sobota, 18 stycznia 2014

49- "Obudziłam się o 6 i pływać mi się zachciało"

*Mario*
Kiedy już spenetrowaliśmy dom i odetchnęliśmy z ulgą, że wszystko jest w porządu, usiedliśmy i dliśmy sobie trochę czasu na rozmowę.:
-Wspaniale tu, co?- zagadnął Lahm
-Też tak uważam, aż ciężko będzie się rozstać z tym miejscem- zasmutała Laura
-Na pewno, ale kto wie, może kiedyś tu wrócimy?- zamarzyłem
-Super by było. Zosatły nam dwa dni- przekalkulował Mandzukić
-Oczywiście razem z dzisiejszym, czyli jakby nie patrzeć , skoro dzisiaj jest sroda to w piątek rano mamy samolot- poprawiła go Laura
-Musimy jakoś to uczcić, tak, żebyśmy zapamiętali te wakacje na całe życie- Lahm, mistrz od pomysłów
-Podpisuję się pod tym - uśmiechnęła się moja dziewczyna
-To ja też- powiedziałem i wszyscy popatrzyliśmy na Mandzu
-Co tak się gapicie, oczywiście, że się zgadzam- zaśmiała się klubowa '9'


*Następnego dnia- Laura*
Obudziłam się około 6 nad ranem. Nie było mowy o zmrużeniu oka. Postanowiłam iść do kuchni. Sięgnęłam butelkę wody mineralnej i nalałam do szklanki. Stałam sobie w kuchni i piłam tą wodę, wogóle się nie spiesząc.
Klarowala nam się piękna pogoda. Wschodziło piękne karaibskie słońce. Jakoś tak mi się zachciało popływać. Siegnęłam tylko strój kąpielowy, tak żeby nie obudzić mojago słodziaka i wyszłam na zewnątrz. Jeśli ktos mnie zauważy pewni pomyśli sobie : 'Jakaś idiotka pływa w Morzu o 6.30' ale co tam. Kiedy byłam nastolatką mieszkałam z rodzicami w małej miejscowości niedaleko mnie było jezioro. A kilka miejscowości dalej wybudowali basen kiedy miałam 12 lat. Jeździłam tam bardzo często, aż kiedyś rodzice postanowili zapisać mnie na naukę pływania. Ukończyłam kurs jako pierwsza i po 12 lekcjach załapałam kraula , grzbiet i żabkę. Postanowiłam wykorzystać swoje umiejśtności.
Przyznam na początku nieco się obawiałam ale było dość płytko i szybko się odnalazłam w tej nieco chłodnej wodzie.
Pływało się wspaniale, słońce ogrzewało część mojego ciała. Nie było tam wogóle ludzi, nie dosyć, że Mario wynalazł takie ciche miejsce, gdzie znajdowała sie mała ilość domków, to prawie nikt jeszcze nie odważył się wyjść o tej porze.
Po jakimś czasie stwierdziłam , ze czas już na mnie. Mario pewnie zaraz wstanie o ile już nie wstał i nie wzywa policji informujac o moim zaginięciu. Wprawdzie nie pływałam daleko od domu, ale jak to z Mario bywa zawsze był bardzo opiekuńczy, czasem przewrażliwiony .
Weszłam do domu, zastałam tam Mario, akurat wychodził z sypialni:
-Gdzieś ty była?- spytał- Chciałem policję wzywać- powiedział ale nie był chyba zdenerwowany
-Czyli wróciłam w odpowiednim momencie?- zapytałam
-Ejjjj. Nie żartuj sobie ja tu się martwię- upomniał mnie
-Ale nie ma potrzeby - ucałowałam go i poszłam sie ubrać, bowiem byłam w kąpielówkach owinięta ręcznikiem
-Dowiem się gdzie byłaś, kiciaaaa- podreptał za mną
-Obudziłam się o 6 i pływać mi się zachciało.- powiedziałam
-Oszalałaś?!- wkurzył sie Mario- Przecież mogło Ci się coś stać!!- prawie na mnie krzyczał
-Wiesz co? Czasem mam dosyć twojej nadopiekuczości!- również się zdenerwowałam i wyszłam do kuchni- Mam kartę pływacką i potrafie pływać, szkoda tylko że u ciebie zaufania nie mam!
-Kotku przepraszam, poniosło mnie- Przytulił mnie, a ja jego
-Nie gniewam się - wtulilam się w chłopaka- I tez przepraszam- wyszeptałam
-Dobrze już, choć zjemy coś- przystałam na propozyje piłkarza , za kilka chwil kelnerzy przynieśli nasze śniadanie.

*19.00 Mario*
Coraz szybciej dobiega kresu nasz pobyt na tej wyspie. Zabieram zaraz Laurę  na obiado -kolacje w centrum miasta:
-Kochanieeee pospiesz się-
-Makijarz, Mario makijarz- zaśmiała się- Tak wiem nie będzie widać
-Jaka upartaaaa- powiiedziałem
-Najgorsze , że twoja- powiedziała a ja sie zaśmiałem
-Yyyyy chyba najlepsze kicia, idziemy- spytałem
-Idziemy- zasalutowała
Doszliśmy do bardzo dobrej restauracji na dworze. Zamówiliśmy pizzę:
-Jejku Mario, znowu przytyjęęęę- zasmutała moja dziewczyna
-Jak dla mnie możesz przytyć ze 100 kilo - i tak będziesz piękna- usmiechnąłem się
-Serio? To żeś mnie pocieszył- powiedziała- Wyobrażasz sobie mnie i 160 kilo?- grymasiła
-Nie, i nigdy taka nie będziesz, bo w przeciwieństwie do innych kobiet ty ćwiczysz i spalasz kalorie- ucałowałem ją a po chwili dotarła nasza pizza.
Zjedliśmy ją i szliśmy na umówiony spacer brzegiem Morza. Teraz czułem się bardzo niezręcznie, byłem poddenerwowany, teraz miałem zrobić tą największą niespodziankę swojej dziewczynie. Bardzo się bałem jej reakcji:
-Mario. Mario!!- pomachała mi ręką przed oczami- Mówię do ciebie.
-A tak.- zamysliłem się . Nie nooo wszystko popsuję, zasmuciłem się
-Mario, co się dzieje?- spytała
-Nic, zanczy wszystko jest w porządku- lekko się zarumieniłem, ciężko było mi ją oszukiwać, ale chciałem do końca nie dawać żadnych pozorów.

