wtorek, 8 października 2013

16- 'bla bla bla'

*Laura*
Przyłożyłam sobie ją do ręki i narysowałam krótką linię, tak tylko tyle do do łazienki wszedł Mario. Wyrwał mi z ręki żyletkę, przyłożył do rany chusteczkę, a potem nakleił plaster i kazał usiąść na łóżko:
-Powiedz mi tylko dlaczego to zrobiłaś?- mówił bardzo spokojnie
-Myślałam że będziesz zły i będziesz się wydzierał, albo...- nie dokończyłam
-Nie nie będę... wiem, że teraz jesteś w rozsypce, dlatego tylko Cię o to pytam. Odpowiedz mi- mówił nadal opanowanie
-Bo ja.... nie mam po co żyć.- spuściłam głowę na dół
-Jak to nie masz? Nie widzisz że chcę ci pomóc, skarbie?- uniósł mój podbródek, tak, żebym patrzyła na niego
-Ja... jestem dla Was tylko problemem- zaczęłam płakać, Mario mnie przytulił
-Nigdy więcej tak nie mów! Posłuchaj, gdybym widział, ze jesteś dla mnie problemem i nie dawałbym rady, nie wiem... zerwałbym z tobą... Nie zrobię tego! Bo ja Cie kocham, Laura!- pocałował mnie
-Ja też Cię kocham - wyszeptałam i pocałowałam piłkarza
-I błagam Cię , nie rób mi tego więcej...
-Postaram się...
Potem Mario zabrał mnie na dół do wszystkich i wygłupialiśmy się, a następnie graliśmy w fifę. Potem poszliśmy juz we dwoje na spacer. Ściemniało się coraz bardziej. Szłam przytulona do piłkarza, kiedy nagle potknęłam się o czyjąś nogę. Odwróciłam się a za mną stał Hubert i głupio się podśmiewał... W głębi serca modliłam się, żeby Mario nie zauważył Huberta, albo, żeby ten nie zaczał swojego 'bla bla bla'. Ja sama przecież bym ich nie rozdzieliła... A do chłopaków nie mam siły już dzwonić. Praktycznie na okrągło się mną zajmują, głupio mi strasznie prosić ich ciągle o pomoc. Wcale się nie zdziwię jak w końcu kiedyś powiedzą: 'Radź sobie sama'
Idąc tak sobie Mario wyczuł, że cos jest nie tak:
-Kotek, coś się dzieje
-Nic...nic...- chciałam ominac ten temat szerokim łukiem- Idziemy dalej?
-Boi się- usłyszałam głos i głupkawy smiech za mną
-O fuck!- zaklnęłam cicho
Nie no to koniec, Mario odwrócił się ujrzał Huberta, już wszystko skończone. Pewnie znowu zacznie się jakaś bójka. I co ja zrobie? Mam ich rozdzialać? Siedemnastoletnia dziewczyna ma rozdzielać swojego 22letniego chłopaka piłkarza i jej wroga!? O Mój Boże...
Jednak ku mojemu zdziwieniu Mario się nie ruszył... Od razu odetchnęłam...:
-Odwal się od niej, inaczej pożałujesz, koleś!
-Hahahh! Jeszcze zobaczymy kto tu pożałuje!- wzruszył ramionami Hubert
Widziałam, że Mario jest mocno zły, że ma ochotę do niego podejść i przywalić mu prosto w twarz , albo nie! Wziąć pistolet i go zastrzelić. Tylko co go trzyma, że tego (dzięki Bogu) nie robi?:
