poniedziałek, 10 lutego 2014

63- Ostra wymiana zdań

*Luiza*
-O co poszło?- spytał mnie Marco
-Nie wiem, nie odzywają się od kiedy Mario powiedział, że zostajemy- wtrąciłam
-A no tak. Ej my tu nie mamy czego szukać. Idziemy do Suzan, moze oni wpadli na trop- zaproponowal
Szliśmy sobie lasem do przyjaciół. Moje nadzieje , ze co kolewiek wytropimy sa juz niemalże nikłe. :
-I jak macie coś?- spytałam Suz
-Oszukał cie, żadnych śladów- zwrócił się Martin do Marco
-Chyba się z tobą zgodzę. Idziemy po Mario i Laure, o ile się nie pozabijali i spadamy z tąd- oznajmił Marco

*Laura*
Chodzimy , szukamy i kłócimy sie. Nazwała bym to raczej ostrą wymianą zdań. Jezus. Mario stoi murem przy swoim, ja też, żadne z nas nie odpuszcza i znowu dochodzi do rozłamu, a ja już mam powoli dosyć. Jeśli mam żyć cały czas uwięziona, to dochodze do wniosku, że żyję na próżno.:
-Daj już spokój. Pewne rzeczy są nie dla ciebie- powiedział obojaetnie
-A ty jesteś jedyną osobą, która nie bedzie mi mówiła, które rzeczy są dla mnie -odgryzłam się
-Daj do cholery spokój!- krzyknął
-Bo co? Skoro masz ochotę się kłócić to prosze bardzo, stwarzasz do tego idealne warunki- opoweidziałam nie mniej zła
-Japierdziele, zamknij się! Skończ kur*a ten temat mówie!- o nie, stracił szacunek do mnie
-Przegiołeś , jesteś największym debilem jakiego znam-wykrzczałam mu to prosto w twarz najgłośniej jak potrafiłam i uciekłam.

*Mario*
Może i powiedziałem za dużo, zdecydowanie. Ale co ja poradzę. Jestem zdenerwowany tym całym szukaniem, a na dodatek te kłótnie nie wiedziałęm co robie, ani mówie. Czemu za nią nie pobiegłem? A no dla tego, że nie mam na nią sił. A ta chwilowa przestrzeń dobrze nam zrobi. Pogadam z nia potem, może jakoś.
Postanowiłem dalej szukać, nie obchodzilo mnie gdzie ona teraz jest. Starałem się zapomnieć o tej kłótni, pozbierać się i rozpocząć od nowa. Ale Kur*a jak!? Spieprzyłem po raz drugi, teraz już mi nie wybaczy! Co ja najlepszego zrobiłem. Już teraz po mnie Nie mam już szans. Dopiero to do mnie dotarło. Czemu pozwoliłem jej odejsć.
W głowie miałem miliony myśli, nie wiedziałem co jest teraz ważniejsze. Po zastanowieniach stwierdziłem że ona...

*Suzan*
-Gdzie oni mogą być.?- zapytałam przyjaciół
-Suzan, oni mogą być wszędzie, przecież się podzieliliśmy....- powiedział Martin
-.. za razem robiąc najgłupszą rzecz na świecie.- dokończyła Luiza
-Czemu tak mówisz?- przystanęliśmy
-Oni się pokłócili, tak? Skąd mamy pewność, co oni sobie tam powiedzieli? Znacie Mario? On mógł jej nawet w twarz powiedzieć coś czego bedzie żałował do końca życia. A ona? Ona walczyła o swoje ale pewnie po niedługim namyśle zostawiła wszystko walkę dając jako przegraną...- Wytłumaczyła Luiz
-Japierdziele, masz rację. Co my teraz zrobimy? Laura jest wrażliwa, co jeśli to co mówisz, rzeczywiście się tam wydrzyło? Co jeśli ona coś sobie tam zro...
-Ej chwila słyszycie to?-usłyszałam jakies krzyki
-Biegniemy! Szybciej!- ponaglił Martin
Biegliśmy w stronę dobiegających wrzasków. Pewnie było nas słychać w całym lesie, bo nie zwarzajac na nic, biegliśmy po wszystkich gałęziach łamiąc je. Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszłam dwa męskie głosy. To już jeden plus , że Laura, mam nadzieję jest bezpieczna.:
-Tam!- krzyknął Reus- Coś się rusza w krzakach-
-Stop, ciiiicho!-
-Laura?!- wrzasnęliśmy razem
-Cicho, nie rozumiecie?- powiedziała przyciszonym tonem

*Laura*
Wcale nie uciekłam daleko. Uszłam trochę w krzaki i siedziałam tam obserwując sytuację, kiedy Mario chciał się sofać, spanikowałam. Wtedy właśnie nie wiedziałam co zrobie, na szczęście zza jakiegoś usypiska wyszedł Hubert i prowokował go, potem nadbiegli przyjaciele, i zdziwili się moją postawą, nieco dziwną.:
-Dobrze, co ty tu robisz?- Spytała Luiza
-Czemu mu nie pomagasz?- chcial wrzasnąć Reus, kiedy kopnęłam go w nogę
-Jak ma ochotę mnie wyzywać to niech przestanie szukać Huberta, niech wsadzi sobie ta zakichaną pomoc nie powiem gdzie i niech da mi spokój a ja się wyprowadze. Jeszcze chcecie coś wiedzieć?!- powiedziałam głośniej
Rozmawialiśmy chwile po czym paczka stwierdziła że pomogą Goetze'mu. Wyszli na polanę na której Mario akurat bił się z Hubertem. Zadał mu cios po czym Hubert upał a Mario pociągnął nosem i z góry (na stojąco) patrzył na niego z miną zadowolonego:
-Tu jest!- wkazał policjant!?
-O fuck... teraz mu sie oberwie- pomyślałam
-Pan z nami...

-----------------------------
Rozdział odzwierciedlający trochę mój humor i nastrój i samopoczucie. Mimo że mam ferie czuje się okropnie i nie mogę się doczekać powrótu do szkoły gdzie około 6/7 godzin lekcyjnych będę spędzała w szkole..... Albo nie, kurdeee... wszędzie źle. :( Niech ktoś pomoże... Błagam ;(( Wesprzyjci chociaż komentarzami plzz :*

sobota, 8 lutego 2014

62- "Kobieta to słaba płeć, dopuki jej porządnie nie wkurzysz."