-----------------------------------------------------------
No siemaaa :> Macie już jakiś pomysł? Jaką niespodziankę Mario robi Laurze? Chcę was nieco zaskoczyć .
Bardzo mnie natomiast martwicie i znowu jestem na skraju poddania się. 1 osoba komentuje mi bloga :( bardzo mnie to smuci. Nie chcę go zawieszać ale proszę was. Komentarz- Dla was to kilka sekund a dla mnie ogromna motywacja!!!

czwartek, 16 stycznia 2014

48- Feel last moment :3

~niecały miesiąc później~
`Mija już powoli cudowny miesiąc przebywania Laury i Mario, na wspaniałej karaibskiej wyspie. Zakochani zabawiom tutaj jeszcze dwa dni. Napewno będzie im trudno rozstać się z tym pięknym miejscem, które wyjaśniło tyle rzeczy. Wymazało z pamięci wszystkie złe wspomniania, a głowy zapełniło nowymi, lepszymi przeżyciami. Mario i Laura bawią się cudownie, wykorzystując ostatnie dni pobytu tutaj, tutaj gdzie wydawać się może ich drogi zostaną wydeptane płasko, bez nierówności, bez gniewu, z mniejszą ilością problemów, z nową , lepszą przyszłościom`

*Mario*
Cóż za cudowne wakacje. Jestem zrozpaczony, że już niedługo przyjdzie nam opuścić Karaiby. Już tylko dwa dni, a jeszcze muszę przygotowac się do najważniejszego. Do niespodzianki i do tego, po co w szczególności tu jestem. Nie jestem jeszcze zdenerwowany. Będę może jutro, ale staram się jak najmniej o tym wszystkim myśleć. Właśnie z Laura wybieramy się na spacer po mieście. Lubimy chodzić kiedy się ściemnia. Na jutro natomiast mamy zaplanowany spacer brzegiem Morza. Czuję, że będzie cudownie.:
-Lauraaaa, kotku pospiesz się- ponaglałem swoją dziewczynę
-Już schodzę, jeszcze tylko tusz, chwilka- odpowiedziała
-Przestań, wyglądasz cudownie, a po drugie to jest ciemno i nikt nie będzie patrzył na twoej nie pomalowane oczka, kicia- zażartowałem
-Wiesz, żeś mnie pocieszył- rzuciła sarkazm
Po chwili zeszła urbrana, i oczywiście musiała postawić na swojim , bo umalowana:
-No już pięknie wyglądasz, idziemy?- pocałowałem ją
-Tak idziemy- poczochrała mnie
-Ejjjj wiesz ile ja to układam ?!!- udałem obrażonego
-Nie wiem... jakieś.... 10 minut?- zaśmiała się
-15!!! - pokręciłem głową na co ona wybuchnęła śmiechem

*Laura*
Wreszcie udało nam się wyjść, po jakiś 20 minutach, bo kłuciliśmy sie kto gorzej wygląda i skończyło się na tym, że Mario rozwalił mi włosy a ja jemu xD. Ja tylko przeczesałam je szczotką, a on zaczął rozczulać się nad swoimi i weszło mu rzeczywiście z 15 minut :) :
-Juz skończyłeś?- westchnęłam spoglądając na zegarek
-Wszystko przez ciebie- zaczął śmiesznie gadać, wytknął mnie palcem i obraził się
-To co idziemy?- spytałam go poraz setny
-Nie!- dziecinnie mi odpowiedział- Ja kcę żebys mnie psytuliłaaaaaa- zawył
-Poczekaj kupie ci frytki- powiedziałam zamykając dom
-Nie kcę!- tupał nogami xD
-Chcesz
-Nie!
-Mariooooooo, proszę cię- powiedziam- Masz 23 lata!!- tsaa znamy się już chyba z rok :)
-Naprawdę?- zdziwił się- Pacz jak zleciało- zaczęłam się śmiać- Laura!
-Co?- zapytałam z powaga na niego patrzac jednak długo nie wytrzymałam
-Upominam cię, i mówisz, że to ja zachowuje się dziecinnie- przypomniał
-Wypraszam sobie- przyspieszyłam kroku
Chodziliśmy tak bez celu po mieście, raz to się sprzeczając, raz śmiejąc. Aż  wkońcu zgłodnieliśmy. Wbiliśmy do jenej z knajp i tam też sie posililiśmy. Kiedy wyszliśmy zadzwonił mój telefon. To Mario i Lama sie dobijali. Weszli do domku przez okno, bowiem drzwi były zamknięte,  a zapomnieli wziąć pod uwage to, że mogliśmy wyjść -_- xD. Szybko nawróciliśmy, wiedząc, ze nie jest dobrze zostawić te dwie ślamazary w naszym domku. Mam nadzieję, że kiedy dotrzemy jeszcze wszystko będzie na miejscu.
Zachciało nam się biegu, tym szzybciej dotarliśmy. Wpadliśmy jak opentani a chłopacy zrobili dziwne miny:
-Co wam?- spytał Lama
-Niebezpiecznie, was, zostawić, w domu. -powiedziałam dysząć
-Hahahahahaha - w tle xD



---------------------------------------------------
kici kici ;3 hahahahahahah

niedziela, 12 stycznia 2014

47- Zapodaj smajla bo szmutno jakoś .... :*

1Zamknęłam oczy a Mario prowadził mnie, szłam jakimś dziwnym podłożem nie podobnym do drogi. PO chwili kazał mi odsłonić oczy. Moim oczom ukazał się piękny pomost prowadzący do jakiegoś przejścia:
-Mario, to jest piękne- pocałowałam go- Ile ty za to dałeś?
-Pięniądze się nie liczą- powiedział- Ty masz byc szczęśliwa. Choćmy dalej
Podeszliśmy, a to przejście prowadziło do domku. Jest tak cicho spokojnie. Nie ma nikogo. Jak bezludna wyspa. Najwsanialszy prezent jaki tylko mógł być.
Nie miałam sił się rozpakować, więc tylko rzuciłam walizki na połdłogę koło łóżka, które wisiało prawie że na dworze. Jest tu mega ciepło i do tego jestemy NA morzu. Nie no pięknie.
PO namowach Mario, zgodziłam się na wspólny prysznic, potem owinięci ręczynikami położyliśmy sie na łóżko rozmoawiając, a po jakimś czasie zasneliśmy.

