było piękne, słuchałam go w skupieniu:
-Jesteś ta jedyną, tą wspaniałą, piękną moją dziewczyną. Ale mi to nie wystarcza. Wiem, że to z tobą pragnę spędzić resztę życia. Z tobą chcę założyć rodzinę, przy tobie chcę upadać i podnosić się. Wiem , że tego właśnie pragnę, ale pytam ciebie czy.. Ty też? - przerwał Mario i... uklęknął przedemną
Do moich oczu napłyneły łzy szczęścia. Wspaniale się wtedy czułam:
-Lauro, wyjdziesz za mnie?- zapytał po chwili patrzac w moje zapłakane oczy
-Tak Mario- odpowiedziałam bardzo cicho
Wtedy wsunął mi na palec piękny pierścionek. Rozpłakałam się i rzuciłam na Mario:
-Kocham Cię- powiedziałam i pocałowałam go
Całowaliśmy się na piasku, to było takie wspaniałe. Zawsze chciałam doświadczyć podobnego uczucia. Podobały mi się spacery brzegiem Morza, ale nigdy nie wyobrażałam sobie takiego pięknego zakończenia- zaręczyn <3. :
-Przepraszam Cię, że dzisiaj się tak trochę dziwnie zachowałem w stosunku do ciebie, poprostu bardzo się denerwowałem czy przyjmiesz pierścionek i zostaniesz moją narzeczoną- powiedział kiedy wracaliśmy.
-Kochanie, a wyobrażałeś sobie inną odpowiedź?- spytałam pociągając nosem
-Miałem poprostu wątpliwości, że coś zepsuję- tłumaczył
-Mario. Było idealnie- pocałowałam go
Kiedy wróciliśmy wykończeni rzuciliśmy się na łózko, kiedy już wzięliśmy kąpiel. Chcieliśmy się wyspać bo jutro o tej porze będziemy już w Monachium. Rano o 10 musimy opuścić ten wspaniały domek z najwspanialszymi wspomnieniami i cudownymi tradycjami. No niestety...
*Rano Mario*
Obudziliśmy się około 8.30. wreszcie byłem spełniony. Moja miłość została odwazjemniona i nie muszę być już spięty. Cały czas pobytu tutaj bardzo się denerwowałem- raz więcej, raz mniej. Ale udało się- jesteśmy narzeczonymi :)
Po zjedzonym śniadaniu, spakowaliśmy ostatnie ubrania i zapieliśmy walizki. Potem rozliczyłem się z właścicielem tego cuda i wybraliśmy się do chłopaków. Laura miała przeczucia , że przyda im się mała pomoc. Jak sie okazało moja narzeczona nie myliła się . Chłopaki spali w totalnym burdelu:
-Mario! Philip! Wsatwajcie- próbowałem ich obudzić
-Lama! nooooo- też nie podziałało kiedy Laura wołała- ej chwila przecież...- powiedziała - REAL WYGRAŁ LIGE MISTRZÓW!- krzyknęła, tym zawsze ich się da obudzić
-Nie no ! Ale że Znowu?!- wstał na pełne nogi Lahm a my nie mogliśmy z niego kiedy tłumaczył to Mandzukiciowi
-To ile kurde jest tych Lig Mistrzów w jednym sezonie ćwoki co? - zaśmiałem się
-Laura ja cie kiedyś.....- powedział z miną jakby chciał ją zabić- psyuleeeeee ałłłłłłłłłłłłł- dokończył kiedy wdepnąłem mu na nogę
*Laura 2 dni później*
Jesteśmy już w Monachium 2 dni, jest ... fajnie. Narazie wszystko się układa i modlę się żeby tylko tak dalej. Mam tylko dobre nadzieje, w końcu kiedys trzeba takie mieć....
Nawet się nie rozpakowaliśmy, bo prawdopodobnie za 2 dni czyli w soboote jedziemy do Dortmundu do Marco. Tym razem nie puszczę Mario samego. Chłopaki chcą nam coś powiedzieć a w szczególności Lewandowski. Ciekawe o co im chodzi. Marco nie krył niezadowolenia kiedy Robert mu to przekazał, ale sam nie powiedział o co chodzi. Mówi:"Brak słów, sami się dowiecie, tracę drgiego przyjaciela" . Tyle wiem od niego, reszty dowiem się w sobote na miejscu w Dortmundzie.
-------------------------------------------------
Tadaam!!!!!!! Oto sobie taka mała niespodzianka. W tym celowo zaplanowanym przełomowym rozdziale. I ten tego... Kiedyś będzie trzeba zakokńczyć to opowiadanie. Zastanawiam się czy szczęśliwie czy może jednak nie? Nie wiem jeszcze zobaczę, ale czekam na propozycje.
Komentujcie ;)