-Jak bym Cie na ulicy spotkał, to bym ci nie oszczędził- wkurzył się Mario
-To ja się boje! aaaaa- zaczął udawać- Ja tutaj w tym całym Monachium nie jestem sam!
-No i co przyprowadzisz tutaj swoji zasranych koleżków i co? Będziemy się bić, tak?!- mówił Mario cały czas mnie trzymając w talii:
-Mario, choć z tąd!- rozkazałam
-Już idzeiemy, skarbie.- powiedział po czym wrócilimy do domu
Poprostu nie mam sił, nie mam ochoty do tego życia! Jest straszne. Tylko ja z całej mojej rodziny, przyjaciół, znajomych, krewnych... ja ! Zawsze mam pod wiatr. Myślałam, że z czasem to się zmieni... Jednak... nie zmieniło się... Domyślam się, że Mario ma mnie dosyć, tych moich problemów, Huberta... Nie wiem co go przy mnie trzyma cały czas... Ale jestem pewna , że w końcu ze mną zerwie, i pójdzie do jakiejś, która jest jego warta. Nie taka szara myszka, z problemami, z zryta psychiką przez jakiegoś głąba...:
-Już jesteśmy skarbie...- wybudził mnie Mario
-Na szczęście- odpowiedziałam po czym pobiegłam na górę do pokoju, żeby móc się wypłakać.
Tak sobie o tym wszystkim myślałam, o tym, że może rodzice mieli racje:
'Życie piłkarza wcale nie jest łatwe- wspomniałam słowa mamy- te ciągłe kontuzje, problemy, prasa... która ciągle wymyśla coś na Twój temat. Może i doświadczenie masz... Ale co ci po tym wszystkim skoro w głębi serca szczęśliwa nie będziesz...'
Wspominałam słowa mojej mamy... a co jeśli miała rację?  Jeśli nie myliła się co do mnie?
'Jesteś osobą, która żyje teraźniejszością, która nie patrzy na przeszłość. Tylko liczy się to co tu teraz. Jutro dla ciebie nie jest ważne...'
Te słowa wypowiedziane przez moją mamę w wieku 13- 14 lat były dla mnie straszne. Nie rozumiałam wtedy dlaczego oni nie potrafiom mnie zrozumić. NIkt! W nikim nie miałam wsparcia... ani szczęścia do życia. To było dla mnie jak upokorzenie... Strch przed wszystkim i wszystkimi.... Chcesz pomóc, zyć uczciwie a co z tego masz? Gówno! Wszyscy się od ciebie odwracają, ty myślisz, ze robisz dobrze a inni mają twoje czyny gdziesz bardzo głęboko. Wtedy szukasz żyletki chcesz zamknąć się gdzieś, uciec i już nie wrócić nigdy. Ale nagle widzisz świetełko w tunelu, to przyjaciel, który odbierze słuchawkę nawet o 3 w nocy i będzie wysłuchiwał jak przeklinasz na cały świat i przytakiwał ci. To jest ta osoba w której jako jedynej pokładasz nadzieję.... LENA! Tylko ona jedyna kocham ją. nIgdy nie pozwoliła, na to, żebym zrobiła sobie coś... Zmorzył mnie sen...Zakończyłam moje rozmyślanie na tym etapie.