*Mario*
Obudziłem się po czym zerknąłem na zegarek. Dochodziła już 10.00 . Po chwili przyszła kelnerka z naszym śniadaniem , kiedy właśnie Laura brała prysznic. Kiedy wyszła wszystko było już przygotowane do śniadania:
-Hej Mar...io, o Boże!!!- zachwyciła się- Wspaniałe- prztuliła mnie
-Hej skarbie, wyspałaś się?- spytałem
-Oczywiście, jestem w pełni sił. -odpowiedziała- Co będziemy dzisiaj robić?
-Może wykąpiemy się w Morzu co?- zaproponowałem
-Świetnie, ale muszę się też poopalać- uśmiechnęła się
-Jak sobie życzysz księżniczko- pocałowałem ją po czym zasiedliśmy do posiłku.
Kiedy skończyliśmy jeść, zamówiona służba zebrała brudne naczynia, a my udaliśmy się do naszej garderoby po ubrania na plażę. Wziąłem swoje bokserki i poszedłem do łazienki. Po 10 minutach zeszła przebrana Laura. Zamkneliśmy dom i udaliśmy się na plażę.

*Laura*
Mario coraz bardziej mnie zaskakuje. Tak bardzo się stara. Poprostu nie wierzę, że to się dzieje na prawdę, czasem się zastanawiam czy ja przypadkiem nie śnię. A jak sobie pomyślę, że na tej wspaniałej Karaibskiej wyspie mamy spędzić aż miesiąc robi się pięknie. Jestem poprostu jak nowo narodzona. Z pełnią sił i chęci do życia.
Właśnie wychodziliśmy na plażę. Mario poszedł się 'ochłodzić', ja natomiast połozyłam się na kocu i poczęłam się opalać. Słońce nie grzało. Ono tak piekielnie paliło, że co 1 godzine smarowałam się olejkiem i krememi przeciwsłonecznymi. I pomyśleć, że w Monachium już prawie prawie do wiosny, a my mamy tutaj takie piękne lato :). Aż lepiej sie żyje:
-Dosyć tego opalania- moim oczom ukazał się Mario
-Aaaałaaaa idioto- poczułam dreszcze, zostałam pochlapana zimną wodą
-Że coooo?- obużył się- Wstawaj- wydał rozkaz
-Do takiej zimnej wody? W życiu- założyłam okulary i spowrotem się położyłam
-Dobry Jezuuuuuuuuuuu a nasz Panieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee... -usłyszałam w dali
-Hahhahahhahaahh- zaśmiał sie Mario
-Czy to....
-Lama i Mandzukic?- krzyknęliśmy razem
-No siema- przywitali się
-Widzę, że Karaiby też już opanowaliście?- zaśmiałam się
-No pefka-
-Czy ludzie na końcu świata muszą wiedzieć że my nienormalni jesteśmy?- zapytałam
-Na koniec świata to ja cie dopiero zabiorę- Powiedział Lahm
-Już wolę do piekła...- powiedziałam cicho
-Okey- zacieszyli się i mnie podnieśli
-Postawcie mnie debile!!!!! debile jełopiy cwele wałkonie głąby kretyny postawcie mnie!- darłam sie za razem śmiejąc
-Hahahhah ta jak nas kocha- zaśmiał się Mario
A po chwili wylądowałam w wodzie:
-Cudowne zakończenie- podsumowałam
-Chciałaś do piekła? Chciałaś- zaśmiał się Mandzukić
-I ty bracie, nawet po ich stronie?- zdziwiłam się
-No upsss...- zaczęłam go gonić ale szybko dałam sobie spokój, bo chłopaki którzy zostali na kocu śmiali sie ze mnie i poszam ich ogarnąć
-To co idziemy do wody?- wyszczerzyłam się
-Tej się zachciało..- skwitował Lahm
-Ale Mario, kotku ty pójdziesz prawda?- zrobiłam maślane oczka ale sama z siebie nie mogłam wytrzymać
-Choć- zgodził się a ja wepchnęłam go do wody i wskoczyłam mu na plecy
-Patataj rumakuuuuuuuuuuu-
-Chyba hopsaj- zbuntowali sie chłopaki
-Chyba się nie znacie dekle- przedrzeźniałam ich
Cudownie było tak się  z nimi drażnić. Tak fajnie jest drażnić osoby, które wiesz że nigdy się nie obrażą. :)))


--------------------------------------------
Marnie mi to wyszło.... Uhgggggg zabijcie mnie ;/ xD  +miszczunio od wymyślania tytułów :D hahahahahah

czwartek, 9 stycznia 2014

46- 'ogarnijta się wieśnioki, zaraz wysiadamy'

