*Laura*
Zaczęłam się ubierać na przypał, kiedy nagle zadzwonił mój telefon:
-Halo?- odpowiedziałam nie patrząc nawet kto dzwoni
-Część- powiedział niepewnie głos w słuchawce przypominający mi... Lenę!- Wiem, że nie powinnam dzwonić, że pewnie jesteś zła i że nie chcesz mnie znać... ale prosze Cię spotkamy się?
-Ok, tam gdzie zawsze?- spytałam niezbyt zadowolona
-Yhm, pasuje za godzine?
-Dobrze, niech będzie- odpowiedziałam obojętnie- Do zobaczenia
-Pa
Rozłączyłam się i usiadłam na łóżku, Mario wyszedł chwilę po zakupy na śniadanie więc skożystałam z sytuacji i zajęłam łazienkę. Kiedy skończyłam się ubierać i malować Mario oznajmił, że wrócił. Uszykowaliśmy śniadanie i zabraliśmy się za konsumowanie:
-Co ty kochanie taka nie w humorze?- spytał mój chłopak
-A wiesz? Muszimy przypał na potem przełożyć :(- posmutniałam
-A to czemu?- Mario zrobił minę zbitego psiaka
-No bo... Lena chce się spotkać- powiedziałam
-I ty jak zawsze gotowa wskoczyć za nią w ogień?- zdenerwował się
-Mario, no-
-Nie Mario no, tylko ja chcę Cię chronić. Rozumiem że ona dużo dla ciebie znaczy ale ostatnio zachowuje się dziwnie, Nie widzisz tego?
-Ja to doceniamaze mnie chronisz... ... nie wiem co mam zrobić. Nie podobało mi się jak ciebie obrażała...
-Mnie tez nie. Ja się tylko troszczę pamiętaj i nie fochaj- uśmiechnął się
-Dobrze, masz to jak w banku- pocałowałam go
Potem wyszłam do naszej restauracji gdzie od zawsze było to nasze miejsce spotkań. Leny jeszcze nie było bo ja wyszłam chwilę wcześniej żeby przemyśleć wszystkie za i przeciw moich relacji z Leną i Mario. Może to Lena próbuje mnie ostrzec, albo chce zrobić coś głupiego a Mario ma rację... Nie wiem nie przewidze tego. Szłam sobie parkiem kiedy moim oczom ukazała się Lena. Podeszła do mnie i przytuliła mnie. Zawsze witałyśmy sie przytulaskiem i całusem w polik. Dziwne. Teraz tego nie zrobiła. O co tu kurde chodzi?! To życie zaczyna mnie irytować. Jest jak trudny poziom w jakiejś grze, któreego nie możesz przejść, który daje ci tyle do myślenia, aż w końcu sam głupiejesz i nie wiesz jak masz się zachować... :
-Dobra, Lena o co chodzi. Po co się chciałaś spotkać bo ja już nie rozumiem ...- zaczęłam
-Bo ja wiem, źle postąpiłam, przemyślałam, że nie powinnam tak reagować. Ty z Mario znasz się dłużej i napewno lepiej, a ja nie wiem. Zreszta nie powienno mnie obchpdzić co ty zrobisz. A juz napewno nie powiennam ci żądzić albo obrażać twojego chłopaka. Laura ja ... przepraszam... Wiem, że teraz nie powinnaś mnie wogóle słuchać ani spotkać się ze mną... Ale ja rozumiem jaki bład popełniłam...
-Dobrze... wybaczę Ci ale pod jednym warunkiem... Przeprosisz Mario ok?
-Pewnie, miałam to zrobić. dziękuję, dziekuję przede wszystkim Bogu, że mam taką cudowną przyjaciółke. Kocham cię :*
-Ja też Cię kocham.
*Lena*
'Wreszcie zrzuciłam z siebie ten ciężar. Nie wiem jak bym dała sobie radę bez Laury... To najpiękniejszy skarb pod słońcem, zawsze zrozumie. Choć czasem się dziwie, że jest za dobra... Najważniejsze już za mną... A najgorsze... Dopiero przede mną. Obiecałam przyjaciółce że pogodzę się z Goetze, który... no cóż nie chce mnie znać. W sumie to ja mu się nie dziwie. Nie powinnam na niego tak nawrzeszczeć bez powodu. Chciałam chronić przyjaciółkę, ale chyba to nie była wina Mario skoro Laura mu wybaczyła. Przecież najważniejsze jest jej szczęście z Mario niż moja z nim kłótnia rozwalająca im związek...'- Tak sobie myślałam idąc do domu. Teraz odetchnąć z ulgą, zapażyć wiadro melissy. Nieee.... jedno nie wystarczy xd Może ze 2 :D
*Laura*
-No wreszcie- powiedział zły Mario
-Taak już jestem pocałowałam go
-No i jak tam?
-No jak ? Pogodziłyśmy sie
-Taaaa... Wiedziałem...- powiedział, w jego głosie dało się odczuć zawiść
-Oj, Mario... Ciekawe jak ty byś bez Marco wytrzymał albo Mandzukicia czy Lamy? Hmm?
-Wiesz co ? Wytrzymałbym- uśmiechnął się
-Jakkkk to?!- spytałam nie wierząc a za razem śmiejąc się
-No... bo mam taką piękną, kochającą dziewczynę...
-Hhahahha, to jak na pocieszenie żelki?
-Oczywiście, żelki? Zawsze xd
-Dzieciak xd
-Ale twój <3
-Taaak tylko mój
Tak sie przekomarzaliśmy kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi... Domyślałam się kto to może być:
-Mario?
-Tak kotku?
-Pójdziesz otworzyć?
-Nieeee, zjesz mi żelki!! - zawył
-Oj nie zjem no
-Okey ide
*Mario*
Jak mnie Laura poprosiła poszedłem otowrzyć. W drzwiach zobaczyłem osobę, która próbuje mi zniszczyć zycie, albo ustrzeć ludzi przede mną, która ostatnio zmieniła się nie do poznania... I czekała mnie teraz rozmowa.. Długo i ciężka rozmowa z...
------------------------
Cześć wam :* Widzę że nie komentujecie :( :( ja mogę rozdziały dodawać nawet co 2 dni ale nie wiem czy jest sens skoro nie ma komentarzy... Więc dodaję, tak jak mi się zachce.... :/ Komentujcie, chce sprawdzić ile nas jest :* Buziaki :*
piątek, 18 października 2013
środa, 16 października 2013
19- 'Moja mądra dziewczynka'
*Mario*
Zobaczyłem... Huberta i Isabel rozmawiających dosyc tajemniczo. Potem już wiedziałem dokładnie jak to wszytsko było mozliwe. Ten gnój podawał tlenionej blondynie PIENIĄDZE! To było jakieś chore! Zrozumiałem, Hubert chce rozwalić mój związek z Laurą , przez Is a potem sam sie do niej przystawić. Co za psychol jakiś! Podszedłem na parking. Do mnie dobiegła modelka:
-Hej skarbie!- chciała mnie pocałować, ale nie umożliwiłem jej tego
-Jak być nie była dziewczyną to bym, ci zdrowo nawalił!
-A co twoja była przyłapała Cię ze mną?
-Nie, i tak ale mi wybaczyła a ty robisz to w zmowie!
-Hahahhahaha!- zaczęła udawać
-Wyjaśnisz co cie tak bawi?
-Jak ty mogłeś wpaść na taki głupi i nierozsądny pomysł?!
-No na przykład z tąd, że przed chwilą widziałem Cie z tamtym oszustem, jak ci pieniądze przykazywał!!
-A jeżeli nawet, to?
-Co tu sie dzieje - do rozumowy wkroczył Hubert- co ty jej robisz? Zdaje się że byliście razem?
Nie no granice mojej wytrzymałości puściły, rzuciłem sie na Huberta i zacząłem go bić. Boże co się ostatnio dzieje w moim życiu? Taki burdel jak nigdy!
*Laura*
Mario coś długo nie wracał a mi robiło się powoli zimno, postanowiłam sprawdzić co sie stało. Szłam parkingiem a nagle usłyszałam krzyki. Wyszłam zza ściany szpitalnej i zobaczyłam jak Mario bije się z Hubertem a obok niech stoi ten tleniony potwór. Pobiegłam do nich i zaczełam ich rozdzielać.:
-Mario puść go słyszysz?
-Po tym co ci zrobił? NIGDY!
-Trudno dzwonie na policję- udałam.
Nie znalazłam innego sposobu na to, że by ich rozdzielić. Mario błyskawicznie odskoczył, Hubert uciekł gdzieś nawet nie obchodzi mnie gdzie a ten blond pustak rzucił coś w stylu :'Jeszcze sie policzymy'. I też uciekł:
-Mario! Nie rób tak już nigdy!
-Kotek zrozum chcę cie bronic. -pocałował mnie
-Ale nigdy w taki sposób
-Nie zadzwoniłaś na policję?- spytał błagalnie
-No oczywiscie, ze nie, poprostu nie widziałam sposobu żeby was rozdzielić- powiedziałam zła
-Moja mądra dziewczynka- pocałował mnie
-Mario no!- wkurzylam sie
-Coo? Kocham Cię <3
-I z tego powodu będziemy marznąc pod budynkiem szpitalnym, tak?- spytał rozbawiona
-Yyy.. No nie...-
Wziął mnie na ręce i zaniosł do samochodu. Do domu jechaliśmy praktycznie bez słów, ani mi ani jemu nie chciało się odzywać...
Po tym wykańczającym dniu w domu rzuciałam się na łóżko, po 20 minutach doszedł Mario z NaLeŚnIkAmI *.* i gorącą czekoladą:
-Wiesz jak ja Cie kocham?
-Domyślam się- zasmiał sie mój chłopak
-No to jak ? Jemy?
-Nieeee wiem... To jest tak do popatrzenia tylko :)
-hahahah głupi :D- rzuciłam w niego poduszką
-To jak? Wolisz jeść czy rzucać się poduszkami?- uśmiechnął sie i odrzucil
-Jeść! :D- powiedziałamz bananem na ustach i rozpoczęłam posiłek.