*Mario*
Jesteśmy już w Dortmundzie, za 15 minut spotkam się z przyjacielem i omówimy kwestie dzisiejszego zadania. Laura zadzwonila do Suzan i Luizy z wiadomością ze już jesteśmy niedaleko dziewczyny będą się chciały pewnie spotkać po plotkować czy nie wiem co tym razem.
Właśnie zaparkowałem pod domem Reusa, po czym zobaczyliśmy w drzwiach Luizę i Suzan. Laura niczym torpeda wypędziła z samochodu po czym  we trzy rzuciły się sobie w ramiona i witały się. Za chwilę marco ustanął w drzwiach i przewrócił tylko oczami na co ja sie zaśmiałem:
-No siema stary- przytuliliśmy się
-Siema, gadaj jaki jest plan, działamy od razu- niecierpliwiłem się
-Spokojnie, Luiza ani Suzan też nic nie wiedzą. A właściwie wiedzą że go znajdziemy prawdopodobnie. Nie chciałem opowiadac 100 razy żeby od każdego po kolei reprymendę dostać- mówił jak nakręcony
-Ale że czemu? Coś ty nakombinowałeś?- coś mi źle wróżyła ta cała akcja
-Choć do salonu. Wy dziewczyny też choćcie , jak chcecie mnie opieprzyć.- za chwile wszyscy znaleźliśmy się  w salonie
-A więc...?- pospieszyłem go
-Jezu, nie możesz chwile poczekać?!- wkurzyłem go chyba, czyli jest źle
-Nie Jezu, tylko Mario miło mi- próbowałem rozluźić atmosferę
-Ha ha ha... Dobra już mówie. A więc wiem gdzie on jes. Idziemy go szukać tak?- krótko zwięźle i na temat. Ale to mój przyjaciel znam go nie od dziś i wczoraj też nie, wiedziałem coś kombinuje
-A haczyk?- zapytałem
-Co?- nie wiedział ,albo chciał ominąc temat
-Haczyk sprawy? Co odpierniczyłeś o czym nie masz odwagi powiedzieć?- spytałem a dziewczyny dotąd nie odzywające się popatrzyły na mnie dziwnie
-Będziesz zły wkurzony ale nie zabijaj proszę- powiedział i spojrzał w podłoge
-To aż tak źle?- spytała Suzan
-Marco do cholery mów wreszcie- pospieszała go Laura
-Marco o czym nie wiemy?- w końcu włączyła się jego dziewczyna
-Dostanie łapówke jak nie okłamał- powiedział szybko i cięzko westchnął
- Co?!- krzyknęliśmy wszyscy razem
-Dałeś mu tysiaka i tak chciałeś załatwić sprawe?!- wkurzyłem się
-Właściwie to pięć. - powiedział nadzwyczaj spokojnie
-Że ile?!- podniosły głos dziewczyny
-5 tysięcy. Tak dobrze słyszycie- tłumaczył nam zdezoriętowanym
-Czyś ty na dobre zdurniał!?- krzyczałem
-Mario spokojnie- Laura starała się mnie uspokoić

*Laura*
-Ja chciałem dobrze, tyle. Nie mogę patrzeć jak ty Laura cierpisz- mówił nadal badzo opanowanie
-Reus, dziekuje za wszystko- przytuliłam go- Ja to bardzo doceniam, ale mogłeś powiedzieć byśmy jakoś inaczej to załatwili, porozmawiali moze coś wymyslili. Teraz masz długi albo straty- zakończyłam swoją 'przemowę'
-Wiesz, że na brak kasy nie narzekam. A on jeszcze tych pieniędzy nie ma. Dostanie jak będę miał pewność że nie oszukał- poinformował
-Dobra nie opieprzajmy sie tylko idziemy szukać gnoja, żeby jeszcze dzisiaj go znaleźć- zaproponawał Mario
-Masz rację idziemy- podtrzymałam jeg propozycję
-Nie, no wy zostajecie. Oczywista sprawa- uznał Mario z pełnym przekonaniem
-Ja nie zamierzam zostawać, ide z wami czy wam się to podoba czy nie!- podniosłam głos
Nienawidze jak ktoś się nade mną lituje jak nad bobasem, tego mi nie wolno, tamtego też nie. Co to do cholery ma być, co? Jestem dorosła, przeciez i tak zrobię co mi się będzie podobało.
Wstałam poszłam do korytarza po kurtke i wyszłam na dwór, po chwili dołączyły do mnie Luiza i Suzan . A wreszcie chłopaki, Mario i Marco poszli w przód, my szłyśmy z tyłu. Po chwili dołączył do nas Martin chłopak Suz. szliśmy prawie wogóle się nie odzywając. Ja i Mario nie zamieniliśmy ze soba nawet zdania, nadal  byłam  na niego zła, za takie traktowanie. Podobno "Kobieta to słaba płeć, dopuki jej porządnie nie wkurzysz." i tego się trzymam:
-Co tak cicho, pokłóciliście się czy co?- zagadnął Martin
-O patrzcie już nie daleko- szybko zmienił temat Reus aby nie kontynuować jakiejś może przykrej sytuacji
-Co sie dzieje, Marco?- spytała Luiza
-Nic, co ma się dziać. Jestem zdenerwowany. Mam nadzieje że koleś nie bedzie uzbrojony- stał przy swoim Reus
-Tak, yhym. Sam, w jakimś lesie. Zagrożenie ze strony zwierząt i bez uzbrojenia, ta jasne, Marco- sprostował Martin
-Patrzcie to tutaj.- zatrzymaliśmy się
-Co tutaj. Zwykły las jak każdy inny, jesteś pewien? Nie chcę tracić czase niepotrzebnie- stwierdził Goetze
-Tutaj nic nie jest pewne!!!- zdenerwował się Marco. - Szukamy czy spadacie do domu? Sam sobie poradze, przynajmniej bez nie potrzebnych i głupich komentarzy- powiedział nie mniej wkurzony
-Przepraszam, już szukamy-
-Nie wiem czy jest szansa go znaleźć. Nie wiem czy powiedział mi prawdę. Skąd mam to wiedzieć?- powiedział spokojnie
-No to podzielmy się na grupy- zasugerowała Suzan
-Dziewczyny na chłopaki- powiedziałam.
-Zapomnij. To jest las! Nie wiadomo co cię tu może napaść- zacząl kazanie Mario
-Martin idziemy razem?- zwróciłam się do zdezoriętowanego chłopaka
-Nie, idziesz ze mną- zarządził Mario, a reszta zdezoriętowana dobrała się w inne pary.