*2 tygodnie później*
Dziś jest ten dzień na który czekałam od baaaardzo dawna. Właśnie razem z moim chłopakiem pakujemy się na wakacjee :) Chłopaki mają trochę wolnego od treningów, więc Mario wykorzystał sytuację. Własciwie to nie wiem nawet gdzie będziemy mieszkali. Wszystko co będzie działo się na Karaibach ma byc moją niespodzianką. Mario nie chce mi powiedzieć nic. Martwię się trochę, bo wiem jaki jest i boję się czy o czymś nie zapomni. Jednak każe mi się nie martwić i nie mysleć o niczym . Dla nas obu ma byc to czas relaksu i odpoczynku od dotychczasowych nieprzyjamności , spotykających nas niemal wszędzie. Po akcji z Hubertem uspokoiłam się nico, ale na tyle, żeby normlanie funkcjonować. Mario do tego chce, żebym całkowicie zapomniała dlatego wymyslił sobie wakacje na wyspach. Nie chciałam go obciążać, ale stwierdził, że musiłimy odpocząć i wreszcie znaleźć czas dla siebie. Faktycznie, ostatnino było go trochę mało.
Po woli kończyliśmy się pakowac:
-Mario, kochanie masz już wszystko?- spytałam
-Nie denerwuj się- przytulił mnie od tyłu
-Chce chociaż o czymś pamiętać- pocałowałam go
-Ty tam jedziesz odpocząć, ja pamiętam :)
Po woli kończyliśmy się pakować, kiedy przyszli chłopaki. Tak razem z nimi, czyli Mario i Philipem mamy jechać na Karaiby. Jak to bywało, zrobili nam zamęt i dopiero po pół godziny byliśmy spakowani. Na lotnisku mieliśmy być o 19. Jest 15 a my jeszcze musimy zjeść i ogarnąć dom, powyłączać prad itd, w razie jakiegoś nieszczęścia. A z tymi naszymi pryncypałami w 4 godziny trudno się wyrobić. Mario z Lamą zajeli się tym a ja z Mandzu przygotowaliśmy wczesną koalcję. Postawiliśmy na kanapki z serem szynką i sałatą, potem zrobiłam herbatę i zawołałam wszystkich żeby przyszli jeść. Kiedy najedliśmy się pozmywałam naczynia. Potem udaliśmy się do auta w celu zapakowania potrzebnych rzeczy. Nie chciało nam się iść 3 kilometrów o własnych siłach , więc zamówiliśmy taksówkę, która właśnie czekała:
-Laura idziesz?- zawołali mnie chłopaki
-Jeszcze chwilka- odpowiedziałam
-Co ty tam jeszcze robisz?- spytali
-Wole jeszcze raz upewnić się, że nic nie wybuchnie kiedy odjedziemy- uśmichnęłam się
-Nie miałaś się martwić, wszystko jest jak należy- powiedziało Mario i kazał mi już iść.
-Skoro tak mówisz...- zamyśliłam się- Jak nam rozsadzi dom będzie na ciebie- zaśmiał się
-Jassssnee i może frytki do tego?- śmiał się ze mnie
-Nie śmiej sie deklu- powiedziałam
-Jak ty mnie nazwałaś?- zaczał mnie gonić po całym domu, aż udało mu się mnie złapać
-Postaw mnie- piszczałam- AAaaaaaaaa
-To przeproś- zaśmiał się
-Przepraszam- postawił mnie- Deklu :D
-Zaraz się obraże- udał smutnego, ale zaraz zaczął się śmiać
-Serio Goetze? Serio?-
-Mario! Laura! Długo?!- niecierpliwili się chłopacy
-Upsssss.. - powiedziałam do Mario- Idziemy!- wydarałam się do chłopaków
-Tak tak Laura. Weź głośniej bo ja nie słysze- powiedział i złapał się za ucho- Ałłłł...


*2Godziny później-  Mario*
Jesteśmy już na odprawie, która właściwie to się już kończy. Zaraz wsiądziemy i będziemy lecieć już tam, tam gdzie ma być tylko dobrze. Innej wersji nie przyjmuje;
-Maio idziemyyy- powiedziała Laura
Weszliśmy do wielkiego samolotu i zajęliśmy miejsca. Oczywiście siedziałem z Laurą.
Był to 2czas zimowy bardziej, więc było juz stosunkowo ciemno. Tak, że aż spać mi się chciało. Za oknem piękny widok- chmury xD Tak ciemno i tak sennie że chyba zaraz zasnę. Ale nie chcę nic przegapić bo Laura mnie zabije. Nie chciałem jej pomocy kazałem jej odpocząć nie chcę niczego zaawalić, bo ostatnio to jedyna rzecz która wychodzi mi doskonale wręcz....
Zauważyłęm że Laura położyła się na moim ramieniu. Chyba spała. Nie chciało mi się spać, kiedy patrzyłem na jej twarz, taka piękna, promienna. Taka jaką zawsze lubiłem. Cieszę sie , że do mnie wróciła, ale bardzo się boje o jej psychik bo tym jak straciła dziecko niby wszysto jest okey i nic straconego ,żeby w przyszłości myśleć o kolejnym, ale mam nadzieję , że nie zrazi się tym że jedno już straciła. Tak bardzo się o nią boję, przytuliłem jej głowę do mojej i ucałowałem ją w czubek głowy. A Potem niewiem kiedy głowa mi poleciała i chyba zasnąłem...

*2Godziny później*
Stewardessa zaczęła pokolei wybudzać wszystkich pasarzerów , bo lądowaliśmy. Ja jednak obudziłam się nieco wcześniej, gdy poczułam dziwny ścisk w gardle kiedy samolot zaczął wirować a naastępnie osadzać się na ziemię. :
-Mario- puknełam go delikatnie w ramię- lądujemy
-Ooo już?- spytał
-Tak, trzeba obudzić chłopaków- powiedziałam i tym się zajęłam
Po kilku próbach znudziło mi sie i Mario chciał ich obudzić. Jednak wpadłam na pomysł:
-Real wygrał ligę mistrzów!- krzyknęłam
-Jak?
-Gdzie?
-Kiedy?
-Co?
-Aaa samolot. Laura!!- krzykneli kiedy zoriętowali się co się dzieje
-hahahahhah- nie mogłam z nich
-Dobra ogarnijta się wieśnioki, bo zaraz wysiadamy- zaśmiałam się
-Właściwie to juz wysiadamy- dopowiedział Mario i podnieśliśmy się z miejsc
Odebralismy swoje walizki i rozdzieliliśmy się. Ja z Mario szukaliśmy swojego domku a Mario M i Lahm do siebie.:
-To gdzie właściwie będziemy mieszkać?- spytałam
-Nie gorączkuj się już nie daleko- powiedział- Zamknij oczy
Zamknęłam oczy a Mario prowadził mnie, szłam jakimś dziwnym podłożem nie podobnym do drogi....

--------------------------------------------
No ten tego... Jest ;) Nie wiem jak będzie dalej z dodawaniem przeze mnie rozdziałów na tym blogu, wiecie koniec semestru a ja zawaliłam go trochę i ile się da będę poprawiać, jednak postaram się dla wam znaleźć czas. Pamiętajcie  moją zasade dodawania rozdziałów: Są komentarze , jest nn ;) Pozdro :*

wtorek, 7 stycznia 2014

45- Rana rozdarta 2 razy. Boli 2 razy mocniej...