Oczywiście nie mogliśmy normalnie jak ludzie zjeść tylko musieliśmy się wygłupiać. Kiedy Mario poszedł się kompać, ja zastanawiałam się nad sensem mojego życia. Dlazcego choć przez chwilę nie może się układać, jak jedno jest ok to z innym musisz walczyć. Powoli mnie to przerasta. Zebrało mi sie na wspomnienia otworzyłam album ze zdjęciami. Były w nim Mario razem z Marco i moje z LENĄ... nie wiedziałam co mam o tym myśleć... Nie chciałam stracić jej bo bardzo mi zależało. Ale z drugiej strony, ciekawa jestem jakby się ona zachowała jakbym Mandzukićia obrażała? Tak sobie myślałam i po moim policzku spłynęła łza. NIe no tak nie może być...
Po chwili Mario wyszedł z łazeinki i przytulił mnie, nie zdążyłam się wykąpać bo usnęłam mu w ramionach.
*Mario*
Obudziłem się w dość dziwnej pozycji... Zamiast spać pod kołdrą siedziałam przytulony do mojego szczęścia. W sumie pasuje mi taki układ :) Moja księżniczka zaczęła się wybudzać:
-Heeej Mario- przeciągnęła się
-Cześć skarbie- pocałowałem ją
-Jakie plany na dziś?
-Nie wiem a co sobie życzysz?
-Może...
-PRZYPAŁ?- krzykneliśmy razem
-Widzisz jak my do siebie pasujemy?- powiedziałem
-Haha, rozumiemy się bez słów :)
-Kocham Cię :*
-Też Cię kocham
--------------------------------------------
Taki troche..., Bez komentarza xd
Zobaczyłem... Huberta i Isabel rozmawiających dosyc tajemniczo. Potem już wiedziałem dokładnie jak to wszytsko było mozliwe. Ten gnój podawał tlenionej blondynie PIENIĄDZE! To było jakieś chore! Zrozumiałem, Hubert chce rozwalić mój związek z Laurą , przez Is a potem sam sie do niej przystawić. Co za psychol jakiś! Podszedłem na parking. Do mnie dobiegła modelka:
-Hej skarbie!- chciała mnie pocałować, ale nie umożliwiłem jej tego
-Jak być nie była dziewczyną to bym, ci zdrowo nawalił!
-A co twoja była przyłapała Cię ze mną?
-Nie, i tak ale mi wybaczyła a ty robisz to w zmowie!
-Hahahhahaha!- zaczęła udawać
-Wyjaśnisz co cie tak bawi?
-Jak ty mogłeś wpaść na taki głupi i nierozsądny pomysł?!
-No na przykład z tąd, że przed chwilą widziałem Cie z tamtym oszustem, jak ci pieniądze przykazywał!!
-A jeżeli nawet, to?
-Co tu sie dzieje - do rozumowy wkroczył Hubert- co ty jej robisz? Zdaje się że byliście razem?
Nie no granice mojej wytrzymałości puściły, rzuciłem sie na Huberta i zacząłem go bić. Boże co się ostatnio dzieje w moim życiu? Taki burdel jak nigdy!
*Laura*
Mario coś długo nie wracał a mi robiło się powoli zimno, postanowiłam sprawdzić co sie stało. Szłam parkingiem a nagle usłyszałam krzyki. Wyszłam zza ściany szpitalnej i zobaczyłam jak Mario bije się z Hubertem a obok niech stoi ten tleniony potwór. Pobiegłam do nich i zaczełam ich rozdzielać.:
-Mario puść go słyszysz?
-Po tym co ci zrobił? NIGDY!
-Trudno dzwonie na policję- udałam.
Nie znalazłam innego sposobu na to, że by ich rozdzielić. Mario błyskawicznie odskoczył, Hubert uciekł gdzieś nawet nie obchodzi mnie gdzie a ten blond pustak rzucił coś w stylu :'Jeszcze sie policzymy'. I też uciekł:
-Mario! Nie rób tak już nigdy!
-Kotek zrozum chcę cie bronic. -pocałował mnie
-Ale nigdy w taki sposób
-Nie zadzwoniłaś na policję?- spytał błagalnie
-No oczywiscie, ze nie, poprostu nie widziałam sposobu żeby was rozdzielić- powiedziałam zła
-Moja mądra dziewczynka- pocałował mnie
-Mario no!- wkurzylam sie
-Coo? Kocham Cię <3
-I z tego powodu będziemy marznąc pod budynkiem szpitalnym, tak?- spytał rozbawiona
-Yyy.. No nie...-
Wziął mnie na ręce i zaniosł do samochodu. Do domu jechaliśmy praktycznie bez słów, ani mi ani jemu nie chciało się odzywać...
Po tym wykańczającym dniu w domu rzuciałam się na łóżko, po 20 minutach doszedł Mario z NaLeŚnIkAmI *.* i gorącą czekoladą:
-Wiesz jak ja Cie kocham?
-Domyślam się- zasmiał sie mój chłopak
-No to jak ? Jemy?
-Nieeee wiem... To jest tak do popatrzenia tylko :)
-hahahah głupi :D- rzuciłam w niego poduszką
-To jak? Wolisz jeść czy rzucać się poduszkami?- uśmiechnął sie i odrzucil
-Jeść! :D- powiedziałamz bananem na ustach i rozpoczęłam posiłek.
Oczywiście nie mogliśmy normalnie jak ludzie zjeść tylko musieliśmy się wygłupiać. Kiedy Mario poszedł się kompać, ja zastanawiałam się nad sensem mojego życia. Dlazcego choć przez chwilę nie może się układać, jak jedno jest ok to z innym musisz walczyć. Powoli mnie to przerasta. Zebrało mi sie na wspomnienia otworzyłam album ze zdjęciami. Były w nim Mario razem z Marco i moje z LENĄ... nie wiedziałam co mam o tym myśleć... Nie chciałam stracić jej bo bardzo mi zależało. Ale z drugiej strony, ciekawa jestem jakby się ona zachowała jakbym Mandzukićia obrażała? Tak sobie myślałam i po moim policzku spłynęła łza. NIe no tak nie może być...
Po chwili Mario wyszedł z łazeinki i przytulił mnie, nie zdążyłam się wykąpać bo usnęłam mu w ramionach.
*Mario*
Obudziłem się w dość dziwnej pozycji... Zamiast spać pod kołdrą siedziałam przytulony do mojego szczęścia. W sumie pasuje mi taki układ :) Moja księżniczka zaczęła się wybudzać:
-Heeej Mario- przeciągnęła się
-Cześć skarbie- pocałowałem ją
-Jakie plany na dziś?
-Nie wiem a co sobie życzysz?
-Może...
-PRZYPAŁ?- krzykneliśmy razem
-Widzisz jak my do siebie pasujemy?- powiedziałem
-Haha, rozumiemy się bez słów :)
-Kocham Cię :*
-Też Cię kocham
--------------------------------------------
Taki troche..., Bez komentarza xd
piątek, 11 października 2013
18- '...to ona próbuje mnie zniszczyć...'
*Laura*
W drzwiach zobaczyąłm Lenę... O nie... Czas na tłumaczenie :( :
-Hej kochana- przytulił mnie
-Kto to zrobił- spytałam
-Co?
-Wezwał karetkę?
-Ja
-Po co?
-Ja nie wyobrażam sobie tego świata bez Ciebie...
-...Ale Mario tak
-słuchaj ja się nie wtrącam ... Może...
-...Co?- przerwałam
-Bo Mario się tym przejął i...
-O Mój Boże... jest tu?- zrobiłam się czerwona, pot spłynął po moim czole łzy napłynęły do oczu
-Jest.. ale nie denerwuj się ... - pocieszała mnie- nie musisz się z nim dziś spotkać przecież
-Jeśli chce to... Niech wejdzie - powiedziałam
-Dobrze pójdę po niego- w tym momencie salę opuściła moja przyjaciółka a wszedł on...
*Mario*
Lena wyszła od mojej ukochanej... Była wyraźnie zła. Patrzyła się na mnie z takim znienawidzeniem... poprostu jakby chciała mnie zabić... Nie wiem jak ta plastikowa lala mogła tak postąpić... Przystawia sie do mnie i próbuje zniszyczyć moje szczeście... Może nawet już jej się udało :( :
-Wchodź!
-Okey!-
-Tylko nie spi*prz!
Nic nie odpowiedziałem tylko wszsedłem do sali gdzie leżała Laura, miała opuchnięte od płaczu oczy i patrzyła tępo w ścianę... Podszedłem do niej i przytuliłem ją, ona zsunęła moją rękę i po jej poliku spłynęła łza:
-Przepraszam
Ponownie ją przytuliłem tym razem nie protestowała:
-Powiesz coś? Oprócz tego że jestem idiotą dziwakiem i dupkiem skończonym?
-Kocham Cię- powiedziała. Bardzo mnie zdziwiła
Przytuliłem ją i dałem jej się wypłakać. W tym momencie zadzwoniła moja komórka... Isabel... -,-
-Nie odbierzesz?- spytała
-Nie. Chyba że ty?
-Czemu niby ja?
-Isabel dzwoni, a ja chcę żebyś uwierzyła to ona próbuje mnie zniszczyć a ja mam ją gdzieś...- powiedziałem
-Ja ci wieże skarbie- wtuliła się we mnie
*Lena*
Postanowiłam wejść do przyjaciółki zobaczyć co z nią. To co zobaczyłam rozbroiło mnie emocjonalnie, siedziła na łóżku tuląc się do tego gnoja powalonego co ją zdradza z każdą pokolei!:
-Laura ja ciebie nie rozumiem, on cię kiedyś zniszczy. Zdradza Cie z każdą pokolei a ty...
-Lena!- przerwała mi- Jak ty możesz!? Ty masz prawo być szczęśliwa a ja nie?
-Zrozum kochanie z nim nie będziesz!!!
-Nie bądź taka. Myślałam że będziesz ze mną na dobre i na złe. A tu takie coś?!