*Mario*
Laura strasznie się na mnie gniewa , nie chciałem tak jej potraktować. Ale to jest męska robota. Dziewczyny nie powinny szukac przestępców. Ale ona jak się uprze to prędzej nie zrezyguje niż osiagnie swój cel, a jeśli ktoś straci w nią wiare, nie przejmuje się tą osobą, jednak w sercu czuje wszystko bardziej. Wiem, ponieważ dobrze ją znam. I kogo jak kogo ale mnie nie oszuka. A to że ktoś nie wierzy w jej umiejętności i rozwijany talent, boli ją jakiś bardzo krótki czas a potem tak wzmacnia, że stawia wszystko na jedną karte idaje z siebie ile może i jeszcze więcej , aby udowodnić innym że mylili się co do niej. Wkurzające ale i moze całkiem dobre wyjście:
-Laura, co się stało, w  porządku?- zapytałem
-Tak
-Masz siłe? Do szukania, znaczy?- nie bardzo wiedziałem o czym z nią gadać
-Tak- znowu tylko tyle- Za kogo ty mnie masz wogóle?! Nie jestem wolnym pionkiem tylko człowiekiem! Potrafiącym na siebie zapracować i postawić sie. Nie będę zachowywała się jak jakaś tapeciara, która czeka żeby inni za nia robili, ja działam sama na siebie!


  -----------------------------------------------
Rozdział do niczego. Krótki, flaki z olejem, chciałam koniecznie dzisiaj dodać, pisałam w każdej chwili. Przy śniadaniu, obiedzie , kolacji. Na dworzu.... I wogóle. Jeszcze chciałabym dodać na drugim blogu zgodnie z tym co obiecałam z Lewandowskim. No i troche się nie wyrabiam. A tak po za tym otwarcie Igrzysk w Sochii fenomen jak dla mnie *,* mimo drobnych wpadek rewelacja. I oglądałam kwalifikacje skoków narciarskich i Morgiego  <3 hahah xd No to na tyle , nie przynudzam już , Buziaki :* 

piątek, 7 lutego 2014

61- 'Znam miejsce jego przebywania...'

*Marco c.d*
-A jakbyśmy zrobili tak....- zacząłem z tym błyskiem w oku, na który zawsze się nabierano. Widząc że jest zainteresowany, kontynuwałem- Masz 5 tys. jak mi powiesz gdzie on jest.-
-I może jeszcze pomóc ci go złapać??- zaczął dziwnie się uśmiechać- Nie dzięki nie bawie się w takie coś.
-To inaczej... 10 tys. Pomyśl. Więcej nie dam ani grosza- zastrzegłem, wiedzac co robię- Tylko mi powiesz i pomożesz go znaleźć. Czy proszę o tak wiele??- miałęm minę przestępcy, niestety ale musiałem to zrobić w obronie moich przyjaciół
-A jakby tak: 5 tys. Ja ci powiem gdzie jest, a złapiesz go sam?- zapytał- Stoi ?
-Stoi- wyciagnąłem rękę naprzeciw, po czym wyszedłem z izby odwiedzin z pełnym spokojem kierujac się do domu. Oczywiście pieniędzy nie dostanie wcześniej jak złapie tamtego. Może mnie skłamał bo mu hajs potrzebny a nie powiedział mi prawdy. Jak tylko tamtego złapię kasa jest Grubego, jak nie, no cóż ...będę konsekwentny.....
*Mario*
Nie chcę nic na siłę ale coś mnie ciagnie do Dortmundu gdzie toczy się śledztwo drania który mało co nie zabił by mojej przyszłej żony. Jakbym tylko gdzieś go znalazł udusiłbym go gołymi rękami.
Jedynym jak narazie uspokajającym motywem tego wszystkiego jest stan psychiczny Laury. Wiele razy mówiła jeszcze o całym zdarzeniu ale odbiera otocznie zupełnie inaczej i napewno trochę się poprawiło co bardzo cieszy.
Jestesmy już w domu i właśnie będziemy odpoczywać. Zrobiłem nam po gorącej kawie na rozgrzanie, na dworzu było dzis bardzo zimno. Laura ogladała sobie telewizor. Nagle zadzwonił mój telefon. To Marco:
-Hej- przywitał mnie
-No siema, jakieś wieści?- spytałem z nadzieją
-Powiedzmy. - cały czas trzymał w niepewności
-Powiesz mi do cholery co się dzieje?? Ja tu włosy z głowy wyrywam , a tobie się ma na żarty. - serce przyśpieszyło mi tępa
-No więc, znam miejsce jego przebywania- zacieszył
-Huberta?!- krzyknąłem a Laura poderwałą się z miejsca
-Tak, jego. - powiedział- Złapie zabije i wrzuce do studni- zaczał się radować
-Reus!- zatrzymałem go- Poczekaj, gdziekolwiek  jesteś ale idź do domu, jest 11, wiec na 15 powinniśmy być jak przyśpieszymy na autostradzie, więc czekaj. Ja muszę się sam z nim rozprawić. A wszystko z detalami opowiesz mi jak przyjade, jasne?- upewniłem się
-Nie potrzebnie jedziecie, sam sobie poradzę- upierał się Reus
-Za kilka godzin będziemy, wracaj do domu, do zobaczyska- zołaczyłem sie
-I jak?- spytała Laura
-Jedziemy- zarządziłem
-Ale gdzie, jak po co? Znaleźli go?- dopytywała
-Prawie, znaczy Marco wie gdzie on jest, a ja sam się z nim rozprawię- powiedziałem
-Mario, od tego jest policja, chcesz siedzieć??- upominała mnia
-Ale liczy się twoje bezpieczeństwo tylko- złapałem ja za rece i mocno pocałowałem- A teraz biegnij się przebrać i wychodzimy, żeby jeszcze dzisiaj dojechać-
*Marco*
Nie chciałem żeby on tu się zjawiał, teraz pewnie mnie zabije za tą łapówką. Miałem to sam złatwic, ale własnego przyjaciela nie okłamię przecież to oczywiste...
Nie dałem jeszcze tamtemu tych pieniędzy, umówiliśmy się, że dam mu jak znajdę drania, żeby niewyszło że mnie oszuka, a jeżeli ja będę próbował to ma mnie zgłosić na policję. A jak juz obiecuję to obietnic dotrzmuję. Więc jak mnie nie wkręcił to kase dostnie to nie problem, bo mi kasy nie mało , ale jedyne co mnie teraz martwi to jak ja to wszystko wytłumaczę Mario, napewno będzie zły, innej opcji poprostu nie ma. Może kiedy mu wytłumaczę że chciałem mu dupę ratować nie będzie az tak zły... Jednak zrobiłem jak kazał. Poszedłem prosto z aresztu do domu i czekałem na przyjazd przyjaciela.
-Marco, do cholery co się dzieje ?!- przywitała mnie Luiza
-Spokojnie, nic złego się nie dzieje. Jest szansa że złapiemy gnoja- uradowałem się
-Ale jak ? Co ty kręcisz ? Bo nie wierzę w to że poprostu spotałeś go na ulicy albo ktoś Ci powiedzial- nie dawała spokoju.
-Nie chcę 1000 razy obrywać. Jak.Mario z Laura przyjadą też będą chcieli wiedzieć. W związku z tym.powiem wam razem- dokończyłem
-Przyjadą ? Kiedy ? -chyba się ucieszyła
-Za jakieś 2-3 godziny...
----------------------------------
1 komentarz  ;(( czyli tamten rozdział był aż tak zły ? ;(
Założyłam nowego bloga. Choć nie jestem do końca utwierdzona w przekonaniu że ktoś będzie czytał...  
http://historie-21.blogspot.com/?m=1 ~ Zapraszam na 1 rozdział. Licze na motywacje w postaci komentarzy . Pozdrawiam.