*Laura*
-Cześć córeczko- przytuliła mnie mama
-Hej mamo, cześć tato- dałam im po buziaku i przytuliłam siostrę
-Kiedy powiedziałaś o ciąży , postanowiłam że przyjedziemy, moze jakoś pomożemy- powiedziała mama
Po moim policzku spłynęła łza. To czego najbardziej się obawiałam. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale wiedziałam że nie dobrze jest dusić ból w sobie. Nie chciałam też mówić przy siostrze. Mogła by czegoś nie rozumieć, pytała by, zozdzierając ranę w moim sercu jeszcze bardziej
-Co się stało, czemu płaczesz?- zagadnęła siostra
-Nic nie ważne- usiadłam na kanapie
-Mów co się dzieje, jesteśmy od tego przeciez żeby pomóc- powiedział tata
-Chodzi tylko o to że rana jest świeża i bardzo boli, kiedy się o tym mówi- włączył się Mario
- Im szybciej to z ciebie wyrzucisz tym lżej ci będzie na sercu- stwierdził tato, w sumie to chyba miał rację- Ale jak nie chcesz to nie mów
-Dobrze, bo chodzi o to... o to że ...- nie mogłam tego wyrzucić- że straciłam dzieecko- znowu do moich oczu zaczęły napływać łzy
-Oj, ale jak to?- prytuliła mnie mama- Coś nie tak robiłaś w czasie ciązy czy co?- spytała
-Hubert, Hubert Jasiński- powiedziałam z pogardą i rozpłakałam się
-O dziecko moje- mama przytuliła mnie- Odpocznij teraz, wyglądasz jakbyś spała 3 godziny-
-A spała 2 - powiedział Mario a reszta zaśmiała się
Potem przygotowałam posiłek i razem z rodzicami rozmawialiśmy. Mario poznał moją rodzinę i trochę się o niej dowiedział, potem on opowiedział o sobie i swojej rodzinie. Rodzice opowiadali mi, że ziomki z Liceum się o mnie dopytują. Zrobiło mi się strasznie miło, że ktoś jedna jeszcze o mnie pamięta. Mama liczy , że my z Mario też wkrotce odwiedzimy ich w Polsce. Ale nie wiem jednak jak to będzie, niby przez ciążę zrobiłam sobie przerwę od trenningów. Wogóle ostatni raz chyba miesiąc temu zjawiłam się na zgrupowaniu. Muszę jak najszybciej się tam stawic , bo w przeciwnym razie, o ile nie już mnie wywalą z tamtąd. Zaniedbałam pracę i to bardzo. Te wszystkie problemy poczęły mnie przytłaczać,  było mi tak ciężko, że w sumie zapomniałam co może mi pomóc. Od zawsze kiedy pamiętam, jak tylko ktoś mnie zdenerwował, pokłuciłam się z kimś, nie poszło mi w szkole brałam piłkę i kopałam, tak mnie to uspokajało jak żadne ciepłe słowa. Najlepiej było samemu, wtedy miałam tyle czasu żeby przemyśleć, dlaczego wogóle jestem zla, i najważniejsze- czy warto. Zapomniałam o tym, może byłoby mi łatwiej z tym ciężarem. W Madrycie trochę grałam, ale to nie jest to samo. Pamiętam jeszcze co obiecałam dziewczynom. Nie dotrzymałam obietnicy :( Takim jestem kapitanem wspaniałej drużyny, pewnie wszystkich zawiodłam. Zbliżał się sezon na Ligę Mistrzów, a Bayern dostał się pierwszy raz, obiecałam że damy z siebie wszystko, aby nei zaprzepaścić szansy jaką od losu dostałyśmy. Że ucieszymy kibiców, że nie odpadniemy z turnieju i będziemy jak najdzielniej walczyć do samego końca.
Przez dłuższą chwilę byłam nieobecna, ale przemyślałam jak głupi błąd popełniłam. Szybko wstałam z kanapy przeprosiłam i wyszłam na chwilę. Wpadłam do pokoju i wybrałam numer do trenera.:
-O! Laura, jak miło cię słyszeć!- powiedział trener
-Tak, dzień dobry.- przywitałam go- Ja do trenera dzwonie w sprawie klubu
-A co konkretniej?- spytał- Tyle ci powiem, że smutno bez Ciebie i jesteśmy myśli, że jak najszybciej do nas wrócisz.- powiedział bardzo uprzejmie, tak, że aż mnie to lekko zdziwiło.
-Czyli że trener nie jest na mnie zły?- spytałam- Ostatnio miałam dużo problemów, jeszcze byłam w ciąży i zastanawiałam się nad zerwaniem treningów- powiedziałam starając się opanować emocje
-Ale Laura, skoro jesteś w ciąży to kuruj się i odpowczywaj, damy radę- mówił- Wiem, ze jesteś solidna firma, i nie opuszczasz treningów  bez powodów, także spokojnie.
-Nie właśnie nie chodzi o to. Bo nie jestem już w ciąży, to kolejny problem właśnie, ale nie chcę się stoczyć i zamierzam grać, być może szybciej odejdą złe wspomnienia i zacznę funkcjonować normalnie. Mogę do was... wrócić?- spytałam niepewnie
-Jeszcze pytasz? Oczywiście, że możesz. Zgrupowanie dziś i następne za dwa dni.
-Och! dziekuję- powiedziałam- obiecuję, że się stawię. Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia- pożegnaąłm się
-Do widzenia-

*Mario*
Laura zostawiął mnie ze swoimi rodzicami, chciałem zrobić na nich dobre wrazenie, chciałem żeby uznali mnie za dobrego partnera dla swojej córki. Państwo Laskowscy to bardzo mili, życzliwi i otwarci ludzie. Bardzo miło mi się z nimi rozmawiało.
Niebawem dołaczyła do nas Laura a za jakąś godzinkę jej rodzice odjechali. Powiedzieli że liczyli nam pomóc, ale z takiego obrotu sprawy raczej będą przeszkadzać.
Laura wyszła na trening, zastanawiałem się co ją tak nagle wzięło. Ale poetm stwierdziłem że skoro to ma jej pomóc i z tym czuje sie lepiej, to pewnie. Niech idzie. Ja mam trening jutro i przygotowania do CL. Dziewczyny również grają, ale nie są faworytami. Pierwszy sezon dostały się do Ligi mistrzów, moja  dziewczyna zawsze mi opowieda jak bardzo chce dać z siebie ile moze i jeszcze ponad swoje siły. Bardzo ja za to doceniam, ale wiem, że pewnie długo tak nie da rady. Bedzie się przemęczać i wogóle. Ale w sumie to jest kapitanem i chce zrobić co w swojej mocy, aby dać dobry przykład. A zawsze mówiła jak pozytywnie sport ją nastawiał. Dobrze że znalazła jakąś pasje. Jeśli nie ja przede wszystkim, albo Mandzu i Lahm, to chociaż piłka wyciagnie ją z dołka.