-Żeby było jasne. Ostrzegałam!
-Yhm, już tak fajnie zacziłam, jeszcze coś?- powiedziała lekceważąco
-Nie dziekuję to wszystko. Dowidzenia!- krzyknęłam i wychodząc trzasnęłam drzwiami bardzo zezłoszczona.
*Laura*
Nie wiem, naprawde nie wiem co w nią wstąpiło. Taka wspaniała przyjaciółka, w której można pokładać nadzieje takie afery mi robi!! To jest straszne poprostu:
-Co jej jest?- spytał Mario
-A wiesz? Też się zastanawiam....
-Dla mnie też nie jest już miła...
-Znów jakaś kłutnia?- spytałam
-Można tak powiedzieć. Spytam o wypis zaraz wracam.
-Dobrze.
*Mario*
Opusściłemm salę mojej ukochanej i poszedłem do lekarza:
-Dobry wieczór.
-Witam! W czymś pomóc?- spytał uprzejmie lekarz
-Ja przyszedłem w sprawie Laury Laskowskiej
-Tak? O co chodzi?
-Kiedy mogłaby otrzymać wypis?- spytałem z nadzieją że jeszcze dzis
-Jeśli się pan będzie nią dobrze opiekował to... dziś. Ale sądząc po dzisiejszej sytuacji na korytarzu z przyjaciółką pani Laskowskiej.. nie sądzę aby było to możliwe...
-Ale panie doktorze to było zwykłe nieporozumienie!
-Nie sądze- zrobił się trochę nie miły
-Najlepiej będzie jak pan Laurę spyta...
-Dobrze, jeśli to aż tak istone .. Proszę- podał mi wypis
-Dziękuje serdecznie!- powiedziałem z przekąsem
Następnie wróciłem do Laury i poszliśmy do auta. Dziewczyna stanęła na parkingu a ja poszedłem po samochód. No tak 1 I już wszystko wiem, wszystko jasne kto próbuje mi zoswalić życie. Zobaczyłem...
------------------------------
Proszę bardzo taki sb ale jest :P Obiecałam że za 3 komy dodam, są 3 więc jest rozdział. Następny pojawi się również za 3 komy albo w ... środe :P Oki? Pozdro :*****
W drzwiach zobaczyąłm Lenę... O nie... Czas na tłumaczenie :( :
-Hej kochana- przytulił mnie
-Kto to zrobił- spytałam
-Co?
-Wezwał karetkę?
-Ja
-Po co?
-Ja nie wyobrażam sobie tego świata bez Ciebie...
-...Ale Mario tak
-słuchaj ja się nie wtrącam ... Może...
-...Co?- przerwałam
-Bo Mario się tym przejął i...
-O Mój Boże... jest tu?- zrobiłam się czerwona, pot spłynął po moim czole łzy napłynęły do oczu
-Jest.. ale nie denerwuj się ... - pocieszała mnie- nie musisz się z nim dziś spotkać przecież
-Jeśli chce to... Niech wejdzie - powiedziałam
-Dobrze pójdę po niego- w tym momencie salę opuściła moja przyjaciółka a wszedł on...
*Mario*
Lena wyszła od mojej ukochanej... Była wyraźnie zła. Patrzyła się na mnie z takim znienawidzeniem... poprostu jakby chciała mnie zabić... Nie wiem jak ta plastikowa lala mogła tak postąpić... Przystawia sie do mnie i próbuje zniszyczyć moje szczeście... Może nawet już jej się udało :( :
-Wchodź!
-Okey!-
-Tylko nie spi*prz!
Nic nie odpowiedziałem tylko wszsedłem do sali gdzie leżała Laura, miała opuchnięte od płaczu oczy i patrzyła tępo w ścianę... Podszedłem do niej i przytuliłem ją, ona zsunęła moją rękę i po jej poliku spłynęła łza:
-Przepraszam
Ponownie ją przytuliłem tym razem nie protestowała:
-Powiesz coś? Oprócz tego że jestem idiotą dziwakiem i dupkiem skończonym?
-Kocham Cię- powiedziała. Bardzo mnie zdziwiła
Przytuliłem ją i dałem jej się wypłakać. W tym momencie zadzwoniła moja komórka... Isabel... -,-
-Nie odbierzesz?- spytała
-Nie. Chyba że ty?
-Czemu niby ja?
-Isabel dzwoni, a ja chcę żebyś uwierzyła to ona próbuje mnie zniszczyć a ja mam ją gdzieś...- powiedziałem
-Ja ci wieże skarbie- wtuliła się we mnie
*Lena*
Postanowiłam wejść do przyjaciółki zobaczyć co z nią. To co zobaczyłam rozbroiło mnie emocjonalnie, siedziła na łóżku tuląc się do tego gnoja powalonego co ją zdradza z każdą pokolei!:
-Laura ja ciebie nie rozumiem, on cię kiedyś zniszczy. Zdradza Cie z każdą pokolei a ty...
-Lena!- przerwała mi- Jak ty możesz!? Ty masz prawo być szczęśliwa a ja nie?
-Zrozum kochanie z nim nie będziesz!!!
-Nie bądź taka. Myślałam że będziesz ze mną na dobre i na złe. A tu takie coś?!
-Żeby było jasne. Ostrzegałam!
-Yhm, już tak fajnie zacziłam, jeszcze coś?- powiedziała lekceważąco
-Nie dziekuję to wszystko. Dowidzenia!- krzyknęłam i wychodząc trzasnęłam drzwiami bardzo zezłoszczona.
*Laura*
Nie wiem, naprawde nie wiem co w nią wstąpiło. Taka wspaniała przyjaciółka, w której można pokładać nadzieje takie afery mi robi!! To jest straszne poprostu:
-Co jej jest?- spytał Mario
-A wiesz? Też się zastanawiam....
-Dla mnie też nie jest już miła...
-Znów jakaś kłutnia?- spytałam
-Można tak powiedzieć. Spytam o wypis zaraz wracam.
-Dobrze.
*Mario*
Opusściłemm salę mojej ukochanej i poszedłem do lekarza:
-Dobry wieczór.
-Witam! W czymś pomóc?- spytał uprzejmie lekarz
-Ja przyszedłem w sprawie Laury Laskowskiej
-Tak? O co chodzi?
-Kiedy mogłaby otrzymać wypis?- spytałem z nadzieją że jeszcze dzis
-Jeśli się pan będzie nią dobrze opiekował to... dziś. Ale sądząc po dzisiejszej sytuacji na korytarzu z przyjaciółką pani Laskowskiej.. nie sądzę aby było to możliwe...
-Ale panie doktorze to było zwykłe nieporozumienie!
-Nie sądze- zrobił się trochę nie miły
-Najlepiej będzie jak pan Laurę spyta...
-Dobrze, jeśli to aż tak istone .. Proszę- podał mi wypis
-Dziękuje serdecznie!- powiedziałem z przekąsem
Następnie wróciłem do Laury i poszliśmy do auta. Dziewczyna stanęła na parkingu a ja poszedłem po samochód. No tak 1 I już wszystko wiem, wszystko jasne kto próbuje mi zoswalić życie. Zobaczyłem...
------------------------------
Proszę bardzo taki sb ale jest :P Obiecałam że za 3 komy dodam, są 3 więc jest rozdział. Następny pojawi się również za 3 komy albo w ... środe :P Oki? Pozdro :*****
środa, 9 października 2013
17- '...jakąś plastikową lalą'
*Laura*
Po moim wczorajszym rozmyślaniu, i totalnej załamce nie wiem jakim cudem udało mi się zasnąć. Kiedy spałam, przynajmniej na chwilę zapomniałam o tym deklu, o tym przerażającym świecie. Na szczęście dla mnie, od dzisiaj zaczynam treningi! Jej! Dzisiaj mamy od 15- 16, a chłopacy od 16 zaraz po nas. Założyłam T-shirt i spodnie, tak ubrana zjadłam... yyy można powiedzieć wczesny obiad (późne śniadanie) i ruszyłam na trening. Z Mario powiedzieliśmy sb krótkie : 'cześć' poprostu nie mam sił już rozmawiać z nikim. Teraz chciałam się wyżyć. Tak zawsze po piłce czułam się lepiej z nowymi siłami na życie. Piłka była dla mnie jak sen, -bez niej nie mogę normalnie funkcjonować. Gdyby nie ona i Mario... mogłabym już być na tamtym świecie... Po moich rozmyślaniach ocknełam się, ż ejuż dotarłam pod Alianz. Przywitałam się z dziewczynami i nasze tradyjne kilka kółek wokół boiska, rozciąganie i meczyk.
Potem skoczyłam jeszcze do Leny;
-I jak z Hubertem?- spytała mnie
-Weź nie pytaj.
-Co jest?
-No, wczoraj z Mario poszliśmy na spacer i ten oczywiście musiał się zjawić...
-Żal człowieka
-Ostatnio dałam mu numer do psychiatry...
-Myślę, że skorzystał- zaśmiałyśmy się
-Haahha, i tak by nie pomogło
-Aczkolwiek, napewno przydałoby sie xD
-No raczej nie inaczej -
Lena jest wspaniałą przyjaciółką, zawsze mnie pocieszy, nie zależnie czym by to jej groziło. Naprawdę mieć taką przyjaciółkę to poprostu skarb!
Po wizycie u Krysiakowskiej, udałam się powoli do domu, chodziłam sobie, wszędzie i niegdzie. Nudziło mi się, a trening chłopaków trochę się przedłużał. Postanowiłam, że pójdę pod Alianz i zaczekam na chłopaków. Rozmyślałam przez 15 minut kiedy zobaczyłam, że podopieczni Pepa Guardioli skończyli trening. Wychodzili po kolei Lahm, który rzucił mi się na szyję, potem Mandzukić, Boateng, Dante, Riberie i na końcu Mario... z jakąś plastikową lalą!