czwartek, 6 lutego 2014

60- PLAN

*Laura*
-Jak to nie jest dobrze co?- krzyknęłam wściekła do słuchawki
-No uciekł! Szukają go- Jasiński zwiał z komendy, jeszcze przed moimi zeznaniami  z którymi sie wstrzymałam- Laura, niedługo musisz zeznawać, wiesz o tym, prawda?
-Tak wiem, ale wyobrażasz sobie jak ja mam tam pojechać skoro wiem , że na wolności jest człowiek skory nawet mnie zabić?!-
-Nie wiem , nie wiem naprawdę co myśleć. Jak policjant do mnie zadzwonił sama się wystraszyłam. Nie dość że zrobi coś tobie to może i mnie. Przecież to ja wydałam ich paczkę- zamartwiła się
-Jak się czegoś dowiesz, to dzwoń. Chcę wreszcie zeznać i mieć to z głowy- rzekłam
-Nie tak prędko kochana. Oni będą chcieli rozprawy w sądzie! - Podkreśliła
-Matko Święta, dlaczego??- zamyśliłam się- Ja nie dam rady tak.- wyznałam
-Przestań, chodzi o to żeby ich zamkneli. A ty nikogo nie zabiłaś nikomu krzywdy nie zrobiłaś, więc uważam że twoje agumenty będą dość silne aby sąd uznał jego za winnego i posadził go gdzie jego miejsce. - wsparała mnie
-Wiesz co? Zadzwoń jakby coś się  działo a wtedy natchmiast przyjadę i zeznam.- uznałam to za najjaśniejsze rozwiązanie
-Dobrze, dobrze papa - rozłaczyłyśmy się
*Mario*
-Co sie dzieje?- zapytałem przerażony tą rozmową
-Hubert zwiał- powiedziałam i pochyliłam głowę
-Kur*a mać! Co za służba do du*py tam w tym Dortmundzie!- wkurzyłem się nieźle- Jak oni pilnują więźniów, a już szczególnie przestępców!!- wrzeszczałem
-Mario uspokój się, ja nie wiem w jakich okoliznościach on uciekł. Poprostu do Suzan zadzwonił policjant i przekazał jej ale nic wiecej nie powiedział..- przerwała bo zadzwonił mój telefon
-Tak słucham.- powiedziałem
-Jasiński uciekł - wkurzał się Reus
-Wiemy Suzan dzwoniła do Laury- powiedziałem bezsilnie
-Japierdziele, on jest niemożliwy. Nigdy go nie posadzą- stwierdził Reus
-Jak by co to dzwońcie, musimy jak najszybciej złożyć zeznania. Pewnie będzie sprawa- uznałem
-Jaka sprawa, może w sądzie???- zdziwił się Marco
-A gdzie ma być?! Napewno będzie, bo to co on robi to prawie przestępstwo, a druga sprawa muszą mieć jakieś dowody żeby go posadzili- tłumaczyłem
-Dobra , my go poszukamy. Może znajdziemy jakieś  dowody- odrzekł mój przyjaciel
-Marco, nie rób nic głupiego- ostrzegłem go
-Okey, pa- rozłączył się
*Marco -Dortmund*
Miałem plan złapać tego gnojka. Przez głowę przeleciała mi nawet myśl jakby to uczynić. Szybko ubrałem kurtkę ale w drzwiach zatrzymała mnie moja dziewczyna:
-Wychodzisz gdzieś?- zapytała
-Muszę złapać tego gnoja, nie daruje mu za to co zrobił narzeczonej mojego przyjaciela a zarazem MOJEJ  przyjaciółce!- zdenerwowałem się
-Marco, ale jak ty tego dokonasz? Cały Dortmund zamierzasz przeszukać??- próbowała odwiesc mnie od tego planu.
-Nie, ja mam nawet pomysł. Zostań w domu. Jak by coś się działo dam znać. Pa- ucałowałem ja i weszedłem
-Uważaj na siebie kochanie!- krzuknęła za mną
Szybko pobiegłem na komendę policyjną. Chciałem mieć już spokój z tym człowiekiem. Nie dosyć że czepia się Laury to może zrobić jeszcze krzywdę innym ludziom, albo nawet nam- jej najbliższym przyjaciołom.
Doszedłem pod niebieski budynek. Nie wachając się ani chwili dłużej, wszedłem do środka. Siedziałem w poczekalni obmyślajac swój plan. Miałem dość czasu aby wymyślić nawet plan B , jakby ten pierwszy nie wypalił.
