niedziela, 12 stycznia 2014

47- Zapodaj smajla bo szmutno jakoś .... :*

1Zamknęłam oczy a Mario prowadził mnie, szłam jakimś dziwnym podłożem nie podobnym do drogi. PO chwili kazał mi odsłonić oczy. Moim oczom ukazał się piękny pomost prowadzący do jakiegoś przejścia:
-Mario, to jest piękne- pocałowałam go- Ile ty za to dałeś?
-Pięniądze się nie liczą- powiedział- Ty masz byc szczęśliwa. Choćmy dalej
Podeszliśmy, a to przejście prowadziło do domku. Jest tak cicho spokojnie. Nie ma nikogo. Jak bezludna wyspa. Najwsanialszy prezent jaki tylko mógł być.
Nie miałam sił się rozpakować, więc tylko rzuciłam walizki na połdłogę koło łóżka, które wisiało prawie że na dworze. Jest tu mega ciepło i do tego jestemy NA morzu. Nie no pięknie.
PO namowach Mario, zgodziłam się na wspólny prysznic, potem owinięci ręczynikami położyliśmy sie na łóżko rozmoawiając, a po jakimś czasie zasneliśmy.

*Mario*
Obudziłem się po czym zerknąłem na zegarek. Dochodziła już 10.00 . Po chwili przyszła kelnerka z naszym śniadaniem , kiedy właśnie Laura brała prysznic. Kiedy wyszła wszystko było już przygotowane do śniadania:
-Hej Mar...io, o Boże!!!- zachwyciła się- Wspaniałe- prztuliła mnie
-Hej skarbie, wyspałaś się?- spytałem
-Oczywiście, jestem w pełni sił. -odpowiedziała- Co będziemy dzisiaj robić?
-Może wykąpiemy się w Morzu co?- zaproponowałem
-Świetnie, ale muszę się też poopalać- uśmiechnęła się
-Jak sobie życzysz księżniczko- pocałowałem ją po czym zasiedliśmy do posiłku.
Kiedy skończyliśmy jeść, zamówiona służba zebrała brudne naczynia, a my udaliśmy się do naszej garderoby po ubrania na plażę. Wziąłem swoje bokserki i poszedłem do łazienki. Po 10 minutach zeszła przebrana Laura. Zamkneliśmy dom i udaliśmy się na plażę.

*Laura*
Mario coraz bardziej mnie zaskakuje. Tak bardzo się stara. Poprostu nie wierzę, że to się dzieje na prawdę, czasem się zastanawiam czy ja przypadkiem nie śnię. A jak sobie pomyślę, że na tej wspaniałej Karaibskiej wyspie mamy spędzić aż miesiąc robi się pięknie. Jestem poprostu jak nowo narodzona. Z pełnią sił i chęci do życia.
Właśnie wychodziliśmy na plażę. Mario poszedł się 'ochłodzić', ja natomiast połozyłam się na kocu i poczęłam się opalać. Słońce nie grzało. Ono tak piekielnie paliło, że co 1 godzine smarowałam się olejkiem i krememi przeciwsłonecznymi. I pomyśleć, że w Monachium już prawie prawie do wiosny, a my mamy tutaj takie piękne lato :). Aż lepiej sie żyje:
-Dosyć tego opalania- moim oczom ukazał się Mario
-Aaaałaaaa idioto- poczułam dreszcze, zostałam pochlapana zimną wodą
-Że coooo?- obużył się- Wstawaj- wydał rozkaz
-Do takiej zimnej wody? W życiu- założyłam okulary i spowrotem się położyłam
-Dobry Jezuuuuuuuuuuu a nasz Panieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee... -usłyszałam w dali
-Hahhahahhahaahh- zaśmiał sie Mario
-Czy to....
-Lama i Mandzukic?- krzyknęliśmy razem
-No siema- przywitali się
-Widzę, że Karaiby też już opanowaliście?- zaśmiałam się
-No pefka-
-Czy ludzie na końcu świata muszą wiedzieć że my nienormalni jesteśmy?- zapytałam
-Na koniec świata to ja cie dopiero zabiorę- Powiedział Lahm
-Już wolę do piekła...- powiedziałam cicho
-Okey- zacieszyli się i mnie podnieśli
-Postawcie mnie debile!!!!! debile jełopiy cwele wałkonie głąby kretyny postawcie mnie!- darłam sie za razem śmiejąc
-Hahahhah ta jak nas kocha- zaśmiał się Mario
A po chwili wylądowałam w wodzie:
-Cudowne zakończenie- podsumowałam
-Chciałaś do piekła? Chciałaś- zaśmiał się Mandzukić
-I ty bracie, nawet po ich stronie?- zdziwiłam się
-No upsss...- zaczęłam go gonić ale szybko dałam sobie spokój, bo chłopaki którzy zostali na kocu śmiali sie ze mnie i poszam ich ogarnąć
-To co idziemy do wody?- wyszczerzyłam się
-Tej się zachciało..- skwitował Lahm
-Ale Mario, kotku ty pójdziesz prawda?- zrobiłam maślane oczka ale sama z siebie nie mogłam wytrzymać
-Choć- zgodził się a ja wepchnęłam go do wody i wskoczyłam mu na plecy
-Patataj rumakuuuuuuuuuuu-
-Chyba hopsaj- zbuntowali sie chłopaki
-Chyba się nie znacie dekle- przedrzeźniałam ich
Cudownie było tak się  z nimi drażnić. Tak fajnie jest drażnić osoby, które wiesz że nigdy się nie obrażą. :)))


--------------------------------------------
Marnie mi to wyszło.... Uhgggggg zabijcie mnie ;/ xD  +miszczunio od wymyślania tytułów :D hahahahahah

czwartek, 9 stycznia 2014

46- 'ogarnijta się wieśnioki, zaraz wysiadamy'