*Laura*
Jestem sobie na treningu, bardzo mnie cieszy ten fakt. Wszystko jest jak dawniej, oprócz Leny. Nie ma jej. Ale za to niedługo wraca jak to dziewczyny powiedziały 'niejaka' Muller Sara. Skojarzyłam. To mój debil <3  Jak miło,że będziemy grały w jednej drużynie. Niemki w sumie grały dobrze, więc sądzę że Mullerowa szybko wpasuje się w Bayern. Dzisiaj trening , jutro wyjątkowo też. A w sobotę mecz, w CL właśnie. Bedziemy walczyć jak nas uczy nasz trener.
Z takim przesłaniem wróciłam do domu. Nie poddawaj się NIGDY...!


-------------------------------------------------
Flaki z olejem :/

Miałam nie dodać no ale. Specjalnie na prośbę Alicji Geller ;3 Za do że nie dawała mi żyć na wf-ie i męczyła żebym jednak dodała . Pozdro ;* Liczę na więcej komentarzy niż pod ostatnim ;)

sobota, 4 stycznia 2014

44- Nie przespane noce, zapłakane dni...

Powiedzmy , ze w mierę się wyspałam. Myślac, ze już ranek wstałąm i odsłoniłam jedną z rolet. No tak! Ciemna głucha noc. A ja sama w nią wpatruję się. Wcale się nie wyspałam ale nie miałam siły iść dokończyć snu. Posiedziałam chwilę w oknie, starajac się nie myśleć o niczym. Nie chciałam swoim płaczem obudzić Mario, kt óry pewnie już smacznie sobie spał. Jednak nie wytrzymałam, zesząłm do kuchni, i płakałam pijąc kawę. Właściwie to nie piłam kawy, a sowje łzy, w niej topione. Wiedziałam, ze nie mogę tak żyć. Że muszę się ogarnąć, przesatć myśleć o tym co się stało, a zając się tym co mnie może ominąć , kiedy będę ubolewała nad momi problemami. Było mi tak źle podle, ale wiedziałąm już że co się stało to już się nie odstanie. Że czasu nie cofnę, także wiedziałam. Moje rozmyślania przerwało schodzenie ze schodów. PO chwili zobaczyąłm w nich Mario:
-Hej, co tu robisz?- pocałował mnie
-Nie mogę spać. - odpowiedziałam cicho
-A może poprostu nie chcesz?- spytał
-Może...- zamyśliłam się
-Wypiję kawę i cos pomyślimy- powiedział i zajął sie swoją kawą- Nie myśl o tym, kiedyś przyjdzie czas na nasze szczęście, może nie teraz, nie dziś , nie jutro, ale kiedyś napewno. Przyjdzie, ale to zależy od nas, czy się wcześniej nie poddamy.- przytulił mnie
-Nie mogę tak  żyć. W ciągłym bólu cierpieniu, w oczekiwaniu na coś co się nigdy nie stanie. Czasem myślę, że dzień mojej śmoerci byłby najszczęśliwszym dniem. -rozpłakałam się. Poszliśmy do salonu
-Nie mów tak.- Mario pogłaskał mnie po skroni- Kochanie posłuchaj mnie. Umrzesz jako staruszka będziesz miała jeszcze gromadkę dzieci, które dadzą ci szczęście. Umrzesz w ciepłym łóżku, ale nie tu i napewo nie teraz. Nie myśl w  ten sposób, jesli się teraz poddasz, nigdy nie doświadczysz szczęścia. A ono przyjdzie, tylko musimy je odkryć...
Mario mówił to tak bardzo czule, tak cicho, a ja przyglądałam się jego twarzy, chcąc ja ujrzeć ale w ciemności bylo mi bardzo ciężko. Wtedy znowu przypomniał mi się mój sen: Nie wolno ci się poddać, to najprostrza pokusa ,do zrobienia najgłupszej rzeczy której potem będziesz żałowała:
-Obiecaj mi teraz, że sie nie podddasz. - milczałam- Obiecaj mi to, nie poddawaj się nigdy. Walcz jak lew. Wiem na ile Cię stać, tylko nie poddawaj się. Obiecaj mi to Laura- wypowiedział te słowa po raz kolejny
-Obiecuje- pwoiedziałam cichym, ledwie słyszalnym zachrypniętym głosem.
Mario położył się na kanapie , a ja ułozyłam się na nim, Głowę trzymałam na jego torsie, przechyloną w bok. Położył rękę na moich plecach. Leżałam tak leżałam... aż w końcu zasnęłam ostatni raz zerknęłam na zegarek o 5 nad ranem, także nie sądzę, abym się wyspała.

*Laura*
Godzina 7.00 nie mogę spać. Oczywiście. Wstałam z Mario i poszłam na górę, w celu przyszykowania jakiś ogarniętych ubrań a potem poszłam pod prysznic. Wykąpałam się, ciągle nie wyspana ubrałam i schodząc ze schodów mało co bym spadła z nich. Oczy mam tak zamazane, ledwo co wudze przez to ziewanie. Ale szczerze mówiąc, Jaki to normalny człowiek wyśpi się przez 2 godziny? No właśnie. Kiedy dowlekłam się do kuchni, zaparzyłam sobie kawy i poszłam spowrotem do sypialni na górze. Za chwile Mario przyszedł sprawdzić co u mnie, pogadaliśmy chwilę  i poszedł oglądać TV. Nie chciało mu się nigdzie wychodzić. Nie zmuszałam go na treningi, bo sama nie mam już siły a wiem też co on czuje. Bardzo się w to wszystko angarzuje, i bardzo doceniam jego obecność. Popłakałam sobie przez chwilę i właściwie delikatny makijarz zdał się na nic, gdzyż cały zmył się kiedy płakałam. Ale nie miałam sił nakładać nowego.