Po jakimś czassie policjant spytał mnie za kim czekam. Ponieważ nie znałem ani imienia ani nazwiska człowieka z którym zamierzałem zamienić kilka zdań, opisałem jego wyglad.
Policjant był bardzo natretny chciał wszytsko wiedzieć. Wyczuwał ode mnie złe zamiary, w końcu- dziwić mu się? Przychodzi sobie koleś do policji, nie wie jak się nazywa osoba którą chce odwiedzić... Miał rację nieco podejrzane.
Nie dawałem za nic w świecie po sobie pozanc że coś się święci:
-Ale panie władzo, ja chcę porozmawiać z tym człowiekiem. - błagałem go
-Nie mogę ci na to zezwolic patrząc na to że nawet nie znasz tego człowieka- upierał się
-To jest bardzo ważne. Nie rozumiem dlaczego miałby pan jakieś wątpliwości?- zapytałem
-Bardzo prosty wniosek, to jest tak jakby on ci coś zrobił a ty chciał go za to ukarać.- nadal stał przy swoim
-Ja nie chcę przyswarzać kłopotów ani sobie ani panu. Po co miałbym niby to robić. Jestem uczciwym człowiekiem i nie zrobie nic wykraczającego po za prawo krajowe- przyżekłem
-Dobrze, wejdź. Ale pamiętaj ja nie pracuję w policji od dziś. Wiele lat starzu pomogło mi poznać dość różne przypadki- mówił
-Dziękuję panu bardzo za wyrozumiałość- opowiedziałem wchodząc do sali odwiedzin
Czekałem na mojego rozmówcę który lada chwila miał się tutaj zjawić. W tym czasie przemyslałem jeszcze co mam mu dokładnie powiedzieć, czego powiedzieć jakie wnioski wyciągnąc i wrazie co zaryzykować z planem B....:
-Znamy się?- zapytał ten z którym miałem rozmawiać
-Właściwie to nie ale mam do ciebie sprawę- zacząłem
-O co chodzi?- mówił trochę obojętnie ale spokojnie,
-To Jasiński zlecił wam porwanie tej dziewczyny?- zrobił wielkie oczy- Spokojnie, nikt się nie dowie. Możesz mi powiedzieć. Nie chcę wkopać ciebie- wytłumaczyłem zważywszy na jego dziwną minę
-Dobra, tak to on, ale jak tylko ktoś się dowie to cię zamorduję. Ale tak serio- zdenerwował się lekko
-Spokojnie, a gdzie on się teraz podziewa jak zwiał?- drążyłem temat
-Nie wiem.- powiedział szybko i spojrzał w sefit co pomogło mi rozszyfrować, że wie
-Wiesz, widać po tobie- popatrzyłem na niego
-Wiem ale nie oznacza to wcale że ty będziesz wiedział- popatrzył na mnie nie miłym wzrokiem
-Słuchaj koleś, powiesz mi czy nie? Z ręką na sercu. Milczę jak grób. Nikt nie skapuje że wyszło od ciebie- jeszcze raz usiłowałem go poprosić
-Za dużo już i tak wiesz. Nie wydam go- uparł się
-A jakbyśmy zrobili tak....- zacząłem z tym błyskiemw oku, na który zawsze się nabierano...
----------------------------------------
Trochę akcji puki jest pomysł ;)
Druga sprawa. Mam pomysł na kolejnego bloga. Tym razem nie wyglądałby tak jak ten. Prowadziłabym go jak pamiętnik. Opisywałabym historie różnych piłkarzy/sportowców. Jednak nie wiem czy miałabym czytelników... Zależy mi na tym dlatego że w komentarzu mogłybyście pisać o jakim piłkarzu/sportowcu chcecie notkę.
Jestem gotowa zacząć nawet od zaraz / dzisiaj . Tylko... PROSZE ABY KAŻDY CZYTAJĄCY TEN ROZDZIAŁ POZOSTAWIŁ W KOMEMTARZU ,SWOJE ZDANIE NA TEN TEMAT. JEŻELI POMYSŁ SPODOBA SIĘ ZACZYNAM TAK SZYBKO JAK SIĘ DA. Zważając na to że tego bloga  niedługo będę kończyć, toteż powinnam wyrobić się z pisaniem histori z pamiętnika...
Pozostawiam wam do oceny ;) Buziaki :*