*2 tygodnie później*
Dziś jest ten dzień na który czekałam od baaaardzo dawna. Właśnie razem z moim chłopakiem pakujemy się na wakacjee :) Chłopaki mają trochę wolnego od treningów, więc Mario wykorzystał sytuację. Własciwie to nie wiem nawet gdzie będziemy mieszkali. Wszystko co będzie działo się na Karaibach ma byc moją niespodzianką. Mario nie chce mi powiedzieć nic. Martwię się trochę, bo wiem jaki jest i boję się czy o czymś nie zapomni. Jednak każe mi się nie martwić i nie mysleć o niczym . Dla nas obu ma byc to czas relaksu i odpoczynku od dotychczasowych nieprzyjamności , spotykających nas niemal wszędzie. Po akcji z Hubertem uspokoiłam się nico, ale na tyle, żeby normlanie funkcjonować. Mario do tego chce, żebym całkowicie zapomniała dlatego wymyslił sobie wakacje na wyspach. Nie chciałam go obciążać, ale stwierdził, że musiłimy odpocząć i wreszcie znaleźć czas dla siebie. Faktycznie, ostatnino było go trochę mało.
Po woli kończyliśmy się pakowac:
-Mario, kochanie masz już wszystko?- spytałam
-Nie denerwuj się- przytulił mnie od tyłu
-Chce chociaż o czymś pamiętać- pocałowałam go
-Ty tam jedziesz odpocząć, ja pamiętam :)
Po woli kończyliśmy się pakować, kiedy przyszli chłopaki. Tak razem z nimi, czyli Mario i Philipem mamy jechać na Karaiby. Jak to bywało, zrobili nam zamęt i dopiero po pół godziny byliśmy spakowani. Na lotnisku mieliśmy być o 19. Jest 15 a my jeszcze musimy zjeść i ogarnąć dom, powyłączać prad itd, w razie jakiegoś nieszczęścia. A z tymi naszymi pryncypałami w 4 godziny trudno się wyrobić. Mario z Lamą zajeli się tym a ja z Mandzu przygotowaliśmy wczesną koalcję. Postawiliśmy na kanapki z serem szynką i sałatą, potem zrobiłam herbatę i zawołałam wszystkich żeby przyszli jeść. Kiedy najedliśmy się pozmywałam naczynia. Potem udaliśmy się do auta w celu zapakowania potrzebnych rzeczy. Nie chciało nam się iść 3 kilometrów o własnych siłach , więc zamówiliśmy taksówkę, która właśnie czekała:
-Laura idziesz?- zawołali mnie chłopaki
-Jeszcze chwilka- odpowiedziałam
-Co ty tam jeszcze robisz?- spytali
-Wole jeszcze raz upewnić się, że nic nie wybuchnie kiedy odjedziemy- uśmichnęłam się
-Nie miałaś się martwić, wszystko jest jak należy- powiedziało Mario i kazał mi już iść.
-Skoro tak mówisz...- zamyśliłam się- Jak nam rozsadzi dom będzie na ciebie- zaśmiał się
-Jassssnee i może frytki do tego?- śmiał się ze mnie
-Nie śmiej sie deklu- powiedziałam
-Jak ty mnie nazwałaś?- zaczał mnie gonić po całym domu, aż udało mu się mnie złapać
-Postaw mnie- piszczałam- AAaaaaaaaa
-To przeproś- zaśmiał się
-Przepraszam- postawił mnie- Deklu :D
-Zaraz się obraże- udał smutnego, ale zaraz zaczął się śmiać
-Serio Goetze? Serio?-
-Mario! Laura! Długo?!- niecierpliwili się chłopacy
-Upsssss.. - powiedziałam do Mario- Idziemy!- wydarałam się do chłopaków
-Tak tak Laura. Weź głośniej bo ja nie słysze- powiedział i złapał się za ucho- Ałłłł...


*2Godziny później-  Mario*
Jesteśmy już na odprawie, która właściwie to się już kończy. Zaraz wsiądziemy i będziemy lecieć już tam, tam gdzie ma być tylko dobrze. Innej wersji nie przyjmuje;
-Maio idziemyyy- powiedziała Laura
Weszliśmy do wielkiego samolotu i zajęliśmy miejsca. Oczywiście siedziałem z Laurą.
Był to 2czas zimowy bardziej, więc było juz stosunkowo ciemno. Tak, że aż spać mi się chciało. Za oknem piękny widok- chmury xD Tak ciemno i tak sennie że chyba zaraz zasnę. Ale nie chcę nic przegapić bo Laura mnie zabije. Nie chciałem jej pomocy kazałem jej odpocząć nie chcę niczego zaawalić, bo ostatnio to jedyna rzecz która wychodzi mi doskonale wręcz....
Zauważyłęm że Laura położyła się na moim ramieniu. Chyba spała. Nie chciało mi się spać, kiedy patrzyłem na jej twarz, taka piękna, promienna. Taka jaką zawsze lubiłem. Cieszę sie , że do mnie wróciła, ale bardzo się boje o jej psychik bo tym jak straciła dziecko niby wszysto jest okey i nic straconego ,żeby w przyszłości myśleć o kolejnym, ale mam nadzieję , że nie zrazi się tym że jedno już straciła. Tak bardzo się o nią boję, przytuliłem jej głowę do mojej i ucałowałem ją w czubek głowy. A Potem niewiem kiedy głowa mi poleciała i chyba zasnąłem...

*2Godziny później*
Stewardessa zaczęła pokolei wybudzać wszystkich pasarzerów , bo lądowaliśmy. Ja jednak obudziłam się nieco wcześniej, gdy poczułam dziwny ścisk w gardle kiedy samolot zaczął wirować a naastępnie osadzać się na ziemię. :
-Mario- puknełam go delikatnie w ramię- lądujemy
-Ooo już?- spytał
-Tak, trzeba obudzić chłopaków- powiedziałam i tym się zajęłam
Po kilku próbach znudziło mi sie i Mario chciał ich obudzić. Jednak wpadłam na pomysł:
-Real wygrał ligę mistrzów!- krzyknęłam
-Jak?
-Gdzie?
-Kiedy?
-Co?
-Aaa samolot. Laura!!- krzykneli kiedy zoriętowali się co się dzieje
-hahahahhah- nie mogłam z nich
-Dobra ogarnijta się wieśnioki, bo zaraz wysiadamy- zaśmiałam się
-Właściwie to juz wysiadamy- dopowiedział Mario i podnieśliśmy się z miejsc
Odebralismy swoje walizki i rozdzieliliśmy się. Ja z Mario szukaliśmy swojego domku a Mario M i Lahm do siebie.:
-To gdzie właściwie będziemy mieszkać?- spytałam
-Nie gorączkuj się już nie daleko- powiedział- Zamknij oczy
Zamknęłam oczy a Mario prowadził mnie, szłam jakimś dziwnym podłożem nie podobnym do drogi....

--------------------------------------------
No ten tego... Jest ;) Nie wiem jak będzie dalej z dodawaniem przeze mnie rozdziałów na tym blogu, wiecie koniec semestru a ja zawaliłam go trochę i ile się da będę poprawiać, jednak postaram się dla wam znaleźć czas. Pamiętajcie  moją zasade dodawania rozdziałów: Są komentarze , jest nn ;) Pozdro :*

wtorek, 7 stycznia 2014

45- Rana rozdarta 2 razy. Boli 2 razy mocniej...