-------------------------------------
Taki strasznie głupi nudny i walnięty, Sory prezpraszam :/ Nie chcę za szybko przejść do ciekawszej części :* Ten rozdział opisuje dokładnie mnie dzisiaj (tzn. w tym dniu co pisałam ten rozdział) ROZSYPKA :/ Psytul :*

piątek, 4 października 2013

15- Hopsające króliki :)

*Laura*
Chłopaki mieli świetniasty pomysł z tą akcją u Alcantary... Zapomniałam o tym co zrobił mi Hubert i co jeszcze może mi zrobić. Ten czlowiek powinien iść do psychiatry...
 U Thiago wyglupialiśmy się tak jeszcze sporo czasu, kiedy nagle przypomniało nam się, że chłopaki mają trening xD. Zebraliśmy ekipę i udaliśmy się pod Aliznz. Chłopaki wygłupiali się od początku treningu xD. Wszedł Guardiola, oni nawet go nie zauważyli, i głupieli xd. Lahm wkoczył na plecy Riberiemu :
-Hopsaj jednorożcu!
-Lama! Hopsają ...- zaczęłam mu tłumaczyć ... :)
-Tak wiem króliki! :D xddd
-hahahahahha.... Nie mam sił ci tłumaczyć
-xD taka natura człowieka
-AAaaaaaauuu! Złaź słoniu!- zawył Riberie
-Ty! Bez takich! Lamo jeśli już!- obraził sie Lama
-Wszystko jedno złaź bo mi noga z kręgosłupa wyszkoczyła!
-To niech wskoczy- zaśmiał się Nauer
-Ej, chłopaki, mnie tu noga boli a wy takie tematy!- krzyknął Frank- Dzwońcie gdzieś!!!
-Już jużżżżz- zawył Goetze i wyjął telefon- A jaki jest numer.... tam ... GDZIEŚ?
-No nie wiesz? 312!
-Halo? Dzień Dobry. Tak... Ja poproszę lody na wynos... Yhm.. pod Aliazn Arena proszę!- Mario rozmawiał a my tarzaliśmy sie ze śmiechu
-Można wiedzieć po co dzwonisz do lodziarni?- spytał Guardiola
-No ten... tego... Bo ja słyszałem że jak coś boli to trzeba zmine okłady robić- powiedział na co my wybuchnęliśmy.
-A o mnie to nie pomyślałeś Goetze!?- zawył trener
-Ups...
Reszta treningu minęła jak zwykle... my się śmiałyśmy chłopaki ganiali bo boisku. Dobra ktoś musiał tu pożądek zaprowadzić... :
-5 kółek- krzyknął trener
-Ale trenerze... - Przeciągnęli Mario i Manuel
-Goetze i Nauer 10!
-O Jezu!
-15! Jeszcze coś chłopaki?-
-My już będzeimy grzeczniii- zawyli
-No ja myślę, że po tych kółkach napewno!- zaśmiał się Pep a chłopaki biegali dalej.
Mario jak wiać juz wrócił do gry... Ja mam jeszcze kilka dni ze wzgl. na moją chorą rękę. Niby jest coaz lepiej. Myślę, że niedługo będę mogła wrócić...
Czekałam na Mario pod stadionem byłam bardzo szczęśliwa, że tak starają sie mnie pocieszyć... żebym tylko nie myślała o tym pacanie...:
-Oooo kogo ja tu widze...
-Fuck- powiedziłam pod nosem
-A co ty taka wesoła skarbie?- spytał z przekąsem Hubert.
-Masz- podałam mu kartkę-
-Co to? Twój numer konta w banku?- poruszył znacząco brwiami
-Nie! To numer do DOBREGO PSYCHIATRY- wykrzyczałam
Na moje szczęście drzwi od stadionu otworzyły się i wtszliu z nich Mario, Mandzu z Leną i Lama:
-To jeszcze nie konic skarbie- zdążył dopowiedzieć- Zginiesz!- rozpłakałam się
Przybiegła do mnie Lena a Mario rzucił się na Huberta. Mandzukić i Lahm pobiegl ich rozdzielać:
-Mario, po co to robisz!?- krzyknął Philip
-Nie zniżaj sie do jego poziomu- dopowiedział Mario M
Chcieli jakoś odciąć Goetze'go od tego drania. Kiedy udało im się ich rozdzielić mój chłopak przybiegł do mnie i mnie przytulił.
-Mario ja nie mogę tak dłużej, on mi powiedział, że zginę!
-Kotek wszystko będzie dobrze!- przytlił mnie
-Nic nie będzie dobrze- wyrwałam się z jego objęć
I biegłam w stronę domu. Ja mam dosyć tego człowieka! On niszczy mi życie w wgl się tym nie przejmuje! Co za popapraniec jakiś.
Biegłam coraz szybciej, w końcu dobiegłam do domu. Otworzyłam szybko drzwi i wybiegłam tarasem do ogrdu, rzuciłam się na hamak i zastanawiałam się czy moje życie ma jeszcze jaki kolwiek sens. Po dłuszym czasie zoriętowałam się, że przyszła reszta, dziwne że mnie nie szukali. Może zrozumieli że chcę to przemyśleć... Albo już ich nie obchodzę....
Z ogrodu szybko wbiegłam do łazienki. Słyszałam że ktoś wchodzi po schodach, był to Mario. Ja nie przerywałam czynności, cały czas szukałam mojej przyjaciółki ... Gdzie Mario pochował żyletki zastanawiałam się:
-Kochanie co jest? Otwieraj!- pukał w drzwi, ja nie odpowiadałam
-Jeśli nie otworzysz, sam wejdę- no tak nie zamknęłam drzwi
Ja nie odpowiedałam, znalazłam żyletkę. Przyłożyłam sobie ją do ręki i...