wtorek, 4 lutego 2014

59- Wizyta u psychologa

*2 tygodnie później- Mario*
Jesteśmy już w stolicy Bawarii. kilka dni wcześniej umówiłem Laurę do psychologa. Chcę żeby było jej z tym wszystkim lżej. Zgodziła się na tą wizytę, ale teraz stawia opór i nie bardzo chce tam iść
-Laura zejdź w końcu- zawołałem moją narzeczoną
-Mario, zrozum ja niegdzie się nie wybieram- odparła
-Ale to dla twojego dobra kochanie, będzie ci lepiej kiedy to z siebie wyrzucisz- tłumaczyłem
-Mi psychole nie potrzebni- upierała się przy swoim
-Przecież nie idziesz do psychola ale do PSYCHOLOGA, to nie będzie straszne. On ci pomoże zapomnieć to co się stało- przekonywałem ją
-Nigdy nie zapomnę, rysy w psychice zostaną, być moze na zawsze- znowu się postawiła
-Dobrze, zrobimy tak. Pójdziesz na pierwsze spotkanie a jak ci się nie spodoba to nie będę cię meczył. Pasuje ci?- zapytałem z nadzieją w głosie
-Zrobie to, jeśli tobie z tym lepiej- zeszła wreszcie na dół
-Nie rób tego dla mnie, ale dla siebie. Zobaczysz, będzie ci lepiej po tej rozmowie. - przekonałem ją nareszcie
-Dobrze już, jedźmy po się spóźnimy.- pospieszyła mnie
-Taką cię kocham- zaśmialiśmy się
*Laura*
Mario umówił mnie na jakieś spotanie z psychologiem albo panią spycholog. Wiele bym dała aby była to kobieta. Tak właśnie. Będzie mi bardzo ciężo mówic o tym o czym usiłuję zapomnieć. A wiem że zawsze łatwiej jest dogadać się dwóm istotom tej samej płci niż różnej...
A jeszcze wpominając o Suzan, dziewczynie która uratowała mnie, to znalazłam jej pracę. Luiza, dziewczyna Marco ma znajomą w drogim sklepie odzieżowym, pogadałyśmy z nią na temat Suz, po czym ona umówiła nas z szefową i opowidziałyśmy jej historię naszej koleżanki, a ona ją zatrudniła. Suzan była wniebowzięta, znalazła sobie normalną pracę a nie polegającą na sprzedawaniu narkotyków, czy więzieniu niewinnych ludzi. Powiedziała też że za nic w świecie nie da zhańbić naszego imienia. Mam nadzieję że da radę dotrymać złożonej obietnicy. A zakładając że to jej pierwsza od wielu wielu lat, normalna praca trzymam za nią kciuki że da radę się wkręcić w  wir, bez zbędnych kłopotów ani kradzieży. Zresztą to dobra dziewczyna, gdyby bylo inaczej napewno by mi nie pomogła a ona zrobiła to..:
-Laura. Laura!- Mario pomachał mi przed oczami
-Tak , stało się coś?- zapytałam zdezoriętowana
-Raczej ja powinienem o to spytać. Mówię do ciebie od 10 minut i zoriętowałem się, że wogóle mnie nie słuchasz- powiedział trochę poddenerowany
-Myslałam o Suzan i jej pracy. Mam wielką nadzieję że sobie poradzi w sklepie- odparłam
-Napewno sobie poradzi, wiem to. A teraz biegnij do psychologa , ja zaparkuję i będę czekał na korytarzu. Nie denerwuj się to nie rozmowa o pracę, zwyczajnie luźnie...-
-Tak Mario, ty się chyba bardziej tym przejmujesz niż ja- przerwałam mu
-Ja ? Wcale....- zaśmialiśmy się po czym dałam mu buziaka i poszłam na rozmowę.
*15 minut później*
-Laura Laskowska proszona do pani psycholog- poinformowała jedna z pracownic zakładu
Moje szczęście 'pani' psycholog. Być może będzie mi łatwiej się przed nią otworzyć. Weszłam do gabinetu, na fotelu siedziała dosyć młoda kobieta. Pani w białym fartuchu wyglądała na mniej niż 30 lat, a szczerze tego się nie spodziewałam:
-Dzień dobry- podałam jej rękę
-Witaj- uśmiechnęła się- Ty jesteś Laura tak?- zapytała
-Tak to ja- wymusiłam uśmiech
-To zacznę może od przedstawienia się. Nazywam się Marta Polewska- przedstawiła się
-Jest pani polką?- spytałam
-Tak , twoje nazwisko sugeruje to samo- przyjaźnie się uśmiechnęła
-Tak ja również jestem polką- powiedziałam- Cieszę się, że tak trafiłam. Wiem że będzie mi ciężko  a wiedząc ze będę rozmawiała z kobietą i jeszcze tej samej narodowości myślę że będzie mi łatwiej.- popatrzyłam na panią psycholog
-Cieszę się. - rozpromieniła się- A więc, skoro to nasze pierwsze spotkanie, nie chcę przedłużać ani zatrzymywać cię tu długo. Opowiedz co się wydarzyło w te dni.- poprosiła
-A więc...- opowiedziałam jej całą historię, nawet kilka razy z emocji popłakałam się- Czuję sie teraz źle, jak szmata do której dobierają się niezrównoważone psychicznie typy, czuję się podle z tym wszystkim!- rozpłakałam się na nowo
-Nie masz prawa tak mówić, Lauro. Jesteś wspaniałą piękną dziewczyną. Masz wsparcie u narzeczonego, któy tak wiele robi ,żeby było ci jak najlepiej żebyś się nie załąmała, a to jest najważniejsze. Myśl pozytywnie. Wiesz że za takie coś co zrobił ten człowiek , idzie się do więzienia. A więc nic ci już nie grozi.- tłumaczyła
Mario miał rację ta rozmowa nie była wcale taka straszna. Może i nawet jakoś mi będzie lżej rzeczywiście. Mam nadzieję, że jak to psycholog mówiła Hubert znajdzie się na długie długie lata w więzieniu. Tam tylko wobrażam sobie doskonałe dla niego miejsce. Pani psycholog jest bardzo miłą ale i cierpliwa osoba. Podziwiam ludzi z taką pracą, ileż to muszą okazać cierpliwości ludziom żeby ich wysłuchać i znaleźć jeszcze sposób żeby im pomóc. Podziwiam naprawdę, szacunek dla tekich .:
-To jak, decydujesz się na następne spotkanie?- zapytała na koniec pani Polewska
-Tak, bardzo chętnie- uśmiechnełam się po czym wyszłam zadowolona z  gabinetu
*Mario*
Kiedy Laura wyszła, dziwnie się uśmiechała. Miałem nadzieje, że jej się spodobało. Znalazłem psycholog jej rodaczkę, więc może jej byłoby łatwiej. Tak mi się wcześniej zdawało:
-Dziękuję- wyszeptała i mnie pocałowała, zdziwiła mnie nieco jej reakcja bowiem ostatnio mówiła że tamte zdarzenia zniechęciły ją do czułości, może już jakoś inaczej odbiera środowisko?
-Spodobało się, czy mi się zdaje?- zapytałem ucieszony
-Strzał w dziesiatkę, w naetspnym na 11 :) - powiedziała niezwykle uradowana
-Łoł, wtedy z domu nie chciałaś wyjść a teraz taka otwarta? No brawo, cel prawie osiągnięty- uśmiechnąłem się po czym pojechaliśmy do domu
Nagle zadzwonił telefon Laury, ta szybko odebrała połączenie. Ktoś coś mówił w telefonie, zdawało mi się że słyszę kobiecy głos:
-Ale jak to nie jest dobrze co?- prawie krzyknęła wściekła Laura
....
----------------------------------------
Jest 59. Ma ktoś pomysła czy skończyć  go szczęśliwie czy też nie? Mam pomysł na jeden i drugi wariant, ale  nie wiem który wolicie :) Piszcie w kom
Und....
Danke danke danke ;** 6 komów jeszcze niedawno - marzenie. Teraz - rzeczywistość. Ahhh... Coś pięknego że jednak staram się napisać dla kogoś a nie tylko dla siebie :* Mam nadzieje że to nie był przypadek. Ja komentarzami staram się odwdzięczać :)
Pozdrawiam Was Kochane moje :**

poniedziałek, 3 lutego 2014

58- Przyjacielska pomoc.