*Laura*
-Cześć córeczko- przytuliła mnie mama
-Hej mamo, cześć tato- dałam im po buziaku i przytuliłam siostrę
-Kiedy powiedziałaś o ciąży , postanowiłam że przyjedziemy, moze jakoś pomożemy- powiedziała mama
Po moim policzku spłynęła łza. To czego najbardziej się obawiałam. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale wiedziałam że nie dobrze jest dusić ból w sobie. Nie chciałam też mówić przy siostrze. Mogła by czegoś nie rozumieć, pytała by, zozdzierając ranę w moim sercu jeszcze bardziej
-Co się stało, czemu płaczesz?- zagadnęła siostra
-Nic nie ważne- usiadłam na kanapie
-Mów co się dzieje, jesteśmy od tego przeciez żeby pomóc- powiedział tata
-Chodzi tylko o to że rana jest świeża i bardzo boli, kiedy się o tym mówi- włączył się Mario
- Im szybciej to z ciebie wyrzucisz tym lżej ci będzie na sercu- stwierdził tato, w sumie to chyba miał rację- Ale jak nie chcesz to nie mów
-Dobrze, bo chodzi o to... o to że ...- nie mogłam tego wyrzucić- że straciłam dzieecko- znowu do moich oczu zaczęły napływać łzy
-Oj, ale jak to?- prytuliła mnie mama- Coś nie tak robiłaś w czasie ciązy czy co?- spytała
-Hubert, Hubert Jasiński- powiedziałam z pogardą i rozpłakałam się
-O dziecko moje- mama przytuliła mnie- Odpocznij teraz, wyglądasz jakbyś spała 3 godziny-
-A spała 2 - powiedział Mario a reszta zaśmiała się
Potem przygotowałam posiłek i razem z rodzicami rozmawialiśmy. Mario poznał moją rodzinę i trochę się o niej dowiedział, potem on opowiedział o sobie i swojej rodzinie. Rodzice opowiadali mi, że ziomki z Liceum się o mnie dopytują. Zrobiło mi się strasznie miło, że ktoś jedna jeszcze o mnie pamięta. Mama liczy , że my z Mario też wkrotce odwiedzimy ich w Polsce. Ale nie wiem jednak jak to będzie, niby przez ciążę zrobiłam sobie przerwę od trenningów. Wogóle ostatni raz chyba miesiąc temu zjawiłam się na zgrupowaniu. Muszę jak najszybciej się tam stawic , bo w przeciwnym razie, o ile nie już mnie wywalą z tamtąd. Zaniedbałam pracę i to bardzo. Te wszystkie problemy poczęły mnie przytłaczać,  było mi tak ciężko, że w sumie zapomniałam co może mi pomóc. Od zawsze kiedy pamiętam, jak tylko ktoś mnie zdenerwował, pokłuciłam się z kimś, nie poszło mi w szkole brałam piłkę i kopałam, tak mnie to uspokajało jak żadne ciepłe słowa. Najlepiej było samemu, wtedy miałam tyle czasu żeby przemyśleć, dlaczego wogóle jestem zla, i najważniejsze- czy warto. Zapomniałam o tym, może byłoby mi łatwiej z tym ciężarem. W Madrycie trochę grałam, ale to nie jest to samo. Pamiętam jeszcze co obiecałam dziewczynom. Nie dotrzymałam obietnicy :( Takim jestem kapitanem wspaniałej drużyny, pewnie wszystkich zawiodłam. Zbliżał się sezon na Ligę Mistrzów, a Bayern dostał się pierwszy raz, obiecałam że damy z siebie wszystko, aby nei zaprzepaścić szansy jaką od losu dostałyśmy. Że ucieszymy kibiców, że nie odpadniemy z turnieju i będziemy jak najdzielniej walczyć do samego końca.
Przez dłuższą chwilę byłam nieobecna, ale przemyślałam jak głupi błąd popełniłam. Szybko wstałam z kanapy przeprosiłam i wyszłam na chwilę. Wpadłam do pokoju i wybrałam numer do trenera.:
-O! Laura, jak miło cię słyszeć!- powiedział trener
-Tak, dzień dobry.- przywitałam go- Ja do trenera dzwonie w sprawie klubu
-A co konkretniej?- spytał- Tyle ci powiem, że smutno bez Ciebie i jesteśmy myśli, że jak najszybciej do nas wrócisz.- powiedział bardzo uprzejmie, tak, że aż mnie to lekko zdziwiło.
-Czyli że trener nie jest na mnie zły?- spytałam- Ostatnio miałam dużo problemów, jeszcze byłam w ciąży i zastanawiałam się nad zerwaniem treningów- powiedziałam starając się opanować emocje
-Ale Laura, skoro jesteś w ciąży to kuruj się i odpowczywaj, damy radę- mówił- Wiem, ze jesteś solidna firma, i nie opuszczasz treningów  bez powodów, także spokojnie.
-Nie właśnie nie chodzi o to. Bo nie jestem już w ciąży, to kolejny problem właśnie, ale nie chcę się stoczyć i zamierzam grać, być może szybciej odejdą złe wspomnienia i zacznę funkcjonować normalnie. Mogę do was... wrócić?- spytałam niepewnie
-Jeszcze pytasz? Oczywiście, że możesz. Zgrupowanie dziś i następne za dwa dni.
-Och! dziekuję- powiedziałam- obiecuję, że się stawię. Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia- pożegnaąłm się
-Do widzenia-

*Mario*
Laura zostawiął mnie ze swoimi rodzicami, chciałem zrobić na nich dobre wrazenie, chciałem żeby uznali mnie za dobrego partnera dla swojej córki. Państwo Laskowscy to bardzo mili, życzliwi i otwarci ludzie. Bardzo miło mi się z nimi rozmawiało.
Niebawem dołaczyła do nas Laura a za jakąś godzinkę jej rodzice odjechali. Powiedzieli że liczyli nam pomóc, ale z takiego obrotu sprawy raczej będą przeszkadzać.
Laura wyszła na trening, zastanawiałem się co ją tak nagle wzięło. Ale poetm stwierdziłem że skoro to ma jej pomóc i z tym czuje sie lepiej, to pewnie. Niech idzie. Ja mam trening jutro i przygotowania do CL. Dziewczyny również grają, ale nie są faworytami. Pierwszy sezon dostały się do Ligi mistrzów, moja  dziewczyna zawsze mi opowieda jak bardzo chce dać z siebie ile moze i jeszcze ponad swoje siły. Bardzo ja za to doceniam, ale wiem, że pewnie długo tak nie da rady. Bedzie się przemęczać i wogóle. Ale w sumie to jest kapitanem i chce zrobić co w swojej mocy, aby dać dobry przykład. A zawsze mówiła jak pozytywnie sport ją nastawiał. Dobrze że znalazła jakąś pasje. Jeśli nie ja przede wszystkim, albo Mandzu i Lahm, to chociaż piłka wyciagnie ją z dołka.