*Mario*
Siedziałem w salonie przed TV i oglądałem niemieckie programy. Ale i tak nie skupiałem się na filmach w nim lecących, ale na tym co się ostatnimi dniami dzieje. Laurze jest bardzo ciężko, jest bardzo słaba, bardzo źle wygląda, wogóle nie śpi. Kiedy dzisiaj rozmawialiśmy spała około 2 godziny. Ale co to jest na 18 letnią kobietę? Przecież ona cały czas się rozwija, ja jestem już trochę starszy i troche mniej już się rozwijam ale ona napewno musi jeść, żeby móc normalnie funkcjonować. Myślę, że jak dojdzie do siebie, to gdzieś ją zawiozę, tak żebyśmy obaj mogli się odstresować.
W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Szczerze mówiąc ostatnio boję się już otwierać drzwi, w przerażeniu kto może za nimi stać??? Zobaczyłem dwoje dorosłych ludzi, kobietę i mężczyznę z nastoletnią, około 17-letnią dziewczyną z Polską urodą. Coś miała chyba z Laury:
-Przepraszamy chyba pomyłka- powiedziała ta pani
-A kogo takiego państwo szukacie?- spytałem , aby pomóc nieznajomym
-Laura Laskowska, nie wie pan gdzie mieszka?- zapytał mężczyzna
-Państwo są jej rodzicami? - upewniłem się- Widać podobiznę.- Powiedziałem na co oni się zaśmiali- Zapraszam
-Dziękujemy.
-Zaraz zawołam Laurę.- powiedziałem i poszedłem po swoją dziewczynę


*Laura*
Mario przyszedł do mnie z wiadomością , że mamy gości. Byłam trochę zaniepokojona, nie chciałam żeby nikt zobaczył mnie w tym  stanie. Postanowiłam poprawić trochę swój wygląd założyłam jakieś lepsze ubrania i upięłam włosy w kucyk. Przed wyjściem z sypialni zajrzałam jeszcze w lustro, z nadzieję , że nie przestraszą się ci 'goście' na mój widok.
Nie pewnie zeszłam po schodach:
-O nieee- pomyślałam.
Nie miałąm ochoty na rozmowę, a szczególnie teraz , a szczególnie z nimi. Moimi rodzicami. Zbyt dobrze mnie znają , zebym nie dała po sobie poznać, że nic się nie stało.
Zawsze kiedy miaąłm jakiś problem, o którym wiedziałam tylko ja, ewentualnie przyjaciółka... Tsaa Lena... właściwie, i nie chciałam o tym gadać tak zagadneli że nie wiem kiedy im się wysypałam. Nie chciałam tego zrobic tym razem, jestem w totalniej rozsypce, jest mi ciężko. Świeza trauma inaczej rzecz biorąc. Byłoby mi ciężko i jeszcze te kazania. Niby wiem że chcą mi to wytłumaczyć to wszystko, ale teraz moim zdaniem nie chcę wracać do tematu....

----------------------------------------------------
heejj :)