...Ujrzałam moch kochanych przyjaciół i narzeczonego. Mario od razu przybiegł do mnie i mnie przytulił było i tak dobrze w jego ramionach, że nie chciałam się puścić:
-Jeżeli wolałaby pani odpocząć to nie ma sprawy, zezna pani jutro- powiedział policjant widząc moją bezsilność
-Jeśli jest taka możliwość to skorzytam- postanowiłam
-To widzimy się jutro- uścisnął moją dłoń
-Dziękuję do zobacznia- pożegnałam się

-Mario choć- powiedziałam, na nowo się w niego wtuliłam i poczęłam płakać
-Już dobrze maleńka, choć do domu. Musisz odpocząć. - jak powiedział tak uczynisliśmy


*Mario*
Kiedy zobaczyłem Laurę nie wierzyłem własnym oczom. Była tak bardzo pobita, że najpierw zastanawiałem się czy skutkiem nie był gwałt. Miała strasznie poobijaną twarz nie mówiąc już o ranach. Nie mogła poruszać się o własnych siłach. Prowadziła ją jakaś... dziewczyna:
-Poczekajcie- rzekła Laura
-Stało się coś?- zapytała Luiza
-Suzan, choć tu- wkazała na dziewczynę która wczesniej jej pomogła iść
-Tak Laura?- podeszła bliżej
-Gdzie będziesz mieszkała?- zapytała
-U nas oczywiście- wtrącił Reus
-Nie będzie wam to przeszkadzało?- upewniła się
-Oczywiście że nie. Dom jest duży pomieścimy się- stwierdził
-Dobrze więc choć z nami. A podziękuję ci w jeszcze inny sposób- uśmiechneła się
-Jeżeli tak to tylko do jutra, nie będę robić kłopotu, poszukam sobie hotelu- powiedziała speszona - Ale mimo wszytsko dzięki
-Nie ma mowy, zostaniesz tyle ile trzeba. Nam będzie weselej, zobaczysz - uśmiechnął się Marco

*Laura*
Cieszyłam się że chłopaki chcą przygarnąć dziewczynę dzięki której jeszcze żyję. Zrobiła dla mnie tak wiele, że czas abym to ja coś dla niej zrobiła i bardzo mi miło z tym, że chłopcy chcą mi pomóc.
Za 20 minut dojechaliśmy do domu. Przez prawie całą drogę nikt do nikogo się nie odzywał wstrząśnięty wydarzeniami z ostatnich dni. Dojechaliśmy pod dom, oczywiście nie mogłam o własnych siłach i pomógł mi mój narzeczony. Weszliśmy a właściwie to on wszedł i podłożył mnie na kanapie w salonie, po czym usiadł na foteli na przeciwko mnie:
-Mario?- zapytałam cicho lekko zachrypniętym głosem
-Tak skarbie?
-Chciałabym się wykąpać i przebrać- wstałam
-Nie, usiądź- zaprotestował- ja cię zaniosę- chciał mnie wziąc na ręce
-Nie Mario. Ja sobie poradzę- powiedziałam
-Laura.- zaczął
-Nie Mario- podszedł do mnie bliżej chcąc mnie przytulić- Nie mogę
Powiedziałam i wyszłam, trzymając się każdej możliwej poręczy, każdej ściany , każdego większego przedmiotu. Ktoś nie znający sprawy pomyślałby że upiłam się i nogi odmawiają posłuszeństwa... Wiem, dziwnie zareagowałam kiedy Mario chciał mnie przytulić, ale wiele razy dobierający się do mnie Hubert zniechęcił mnie do czułości nawet wobec mojego narzeczonego. Poprostu nie dobrze mi kiedy ktoś mnie przytula od tamtego czasu. Czuję się jakby zaraz miał zrobić coś czego ja się boję...
Po 30  miutach wyszłam czysta i pachnąca z łazienki. Tak bardzo tego pragnęłam. Czułam się tak świeżo. Od czterech dni tylko te same ubrania i to w dodatku brudne, koszmar poprostu. Chciałam się szybko ubrac jednak nic nie szło mi tak jak chciałam. Wszytko robiłam 2 razy wolniej, ze względu na moja opuchniętą nogę. Prawdopodonie po pułapce zastawionej w razie gdybym chciała uciec, tak udało im się.
Kiedy już wygmerałam się zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Zastałam tam Mario, siedział na krześle i chyba o czymś usilnie myślał. Bowiem nie zauważył chyba kiedy weszłam. Nie mówiąc nic udałam się do szafki z opatrkunkami kiedys wcześniej wskazanej mi przez Reusa w razie jakiegoś wypadku. Przydała mi się teraz ta informacja. Potrzebowałam jakiegoś leku na opuchliznę i bandarza:
-Mocno boli?- po chwili zapytał Mario
-Jak chodzę to tak- odparłam
-Daj pomogę- podałam mu maść i bandarz po czym opatrzył mi nogę
-Dziękuję- powiedziałam po czym zajrzałam do lodówki w celu zjedzenia czegoś. Od 4 dni nie jadłam nic konkretnego, zjadałam jedynie resztki które nie wiadomo jakim cudem Suzan podebrała.
-Laura, widz że ty nie musisz się mnie bać- zaczął nie pewnie Mario
-Nie boję się, tylko...- nie chciałam kończyć
-Tylko co? Laura, jestem twoim narzeczonym. Mi możesz powiedzieć wszystko- odrzekł
-Hubert wiele razy się o mnie dobierał, czym zniechęcił mnie do czułości- powiedziałam obojętnie nie patrząc nawet na Monachijskiego zawodnika
-Spokojnie, w końcu to kiedyś ustąpi, jesteś silna. Obaj to wiemy- przekonywał mnie Goetze
W końcu przytuliłam się do niego, bardzo niechętnie i z wieloma zastanowieniami ale zrobiłam to, chciałam go choć trochę uszczęśliwić.

-------------------------------------------
Taki krótszy dzisiaj.....

PROSZE WAS , ABY KAŻDY KTO PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ ZOSTAWIŁ PO SOBIE JAKIŚ KOMENTARZ. CHCĘ WIEDZIEĆ DLA ILU OSÓB TO PISZE I CZY WOGÓLE KOMUŚ TO SIĘ PODOBA. umieram xd

niedziela, 2 lutego 2014

57- Walcz do końca, a kiedy zabraknie sił do walki, nie pozwól sobie upaść !