*Laura*
Jestem sobie na treningu, bardzo mnie cieszy ten fakt. Wszystko jest jak dawniej, oprócz Leny. Nie ma jej. Ale za to niedługo wraca jak to dziewczyny powiedziały 'niejaka' Muller Sara. Skojarzyłam. To mój debil <3  Jak miło,że będziemy grały w jednej drużynie. Niemki w sumie grały dobrze, więc sądzę że Mullerowa szybko wpasuje się w Bayern. Dzisiaj trening , jutro wyjątkowo też. A w sobotę mecz, w CL właśnie. Bedziemy walczyć jak nas uczy nasz trener.
Z takim przesłaniem wróciłam do domu. Nie poddawaj się NIGDY...!


-------------------------------------------------
Flaki z olejem :/

Miałam nie dodać no ale. Specjalnie na prośbę Alicji Geller ;3 Za do że nie dawała mi żyć na wf-ie i męczyła żebym jednak dodała . Pozdro ;* Liczę na więcej komentarzy niż pod ostatnim ;)

sobota, 4 stycznia 2014

44- Nie przespane noce, zapłakane dni...

Powiedzmy , ze w mierę się wyspałam. Myślac, ze już ranek wstałąm i odsłoniłam jedną z rolet. No tak! Ciemna głucha noc. A ja sama w nią wpatruję się. Wcale się nie wyspałam ale nie miałam siły iść dokończyć snu. Posiedziałam chwilę w oknie, starajac się nie myśleć o niczym. Nie chciałam swoim płaczem obudzić Mario, kt óry pewnie już smacznie sobie spał. Jednak nie wytrzymałam, zesząłm do kuchni, i płakałam pijąc kawę. Właściwie to nie piłam kawy, a sowje łzy, w niej topione. Wiedziałam, ze nie mogę tak żyć. Że muszę się ogarnąć, przesatć myśleć o tym co się stało, a zając się tym co mnie może ominąć , kiedy będę ubolewała nad momi problemami. Było mi tak źle podle, ale wiedziałąm już że co się stało to już się nie odstanie. Że czasu nie cofnę, także wiedziałam. Moje rozmyślania przerwało schodzenie ze schodów. PO chwili zobaczyąłm w nich Mario:
-Hej, co tu robisz?- pocałował mnie
-Nie mogę spać. - odpowiedziałam cicho
-A może poprostu nie chcesz?- spytał
-Może...- zamyśliłam się
-Wypiję kawę i cos pomyślimy- powiedział i zajął sie swoją kawą- Nie myśl o tym, kiedyś przyjdzie czas na nasze szczęście, może nie teraz, nie dziś , nie jutro, ale kiedyś napewno. Przyjdzie, ale to zależy od nas, czy się wcześniej nie poddamy.- przytulił mnie
-Nie mogę tak  żyć. W ciągłym bólu cierpieniu, w oczekiwaniu na coś co się nigdy nie stanie. Czasem myślę, że dzień mojej śmoerci byłby najszczęśliwszym dniem. -rozpłakałam się. Poszliśmy do salonu
-Nie mów tak.- Mario pogłaskał mnie po skroni- Kochanie posłuchaj mnie. Umrzesz jako staruszka będziesz miała jeszcze gromadkę dzieci, które dadzą ci szczęście. Umrzesz w ciepłym łóżku, ale nie tu i napewo nie teraz. Nie myśl w  ten sposób, jesli się teraz poddasz, nigdy nie doświadczysz szczęścia. A ono przyjdzie, tylko musimy je odkryć...
Mario mówił to tak bardzo czule, tak cicho, a ja przyglądałam się jego twarzy, chcąc ja ujrzeć ale w ciemności bylo mi bardzo ciężko. Wtedy znowu przypomniał mi się mój sen: Nie wolno ci się poddać, to najprostrza pokusa ,do zrobienia najgłupszej rzeczy której potem będziesz żałowała:
-Obiecaj mi teraz, że sie nie podddasz. - milczałam- Obiecaj mi to, nie poddawaj się nigdy. Walcz jak lew. Wiem na ile Cię stać, tylko nie poddawaj się. Obiecaj mi to Laura- wypowiedział te słowa po raz kolejny
-Obiecuje- pwoiedziałam cichym, ledwie słyszalnym zachrypniętym głosem.
Mario położył się na kanapie , a ja ułozyłam się na nim, Głowę trzymałam na jego torsie, przechyloną w bok. Położył rękę na moich plecach. Leżałam tak leżałam... aż w końcu zasnęłam ostatni raz zerknęłam na zegarek o 5 nad ranem, także nie sądzę, abym się wyspała.

*Laura*
Godzina 7.00 nie mogę spać. Oczywiście. Wstałam z Mario i poszłam na górę, w celu przyszykowania jakiś ogarniętych ubrań a potem poszłam pod prysznic. Wykąpałam się, ciągle nie wyspana ubrałam i schodząc ze schodów mało co bym spadła z nich. Oczy mam tak zamazane, ledwo co wudze przez to ziewanie. Ale szczerze mówiąc, Jaki to normalny człowiek wyśpi się przez 2 godziny? No właśnie. Kiedy dowlekłam się do kuchni, zaparzyłam sobie kawy i poszłam spowrotem do sypialni na górze. Za chwile Mario przyszedł sprawdzić co u mnie, pogadaliśmy chwilę  i poszedł oglądać TV. Nie chciało mu się nigdzie wychodzić. Nie zmuszałam go na treningi, bo sama nie mam już siły a wiem też co on czuje. Bardzo się w to wszystko angarzuje, i bardzo doceniam jego obecność. Popłakałam sobie przez chwilę i właściwie delikatny makijarz zdał się na nic, gdzyż cały zmył się kiedy płakałam. Ale nie miałam sił nakładać nowego.