Nie no, on jest idiotą, widzi w jakim jestem stanie. Jeśli mu się coś nie podoba to niech się odwali, zerwie ze mną. Teraz i tak, od imcydentu z żyletką wogóle nie rozmawiamy. Znalazł sobie kochankę, a przede mną udaje, że kocha tylko mnie! Jak mógł. Chyba mnie nie zauważył, więc nie przerywał rozmowy z tym... plastikiem. Pożegnali się, ona pocałowała go... w USTA!!! Co za debilka! Lahm cały czas o coś pytał, a ja odpowiedałam jak by mnie wcześniej ufo porwało. Wkońcu nie wytrzymałam, biegłam do domu. Tym razem już prosto do łazienki... Nie no, jak mu mogłam ufać wogóle nie rozumiem. Wzięłam żyletkę, zaczęłam się ciąć, usłyszałam wołanie mojego niby 'chłopaka' coś typu :' Hej skarbie już jestem.' Nie obchodziło mnie to cięłam sie aż do krwi, ta spływała po moich dłoniach. Bolało okropnie, ale co ja poradzę, jak nie mam po co żyć!? Usłyszałam dzwięk mojej komórki, nie odbierałam. Zanim straciłam przytoność zdążyłam jeszcze wyrzucić żyletke, żeby nie bylo podejrzeń. A z resztą. Przecież i tak już ich nie obchodzę...
*Lena*
Nudziło mi się strasznie, razem z Mandzukiciem postanowiliśmy przejść się do Goetzego i Laskowskiej. Zadzwoniłam do przyjaciółki jednak ta nie odbierała. Coś musiało być nie tak, przecież nie było sytuacji żeby nie miała przy sobie telefonu! Zawsze po pierwszym sygnale odebrała... może coę się stało.. Albo to ja matrwię się na zapas....
Postanowiłam mimo wszystko pójść do Laury, intuicja podpowiadała mi, że jednak dobrze nie jest.
Więc ogarnęłam się oznajmiłam Mario, że wychodzę i udałam się pod dom Goetzego:
-Hej Mario- przywitałam go
-Cześć- przytulił mnie
-Co z Laurą?
-A co ma byc?- widziałam że nie bardzo się tym przejmował... Choc może mi się zdawało tylko
-Nie wiem, nie odbiera... Może coś się stało..?
-To choć, sprawdzimy.
Odpowiedział mi chłopak mojej przyjaciólki po czym do niej poszliśmy... Szukalismy jej wszędzie, krzyczeliśmy, jednak nie odpowiadała;
-Może wyszła gdzieś?- spytał Mario rozglądając się po pokoju
-O Mój Boże!- otworzyłam drzwi od łazienki
-Co..? Fuck
Ten widok mnie przeraził. Moja przyjaciółka leżała na płytkach, po jej ręce spływała krew:
-Ruszaj się, dzwoń na pogotowie!
-Juz dzwonie!
Służba szybko przyjechała, po czym zabrali Laurę do karetki ja pojechałam z nimi, a Goetze osobnym samochodem. Ratownicy zabrali ją do sali i opatrywali jej rany, z tego co widziałam przez szybkę. Usiadłam na krześle, do mnie dobiegł Mario:
-Co z nią?- spytał drzącym głosem
-Nie wiem- poszłam po gazetę, która leżała na stoliku- Wiem!
-Co..?
-'Mario Goetze zdradził swoją dziewczynę z modelką Issabel Angerer?! Czy to tylko chwila słabości, czy mowy związek piłkarza? Czy Laura Laskowska wybaczy chłopakowi?' -czytałam. Nie! Prawie krzyczałam:
-Może jeszcze nie wie?- spytał z nadzieja w oczach
-'Wykluczając opcje, że 17letnia pikarka o niczym nie wie, gdyz z tego co udało nam się zauważyć, kiedy Goetze tulił się z modelką, dziewczyna rozmawiała z przyjaciółmi i kontem oka zerkała na swojego 'chłopaka' potem popłakała się i pobiegła do domu...'- przerwał mi
-Kur*a, skończ!- wyrwał mi z rąk gazetę
-Bo co? I już wiesz czemu prawie się zabiła?
-Nie zabiła się, chyba ...lekarz nic nie mówił jeszcze...
-Ogarnij się Goetze! Jesteś pacanem jakich mało! Wiesz co ? Jeśli Ci wybaczy, to będę na Ciebie patrzyła tylko dlatego, że kocham Laurę i zawsze ją wesprę, nie to co ty!
Darłam się na Mario, kiedy nagle zobaczyłam lekarza;
-Co z nią?- spytaliśmy równocześnie po czym odepchnęłam Goetzego
-Pani Lena żyje, jeśli później byście przyjechli... No cóż...
-Mogę do niej iść?- spytał Mario
-Nie, ona nie chce cie wiedzieć! Ja pójdę
-Dobrze, więc proszę- wkazał mi drzwi lekarz
-------------------------------------------
Maccie taki głupi... Ale obiecałam, że bd akcje więc jest :3 A teraz mały szantarz. Rozdział dodam w niedzielę, albo w poniedziałek (wollllne mamy !! :D) chyba że.... bd CONAJMNIEJ 3 komentarze. Dla was to tylko chwila, dla mnie natchnienie i pomysł na kolejny rozdział. Z takim zacieszem pacze na każdego nowego obserwatora, a nowym komentarzem jaram sie jak mało kto, mało czym... a jak widzę, że nie ma wgl albo jest tylko jeden... jest mi baaardzo smutno :( Miałam nie dodawać dzisiaj ... ale proszę :) Pozdro ;*
Po moim wczorajszym rozmyślaniu, i totalnej załamce nie wiem jakim cudem udało mi się zasnąć. Kiedy spałam, przynajmniej na chwilę zapomniałam o tym deklu, o tym przerażającym świecie. Na szczęście dla mnie, od dzisiaj zaczynam treningi! Jej! Dzisiaj mamy od 15- 16, a chłopacy od 16 zaraz po nas. Założyłam T-shirt i spodnie, tak ubrana zjadłam... yyy można powiedzieć wczesny obiad (późne śniadanie) i ruszyłam na trening. Z Mario powiedzieliśmy sb krótkie : 'cześć' poprostu nie mam sił już rozmawiać z nikim. Teraz chciałam się wyżyć. Tak zawsze po piłce czułam się lepiej z nowymi siłami na życie. Piłka była dla mnie jak sen, -bez niej nie mogę normalnie funkcjonować. Gdyby nie ona i Mario... mogłabym już być na tamtym świecie... Po moich rozmyślaniach ocknełam się, ż ejuż dotarłam pod Alianz. Przywitałam się z dziewczynami i nasze tradyjne kilka kółek wokół boiska, rozciąganie i meczyk.
Potem skoczyłam jeszcze do Leny;
-I jak z Hubertem?- spytała mnie
-Weź nie pytaj.
-Co jest?
-No, wczoraj z Mario poszliśmy na spacer i ten oczywiście musiał się zjawić...
-Żal człowieka
-Ostatnio dałam mu numer do psychiatry...
-Myślę, że skorzystał- zaśmiałyśmy się
-Haahha, i tak by nie pomogło
-Aczkolwiek, napewno przydałoby sie xD
-No raczej nie inaczej -
Lena jest wspaniałą przyjaciółką, zawsze mnie pocieszy, nie zależnie czym by to jej groziło. Naprawdę mieć taką przyjaciółkę to poprostu skarb!
Po wizycie u Krysiakowskiej, udałam się powoli do domu, chodziłam sobie, wszędzie i niegdzie. Nudziło mi się, a trening chłopaków trochę się przedłużał. Postanowiłam, że pójdę pod Alianz i zaczekam na chłopaków. Rozmyślałam przez 15 minut kiedy zobaczyłam, że podopieczni Pepa Guardioli skończyli trening. Wychodzili po kolei Lahm, który rzucił mi się na szyję, potem Mandzukić, Boateng, Dante, Riberie i na końcu Mario... z jakąś plastikową lalą!
Nie no, on jest idiotą, widzi w jakim jestem stanie. Jeśli mu się coś nie podoba to niech się odwali, zerwie ze mną. Teraz i tak, od imcydentu z żyletką wogóle nie rozmawiamy. Znalazł sobie kochankę, a przede mną udaje, że kocha tylko mnie! Jak mógł. Chyba mnie nie zauważył, więc nie przerywał rozmowy z tym... plastikiem. Pożegnali się, ona pocałowała go... w USTA!!! Co za debilka! Lahm cały czas o coś pytał, a ja odpowiedałam jak by mnie wcześniej ufo porwało. Wkońcu nie wytrzymałam, biegłam do domu. Tym razem już prosto do łazienki... Nie no, jak mu mogłam ufać wogóle nie rozumiem. Wzięłam żyletkę, zaczęłam się ciąć, usłyszałam wołanie mojego niby 'chłopaka' coś typu :' Hej skarbie już jestem.' Nie obchodziło mnie to cięłam sie aż do krwi, ta spływała po moich dłoniach. Bolało okropnie, ale co ja poradzę, jak nie mam po co żyć!? Usłyszałam dzwięk mojej komórki, nie odbierałam. Zanim straciłam przytoność zdążyłam jeszcze wyrzucić żyletke, żeby nie bylo podejrzeń. A z resztą. Przecież i tak już ich nie obchodzę...
*Lena*
Nudziło mi się strasznie, razem z Mandzukiciem postanowiliśmy przejść się do Goetzego i Laskowskiej. Zadzwoniłam do przyjaciółki jednak ta nie odbierała. Coś musiało być nie tak, przecież nie było sytuacji żeby nie miała przy sobie telefonu! Zawsze po pierwszym sygnale odebrała... może coę się stało.. Albo to ja matrwię się na zapas....
Postanowiłam mimo wszystko pójść do Laury, intuicja podpowiadała mi, że jednak dobrze nie jest.
Więc ogarnęłam się oznajmiłam Mario, że wychodzę i udałam się pod dom Goetzego:
-Hej Mario- przywitałam go
-Cześć- przytulił mnie
-Co z Laurą?