----------------------------------------
Sory, przepraszam, wybaczcie... Taki wymęczony.... Nie chodzi o to , że nie mam weny... (uprzedzam). Chodzi mi tylko o to że chcę żeby jakoś to rozwinąć (podejrzewam że chcecie dłużej czytać tego bloga)  i dlatego właśnie chcę to jakoś rozwinąć. Spodziewajcie się czegoś w  kolejnych :D   Pozdro :**

wtorek, 1 października 2013

14- '...Ej, kto mi tam siedzi w kominie?'

*Lena*
Siedzieliśmy z Mario w pokoju, kiedy dostałam sms-a:
-Idziemy na przypał?- spytałam ukochanego
-Jeszcze pytasz? Oczywiscie- pocałował mnie
Odpisałam przyjaciółce i poszliśmy się ogarnąć. Wyszliśmy z domu i skoczyliśmy do Lahma, u którego mieliśmy się wszystcy spotkać. Kiedy przyjechaliśmy, wszyscy już byli, gadali i śmiali się. Dołączyliśmy do nich. Chcieliśmy coś odwalić jednak nie bardzo wiedzieliśmy co.:
-Wymyśliłem coś- Lahm (jak zwykle zresztą)
-Nie potknij się gdy wpadniesz na pomysł!- zażartowałam
Wymyślił, że pójdziemy do Thiago Acantary i zabawimy się w Świętego Mikołaja, ale trochę inaczej.
Napisaliśmy mu sms-a z naszym tradycyjnym 'Wbijamy na chatę' xD Po chwili jeszcze dopisali 'Ale nie dosłownie' xD. Wyszliśmy z domu i skoczyliśmy po drodze do sklepu,. My patrzymy a Goetze z Lahm' em ciągna za sobą worek ziemniaków xD. Wybuchnęliśmy śmiechem:
-No przecież mówiłem że 'nie dosłownie' - powiedział Philip na co my dostaliśmy jeszcze większego ataku śmiechu.
Potem podeszliśmy pod dom nowego nabytku Bawarczyków i Lama ze swoim genialnym pomysłem i z nami wszedł na dach. Na dole został Mandzukić (który dość szybko biega xD). Zadzwonił dzwonkiem, w tym samym czasie Goetze zrzucił przez komin ziemniaka:
-Kto tam?- spytał Alcantara
Mandzu zwiał i wspiął się na dach Thiago otworzył drzwi. Widząc, że nikogo w nich nie ma spowrotem je zamknął:
-Hoooooł hoooooł hoooooł!- zawyła Laura
Mario zrzucił kolejnego ziemniaka, potem chłopaki kazali mi puścić 'Merry Christmas' z telefonu. Jak prosili tak zrobiłam. Jednak po chwili trzymania telefonu w kominie zleciał mi. Lama zrzucił kolejnego ziemniaka:
-NIe rzucaj bo mi telefon porysujesz!- krzyknęłam
-Cicho!- krzyknął- bo nie wyjdzie!- A z telefonem to, albo go z kominkia wyjmiemy w całości albo ci nowy kupię- poinformował mnie Mandzukić
-Ej, kto mi tam siedzi w kominie?- usłyszał nas Thiago
My chcieliśmy zrzucić cały worek ziemniaków, ale Goetze i Lahm nie poradzili sobie z tym i razem z workiem spadli do kominka Alcantary xD. :
-Czy ktos mi wyjaśni co tu się dzieje?- spytał ledwo opanowując śmiech Hiszpański pomocnik