*Mario*
Siedziałem w salonie przed TV i oglądałem niemieckie programy. Ale i tak nie skupiałem się na filmach w nim lecących, ale na tym co się ostatnimi dniami dzieje. Laurze jest bardzo ciężko, jest bardzo słaba, bardzo źle wygląda, wogóle nie śpi. Kiedy dzisiaj rozmawialiśmy spała około 2 godziny. Ale co to jest na 18 letnią kobietę? Przecież ona cały czas się rozwija, ja jestem już trochę starszy i troche mniej już się rozwijam ale ona napewno musi jeść, żeby móc normalnie funkcjonować. Myślę, że jak dojdzie do siebie, to gdzieś ją zawiozę, tak żebyśmy obaj mogli się odstresować.
W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Szczerze mówiąc ostatnio boję się już otwierać drzwi, w przerażeniu kto może za nimi stać??? Zobaczyłem dwoje dorosłych ludzi, kobietę i mężczyznę z nastoletnią, około 17-letnią dziewczyną z Polską urodą. Coś miała chyba z Laury:
-Przepraszamy chyba pomyłka- powiedziała ta pani
-A kogo takiego państwo szukacie?- spytałem , aby pomóc nieznajomym
-Laura Laskowska, nie wie pan gdzie mieszka?- zapytał mężczyzna
-Państwo są jej rodzicami? - upewniłem się- Widać podobiznę.- Powiedziałem na co oni się zaśmiali- Zapraszam
-Dziękujemy.
-Zaraz zawołam Laurę.- powiedziałem i poszedłem po swoją dziewczynę


*Laura*
Mario przyszedł do mnie z wiadomością , że mamy gości. Byłam trochę zaniepokojona, nie chciałam żeby nikt zobaczył mnie w tym  stanie. Postanowiłam poprawić trochę swój wygląd założyłam jakieś lepsze ubrania i upięłam włosy w kucyk. Przed wyjściem z sypialni zajrzałam jeszcze w lustro, z nadzieję , że nie przestraszą się ci 'goście' na mój widok.
Nie pewnie zeszłam po schodach:
-O nieee- pomyślałam.
Nie miałąm ochoty na rozmowę, a szczególnie teraz , a szczególnie z nimi. Moimi rodzicami. Zbyt dobrze mnie znają , zebym nie dała po sobie poznać, że nic się nie stało.
Zawsze kiedy miaąłm jakiś problem, o którym wiedziałam tylko ja, ewentualnie przyjaciółka... Tsaa Lena... właściwie, i nie chciałam o tym gadać tak zagadneli że nie wiem kiedy im się wysypałam. Nie chciałam tego zrobic tym razem, jestem w totalniej rozsypce, jest mi ciężko. Świeza trauma inaczej rzecz biorąc. Byłoby mi ciężko i jeszcze te kazania. Niby wiem że chcą mi to wytłumaczyć to wszystko, ale teraz moim zdaniem nie chcę wracać do tematu....

----------------------------------------------------
heejj :)