-A co ma byc?- widziałam że nie bardzo się tym przejmował... Choc może mi się zdawało tylko
-Nie wiem, nie odbiera... Może coś się stało..?
-To choć, sprawdzimy.
Odpowiedział mi chłopak mojej przyjaciólki po czym do niej poszliśmy... Szukalismy jej wszędzie, krzyczeliśmy, jednak nie odpowiadała;
-Może wyszła gdzieś?- spytał Mario rozglądając się po pokoju
-O Mój Boże!- otworzyłam drzwi od łazienki
-Co..? Fuck
Ten widok mnie przeraził. Moja przyjaciółka leżała na płytkach, po jej ręce spływała krew:
-Ruszaj się, dzwoń na pogotowie!
-Juz dzwonie!
Służba szybko przyjechała, po czym zabrali Laurę do karetki ja pojechałam z nimi, a Goetze osobnym samochodem. Ratownicy zabrali ją do sali i opatrywali jej rany, z tego co widziałam przez szybkę. Usiadłam na krześle, do mnie dobiegł Mario:
-Co z nią?- spytał drzącym głosem
-Nie wiem- poszłam po gazetę, która leżała na stoliku- Wiem!
-Co..?
-'Mario Goetze zdradził swoją dziewczynę z modelką Issabel Angerer?! Czy to tylko chwila słabości, czy mowy związek piłkarza? Czy Laura Laskowska wybaczy chłopakowi?' -czytałam. Nie! Prawie krzyczałam:
-Może jeszcze nie wie?- spytał z nadzieja w oczach
-'Wykluczając opcje, że 17letnia pikarka o niczym nie wie, gdyz z tego co udało nam się zauważyć, kiedy Goetze tulił się z modelką, dziewczyna rozmawiała z przyjaciółmi i kontem oka zerkała na swojego 'chłopaka' potem popłakała się i pobiegła do domu...'- przerwał mi
-Kur*a, skończ!- wyrwał mi z rąk gazetę
-Bo co? I już wiesz czemu prawie się zabiła?
-Nie zabiła się, chyba ...lekarz nic nie mówił jeszcze...
-Ogarnij się Goetze! Jesteś pacanem jakich mało! Wiesz co ? Jeśli Ci wybaczy, to będę na Ciebie patrzyła tylko dlatego, że kocham Laurę i zawsze ją wesprę, nie to co ty!
Darłam się na Mario, kiedy nagle zobaczyłam lekarza;
-Co z nią?- spytaliśmy równocześnie po czym odepchnęłam Goetzego
-Pani Lena żyje, jeśli później byście przyjechli... No cóż...
-Mogę do niej iść?- spytał Mario
-Nie, ona nie chce cie wiedzieć! Ja pójdę
-Dobrze, więc proszę- wkazał mi drzwi lekarz
-------------------------------------------
Maccie taki głupi... Ale obiecałam, że bd akcje więc jest :3 A teraz mały szantarz. Rozdział dodam w niedzielę, albo w poniedziałek (wollllne mamy !! :D) chyba że.... bd CONAJMNIEJ 3 komentarze. Dla was to tylko chwila, dla mnie natchnienie i pomysł na kolejny rozdział. Z takim zacieszem pacze na każdego nowego obserwatora, a nowym komentarzem jaram sie jak mało kto, mało czym... a jak widzę, że nie ma wgl albo jest tylko jeden... jest mi baaardzo smutno :( Miałam nie dodawać dzisiaj ... ale proszę :) Pozdro ;*
wtorek, 8 października 2013
16- 'bla bla bla'
*Laura*
Przyłożyłam sobie ją do ręki i narysowałam krótką linię, tak tylko tyle do do łazienki wszedł Mario. Wyrwał mi z ręki żyletkę, przyłożył do rany chusteczkę, a potem nakleił plaster i kazał usiąść na łóżko:
-Powiedz mi tylko dlaczego to zrobiłaś?- mówił bardzo spokojnie
-Myślałam że będziesz zły i będziesz się wydzierał, albo...- nie dokończyłam
-Nie nie będę... wiem, że teraz jesteś w rozsypce, dlatego tylko Cię o to pytam. Odpowiedz mi- mówił nadal opanowanie
-Bo ja.... nie mam po co żyć.- spuściłam głowę na dół
-Jak to nie masz? Nie widzisz że chcę ci pomóc, skarbie?- uniósł mój podbródek, tak, żebym patrzyła na niego
-Ja... jestem dla Was tylko problemem- zaczęłam płakać, Mario mnie przytulił
-Nigdy więcej tak nie mów! Posłuchaj, gdybym widział, ze jesteś dla mnie problemem i nie dawałbym rady, nie wiem... zerwałbym z tobą... Nie zrobię tego! Bo ja Cie kocham, Laura!- pocałował mnie
-Ja też Cię kocham - wyszeptałam i pocałowałam piłkarza
-I błagam Cię , nie rób mi tego więcej...
-Postaram się...
Potem Mario zabrał mnie na dół do wszystkich i wygłupialiśmy się, a następnie graliśmy w fifę. Potem poszliśmy juz we dwoje na spacer. Ściemniało się coraz bardziej. Szłam przytulona do piłkarza, kiedy nagle potknęłam się o czyjąś nogę. Odwróciłam się a za mną stał Hubert i głupio się podśmiewał... W głębi serca modliłam się, żeby Mario nie zauważył Huberta, albo, żeby ten nie zaczał swojego 'bla bla bla'. Ja sama przecież bym ich nie rozdzieliła... A do chłopaków nie mam siły już dzwonić. Praktycznie na okrągło się mną zajmują, głupio mi strasznie prosić ich ciągle o pomoc. Wcale się nie zdziwię jak w końcu kiedyś powiedzą: 'Radź sobie sama'
Idąc tak sobie Mario wyczuł, że cos jest nie tak:
-Kotek, coś się dzieje
-Nic...nic...- chciałam ominac ten temat szerokim łukiem- Idziemy dalej?
-Boi się- usłyszałam głos i głupkawy smiech za mną
-O fuck!- zaklnęłam cicho
Nie no to koniec, Mario odwrócił się ujrzał Huberta, już wszystko skończone. Pewnie znowu zacznie się jakaś bójka. I co ja zrobie? Mam ich rozdzialać? Siedemnastoletnia dziewczyna ma rozdzielać swojego 22letniego chłopaka piłkarza i jej wroga!? O Mój Boże...
Jednak ku mojemu zdziwieniu Mario się nie ruszył... Od razu odetchnęłam...:
-Odwal się od niej, inaczej pożałujesz, koleś!
-Hahahh! Jeszcze zobaczymy kto tu pożałuje!- wzruszył ramionami Hubert
Widziałam, że Mario jest mocno zły, że ma ochotę do niego podejść i przywalić mu prosto w twarz , albo nie! Wziąć pistolet i go zastrzelić. Tylko co go trzyma, że tego (dzięki Bogu) nie robi?:
-Jak bym Cie na ulicy spotkał, to bym ci nie oszczędził- wkurzył się Mario
-To ja się boje! aaaaa- zaczął udawać- Ja tutaj w tym całym Monachium nie jestem sam!
-No i co przyprowadzisz tutaj swoji zasranych koleżków i co? Będziemy się bić, tak?!- mówił Mario cały czas mnie trzymając w talii:
-Mario, choć z tąd!- rozkazałam
-Już idzeiemy, skarbie.- powiedział po czym wrócilimy do domu
Poprostu nie mam sił, nie mam ochoty do tego życia! Jest straszne. Tylko ja z całej mojej rodziny, przyjaciół, znajomych, krewnych... ja ! Zawsze mam pod wiatr. Myślałam, że z czasem to się zmieni... Jednak... nie zmieniło się... Domyślam się, że Mario ma mnie dosyć, tych moich problemów, Huberta... Nie wiem co go przy mnie trzyma cały czas... Ale jestem pewna , że w końcu ze mną zerwie, i pójdzie do jakiejś, która jest jego warta. Nie taka szara myszka, z problemami, z zryta psychiką przez jakiegoś głąba...:
-Już jesteśmy skarbie...- wybudził mnie Mario
-Na szczęście- odpowiedziałam po czym pobiegłam na górę do pokoju, żeby móc się wypłakać.
Tak sobie o tym wszystkim myślałam, o tym, że może rodzice mieli racje:
'Życie piłkarza wcale nie jest łatwe- wspomniałam słowa mamy- te ciągłe kontuzje, problemy, prasa... która ciągle wymyśla coś na Twój temat. Może i doświadczenie masz... Ale co ci po tym wszystkim skoro w głębi serca szczęśliwa nie będziesz...'
Wspominałam słowa mojej mamy... a co jeśli miała rację? Jeśli nie myliła się co do mnie?
'Jesteś osobą, która żyje teraźniejszością, która nie patrzy na przeszłość. Tylko liczy się to co tu teraz. Jutro dla ciebie nie jest ważne...'
Te słowa wypowiedziane przez moją mamę w wieku 13- 14 lat były dla mnie straszne. Nie rozumiałam wtedy dlaczego oni nie potrafiom mnie zrozumić. NIkt! W nikim nie miałam wsparcia... ani szczęścia do życia. To było dla mnie jak upokorzenie... Strch przed wszystkim i wszystkimi.... Chcesz pomóc, zyć uczciwie a co z tego masz? Gówno! Wszyscy się od ciebie odwracają, ty myślisz, ze robisz dobrze a inni mają twoje czyny gdziesz bardzo głęboko. Wtedy szukasz żyletki chcesz zamknąć się gdzieś, uciec i już nie wrócić nigdy. Ale nagle widzisz świetełko w tunelu, to przyjaciel, który odbierze słuchawkę nawet o 3 w nocy i będzie wysłuchiwał jak przeklinasz na cały świat i przytakiwał ci. To jest ta osoba w której jako jedynej pokładasz nadzieję.... LENA! Tylko ona jedyna kocham ją. nIgdy nie pozwoliła, na to, żebym zrobiła sobie coś... Zmorzył mnie sen...Zakończyłam moje rozmyślanie na tym etapie.