środa, 1 stycznia 2014

43- Spandzbobowe gacie :D

*Znalazłam się na nagle kanapie w sypialni. Nade mną stał koleś w białym fartuchu. Z trudem próbowałąm otworzyć oczy. Przypomniało mi sie wszystkie te słowa które słyszałam wcześniej i doszłam do wniosku , że to był sen. Ale ja zawsze wierzyłam że sny uczą, albo może nie tyle uczom co dają przesłanie, na lepsze życie. Powoli wybudziłam się ze snu, otworzyłam delikatnie oczy, przez siłę. Przysłuchałam się rozmowie:
-Co da się zrobić doktorze?- mówił zdenerwowany
-Nic się nie da. Straciła dziecko, nie uratujemy go.- wpadłam w histerie
-Co jak??? Straciłam dziecko, jakim cudem ?!- wstałam już mnie nie obchodziło co mnie boli , krzyczałam na lekarza
-Kochanie usiądź, już nic nie zrobimy- Mario usiadł koło mnie i dał mi się wypłakać
Lekarz poszedł a ja i Mario byliśmy w totalnej rozsypce. Nie mogłam w to uwierzyć, jak przypomniało mi się kto ostatnio wdał się w bójkę i kopał mnie między innnymi po brzuchu. O Hubercie nie mowiłam a myślałam z całkowita pogardą. Ten człowiek jest pschopatą. NIe potrafi zrozumieć szczęścia innych i jeszcze je psuje. Byłam taka wkurzona a zarazem rozklejona:
-Mario dlaeczego? Daleczgo znowu?- płakałam gorzko
-Nie wiem, ja obiecuje zabije Huberta jeszcze dzisiaj- on też płakał
Przytlił mnie. Siedzieliśmy tak w objęciach około godziny. Dzwoniły do nas telefony ale nie to było teraz ważne. Dziecko. Dziecko które nosiłam pod sercem, które tyle ze mną przeszło: Rozstanie, wyjazd, powrót chwila szczęścia, wszystko wszystko legło w gruzach. Nie ma dziecka, było za mało silne aby przetrwać. Było we mnie tylko 4 tygodnie, ale to były chyba najdluższe 4 tygodnie w moim życiu. Nie mogłam uwierzyć, że nie ma już dziecka.Myślałam, że kiedy,ś przyjdzie czas na nasze szczęście. Ale życie jest bardzo obewrotne. Nasze błędy powracają często z podwójną siłą. Docierało to do mnie, to co się stało. Ale nie mogłam przestać ronić łez. Nie odzywałam się do Mario ani on do mnie. Głucha cisza i ciche szlochanie jedynymi odgłosami wyrażającymi smutek, żal, ból, cierpienie i tą cholerną rozpacz, po stracie tak ważnej cząstki zarówno mnie jak i Mario. Cząstki która na nowo złączyła nasze serca więzem miłości, cząstki dzięki której nadal jesteśmy razem. Cząstki dla której zmieniliśmy wszystko, a przede wszystkim nasze wnętrza, nasze ciała, nasze... dusze.
     Nagle w domu rozległ się huk, na górę wbiegli nasi przyjaciele. Szczerze mówiąc  byłam bardzo przerażona rozwojem tyh wydarzeń. Teraz pewnie jeszcze długo będzie na mnie ciążyło to prześladowanie, ten wewnętrzny smutek i ta podświadomość że jest tu na tej Ziemi , tak blisko mnie,
ktoś gotowy mnie nawet zabić:
-Co sie dzieje!!?- powiedział poddenerwowany Mandzukić, ale kiedy nas zobaczył zciszył ton mówienia
-Co się stało- spytał łagodnie Philip
-Ja... ja ....- zaczęłam- .. Starciłam dziecko- ponowienie gorzko zapłakałam
-Co?!- krzyknęli równo
-Ale jak? Kto? Co? Gdzie? Kiedy?- zadawał pytania jedno po drugim Lahm
-Zostałam kopnięta w brzuch....- przerwałam
-Przez?- powtórzył Mandzu
-Jesteście aż tak tępi, czy chcecie abyb mój ból uderzał 2x mocniej?- stałam sie nie miła- Przepraszam, nie mogę się z tym pogodzić, to ... Hubert- zakończyłam
-Ja zabije tego drania!- do rozmowy wkroczył czule obejmujący mnie Mario
-Nie , ty daj sobie spokój- upomniał mnie Lahm
-Niby czemu?- zakpił Mario- suherujesz, ze sobie nie poradzę?- spytał
-Sugeruję, że masz Laurę, której nie wolno ci zostawić,. rozumiesz?- podreślił Mandzukić
-Słuchaj, napewno cię złapią i znajdą, a wtedy pójdziesz siedzieć- tłumaczył Lahm
-Mario, zostań- powiedziałam bardzo cicho, tak, że ledwie było mnie słychać
Potem zeszliśmy na dół, postanowiliśmy coś zjeść, jako że było już późno, Mario Mandzukić z Lahmem przygotowali kolacje. Po 1O minutach zasiedliśm do posiłku, jednak nie miałam sił ani ochoty na jedzenie. Było mi głupio, że chłopacy na trudzili się a ja nie jem :
-Przepraszam ale ja nie będę jadła.- powiedziałam
-Nie no jak nie chcesz, to nie będę zmuszał- odpowiedział- Ale jak by co, niczego nie dosypałem- zaśmialiśmy się
-W to nie wątpie- powiedziałam- pójdę się położyć do salonu
-Poczekaj, chcesz kawę?- spytał Mandzukić
-O, Poprosze- przytuliłam piłkarza i poszłam się położyć
Byłam bardzo zmęczona wydarzeniami z dzisiejszego dnia. Ponadto wyglądałam gorzej niż upiór. Blada jak ściana twarz, wory pod oczami, ziewałam i miałam na sobie dresy. W takim stanie chyba jeszcze nikt mnie sobie nie wyobrażał. Czułam się tak podle jak nigdy. Zostałam poniżona. Najważniesza cząstka mnie, odeszła. Czuje pustkę, nie wiem co bym zrobiła gdyby nie Mario. Przywiązałam się do tego dziecka, i do Mario też bardzo, jeśli straciłabym  również jego, nie poradziłąbym sobie z życiem. Mam jeszcze przyjaciół, którzy zajmuja następna cząstkę mojego serca i wypełniają moje myśli im też bardzo dużo zawdzięczam. To oni są zawsze wtedy i tam gdzie powinni być. O każdej porze są tutaj, a nawet kiedy ni odberam telefonu myślą , że coś się dzieje i spieszą z pomocą. Za to właśnie ich kocham.
Właśnie w tym momencie Mandzu przyniósł mi kawę, a za kilka minut chłopaki odeszli od stołu, Goetze wszedł do salonu, a ja zwlekłam się z kanapy, w celu sprzątnięcia po kolacji, ale w kuchni zastałam wkładającego do zlewu naczynia Lahma i zmywającego Mandzukicia. Kiedy zabrałam mu gąbke, on nie chciał mi pozwolić na zmywanie  i wyrwał mi ją. Kazał mi iść się położyć i wtedy zaczęliśmy się szarpac ... o gąbkę (xD). Lahm  w celu przerwania 'walki' wziął płyn i latał z nim po całym domu oblewając kogo napotkał na drodze xd:
-Strażak Sam nadchodzi- wydzierał się
-Nie taki sam, za tobą Gotze idzie- powiedziałam na co reszta parsknęła śmiechem
-spandzbob kanciastoporty, spandzbob kanciastoporty - zaśpiewał Lahm
-Wiesz, nie było mnie miesiąc, a ty nic się nie zmieniłeś- zaśmiałam się i zabrałam za mycie naczyń, kiedy to wygrałam walkę o gąbkę.
-Ej no.. Oddaj spandzbobaaaa- zawył Mandzu
-Jak straciłam przytomność to miałam taki dziwny sen o niepoddawaniu się więc spandzbob jest mój- wykorzystałam pewne fakty i stworzyłam z nich niezłą historię.
Za chwilę przyleciał Philip z gaciami na głowie:
-Ejjjj, to moje!!!- zawył Goetze
-Spandzbobowe gacie, spandzbobowe gacie- latał po domu Lahm
-Wielkie dzięki Philip- 'fochnął' się Gotze
-Dobra zabieraj te gacie, ale na urodziny chce takie, my sie zmywamy narka- powiedzieli
-Ej chwila- krzyknał zwijajacy się ze śmiechu Mario
-Coo?- powiedział Mandzu i spojrzał na Lahma
-Gdzie ty sie z tymi gaciami wybierasz?!- wybuchneliśmy a Lahm się trochę speszył

---------------------------------------
Z powodu mojego dobrego humorka i 3 komentarzy zapodaje wam dzisiaj rozdziała :) A jak już mam głos (xD) to chce Wam życzyć aby ten rok był jak najwaspanialszy, napewno lepszy od poprzedniego, żeby wszystkie kłopoty rozwiązały się pozytywnie dla was , tym co piszą duuuużo weny i ogólnie NAJLEPSZEGO 2014-ego :))))


Chyba coś jaśniej z tą wstawką ? Jeśli nie to nie najlepiej umiem tłumaczyć  xd :P