środa, 1 stycznia 2014

43- Spandzbobowe gacie :D

*Znalazłam się na nagle kanapie w sypialni. Nade mną stał koleś w białym fartuchu. Z trudem próbowałąm otworzyć oczy. Przypomniało mi sie wszystkie te słowa które słyszałam wcześniej i doszłam do wniosku , że to był sen. Ale ja zawsze wierzyłam że sny uczą, albo może nie tyle uczom co dają przesłanie, na lepsze życie. Powoli wybudziłam się ze snu, otworzyłam delikatnie oczy, przez siłę. Przysłuchałam się rozmowie:
-Co da się zrobić doktorze?- mówił zdenerwowany
-Nic się nie da. Straciła dziecko, nie uratujemy go.- wpadłam w histerie
-Co jak??? Straciłam dziecko, jakim cudem ?!- wstałam już mnie nie obchodziło co mnie boli , krzyczałam na lekarza
-Kochanie usiądź, już nic nie zrobimy- Mario usiadł koło mnie i dał mi się wypłakać
Lekarz poszedł a ja i Mario byliśmy w totalnej rozsypce. Nie mogłam w to uwierzyć, jak przypomniało mi się kto ostatnio wdał się w bójkę i kopał mnie między innnymi po brzuchu. O Hubercie nie mowiłam a myślałam z całkowita pogardą. Ten człowiek jest pschopatą. NIe potrafi zrozumieć szczęścia innych i jeszcze je psuje. Byłam taka wkurzona a zarazem rozklejona:
-Mario dlaeczego? Daleczgo znowu?- płakałam gorzko
-Nie wiem, ja obiecuje zabije Huberta jeszcze dzisiaj- on też płakał
Przytlił mnie. Siedzieliśmy tak w objęciach około godziny. Dzwoniły do nas telefony ale nie to było teraz ważne. Dziecko. Dziecko które nosiłam pod sercem, które tyle ze mną przeszło: Rozstanie, wyjazd, powrót chwila szczęścia, wszystko wszystko legło w gruzach. Nie ma dziecka, było za mało silne aby przetrwać. Było we mnie tylko 4 tygodnie, ale to były chyba najdluższe 4 tygodnie w moim życiu. Nie mogłam uwierzyć, że nie ma już dziecka.Myślałam, że kiedy,ś przyjdzie czas na nasze szczęście. Ale życie jest bardzo obewrotne. Nasze błędy powracają często z podwójną siłą. Docierało to do mnie, to co się stało. Ale nie mogłam przestać ronić łez. Nie odzywałam się do Mario ani on do mnie. Głucha cisza i ciche szlochanie jedynymi odgłosami wyrażającymi smutek, żal, ból, cierpienie i tą cholerną rozpacz, po stracie tak ważnej cząstki zarówno mnie jak i Mario. Cząstki która na nowo złączyła nasze serca więzem miłości, cząstki dzięki której nadal jesteśmy razem. Cząstki dla której zmieniliśmy wszystko, a przede wszystkim nasze wnętrza, nasze ciała, nasze... dusze.
     Nagle w domu rozległ się huk, na górę wbiegli nasi przyjaciele. Szczerze mówiąc  byłam bardzo przerażona rozwojem tyh wydarzeń. Teraz pewnie jeszcze długo będzie na mnie ciążyło to prześladowanie, ten wewnętrzny smutek i ta podświadomość że jest tu na tej Ziemi , tak blisko mnie,
ktoś gotowy mnie nawet zabić:
-Co sie dzieje!!?- powiedział poddenerwowany Mandzukić, ale kiedy nas zobaczył zciszył ton mówienia
-Co się stało- spytał łagodnie Philip
-Ja... ja ....- zaczęłam- .. Starciłam dziecko- ponowienie gorzko zapłakałam
-Co?!- krzyknęli równo
-Ale jak? Kto? Co? Gdzie? Kiedy?- zadawał pytania jedno po drugim Lahm
-Zostałam kopnięta w brzuch....- przerwałam
-Przez?- powtórzył Mandzu
-Jesteście aż tak tępi, czy chcecie abyb mój ból uderzał 2x mocniej?- stałam sie nie miła- Przepraszam, nie mogę się z tym pogodzić, to ... Hubert- zakończyłam
-Ja zabije tego drania!- do rozmowy wkroczył czule obejmujący mnie Mario
-Nie , ty daj sobie spokój- upomniał mnie Lahm
-Niby czemu?- zakpił Mario- suherujesz, ze sobie nie poradzę?- spytał
-Sugeruję, że masz Laurę, której nie wolno ci zostawić,. rozumiesz?- podreślił Mandzukić
-Słuchaj, napewno cię złapią i znajdą, a wtedy pójdziesz siedzieć- tłumaczył Lahm
-Mario, zostań- powiedziałam bardzo cicho, tak, że ledwie było mnie słychać
Potem zeszliśmy na dół, postanowiliśmy coś zjeść, jako że było już późno, Mario Mandzukić z Lahmem przygotowali kolacje. Po 1O minutach zasiedliśm do posiłku, jednak nie miałam sił ani ochoty na jedzenie. Było mi głupio, że chłopacy na trudzili się a ja nie jem :
-Przepraszam ale ja nie będę jadła.- powiedziałam
-Nie no jak nie chcesz, to nie będę zmuszał- odpowiedział- Ale jak by co, niczego nie dosypałem- zaśmialiśmy się
-W to nie wątpie- powiedziałam- pójdę się położyć do salonu
-Poczekaj, chcesz kawę?- spytał Mandzukić
-O, Poprosze- przytuliłam piłkarza i poszłam się położyć
Byłam bardzo zmęczona wydarzeniami z dzisiejszego dnia. Ponadto wyglądałam gorzej niż upiór. Blada jak ściana twarz, wory pod oczami, ziewałam i miałam na sobie dresy. W takim stanie chyba jeszcze nikt mnie sobie nie wyobrażał. Czułam się tak podle jak nigdy. Zostałam poniżona. Najważniesza cząstka mnie, odeszła. Czuje pustkę, nie wiem co bym zrobiła gdyby nie Mario. Przywiązałam się do tego dziecka, i do Mario też bardzo, jeśli straciłabym  również jego, nie poradziłąbym sobie z życiem. Mam jeszcze przyjaciół, którzy zajmuja następna cząstkę mojego serca i wypełniają moje myśli im też bardzo dużo zawdzięczam. To oni są zawsze wtedy i tam gdzie powinni być. O każdej porze są tutaj, a nawet kiedy ni odberam telefonu myślą , że coś się dzieje i spieszą z pomocą. Za to właśnie ich kocham.
Właśnie w tym momencie Mandzu przyniósł mi kawę, a za kilka minut chłopaki odeszli od stołu, Goetze wszedł do salonu, a ja zwlekłam się z kanapy, w celu sprzątnięcia po kolacji, ale w kuchni zastałam wkładającego do zlewu naczynia Lahma i zmywającego Mandzukicia. Kiedy zabrałam mu gąbke, on nie chciał mi pozwolić na zmywanie  i wyrwał mi ją. Kazał mi iść się położyć i wtedy zaczęliśmy się szarpac ... o gąbkę (xD). Lahm  w celu przerwania 'walki' wziął płyn i latał z nim po całym domu oblewając kogo napotkał na drodze xd:
-Strażak Sam nadchodzi- wydzierał się
-Nie taki sam, za tobą Gotze idzie- powiedziałam na co reszta parsknęła śmiechem
-spandzbob kanciastoporty, spandzbob kanciastoporty - zaśpiewał Lahm
-Wiesz, nie było mnie miesiąc, a ty nic się nie zmieniłeś- zaśmiałam się i zabrałam za mycie naczyń, kiedy to wygrałam walkę o gąbkę.
-Ej no.. Oddaj spandzbobaaaa- zawył Mandzu
-Jak straciłam przytomność to miałam taki dziwny sen o niepoddawaniu się więc spandzbob jest mój- wykorzystałam pewne fakty i stworzyłam z nich niezłą historię.
Za chwilę przyleciał Philip z gaciami na głowie:
-Ejjjj, to moje!!!- zawył Goetze
-Spandzbobowe gacie, spandzbobowe gacie- latał po domu Lahm
-Wielkie dzięki Philip- 'fochnął' się Gotze
-Dobra zabieraj te gacie, ale na urodziny chce takie, my sie zmywamy narka- powiedzieli
-Ej chwila- krzyknał zwijajacy się ze śmiechu Mario
-Coo?- powiedział Mandzu i spojrzał na Lahma
-Gdzie ty sie z tymi gaciami wybierasz?!- wybuchneliśmy a Lahm się trochę speszył

---------------------------------------
Z powodu mojego dobrego humorka i 3 komentarzy zapodaje wam dzisiaj rozdziała :) A jak już mam głos (xD) to chce Wam życzyć aby ten rok był jak najwaspanialszy, napewno lepszy od poprzedniego, żeby wszystkie kłopoty rozwiązały się pozytywnie dla was , tym co piszą duuuużo weny i ogólnie NAJLEPSZEGO 2014-ego :))))


Chyba coś jaśniej z tą wstawką ? Jeśli nie to nie najlepiej umiem tłumaczyć  xd :P

poniedziałek, 30 grudnia 2013

42- Jak to jest, w jednej sekundzie stracić szczęście? ~

Zobaczyłam jego. Jego, któtego tak znienawidziłam. Jego Huberta! Z wielkim uśmiechem na twarzy wszedł do mojego mieszkania, ja nawet nie zdążyłam nic powiedzieć. Zamknęłam tylko drzwi i poszłam do salonu gdzie on się 'rozgościł'. Usiadłam na kanapie i rozmawialiśmy:
-Co cię do mnie sprowadza?- spytałam , jednak nei byłam zadowolona, a bardziej to chyba zdenerwowana i zaciekawiona, co tym razem wymyśla
-Przyszedłem pogadac i chyba powinienem cię przeprosić- zatkało mnie
-Teraz ?? Po 10 latach, jak mnie denerwujesz, nie dajesz chwili wytchniena, chodzisz za mną jak mały dzieciak i zachowujesz się jak upośledzony nie dając mi przestrzeni teraz ci się nagle przypomina że żal ci się mnie zrobiło??- podniosłam ton. Przypomniało mi się, że chlopacy potrafią tylko bardzo ładnie gadać, a często w rzeczywistości jest jak jest
-Słuchaj ja nie mam zmiaru się znowu kłócić, ale skoro t tego właśnie pragniesz?- powiedział
-Chcę tylko wiedzieć co ty kombinujesz. nie ufam ci zawsze tak było- odpowiedziałam nieco spokojniej
-Czy to, że tu przyszedłem może znaczyć, że zaraz coś kombinuję??- zapytał a w tym momencie roległ się dzwonek do drzwi.- Kto to?- zapytał znowu
-Pewnie Mario , miał chwilę dłużej zostać na spotkaniu- powiedziałam i pełna nadzieji poszłam otworzyć.
NIe doszłam do drzwi Hubert złapał mnie za rękę i pociągnął:
-I ty serio myślałas , ze dam ci spokój?- zrobił sie nie miły
-Nie myślałm i nie myśle- kopałam go próbowałam się wyswobodzić
Potem wszystkop działo się już w bardzo szybkim tempie. Poczułam silne bóle brzucha. Hubert mnie bił, kopał po brzuchu. Nie wiem co się działo. Pewnie dowiedział się, że jestem w ciązy i chce mi wszytko zepsuć. PO chwili Mario wszedł do domu:
-Mario! -Krzyknęłam
-Zamknij się su*o!- krzyknął Hubert i nie przestawał mnie bić
Słabłam coraz bardziej Mario wyrzucił Huberta za drzwi. Tak to wszystko co pamiętam.