-------------------------------------
Taki strasznie głupi nudny i walnięty, Sory prezpraszam :/ Nie chcę za szybko przejść do ciekawszej części :* Ten rozdział opisuje dokładnie mnie dzisiaj (tzn. w tym dniu co pisałam ten rozdział) ROZSYPKA :/ Psytul :*
Przyłożyłam sobie ją do ręki i narysowałam krótką linię, tak tylko tyle do do łazienki wszedł Mario. Wyrwał mi z ręki żyletkę, przyłożył do rany chusteczkę, a potem nakleił plaster i kazał usiąść na łóżko:
-Powiedz mi tylko dlaczego to zrobiłaś?- mówił bardzo spokojnie
-Myślałam że będziesz zły i będziesz się wydzierał, albo...- nie dokończyłam
-Nie nie będę... wiem, że teraz jesteś w rozsypce, dlatego tylko Cię o to pytam. Odpowiedz mi- mówił nadal opanowanie
-Bo ja.... nie mam po co żyć.- spuściłam głowę na dół
-Jak to nie masz? Nie widzisz że chcę ci pomóc, skarbie?- uniósł mój podbródek, tak, żebym patrzyła na niego
-Ja... jestem dla Was tylko problemem- zaczęłam płakać, Mario mnie przytulił
-Nigdy więcej tak nie mów! Posłuchaj, gdybym widział, ze jesteś dla mnie problemem i nie dawałbym rady, nie wiem... zerwałbym z tobą... Nie zrobię tego! Bo ja Cie kocham, Laura!- pocałował mnie
-Ja też Cię kocham - wyszeptałam i pocałowałam piłkarza
-I błagam Cię , nie rób mi tego więcej...
-Postaram się...
Potem Mario zabrał mnie na dół do wszystkich i wygłupialiśmy się, a następnie graliśmy w fifę. Potem poszliśmy juz we dwoje na spacer. Ściemniało się coraz bardziej. Szłam przytulona do piłkarza, kiedy nagle potknęłam się o czyjąś nogę. Odwróciłam się a za mną stał Hubert i głupio się podśmiewał... W głębi serca modliłam się, żeby Mario nie zauważył Huberta, albo, żeby ten nie zaczał swojego 'bla bla bla'. Ja sama przecież bym ich nie rozdzieliła... A do chłopaków nie mam siły już dzwonić. Praktycznie na okrągło się mną zajmują, głupio mi strasznie prosić ich ciągle o pomoc. Wcale się nie zdziwię jak w końcu kiedyś powiedzą: 'Radź sobie sama'
Idąc tak sobie Mario wyczuł, że cos jest nie tak:
-Kotek, coś się dzieje
-Nic...nic...- chciałam ominac ten temat szerokim łukiem- Idziemy dalej?
-Boi się- usłyszałam głos i głupkawy smiech za mną
-O fuck!- zaklnęłam cicho
Nie no to koniec, Mario odwrócił się ujrzał Huberta, już wszystko skończone. Pewnie znowu zacznie się jakaś bójka. I co ja zrobie? Mam ich rozdzialać? Siedemnastoletnia dziewczyna ma rozdzielać swojego 22letniego chłopaka piłkarza i jej wroga!? O Mój Boże...
Jednak ku mojemu zdziwieniu Mario się nie ruszył... Od razu odetchnęłam...:
-Odwal się od niej, inaczej pożałujesz, koleś!
-Hahahh! Jeszcze zobaczymy kto tu pożałuje!- wzruszył ramionami Hubert
Widziałam, że Mario jest mocno zły, że ma ochotę do niego podejść i przywalić mu prosto w twarz , albo nie! Wziąć pistolet i go zastrzelić. Tylko co go trzyma, że tego (dzięki Bogu) nie robi?:
-Jak bym Cie na ulicy spotkał, to bym ci nie oszczędził- wkurzył się Mario
-To ja się boje! aaaaa- zaczął udawać- Ja tutaj w tym całym Monachium nie jestem sam!
-No i co przyprowadzisz tutaj swoji zasranych koleżków i co? Będziemy się bić, tak?!- mówił Mario cały czas mnie trzymając w talii:
-Mario, choć z tąd!- rozkazałam
-Już idzeiemy, skarbie.- powiedział po czym wrócilimy do domu
Poprostu nie mam sił, nie mam ochoty do tego życia! Jest straszne. Tylko ja z całej mojej rodziny, przyjaciół, znajomych, krewnych... ja ! Zawsze mam pod wiatr. Myślałam, że z czasem to się zmieni... Jednak... nie zmieniło się... Domyślam się, że Mario ma mnie dosyć, tych moich problemów, Huberta... Nie wiem co go przy mnie trzyma cały czas... Ale jestem pewna , że w końcu ze mną zerwie, i pójdzie do jakiejś, która jest jego warta. Nie taka szara myszka, z problemami, z zryta psychiką przez jakiegoś głąba...:
-Już jesteśmy skarbie...- wybudził mnie Mario
-Na szczęście- odpowiedziałam po czym pobiegłam na górę do pokoju, żeby móc się wypłakać.
Tak sobie o tym wszystkim myślałam, o tym, że może rodzice mieli racje:
'Życie piłkarza wcale nie jest łatwe- wspomniałam słowa mamy- te ciągłe kontuzje, problemy, prasa... która ciągle wymyśla coś na Twój temat. Może i doświadczenie masz... Ale co ci po tym wszystkim skoro w głębi serca szczęśliwa nie będziesz...'
Wspominałam słowa mojej mamy... a co jeśli miała rację? Jeśli nie myliła się co do mnie?
'Jesteś osobą, która żyje teraźniejszością, która nie patrzy na przeszłość. Tylko liczy się to co tu teraz. Jutro dla ciebie nie jest ważne...'
Te słowa wypowiedziane przez moją mamę w wieku 13- 14 lat były dla mnie straszne. Nie rozumiałam wtedy dlaczego oni nie potrafiom mnie zrozumić. NIkt! W nikim nie miałam wsparcia... ani szczęścia do życia. To było dla mnie jak upokorzenie... Strch przed wszystkim i wszystkimi.... Chcesz pomóc, zyć uczciwie a co z tego masz? Gówno! Wszyscy się od ciebie odwracają, ty myślisz, ze robisz dobrze a inni mają twoje czyny gdziesz bardzo głęboko. Wtedy szukasz żyletki chcesz zamknąć się gdzieś, uciec i już nie wrócić nigdy. Ale nagle widzisz świetełko w tunelu, to przyjaciel, który odbierze słuchawkę nawet o 3 w nocy i będzie wysłuchiwał jak przeklinasz na cały świat i przytakiwał ci. To jest ta osoba w której jako jedynej pokładasz nadzieję.... LENA! Tylko ona jedyna kocham ją. nIgdy nie pozwoliła, na to, żebym zrobiła sobie coś... Zmorzył mnie sen...Zakończyłam moje rozmyślanie na tym etapie.
-------------------------------------
Taki strasznie głupi nudny i walnięty, Sory prezpraszam :/ Nie chcę za szybko przejść do ciekawszej części :* Ten rozdział opisuje dokładnie mnie dzisiaj (tzn. w tym dniu co pisałam ten rozdział) ROZSYPKA :/ Psytul :*
piątek, 4 października 2013
15- Hopsające króliki :)
*Laura*
Chłopaki mieli świetniasty pomysł z tą akcją u Alcantary... Zapomniałam o tym co zrobił mi Hubert i co jeszcze może mi zrobić. Ten czlowiek powinien iść do psychiatry...
U Thiago wyglupialiśmy się tak jeszcze sporo czasu, kiedy nagle przypomniało nam się, że chłopaki mają trening xD. Zebraliśmy ekipę i udaliśmy się pod Aliznz. Chłopaki wygłupiali się od początku treningu xD. Wszedł Guardiola, oni nawet go nie zauważyli, i głupieli xd. Lahm wkoczył na plecy Riberiemu :
-Hopsaj jednorożcu!
-Lama! Hopsają ...- zaczęłam mu tłumaczyć ... :)
-Tak wiem króliki! :D xddd
-hahahahahha.... Nie mam sił ci tłumaczyć
-xD taka natura człowieka
-AAaaaaaauuu! Złaź słoniu!- zawył Riberie
-Ty! Bez takich! Lamo jeśli już!- obraził sie Lama
-Wszystko jedno złaź bo mi noga z kręgosłupa wyszkoczyła!
-To niech wskoczy- zaśmiał się Nauer
-Ej, chłopaki, mnie tu noga boli a wy takie tematy!- krzyknął Frank- Dzwońcie gdzieś!!!
-Już jużżżżz- zawył Goetze i wyjął telefon- A jaki jest numer.... tam ... GDZIEŚ?
-No nie wiesz? 312!
-Halo? Dzień Dobry. Tak... Ja poproszę lody na wynos... Yhm.. pod Aliazn Arena proszę!- Mario rozmawiał a my tarzaliśmy sie ze śmiechu
-Można wiedzieć po co dzwonisz do lodziarni?- spytał Guardiola
-No ten... tego... Bo ja słyszałem że jak coś boli to trzeba zmine okłady robić- powiedział na co my wybuchnęliśmy.
-A o mnie to nie pomyślałeś Goetze!?- zawył trener
-Ups...
Reszta treningu minęła jak zwykle... my się śmiałyśmy chłopaki ganiali bo boisku. Dobra ktoś musiał tu pożądek zaprowadzić... :
-5 kółek- krzyknął trener
-Ale trenerze... - Przeciągnęli Mario i Manuel
-Goetze i Nauer 10!
-O Jezu!
-15! Jeszcze coś chłopaki?-
-My już będzeimy grzeczniii- zawyli
-No ja myślę, że po tych kółkach napewno!- zaśmiał się Pep a chłopaki biegali dalej.
Mario jak wiać juz wrócił do gry... Ja mam jeszcze kilka dni ze wzgl. na moją chorą rękę. Niby jest coaz lepiej. Myślę, że niedługo będę mogła wrócić...