*Laura*
-No ten tego... -zaczął Goetze - eeee Kochnie skacz- zwtócił się do mnie
-A nie łatwiej wejść drzwiami?
-To teraz masz zamiar z dachu schodzić?
-No nie. Skaczę!!! Ałłłłłłłłłłłł moja ręka'
-Ups...  Już idę
Mario wyciągał mnie z kominka kiedy spojrzałam na Thiago:
-Siemaneczko Thiago
Patrzył na mnie z miną WTF ( z podłogi), ledwo opanował śmiech. Kiedy wyszłam z komina na nowo dostał ataku:
-Thiago, wytłumacz mi proszę z czego się tak naśmiewasz?- ten odwrócił mnie tyłem, bo za mną stało lustro, byłam cała w sadzy:
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Co to?- wrzeszczałam
-Kotek, yyy... to ty.- niepewnie powiedział Mario
-Ło mój Boże!
Przewróciłam się na podłogę i razem z Alcantarą, Goetze i Lhmem śmialiśmy się na maksa. Potem z komina wyszła reszta czyli Mario i Lena. Mieliśmy z nich ubaw i pytaliśmy (znaczącymi minami), co oni tyle czasu na dachu robili. Potem rozległ się dzwonek do drzwi:
-Ło żesz Kur*a!- zaklnął Hiszpan
-Że co?- spytalismy razem
-Moja  sąsiadka, brzydka, natrętna... a do tego głupia...
-To ja otworzę- powiedziałam nie przestając się smiać, na co wybuchnęła reszta
-Dzień dobry, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!- zrzeszczała ta baba
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!- krzyknęłam, żeczywiście ładna to ona nie była
-A co ci się stało, młoda damo?- spytała poważnie
-Hmmmm... powinnam panią o to samo spytać.- wybuchnęłam i spojrzałam na przyjaciół, którzy tarzali się po podłodze.
-To po co pani przyszła?
-Spytać czy tu mieszkasz?
-Taaaaaaa, będziemy sąsiaaaaadkamiiii... -uśmiechnęłam się- Wiiiiiiiiiii!!- ja podjarana pomysłem
-To ja sobię idę i raczej nie wrócę!
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest!- wrzeszczeliśp
Babka jeszcze się obejrzała i sobie poszła. Do mnie przylecieli chłopaki i Lena i zaczeli mnie tulić.
-yyyy.. a wam co się stało?
-Wypłoszyłaś mi sąsiadkę!- zaczął Alcantara radośnie- Kocham Cię
-Ejjjjj, Ja tu jestem- zawył Goetze
-No przecież widzę, skarbie xD


-----------------------------------
Taki śmieszniejszy na pocieszenie, że niedługo ferie xD (hahahhah xdddd)... Coś mi padło na mózg TODAY :D

poniedziałek, 30 września 2013

13- 'Dla takiej miłości chcę się poświecić!'