*Obudziłam się na pięknej polanie, czułam się wolna. Nie było tu nikogo kto mówgłby zagrozić mojemy szczęściu. Żadnej istoty żywej. Było pięknie. Nagle zza krzaka wyszedł jakis koleś. Nie wiedziałam kto to, ale był jakos dziwnie ubrany. Przypominal mi boga starożytnego. Miał na sobie długą szatę, i włosy sięgające ramion:
-Witam w raju- usłyszałam głos staruszka
-Dzień dobry , gdzie ja wogóle się znajduję? Co to za miejscówa?- spytałam
-To jest raj. Ale wystarczty zły ruch i odpadasz. Trzymaj się na baczności młoda damo- odpowiedział -Mam coś tu dla ciebie. -Miał dwa owoce, schowane za oplecami.
Kazał mi wylosować, jednego z nich. Wylosowałam jabłko ... przejżałe. :
-O co chodzi?- zapytałam
-Jeden zły ruch i odpadasz...- przytoczył swoje wcześniejesze słowa
-Ale ... jak to? Co to ma znaczyć?- zaśmiał się i zniknął.
 Zostałam sama na tej polanie. Już nie była taka piękna jak wtedy kiedy ją tu owiedziłam. Wzymał się wiatr i rozpętywała burza. Było ciemno chłodno do tego padał deszcz, właściwie to była ulewa. Biegłam przed siebie nie wiedziałam do kąd. Poruszałam się coraz szybciej, wiem w burze nie powinnam biec, ale straciłam głowe, nie wiedziałam co robić, więc uciekałam przed tornadem. Znowu pojawił mi się przed oczami ten sam facet. Byłam już nieźle przemoknięta, ale zatrzymałam się:
-Czego pan ode mnie chce?-  zapytałam licząc że sprecyzuje swoją odpowiedź
-Zły los należy przyjąć na klate, a nie przed nim uciekać.- znowu nie za bardzo zrozumiałam jego przestrogi
-Dlaczego nie wyjaśni mi pan poprostu o co chodzi?- zdenerwowałam się
-Daj sobie pomóc, walcz, bądź silna jeśli chcesz coś osiągnąć. Uśmiechaj się, nawet kiedy jest ciężko, pokarz swoim wrogom swoja siłę. Bo dla nich największą przegraną jest twoje zwycięstwo- odpowiedział
Kiedy zdązyłam się obejrzeć staruszek znowu zniknął. Szłam w przód coraz szybciej. Nie przerazałam się już burzy. "Bo dla wrogów , największą przegraną jest twoje zwycięstwo"  . Moje zwycięstwo.
-Moje zwycięstwo, moje zwycięstwo, moje zwycięstwo- powtarzałam sobie- tak! to jest to
Biegłam w przód ile sił z wielkim usmiechem na twarzy. Wiatr wiał prosto we mnie, ale biegłam się Nie poddawaj się!! -
-Dam radę, jestem silna, nie stchórzę!- powtarzałm sobie.
Nagle upadłam. Brakowało sił kiedy próbowałam wstawać. Ale nie poddawałam się. Wstwałam i biegłam dalej. Lepszy jeden krok w przód niż stanie w miejscu!
-Nie dam im satysfakcji- powiedziałam- Nie dam!- krzyknęłam - Nie!- wydarłam się
-I kolejny raz, kieddy popełniasz ten bład- znajoma postać pojawiła sie w moim zasięgu
-Słucham?- zrobiłam dziwną minę
-Dlaczego nie żyjesz dla siebie tylko dla innych?- spytał satrzec
-Ma pan rację- Przetrwam dla siebie. Udowodnie sobie, że mogę żyć inaczej nie kryć się pod maską słabej wiele razy raninej osoby. Udodnie sobie ,ze jestem inna , ze potrafię walczyć. Najtrudniej jest podjąć walkę. Ale podejmę ją!- powiedziam
-Niech moc będzie z tobą- uśmiechnął sie starzec
Ja też wymusiłam szeroki szczery uśmich, jakiego wiele razy na mojej twarzy brakowało. Cała w błocie i przemoknięta usiadłam na pobliskim kamieniu. Jednak nie siedziałam na nim dłużej. Postanowiłam PODJĄĆ WALKĘ! Szłam przed siebie, czekając jakby an coś co miało mnie spotkać na końcu tej drogi. Jak człowiek, rodzi się aby umrzeć a potem zmartwychwstać.
Po jakimś czasie byłam wycieńczona i przemoknięta do suchej nitki. Płożyłam się na ziemi kiedy poczułam ukucie w sercu i znajomy głos do mnie skierowany...