Czekałam na Mario pod stadionem byłam bardzo szczęśliwa, że tak starają sie mnie pocieszyć... żebym tylko nie myślała o tym pacanie...:
-Oooo kogo ja tu widze...
-Fuck- powiedziłam pod nosem
-A co ty taka wesoła skarbie?- spytał z przekąsem Hubert.
-Masz- podałam mu kartkę-
-Co to? Twój numer konta w banku?- poruszył znacząco brwiami
-Nie! To numer do DOBREGO PSYCHIATRY- wykrzyczałam
Na moje szczęście drzwi od stadionu otworzyły się i wtszliu z nich Mario, Mandzu z Leną i Lama:
-To jeszcze nie konic skarbie- zdążył dopowiedzieć- Zginiesz!- rozpłakałam się
Przybiegła do mnie Lena a Mario rzucił się na Huberta. Mandzukić i Lahm pobiegl ich rozdzielać:
-Mario, po co to robisz!?- krzyknął Philip
-Nie zniżaj sie do jego poziomu- dopowiedział Mario M
Chcieli jakoś odciąć Goetze'go od tego drania. Kiedy udało im się ich rozdzielić mój chłopak przybiegł do mnie i mnie przytulił.
-Mario ja nie mogę tak dłużej, on mi powiedział, że zginę!
-Kotek wszystko będzie dobrze!- przytlił mnie
-Nic nie będzie dobrze- wyrwałam się z jego objęć
I biegłam w stronę domu. Ja mam dosyć tego człowieka! On niszczy mi życie w wgl się tym nie przejmuje! Co za popapraniec jakiś.
Biegłam coraz szybciej, w końcu dobiegłam do domu. Otworzyłam szybko drzwi i wybiegłam tarasem do ogrdu, rzuciłam się na hamak i zastanawiałam się czy moje życie ma jeszcze jaki kolwiek sens. Po dłuszym czasie zoriętowałam się, że przyszła reszta, dziwne że mnie nie szukali. Może zrozumieli że chcę to przemyśleć... Albo już ich nie obchodzę....
Z ogrodu szybko wbiegłam do łazienki. Słyszałam że ktoś wchodzi po schodach, był to Mario. Ja nie przerywałam czynności, cały czas szukałam mojej przyjaciółki ... Gdzie Mario pochował żyletki zastanawiałam się:
-Kochanie co jest? Otwieraj!- pukał w drzwi, ja nie odpowiadałam
-Jeśli nie otworzysz, sam wejdę- no tak nie zamknęłam drzwi
Ja nie odpowiedałam, znalazłam żyletkę. Przyłożyłam sobie ją do ręki i...
----------------------------------------
Sory, przepraszam, wybaczcie... Taki wymęczony.... Nie chodzi o to , że nie mam weny... (uprzedzam). Chodzi mi tylko o to że chcę żeby jakoś to rozwinąć (podejrzewam że chcecie dłużej czytać tego bloga) i dlatego właśnie chcę to jakoś rozwinąć. Spodziewajcie się czegoś w kolejnych :D Pozdro :**
Chłopaki mieli świetniasty pomysł z tą akcją u Alcantary... Zapomniałam o tym co zrobił mi Hubert i co jeszcze może mi zrobić. Ten czlowiek powinien iść do psychiatry...
U Thiago wyglupialiśmy się tak jeszcze sporo czasu, kiedy nagle przypomniało nam się, że chłopaki mają trening xD. Zebraliśmy ekipę i udaliśmy się pod Aliznz. Chłopaki wygłupiali się od początku treningu xD. Wszedł Guardiola, oni nawet go nie zauważyli, i głupieli xd. Lahm wkoczył na plecy Riberiemu :
-Hopsaj jednorożcu!
-Lama! Hopsają ...- zaczęłam mu tłumaczyć ... :)
-Tak wiem króliki! :D xddd
-hahahahahha.... Nie mam sił ci tłumaczyć
-xD taka natura człowieka
-AAaaaaaauuu! Złaź słoniu!- zawył Riberie
-Ty! Bez takich! Lamo jeśli już!- obraził sie Lama
-Wszystko jedno złaź bo mi noga z kręgosłupa wyszkoczyła!
-To niech wskoczy- zaśmiał się Nauer
-Ej, chłopaki, mnie tu noga boli a wy takie tematy!- krzyknął Frank- Dzwońcie gdzieś!!!
-Już jużżżżz- zawył Goetze i wyjął telefon- A jaki jest numer.... tam ... GDZIEŚ?
-No nie wiesz? 312!
-Halo? Dzień Dobry. Tak... Ja poproszę lody na wynos... Yhm.. pod Aliazn Arena proszę!- Mario rozmawiał a my tarzaliśmy sie ze śmiechu
-Można wiedzieć po co dzwonisz do lodziarni?- spytał Guardiola
-No ten... tego... Bo ja słyszałem że jak coś boli to trzeba zmine okłady robić- powiedział na co my wybuchnęliśmy.
-A o mnie to nie pomyślałeś Goetze!?- zawył trener
-Ups...
Reszta treningu minęła jak zwykle... my się śmiałyśmy chłopaki ganiali bo boisku. Dobra ktoś musiał tu pożądek zaprowadzić... :
-5 kółek- krzyknął trener
-Ale trenerze... - Przeciągnęli Mario i Manuel
-Goetze i Nauer 10!
-O Jezu!
-15! Jeszcze coś chłopaki?-
-My już będzeimy grzeczniii- zawyli
-No ja myślę, że po tych kółkach napewno!- zaśmiał się Pep a chłopaki biegali dalej.
Mario jak wiać juz wrócił do gry... Ja mam jeszcze kilka dni ze wzgl. na moją chorą rękę. Niby jest coaz lepiej. Myślę, że niedługo będę mogła wrócić...
Czekałam na Mario pod stadionem byłam bardzo szczęśliwa, że tak starają sie mnie pocieszyć... żebym tylko nie myślała o tym pacanie...:
-Oooo kogo ja tu widze...
-Fuck- powiedziłam pod nosem
-A co ty taka wesoła skarbie?- spytał z przekąsem Hubert.
-Masz- podałam mu kartkę-
-Co to? Twój numer konta w banku?- poruszył znacząco brwiami
-Nie! To numer do DOBREGO PSYCHIATRY- wykrzyczałam
Na moje szczęście drzwi od stadionu otworzyły się i wtszliu z nich Mario, Mandzu z Leną i Lama:
-To jeszcze nie konic skarbie- zdążył dopowiedzieć- Zginiesz!- rozpłakałam się
Przybiegła do mnie Lena a Mario rzucił się na Huberta. Mandzukić i Lahm pobiegl ich rozdzielać:
-Mario, po co to robisz!?- krzyknął Philip
-Nie zniżaj sie do jego poziomu- dopowiedział Mario M
Chcieli jakoś odciąć Goetze'go od tego drania. Kiedy udało im się ich rozdzielić mój chłopak przybiegł do mnie i mnie przytulił.
-Mario ja nie mogę tak dłużej, on mi powiedział, że zginę!
-Kotek wszystko będzie dobrze!- przytlił mnie
-Nic nie będzie dobrze- wyrwałam się z jego objęć
I biegłam w stronę domu. Ja mam dosyć tego człowieka! On niszczy mi życie w wgl się tym nie przejmuje! Co za popapraniec jakiś.
Biegłam coraz szybciej, w końcu dobiegłam do domu. Otworzyłam szybko drzwi i wybiegłam tarasem do ogrdu, rzuciłam się na hamak i zastanawiałam się czy moje życie ma jeszcze jaki kolwiek sens. Po dłuszym czasie zoriętowałam się, że przyszła reszta, dziwne że mnie nie szukali. Może zrozumieli że chcę to przemyśleć... Albo już ich nie obchodzę....
Z ogrodu szybko wbiegłam do łazienki. Słyszałam że ktoś wchodzi po schodach, był to Mario. Ja nie przerywałam czynności, cały czas szukałam mojej przyjaciółki ... Gdzie Mario pochował żyletki zastanawiałam się:
-Kochanie co jest? Otwieraj!- pukał w drzwi, ja nie odpowiadałam
-Jeśli nie otworzysz, sam wejdę- no tak nie zamknęłam drzwi
Ja nie odpowiedałam, znalazłam żyletkę. Przyłożyłam sobie ją do ręki i...
----------------------------------------
Sory, przepraszam, wybaczcie... Taki wymęczony.... Nie chodzi o to , że nie mam weny... (uprzedzam). Chodzi mi tylko o to że chcę żeby jakoś to rozwinąć (podejrzewam że chcecie dłużej czytać tego bloga) i dlatego właśnie chcę to jakoś rozwinąć. Spodziewajcie się czegoś w kolejnych :D Pozdro :**
wtorek, 1 października 2013
14- '...Ej, kto mi tam siedzi w kominie?'
*Lena*
Siedzieliśmy z Mario w pokoju, kiedy dostałam sms-a:
-Idziemy na przypał?- spytałam ukochanego
-Jeszcze pytasz? Oczywiscie- pocałował mnie
Odpisałam przyjaciółce i poszliśmy się ogarnąć. Wyszliśmy z domu i skoczyliśmy do Lahma, u którego mieliśmy się wszystcy spotkać. Kiedy przyjechaliśmy, wszyscy już byli, gadali i śmiali się. Dołączyliśmy do nich. Chcieliśmy coś odwalić jednak nie bardzo wiedzieliśmy co.:
-Wymyśliłem coś- Lahm (jak zwykle zresztą)
-Nie potknij się gdy wpadniesz na pomysł!- zażartowałam
Wymyślił, że pójdziemy do Thiago Acantary i zabawimy się w Świętego Mikołaja, ale trochę inaczej.
Napisaliśmy mu sms-a z naszym tradycyjnym 'Wbijamy na chatę' xD Po chwili jeszcze dopisali 'Ale nie dosłownie' xD. Wyszliśmy z domu i skoczyliśmy po drodze do sklepu,. My patrzymy a Goetze z Lahm' em ciągna za sobą worek ziemniaków xD. Wybuchnęliśmy śmiechem:
-No przecież mówiłem że 'nie dosłownie' - powiedział Philip na co my dostaliśmy jeszcze większego ataku śmiechu.