*Laura*
Moim oczom ukazał się... Hubert:
-Hej piękna- chciała mnie pocałować:
-Spadaj pedofilu!- wymierzyłam mu cios w policzek,
On złapał mnie za rękę i oparł o ścianę i przybliżył swoje oślizgłe usta do mojego ucha:
-Słuchaj skarbie, jak tak chcesz się bawić, to nie myśl, że długo sobie pożyjesz
-Odpi*prz się ode mnie! Rozumiesz?
-Kochanie co się stało?- poweidział Mario
-Nic!- krzyknełam,
Nie chciałam żeby tu przychodził, Hubert jest nieobliczalny, on może zrobić wszystko. Teraz złapał mnie za rękę, na dół zeszdł Mario, on mnie pociągnął:
-Aaaaaaaaauuuuu!!!!!!!!!!- wykrzyczałam przez zęby
Pięknie! Wykręcił mi rękę, po czym mnie puścił. Rzucił się na mojego chłopaka. Ja nie miałam siły krzyczeć. Lewą ręką wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Lamy, żeby natychmiast przyjechał. Philip i Mandzukić z Leną zjawili się błyskawicznie. Ja siedziałam w kącie, czułam że słabnę. Mario i Philip próbowali rozdzielić bijących się chlopaków, Lena natomiat zajęła się mną. Nie wiele zdziałałyśmy, bo żadna z nas nie ma prawojazd i nie mogłyśmy pojechać do szpitala.
Kiedy chłopacy zostali rozdzieleni Mario natychmiast przybiegł do mnie, ja chciałam rzucić się mu na szyję, on odsunął się:
-Ubrudzisz się- miał rację był prawie cały we krwi
-Nieważne, dla takiej miłości chcę się poświecić- wtuliłam się w chłopaka, płakałam jeszcze bardziej, Mario chciał mnie pocałować:
-Kotek, będzie cię szczypało- miał rozciętą wargę
-Dla takiej miłości chcę się poświecić- zaczęliśmy się całować
-Hej, zakochańce!- zaczęła moja przyjaciółka- Trzeba się ogarnąć, musimy z tą ręką do szpitala jechać!
-Dajcie mi chwilkę- pociągnęłam Mario do kuchni.
Potem opatrzyłam mu rany i zakleiłam plastrem rozcietą brew i trochę na ustach. Potem poszliśmy się przebrać. Strasznie się guzdrałam. Potem przyszła mi z pomocą Lena. Wszyscy zapomnieli, o mojej ręce i nie zczaili też, że nijak mogę się ubrać. Pojechaliśmy z Mario (już we dwójkę) do szpitala. Lekarze opatrzyli mi rękę, po czym ją zabandarzowali i mogliśmy już wracać. Postanowiliśmy odpocząć sobie od treningów. Mario wziął sobie dwa dni, bo niedługo grają mecz w lidze, ja natomist miałam tydzień (chorobowe) ze wzgl. na rekę.
Strasznie cieszyłam się, że mój wspaniały chłopak tak się o mnie troszczy. Teraz już boję się zostawać sama w domu:
-Mario? A jeśli on tu przyjdzie jeszcze raz?- spytałam ze łzami w oczach
-Nie przyjdzie, a czemu mnie nie zawołałaś jak się dobierał do ciebie?
-Bo ... ja wiem, że on mógł cię nawet zabić. Jest nieobliczalny. Przecież niedaleko jest kuchnia! Mógł sobie tam iść po... nóż na przykład...
-Kochanie, pamiętaj ty jesteś dla mnie najważniejsza. Dobrze wiesz, że gotów bym był oddać za Ciebie życie...
-...Ale ja nie chcę, żebyś oddawał życie. Bo jak ty umrzesz... To ja też.- powiedziałam
-Kotek, obiecasz mi coś?
-Co zechcesz!- pocałowałam go
-W razie... no wiesz... jak coś by mi się stało...
-Nie Mario!- rozpłakałam się- Nie przymuję takiej opcji!
-Skarbie wysłuchaj mnie...
-Yhm- przytaknęłam
-Będziesz szczęśliwa nawet jak odejdę. Dobrze?
-Ty nie odejdziesz!- krzyknęłam i znowu zaczęłam płakać
-Ja pytam na wypadek
-Dla ciebie zrobię wszystko- wymusiłam uśmiech
Potem Mario zaczął mnie całować a następnie rozbierać. Oddałam mu się, wiedziałam, że po tym co dzisiaj zrobił, wybrałam idealnnie. To jest facet na którym mogę polegać, któremu mogę ufać. Kiedy juz mnie rozebrał, postąpiłam tak samo z jego rzeczami. Nastepnie całował mnie po całym ciele, potem po udach i spowrotem w usta... Potem objął mnie i byliśmy już jednością (w dwóch ciałach to znaczy) Mario był taki delikatny. Jak mówił mi pierwszy raz wtedy w hotelu... Było cudownie! Po zakończeniu tej czynności padliśmy wykończeni na łóżko. Leżałam wtulona w mój ideał.
Usłyszeliśmy  dzwonek do drzwi, zaczęlismy się ubierać. Założyłam ulubioną koszulkę zarówno Mario jak i moją xD i spodnie:
-Ej, to moja koszulka- zawył
-Oj, masz całą szafę innych
-Ale ta jest wyjątkowa
-Wiem, dlatego założyłam xD- wyszłam z pokoju i udałam się otworzyć. Tym razem zajrzałam w szparę i w drzwich zobaczyłam Fabiana, starzego brata Mario:
-Hej- pocałował mnie w policzek
-Cześć
-Siema brat- krzyknął Mario zbiegając po schodach
-Hey a ty koszulę to gdzie zgubiłeś?
-Tu jest- wskazał na mnie
-Bo innych nie masz?- przytuliłam się do niego
-Co cię sprowadza- spytał Mario
-A wiesz co? Dawno cię nie widziałem i przyszedłem w odwiedziny.
-Aaaa
-A przy okazji po rade
-No trzeba tak od razu
-To ja Was samuch zostawię- poszłam do pokoju na górze