*Laura*
(...)
Chwyciłam broń. On chyba nie zoriętował się że już go nie dotykam. Po woli odwracał się w moją stronę, zakapował że coś jest nie tak jak byc powinno. :
-Otwieraj drzwi- krzyczałam jednocześnie placząc
-Ja się ciebie nie boję- zakpił sobie
-Drzwi powiedziałam - wykrzyczałam i wyciągnęłam broń przed siebie.
-Ty mnie nie zabijesz, ja to wiem- powiedział obojętnie
-Otwieraj drzwi- wykrzyczałam i upadłam a Hubert bezczelnie się śmiał
Okazało sie, że to gruby mnie popchnął, tak, że uderzyłam twarzą o ziemię. W tępie natychmiastowym zaczęła z moich wagr ciec krew. Miałam na twarzy wiele zadrapań i do tego to straszne pieczenie kiedy lała się krew:
-I co? nawet nie potrafisz mnie zabić- powiedział mi Hubert, na co nic nie odpwiedziałam tylko podciągnęłam się do pozycji siedzącej bardzo wpychając się w scianę- A może to ja powinienem zabić ciebie, co?- zakpił
-Nie!- krzyknęłam resztkami sił
-Oczywiście że nie. Zabiję siebie!- wpadł na 'genialny' pomysł
-Nie.- powiedziałam pod wpływem impulsu
-Masz rację, i to 100%- ową. Jeżeli zabiję ciebie to nie będę szczęśliwy. A jeżeli zabiję siebie to ty wrócisz to tego gnoja powalonego psychicznie z hajsem i wogóle-  pozwolił sobie na zdecydowanie za dużo
-Nie waż się tak mówić!- krzyknęłam
-Serio?- pryłozył broń do mojego czoła- Patrz- skuliłam się chowajac twarz w kolanach
On siłą mnie przewrócił nakazał patrzeć na siebie i coś bełkotał. Źle mi bylo bardzo, bałam się. On mnie terroryzował. To było jedno z wielu przeżyć mogących zostawić rysy w mojej psychice.
*2godziny później -Laura*
Usłyszałam kroki, a właściwie to bieg. Przypominał mi znajomy bieg:
-Szefie psy!- nie myliłam się , to zdyszana Suzan przekazywała Hubertowi te wieści
-Ona mi ucieknie- powiedział
-Ale będzie szef siedział- stwierdziła
-Nie wiem- zamyślił się
-Niech szef ucieka ja ją zamknę- to co powiedziała bardzo mnie zdenerowało. Nie wiem jak ona mogła
-Naprawde? Naprawdę mi to zrobisz?- zapytałam
-Oczywiście że nie- powiedziała kiedy Hubert opuścił to miejsce
Za 10 minut zjawił się policjant i zaczął nas wypytywać:
-Kie pani jest?- zwrócił się do mojej towarzyszki
-Moje imię Suzan, ja tu panów wezwałam abyście nas wyciągneli z tego miejsca- odpowiedziała
-A pani?- teraz zwrócił się do mnie- Pani to Laura Laskowska?- spojrzał na mnie a ja nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową
-Niech panie wsiądą do samochodu policyjnego, ja zaraz dojdę i udamy się na komisariat. Wykonam tylko jeden ważny telefon- poinformował nas
-Oczywiście- przytaknęła mu Suz i pomogła mi iść a najpierw rozwiązała.
*Mario*
Właśnie zaparzyłem sobie kawy. Postanowiłem się nieco odstresować. Miałem nadzieję jednak na Happy End. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Niczym tornado popędziłem do  pokoju na górze, który tymczasowo udostępnił mi i Laurze Reus.Szybko odebrałem:
-Tak słucham?-
-Dzień dobry, pan Mario Götze?- spytał głos w słuchawce
-Tak - odpwiedziałem
-Ja dzwonię z policji i mam świetne wieści- ucieszyłem się
-Znaleźliście?- zapytałem optymistycznie
-Tak!- odpowiedział policjant- za 10 minut zapraszm na komendę. Pańska narzeczona złoży zeznania i z naszej strony narazie podziękujemy. - wytłumaczył
-Wspaniale . Dziękuję i do zobaczenia na komendzie- pożegnałem się i odłożyłem telefon
-Co się stanęło- do pokoju wszedł Reus
-Znaleźli , że się tak zacieszasz?- zapytała Luiza
-Znaleźli!!!!!!!!!!!!!!- wykrzyczałem, chciałem to wykrzyczeć całemu światu. Taki byłem szcześliwy
Potem wskoczyłem na Reusa i go przytuliłem. Wiem, że mogło to nieco dziwnie wyglądać, ale moje szczęscie było ponad wszystko. :
-A tak się cieszy nasz Götze- skwitowała Luiza
-Co tak stoisz jak słup soli, znaczy wisisz na mnie. Na policję tak?- zaśmiał się mój przyjaciel
-Jedziemy.- zasalutowałem i po chwili byliśmy już w aucie
*Laura*
Już jakieś kilka godzin dzieli mnie od zobaczenia Mario, Marco i Luizy. Po zeznaniach które jak mi oznajmili policjanci będę musiała złożyć, zadzwonię do przyjaciół i wreszcie się z nimi zobaczę. 4 dni bez nich, w tak okropnym i paskudnym miejsc to koszmar.
Bałam się jedengo. Mojego wyglądu. Miałam brudne, w niektórych miejscach zaplamione ubrania, po wszystkich pobiciach byłam ledwie żywa. Jeśli iść to tylko z kimś. Jedynie na kim opierałam swój ciężar, bowiem nogi odmawiały mi połuszeństwa. Czuję, że jedną mogłam nawet złamać.
Następna kwiestia to moja twarz. Kiedy przewracali mną wiele razy nie mogąc się obronić przed upadkiem ręcami, spadałam prosto na twarz, stąd tyle zadrapań, sladów świeżej lub zaschniętej krwi...
Powoli dojeżdzialiśmy na miejsce. Kiedy policjalnt otworzył mi drzwi Suzan pomogła z nich wysiąść i dojść do budynku. Kiedy weszłam na korytarz byłam pełna zdumienia. To co zobaczylam od razu wywoałało uśmiech na mojej twarzy. Ujrzałam....
-------------------------------------------
tadaaaaaaaam ;33
Chwilowy Happy End ale spokojnie- przerwiduję jeszcze conajmniej jedną wstrząsjącą akcję (choć nie wiem czy ją wykorzystam bo znienawidzicie mnie za to komu przydziele taki a nie inny charakter...) Więc będę myśleć :D