Potem podeszliśmy pod dom nowego nabytku Bawarczyków i Lama ze swoim genialnym pomysłem i z nami wszedł na dach. Na dole został Mandzukić (który dość szybko biega xD). Zadzwonił dzwonkiem, w tym samym czasie Goetze zrzucił przez komin ziemniaka:
-Kto tam?- spytał Alcantara
Mandzu zwiał i wspiął się na dach Thiago otworzył drzwi. Widząc, że nikogo w nich nie ma spowrotem je zamknął:
-Hoooooł hoooooł hoooooł!- zawyła Laura
Mario zrzucił kolejnego ziemniaka, potem chłopaki kazali mi puścić 'Merry Christmas' z telefonu. Jak prosili tak zrobiłam. Jednak po chwili trzymania telefonu w kominie zleciał mi. Lama zrzucił kolejnego ziemniaka:
-NIe rzucaj bo mi telefon porysujesz!- krzyknęłam
-Cicho!- krzyknął- bo nie wyjdzie!- A z telefonem to, albo go z kominkia wyjmiemy w całości albo ci nowy kupię- poinformował mnie Mandzukić
-Ej, kto mi tam siedzi w kominie?- usłyszał nas Thiago
My chcieliśmy zrzucić cały worek ziemniaków, ale Goetze i Lahm nie poradzili sobie z tym i razem z workiem spadli do kominka Alcantary xD. :
-Czy ktos mi wyjaśni co tu się dzieje?- spytał ledwo opanowując śmiech Hiszpański pomocnik
*Laura*
-No ten tego... -zaczął Goetze - eeee Kochnie skacz- zwtócił się do mnie
-A nie łatwiej wejść drzwiami?
-To teraz masz zamiar z dachu schodzić?
-No nie. Skaczę!!! Ałłłłłłłłłłłł moja ręka'
-Ups... Już idę
Mario wyciągał mnie z kominka kiedy spojrzałam na Thiago:
-Siemaneczko Thiago
Patrzył na mnie z miną WTF ( z podłogi), ledwo opanował śmiech. Kiedy wyszłam z komina na nowo dostał ataku:
-Thiago, wytłumacz mi proszę z czego się tak naśmiewasz?- ten odwrócił mnie tyłem, bo za mną stało lustro, byłam cała w sadzy:
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Co to?- wrzeszczałam
-Kotek, yyy... to ty.- niepewnie powiedział Mario
-Ło mój Boże!
Przewróciłam się na podłogę i razem z Alcantarą, Goetze i Lhmem śmialiśmy się na maksa. Potem z komina wyszła reszta czyli Mario i Lena. Mieliśmy z nich ubaw i pytaliśmy (znaczącymi minami), co oni tyle czasu na dachu robili. Potem rozległ się dzwonek do drzwi:
-Ło żesz Kur*a!- zaklnął Hiszpan
-Że co?- spytalismy razem
-Moja sąsiadka, brzydka, natrętna... a do tego głupia...
-To ja otworzę- powiedziałam nie przestając się smiać, na co wybuchnęła reszta
-Dzień dobry, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!- zrzeszczała ta baba
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!- krzyknęłam, żeczywiście ładna to ona nie była
-A co ci się stało, młoda damo?- spytała poważnie
-Hmmmm... powinnam panią o to samo spytać.- wybuchnęłam i spojrzałam na przyjaciół, którzy tarzali się po podłodze.
-To po co pani przyszła?
-Spytać czy tu mieszkasz?
-Taaaaaaa, będziemy sąsiaaaaadkamiiii... -uśmiechnęłam się- Wiiiiiiiiiii!!- ja podjarana pomysłem
-To ja sobię idę i raczej nie wrócę!
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest!- wrzeszczeliśp
Babka jeszcze się obejrzała i sobie poszła. Do mnie przylecieli chłopaki i Lena i zaczeli mnie tulić.
-yyyy.. a wam co się stało?
-Wypłoszyłaś mi sąsiadkę!- zaczął Alcantara radośnie- Kocham Cię
-Ejjjjj, Ja tu jestem- zawył Goetze
-No przecież widzę, skarbie xD
-----------------------------------
Taki śmieszniejszy na pocieszenie, że niedługo ferie xD (hahahhah xdddd)... Coś mi padło na mózg TODAY :D
Siedzieliśmy z Mario w pokoju, kiedy dostałam sms-a:
-Idziemy na przypał?- spytałam ukochanego
-Jeszcze pytasz? Oczywiscie- pocałował mnie
Odpisałam przyjaciółce i poszliśmy się ogarnąć. Wyszliśmy z domu i skoczyliśmy do Lahma, u którego mieliśmy się wszystcy spotkać. Kiedy przyjechaliśmy, wszyscy już byli, gadali i śmiali się. Dołączyliśmy do nich. Chcieliśmy coś odwalić jednak nie bardzo wiedzieliśmy co.:
-Wymyśliłem coś- Lahm (jak zwykle zresztą)
-Nie potknij się gdy wpadniesz na pomysł!- zażartowałam
Wymyślił, że pójdziemy do Thiago Acantary i zabawimy się w Świętego Mikołaja, ale trochę inaczej.
Napisaliśmy mu sms-a z naszym tradycyjnym 'Wbijamy na chatę' xD Po chwili jeszcze dopisali 'Ale nie dosłownie' xD. Wyszliśmy z domu i skoczyliśmy po drodze do sklepu,. My patrzymy a Goetze z Lahm' em ciągna za sobą worek ziemniaków xD. Wybuchnęliśmy śmiechem:
-No przecież mówiłem że 'nie dosłownie' - powiedział Philip na co my dostaliśmy jeszcze większego ataku śmiechu.
Potem podeszliśmy pod dom nowego nabytku Bawarczyków i Lama ze swoim genialnym pomysłem i z nami wszedł na dach. Na dole został Mandzukić (który dość szybko biega xD). Zadzwonił dzwonkiem, w tym samym czasie Goetze zrzucił przez komin ziemniaka:
-Kto tam?- spytał Alcantara
Mandzu zwiał i wspiął się na dach Thiago otworzył drzwi. Widząc, że nikogo w nich nie ma spowrotem je zamknął:
-Hoooooł hoooooł hoooooł!- zawyła Laura
Mario zrzucił kolejnego ziemniaka, potem chłopaki kazali mi puścić 'Merry Christmas' z telefonu. Jak prosili tak zrobiłam. Jednak po chwili trzymania telefonu w kominie zleciał mi. Lama zrzucił kolejnego ziemniaka:
-NIe rzucaj bo mi telefon porysujesz!- krzyknęłam
-Cicho!- krzyknął- bo nie wyjdzie!- A z telefonem to, albo go z kominkia wyjmiemy w całości albo ci nowy kupię- poinformował mnie Mandzukić
-Ej, kto mi tam siedzi w kominie?- usłyszał nas Thiago
My chcieliśmy zrzucić cały worek ziemniaków, ale Goetze i Lahm nie poradzili sobie z tym i razem z workiem spadli do kominka Alcantary xD. :
-Czy ktos mi wyjaśni co tu się dzieje?- spytał ledwo opanowując śmiech Hiszpański pomocnik
*Laura*
-No ten tego... -zaczął Goetze - eeee Kochnie skacz- zwtócił się do mnie
-A nie łatwiej wejść drzwiami?
-To teraz masz zamiar z dachu schodzić?
-No nie. Skaczę!!! Ałłłłłłłłłłłł moja ręka'
-Ups... Już idę
Mario wyciągał mnie z kominka kiedy spojrzałam na Thiago:
-Siemaneczko Thiago
Patrzył na mnie z miną WTF ( z podłogi), ledwo opanował śmiech. Kiedy wyszłam z komina na nowo dostał ataku:
-Thiago, wytłumacz mi proszę z czego się tak naśmiewasz?- ten odwrócił mnie tyłem, bo za mną stało lustro, byłam cała w sadzy:
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Co to?- wrzeszczałam
-Kotek, yyy... to ty.- niepewnie powiedział Mario
-Ło mój Boże!
Przewróciłam się na podłogę i razem z Alcantarą, Goetze i Lhmem śmialiśmy się na maksa. Potem z komina wyszła reszta czyli Mario i Lena. Mieliśmy z nich ubaw i pytaliśmy (znaczącymi minami), co oni tyle czasu na dachu robili. Potem rozległ się dzwonek do drzwi:
-Ło żesz Kur*a!- zaklnął Hiszpan
-Że co?- spytalismy razem
-Moja sąsiadka, brzydka, natrętna... a do tego głupia...
-To ja otworzę- powiedziałam nie przestając się smiać, na co wybuchnęła reszta
-Dzień dobry, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!- zrzeszczała ta baba
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!- krzyknęłam, żeczywiście ładna to ona nie była
-A co ci się stało, młoda damo?- spytała poważnie
-Hmmmm... powinnam panią o to samo spytać.- wybuchnęłam i spojrzałam na przyjaciół, którzy tarzali się po podłodze.
-To po co pani przyszła?
-Spytać czy tu mieszkasz?
-Taaaaaaa, będziemy sąsiaaaaadkamiiii... -uśmiechnęłam się- Wiiiiiiiiiii!!- ja podjarana pomysłem
-To ja sobię idę i raczej nie wrócę!
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest!- wrzeszczeliśp
Babka jeszcze się obejrzała i sobie poszła. Do mnie przylecieli chłopaki i Lena i zaczeli mnie tulić.
-yyyy.. a wam co się stało?
-Wypłoszyłaś mi sąsiadkę!- zaczął Alcantara radośnie- Kocham Cię
-Ejjjjj, Ja tu jestem- zawył Goetze
-No przecież widzę, skarbie xD
-----------------------------------
Taki śmieszniejszy na pocieszenie, że niedługo ferie xD (hahahhah xdddd)... Coś mi padło na mózg TODAY :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)