*Mario*
Ucieszyłem się, że widzę brata... Trochę się niewidzieliśmy ostatnio... A jeszcze przyszedł o coś spytać..:
-Więc, o co chodziło?
-No wiesz... Pamiętasz Ingę?
-No ta twoja dzoewczyna, no...
-Nooo chcę się jej oświadczyć
-No to na co czekasz? Pierścionek masz, to działaj!
-Tylko nie wiem czy to odpowiedni moment...
-Czemu nie wiesz? Słuachj, jesteś pewien, że to ta jedyna?
-No tak...
-No to zabierz ją do jakiegoś fajnego miejsca i już!
-Wisz co ? pomogłes dzięki.
-To się cieszę
-Dobra będę się zbierał, muszę wszystko przygotować. Niedługo jeszcze wpadnę to pogadamy.
-Okey- opdrowadziłem brata do drzwi
-Pa- przytuliliśmy się
-No, pa. Powodzenia
-Dzięki
Cieszę się że brat jest szczęśliwy. Zresztą, ja też. Myśle o zaręczynach, ale nie chcę wszytkiego popsuć. Może jeszcze jest na to za szybko...
Myśląc o tym wszystkim udałem sie na górę do Laury. Ta siedziała przy laptopie:
-Hej słońce
-Hejka, Fabian już poszedł?
-Yhm. Co porobimy- przytuliłem ją
-Nie wiem, może zwołaj ekipe i jakiś przypał, co?
-No ok ;)

--------------------------------------
No i jest oddaję w wasze ręce kochane moje :*

niedziela, 29 września 2013

12- '...Ło Boże, a tobie co zobili?'

*Laura*
Kiedy nagle ujrzałam zdjęcie Mario, był cały poobijany, miał podbite oko, leżał poprostu na ulicy!! Zaczęłam płakać, przeczytałam jeszcz opis pod tym strasznym zdjęciem:
'Mario Goetze pobity w Dortmundzie!
Obecnie piłkarz Bayernu, przyjechał odwiedziać swojego przyjaciela Marco Reusa (24l.) w Dortmundzie. Jak się okazało kiedy wracał rano około godziny 9.30. Został pobity. Czy to fani Borussi tak urządzili 22l. piłkarza?!' Ryczałam jak głupia napisałam jeszcz komentarz pod tym zdjeciem:
'Na zdjęcia to macie czas, a żeby wezwać pomoc to już nie?!!!!?'. Potem zamówiłam szybko lot do Dortmundu, zadzwoniłam po Marco, żeby po mnie wyjechał. Ten się zgodził. Napisałam kartkę domownikom żeby się nie martwli a sama pobiegłam na lotnisko. Leciałam 1,5 godziny. Kiedy wylądowałam szukałam wzrokiem Reus'a. Przybiegł do mnie, ja zadawałam takie pytania, na które on sam nie znał odpoweidzi, płakałam  a on mnie przytulił. Potem wsiedliśmy do jego samochodu i pojechliśmy do szpitala. Dojechaliśmy w 15 min. Ja wybiegłam z samochodu i udałam się do recepji:
-Przepraszam, w której sali leży Mario Goetze?
-A pani z rodziny?- spytała recepcjonista
-Jestem jego dziewczyną.-
-Pan Goetze znajduje sie w sali numer 236
-Dobrze dziekuję- odpowiedziałam
Pobiegłam do wkazanej sali, siedziałam na krześle, po chwili doszedł do mnie Reus. Czekaliśmy 30min. Kiedy nagle pojawił się lekarz. Wstałam z krzesła i podbiegłam do niego, to samo uczynił Marco:
-Co znim?- zapytałam
-Pan Mario został pobity, ale na szczęście nie groźnie. Nie zapadł w śpiączkę, tylko stracił przytomność
-Mogę go zobaczyć?
-Tak proszę, ale jeśli można, po jedynczo.
-Yhm. -przytaknął Reus- Idź pierwsza
-Dzięki- przytuliłam go i weszłam
-O Boże, Mario- popłakałam sie kiedy zobaczyłam w jakim jest stanie
-Kochanie co ty tu robisz?- spytał po czym mnie przytulił
-No jak to co? Mój chłopak jest pobity, leży w szpitalu i internecie plotki ja nie wiem czy wgl. żyje i mam siedzieć spokojnie w domu...- mówiłam płacząc
-Już dobrze- pocałował mnie
-Kiedy wyjdziesz?
-Dzisiaj tylko zrobiom mi jedne badania i jestem twój- pocałował mnie namiętnie, nie chciałam się od niego oderwać, jemu też było tak dobrze:
-Ej, zakochńce! Zmiana- uśmiechnął sie Marco
-No wchodź stary.- powiedział Mario, ja wstałam i chciałam wyjść, a mój chłopak złapał mnie za rękę- Ty zostajesz- posadził mnie na kolanach
-Lekarz nie kazał
-I co?- przytulił mnie
Chłopaki chwilę rozmawiali a potem oznajmiłam im że pójdę spytać o wypis dla Mario. Okazało się, że już zaraz będzie mógł wyść. Marco pojechał po jego torbę, bo prostop mielismy wrócić do  Monachium. Tym razem nie szliśmy koło stadionu, pożegnaliśmy Reusa i wsiedliśmy do samolotu ciągle wtuleni w siebie.