----------------------------------
Nie zdziwię sie, jeżeli nie wiecie o co chodzi w tej wstawce. Mam jednak nadzieję, że następny rozdział wszytko wyjaśni i "Oświeci" Was :* xD Buziakii :P

sobota, 28 grudnia 2013

41- Oh, if the sky comes falling down, for you... ~

*Mario*
Z samego rana wyszedłem po zakupy. Mojej dziewczynie zostawiłem kartkę na stole i szybko kupiłem to co potzrba. Mam dzisiaj trening, a że jest sobota to garmy mecz. Mam nadzieję, że Laura zgodzi się pójść ze mną. Co prawda nie wiem nawet czy w nim wystąpie, jestem powołany jako rezerwowy. W sumie to cieszę się , że aż tyle, bo ostatnio udało mi sie zawalić wszystko co było możliwe do zawalenia... Mam nadzieję, że odbuduję zaufanie u trenera i nadal będzie wszystko jak po staremu. Wogóle to myślę, że najwyższy czas aby wszystko zaczęło się układać. Ostatnio cały czas pod wiatr najpierw problemy z Hubertem , potem z Isabel , dalej Laura wyjeżdża, ja zaniedbuje wszystko... Ehhhh... musi kiedyś być w końcu dobrze. A mogloby być teraz.
Doszedłem do sklepu wziąłem potrzebne do śniadania rzeczy i wróciłem do domu. Laura już nie spała, tylko krzątała się w kuchni:
-Wóciłeś już?- spytała
-Jak widać- pocałowałem ją
-Daj zakupy i idź się przebrać a ja uszykuję śniadanie- powiedziała
-Już się robi- poszedłem na górę i przebrałem się

*Laura*
Przygotowałam śniadanie i czekałam aż Mario zejdzie na dół. Kiedy już sie pojawił zaczęliśmy konsumować posiłek przeze mnie przygotowany:
-Jaki plany na dziś?- spytał Mario
-Myślałam, że przedę się na zakupy, ale nie wiem jeszcze- powiedziałam
-A wiesz , że dzisiaj garmy?- podeszłam do kalendarza
-Ejj faktycznie. - odpowiedziałam - Czyli że nici  z zakupów?- posmutniałam
-Nie nici, idź jak chcesz przecież na siłe cię tam nie wezmę.-zasugerował
-O 15.30 gracie?- spytałam
-Tak, jeszcze za 30minut mam trening-
-No to idź może na ten trening a  ja w tym czasie na zakupy, a potem pójdę z tobą co? - wymyśliłam
-Okey, to ja idę - ucałował mnie
-Dobra pa- powiedziałam
Posprzątałam szybko po posiłku, potem przebrałam się i pojechałam do galeri.  Zaparkowałam auto Mario i weszłam do budynku. Najpierw kupiłam sobie kozaki na zimę, jest już prawie grudzień i strasznie zimno. Postanowiłam się w całości obkupić na zimę. Kupiłam jeszcze rękawiczki i szalik. Potem weszłam jeszcze do spożywczej części sklepu i  kupiłam produkty do przygotowania obiadu.  Wychodząc ze sklepu zauważyłam znowu tego durnia. Teraz już byłam pewna, że on mnie też zauważył. Podszedł do mnie:
-Hej Laura- powiedział niezwykle mile
-Co ty znowu odwalasz?- spytałam sarkastycznie
-Nie mogę być miły? Zaraz święta, postanowiłem się zmienić- powiedział usmiechnięty
-Taa jasne- odpowiedziałam- Chcesz zrobić jeszcze jeden dobry uczynek ?- spytałam
-Pewnie, dla ciebie zawsze-
-Nie podlizuj sie !- upomniałam go- Zejdź mi z oczu-
-A gdzie ten uczynek?- posmutniał-
-Zejdź mi z oczu- powtórzyłam- To jest ten uczynek
-Twoje zyczenie jest dla mnie rozkazem zawsze, ale w tym przypadku chyba to się nie uda- zaśmiał się
Kurde czemu on jest taki miły. Nie wierzę, żeby serio chciał się zmienić. Boję się, że to kolejny plan, który ma działać przeciwko mnie. Nie chcę go wogóle znać, a on mi się przeprowadza do Monchium i mnie śledzi. Przecież to  denerwuje:
-A gdzie Mario, ze sama tu chodzisz- spytał po chwili
-Na treningu- odpowiedziałąm i poszłam nie słuchając co ma mi on do pwiedznia

*Mario*
Wróciłem z trenigu i nie zastałem jeszcze Laury. Jednak po 20 minutach od mojego przyjscia ona również się zjawiła:
-Trzymaj zacznij przygotowywać obiad- podała mi torbę z zakupami- Ja się przebiore i zaraz przyjde
-Dobra, ale bez pośpiechu- opowiedziałem
-Jak się mamy  na ten mecz wyrobic to szybko- uśmichnęła się i poszła
A ja zacząłem wyjmować zakupy z torby. Za chwilę pokroiłem pieczarki i już chyba wiedziałem co moja dziwczyna zameierza zrobic za obiad:
-Pieczarki z sosem i ziemniakami?- spytałem kiedy weszła
-Nie mylisz się kochany- pocałowała mnie i ustrugała ziemniaki
Po 20 moniutach obiad był gotowy, zjedliśmy i udaliśmy się na mecz przeciwko Hercie Berlin. Niby łatwy przeciwnik, ale żeby nie wykorzystywali naszych błedów nie przegrywalibyśmy od 15 minuty xD. Ale niby mieliśmy wszystko pod kontrolą, więc przed końcem pierwszej połowy Riberie'mu udało się wyrównać. W drugoiej połowie trener postanowił wpuscić mnie na boisko. Wszedłem za Mandzukic'ia. Przez prawie całe spotkanie bez żadnej dogodnej sytuacji podbramkowej. W końcu zdobyliśmy się na jakąś jednak nie udało nam sie zamienić jej na gola. W meczu nie zmieniło się juz nic. Wynikiem końcowym było 1:1. I tarcimy punkty w tabeli. Chociaż pozycja lidera wciąż nasza. 
PO meczu kibice zostali wpuszczeni na murawę. Kazałem Laurze jechać do domu, bo trener chciał jeszcze z nami omówić pewne kwestie dotyczące naszych błedów. Nie chcemy ich popełniać również w Lidze Mistrzów.

*Laura*
Pojechałam do domu, Mario napisał mi sms-a z treścią, że za godzine powinien się pojawić  w domu. Wzięłam laptopa i połozyłam się z nim na  łóżko , włączyłam muzykę na full i zalogowałam się na facebooku. Najpierw postwiłam na moją ulubiona piosenkę Avicii'ego. Ten refren zawsze mi przypomina coś szczęśliwego, tylko nie wiem co (xD) :

What if I'm far from home?
Oh brother I will hear you call
What if I lose it all?
Oh sister I will help you out
Oh, if the sky comes falling down, for you
There's nothing in this world I wouldn't do


Kocham tooo <333 . Od razu miałam lepszy humor, chciało mi się tańczyć śpiewać i ... biegać po deszczu (haha :P ). PO jakiejś godzinie pozytywnego nastawiania się wyłączyłam laptopa i weszłam na dół. Ktoś dzwonił do drzwi. Byłam cały czas rozradowana ale szybko uśmiech znikł z mej twarzy. Zobaczyłam....

------------------------------------------
No teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam SzaloNegO SylWestRa i szczęśliwego Nowego Rokuu :* Buziakii ::)) I dzia za życzenia świąteczne :)