*W domu- Laura*
Doszliśmy do naszego ukochanego domu. Myślałam że nic tutaj, ani nikogo nie spotkam a jednak wyskoczyła na mnie Lena i chłopaki:
-Gdzies ty była- Krzyczała lena
-Kochana daj ty mi wejść do domu- weszłam i pokazałam jej kartke
-Sorki nie przeczytałam- przytuliłam ją
-Oooo, widzę że imprezka była- powiedział Mario
-No tak jakby, Ło Boże, a tobie co zobili?- spytał Robben
-Trzeba jak moja ukochana internet czytać
-Dobra to my się zmywamy paap- wyszli
My z Mario udaliśmy się do pokoju:
-Co to jest?- wskazał na różę
-Preznet od Hubeta- powiedziałam z przekąsem
-Ahammm... -Mario popatrzył w lustro- Boże jak ja wyglądam!
-Ślicznie, pięknie, cudowie, bosko
-Jaaaasne
-Dobra siadaj- wskazałam na łóżko
Usiadłam na nim okrakiem i wziełam pudry, różnych odcieni. Mario miał tak specyficzną cerę, że postanowiłam pomieszać wszystkie pudry, jak się okazało wyszedł idealny odcień. Nałożyłam go na twarz mojego ukochanego po czym roztarłam:
-Już możesz otworzyć oczy:
-mmmm... Bosko
-Wiem xD
-Kocham Cię
-Ja też Cie kocham- powiedziałam, a Mario zaczął mnie całować
Potem opowiedziałam mu jak to spaliśmy z ekipą na podłodze, od czego strasznie boli mnie ręka xD. No i o prezencie 'Rózy w krwi'. Miałam nadzieję, że dał mi spokój, od wczorajszego dnia nie przychodziły do mnie żadne 'liściki'... Usłyszałam dzwonek do drzwi podniosłam się z chłopaka i pobiegłam otworzyć. Co dziwne z moim zwyczajem, nie zajrzałam w małą szybkę na drzwiach i niewiedziąc kto zanimi stoi otworzyłam. Moim oczom ukazał się...


--------------------------------
Może nie wyszło jak bym chciała, ale liczę się z tym , że pewnie chcecie dłużej czytać ten rozdział a nie, żebym po 20 np. skończyła. C'nie? Także przedłużam żeby było ciekawieeej :* BUZIAKI <3

Powracam z natchnieniem :** :D

no  hej :** zastanawiam sie nad powrotem do pisania bloga ... :) Czy byli by chetni ktorzy wspierali by mnie w tym opowiadaniu? ;) Rozdzialy pojawialy by sie zadziej. Np. co piatek albo sobote (chyba ze dam rade czesciej) To jak? Bd ze mna? ;D                                Zalozycielka :**

poniedziałek, 2 września 2013

Info

Zawieszam, albo usuwam bloga. Jak wolicie? Widze że tak czy inaczej nikt nie komentuje. Dziękuję tym co czytali, za wsparcie. Drugo spr. to taka, że nwm czy dam radę dodawać a i tak tylko dl ajednej osoby... :/ No sorki.


Pozdrawiam :**